Mury

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Zdarzyła mi się ostatnio dziwna przygoda. Ale najpierw kilka słów wyjaśnienia. Kilka lat temu przyszedł mi do głowy pomysł, aby skupić się na postaci i dokonaniach Alberta Einsteina, który jak powszechnie wiadomo wielkim geniuszem był. Muszę dodać, iż w czasach młodości byłem wielkim admiratorem dokonań i wielkości geniusza wszech czasów i nie miałem naprawdę żadnych niecnych zamiarów. Jakoś tak wyszło. Trafiłem na pracę „Henri Poincare and Relativity Theory” A. A. Logunova, rosyjskiego fizyka specjalizującego się w szczególnej i ogólnej teorii względności, pracę właściwie popularno-naukową poświęconą analizie prac z 1905 roku, które stworzyły podstawy Szczególnej Teorii Względności. Logunov analizuje prace wielkiego francuskiego matematyka Henri Poincare z 1905 roku i udowadnia, dla mnie przekonująco, że to właśnie Poincare odkrył, czy stworzył STW, zaś prace Alberta Einsteina w tym słynna praca Einsteina „Zur Elektrodynamik bewegter körper” z 1905 roku, są wtórne. Jak to!? Przecież to Albert Einstein jest wielkim odkrywcą Szczególnej Teorii Względności!

 Książka A. A. Logunva jest dziwna. Poświęcona w zasadzie historii fizyki, ale zwiera drobiazgowy wykład Szczególnej Teorii Względności i jest bardzo zaawanasowana matematycznie. Przeciętny, czy nawet z większą niż przeciętna wiedzą matematyczną na poziomie szkoły średniej humanista nie jest w stanie przez nią przebrnąć, czyli przeczytać ze zrozumieniem. Humaniści, w tym historycy odpadają od tej książki jak himalaista od ściany. Dla fizyków z kolei ta książka jest mało ciekawa, bo autor pisze o problemach dawno już rozwiązanych. W sumie książka napisana nie wiadomo dla kogo: ani dla naukowców, ani dla humanistów. Ma też inne wady. Ale ma też zalety. Moim zdaniem Logunov udowadnia w sposób niepodważalny, że to Poincare był pierwszy, zaś wkład Poincare w stworzenie STR jest kompletnie i całkowicie niesprawiedliwie pomijany. Zacząłem czytać więcej na ten temat, analizować i odkryłem, że takie dziwne, czy nadzwyczajne zbiegi okoliczności (ang. amazing coincidences, w języku angielskim jest sporo takich gładkich sformułowań), jak te z 1905 roku towarzyszące publikacji prac Poincare i Einsteina, w życiu Einsteina trafiały się regularnie. Jak na przykład inny nadzwyczajny zbieg okoliczności przy publikacji prac Davida Hilberta i Einsteina z roku 1915, tworzących tzw. Ogólną Teorię Względności. Są i inne, niezwykłe koincydencje, które jak się wydaje są immamentną cechą geniuszu Alberta Einsteina.

