12-PUNKTOWY PRZEBIEG WYDARZEŃ SMOLEŃSKICH (wyniki nieoficjalnego śledztwa)

Obrazek użytkownika Romek M
Kraj
Szachmat

Zamykając swoje nieformalne, blogerskie śledztwo, podsumowuję je w 12 krótkich punktach (tekst wytłuszczony). W tym ostatnim swoim śledczym artykule, przedstawiam to, co moim zdaniem mogło wydarzyć się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.

1. Godzina 7:25 – ląduje Jak-40 / 044 z dziennikarzami (widzialność - według kierownika lotów, oraz pilotów wynosi 1500 – 2000 metrów, niebo zachmurzone - warunki do lądowania zgodne z poziomem wyszkolenia załogi)

Edmund Klich (przewodniczący KBWLLP, akredytowany przy rosyjskiej komisji badającej zdarzenie z 10.04.2010 w liście do Donalda Tuska z 15.04.2010 - za "Moja czarna skrzynka. Dokumenty" - str. 11): O godz. 9.26 są następujące (warunki meteo - RM): zachmurzenie pełne 10/10 - stratus, podstawa 100m, widzialność 1 km. W tym czasie 9.26 ląduje Jak-40. 

Artur Wosztyl (dowódca Jaka-40/044): Lądowanie w Smoleńsku odbyło się o godz. 7.25 czasu polskiego. Według czasu rosyjskiego była to godzina 9.25. (zeznanie z dnia 10.04.2010 z godz.19:17 – RM)

Artur Wosztyl: (...) podczas lotu mam cały czas zegar przed oczyma. Co chwila na niego patrzę, żeby wiedzieć czy lot odbywa się zgodnie z planem. Poza tym - dodał - zaraz po lądowaniu dowódca statku musi wypełnić i podpisać druk rozkazu. Tam trzeba wpisać dokładną godzinę startu i lądowania. 

2. Godzina 7:40 - Pierwsze podejście Iła-76 Frołowa 

Remigiusz Muś: (…) z zaciekawieniem oglądaliśmy dwa nieudane lądowania samolotu Ił 76 Federacji Rosyjskiej. (…) Próby lądowania tego Iła miały miejsce około po 15 i 30 minutach od naszego wylądowania.

Artur Wosztyl: - W międzyczasie nad lotniskiem pojawił się rosyjski Ił-76... - Tak, jakieś 15 min po nas. Dwa razy podchodził do lądowania (...)

3. Godzina 7:45 – Załoga Jaka-40 / 044 informuje DKL (Dyżurnego Kontrolera Lotów) Okęcie o lądowaniu swojego samolotu, ale nie wspomina nic o pogodzie, gdyż warunki atmosferyczne towarzyszące podejściu i lądowaniu „dziennikarskiego” Jaka są "zgodne z poziomem wyszkolenia" załogi (występuje tylko zamglenie - mocne fale mgły zaczną pojawiać się dopiero po godz. 8:00 - patrz punkt 5.) 

Rafał Kowaleczko (drugi pilot Jaka-40/044 - zeznanie): W dniu 10.04.2010 ja osobiście, telefonicznie przekazałem por. Lauksowi do Warszawy fakt naszego lądowania. Nie podawałem mu wtedy warunków meto (tak w oryginale - RM) panujących na lotnisku w Smoleńsku. Raczej nikt z Warszawy nie kontaktował się ze mną w sprawie warunków meto panujących na lotnisku. Natomiast nie wiem czy z innymi członkami załogi ktoś się kontaktował w tej sprawie. 

Artur Wosztyl: Na zadane pytanie zeznaje; po wylądowaniu ja albo por. Kowaleczko telefonicznie poinformowaliśmy DKL (Dyżurnego Kontrolera Lotów por. Lauksa–RM) w Warszawie o fakcie wylądowania. (...) Do mnie z Warszawy nikt nie dzwonił i nie pytał się o warunki atmosferyczne jakie panują na lotnisku w Smoleńsku. 

Dariusz Januszewicz (oficer Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych RP): Informacja zwrotna, przekazana przez dyżurnego ok. godz. 7:45, (...) była krótka: - Dyżurny METEO, chor. Marcin Nojek, poinformował mnie, że pilot samolotu JAK-40 nie podał informacji o warunkach atmosferycznych podczas lądowania w Smoleńsku.

4. Godzina 7:55 – Drugie podejście Iła – 76 (warunki atmosferyczne na lotnisku są w dalszym ciągu podobne do tych, które były przy lądowaniu Jaka-40 / 044 - zamglenie, ale brak mgły, minimalna widoczność - ponad 1000m) 

Artur Wosztyl: Po wylądowaniu około godz. 7.20 (o 7:25 – patrz wyżej, punkt 1 – RM) warunki atmosferyczne panujące na lotnisku utrzymywały się przez jakiś czas, myślę, że przez około 30 minut na podobnym poziomie, jak przy moim lądowaniu. Mam na myśli tylko widoczność.

Artur Wosztyl: Drugie zajście Iła-76 widziałem stojąc już na zewnątrz Jaka-40. Widzieliśmy, że ludzie z wieży wyszli, a śp. chorąży Remigiusz Muś włączył radiostację i stwierdził: „słuchajcie jeszcze raz podchodzi”. Obserwowałem ten samolot. Było go widać z kilometra, albo i więcej.

Remigiusz Muś: Próby lądowania tego Iła miały miejsce około po 15 i 30 minutach od naszego wylądowania.  

5. Godzina 8:00 – na płycie lotniska pojawia się mgła. Wychodzi tuż przed ósmą z jaru - którego początek znajduje się półtora kilometra od progu pasa. Nadciąga falami od wschodu, i przesuwa się w kierunku wschodniego krańca lotniska „Siewiernyj”,  a potem na zachód wzdłuż pasa aeroportu 

Artur Wosztyl: Po wylądowaniu te warunki jakiś czas jeszcze się utrzymywały. Ił-76 dwa razy podchodził po nas w podobnych warunkach. One zaczęły się pogarszać jakieś 40 min. po naszym lądowaniu.

Nikołaj Krasnokutski (pułkownik, dowódca 610 centrum ds, zadań bojowych i szkolenia lotniczego – zapis w stenogramach z wieży): No skąd mgła o godzinie 10:00 (ósmej czasu polskiego - RM) kurwa, to jakieś wariatkowo.  

Robert Grzywna (Drugi Pilot Tu-154M – zapis w stenogramach z kokpitu): Ale dziesiąta (8:00 -RM) i mgła?

Siergiejew Nikołaj (świadek nr 196 Zespołu Parlamentarnego Antoniego Macierewicza – Biała Księga): Mgła pojawiła się rano, zobaczyłem ją o godzinie 10:00.  

Isd dacza (zapis na smoleńskim blogu z 10 kwietnia 2010 z godziny 10:57): A ja, kiedy się tłukłem o ósmej rano (6:00 - RM), nie było mgły, tłukłem się z powrotem o 10:00 (8:00 -RM) - już się tworzyła. A teraz wszystko we mgle.

Nasz Dziennik (relacja ze Smoleńska nauczycielki, polskiego pochodzenia, przytoczona w grudniu 2010 r. przez „NDz”): Jak relacjonuje kobieta, 10 kwietnia już o 7.00 rano była w pracy. Była wtedy słoneczna pogoda, nie było żadnej mgły. Pojawiła się dopiero po godzinie, więc ok. godziny 8.00 rano czasu polskiego (...). Jak tłumaczy, w pewnym momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby "wychodziła z ziemi". Kładła się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru, który od szosy dzieli odległość około jednego kilometra. Z opisu nauczycielki wynika, że mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska Siewiernyj. 

