"Wielu ludzi już dawno poszło po rozum

Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska
Blog

do głowy i odstawiło chemię na rzecz ziół." To cytat jednego z Niepoprawnych blogerów.

Z wielką siłą wraca, dzięki temu, historia sprzed blisko 60-ciu lat.

Mam 19 lat, właśnie zostałam wolontariuszem Kliniki, której szefem jest Profesor, znany w Polsce i Europie, mądry i dobry, doświadczony w Życiu i w Zawodzie. Koledzy (może uważam o sobie zbyt wiele) - starsi ode mnie, już lekarze - życzliwi, cierpliwi, na ogół taktowni (innych Profesor nie akceptuje). 

Przykładem stylu p. Profesora jest np. moment, w którym - podczas "wielkiej" wizyty profesorskiej na oddziale - widzi stojącego w korytarzu, przy oknie, krewnego kogoś z pacjentów. (W tamtych czasach przestrzegano rygorystycznie godzin odwiedzin - po zakończeniu wizyt lekarskich i zabiegów na oddziałach). Pan Profesor podchodzi do oczekującego i pyta - Proszę Pana - co Pan tutaj robi? W takiej samej sytuacji inny z profesorów zwykł był robić awanturę zarówno wizytującemu, jak też pielęgniarkom i lekarzom (bo "dopuścili").

Na "mój" oddział został właśnie przyjęty młody człowiek. Przed czterema laty przyjechał do Polski, z Ukrainy, razem z matką (ojciec nie żyje, szczegółów śmierci nie znamy). Wydostał się z "raju" - w okresie "odwilży". Ma 6 lat więcej ode mnie, typ asteniczny, blondyn, niebieskooki, murarz.

Skarży się na osłabienie, nocne poty, stany podgorączkowe. Ma powiększony pakiet węzłów chłonnych pod prawą pachą. Przy takim wywiadzie - "nawet" neurolog, "mój" Duńczyk - rozpoznaje dziś gruźlicę. Ów młody człowiek nie był szczepiony (poza krowianką - za "polskich czasów") przeciwko żadnej innej chorobie. Mieszkał na "zdrowej", wtedy już sowieckiej Ukrainie. Niestety - młody człowiek ma także wynik badania histopatologicznego (lepiej by było dla niego, gdyby go ukrył!) wycinka węzła chłonnego, wykonany w Sojuzie. Z badania wynika - że to "choroba Hodgkina" (inaczej chłoniak Hodgkina lub ziarnica złośliwa). A ja mam nieodparte uczucie - że młody człowiek cierpi na inną chorobę. Szukam - w moim podręczniku Anatomii Patologicznej choć przyznam, że nie myślę o gruźlicy. "Leczenie", wówczas jedyne - naświetlanie promieniami X. Węzły "znikają", chory gorączkuje septycznie, powiększa się wątroba i śledziona. W ciągu kilku tygodni - młody człowiek umiera. Zostaje samotna matka, (Dziś ten "młody" byłby w wieku "mego" Duńczyka.) Obdukcja - wykazuje rozsianą gruźlicę.

Gdyby nie "wiara" w sowieckie badanie - ten człowiek miał szanse przeżyć. Mieliśmy wówczas Streptomycynę i Hydrazyd, mieliśmy dobre ośrodki chirurgiczne, pulmonologiczne, sanatoryjne. Najprawdopodobniej operacyjne usunięcie węzłów oraz właściwe leczenie farmakologiczne i sanatoryjne (klimatyczne, dietetyczne) szybko doprowadziłoby do pełnego wyleczenia. Od tamtego czasu - stale weryfikowałam (w każdy dostępny sposób) wszelkie rozpoznania, nawet stawiane przez znane i uznane sławy medyczne. 

