Banderowiec kopnął krzyż i rozwalił świeży grób męczenników z Dominopola

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Kraj

Teraz i w tych godzinach nocnych właśnie 76 lat temu 11 lipca 1943 r. banderowcy zdradziecko rozpoczęli Rzeź Dominopola. Duża, ludna, stara, polska od wieków wieś o szlacheckim rodowodzie nad Turią, zwana Perłą Wołynia, spała sokojnie, ufna w sojusz polsko-banderowski, zawiązany od maja 1943 r.

Tymczasem z Lasu Świnarzyńskiego wyszły upiory z siekierami spod znaku OUN-UPA, otoczyli wszystkie chaty, na jeden dom przypadało po 10 siekierników plus broń palna. Zaskoczeni, niewinni ludzie nie mieli żadnych szans, a z pogromu który trwał nieprzerwanie przez dwa dni, w cudownych okolicznościach wyratowało się tylko kilkanaście osób.

Krwawa Niedzieli była kulminacją tzw. Rzezi Wołyńskiej. Ukraińska Powstańcza Armia wspomagana przez dziesiątki tysięcy oszalałej czerni ukraińskiej, dokonała skoordynowanego ataku na Polaków w ponad 100 miejscowościach w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim oraz łuckim.

Dziś w ojczyźnie będziemy zatem przeżywać po raz trzeci Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Polaków na Wołyniu i Kresach. I dziś Prezydent RP Andrzej Duda za kilka godzin złoży wieniec przed pomnikiem Rzezi Wołyńskiej na Skwerze Wołyńskim w Warszawie. Zgromadzonym zaś tam Kresowianom, dziennikarzom i rozlicznym gościom powie: „Jeżeli dzisiaj mówimy o budowaniu relacji pomiędzy naszymi narodami, pomiędzy narodem polskim a ukraińskim, jeżeli dzisiaj mówimy o budowaniu relacji pomiędzy naszymi państwami, a bardzo mocno chcę podkreślić, że chcemy – i mnie ogromnie na tym zależy – żeby te relacje były jak najlepsze, to jedna rzecz jest pewna; potrzebujemy pamięci po to, żeby coś takiego, co wtedy się zdarzyło, nigdy więcej nie powtórzyło się pomiędzy naszymi narodami, naszymi państwami, ale żeby ta pamięć mogła być realizowana i żeby serca, i żal mogły się uspokoić, mogły zostać ukojone”.

I jeszcze klarownie doda: „A warunkiem upamiętnienia jest to, żeby strona ukraińska zgodziła się na przeprowadzenie ekshumacji, po to żeby można było oznaczyć groby, żeby potomkowie znali te miejsca, w które mogą pojechać, gdzie mogą zapalić znicz, złożyć kwiaty, gdzie mogą się pomodlić, gdzie mają miejsce na chwilę refleksji, wspomnienia o swoich bliskich. Te relacje na przyszłość na tym musimy budować”.

 

Osobiście zdejmował dzieci ze sztachet w miejscowości Kończaki na Podolu

 

Było jeszcze wiele innych przemówień i odczytanych Listów w tym od Premiera RP Mateusza Morawieckiego. Pomordowanych uczczono apelem pamięci. Prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów Szczepan Siekierka wspomniał, że jak osobiście jako 17-latek zdejmował dzieci ze sztachet w lutym 1945 roku, w miejscowości Kończaki w powiecie rohatyńskim na Podolu. Nadto że wrocławskie stowarzyszenie zgromadziło 25 tys. relacji od świadków, którzy przeżyli te mordy.

Poza tym odnosząc się do trudnej sytuacji współcześnie powiedział: „W chwili obecnej, gdy ukaranie sprawców niepomiernych zbrodni z uwagi na upływ czasu wymyka się z ludzkiego wymiaru sprawiedliwości, dla przywrócenia ofiarom ich godności stowarzyszenie nasze oczekuje od władz państwowych podjęcia działań dyplomatycznych zmierzających do uzyskania możliwości lokalizacji i miejsc zbrodni, przeprowadzenia ekshumacji oraz dokonania uroczystych pochówków.”

W tym samym duchu wypowiedział się ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który stanowczo podkreślił: „W ciągu lat słyszeliśmy wiele obietnic. (...) Pomimo sukcesów takich jak uchwała Sejmu z 2016 roku, zasadnicza sprawa czyli pochówek ofiar nie jest w żaden sposób zrealizowany. Ostatnie pochówki odbyły się osiem lat temu. (...) Od ośmiu lat kolejne ekipy rządowe i kolejne władze parlamentarne nie zrobiły nic, aby ekshumować te ofiary, pochować tak jak nakazuje tradycja chrześcijańska i europejska,” I jeszcze klarownie dodał: „Wsparcie dla Ukrainy jest bezkrytyczne, niczego od tego państwa się nie wymaga - ani pochowania ofiar, ani przerwania kultu ludobójców. (...) Jeżeli prezydent domaga się od Trybunału Konstytucyjnego, żeby usunął słowa, które są tutaj wypisane, czyli ‘nacjonaliści ukraińscy’ i ‘Małopolska Wschodnia’, to w czyim interesie jest to usunięcie z ustawy? Prawda historyczna nie może być usuwana z ustaw.”