Nikołaj Jakowlewicz Bodin: Nikołaj Bodin, lekarz pogotowia ratunkowego, ma działkę obok garaży przylegających do lotniska Siewiernyj. (…) Około 10.00 (8:00 czasu polskiego – RM) zebrał się, by wracać do domu. (…) – Panowała gęsta mgła, a widoczność wynosiła w linii prostej około 30 m, zauważyłem, że korony drzew znajdowały się we mgle – zeznał Bodin. Miał właśnie usiąść w samochodzie, gdy usłyszał w górze szum lecącego samolotu. Jak można przeczytać w zeznaniach, Bodin zobaczył nisko lecący samolot, w linii równoległej do ziemi (…) Potem pobiegłem za nim (samolotem - przyp. PM), widzę leży skrzydło, to niedaleko od tego miejsca. Potem pobiegłem dalej, a on już leżał w błocie. (Działka Bodina znajduje się kilkaset metrów od lotniska. Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy wschodnim progiem pasa lotniska Siewiernyj, a jarem z którego "wyjść" miała mgła. Ponieważ nad lotnisko fala zamglenia nadciągnęła około ósmej, więc działkę Bodina musiała przykryć jeszcze przed ósmą. Czyli przelatujący o 7:55 samolot, który widzi Bodin to Ił-76 Frołowa) 

Dmitrij Tutkuszbajew (ratownik pierwszej klasy, kierownik zmiany dyżurnej nr 4): Kiedy przychodził mniej więcej wolny czas, wszyscy – i ratownicy, i piloci helikopterów, i śledczy – dyskutowaliśmy oczywiście nad tym co się zdarzyło. Wtedy się dowiedzieliśmy się, że w dniu tragedii o 9:00 rano pogoda była przepiękna, a już o 10:00 (ósmej czasu polskiego -RM) lotnisko przykryła mgła; w ciągu pół godziny po katastrofie całkiem się rozeszła. 

6. Godzina 7:55 – ASKIL przechodzi samolot, określany przez KL jako „pierwszy Polak”  

Edmund Klich (przewodniczący KBWLLP w książce "Moja czarna skrzynka. Dokumenty", str. 11): Po odlocie samolotu Ił – 76, z KL (Kierownikiem Lotów – RM) nawiązała łączność załoga jakiegoś samolotu, który chciał lądować na lotnisku w Smoleńsku i KL nie wydał zgody na lądowanie. 

Dariusz Górczyński (urzędnik MSZ oczekujący na Siewiernym): Około godziny 10:00 (czasu moskiewskiego – red., czyli 8:00 polskiego - RM) Paweł Kozłow, który był chyba cały czas w kontakcie ze służbami kontrolnymi lotniska, stwierdził, że jest coraz gorsza pogoda i samolot (polski samolot - RM) będzie robił próbne podejście, ale prawdopodobnie zostanie skierowany do Moskwy, na lotnisko Wnukowo.

Anatolij Murawiew (Dyspozytor XUBS w stenogramach z wieży): Pale Waleriewiczu, w pięćdziesiątej piątej minucie ASKIL będzie przechodził pierwszy Polak. (mając na uwadze to, co za półtorej minuty powie meteo – główny synoptyk lotniska –patrz cytat poniżej – jest godzina za pięć ósma czasu polskiego - RM)

(…)

Michał Radgowski (Meteo – synoptyk na Siewiernym w stenogramach z wieży): O godzinie 10:00 (8:00 - RM) odnotowujemy, trzy punkty/stopnie górnej. (A po kolejnych siedmiu minutach...)

(…)

AA: No w dwa, na …. wiecie o tym?

AA: Tak, pojawią się dwa samoloty.(„будет вылет двух бортов.” Co oznacza słówko "вылет" /wylot/? Czy nie można go użyć w tym samym znaczeniu co „выход” /wychodzenie/? Otóż według tłumaczy z Instytutu Ekspertyz Sądowych - str. 242 -zwrot „он уже должен выходить”można tłumaczyć jako:„on w zasadzie powinien się pojawić”.A więc „выход” oraz "вылет" oznaczałyby tu „pojawienie się” - RM) Ilu ich tam? Niech się od razu na swoich ustawią. 

7. Godzina 8:10 - TU-154M ("drugi Polak") przechodzi punkt ASKIL na granicy białorusko – rosyjskiej.

Paweł Pliusnin (Kontroler Lotów Smoleńsk): Około godziny 10:10 (8:10 – RM) dostałem informację od dyspozytora, iż polski samolot TU-154 „Polskij Falstrot” (jego sygnał wywoławczy) powinien przekraczać „ASKIL” jeden z punktów wyjścia z kierunku zachodniego. Około godziny 10:15 (8:15 - RM) samolot Tu-154 nawiązał kontakt ze mną.

Remigiusz Muś: Widziałem tego Iła, który po drugiej nieudanej próbie lądowania odleciał. Po kolejnych około 20 minutach z głośników naszej radiostacji usłyszeliśmy załogę naszego tupolewa zbliżającego się do rejonu lotniska. Pamiętam, że załoga prowadziła korespondencję z wieżą kontrolną, która kierowała ich aby znaleźli się na kursie odwrotnym do lądowania w celu wykonania zejścia do lądowania. (Z zeznań Musia wynika zatem, że komunikacja pomiędzy wieżą, a PLF-101 została nawiązana o... 7:25+30+20 = 8:15, co potwierdza zacytowane powyżej zeznanie Pliusnina o przejściu ASKIL około 8:10 - RM) 

8. Godzina 8:15– lądowanie „pierwszego Polaka” na lotnisku Siewiernyj (okazuje się, że z uwagi na bezpieczeństwo Głowy Państwa i utajnienie szczegółów wylotu nie wszystkim było wiadomo, którym z pary samolotów – pierwszym (Jakiem-40/047? , czy drugim (Tu-154M) - leci Prezydent Lech Kaczyński). Natomiast Jakiem -40/047? dla zmylenia pt. przeciwnika najprawdopodobniej przyleciał Prezydent Ryszard Kaczorowski. 

Jarosław Kaczyński: Pamiętam, że pytałem go (Brata -RM) nawet, jakim samolotem polecą do Smoleńska. Przez pewien czas byłem przekonany, że będzie to JAK, a nie tupolew. 

Smolanin (komentarz do artykułu „Czy my znów skrywamy prawdę?” zapisany w dniu 11.04.2010 g. 03:05): Na ~15-30 minut przed Tupolewem, wylądował Jak-40, także polski, także z delegacją.   

Nikołaj Krasnokutski (w stenogramach z wieży): Znaczy, wg planu właśnie wylądował Jak-40 z tą delegacją i dziennikarzami.(...) O 10.30 (8:30-RM) lądowanie głównego prezydenta. 

(…)

Siergiej Sypko (szef bazy lotniczej w Twerze – podczas tej samej rozmowy): A co ty mówisz, że mgła wyszła? (Mgła – jak już wiemy -wyszła dopiero o godzinie 8:00, a Jak-40 pod dowództwem Wosztyla miał mieć na pokładzie wyłącznie dziennikarzy, więc nie może tu chodzić o Wosztylowego Jaka-40/044 – RM).

Jacek Sasin: (...) spostrzegłem p. Stachelskiego, podszedłem do niego. I w momencie, kiedy do niego podchodziłem, zadzwonił jego telefon. (...) A on mówi na to, że wypadek w samolocie. (...) Pierwsza myśl, która mi przeszła, że być może coś się stało Prezydentowi Kaczorowskiemu.

O godzinie 8:38 (!) Gazeta.pl zamieszcza artykuł pt. Wielka tragedia, "dekapitacja Polski", który początkowo opatrzony jest fotografią prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego.

Gerard Kwaśniewski (BOR, kierowca i ochroniarz Ambasadora Jerzego Bahra): Wtedy właśnie dowiedziałem się, że choć na liście nie figurowała, na pokładzie była żona mojego dobrego kolegi, Agnieszka Węcławek (funkcjonariuszka BOR – RM). Miała lecieć jakiem (dziennikarzom, ani starszemu referentowi Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta ochrona BOR nie przysługiwała, więc jeśli „miała lecieć Jakiem” to na pewno nie „Jakiem Wosztyla” - RM), ale zamieniły się z koleżanką na Okęciu. 

Generał Lech Majewski (przed sejmową Komisją Obrony Narodowej): Tuż po lądowaniu polskiego Jaka-40 w Smoleńsku 10 kwietnia kontroler wieży na lotnisku Siewiernyj zadzwonił do dyżurnego meteorologa na Okęciu i przekazał mu informacje na temat pogody. Zameldował też, że załoga naszego samolotu wykonała manewr bez zgody wieży przy podstawie chmur 60 metrów i widzialności poniżej kilometra! (nie mógł być to Jak-40/044 który lądował w "warunkach zgodnych z wyszkoleniem załogi "- RM) Mało tego. Taki telefon na Okęcie z telefonu komórkowego miał wykonać także pilot Jaka-40. 

Henryk Grzejdak (oficer CH SZ RP): Informację (o warunkach atmosferycznych – RM) telefonicznie od pilota JAKa-40 uzyskano około godziny 8:20 poprzez służbę meteo na Okęciu.

Paweł Prus (dziennikarz TVP info): Z depesz Polskiego Radia wiemy, że prezydencki (na pokładzie był prawdopodobnie prezydent Ryszard Kaczorowski - RM ) samolot wylądował w Smoleńsku kilka minut temu. Ktoś inny, mówi, że słyszał od oficerów BOR-u, że kolumna samochodów wioząca prezydenta i gości jest już w drodze i za chwilę ma się pojawić na cmentarzu.