Patrząc wstecz - można przypuszczać, że nawet gdyby (jedynie) usunięto chirurgicznie powiększone węzły chłonne a choremu podano pełnowartościowe jedzenie w dobrych warunkach sanatoryjnych, to również bez leczenia farmakologicznego - miałby szanse na "samowyleczenie". Takich szans (bez farmakologii) nie miałby - gdyby doszło do posocznicy gruźliczej - krwiopochodnego "rozsiewu" zarazka. Popularnie nazywano tę (śmiertelną) postać choroby galopującymi suchotami. W takiej sytuacji - konieczne jest podanie tuberkulostatyków łącznie z kortykosterydami, co jest szansą wyleczenia. Gdyby stosować wyłącznie leki przeciwbakteryjne - mogłoby nastąpić wyleczenie, jednak z masywnymi zmianami włóknisto-wytwórczymi, zwłaszcza w płucach. Takie zmiany, same w sobie, doprowadziłyby do niewydolności oddechowo-krążeniowej i przedwczesnej śmierci.

Są dziś, tak jak niegdyś choroby, przy których wystarczy zastosować pielęgnację, dietę, zioła - i  można oczekiwać pełnego wyleczenia. Są takie, w których "pełnego" oczekiwać nie sposób (bez względu na metodę leczenia), są takie, w których "bez noża" się nie obejdzie: zapalenie wyrostka robaczkowego, żółtaczka mechaniczna - na tle kamicy pęcherzyka żółciowego - jako pierwsze z brzegu. Tych - ziołami wyleczyć nie sposób.

Jest jednak wielka grupa chorób - których można uniknąć, na które chorujemy - "na własne życzenie". To choćby choroba wieńcowa i przewlekła obturacyjna choroba płuc - u nałogowych palaczy tytoniu.

Krzemicy płuc - zawodowej choroby pewnej grupy górników, a także - pylicy płuc - innej choroby zawodowej - ani ziołami ani farmakoterapią nie jesteśmy w stanie wyleczyć.

Nie mniej - ten wpis to nie "poradnik zdrowotny".

Pierwszą naszą zasadą powinna być dbałość o zdrowie - które otrzymaliśmy. W takich warunkach - w jakich przyszło nam żyć. Ta zasada wynika z jeszcze innej - nie zabijaj. Zresztą cały Dekalog - to nie tylko "zapis" wskazań moralnych, to także zbiór zasad dobrego życia.

Zakończę pewnym żartem - o czym myślą - pacjent i lekarz - w momencie kontaktu?

Pacjent wyobraża sobie, że ten "portfel zdrowia" otrzymany przy urodzeniu i "wyszastany" w życiu - zostanie znów napełniony przez lekarza.

Lekarz natomiast - jak nauczyć pacjenta oszczędnego gospodarzenia tymi "drobniakami", które jeszcze pozostały w jego portmonetce.

Obyśmy więc zdrowi byli! Bez pomocy lekarzy głównie! I bez szarlatanów.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.3 (głosów:17)

Komentarze

@katarzyna. tarnawska

Witaj

Lata 50-te. Tata swoimi morskimi kanałami sprowadzał streptomycynę. Nawet był czas, że myślałem, iż ma jakąś fiksację na punkcie tej choroby, ale leczył i to skutecznie. Zrozumiałem przekleństwo gruźlicy, jak zacząłem studiować materiały i wygrałem konkurs o walce z tą chorobą.

(Największym sukcesem i wielką odwagą taty było stosowanie nagłej tracheotomii w przypadkach (jakże wówczas licznych) krztuśca (wtedy kokluszu). Szalał też wówczas dyfteryt (dzisiaj - błonica), o czym już pewnie wiele zapomniało. Jeździłem po wsiach z ojcem na wizyty i często byłem świadkiem drastycznych sytuacji).

Zioła, ziółka itd. Laboratoria zaczynają się na poważnie za nie brać. Podam tutaj choćby głupiutkiego dziurawca (Hypericum perforatum, ang. St. John's Wort). Kupisz w każdej aptece, czy sklepie zielarskim. Herbatka jest niegroźna. Lecz nalewka - Intractum Hyperici to już niemalże tykająca bomba. Choć to nie trucizna. A latem na dodatek słońce nas po tym poparzy. Waleriana też nie jest całkiem obojętna.