Poniższa relacja Pani Lucyny Schiesler z d. Różycka z kolonii Maikołajpol na Wołyniu,, naocznego świadka tamtych wydarzeń, wychodzi na przeciw powyższym Apelom Kresowian, słusznym żądaniom i oczekiwaniom rodzin kresowych. Tym razem wprowadza nas w klimat okolic wymordowanej okrutnie wsi Dominopol, w klimat na całej Ziemi Swojczowskiej i na całym Wołyniu, w zaledwie kilka dni po Krwawej Niedzieli.

[...] Było już około trzeciej po południu, jak przez zboża wyruszyliśmy z kolonii Mikołajpol do miasta Włodzimierz Wołyński. Mieliśmy do pokonania ok 15 km i za trzy godziny, byliśmy już bezpiecznie na miejscu. Gdy dotarliśmy na ul. Lotniczą, to było tam już b. dużo furmanek, uciekinierów z różnych pobliskich i dalszych nawet miejscowości. Z chaotycznych przekazów ludzi można było wywnioskować, że wszyscy uciekli właśnie przed banderowcami, a uciekali na łeb na szyję z tym, co udało się w pośpiechu spakować i zabrać. Rozmawialiśmy z wieloma znajomymi, w tym ze wsi Ludmiłpol. Pamiętam dla przykładu polską rodzinę Dejerów. Oni najpierw z powodzeniem uciekli do miasta, a potem wrócili jeszcze na swoje na Ludmiłpol i zostali pomordowani w tzw. II sierpniowej turze mordów. A jest mi wiadomo, że obie siostry Dejerówny, w tym Deoniza lat 17 i starsza lat 20, koleżanka Kazimiery Rożyckiej, śpiewały pięknie na chórze w naszym kościele pw. Narodzenia NMP w Swojczowie.

Tato Roman Różycki wyszukał dla nas, u jednego z gospodarzy na przedmieściu, miejsce w stodole i spaliśmy na słomie, a ojciec i inni stróżowali. Rano na drugi dzień, było to 15 lipca rozglądaliśmy się uważnie w mieście, ale rodziny tam nie mieliśmy. Naturalnie tato Roman myślał nieustannie o mamie Marii, przecież wciąż nic nie wiedzieliśmy o jej losach, czy tamtej nocy zginęła, czy może jakoś cudem ocalała i wciąż gdzieś się ukrywa. W tym czasie Kazia dowiedziała się w mieście, że Niemcy często odbierają uciekinierom dobytek, a młodych ludzi zabierają na przymusowe roboty do Niemiec. I już drugiego dnia nasz tato chciał wracać na Mikołajpol, by szukać mamy, albo żeby się choć jeszcze, coś o jej losach od ludzi wywiedzieć. Jakaś Polka również chciała wrócić do Swojczowa, po swoje dziecko, które zostawiła u Ukraińców. W rezultacie ja, nasz tato Roman i ta Polka, razem udaliśmy się do naszych domów, by sprawdzić, jak rozwija się dalej sytuacja.

Ja jednak nie chciałam tam wracać, bo miałam złe przeczucia, jednak uległam, gdyż tato uparł się, mówiąc do nas: „Jak będzie w terenie dobrze, to ty, Kazia i reszta dzieci, przyjdziecie do nas na Mikołajpol, a jak będzie źle, to ja przyjdę do was do miasta do Włodzimierza Wołyńskiego.”. Po tych słowach tata, nasza trójka wyruszyła, a Kazia i dzieci zostali się w tej stodole.

 

Fałsz i banderowska propaganda święciły tryumfy

 

Wyprawa była b. niebezpieczna, bo właściwie wszystko mogło się zdarzyć, jednak o dziwo spokojnie zaszliśmy do domu drogą. I choć Ukraińcy przyglądali się nam bacznie, coś tam podszeptując ale ostatecznie nie czepiali się nas wcale. My z tatem zatrzymaliśmy się w naszym domu, a ta Polka poszła dalej sama do Swojczowa. Musieli nas jednak Ukraińcy bacznie obserwować, skoro tylko weszliśmy do domu, a już na nasze podwórko, zajechała cała fura ukraińskich bandziorów. Jednego z nich poznałam od razu, miał 17 lat i był ze Swojczowa, chodził też ze mną do szkoły w Swojczowie, mówili na niego „cygan”.