 Przyszło mi do głowy kilka pomysłów, które by te cudowne zbiegi okoliczności charakterystyczne dla Einsteina wyjaśniały. Tak powstało najpierw seminarium, potem zamienione na trzy teksty, które opublikowałem na blogu w sierpniu, wrześniu 2017 roku w trzech częściach: „Narodziny geniusza. 1905”, „Geniusz” oraz „Einstein pokazuje język”. Kilka miesięcy temu pomyślałem, że dobrze byłoby, aby popracować jeszcze nad tymi tekstami, przetłumaczyć na angielski i spróbować opublikować w jakimś czasopiśmie naukowym. Prawdę mówiąc poradził mi tak przyjaciel. No i tak zrobiłem. I zaczęła się moja gehenna. Wiedziałem, że będzie ciężko, ale nie że aż tak. Są oczywiście czasopisma poświęcone historii, czy filozofii nauki. Problem w tym, że historycy, czy historycy nauki, tworzą własny zamknięty krąg, zwany czasami „kręgiem wzajemnej adoracji”, bardzo niechętny obcym. Nie po to pracują tyle lat, piszą, w pocie czoła uczą, wykładają, układają klocki we właściwym porządku, aby przyszedł ktoś z zewnątrz i mieszał im w ich zabawkach, albo, inaczej mówiąc, napluł im do zupy. Cecha wszystkich wąskich specjalistów, nie tylko historyków. I nie tylko Polsce, ale ogólnie na świecie; tam jest tak samo jak u nas, tylko kręgi adoracji/akceptacji są nieco szersze. Czułem, że to będzie droga przez mękę. Ale prawdę mówiąc moim celem był portal naukowy: arXiv.org. Portal arXiv.org jest to miejsce, gdzie publikowane są artykuły z matematyki i fizyki, które z jakiś powodów nie zostały opublikowane przez czasopisma naukowe, w tym jest również dział poświęcony historii i filozofii fizyki. O tym portalu myślałem pracując nad swymi tekstami o Einsteinie i zlecając ich tłumaczenie na angielski. Samodzielnie tłumaczenia na angielski nie zdołałabym wykonać poprawnie. Portal arXiv.org działa pod patronatem Cornell University, jest to jeden z najlepszych amerykańskich uniwersytetów przynajmniej jeśli chodzi o nauki ścisłe. Pierwszą część: „The birth of genius. 1905” ukazała się 12 listopada 2018 roku na portalu arXiv.org w dziale History and Philosophy of Physics. Druga część: „Genius”, 30 stycznia 2019, zaś ostania, trzecia część: „Einstein sticks out his tongue” 23 kwietnia 2019 roku.

 Jeśli chodzi o publikację moich artykułów w czasopismach, moje czarne przeczucia ziściły się w całej pełni. Pierwszą część wysłałem do trzech różnych czasopism i trzy odmowy. Drugą też do trzech, albo do dwóch, już nie pamiętam, taki sam rezultat. Trzecią część wysłałem specjalnie do czasopisma Centaurus, gdzie odrzucono mi już dwa pierwsze artykuły. Mejla, jaki dostałem, przytaczam poniżej:

 

Pt, 26.04.2019 12:41

26-Apr-2019,

Dear Dr. Bodziony,

Thank you for sending your manuscript "Einstein sticks out his tongue" to Centaurus. As explained in my previous emails: it is unfortunate, but we cannot run these articles as they do not follow the disciplinary standards of the field. As I wrote to you before, we believe that there are other journals more appropriate for your article.

Thank you for considering Centaurus for the publication of your research. I hope the outcome of this specific submission will not discourage you from submitting future manuscripts.

Yours sincerely,

Dr. Koen Vermeir

Centaurus Editor in Chief

 

Pan dr Koen Vermier napisał, że nie może opublikować mego artykułu, ponieważ nie spełnia on profesjonalnych standardów. Może i tak; nie jestem profesjonalnym historykiem i zdaję sobie sprawę, że pod względem zawodowym/profesjonalnym, np. jeśli chodzi o bibliografię, moje artykuły pozostawiają co nieco do życzenia. Ale, ale… W wydawnictwie jest opcja artykuł i jest opcja esej. Ja zgłosiłem swój artykuł jako esej. Esej (ang. essay, z fr. essai 'próba') – forma literacka lub literacko-naukowa, prezentująca punkt widzenia autora. Esej może poruszać tematykę filozoficzną, społeczną lub artystyczną, być formą krytyki literackiej, manifestu politycznego, filozoficznego lub też dotyczyć innych refleksji autora (definicja z Wikipedii). Poza tym odmowa przyszła już po trzech godzinach. Około 10-tej zgłosiłem artykuł/essey, a już o 13 miałem odmowny list doktora Vermeir’a. Trzy godziny to rekord świata. Kogoś mocno zirytował mój artykuł i próba jego publikacji, stąd owa iście błyskawiczna reakcja; zazwyczaj redakcyjne młyny mielą wolno.

