Smoleńska operacja militarna - kryptonim: >>Mgła<< „Ona była tylko na lotnisku”

Obrazek użytkownika Romek M
Historia

Mgła, która pojawiła się w Smoleńsku dziesiątego kwietnia, to była dziwna mgła.

Jacek Sasin : Ja takiej mgły chyba w życiu nie widziałem, tak gęstej, jak tam było. Ale ona była tylko na lotnisku.

Skąd się właściwie wzięła?

Nauczycielka polskiego pochodzenia pracująca w Smoleńsku: (Mgła) w pewnym momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby "wychodziła z ziemi". Kładła się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru, który od szosy dzieli odległość około jednego kilometra. Z opisu nauczycielki wynika, że mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska "Siewiernyj".
 

Tego poranka, właśnie znad jaru – zbaczając nieco z kursu z uwagi na błędny sygnał BRL – nadlatywały wszystkie samoloty. Pęd ciągniętego za nimi powietrza, wlókł ze sobą mgłę, w kierunku lotniska. Wędrowała więc pomiędzy dwoma ścianami drzew - powietrznym korytarzem.

Fot. S. Amielina - Na zdjęciu panorama "Siewiernego" przy podejściu od wschodu, przy lekkim zamgleniu, widzialności około 4 km, czyli warunkach takich, jakie były gdy zarówno Jak-40, jak i TU-154 M wchodziły na krąg nadlotniskowy, tj. na ok. 10 minut przed momentem, gdy obydwa samoloty miały lądować.  
 

Sam lekki wietrzyk, który wiał tego poranka w Smoleńsku, mógł jej bowiem nie poruszyć. Gdyż choć „wiało ze wschodu” - wiatru właściwie nie było. Prędkość bryzy wynosiła 7 km/h. Jest to podmuch ledwo wyczuwalny na skórze. Powietrze porusza się wówczas tak, jak idący szybkim marszem człowiek.

Pliusnin: Ciśnienie 7-45, wiatr 140, 2 metry.

Nic dziwnego, że podchodzący (przed Tupolewem) do lądowania, z prędkością ok. 180  km/h, polski Jak-40 mógł tę mgłę z łatwością „przeskoczyć”.

Sypko: A co ty mówisz, za mgłę <go> wyniosło?

 

 

Kontrolerzy z „Siewiernego” martwili się jednak, że może zerwać się większy wiatr, który naruszy ten przedziwny lotniskowy subklimat z wolno napływającą mgłą.

AA: Wiaterek się wzmaga, może prześcignąć („нагонить” znaczy po rosyjsku dopędzić, dogonić, dognać, doścignąć, wyprzedzić, prześcignąć – RM)

Pliusnin: Lepiej żeby nie. Będzie jeszcze gorzej, jeśli on się wzmoże.

AA: Nie, ale mógłby przepędzić jeszcze...

Plusnin: Teraz z drugiej (z innej) ... 
 

O godzinie 8:25, na około 10 minut przed czasem kiedy miał podchodzić Tupolew, z drugiej strony (czyli od zachodu) przeszedł tuż nad płytą lotniska Ił-76. Jego manewr mógł powstrzymać wędrówkę mgły na zachód, gdyż zmienił na moment kierunek wiatru.

To zjawisko narastania (zagęszczania) mgły przy odwróconym wietrze, nie uszło uwagi naszego ambasadora.

Jerzy Bahr: Tumany chmur szły od lewej strony do prawej. Było ich coraz więcej, narastały w błyskawicznym tempie.

Ale nie tylko jego. Zbijanie się mgły (i jej uszczelnianie), tuż przed podejściem Tupolewa dostrzegł także dowódca Jaka-40/044.