Banderowcy przyszli zatem do naszego mieszkania i mówią do naszego taty: „Panie Różycki, a gdzie wy byli, że was tu nie było?”. A ojciec na to bez pardonu: „Zięć zabrał żonę na Dominopol i nie ma, pewnie mi ją zabiliście!”. Wobec takiego obrotu sprawy i ja dodałam ostro: „Gdzieście podziali moją mamę, pewnieście zabili?!”. Nieoczekiwanie banderowcy nie rzucili się wściekle na nas, ale spokojnie odpowiedzieli: „My waszej mamy i żony nie zabili, ona żyje i gotuje nam posiłki na Wołczaku. A waszego zięcia i córkę zabili Mazury spod Karpat.”. W tym samym czasie inni banderowcy, przeprowadzali gwałtowną rewizję w całym domu, szukali chyba broni i wszystko dosłownie przewracali.

Znaleźli jakąś dość grubą książkę historyczną i zaraz spalili. Nakazali ojcu, aby nigdzie nie uciekał, bo mu dom złodzieje rozgrabią, ale raczej żeby młyn pracował i męł zboże. Ojciec znowu odważnie się postawił i powiedział: „Nie będę wam męł zboża, dopóki nie oddacie mi żony, bo dzieci moje głodne, a nie ma kto im strawy dziennej ugotować.”. Ojciec był niezłamany, mocno i stanowczo opierał się banderom i wciąż stawiał warunek, by Maria Różycka wróciła do domu oraz że koniecznie chce zobaczyć, to miejsce w którym zakopali jego córkę Stefkę. Banderowcy b. potrzebowali mąki, dlatego ojciec był im na ten czas b. potrzebny i nie mogli się go jeszcze pozbyć. Zadecydowali zatem wykończyć go później, a na razie pójść ojcu na ustępstwa. Mianowicie zgodzili się, by ojciec nasz przyszedł do Dominopola do domu Jana Turowskiego i nawiedził miejsce zakopania Stefki i innych.

Jeszcze tego samego dnia, ze Swojczowa szczęśliwie wracała ta Polka, która była z nami wcześniej i prowadziła swoją 12 – letnią córkę. Razem z nimi do miasta udałam się także i ja, gdyż takie było właśnie życzenie naszego ojca. W mieście opowiedziałam Kazi wszystko, co się podczas ostatniej doby wydarzyło oraz życzenie ojca, byśmy wszyscy wrócili do domu na Mikołajpol. Ja jednak zdecydowanie nie chciałam tam wracać, złe przeczucie nie odstępowało mnie bowiem na krok. Po temu następnego dnia rano, a było to 16 lipca zdrowo pokłóciłam się z siostrą Kazią, gdyż stanowczo odmawiałam powrotu na Mikołajpol, po prostu bałam się. Znów miałam to przeczucie, że to się źle skończy dla całej naszej rodziny. Kazia jednak pozostała nieugięta, zabrała resztę rodzeństwa i wróciła za wolą ojca na Mikołajpol.

Wielu ludzi w tych dniach wracało do swoich opuszczonych w pośpiechu domów, bo mówili że znów zrobiło się na wsi spokojnie. Ludzie ci nie dawali wiary, że Ukraińcy znów mogą rzucić się na bezbronną ludność polską, że mogą znów tak bestialsko mordować. Był to efekt nie tylko pozornego spokoju, który nastał w dugiej połowie lipca, ciasnoty mieszkaniowej w mieście i obaw przed wywózką do III Rzeszy, ale przede wszystkim fałszywych zapewnień przywódców UPA o zaniechaniu rzezi, wypowiadanych i rozgłaszanych wszem i wobec.

Zatem Kazia z dziećmi wrócili, bez większych problemów do naszego domu, a ja wolałam zostać w mieście. Mieszkałam po różnych kątach, nawet prosiłam ks. Franciszka Jaworskiego, który przebywał właśnie na plebani, przy kościele farnym, o coś do zjedzenia. W tej trudnej dla mnie chwili, udzielił mi pomocy. Potem odnalazła mnie Maria Szymańska, kuzynka szwagra Jana Turowskiego i zamieszkałam w mieście razem z nimi. Mieszkałam z nimi, aż do naszego wyjazdu na Bielin.

 

Tu Chresta ne treba, mohiły ne treba, tu musit byt riwno!

 

W uroczystość Matki Bożej Wniebowziętej, 15 sierpnia 1943 r. udałam się do kościoła farnego na sumę. Było wielu księży i wielu ludzi przybyło, pomodlić się w tak trudnym dla nas wszystkich czasie, a wszystko razem sprawiło, że nabożeństwo było b. uroczyste. W kościele spotkałam dwie Polki, dziewczyny z Ludmiłpola, które poznały mnie i pytały mnie: „Czemu ty nie idziesz do waszego domu? Mama i tato płaczą za tobą, że już ciebie banderowcy, gdzieś na drodze złapali i pewnie zabili, a ty żyjesz!”. I gorąco namawiały mnie, bym ja z nimi szła bocznymi drogami do domu i ja poszłam. Gdy byłyśmy już w Mikołajpolu, ja poszłam do domu, a one udały się w dalszą drogę. Jako pierwszy wypatrzył mnie mały braciszek Stasio, który poznał mnie, a mama i tato rzeczywiście nie mogli uwierzyć, że ja jeszcze żyję. Radość zatem była szczera i b. wielka, a potem już w domu nawzajem opowiadaliśmy sobie, ostatnie nasze przeżycia. Namawiałam b. gorąco rodziców, by uciekali póki jeszcze mogą, ponieważ wielu Polaków znów ucieka do miasta, gdyż poważnie obawiają się drugiej, gwałtownej fali mordów. Jednak rodzice nie godzili się jeszcze na ponowną ucieczkę do miasta.