 26 kwietnia Cenataurus odrzucił w przedbiegach mój artykuł, który trzy dni wcześniej, 23-go opublikowałem na arXiv.org, o czym poinformowałem redakcję. No tak, ale można rzec, czy oni nie mają racji? Czy te moje artykuły nie są po prostu marne? Nie spełniają standardów i dlatego są odrzucane? Być może. Ale tu wydarzenia nabrały tempa. Muszę jednak się nieco cofnąć do mejli jakie potrzymałem po publikacji „Genius” na arXiv.org. Niejaka Anne Adamchewsky napisała do mnie kilka mejli. Nie wiem, czy to ona, czy on, ani jak się naprawdę nazywa. W Internecie imię i nazwisko często nic nie znaczy. Anne Adamchewsky najpierw zażądała abym usunął moje artykuły, potem łamaną polszczyzną mnie obraziła ze względu na moje polskie pochodzenie, wyraźnie chcąc mnie sprowokować do jakieś ostrej reakcji. Wreszcie wysłała mejla, który odczytałem jako groźbę; przy okazji okazało się, że świetnie pisze po polsku. Na koniec ładnie podziękowała i się pożegnała. Odpowiadałem uprzejmie, cytatami, a to z Ghandiego, a to z Pisma Świętego, Psalm 23:

Choćbym szedł ciemną doliną,

Zła się nie ulęknę, bo Tyś jest ze mną

Nie rozumiałem wtedy, skąd taka zmiana tonacji, ale dziś wiem. 23-go kwietnia opublikowałem na arXiv.org mój artykuł: „Einstein sticks out his tongue”, trzecią i ostatnią część cyklu o Einsteinie. W tydzień później zajrzałem na swoją stronę na tym portalu i ujrzałem taką informację:

 

Einstein sticks out his tongue

Tomasz Bodziony

(Submitted on 22 Apr 2019 (v1), last revised 30 Apr 2019 (this version, v3))

arXiv admin note: This submission has been withdrawn by arXiv administrators due to inflammatory content and unprofessional language

Comments: arXiv admin note: This submission has been withdrawn by arXiv administrators due to inflammatory content and unprofessional language

Subjects: History and Philosophy of Physics (physics.hist-ph)

Submission history

From: arXiv Admin [view email]

[v1] Mon, 22 Apr 2019 08:50:55 UTC (535 KB)

[v2] Wed, 24 Apr 2019 06:40:00 UTC (535 KB)

[v3] Tue, 30 Apr 2019 19:40:42 UTC (0 KB)

 

Ten artykuł został wycofany przez administratorów arXiv ze względu na zniesławiające treści i nieprofesjonalny język. Podobnie potraktowano pierwszą i drugą część. Wszystkie moje artykuły o Einsteinie zostały usunięte: „This submission has been withdrawn by arXiv administrators due to inflammatory content and unprofessional language”.

 Usunięcie wszystkich części mego cyklu ma sens. Oczywiście, jeśli w ten sposób można ocalić części i godną pamięć geniusza wszech czasów: Alberta Einsteina. Odmowy publikacji w redakcjach, usuniecie artykułów z arXiv.org, wreszcie listy od Anne Adamchewsky ułożyły się jedną, spójną całość. Nie ma i nie będzie miejsca na moje artykułu o Einsteinie. Jest tylko jedna prawda, jedna niepodważalna prawda: Albert Einstein wielkim geniuszem był. Einstein to geniusz, co wszystkich innych geniuszy pod sobą. A wszyscy, co śmią wątpić, podważać, drążyć, pytać tylko jątrzą, szkalują i… pożałują. Anne Adamchewsky, jakkolwiek się nazywa, miała rację. Wygrała. Przynajmniej na razie.

 Jacek Kaczmarski śpiewał kiedyś:

Wyrwij murom zęby krat

Zerwij kajdany, połam bat

A mury runą, runą, runą

I pogrzebią stary świat!