Artur Wosztyl : Jak już byli na prostej do pasa w Smoleńsku, te warunki się tak jakby pogorszyły. Było tak, że ta warstwa mgły przyszła, ograniczyła widzialność do 400 metrów, ale nie odpłynęło to. Na to napłynęła nowa warstwa, tak jakby spotęgowała ten efekt i dodatkowo się jeszcze zmniejszyła widzialność do około dwustu metrów. Skwitowaliśmy to w ten sposób, że teraz to już w ogóle nic nie widać. Najlepiej jakby w ogóle nie podchodzili bo to nie ma sensu w sumie. Bo z tego się i tak nie da wylądować i tak. No i Remek (…) Muś poszedł do samolotu podać przez radio „Arek teraz widać dwieście”. (…) Przy tych warunkach, oni wiedzieli, że się nie da wylądować. (…) Nie znam pilota, który wykonałby coś takiego.

I nie tylko Dowódca Jaka-40/044 tak sądził. Podobnego zdania był śp. Krzysztof Zalewski (w: „Lotnictwo” nr specjalny (14), kwiecień 2011): Jasne jest, że warunków do lądowania nie było – przy podstawie chmur 50 m, zejście do wysokości decyzji 100 m nie ma sensu.

W takim razie dlaczego załoga PLF-101, miałaby podejść tak blisko? (Piszę teoretycznie "by" bo uważam, iż nie jest to możliwe, że podeszła po informacji przekazanej przez Musia - piszę o tym szczegółowo tutaj)?

Odpowiedź jest banalnie prosta. Jeśli mgła „była tylko na lotnisku,” oraz „wypełzła z jaru”, którego początek znajdował się półtora kilometra od pasa lotniska, to znaczy że Tupolew mógłby prawie do samego końca podchodzić w dobrych warunkach. Prawdopodobnie dopiero przeszedłszy dalszą radiolatarnię (na cztery kilometry przed jarem, czyli około 5 - 6 km od pasa) piloci zobaczyli by przed sobą ścianę mgły.

Musiało to wyglądać jak kłęby dymu wydobywające się z gigantycznej lokomotywy, które szczelnie okrywały cel lotu. Czy jednak rzeczywiście podeszli by wówczas bliżej, aby się temu niezwykłemu zjawisku lepiej przyjrzeć, gdyby je zobaczyli? Moja zdanie brzmi - nie.

Wiktor Ryżenko - Kontroler Lotów (http://10iv2010.blogspot.com/2015/01/xxviii-tajemnicze-1500-metrow.html): W odległości dwóch kilometrów wskaźnik na czujniku lokatora lądowania mrugnął i ślad od tego mrugnięcia znajdował się na linii zejścia. W odległości 1,5-1,7 kilometra od pasa startów i lądowań, wydałem załodze TU-154 komendę - „Horyzont”, ale przy tym na monitorze czujnika nie widziałem już TU-154.*  (Ryżenko mówi o TU-154M, choć dziennikarz Ryszard Klimuszko pisze tutaj, że zaraz po zniknięciu wskaźnika, kontroler lotów był przekonany, że to spadł rosyjski samolot.)
 

O braku kontaktu ze statkiem, mówi też gubernator obłasti smoleńskiej Siergiej Antufiew: A potem dyspozytor mówi: "Łączność się zerwała", kiedy samolot podchodził do lądowania. 

 

Czyli mówiąc krótko – według KL - czujnik jakiegoś samolotu mrugnął i zniknął. Było to 2 km od progu pasa, pół kilometra od brzegu jaru i półtora przed „miejscem katastrofy”. Jak wytłumaczyć to zniknięcie kursora właśnie w tym miejscu?

Niech za odpowiedź na to pytanie, a równocześnie za komentarz do słów Wiktora Ryżenki posłużą dwie relacje. Jedna to wypowiedź amerykańskiego specjalisty od przetwornic, będących na wyposażeniu amerykańskiej armii, a druga - zeznanie rosyjskiego milicjanta.