Wojciech Cegielski (dziennikarz Polskie Radio IAR): Dwie minuty wcześniej bodajże, ja sam otrzymałem informację, że prezydent już wylądował, że już jedzie. Tak, zresztą już nie pamiętam, natłok tych wydarzeń sprawił, że trudno mi sobie przypomnieć godzinę, ale pamiętam jeszcze nawet serwis z TVP info, kiedy ja z tamtego miejsca też mówiłem, że kolumna prezydencka prawdopodobnie za chwilę wyjedzie z lotniska w Smoleńsku. I dotrze do Katynia. 

9. Godzina 8:25 – trzecie podejście Iła-76 (Frołowa) tyle, że tym razem od zachodu. Przelatuje on nad płytą lotniska, ale i tym razem nie ląduje - podrywa się znad pasa (wchodzi na zakres startowy) i odchodzi na wschód w kierunku z którego ma nadlecieć Tupolew. Dzieje się to w momencie w którym wszyscy oczekują podejścia PLF-101. Jak pamiętamy polski samolot miał planowo lądować o 8:30

Lucja Swiatkowski Cannon (The Washingotn Times): Mniej więcej w czasie gdy miał podchodzić (polski TU-154M – RM), samolot należący do rosyjskiego KGB wynurzył się z mgły, latał bardzo nisko nad lotniskiem, pozorując próbę lądowania, ale przerwał swoje podejście i odleciał. To wydarzenie nie zostało wyjaśnione przez władze rosyjskie, a powód dla którego Ił tam się znalazł nie jest znany. Gdyby faktycznie polski samolot wówczas lądował, mógłby się z nim zderzyć. 

Gazeta Wyborcza: Źródła wojskowe podają, że 15 min przed lądowaniem prezydenta służby kontrolne lotniska zabroniły lądować wojskowemu Ił-76 ze względu na złe warunki.

Program Pierwszy rosyjskiej TV (z 10 kwietnia 2010): Według informacji podanych przez program pierwszy, 10 minut przed tragedią rosyjski samolot transportu wojskowego, który miał wylądować na tym lotnisku, odszedł na lotnisko zapasowe.

Relacja TVP z 10 kwietnia - spiker (fragment filmu "Pył na wietrze"): Dziennikarze z Polski, którzy godzinę wcześniej wylądowali na tym samym lotnisku, potwierdzają, że kwadrans przed katastrofą Tupolewa (ogłoszono ją ok. 8:40, a więc 8:40 – 0:15 = ok. 8:25 – RM), do lądowania we mgle szykował się wojskowy Ił.

„WSieci” (fragment zeznania rosyjskiego milicjanta z artykułu Marka Pyzy „Awaria za awarią (…) ujawniamy nowe fakty (...)”): Kiedy obejmowałem służbę przy ochronie obiektu, była jasna słoneczna pogoda, mgły nie było. (...) O godz. 10.30 (8:30 -RM) na lotnisku Siewiernyj próbował wylądować samolot transportowy (z powodu mgły dokładnie nie widziałem modelu i koloru), niniejszy samolot po próbie lądowania zaczął unosić się i skrył się w nieznanym kierunku. 

Jerzy Bahr (Ambasador RP w Rosji – transkrypcja rozmowy telefonicznej z 10 kwietnia 2010 r.): Myśmy słyszeli tylko jak przelatywał nad lotniskiem nisko, potem wszystkie samochody zaczęły jechać w tamtym kierunku. (Nie mógł to być Tupolew, gdyż te "wszystkie samoloty" pojechały na wschód, a więc w kierunku z którego ten miał on nadlecieć.- RM)

Marcin Wierzchowski: (…) usłyszałem świst silników tupolewa. Poznałem, bo leciałem nim wiele razy przy okazji różnych wizyt. (Ił-76 ma takie same silniki jak Tupolew – RM) Zapamiętałem, że potem była cisza. Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to: „kurczę, wylądowali”. Powiedziałem do ambasadora Bahra: „panie ambasadorze, jedziemy, chyba wylądowali” Pamiętam tylko ciąg silników, bo dzieliła nas spora odległość, mogło być około 800 m. (...) … on po prostu dodał ciągu. 

Wiktor Bater (dziennikarz): Mówiła jedna z kobiet o tym, że 3 razy samolot próbował podchodzić do lądowania i robił trzykrotny obrót nad lotniskiem.

Raport pracy Podkomisji do Ponownego Zbadania Katastrofy Smoleńskiej (prezentacja 10.04.2017): Z całego systemu komend i zachowania zarówno samego Frołowa jak i nawigatorów wynika bowiem, że pilot nie miał lądować (...)

10. Godzina 8:30 (z uwagi na narastającą mgłę, oraz trzecie, kolizyjne z kursem PLF-101 podejście Iła-76) TU-154M odchodzi na lotnisko zapasowe.

Autorzy książki "Ostatni lot" (str. 175 – 176): polski TU-154M jest wyposażony w system antykolizyjny TCAS (…). Na ekranie urządzenia wyświetlane są informacje – znaczniki – samolotów znajdujących się w pobliżu, to znaczy nawet w odległości stu kilometrów. Piloci mogą określić czy te maszyny lecą poniżej, czy powyżej tupolewa. Gdyby jakiś samolot niebezpiecznie zbliżał się do prezydenckiego Tu-154M, to pojawiałby się na wskaźniku wizualny komunikat nakazujący pilotowi wznoszenie lub obniżanie.

W TVN24, na początku czerwca 2010 roku poniższy fragment stenogramów:  AA: 200 metrów.
Korsaż: PLF 1-0-1, wysokość 500?
Pierwszy Pilot: Podchodzimy do 500 metrów.
Korsaż: Zrozumiałem.

został następująco skomentowany przez jednego z pilotów latających na Tupolewach – majora Grzegorza Pietruczuka:

Informacja o 200 metrach odnosi się być może do innego samolotu, bo Tu-154 jest w tej chwili powyżej 500 metrów.

Artur Wosztyl: Jak już byli na prostej do pasa w Smoleńsku (…) zmniejszyła się widzialność do około 200 metrów. (…) Muś poszedł do samolotu podać przez radio „Arek teraz widać dwieście”. (…) Przy tych warunkach, oni wiedzieli, że się nie da wylądować. (…) Nie znam pilota, który wykonałby coś takiego.

Krzysztof Zalewski (w: „Lotnictwo” nr specjalny (14), kwiecień 2011): Jasne jest, że warunków do lądowania nie było – przy podstawie chmur 50 m, zejście do wysokości decyzji 100 m nie ma sensu.

J. U. (funkcjonariusz BOR - relacja z "Białej Księgi" Zespołu Parlamentarnego - orka.sejm.gov.pl/ZespolSmolenskMedia.nsf/files/MJAI.../05-12%20dok%2013.doc) : W dniu 10 kwietnia 2010 r. objąłem służbę zastępcy oficera operacyjnego BOR w centrum kierowania BOR. (...) Kolejną informacją dotyczącą tego lotu był telefon z Centrum Operacji Powietrznych, było to ok. godz. 8.30, może kilka minut później. Oficer, który pełnił tam służbę powiadomił nas o złych warunkach atmosferycznych nad Smoleńskiem i zapytał, czy jest nam coś wiadomo w tej sprawie. Spytał też, czy istnieje możliwość lądowania na lotnisku zapasowym. (...) Próbowaliśmy ustalić szczegóły dzwoniąc do dyżurnego BOR w porcie lotniczym z poleceniem zebrania informacji ws. lotniska, ws. ewentualnego lądowania samolotu prezydenckiego na innym lotnisku. Przekazał nam, że maszynę przejął nadzór rosyjski i nasza kontrola lotów nie ma z nią łączności.

Jerzy Bahr: Z polskiej strony była pod tym względem wielka nieufność, tzn. nie wierzono w dobrą wolę gospodarzy. Uważano, że Rosjanie chcą wymusić lądowanie gdzie indziej, żeby połamać nam ten rytm, który był przewidziany. I to jednoznacznie było powiedziane: Rosjanie będą robić wszystko, żebyśmy tam "nie siedli". 

Remigiusz Muś: Na zadane pytanie zeznaję: słyszałem korespondencję prowadzoną pomiędzy TU-154M, a wieżą, ale było to na około 12 minut przed katastrofą. Kontroler pytał się TU-154M jakie są jego zapasowe lotniska. Ktoś z załogi odpowiedział, że Witebsk i Moskwa. 