Mylił się. Jedne mury są obalane, lecz na ich miejsce powstają nowe mury. Mury były, są i będą. Tenże pieśniarz kończy piosenkę słowami:

A mury rosną, rosną, rosną

Łańcuch kołysze się u nóg...

Jacek Kaczmarski nie był naiwnym poetą z głową w chmurach, spędził lata na Zachodzie i dobrze go poznał. Wiedział, że mury zastępują mury. Gdy jedne padają, inne są pieczołowicie budowane. Ważne, by być po dobrej stronie muru. Ja właśnie trafiłem na taki mur. Nie chodzi tu o samego sławnego naukowca, który umarł ponad 60 lat temu. Postać Alberta Einsteina również dzisiaj to temat politycznie i ideologicznie drażliwy. W stworzenie mitu geniusza wszechczasów, który jadąc tramwajem wpada na cudowny pomysł i tworzy z niczego Szczególna Teorię Względności, włożono zbyt wiele wysiłku, wydano miliardy dolarów, napisano setki czołobitnych biografii, nakręcono dziesiątki filmów, te tysiące artykułów analizujących we wszystkich aspektach geniusz Einsteina… I te rzesze „naukowców”, wielbicieli, czcicieli… Jego symboliczni potomkowie po dziś dzień rządzą w najważniejszych uczelniach i trzęsą światową nauką… A tu zjawia się jakiś…, nie wiadomo kto, nie wiadomo skąd i twierdzi, że to wszystko ściema i propaganda. Cóż dziwnego, że potraktowano mnie tak, jak się to stało? No, ale zawsze można rzec, że moje artykuły są marne, podle i szkalujące. Czyli, że to moja wina. Sam jestem sobie winien i potraktowano mnie słusznie i sprawiedliwie.

 Na naszych bohaterów można pluć, rozwalać każdy pomnik, podważać każdy autorytet, w najgorszym wypadku wykpić i wyszydzać. Rozdzierać stare rany, by nie zaschły blizną podłości, jak to zgrabnie uzasadniają. Czyli dla naszego dobro to plucie, te szyderstwa. Ale wara od podważania ich autorytetów. Tych lepszych, mądrzejszych, wybranych. Od rozdzierania ich ran. Zakazane jest obnażanie, obalanie z pomników ich bohaterów. Im dobrze czynić zakazano. Dlaczego? Bo tak jest. Bo obaliwszy stare mury, znaleźliśmy się po niewłaściwej stronie nowych nurów. Co im wolno, nam jest surowo zakazano. Gdyż rządzą faryzeusze, obłudnicy, co widza źdźbło w oku bliźniego a belki w swoim nie dostrzegą (Mat. 7, 3). Gdyż im się wydaje, że są tacy wielcy, potężni, mądrzy i wspaniali, gdy są nędzni i puści. Dlatego posługują się tym, czym mogą. Cenzurą. Cenzura równie panuje, jak kiedyś. Podobnie jak mury, cenzura była, jest i będzie. I są ci, co mówią, co wolno mówić, a co nie wolno. Kogo trzeba podziwiać, a kogo szkalować i obnażać. Za komuny działał oficjalnie urząd cenzury, dziś działa w ukryciu, ale równie skutecznie. Nazywa się polityczna poprawność, albo walką z mową nienawiści. To oni definiują, co jest mową nienawiści. Koniec końców cenzurę zawsze wprowadza się dla dobra, dobra ludzkości, dobra idei, dobra kłamstwa i kłamców.

 Ja jednak pozostanę przy swoim zdaniu i przy swojej wierze. Wierzę, choć może to naiwne i niemodne, w kilka prostych prawd. Po pierwsze, że prawda istnieje. Po wtóre, że jesteśmy w stanie do prawdy dotrzeć, a przynajmniej się zbliżyć. I wreszcie, po trzecie, że możemy prawdę przekazać innym. Jest to moja wiara. Na przekór tysiącom modnych sceptyków, cyników, wyszczekanych intelektualistów i innych relatywistów, poczynając od niektórych, starożytnych filozofów.