Tato Roman opowiedział mi z kolei, jak banderowcy z Wołczaka zezwolili im pójść na Dominopol, na to miejsce w którym spoczywała nasza siostra Stefka oraz inni członkowie jej rodziny. Tato mówił tak o tym: „Poszliśmy tam wszyscy razem, nawet dzieci. Znalazłem to miejsce, usypałem prowizoryczny grób i ustawiłem mały, brzozowy krzyż, ale gdy tylko skończyłem pracę, niemal natychmiast zjawił się banderowiec, który kopnął krzyż, rozwalił grób, a nam wszystkim powiedział: ‘Tu Chresta ne treba, mohiły ne treba, tu musit byt riwno!’. Zaraz też przyprowadzili naszą mamę Marię, której surowo nakazali, by nic nie mówiła, co tam na Wołczaku widziała. I mama rzeczywiście milczała jak zaklęta, a musiała dużo wiedzieć, skoro spędziła między nimi blisko dwa tygodnie. Zaraz też wszyscy, już razem z mamą, wróciliśmy do naszego domu na Mikołajpol.”. O tego dnia tato ponieważ się zobowiązał, męł odtąd dla nich zboże. Teraz zaś nie czuli się nagabywani przez banderowców i nie myśleli uciekać.

W rodzinnym domu byłam razem z nimi przez kilka dni, ale wciąż bałam się zostawać w domu na noc. Ukrywałam się w jęczmieniu i na polu, razem z polską rodziną Antoniewskich, mieszkali ok 1 km od nas oraz z drugą rodziną polską Wójcickich, też mieszkających dość blisko. My wszyscy razem ukrywaliśmy się. Ja później uciekłam, a ich wszystkich tam pozabijali, podczas drugiej fali mordów, tak przypuszczam. W tych właśnie dniach spotkałam na polach, blisko Helenówki, Polkę Eugenię Jantas lat ok 16, która b. chciała ze mną uciekać do miasta. Niestety nie mogłam jej ze sobą zabrać, gdyż sama nie bardzo miałam, gdzie się podziać. Po dziś dzień niekiedy wraca do mnie, ta myśl: „Jaka to szkoda, że nie zabrałam wtedy, tej młodej dziewczyny i tak może wyratowałabym ją od śmierci, która i tak przyszła do niej od rezunów.”. Gdy byłam później, już w mieście, to poznałam Polaka Jana Jantasa, który właśnie zdołał uciec z drugiej fali mordów. Opowiadał mi, że banderowcy zamordowali mu w tych ostatnich dniach na Helenówce, rodziców oraz dwie rodzone siostry, w tym właśnie Eugenię. Opowiedał mi, że uciekał w niedzielę rano polami, lasami i przez bagna. Gdy wróciłam z Mikołajpola do miasta ponownie zamieszkałam u Szymańskich, a gdy Karol i Maria pamarli, ja poszłam z ich synami na Bielin. [...] [fragment wspomnień Lucyny Schiesler z d. Różycka z kolonii Maikołajpol na Wołyniu, wysłuchany, spisany i opracowany przez S.T.Roch]

Pozdrawiam niniejszym wszystkich Kresowian, rodziny kresowe, miłośników Wołania i Kresów oraz całą niepoprawną Brać! Proszę aby jeśli to tylko możliwe, by dziś 11 lipca 2019 r. wywiesić polską flagę oraz by w następnych dniach zapalić niekiedy wieczorem Znicz Pamięci w oknie, czy w innych, wyznaczonych miejscach narodowej pamięci!

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)

Komentarze

Witaj Sławomirze.

Świetny wpis i ta relacja. Kiedy jej słuchałeś jeszcze w Polsce czy za granicą?

Pozdrawiam

Ps. flagę Polską oczywiście jak zawsze wywiesiłem. Także ukraińskim robotnikom dziś już ponownie puszczałem piosenki o mordach ich pobratymców na nas Polakach. Niech wiedzą co sądzimy o ich "bohaterach".

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

Dziękuję za uwagę,
Twój komentarz wezmę pod rozwagę ;)

#1596687

Wielkie dzięki SolidarnyX. Wspomnienia Pani Lucyny spisałem podczas moich wakacji w Polsce w lipcu 2011 r., a opracowałem w lutym 2014 r. w Glasgow w Szkocji. Raper Tadek – znakomite wykonanie, wstrząsające, jakże prawdziwe słowa. Niech ta pamięć trwa! Bogu niech będą dzięki! A na tej stronie, którą gorąco polecam można zapalić bezpłatnie znicz pamięci. Cześć Ich Pamięci!

https://funer.com.pl/epitafium,ofiary-krwawej-niedzieli-na-wolyniu,6173,...