Ben Filner - szef ekipy testującej przetwornicę do produkcji nieinwazyjnej „mgły” US Army: Materiał powodujący odbicia fal, to włókienka węgla, przypominające wyglądem unoszącą się w powietrzu kocią sierść (świadkowie w Smoleńsku mówili o „mgle w płatach” - RM). Tak jak dym uniemożliwia, czy też blokuje widoczność, tak (zwarte w nim) włókienka węgla blokują fale radaru, uniemożliwiają im powrót do nadajnika. (Rosjanie mają też swoje urządzenie do produkcji mgły, o nazwie TMC-65 – https://www.youtube.com/watch?v=weJUwRNpdGc ).

 

Rosyjski milicjant (cytat z artykułu "Awaria za awarią, zeznania toczka w toczkę i kto tu się pomylił. Ujawniamy nowe fakty dotyczące katastrofy smoleńskiej" - Marka Pyzy - „W Sieci” nr 2/2012): Około godz. 10.40 widzialność w okolicy terenu obiektu chronionego gwałtownie pogorszyła się z powodu gęstej mgły. Mniej więcej w tym samym czasie słyszałem dźwięk silników samolotu w bezpośredniej bliskości od pasa startowego, następnie było słychać dźwięk silników samolotu oddalającego się od pasa startowego. Samolotu nie widziałem.

 

Trudno się dziwić. Czy można zobaczyć samolot znajdujący się dwa kilometry dalej, gdy widzialność ogranicza się do dwustu metrów?

 

Marek Pyza (z artykułu jw.): wszyscy milicjanci zeznają też, (…) że nie widzieli natomiast tupolewa w powietrzu, mimo że znajdowali się bardzo blisko miejsca zdarzenia – nawet kilkadziesiąt metrów od pasa startowego.

 

***

 

Jeden element mi w tym wszystkim tylko nie pasował. Przecież jeśli była by to militarna operacja wojsk rosyjskich – polegająca na zmuszeniu samolotu wroga do odejścia na inne lotnisko – to, żeby mogła się powieść, musiała by być ćwiczona już wcześniej.

Pliusnin: Ale kiedy, ale kiedy .. tych dwóch FSB-owców kiedy przyjmowałem, taka właśnie pogoda była.

I na sam koniec, tytułem podsumowania, fragment wypowiedzi ambasadora Jerzego Bahra : Z polskiej strony była pod tym względem wielka nieufność, tzn. nie wierzono w dobrą wolę gospodarzy. Uważano, że Rosjanie chcą wymusić lądowanie gdzie indziej (...). I to jednoznacznie było powiedziane: Rosjanie będą robić wszystko, żebyśmy tam "nie siedli".

 

..................

* O innych dziwnych informacjach dotyczących owych 1500 metrów piszę tutaj..

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:16)

Komentarze

Raport pogodowy z lotniska mówi, że o 06 UTC  była mgła i wilgotność 100% - to normalne !

O godzinie 09 UTC  wilgotność jest już tylko 96% a temperatura jest odległa od punku rosy o 2,6 stopnia ! W tych warunkach trudno o naturalną mgłę.

O godzinie 12 UTC  wilgotność już tylko 61% i 8,7 do punktu rosy.

Wiatr 7 km/godz - to trochę za dużo na mgłę "wychodzącą" z parowu.

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0

#1549983

Bardzo Ci dziękuję za cenne uzupełnienie.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0
#1549986

na temat mgly... ciekawe jak on mogl ta mgle widziec, skoro wczesnym rankiem wyjechal ze Smolenska do Katynia  - i wiadomosc o katastrofie tam go zastala...

Ciekawe jest tez, ze zamiast zajac sie zabezpieczeniem miejsca katastrofy, czy chocby tylko obserwowaniem zachowania Rosjan - pan Sasin... jak najszybciej wyjechal do Polski...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-6

mikolaj

#1549991

Znaczna część Polski dała sobie wmówić taką filmową ogólnie zalegającą mgłę !! W dodatku mgłę przez którą nic nie widać.

Bezspornie mgła była wczesnym rankiem, potem się rozwiała. Nienaturalność mgły potwierdzają nagrania z wieży : "mgła ? O tej porze ?!"