Jeśli chodzi o Einsteina… Wierzę, że prawda o nim jest także dostępna. Można do niej dotrzeć, mimo kłamstw i półprawd na jego temat. Dalej, skoro istnieje prawda, to istnieje dobro i zło. Gdy nie ma prawdy, nie ma też dobra i zła, wszystko jest względne, a rządzi przypadek, ślepy traf. Jeśli istnieje dobro i zło, to są również złe czyny, w tym coś takiego jak kradzież, również kradzież intelektualna. Złodziej cudzych pomysłów nie powinien w spokoju konsumować owoców swej kradzieży, nawet po śmierci. I choćby tysiące wrzeszczało, że Einstein wielkim geniuszem był, ja pozostanę przy swoim zdaniu, chyba że mnie przekonają, że to oni mają rację, a ja się mylę. Choćbym pozostał sam, prawda jest prawdą, jak powiedział Gandhi (Even if I am a minority of one, truth is still the truth). Ale oni nic nie udowadniają, oni zabraniają i zakazują, wprowadzają cenzurę dla inaczej myślących. Co dobrze znamy z komuny. Kolejna odsłona odwiecznej walki dobra ze złem. "Dobro" zawsze zwycięża, prędzej, lub później. A oni zawsze chcą, pragną, pożądają dobra, tak komuniści, jak ci, co zwalczają mowę nienawiści. Na pewno dobra dla siebie.

 Dlatego opublikuję na swoim blogu trzy części mego cyklu o Albercie Einsteinie, polskie oryginały i tłumaczenie na angielski. Tyle mogę zrobić. I każdy sam będzie mógł ocenić wartość moich publikacji. Zrobię tak, bo czuję, że tak trzeba, albo dlatego, bo jestem głupim Polakiem, upartym, zawziętym suk…em, który ma dość pobłażliwego poklepywania po plecach i mówieniu mu, co jest dla niego dobre. Co może robić, pisać i myśleć, a czego mu absolutnie nie wolno. Jeśli się mylę, to niech na mnie spadnie wina i śmieszność. Jestem gotów na takie ryzyko.

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)

Komentarze

Pamiętam dobrze Pana znakomite teksty o naukowych przekrętach Einsteina. Czytałem je z ogromnym zainteresowaniem. Zasiał Pan ziarna prawdy, które wcześniej czy później wzejdą - a ściślej mówiąc -  one już kiełkują. I to pomimo usilnych prób strażników "naukowego ogrodu" chroniących chwasty, którzy chcieliby zasiane przez Pana ziarna usunąć zanim padną one na żyzną glebę.

Serdecznie pozdrawiam      

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-1

jan patmo

#1588807

Dziękuję za miłe słowa. Jest Pan dowodem na to, że warto się trudzić. Każdy dobry tekst jest przekazem, rozmową, lustrem w którym odnajdujemy bodaj cząstkę siebie. Po skończeniu tekstu autor jest bez znaczenia; jego plany, marzenia, czy manie nic nie znaczą. Albo tyle co wrzaski wariata, co w lesie z wiatrem wykrzykuje swoje żale. 

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1588842

Rzucił Pan wyzwanie całej współczesnej kulturze "merdialnej", która spreparowała mit Einsteina - geniusza, nadczłowieka o boskich przymiotach (tyle wysiłku i pieniędzy i przez jednego dociekliwego ma to się zawalić?!) 

Gdyby nie było Prawdy, możliwe byłoby stworzenie kłamstwa doskonałego (dziś w skali globalnej), do czego dążą niestrudzenie służący panu kłamstwa. 

Pozdrawiam 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-1

jan patmo

#1588878

natomiast przypomnę, iż gdy Jezus stanąwszy przed Piłatem rzekł; "Jam jest prawdą" wówczas Piłat spytał: "A co to jest prawda?"