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1596693

Irena Koźlicka (ur. 1935 w Poluchnie na Wołyniu). Świadek Rzezi Wołyńskiej. Wspomina sielskie dzieciństwo na Wołyniu i tragiczne lato 1943 roku. Znajomy Ukrainiec Petro Stasiuk ostrzegał ich przed napadami ukraińskich nacjonalistów, postanowili się więc ukryć. Ona z mamą schowała się w zbożu, jednak napastnicy je odkryli i zastrzelili mamę. 8-letnia Irena Koźlicka przeżyła i schroniła się w domu Petra Stasiuka. Po kilku tygodniach odnalazł ją ojciec i zabrał do Horochowa.

Gorąco polecam uwadze każdemu ten bezcenny dokument historyczny, to świadectwo naoczngo świadka Rzezi Wołyńskiej, opublikowany 3 stycznia 2019 r. przez Świadkowie Epoki, a zatem:

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1597049

Wanda Grabowska (ur. 1924 r.) była świadkiem rzezi wołyńskiej. Już w marcu 1943 Ukrainiec z sąsiedniej wsi ostrzegał Polaków, że szykuje się rzeź. Od tego czasu mieszkańcy Wólki Kotowskiej oraz okolic czuwali. W maju dotarły do nich pierwsze wiadomości o mordach i wtedy zaczęto ukrywać dobytek w zbożu. Nie nocowano już w domu. Rzeź w Wólce Kosowskiej zaczęła się 4 lipca. Tej nocy pani Wanda, wyjątkowo, nocowała w domu. Nad ranem obudziła ją sąsiadka. Wieś była rabowana i palona, wszędzie słychać krzyki i piski mordowanych, zarzynanych bez litgości ludzi oraz ryk palącego się bydła.

Pani Wanda i jej rodzina uciekła boso do lasu. Ojciec zdążył wziąć jedynie kufer ze zbożem dla konia. Wielu mieszkańców zostało zamordowanych. Część ludzi ukrywała się w domu blisko stacji kolejowej Ołyka. Przewidywali, że w razie ataku uciekną. Ukraińcy zaszli ich od strony stacji i wymordowali. Na wsi mieszkał Jan Wilk, felczer, zawsze pomagał Ukraińcom. W czasie rzezi złapano go i wykłuto mu oczy.

W lesie, do którego uciekła pani Wanda była partyzantka radziecka. Eskortowali ofiary na Przebraże, do lasu. Na Przebrażu powstała samoobrona. Niebezpieczeństwo nie groziło jednak tylko ze strony Ukraińców, ale też Niemców. Obozowisko zostało przez nich zbombardowane, Niemcy zabili również całą polską rodzinę, która miała kontakty z partyzantką radziecką.

Niedaleko Przebraża była opuszczona niemiecka wioska, zabierano stamtąd naczynia i jedzenie. Żywność brano również od Ukraińców, mieszkańców wioski, która zachowała neutralność. Wraz z końcem wojny Polakom kazano się rejestrować się, mieli być wysiedlani. Ojciec pani Wandy był przekonany, że wrócą do domu. Gdy dowiedział się, że mają mieszkać gdzie indziej, szok spowodował zawał serca.

Absolutnie warto to zobaczyć! Dokument historyczny opublikowany 11 lipca 2019 r. przez Świadkowie Epoki:

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1597050

Ks.Isakowicz-Zaleski podczas przemówienia z okazji upamiętnienia 76. rocznicy „Krwawej Niedzieli” wygłoszonego 11 lipca 2019 r. na Skwerze Wołyńskim w Warszawie pytał wymownie: „Dlaczego organizujemy i mówimy o przebaczeniu i pojednaniu, a duchowni ukraińscy nie chcą tego pojednania i przebaczenia, co więcej, chcą wyniesienia na ołtarze kolaboranta hitlerowskiego abp. Andrzeja Szeptyckiego, który błogosławił sztandary SS Galizien?”

Podkreślił, że środowiska kresowe oczekują od Sejmu powstania ustawy, która wymieni z nazwy organizacje, biorące udział w mordach, mówił: „Rodzinom pozostaje upominać się o prawdę. Ich siłą jest to, że nie muszą kierować się poprawnością polityczną.”. Wspomniał także o monumentalnym pomniku Prof. Andrzeja Pityńskiego, ufundowanym przez Polonię i upamiętniającym ofiary Rzezi Wołyńskiej, który od lat nie może znaleź sobie godnego miejsca nad Wisłą, a jego zdaniem, powinien stanąć w centrum stolicy.