Wojciech Cegielski: Najpierw był chaos, potem było bardzo wiele różnych informacji. A to że samolot zahaczył o drzewa, ale wylądował i nikomu nic się nie stało (Jak-40 z godziny 8:15- RM). A to, że musiał zawrócić. I poleciał gdzie indziej (Tu-154M – RM).

Jacek Sasin (za książką „Mgła” Anity Gargas, str. 41): (…) może być jakiś problem z lądowaniem, bo ponoć na lotnisku jest mgła i nie wiadomo, czy samolot wyląduje, być może będzie musiał lecieć na jakieś inne lotnisko. Najprawdopodobniej do Moskwy i z Moskwy trzeba będzie delegację przerzucać tutaj.  

Gazeta Wyborcza (27.01.2011, z godziny 7:24):- Jeszcze kilkanaście minut przed katastrofą było ustalone, że z powodu złej pogody prezydencki samolot leci do Moskwy i tam przeczekuje mgłę. Nie wiem, co wpłynęło na zmianę tych planów - mówi "GW" jeden z dyplomatów. 

Gazeta Wyborcza (artykuł z 08.04.2016): Lotnisko w Witebsku czynne było tylko w dni robocze (10 kwietnia była sobota). Drugim lotniskiem zapasowym był port lotniczy w Moskwie i to tam powinni skierować samolot piloci. 

Artur Wosztyl (w stenogramach z kokpitu): Jeżeli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć yy na przykład do Moskwy. 

Leszek Kilanowski (komendant Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych RP – fragment książki „Smoleńsk. Zapis śmierci” Michała Krzymowskiego i Marcina Dzierżanowskiego) : Jak tam dzisiaj? Spokój?
Henryk Grzejdak: Nie

- Nie?-zdziwił się komendant.

- Nie...yyy...poleciał do Moskwy. wyleciał dwadzieścia siedem minut... Znaczy tak, najpierw Jak poleciał, wylądował - wystrzelił Grzejdak. Mówił tak, że trudno było cokolwiek zrozumieć.
-Czekaj, gdzie?
-Do Smoleńska.

Piotr Jakucki (dziennikarz): Podobnie jak m.in. znany niemiecki ekspert od terroryzmu Gerhard Wisniewski, dostrzegamy duże analogie do prowadzonej pod tzw. fałszywą flagą operacji Northwoods z lat 60., która prawdopodobnie została także wykorzystana w 2001 r. w Shanksville. Mówiąc w największym skrócie chodzi o to, że uwagę opinii publicznej skupiono na polance smoleńskiego lotniska jako na „miejscu katastrofy”, a być może polską delegację zlikwidowano w innym miejscu. Wiele poszlak na to wskazuje. 

11. Godzina 8:20 – 8:40 Niepokojące wydarzenia wokół samolotu („pierwszego Polaka”), który wylądował na lotnisku „Siewiernyj” 

Paweł Prus (dziennikarz TVP info): Podobno wylądował, ale nie wyhamował i wypadł z pasa. To polski Jak 40 (…)

Radosław Sikorski (Minister Spraw Zagranicznych - TVP INFO godz. 20:01): Samolot się rozbił, ale nie było wybuchu. Więc była nadzieja, że lądowali i koło się urwało.

RR Bars (wpis na forum smoleńskim – smolensk-auto.ru z godziny 8:25): Co się stało z polskim samolotem na naszym lotnisku... stoi bez kół cała straż pożarna miasta tam jest (nie potwierdzone dane bliskie oficjalnym).

Jacek Sasin (zastępca Szefa Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przed Zespołem Parlamentarnym Antoniego Macierewicza): Miałem taki obraz, że być może się koło, koła nie otworzyły, prawda, czy coś takiego. 

Jacek Sasin: (...) spostrzegłem p. Stachelskiego, podszedłem do niego. I w momencie, kiedy do niego podchodziłem, zadzwonił jego telefon. (...) on się bardzo wyraźnie zdenerwował (...).tak sobie psychicznie zbudowałem taką konstrukcję, że on tak strasznie panikuje z tego powodu, że ten samolot wyląduje gdzie indziej (...) on wtedy mówi mi, że: „wie pan, no, dostałem informację, że... jakąś dziwną informację, że zdarzył się jakiś wypadek”. Ja mówię: „jaki wypadek?” A on mówi na to, że wypadek w samolocie. (...) Pierwsza myśl, która mi przeszła, że być może coś się stało Prezydentowi Kaczorowskiemu. (Z relacji Sasina wyglądałoby więc, że informacja o tym, że coś się dzieje z samolotem Prezydenta Kaczorowskiego przyszła po informacji o odlocie PLF-101 na lotnisko zapasowe - RM)

Stenogramy z wieży (c.d rozmowy Krasnokutski - Sypko, tuż po pojawieniu się mgły i wylądowaniu Jaka-40)

Władimir Sypko: A czy ten Jak, to nasz czy Polacy?

Krasnokutskij: Nie. Polacy.

Władimir Sypko: Mam jeszcze takie pytanie - z trapami sobie poradzą (niezrozumiale)? (Sypko dopytuje o trapy bo nie wie do końca kto i jakim samolotem przyleciał. Jak-40, produkcji radzieckiej posiada własny trap i Sypko musi o tym wiedzieć - RM)

Nikołaj Krasnokutskij: Nie zrozumiałeś?

Władimir Sypko: Z trapami, z trapami ... (niezrozumiale)

Nikołaj Krasnokutskij: Nie, nie. Jeden zostawili, a drugi jest mój, czyli są dwa trapy, one są dla (samolotu - RM) oznaczonego literą „A” wszystko tu będzie w porządku (Krasnokutskij wyjaśnia Sypko, że trapy przeznaczone są dla TU-154, którym leci Prezydent RP, i że nie ma Go w samolocie który wylądował właśnie, czyli Jaku-40. Oznaczonym literą "A", co oznacza, że przewożącym Głowę Państwa jest Tupolew, a Krasnokutski wie już o tym - RM)

Norbert Nowotnik (dziennikarz PAP): Po godzinie 10-tej (8:00–RM) gdy ustalaliśmy z moim redakcyjnym kolegą te ostatnie szczegóły dotyczące uroczystości nagle pojawiła się ta informacja. Ona przyszła, nie wiem, ktoś z obsługi sejmu bądź senatu, być może jakiś dziennikarz podał informację, że coś się dzieje. Zaczął panować pewien chaos informacyjny. To było bardzo trudne doświadczenie, dlatego że część osób twierdziła, że to tylko awaria samolotu, że jakiś pożar, że ludzie.

Edward Siarka (poseł): Telefony wszystkich dzwonią – samolot Prezydenta płonie. 

Piotr Paszkowski : Na lotnisku w Smoleńsku doszło do katastrofy samolotu rządowego JAK40 - taka informację przekazał rzecznik MSZ Piotr Paszkowski. Na pokładzie jest prezydent Polski Lech Kaczyński.

(…) Rzecznik MSZ dodaje jeszcze, że samolot się zapalił, ale został ugaszony.

Andrzej Ćwierz (poseł): Rozmawiałem z dziennikarzami, którzy byli na lotnisku, między innymi jeden z nich widział, co się działo z samolotem, przynajmniej sugerował, że tam się działy rzeczy takie nienormalne, w sensie takim, że według niego mogły to być wybuchy na skrzydłach samolotu. 

12. Godzina 8:35 – czwarte podejście Iła-76 (ponownie od wschodu) i zrzut różnych elementów samolotu (skrzydeł, ogona) dokonany pomiędzy ulicą Gubienki, a "miejscem katastrofy", w ramach operacji militarnej, która miała na celu symulację podejścia Tu-154M. Samolot pilotowany przez Frołowa, po dokonaniu zrzutu odlatuje na wschód.

Artur Wosztyl: Było to około godz. 8.35 polskiego czasu. Stojąc przy swoim samolocie usłyszeliśmy dźwięk silników TU-154 M podchodzącego do lądowania. Rozpoznałem to po charakterystycznym dźwięku pracy silników tego rodzaju samolotu. Nadmieniam, że go nie widziałem, a jedynie słyszałem. Był dźwięk podejścia do lądowania na ustalonym zakresie pracy silników. W pewnym momencie usłyszałem, że silniki zaczynają wchodzić na zakres startowy, tak jakby pilot chciał zwiększyć obroty silnika, a tym samym wyrównać lot lub przejść na wznoszenie.