Więc pytanie - lekarstwa, czy ziółka powinno być bardzo poważnie rozważane

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-2
#1573091

Można było zwyczajnie zapytać: a z czego cie chłopcze te zioła wyleczyły ?

I ja bym wszystko opisał. O mnie, o córce mojego kolegi z pracy, o cukrzycy mojej matki...

 

A tak, w zamian mamy bolesną i łzawą historyjkę sprzed 60 lat. Historyjkę, która do mojego zdania pasuje jak papier ścierny do tyłka.

Czytając pani brednie o antyszczepionkowcach pomyślałem, ze pani płacą za taką propagandę. Jednak - jak widzę po dzisiejszym pani wpisie - myliłem się, za co przepraszam.

Pani po prostu ma tak sformatowany mózg. Sformatowany PRLem i PRLowskimi dogmatami.

Czytam o szarlatanach i jakbym oglądał agitki z kroniki filmowej ! Jakbym się w czasie przeniósł do lat 80 na uniwerku, gdzie profesor rechotem kwitował niewygodne pytania studentów. Rechotem i tekstami: "no pan w takie rzeczy wierzy..., nie róbmy średniowiecza..", itp. itd.

30 lat minęło od końca PRL, a pani nadal w nim umysłowo siedzi.

W dodatku ucieka od rzeczowej dyskusji w tematach, które pani porusza, ucieka w ataki personalne.

I pewnie dlatego pani nie zapytała: "na co ci chłopcze zioła pomogły, z czego to niby wyleczyły ?" Bo jeszcze by się okazało, że wyleczyły. A to jest dla pani jak bluźnierstwo, którego nie chce pani do siebie dopuścić.

Tak jak pani święte przekonanie o tym, że musimy ładować w dzieci całe stado szczepionek, choć nigdzie indziej na świecie tego nie robią.

Takich rzeczy nie chce przyjąć pani do wiadomości, by pani hermetyczny świat zatrzymany na czasach młodości, w środku PRL, nie runął jak domek z kart.

Trochę mi pani żal.

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
-5
#1573153

Poważnie Junak - nie zatrudniam już więcej pokolenia iPhona ani dzieci Neostrady. Zatrudniam wyłącznie fachowców. Nie zdradzę ci od którego rocznika w dół żeby sobie nie robić konkurencji. Cieszę się że swoim wpisem potwierdziłeś to co już dawno zaobserwowałem.

Ty z kolei powinieneś był zapytać - dlaczego nie wrócimy do sprawdzonych metod sprzed lat i nie szczepimy tylko na jedną, najwyżej dwie choroby na raz - zamiast popisywać się publicznie swoją głupotą?

A... sorry... wiem dlaczego! Bo w jinternecie inny taki mundry napisał...

A jak wyczytasz jaką herbatkę pić na ostre zapalenie wyrostka to proszę... nie dziel się tym z nami.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-3
#1573267

Dlatego proponuję: przeczytaj mój wpis, najlepiej kilka razy. Może coś zrozumiesz wtedy ?

No chyba, że nie odnosisz się do tego co napisałem, a do tego co sobie wyobrażasz akurat w poruszonym temacie ?

Wtedy OK, fantazjuj dalej.

 

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3
#1573321

kupujemy u sprawdzonego hurtownika

-))

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-3

zawiedziony

#1573191

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

zawiedziony

#1573361

Widzę po komentarzach że sprawy już daleko zaszły. I jestem pesymistą. Czy można sprawić żeby ludźmi zaczęła kierować mądrość a nie to co przeczytają bezkrytycznie w otchłaniach internetu? Jakiś odsetek umiejących pisać doszedł do wniosku że w przyrodzie jest tyle samo patogenów każdego autoramentu, ile substancji które je likwidują. Trzeba tylko je znaleźć bo są na pewno. Skąd się to bierze? Zetknąłem się już z tym przy okazji omawiania tez dotyczących właściwości substancji naturalnych pochodzących z przyrody lasów deszczowych obu Ameryk. Według nich, na wszystko jest lekarstwo w "naturze", trzeba je tylko znaleźć. Czy to taki rodzaj współczesnego szamanizmu, czy też może raczej jakiś nowy (dla nas) rodzaj pokrętnej wiary, nie bardzo wiadomo w co i dlaczego? Nie zamierzam nikogo "zbawiać", ale pesymistycznie stwierdzam że większość (chyba) społeczeństwa ciągle chętniej wierzy w jakieś czarodziejskie moce niż skłonna jest zaakceptować medycynę. 