Co miał obserwować Sasin ? Zachowania typowej rosyjskiej sprzątaczki hotelowej ? Wydaje nam się, że możemy filmowo skakać z miejsca na miejsce, od sceny do sceny. Siłowe przejęcie urzędu prezydenta odbywało się w Polsce, a w Rosji to można było posiedzieć w zamknięciu do czasu wydalenia.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-1

#1549995

Gdybyś przesłuchał wszystko co mówi Sasin na temat mgły, to byś głupot nie pisał. Nb. wypowiedź Sasina ma miejsce w obecności Marcina Wierzchowskiego, który był na lotnisku już przed ósmą, a którego też można wysłuchać. Tylko trzeba poświęcić na to dwie godziny. 

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0
#1549996

Bez trudu mozna znalezc w internecie jego wypowiedz na temat pochowkow smolenskich. mowi o "godnym chowaniu" osob, ktore zginely (wywiad dla RMF FM z 2010 r,).

Podobnie wygladalo jego zachowanie po katastrofie - jako najwyzszy urzednik Kancelarii Prezydenta na miejscu w Smolensku postanowil jak najszybciej wrocic do Polski - pozostawiajac na pastwe Rosjan ofiary katastrofy.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3

mikolaj

#1550200

Ciekawy sposób ustalania wiarygodności świadka !

Świadek ma mówić : prawdę, całą prawdę, nic nie zatajając. Podjęte czynności, osobiste opinie świadka, nic nie mają do jego wiarygodności.

Twoje ostatnie zdanie, szczególnie stwierdzenie : "postanowił "  i   "pozostawiając na pastwę" nie mają odzwierciedlenia w faktach. To (mówiąc językiem prawników) - pomówienie. 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

#1550334

Właśnie, właściwie - to pierwsza skomasowana diagnoza…

Specyficznymi (fizycznymi) warunkami pracy (Ludzi, czasz, płatowców, napędów - energEtyki…) trzeba się zajmować - tak (jak trzeba) - od samego początku…

POczątki prowadzące do KATAstrof wywodzić się mogą z mętnych środowisk pracy - zesPOłów ludzko-automatycznych ( jak ołów- bezwładnych) stanowiących mur nieprzenikalnej obojętności i inercji na (teorEtycznie przewidywalne) czynniki wpływowe-płynne-wodne-mętne-polityczne - – w środowiskach otaczających (zatrważających) warunki pracy…

Specyficzne (fizyczne , pyłowo-zarodnikowe) zmiany stanów skupienia wody ( para, lód ) dają pole do popisu zatrważającym warunkom do tworzenia równi (platform POchyłych) – prowadzących do (wyliczalnych – nieobliczalnych) KATAstrof…

O właściwych równiach warunków otoczenia ( o zamaszystych - do 300% wahnięciach współczynnika lepkości dynamicznej powietrza - zależnego od stężenia pary wodnej- mgły, katastrofalnie rzucających samolotami ) i o historycznych równaniach teorEtycznych ukazujących prawdy fizyczne dla technologii dla Ludzi- umożliwiających ( w realnym efekcie) zapobiegać KATAstrofom, pisałem kilka dni po 10 .04.2010 roku, na forum „polska polityka- polityczni.pl” i znacznie później na „forum lotników polskich”- kluczowe treści - są, zostały POlitycznie – publicznie schowane, ocenzurowane „zabezpieczone” więc POzostają w dyspozycji jedynie „służb specjalnych’ – nie będę ich przypominał, bo są do –> dostępnego teorEtycznego nie pomijania i do edukacyjnego, wydedukowania…

Najważniejsze, że nasze internetowe treści zostały uwzględnione i na świecie, pospolicie (oświeconym) zdarza się (realnie) mniej - POlitycznych TRAGEDII lotniczych… oraz ludzkie środowiska - teorEtycznej ochrony rządów - dla Ludzi, stają się – wyRaźnie - bardziej kompetentne teorETYCZNIE…

Pozdrawiam – J.K.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1
#1549998

Kiedyś, trudno mi się czytało Twój specyficzny język. Po katastrofie w Fukushimie musiałem się nauczyć czytać między wierszami, co ma do powiedzenia Japończyk po angielsku.