Artur Wosztyl: Czas: 8.56, który funkcjonował przez dłuższy czas. Moja pierwsza rozmowa po usłyszeniu tych niepokojących dźwięków, których wcześniej nigdy nie słyszałem i mam nadzieję nigdy nie usłyszę – rozmowa z DKL-em odbyła się o godz. 8.38 czasu polskiego. I to też nie od razu było, że... Po prostu to też, po prostu, niedowierzanie, nie wiadomo, co się dzieje. Po prostu tutaj samolot powinniśmy byli słyszeć – nie słyszymy. Te dźwięki wcześniej... (...) I dopiero wykonałem telefon do DKL-a – godzina 8.38. (...) Dlaczego 8.41? Nie wiem.

"WSieci” (fragment zeznania rosyjskiego milicjanta z art. M. Pyzy – patrz wyżej): Około godz. 10.40 (8:40 – RM) widzialność w okolicy terenu obiektu chronionego gwałtownie pogorszyła się z powodu gęstej mgły. Mniej więcej w tym samym czasie słyszałem dźwięk silników samolotu w bezpośredniej bliskości od pasa startowego, następnie było słychać dźwięk silników samolotu oddalającego się od pasa startowego. Samolotu nie widziałem. Więcej nie słyszałem dźwięków samolotu zbliżającego się i oddalającego. (...) wszyscy milicjanci zeznają też, (…) że nie widzieli natomiast tupolewa w powietrzu, mimo że znajdowali się bardzo blisko miejsca zdarzenia – nawet kilkadziesiąt metrów od pasa startowego (…). 

Rafał Klimuszko: (dziennikarz) informacja od świadków obecnych wówczas na płycie lotniska, którzy próbowali rozmawiać z owym kontrolerem lotów, który z objawami rozpaczy biegał tam i z powrotem. Otóż ten starszy człowiek był przekonany, że rozbił się rosyjski samolot, a polski prezydent kilka minut wcześniej odleciał! Zupełnie tak, jakby to załoga Ił-76 symulowała, że jest prezydenckim samolotem! 

Oleg Starostienkow: Wróciłem do warsztatu i powiedziałem chłopakom, że rozbił się samolot. (...) (Dopytywany dlaczego nie pobiegł zobaczyć, czy nie trzeba komuś udzielić pomocy wyjaśnia): Ja nie katastrofę widziałem, ale inne rzeczy. (Dziennikarka: A co pan widział?) Starostienkow: Służyłem w armii. )

Aleksander Berezin (film Anity Gargas - "10.04.10"): O siódmej było jeszcze ładnie, a o 8:30 trzeba było włączyć reflektory. (...) Jadę. I taki nienaturalny ryk. (...) I on tak plasnął, proszę sobie wyobrazić, przez drogę 60 metrów. A tu żadnego wybuchu, ani nic. (...) I o 9:00, ja przyjeżdżam na wieś i twój brat Szuriak mówi, że to polski samolot. Jak to polski?! To nasz, transportowy. 

Siergiej Antufiew , gubernator obłasti smoleńskiej (w filmie „Anatomia upadku - 2”): A potem dyspozytor mówi: "Łączność się zerwała", kiedy samolot podchodził do lądowania. (Antufiew nie mówi jaki samolot-RM)

Marek Pasionek (wiceprokurator generalny): Prokuratorzy ustalili, że na kilka minut przed katastrofą w wieży kontrolnej w Smoleńsku doszło do awarii radiolokacyjnego systemu lądowania. Na monitorach, przed którymi siedzieli kontrolerzy, zanikał punkt oznaczający pozycję samolotu. Kontrolerzy nie znali więc położenia tupolewa.  

Raport pracy Podkomisji do Ponownego Zbadania Katastrofy Smoleńskiej (10.04.2017): Gdy Tu-154M znalazł się na wysokości 100m nawigatorzy milczeli i żaden z nich: Ryżenko, Pliusnin czy Krasnokutski nie wydał wymaganej komendy odejścia na drugi krąg. (…) Z relacji świadków wynika, że lampa kodowa znajdująca się przy bliższej radiolatarni nie działała tylko podczas zajścia Tupolewa.

Raport Nowaczyka: Według Rosyjskiego raportu końcowego (MaK) brakuje zapisów wideo z ekranu radaru w wieży kontrolnej podczas lądowania polskiego air Force One w dniu 10 kwietnia 2010 roku. (...) Jednakże raport rosyjski w rzeczywistości zawiera informacje o lokalizacji znaczników samolotu uwidaczniających ścieżkę schodzenia i mogących pochodzić wyłącznie z zapisu wideoradaru.

Paweł Plusnin (Misja Specjalna z dnia 02.06.2010 roku - wywiad Plusnina dla LifeNews): (Dziennikarka: My mieliśmy informacje, że proponowano mu lądowania w innych miastach?) Plusnin: Ja też mu to proponowałem. (Dziennikarka: A dlaczego on odmówił?) Plusnin: Trzeba było jego spytać. Taka była decyzja dowódcy załogi. Komendy, które ja dawałem oni z początku potwierdzali; potem przestali odpowiadać. Ja nie wiem. Oni powinni potwierdzać, a nie potwierdzali. (Dziennikarka: - A co to za potwierdzenia?) Plusnin: Chociażby przy podejściu do lądowania. 

To, iż – według mnie - o godzinie 8:35, na Siewiernyj nie podchodził PLF-101, ale jakiś inny samolot wyjaśniałem w artykule „Prześwietlamy stenogramy (4)”:

Czy w sytuacji gdy:

- w kierunku PLF-101 leci właśnie, kierując się Biełyj, odchodzący znad XUBS Ił-76;

- mgła zagęszcza się do poziomu wielokrotnie przekraczającego minima ("Arek teraz widać 200");

- kontrolerzy "Siewiernego" nie wiadomo z jakich względów wydają PLF-101 zgodę na lądowanie, nakazując mu zejście poniżej minimum lotniska ("A tam pięćdziesiąt metrów, kurwa, natychmiast");

- APM zostają wyłączone ("Nie, wyłącz, przegoń go");(...)

- płk Zalewski z Centrum Operacji Powietrznych wydaje PLF-101 polecenie powrotu na Okęcie ("ja tu poleciłem, żeby Okęcie") a major Grzejdak z Centrum Hydrometeorologii "sugestię lądowania w Moskwie"

- to pytanie moje brzmi: czy w takiej sytuacji kapitan statku, przewożącego Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych i niemal cały Sztab Generalny (nie mówiąc o pozostałych członkach Delegacji), mógł się zdecydować na próbę podejścia?!

No, dobrze – powie ktoś - a co ze stenogramami? Przecież tam zapisany jest zapis podejścia?

Proszę sobie przeczytać jeszcze raz CVR-3 – zapis od czwartego zakrętu do "katastrofy" – pod kątem wypowiedzi Dowódcy statku.

Otóż komunikacja tam zapisana jest moim zdaniem absurdalna. Na przykład kiedy Dowódca słyszy ostrzeżenie Remigiusza Musia o widoczności która spadła do dwustu metrów ma powiedzieć: "Przyciskamy" (słowo "Dzięki" mówi jakaś niezidentyfikowana osoba).

Ponadto analitycy z Instytutu Stehna tylko raz identyfikują głos Protasiuka w komunikacji z wieżą na tym ostatnim odcinku. Dzieje się to w momencie gdy samolot ma przelatywać nad dalszą radiolatarnią. Protasiuk ma powiedzieć wówczas "czietyrie." Słowa te całkowicie przeczą równoczesnemu komunikatowi KL Ryżenki (sic!) sytuującemu samolot w całkiem innej przestrzeni (sześć kilometrów od progu pasa) .

Poza tym, cała reszta komunikacji pomiędzy wieżą, a Tu-154M, jest ze strony PLF-101 prowadzona (wg. analityków) przez niezidentyfikowanego rozmówcę, który mówi na przykład:

"Шасси, закрылки выпущены, польский сто один" co jest slangowym komunikatem rosyjskich statków powietrznych, które w ten sposób informują KL: “mam podwozie i klapy wypuszczone”. Według autorów "Zbrodni Smoleńskiej" (str.180) jest to charakterystyczna tylko i wyłącznie dla Rosji, zakodowana prośba o zgodę na lądowanie. A przecież zgoda ta została już, i to otwarcie - według pilotów Jaka-40 – wydana PLF-101 dużo wcześniej - pomiędzy trzecim a czwartym zakrętem Tutki. No a poza tym, dlaczego to Protasiuk (albo Grzywna) mieliby mówić rosyjskim slangiem lotniczym?

No, a co z rozmową załogi – może ktoś zapytać – ta zdaje się przecież wyraźnie rozmawiać o podejściu, a potem jeszcze Nawigator rytmicznie odlicza zniżanie?