Modlitwę w intencji ofiar rzezi wołyńskiej odmówili ks. por. Mateusz Korpak z Ordynariatu Polowego, ks. płk Michał Dudicz z prawosławnego Ordynariatu Polowego, ks. por. Dawid Banach z Ewangelickiego Duszpasterstwa Wojskowego oraz Oriel Zaretsky, przedstawiciel Naczelnego Rabina Polski. Księży grecko-katolickich z Polski, jak i z Ukrainy naturalnie nie było.....

Cały wpis jest dostępny na stronie: http://www.pch24.pl/ks--isakowicz-zaleski--przykro--ze-ofiar-wolynia-nie...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1596793

W odpowiedzi na opublikowanie w sieci tego wpisu: „Banderowiec kopnął krzyż i rozwalił świeży grób męczenników z Dominopola”, otrzymałem dziś 13 lipca te dwa b. ważne e-maile: „Serdecznie dziękuję za publikacje - wspomnień osób, które przeżyły straszną rzeź na Wołyniu. Ja jako dziecko sięgam pamięcią, jak to było kiedy uciekaliśmy z Huty Stepańskiej do miejscowości Grabina (stacja kolejowa). Pozdrawiam serdecznie, a zarazem życzć dużo wytrwałości i zdrowia. Kazimierz.”

„Witam Panie Sławku Zawsze są ciekawe i wartościowe Pana informacje. Szczególnie obecnie kiedy następuje bezczelne fałszowanie faktów zbrodni i ludobójstwa na polskim narodzie, nie tylko przez bandziorów ukraińskich, ale również przez Żydów, których Polacy chronili przed śmiercią, narażając siebie i rodzinę na zagładę. Bardzo mi szkoda, że ja nie potrafię publikować swoich treści. W załączniku posyłam Panu swój wiersz. Z wołyńskim pozdrowieniem Romuald Drohomirecki.”

Bogu niech będą dzięki za każde świadectwo Kresowian, bo dziś widzimy jak na dłoni, iż nawet te tysiące relacji naocznych świadków, nie przeszkadza wcale współczesnym Ukraińcom zakłamywać podle prawdę. Nic to że mamy 2 tysiące lat chrześcijaństwa, nic to że mamy Watykan i papieża Franciszka, nic to że mamy Episkopaty w Polsce i na Ukrainie, nic to że modlimy się w dziesiątkach tysięcy kościołach do tego samego Boga. Ukraińcom oto wobec całego świata wolno wynosić na pominiki najbardziej odrażających zbrodniarzy z OUN-UPA, a zarazem blokować od wielu lat ostatni obowiązek wobec zmarłych (zarąbanych siekierami) Męczenników Wołynia i Kresów, których ciała walają się po lasach, polach i nieozankowanych jamach. To nie do pojęcia! Zgroza!

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1596821

.....naturalnie nie omieszkało srytykować polski rząd! A co sobie będą żałować przecież swoich rezunów-bohaterów z OUN-UPA nie mogą błotem obrzucać, bo jakby to wyglądało. Lepiej rżnąć głupa! A Polaczki z tęsknoty za zieloną Ukrainą, wszystko przełkną, a jeszcze zmiękną i cosik dorzucą! To się nazywa ukraiński spryt i tzw polska głupota właśnie, aż boli, oj boli!

Otóż Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy w czwartek 11 lipca 2019 r. potępiło zbrodnię dokonaną przez ukraińskich nacjonalistów na polskiej ludności podczas II wojny światowej. Jednocześnie resort skrytykował stronę polską za: „jednostronną i upolitycznianą ocenę” wydarzeń z lat 1943-1945. Na stronie resortu dyplomacji Ukrainy można bowiem przeczytać, co następuje: „Jesteśmy przekonani, że każde życie jest bezcenne. Dlatego oddajemy hołd wszystkim, którzy zginęli w wyniku Tragedii Wołyńskiej. Jednoznacznie i zdecydowanie potępiamy zbrodnie wobec ludności cywilnej: Ukraińców, Polaków, Żydów, Czechów i innych, którzy (w nich) ucierpieli”

W dalszej części pisma nie jest już tak różowo i ukraińskie MSZ krytykuje beztrosko stronę polską: „Nie możemy zgodzić się z jednostronną i upolitycznianą przez polskich polityków i dyplomatów oceną tragicznych wydarzeń z lat 1943-1945”. A prawda o tych wydarzeniach powinna być ustalana na podstawie: „wiarygodnych materiałów archiwalnych”, nadto: „próby manipulowania tragiczną historią, jej jednostronne traktowanie i wykorzystywanie w celach politycznych jest niedopuszczalne”.

Jakby i tego było mało, żeby był skutek na Polaczkach, trzeba koniecznie trochę ponarzekać, popłakać, a jak wszem wiadomo Laszki zaraz zmiękną! Dlatego ukraiński resort podkreśla, że takie działania jedynie: „wyzwalają negatywne emocje między Ukraińcami i Polakami” i „nie sprzyjają dochodzeniu do prawdy”.