Spodobała mi się twoja konkluzja !

Nasza determinacja w wyjaśnianiu wszelkich aspektów "Smoleńska", powinna dać do myślenia wszystkim planującym zmiany w polityce za pomocą samolotu. Słynne : "prezydent gdzieś poleci.." będzie już zawsze traktowane jako realna groźba.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

#1550000

Cyborg - Dobra Duszo, CyberEtyku ;)

Mile mnie Zaskoczyłeś.

Serdecznie pozdrawiam.

Janusz

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#1550038

że polskojęzyczna DGP (a za nią gównoprawda i "zaprzyjaźnione" telewizje i portale) "dowiedziała się" iż  w "najuczciwiej spisanych stenogramach z kokpitu tupolewa" znalazł się okrzyk pilota:

"to popatrzcie, jak lądują debeściaki".

Dotyczyć to miało sytuacji, gdy śp. Remigiusz Muś przekazał to dramatyczne info "Arek, teraz widać dwieście"...

Narracja MAK, "polskiego" rządu (Raport Millera), jego mediów, ale i ówczesnej opozycji bez mrugnięcia okiem - za to haniebnie szargając Honor Polskich Pilotów - przyjęła, że ci piloci, nagrodzeni za lot z Haiti bez działającego autopilota, mający dopuszczenie na tupolewie do podejścia z widocznością poziomą minimum 1000 m (wertykalna 120m - przy informacji od Wosztyla, że podstawa chmur wynosi 50 m)

- postanowili na trzy minuty przed rzekoma katastrofą "sprawdzić warunki lądowania" i kontynuować lot ku mgle i chmurom z Delegacją Narodową na pokładzie...

W momencie otrzymania informacji o "200" byli ok. 20 km od środka pasa lotniska (punktu XUBS), a już przecież dwadzieścia minut wcześniej "wieża" w Smoleńsku poinformowała ich, że widać 400!

Oficjalna - do dziś!!! - narracja mówi, że po "200" nadal podchodzili. Wpisujesz się w tę narrację.

"Badanie" sfałszowanych stenogramów do tego właśnie prowadzi.

A Oni - jakże mogli inaczej? - właśnie wtedy odeszli ... też na śmierć, ale to nie było samobójstwo!

Na "miejscu katastrofy" nie ma "szczątków tupolewa". Tam leży Polityka, nie Zbrodnia!

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-2
#1550004

O, widzę, że byłaś wtedy w baraku kontroli lotów na Siewiernym.  

 

 

 

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1550008

Ukryty komentarz

Komentarz użytkownika xiazeluka został oceniony przez społeczność negatywnie. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 2. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

A to trzeba być w baraku kontroli lotów, by słyszeć, co mówią?

Plusnin dwukrotnie poinformował załogę o mgle i dodał, że warunków do lądowania nie ma. To samo, tylko dosadniej, powiedział Wolsztyl: "Tutaj pizda jest". Załoga więc była świadoma fatalnych warunków pogodowych, w konsekwencji załogę obciąża finalna katastrofa.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-9
#1550011

Bo stenogramy to jest wielkie G.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1550021

Ukryty komentarz

Komentarz użytkownika xiazeluka został oceniony przez społeczność negatywnie. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 2. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

Doprawdy? Wolsztyl zaprzeczył swoim słowom widocznym na stenogramie? 