Odpowiedź jest prosta. Skoro Tupolew odszedł znad XUBS to musiał przecież gdzieś kiedyś zniżyć, żeby wylądować…

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.5 (głosów:14)

Komentarze

"Ponadto analitycy z Instytutu Stehna tylko raz identyfikują głos Protasiuka w komunikacji z wieżą na tym ostatnim odcinku. Dzieje się to w momencie gdy samolot ma przelatywać nad dalszą radiolatarnią. Protasiuk ma powiedzieć wówczas "czietyrie."

To może być w momencie przelotu nad zachodnią DRL1 przy locie od ASKIL na DRL1(odległą o około 4 kilometry od poczatku pasa od strony zachodniej- dokładnie 3.6 km) w zgodzie z wklepaną w FMS trajektorią poziomą: 

ASKIL-DRL1- 10XUB-DRL- XUBS czyli trajektorią podejścia z nawrotem(mając info złych warunkach meteo otrzymane jeszcze nad Białorusią, bo dawała ona możliwość sprawdzenia tych warunków, by podjąć decyzję co robić, bez wykonywania podejścia od drugiego zakrętu po kręgu nadlotniskowym, co jest decyzją sensowną i nie zużywającą paliwa, tak potrzebnego do ewentualnego lotu na zapasowe).

Gdyby TU154M nr 101 wyleciał z Okęcia około 7:20-7:21 to po locie na pułapie FL330 powinien się pojawić po około 55 minutach na punkcie ASKIL czyli około 8:15-8:16(oczywiście przy prądach strumieniowych mogących mieć miejsce na pułapie FL330 o wartości około 100 km/h, to przy pobycie na tym pułapie około 28 minut i prędkości 554 km/h(IAS) czyli około 917 km/h + 100 km/h, co skracało by czas lotu z EPWA na ASKIL o 2-3 minuty czyli z 55 minut do 52-53 minut.

Czas pojawienia się na ASKIL to:

7:20-7:21 + 0:52-0:53 = ~8:12-8:14

Po przejściu ASKIL samolot na kilkadziesiąt minut prowadzony był przez Moskwa Kontrola czyli P.Plusnin mógł rzeczywiście nawiązać łączność z TU154M nr 101 około 8:15 a  przy locie wg procedury z nawrotem na punkcie wschodnim po około 10 minutach po ASKIL czyli około 8:22-8:24

Telefon Prezydenta do Brata mógł być własnie około 8:23 gdy samolot decydował odejscie na zapasowe a Prezydent o tym jeszcze nie wiedział.

Moim zdaniem w tym samym czasie do Siewiernego podchodziły dwa Tupolewy(pierwszy i drugi Polak).

W stenogramach jest ślad drugiego samolotu , gdy załoga mówi: "Zniża, czyżby też do Katynia leciał" i inne: "U ciebie też" czyli reakcja na usłyszenie akiejś obcej korespondencji na czxęstotliwości Siewiernego.

Wrak na polance Siewiernego nie został tam wcześniej rozłożony, bo tego nie dało by się ukryć przed niepowolanymi osobami(miejsce zdarzenia blisko ruchliwej ulicy Kutuzowa, osiedle, garaze).

Inscenizacja na zywo, z uzyciem samolotu dublera(TU154M nr 102 z pilotami kaskaderami(to te 3 osoby , które przezyły katastrofę, jak głosiło pierwsze info, potem zdementowane).

Załadunek samolotu w hangarze, który potem rozebrano, bo być moze załadowano do niego jakieś martwe osoby i by zatrzeć slady DNA, wyburzono hangar niedawno przez 10-tym remontowany i nie buduje się tam do tej pory innego obiektu, więc po co było wyburzać?

Relacja M.Wojciechowskiegoo wieńcach w tyle samolotu i wieńce przed 8-mą przed Memoriałe w Katyniu, dowodza, że jakiś samolot je dostarczył(moze ten, ktory wyladował przed Jakiem i o którym rozmawiali Sypko z Krasnokutskim.

T.Szczegielniak przed ZP przejęzyczył się mówiąc, ze nie widział wsiadajacych do JAKa bo był w hanga....terminalu i obsługiwał delegatów. Skad delegaci przed i krótko po 5-tej gdy Tupolew miał startować o 7-mej?

Wosztyl mówił o starcie Tupolewa godzinę po Jak-u z dziennikarzami czyli o godzinie 6-tej a po opożnieniu Jaka w zwiazku z przesiadką do Jak-40 nr 044, wylot tego Tupolewa, "grzejacego silniki" podczas kołowania Jaka tez sioę opoźnił, to mógł być ten lądujacy przed Jak-iem o 6:50(8:50 c.m.)

Zamiana Jak-a dziennikarskiego na nr 044 miało na celu zmuszenie Generałów by polecieli Tupolewem a  ten nr 102 był przez uznany przez nich za nr 101, to podano info, ze to nr 101 "po przeróbce 3-go salonu" czyli 100 miejscowy nr 102 mógł uchodzić za nr 101 po przeróbce.

Były informacje, ze generałowie mieli się spotkać z rosyjskimi generałami(stąd info Błasikowej,  mieli lecieć Jak-iem i wylecieć wcześniej niż Prezydent.

Sprawa  inscenizacji na żywo, to byłoby tak jak opisywał P.Prus w korespondencji z Katynia(ladowanie awaryjne na kangura a potem wysadzenie przełamanego samolotu ładunkami termobarycznymi(ekspertyza SmallGis i dwa miejsca wybuchów, zamienione przez KBWLLP na miejsca pożarów, oraz relacja kierowcy autobusu nr 148 relacji Pieczersk-Smoleńsk(podchodził kołami w dół, jak do ladowania z manewrami skrzydłami(to miała być beczka do Raportu).

Czas zdarzenia to czas podobny doprzelotu nr 101 czyli około 8:20.

L.Szymowski w swej ksiażce pisze, że z info ze służb wynika, ze samolot awaryjnie przyziemił okolo 8:20 a został wysadzony ładunkami termobarycznymi około 8:39.

Wosztyl mowił w wywiadzie o tym , ze odczuł falę po wybuchach a przy odległości 700-800 m od miejsca zdarzenia, odczuwalna fale uderzeniową mogły spowodować tylko wybuch ładunków termobarycznych. Odwrocone do góry koła podwozia, to typowe zachowanie się ciezkich pojazdów(czołgów, samolotów) potraktowanych ładunkami termobarycznymi.

Na Salon24  17.06.2010 ukazała się notka blogera  WBpoz, o alarmie w bazie polskiego lotnictwa  wszczęta o godzinie 8:20

Treść notki:

„Plotka? 10 kwietnia o 8.20 alarm dla pilotow w polskiej bazie

O 8.20 byl alarm pewnej bazie wojskowej z samolotami wojskowymi w Polsce, ze bedzie duzo rannych Polakow do transportu- myslano o naszych misjach wojskowych - tak mysleli piloci postawieni w stan gotowosci. Alarm odwolano po 10 minutach.”

Autor notki indagowany przez blogerów o blizsze szczegóły, powiedział, ze pozyskał ją od znajomego pracujacego w tej bazie ale nie moze powiedzieć jaka to baza.

Potem po publikacji tej notki, znajomy nakłonił go do usunięcia notki i sam też się wyrejestrował z S24.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-2
#1554616

1) Zachodnia, dalsza radiolatarnia lotniska "Siewiernyj" (DRL1) usytuowana jest w odległości około 4 km od progu zachodniego pasa. Tyle tylko, że te 4 km to standard dla lotnisk. To wschodnia DRL, ze swoją sześciokilometrową odległością jest ewenementem.  Gdyby nasz Tupolew przygotowywał się do podejścia od zachodu, to załogę Jaka-40/044 bardzo trudno byłoby przekonać, że owe "trzaski i huki" które usłyszeli zza wschodniej ściany drzew okalających lotnisko, pochodzą od PLF-101 i nie wszczynaliby alarmu - nie dzwoniliby do dowódcy jednostki, dyżurnego kontrolera lotów na Okęciu, attache wojskowego, nie rozpytywaliby wszystkich na prawo i lewo, tylko czekali. Może nie ze stoickim spokojem, ale na pewno nie reagowaliby tak nerwowo. Natomiast, gdy z ostatnich informacji, które posiadali - Tu-154M szedł w kierunku podejścia od wschodu - to po usłyszeniu huków, wytworzyli sobie obraz, że to rozbić się mógł właśnie on. Ich wątpliwości brały się natomiast stąd, że nie spodziewali się usłyszeć naszego samolotu, gdyż w tych warunkach absolutnie nie powinien on podchodzić. Przecież nasi piloci to są ludzie odpowiedzialni. Artur Wosztyl powiedział wyraźnie: "Nie znam pilota, który wykonałby coś takiego" (A przecież Protasiuka znał :)) Wtórował mu w tym śp. Krzysztof Zalewski : " przy podstawie chmur 50 m, zejście do wysokości decyzji 100 m nie ma sensu." Dodatkowo, na podstawie zeznań świadków doszedłem także do wniosku, że to nie PLF-101 wówczas podchodził. Pisałem o tym tutaj.