Po temu na koniec stara śpiewka, iż MSZ w Kijowie wyraża oto żywą nadzieję, że niebawem historycy z obu krajów wspólnie zbadają sporne kwestie i dojdą do porozumienia. No po prostu czysta podłość Ukraińców, a kto tego nie widzi jest zwyczajnie szaleńcem, bez czci i honoru.

Cały wpis jest dostępny na stronie: https://wiadomosci.wp.pl/ukrainskie-msz-zabiera-glos-ws-rzezi-wolynskiej...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1596892

Rządowa TVP Info pozwoliła sobie usunąć, po paru godzinach ze swego portalu krytyczną i jakże prawdziwą wypowiedź ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego spod Pomnika Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa Polaków.

Zatem b. słusznie duszapsterz Ormian, Solidarności, niepełnosprawnych i Kresowian pyta na swojej stronie: „Czy to prywatna inicjatywa nadgorliwego redaktora naczelnego, czy naciski ‘dobrej zmiany’, to tego nie wiem. Może któryś z niezależnych dziennikarzy to wyjaśni. Tak czy siak, to pokazuje, że słynne powiedzenie biskupa Krasickiego, że ‘prawdziwa cnota krytyk się nie boi’ nie dotyczy tych, którzy ze względu sojusz z ukraińskimi oligarchami są gotowi wprowadzić cenzurę jak za czasów PRL.To pokazuje także, że zapewnienia o ‘prawdzie i pamięci’, zawarte w oficjalnych listach rządzących dygnitarzy nie są szczere. I dokąd tak? Czy przez knebel da się rozwiązać jakikolwiek problem?”

Cały wpis jest dostępny na stronie:

http://isakowicz.pl/cenzura-w-rzadowej-tvp-info-usunieto-wypowiedz-spod-...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1596894

A tu pierwsze relacje z tych uroczystości. Pod pomnikiem Ofiar Rzezi Wołyńskiej w 76 rocznicę apogeum ludobójstwa, kwiaty złożył Prezydent RP Andrzej Duda. Okazuje się, że sama uroczystość była raczej krótka i skromna. Dużo dłużej trwały przygotowania i próby niż samo złożenie kwiatów. Filmik opublikowany już 11 lipca 2019 r. przez Sputnik Polska, a zatem:

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1596944

Hańba w Toruniu. Jawna zdrada narodu polskiego, prawdy, historii, chrześcijaństwa, poczciwości i człowieczeństwa. To bez dwóch zdań hańba polskiej oświaty!

Otóż ograniczenie praw rodzicielskich grozi ojcu i matce ucznia, który zwrócił uwagę ukraińskiemu koledze szkolnemu, że wychwalany przez niego Stepan Bandera jest w naszym kraju uznawany za bandytę. Placówka „oświatowa” zgłosiła sprawę do sądu opiekuńczego. W poniedziałek 15 lipca 2019 r. odbyła się już pierwsza rozprawa.

Postępowanie dotyczące ograniczenia praw rodzicielskich pod zarzutem….. nacjonalizmu toczy się przed sądem opiekuńczym w Toruniu. I to z inicjatywy dyrekcji szkoły. O sprawie poinformowała na Twitterze Magdalena Majkowska z Centrum Interwencji Procesowej instytutu Ordo Iuris, która zarazem wyjaśniła, że uczestniczyła już w pierwszej rozprawie, do której doszło w poniedziałek.

Wzywam do działania wszystkich Kresowian, wszystkich miłośników Kresów, wszystkich miłujących nasz naród i naszą historię, wszystkich ludzi prawych i dobrych. Będziemy skończonymi durniami, jeśli pozwolimy by ten młody człowiek, czy każdy inny w podobny sposób prześladowany, ponieśli jakąkolwiek szkodę w życiu osobistym i rodzinnym

Na święte rany Chrystusa kogo się ściga w ojczyźnie, tych którzy mówią prawdę, czy raczej winno się ścigać tych którzy są ludobójcami i którzy ludobójców gloryfikują?! Na miłość Boską to jakieś straszne szaleństwo przyszło na nasz kraj. Źródło: Twitter

Cały wpis dostępny jest na stronie: http://www.pch24.pl/polski-uczen-ma-powazne-problemy--bo-przypomnial-ocz...

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1596945

To ten pochodzący z Ukrainy uczeń za wychwalanie zbrodniarza Bandery wraz z rodzicami, wychowującymi go w atmosferze gloryfikacji  ludobójstwa spod znaku OUN-UPA, powinien zostać wydalony z Polski bez prawa powrotu.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1596946

Dzięki Janie. Zdecydowanie zgadzam się i trzeba do tego absolutnie dążyć, inaczej nie będziemy już wolnymi ludźmi w swoim i wolnym kraju. To niestety już potwierdzone: „Uczeń na przerwie, zwrócił uwagę koledze narodowości ukraińskiej, który wychwalał S. Banderę, że w Polsce uważany jest on za bandytę. Szkoła zgłosiła sprawę do sądu opiekuńczego w Toruniu, stawiając polskiemu uczniowi zarzut nacjonalizmu” – informuje na Twitterze Magdalena Majkowska.