Niestety, w dobie powszechnie dostępnego internetu opinia doświadczonego lekarza jest tak samo zauważalna jak opinia nawiedzonego szamana. Stąd mój pesymizm. 

Znam przykłady, że kłamliwa teza wyartykułowana kilkadziesiąt lat temu jest użytkowana do dziś, przez ludzi, którzy nawet się nie pofatygowali żeby sprawdzić skąd się wzięła.

Pozdrawiam

Honic

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#1573409

No to proszę sobie wyobrazić, że lekarze urolodzy to sami "szamani" - że pana zacytuję. Ci szamani - urolodzy na moją kamicę przepisali mi następujące leki ( tak, szamani w aptekach mają to jako leki !! )  Urocal i Nefrocal - w skład tych "leków" wchodzą: skrzyp polny, lubczyk ogrodowy i liście borówki, korzeń pochrzynu chińskiego i korzeń szparaga.

I ci szamani-urolodzy twierdzą, że mam to łykać, by nie mieć kamieni na nerkach. Pewnie wiedzą tyle, co w internecie poczytali, nieuki jedne.

Teraz jeszcze dorzucili mi Rowatinex.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1
#1573526

Najgorzej jest gdy jedni mysla o sobie,ze sa nieomylni - a ich oponenci mysla o sobie tez to samo.

Ludzie spotkajcie sie gdzies po srodku.

Ja z wlasnego podworka mam przyklady, jak medycyna szkolna z rzadkimi chorobami sobie nie radzi, jak jeden lekarz obala diagnoze innego doswiadczonego lekarza, ale nie potrafi dopomoc.Po terapiach z kortyzonem i metotrexatem zostajesz na lodzie, nikt nie moze i moze nie chce ci pomoc. Gdy czlowiek  jest zmuszony szukac sam i raptem mieszanka ziol powoduje, ze czynnik CRP (bialko  bardzo  czule na zapalenia w organizmie), ktory przez lata wahal sie miedzy 15 a150 od 3 lat jest w normie (ponizej 5). Wtedy otwierasz sie na terapie niekonwencjonalne.

Nie znaczy to, ze jestem przeciwniczka szczepien. Jestem za wyjasnianiem co jest wazne, a co mniej wazne, i za dowolnoscia. Jestem przeciw szczepionce przeciwgrypowej, ale za szczepionka  przeciw gruzlicy, odrze czy ospie . Jestem przeciw zbyt szybkiemu szczepieniu dzieci. Czytalam, ze w Japonii szczepienia dopiero po 2 roku zycia zmniejszyly procent umieralnosci dzieci na nagla smierc dziecka (lozeczkowa smierc dziecka).

Mamy tak duzo ludzi wyksztalconych, mysle, ze nikt  z nich nie bedzie chcial szkodzic swoim dzieciom. Zaproszenia na szczepienia trzeba nadal wysylac, przypominac, ale nie daj Bog ludzi za niestawienie sie karac.

Moim zyczeniem byloby otwarcie sie lekarzy na nature i ziololecznictwo. W Niemczech np. istnieje zawod HEILPRAKTIKER, co moznaby bylo porownac z polskim zielarzem. Zawod uznany, wyksztalcenie trwa 3 lata, przyjmowane sa do tego zawodu  osoby majace juz cos doczynienia z medycyna, bardzo rzadko osoby spoza tego kregu. Egzaminy sa  ciezkie. Ten zawod ma tu powazanie.

Dlaczego niektorzy z was odrzucaja obserwacje natury poczynione przez starsze niz nasza cywilizacje.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Gosia

#1573481