Nawet zakładając, że stenogramy są nieprawdziwe (oczywiście są prawdziwe, przecież nikt z oszołomów zamachowych nie jest w stanie uzasadnić kto, kiedy, jak, co i w jakim celu sfałszował), to wystarczają słowa Wolsztyla - warunków do lądowania nie było i zgodnie z RL-2006 załoga miała obowiązek nie wchodzić w strefę NZP. Skoro w mgłę wlecieli, odpowiedzialność za katastrofę obciąża ich.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-9
#1550082

Ukryty komentarz

Komentarz użytkownika xiazeluka został oceniony przez społeczność negatywnie. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 2. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

Na tym Waszym zdaniem polega dyskusja? Na minusowaniu w imię patriotycznej politpoprawności?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-8
#1550142

Ukryty komentarz

Komentarz użytkownika xiazeluka został oceniony przez społeczność negatywnie. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 2. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

Po pierwsze, załoga została ostrzeżona przez Plusnina, że nad lotniskiem jest mgła i warunków do lądowania nie ma. Piloci zlekceważyli ostrzeżenie i beztrosko kontynuowali lot.

Po drugie, czy to była mgła naturalna czy sztuczna - warunków do lądowania nie było. Zgodnie z RL-2006 załoga miała obowiązek odstąpić od wykonywania lotu w strefie niebezpiecznych zjawisk pogody. Ten wymóg także został zlekceważony przez pilotów.

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-9
#1550005

Tym bardziej mnie jest przykro, bo...  nieuważnie przeczytałeś. Opisuję tu bowiem teoretyczne podejście Tupolewa , kilkakrotnie w tekście zaznaczając, że nie uważam za możliwe aby to był PLF-101. Artykul traktuje o operacji wojskowej. O podejsciu tupolewa i jego odejsciu gdzies na wysokosci czwartego zakretu pisałem wcześniej. Teraz też wskazuję, że najprawdopodobniej wskaznik na lokatorze obrazowal iła, który zbliżył się do pasa na odległość 2 km. Byłoby by to zresztą zgodne z wersją rosyjska, która mówiła że "samolot 4 razy podchodził." Tak, podchodził, tylko ze nie Tupolew. Tak samo późniejsza wersja Szojgu o dwukrotnym podejściu naszego samolotu była prawdziwa. Raz podchodził (do 4 zakrętu) na XUBS, a drugi raz na zapasowym. A Ty mówisz, że Rosjanie kłamią! Przeczytaj jeszcze raz to co napisałem, tyle że spróbuj wyłączyć emocje. Dzięki że wpadłeś. Pozdrawiam. 

 

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1550007

co ściągnęło tu tego ruskiego śmiecia: Twój artykuł, czy mój komentarz?

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0
#1550009

Twój komentarz.

Xiazeluka to przecież Twój "anioł". Ja mam nieświętego "mikolaja" :))

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0
#1550010

Poprawiłem. Wytłuściłem partykułę "by".

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1550013

"O podejsciu tupolewa i jego odejsciu gdzies na wysokosci czwartego zakretu pisałem wcześniej."

Moim zdaniem TU154M nr 101 podchodził w dniu 10.04.2010 roku wg procedury z nawrotem, którą miał wklepaną w pokładowym komputerze, czyli poczynajac od punktu ASKIL:

ASKIL - DRL1 - 10XUB - DRL - XUBS

a po przelocie nad lotniskiem, sprawiu dzeniu sytuacji meteo, rzeczywiście zdecydował o odejściu na zapasowe z "czwartego zakrętu" (10XUB) w kierunku na OGALI i Briańsk.

Na mapie przedstawiam domniemaną poziomą trajektorię tego lotu:

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1550022

Ja o tej procedurze z nawrotem myślę już od dłuższego czasu, odkąd zaprezentował Pan schemat z Jasionki. Ale myślę o nim w stosunku do... IŁA. Uważam bowiem, że to Ił mógł przejść z zachodu na wschód nad płytą o 7:25, a potem zrobił nawrót by pojawić się jako fasadowy Tupolew o 7:35. PLf-101 w tym czasie (7:35) już leciał na OGALI. 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1550026

do specjalnych zadań

 

ci do specjalnych zadań

"aniołowie i święci"

zleceniami od Belzebuba

są wyjątkowo zajęci!

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1550016