To samo pytanie jest w istocie mottem Pańskiego artykułu. Wbrew wszystkim ówczesnym "autorytetom" Chrystus zwyciężył.

Przy okazji dziękuję, za artykuły, które Pan tutaj na NP zamieszcza.

Pozdrawiam Autora i Ciebie Janie Patmo.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1589243

Szanowny Panie Bielinski - a może Bodziony? - To jest pierwsza moja uwaga... Jeśli używa Pan pseudonimu, to niech on będzie oczywisty że pseudonimem jest. Z treści odpowiedzi do Pana wynika że jednak nazywa się Pan inaczej.

Druga moja uwaga, a spotykam się z tym bardzo często - pisarze, twórcy, inżynierowie, politycy - każdy z nich patrzy bardzo bezkrytycznie na swoje dzieło. Dlatego apel do Pana - zamiast tyle pisywać się o  rzekomej niesprawiedliwości z jakimi spotykają się pańskie eseje, po prostu proszę je tu zamieścić, a jeszcze lepiej, podać link do miejsca gdzie zawsze można je znaleźć abyśmy sami mogli wyrobić sobie opinię i skomentować. Chciałbym osobiście zobaczyć czy nie używa Pan w swoich esejach niestosownych epitetów, czy analizuje Pan na chłodno, bez emocji, jakimi cytatami z innych prac Pan się podpiera.

Dlatego zdziwił mnie jeden komentarz w którym ktoś stwierdza że zasiał Pan ziarna prawdy. Dopóki czytelnik nie zobaczy co Pan zasiał, to nie może powiedzieć jakie jest to ziarno.

Chciałbym też dodać od siebie, że w geniusz nie wierzę już od dawna. Przynajmniej w ganiusz jaki nam się powszechnie podaje. Zarówno z własnego doświadczenia jak i z analiz wielu prac jasno widzę że postęp dokonuje się małymi kroczkami. Ludzie na świecie tworzą cegiełki, wymieniają się opiniami i nagle jeden, a najczęściej kilku równocześnie zaczyna w tych cegiełkach widzieć odrobinę więcej. No i praktycznie nigdy nie ma tak żeby on był tym "pierwszym" lub by nie spotkał się z opinią bardzo, bardzo bliską do tej z której sam zasłynie jako ten "geniusz". 

Mógłbym podać na to wiele przykładów. Na przykład słynny wzór i liczba Pi Pitagorasa. Nie ma nic prostrzego ani do zdefiniowania, ani do "zmierzenia" ile to ta liczba ma wynosić. Miał Pitagoras potrzebę mierzenia pól i obwodów kół, dlatego na tę potrzebę zdefinował liczbę Pi. Wystarczy tylko zrozumieć do czego chłopu było to potrzebne a każde dziecko w podstawówce samo nam powie co to jest Pi i zmierzy ile ono wynosi. Potrzeba jest matką wynalazków...

Również dawno już rozczarowałem się panem daVinci. Artysta był z niego nieziemski. Można powiedzieć geaniusz :) Ale inżynier to był z niego jak z koziej dupy trąbka. Praktycznie nic co wymyślił, naszkicował, nie miało szansy nigdy działać, ale laicy zachwycają się. Ani słynna "pierwsza na świecie" bezstopniowa przekładnia biegów nie działa (jedynie przez chwilkę, a to to już nie jest nic trudnego), ani "samoloty", czołgi i inne wymysły... Równie dobrze ja naszkicował bym coś jak rakietę, a ludzkość pomnik by mi postawiła za to że wymyśliłem pierwszy na świecie pojazd międzygalaktyczny. 

Notomiast to czego w inżynierii rzeczywiście dokonał nie było jego wymysłem a doświadczeniem poprzednich pokoleń. Coś mi sie też widzi że musiał przejść niezłą szkołę, mieć dostęp do niesamowitych bibliotek, bo nikt nie może tak szybko i tak dogłębnie zgłębić tylu nauk naraz co zgłębił pan daVinci. 