Wpis na stronie:

https://dorzeczy.pl/kraj/108243/Polski-uczen-zwrocil-uwage-ukrainskiemu-...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1596947

Powinni podać do wiadomości jaka to szkoła tak zrobiła aby było wiadomo gdzie dzieci nie posyłać i z imienia i nazwiska dyrektora szkoły - pewnie jakiś pobratyniec upadliny, jakich  Polsce niestety wielu (nawet w rządzie). Co gorsza jest u nas wielu ukraińców majach prawa wyborce, którzy takich wybierają (a corocznie przyjeżdża kolejna ich chmara) - pamiętam jak ciągle wybierano POsła mirona sycza - syna zbrodniarza upa.

"„Nie byłem wychowywany, delikatnie mówiąc w miłości do Polaków. Tak w nienawiści” – opowiada w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” poseł PO Miron Sycz. Choć w rozmowie z „Super Expressem” opinię tę łagodzi i zapewnia, że poglądy zmienił, to jednak wciąż stawia znak równości pomiędzy UPA a… Armią Krajową." - i takiego skur...la w kółko wybierają do sejmu albo na inne intratne stanowiska (a to jeden z wielu takich drani, a kolejne antypolskie dranie takich wybierają)

https://www.pch24.pl/posel-po-miron-sycz--syn-dzialacza-upa--mowi-o-swoj...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Dziękuję za uwagę,
Twój komentarz wezmę pod rozwagę ;)

#1596954

Serwus SolidarnyX. Wielkie dzięki. Zapodaje dalsze informacje. Portal Kresy.pl zwrócił się do dyrekcji SP 10 w Toruniu z pytaniami dotyczącymi informacji o prowokowaniu i gnębieniu polskiego chłopca przez ucznia z Ukrainy oraz, czy szkoła zwróciła w jakiś sposób uwagę uczniowi pochodzącemu z Ukrainy lub jego rodzicom/opiekunom prawnym na to, kim był Stepan Bandera (skazany przez sąd II RP za działalność terrorystyczną i antypolską) i kierowana przez niego Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Pytali nadto, czy np. odbyła się jakaś rozmowa na ten temat lub czy ukraińskiego ucznia spotkały jakieś konsekwencje, a także o domniemaną rolę w sprawie nauczyciela rzekomo pochodzenia ukraińskiego.

A oto co odpisała Magdalena Dawidowicz, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 10 w Toruniu: „Nie potwierdziliśmy, że chłopiec z Ukrainy gloryfikował postać Stepana Bandery. (…) W piśmie między innymi znalazła się informacja o tym, jak chłopiec odzywa się do kolegi z Ukrainy używając określeń typu ‘Polska dla Polaków. Ukraińcy do Ukrainy’ ”

Przy tym co wielce ciekawe, zaprzecza też nieoficjalnym informacjom, że na skierowaniu sprawy na oficjalne tory zależało jednemu z nauczycieli pochodzenia ukraińskiego.

Ważne informacje na ten temat i cały wpis pod adresem:

https://kresy.pl/wydarzenia/szkola-nie-reagowala-brala-strone-ucznia-z-u...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1597047

I wsparcia tych wet przez zażydzony PiS, by nie można było posprzątać tej stajni Augiasza jakimi są sądy w państwie Polin.

To nie Narodowcy wetowali ustawy o sądach, ale Duda, a zażydzony PiS wspierał Dudę, mimo że ustawy o sądach są autorskie PiS-u.

Więc teraz nie wylewajcie krokodylich łez wyznawcy zażydzonego PiS-u i Dudy, gdy sądy uniewinniają takich przestępców .jak Najsztub i inni, a z bandery chcą zrobić bohatera.

Macie takie sądy jakie chcieli Duda i Kaczyński.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".
-------------------------

Jestem przeciw ustawie JUST 447

#1596958

Dzięki Janie raz jeszcze. W tym samym duchu wypowiada się w Polsce coraz więcej ludzi. Poseł Piotr Liroy-Marzec złożył w tej sprawie interpelację do ministra edukacji Dariusza Piontowskiego, prosząc go o interwencję w obronę rodziny, lecz gdzie są setki innych posłów i posłanek RP?!

Po temu gorąco polecam te filmiki w tej skandalicznej sprawie, pierwszy: „Banderowcy w polskiej szkole!”, autorstwa Posła Roberta Winnickiego, opublikowany 16 lipca 2019 r. przez Media Narodowe

I ten drugi: „Polski uczeń sprzeciwił się chwaleniu Bandery! Teraz sąd?” Romana Sklepowicza i Marcina Roli, opublikowany 16 lipca 2019 r. przez wRealu24.pl , a zatem:

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1597048