2) Teorie o tym co mogło dziać się w rozebranym na Okęciu hangarze, czy o drugim lecącym na "Siewiernyj" (równolegle) Tupolewie są moim zdaniem (twierdzę to na podstawie analizy - rozpatrywałem możliwość "dublera" na NP) nieracjonalne i zostały (podobnie jak rozpylony hel) specjalnie nagłośnione żeby ośmieszyć hipotezy alternatywne. 

3) Alarm o 8:20 w bazie wojskowej (jakkolwiek ślad, że miał on faktycznie miejsce jest w istocie bardzo mgielny) mógł być spowodowany informacją o lądowaniu Jaka-40, któremu przy lądowaniu "koło się urwało" i który "zjechał z pasa" jak mówią świadkowie.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1554620

"Gdyby nasz Tupolew przygotowywał się do podejścia od zachodu, ...."

To nie tak. 

Procedura z nawrotem wykonywana "z trasy" od zachodu, ma właśnie za zadanie wykonania podejścia końcowego od wschodu(stąd w nazwie "z nawrotem" bo lecimy od strony zachodniej a podejście wykonujemy od wschodu i przez to oszczędzamy paliwo i czas, gdyż nie wykonujemy pełnego kręgu nadlotniskowego) a jej zastosowanie ma za zadanie sprawdzenie podczas lotu od zachodu, stanu warunków meteo na lotnisku.

"Natomiast, gdy z ostatnich informacji, które posiadali, Tu-154M szedł w kierunku podejścia od wschodu, to po usłyszeniu huków, wytworzyli sobie obraz, że to rozbić się mógł właśnie on. "

Od wschodu podchodził właśnie dubler i stąd to zamieszanie na wieży(podejrzewam, że piloci kaskaderzy z dublera(a przynajmniej jeden) znał język polski, ale używał go skromnie, by kontrolerzy nie zorientowali się, ze to nie głos jednego z członków załogi TU154M nr 101, z którymi rozmawiali za punktem ASKIL).

ad2) 

Jaki cel nakazywał by wyburzanie hangaru, niedawno remontowanego, gdy innego obiektu tam nie planowano?

Sprawa drugiego Tupolewa, który "grzał silniki"  na dwie godziny przed startem, nie trzyma się kupy(silniki w jakie wyposażony był Tupolew nie wymagają "rozgrzewania" przed startem, bo wystarcza im grzanie podczas kołowania na pas drogi startowej.

Poza tym, skąd "w hanga...terminalu" członkowie delegacji przed godziną 5-tą, skoro miueli wyznaczony czas przybycia około 6-tej?

ad3)

To gdzie lądował ten Jak, któremu "koło  się urwało", bo na pewno nie na pasie, na oczach załogi Wosztyla i innych tam zgromadzonych i co się stało z tym Jak-iem?

W jaki sposób na polance Siewiernego znalazły się szczątki Tupolewa, bo przecież nie dostarczono ich tam ubranych w "czapki niewidki".

Moim zdaniem wykorzystano ustawiony remont główny obu Tupolewów po raz pierwszy w Samarze, zakładach kumpla Putina Deripaski nie po to by umieszczać ładunki  w nr 101, ale właśnie w nr 102 mającym być w tym czasie w remoncie w Samarze. 

Wykorzystanie dwóch samolotów rządowych-bliźniaków(ale nie jedno jajecznych, bo się różniły szczegółami) to był doskonały pomysł dla realizacji operacji fałszywej flagi( inscenizujemy katastrofę jednego i nawet zdjęcia satelitarne pokażą, że podchodził Tupolew i się rozbił) a drugiego z Delegacją(lub częścią delegacji) uprowadzamy na zapasowe i dodatkowo mamy jeńców *prezydenta, szefa BBN i całe kierownictwo armii NATO i przed ich  śmiercią zaciągamy u nich "języka" na temat interesujących Rosję spraw.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2
#1554623

Podejście

- Nie ma znaczenia, czy było to podejście od zachodu, czy podejście z nawrotem. Istotą jest przelot nad zachodnią DRL1 i różnica w komunikatach zawartych w stenogramach - PLF101 (4) oraz KL (6). Żaden pilot nie zdecyduje się bowiem ani na podejście, ani nawet na "próbne podejście" w warunkach zagrożenia pogodowego. A przecież dodatkowo, zarówno piloci, jak i pasażerowie (a także przecież i oczekujący) mieli świadomość, że Rosjanie coś "kombinują". Nie wiedzieli tylko co.  Poza tym w pobliżu Siewiernego operowały inne rosyjskie samoloty, które nasi piloci widzieli na radarze. Podejście w takich warunkach (brak warunków pogodowych , inne statki, komunikaty o zagrożeniu terrorystycznym) świadczyłby o grupowych skłonnościach samobójczych. 

- Zgadzam się, że podejście wykonał rosyjski "dubler". Natomiast nie komunikował się on z wieżą po polsku. Plusnin i Antufiew mówią jasno - komunikacji z samolotem nie było. Natomiast Ryżenko był przecież przekonany, że to rozbił się rosyjski samolot.  To co jest w stenogramach - jakaś szczątkowa i idiotyczna komunikacja PLF101 - KL świadczy o doklejeniu tego fragmentu taśmy z innego miejsca i czasu.

Hangar

- Wyciąganie tak daleko idących wniosków z tego, że ktoś się zacukał podczas wypowiedzi, jest przesadą.  Poza tym - czy burzy się domy (inne obiekty) z tego powodu, że popełniono w nich morderstwo? Pierwsze słyszę.

- Tupolew grzał silniki tak wcześnie, ponieważ pierwotnie planowano jego wylot na godzinę 6:15 -6:30. Analizuję to tutaj.

XUBS

- Dwa końce pasa lotniska "Siewiernyj" są położone niżej niż jego środek. Jednym słowem jest ono "wybrzuszone" . Jeśli stanie Pan na jednym jego końcu, nie zobaczy Pan drugiego z nich, nawet jeśli nie ma mgły i jest ładna słoneczna pogoda.  To jest ta pańska czapka niewidka.

- Jeśli chodzi o szczątki na polanie to proponuję poczytać opracowanie profesora Cieszewskiego o "tajemniczych białych plamach" z 05.04,  w miejscu gdzie znalazły się największe elementy pokatastroficzne.

- Używanie dwóch polskich Tupolewów do operacji jest zbyt skomplikowane i kosztowne. Zasada - minimum środków i jak najbardziej uproszczone działanie. Jeśli się za bardzo kombinuje to łatwo popaść w fantastykę naukową. Proszę w swoich analizach zastanowić się raczej jak myślałby zamachowiec, a nie jak napisałby to Lem.

Koniec

Na tym kończę również swoją dyskusję na temat śledztwa. Zainteresowanych odsyłam do blogu na xl4.pl i do mojej książki. Pozdrawiam.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1554625

Dlaczego Pana notka na Salonie 24 ukazala sie z nie prawidłowym czasem tj datą z 2016r? Takze data komentarzy które są pod notką równiez została zmieniona, prócz napisanych przeze mnie... Co Pan o tym sądzi? Czy osoby wtajemniczone w zamach mogły posługiwać sie swoistym szyfrem znaczy liczbami??  Może jedną z tych cyfr była liczba "1"?

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-3
#1554627

Ciekawe kto tu paluje ,a wlasciwie nie ciekawe bo wiadomo.Pies ich ebal bym rzekl, ale bylby to mezalians dla pasa.

Prawda i fakty sa nie do podwazenia ze tam dokonano egzekucji na elicie polskiej.

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1554621

Przybyły jakieś nowe siły pałowników !

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

#1554634

...na temat wydarzeń związanych z „katastrofą nad Siewiernym”, gdyż po pierwsze: nie było tam katastrofy tupolewa 101, i po drugie: nie zajmowałem się nigdy w swoim sześcioletnim śledztwie „fantastyką naukową”. Trudno jednak przejść spokojnie obok zakończenia tego artykułu (chodzi o pkt. 12) i bzdur komentatora.