Wracając do pana Einsteina, to pono większość z jego pracy zawdzięcza swojej żonie, bardzo utalentowanej matematyczce, oraz owocnej wymianie opini między nimi obojga. Po rozstaniu się z nią chyba niewiele już nowego spłodził, ale tutaj Pan jest na pewno o niebo większym autorytetem niż ja. Ja jedynie powtarzam com usłyszłał.

Tak więc pozdrawiam i czekam na link do esejów.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1589376

Wspomniane teksty Autor już zamieścił na Niepoprawnych, czego nie raczył Pan zauważyć. Proszę więc nadaremnie się nie trudzić i nie szukać ich w bezkresach przestrzeni międzygwiezdnej.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

jan patmo

#1589485

dlatego jestem bardzo ciekawy pana esejów, już wyobrażam sobie możliwą dyskusję. Mam takie przekonanie, że prawdziwa nauka nigdy nie jest dorobkiem ani jednego ani kilkudziesięciu nawet geniuszy , zawsze jest owocem dyskusji i wieloetapowego ścierania się poglądów, doświadczeń i upierdliwego weryfikowania hipotez i doskonalonych narzędzi. Jednym z takich narzędzi mogła być matematyka wymyślona przez Stefana Banacha, a innym dla przykładu aparatura Roberta Milikana do wyznaczenia ładunku elementarnego albo uporczywe pomiary zjawisk astronomicznych, pozwalające na sprawdzanie hipotez o naturze Universum. 

To jest robota zespołowa, od wieków posuwająca się do przodu mimo chaosu wytwarzanego przez pseudonaukę i pseudouczonych badających gender albo globalne ocieplenie.

To może być naprawdę bardzo ciekawe.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

michael

#1589456

    Nauka to dziedzina gdzie ludzkie ułomności znajdują swój wyraz podobnie jak w polityce. W Nauce nie prawda jest ważna ale co i kto mówi. Zetknąłem się z tym i w swojej dziedzinie. Żeby było jasne: w nauce są i złodzieje i oszuści. I nic na to nie poradzimy.
    Sadzę że powinieneś uprawiać dalej swój "proceder". Podobnie jak i ja próbuję. Tu nie chodzi o to żeby coś opublikować w jakimś czytanym, najlepiej filadelfijskim czasopiśmie. Tu chodzi o wypowiedzenie prawdy. Pomimo wszystko.
Mamy prawo dochodzić prawdy. Nie dlatego żeby osiągnąć sukces; dlatego że to sprawa wiedzy i honoru. My tak mamy. Cóż z tego, że dla wielu (pewnie dla większości) "uprawianie nauki" jest sprawą grantów, prestiżu i niezmienności wypowiedzi podręcznikowych?
O sprawach które mnie interesują czasem piszę. Nawet mi drukują. Ale widzę i czuję "opór materii" gdy "zawyżam poziom" dowodząc również, że niekoniecznie jedyną prawdą jest to co wypowiadają "autorytety", co służy im, a nie wiedzy o otaczającym nas świecie. 
Pozdrawiam wyjątkowo serdecznie
Honic

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1589483

Poruszmy tę prawdę. Choć "NP" zajmują się czymś innym z założenia, historia nauki może także doprowadzić do lepszego zrozumienia "naszego" świata. 

Warto moim zdaniem, aby teksty Autora znalazły szersze audytorium.

Podaję link który znalazłem: 
http://niepoprawni.pl/blog/bielinski/narodziny-geniusza-rok-1905

Okazuje się, że prawda o świecie jest inna niż ta która jest nam przekazywana.  Czy to źle? Nie. To tylko dla nas oznacza zbliżanie się do zrozumienia Świata.

Gorąco polecam.

Honic

P.S. A od kiedy wina i śmieszność miałyby być dzieckiem ewentualnej pomyłki?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1589497