Najpierw jednak co cesarskie – cesarzowi:

niezmiernie mnie cieszy doskonałe podsumowanie NASZYCH PRAC mających ustalić przebieg wydarzeń od startów z Okęcia do przylotów na/nad lotnisko Siewiernyj; kluczowe w tych ustaleniach są:

1. godziny wylotów i czasy lotów;

2. udowodnienie trzeciego przelotu ił-a (z zachodu na wschód: przytaczałem – za „Białą Księgą” Zespołu Parlamentarnego - relacje naocznych, rosyjskich świadków tego kierunku przelotu);

3. odlot tupolewa na zapasowe lotnisko.

Z powyższego wynika, że:

Ad1/. Tzw. kłamstwo smoleńskie opierało się prawie od samego początku na przesunięciu czasowym wszelkich przelotów nad lotniskiem smoleńskim* (o ok. 10-15 min.); tak było z „godziną katastrofy” (z 8.56 na 8.41), tak było z lądowaniem jak-a „dziennikarskiego” (którego piloci zostali prawdopodobnie do tego przymuszeni w prokuraturze wojskowej) – ten przypadek, kluczowy dla prawidłowo przyjętej w artykule godz. lądowania jak-a: 7.25 (a przecież kłóciłeś się ze mną miesiącami, że to 7.15) – wymaga ilustracji, którą poprzedzę dla pełnej jasności Czytelników krótkim objaśnieniem: poniższy cytat pochodzi z roku 2013 i spod piór najlepszych podówczas dziennikarzy śledczych (Misiak&Wierzcholski):

Jak-40 leci do Smoleńska ponad godzinę dłużej niż Tu-154 (za:

http://niezalezna.pl/38798-dlaczego-generalowie-wsiedli-do-tupolewa); trzy lata po Tragedii to wystarczający czas, by to zdanie nie było ustaleniem jakichś siedzących przy komputerze amatorów-blogerów, prawda? a z niego wynikają dwie rzeczy:

- jeśli jak „dziennikarski” wylecieć miał o 5.00, a odbyła się na Okęciu zamiana tych samolotów, to nie mógł być on wcześniej w Smoleńsku, niż o 7.25-7.30 (obojętnie, czy wyleciał o 5.15 – jak zeznawał Muś, czy o 5.25, jak ustaliła Komisja Millera).

Ad2/. Patrz: http://niepoprawni.pl/blog/civilebellum/blogerzy-na-7-ma-rocznice-sledzt... .

Ad3/. Tak wiele naszych tekstów na NP (i nie tylko naszych) dokumentowało brak śladów katastrofy w „miejscu katastrofy smoleńskiej” – że można to uznać za POŚREDNI DOWÓD (bo przecież nie fizyczny – tym nawet polskie władze nie dysponują) odejścia tupolewa na zapasowe.

 

Teraz obiecany komentarz krytyczny:

1. jeśli chodzi o punkt 12 Artykułu – wymyślanie (jak to czyni Autor i jego oszołomiony od lat „własną wizją” komentator) jakichś dodatkowych samolotów-widm (czy to małego, ruskiego wojskowego Autora, czy też, mój Boże! „polskiego tupolewa 102”), upadających z hukiem na polankę przy Siewiernym jest niczym innym, jak ośmieszaniem wszystkiego, do czego przez lata trudu pro publico bono doszliśmy w swoim blogerskim śledztwie: takich księżycowych przypuszczeń nie wytrzyma żaden Czytelnik! A co z tym „zrzutem”, który tak zainspirował reżysera Krauzego, że dopiero producenci jego filmu kazali mu zmienić zakończenie (że bomba) „Smoleńska” (bo w jego pierwszej wersji tupolew odlatywał)? Co z „miejscami wybuchów” w ukrytych pod „śniegiem Cieszewskiego” atrapach przygotowanej przez ruskich zamachowców inscenizacji „katastrofy”? Dajmy spokój jakimkolwiek „nowym pomysłom”, bo zamiast ugruntowania rzetelnych blogerskich dochodzeń zostawimy po sobie fantazje i domysły…

2. bzdury komentatora („grzanie silników” przez rzekomą „sto dwójkę”, „jej” „wyjazd z hangaru” – z „wieńcami w dwudziestu rzędach” i „rozbicie się na kangura”) przekraczają po raz kolejny moją cierpliwość – szkoda czasu na jakąkolwiek polemikę z człowiekiem nawiedzonym, od lat, jak katarynka, powtarzającym swoje „odkrycia” – bez chwili refleksji nad coraz to nowymi dokumentacjami innych blogerów. Żeby jednak nie być gołosłownym, weźmy pierwszy z brzegu fakt: to jego „grzanie silników” wyglądało w rzeczywistości tak:

05:05:45 – uruchomienie silnika #1,

05:06:31 – uruchomienie silnika #2,

05:07:12 – wyłączenie silnika #2,

05:07:56 – wyłączenie silnika #1,

Około godz. 05.00 samolot Tu-154M nr 101 został wystawiony przed hangar w celu

wykonania próby silników. O godz. 05.05 starszy technik obsługi pokładowej Tu-154M

rozpoczął wykonywanie próby silników. Po uruchomieniu silnika nr 1 (lewego),

a następnie silnika nr 2 (środkowego), proces dalszego uruchamiania został przerwany

na komendę technika samolotu PiS nr 1 z powodu zauważenia przez niego wycieku

cieczy spod osłony silnika. Z oświadczeń personelu wykonującego obsługę wynika,

że analizę wykonano wspólnie ze starszym technikiem klucza PiS i jednoznacznie

ustalono, że wyciekającą cieczą była woda pozostała po myciu części ogonowej samolotu

poprzedniego dnia. Przeprowadzono ponownie próbę silników

05:10:50 – uruchomienie silnika #1,

05:11:54 – uruchomienie silnika #2,

05:12:22 – wyłączenie silnika #1,

05:13:07 – wyłączenie silnika #2,

05:13:39 – uruchomienie silnika #3,

05:16:52 – uruchomienie silnika #1,

05:17:52 – uruchomienie silnika #2,

05:20:50 – wyłączenie silnika #3,

05:22:40 – wyłączenie silnika #1,

05:23:53 – wyłączenie silnika #2

(za: Załącznik nr 4 1/46 TECHNIKA LOTNICZA I JEJ EKSPLOATACJA) – a to tylko pierwsze udokumentowanie szeregu dalszych (na które szkoda tu miejsca) fantasmagorii tego komentatora…

 

* patrz np.: http://niepoprawni.pl/blog/civilebellum/wicie-rozumicie-trzeba-cofnac-katastrofe

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1554630

Wykazujesz się wyjątkową naiwnością,  przytaczając czasy wykonania czynności obsługowych , których ciąg dalszy kończy się zapisem w Raporcie(załącznik nr 4) o starcie TU154M nr 101 o godzinie :

"Start samolotu nastąpił o godz. 05.27."

a równocześnie optujesz za godziną startu 7:21 tak jak to też czyni Autor notki.

T jak to jest, gdy ci wygodnie to Raport jest biblią a jak ci nie jest wygodnie to są głupoty?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1554649

co ty znowu bajdurzysz?  Nie ma żadnego znaczenia, czy wyleciał o 7.21 czy o 7.27 - leciał godzinę, przeleciał nad dalszą zachodnią, przeciął krąg i odszedł na zapasowe. Nie leciał po kręgu ani tak, jak i my kiedyś sądziliśmy, ani tak, jak od lat pisujesz (ty się w ogóle nie rozwijasz), więc wybij sobie z głowy jakąś "procedurę z nawrotem" i inne swoje bzdury.

Trolujesz nasze notki, bo nie ogarniasz całości i to cię gryzie...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1554907

Hipoteza z lądowaniem czegokolwiek co miałoby symulować katastrofę jest zła.

Bezkolizyjne wpasowania się w niewielką polankę w otoczeniu lotniska i różnych okolicznych zakładów podczas mgły jest niemożliwe (korzystali z ILS?  :) .

Ochotników na kamikadze teraz raczej brakuje. Pomysł ze 102 od czapy a złom z innego samolotu byłby problemem.

Poza tym - po co to mieli robić? Według wszelkich znaków złom został zgromadzony dużo wcześniej, drobne elementy rozsypano z powietrza, a większe kawałki wybuchnięto. Zapewnienie efektów akustycznych to żaden problem - u ruskich używają odśnieżarek skonstruowanych na bazie silników odrzutowych, można było zastosować głośniki.

Wiśniewski przy filmowaniu zarejestrował głos zięby. Musiało to być raczej wcześniej niż jakiekolwiek inscenizacje w godzinie "katastrofy".

Sprawa położenia miejsca zdarzenia nie jest problemem. Mówi się "idzi ot siuda swołocz" i ok.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1554717