Nasi okupanci

Obrazek użytkownika Bielinski
Kraj

Wiele się w naszym kraju dzieje rzeczy dziwnych, ciekawych, czasem dziwnych i ciekawych jednocześnie. Oto znany, postępowy redaktor N. potrącił przechodzącą na pasach dla pieszych siedemdziesięciosiedmioletnią kobietę. Jak się okazało redaktor N., nie miał prawa jazdy, stracił je przed laty za przekroczenie limitu punktów karnych. Stracił prawo jazdy i je nie wyrobił; po co warszawskiemu celebrycie prawo jazdy? Przecież wszyscy go znają. Zatrzyma go policjant do kontroli, to tylko się uśmiechnie i pomacha. Jeździł sobie samochodem redaktor N. i jeździł przez długie lata i wszystko było cacy jak u cadyka pod pierzyną póki ta głupia baba – stara gojka nie wyszła na jednię wprost pod koła jego auta. Samochód nie miał ważnych badań technicznych, ani ubezpieczenia OC, lecz to oczywiste, bowiem skoro jego właścicielowi wolno było jeździć bez prawa jazdy to, po co miał robić badania techniczne auta, czy wykupywać obowiązkowe i drogie ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej? Tu jednak wmieszał się pech – i być może antysemityzm – zdarzył się wypadek, wieczór, przejście dla pieszych, ranna staruszka. Policjanci chcąc nie chcąc zażądali od kierowcy – sprawcy wypadku, czyli od redaktora N – dokumentów i sprawa się rypła mówiąc dosadnie. 

    Zrobiło się zamieszanie, potępienie, krzyki wobec celebryty, żądanie surowej kary.  Oczywiście głęboko niesłuszne. Naprawdę nadmiar zacietrzewienia ocierającego się o antysemityzm. Redaktor N ujawnił był kiedyś swoje semickie korzenie. Nic takiego się nie stało. O co tyle krzyku? Redaktora N, przedstawiciela narodu wybranego, lub (samo)wybranego nie obowiązują przecież zwyczajne normy prawa. Jemu wolno więcej, nieprawdaż? Zawsze są wybrani (lub (samo)wybrani) i zwyczajna tłuszcza. Przypomina się tu powieść Jarosława Haska „Przygody dobrego wojaka Szwejka” będąca pamfletem na cesarsko-królewsko armię i austro-węgierskie cesarstwo w dobie jego upadku, rozkładu i degrengolady. W powieści wspomniany jest pewien oficer, bodajże w stopniu majora, który skopał na śmierć swego pucybuta. Oficerowie c. i k. (kaiserlich und königlich) armii mieli prawo do służących wybieranych pośród żołnierzy. Nazywano ich pucybutami, co celnie oddawało charakter ich służby wojskowej. Oficer stanął przed sadem oficerskim, który go uniewinnił, ponieważ to był dopiero trzeci służący zatłuczony na śmierć przez pana majora.

   Sąd miał swoją rację. Co znaczy pucybut wobec pana majora? Podobnie jest i dzisiaj. Czy jedna staruszka ma zniszczyć życie redaktora N.? Jedna stara baba wobec młodego, a przynajmniej w sile wieku i jakże zdolnego przedstawiciela narodu (samo)wybranego? Ile taka stara baba jeszcze pożyje? Dwa, trzy lata? Może z pięć? Co z niej będzie? Nic, tylko trup cuchnący. Redaktor N. jeszcze coś napisze, audycję w radiu zrobi, zgani, pouczy, napomni. Nie. Nie. Nie wolno ciągać pana redaktora N. po sądach ani go przedwcześnie karać za ten wypadek, który z pewnością spowodowała ta głupia i ślepa starucha – antysemitka wchodząca bezczelnie na przejście dla pieszych i nieustępująca pierwszeństwa lepszemu od siebie. Nie ma o czym mówić, tym bardziej, że baba żyje. Gdyby zeszła …, ale to byłby pierwszy raz. Czyli się nie liczy. Jeśliby redaktor N. uśmiercił trzecią lub czwartą osobę, wtedy owszem. Można by go pociągnąć do odpowiedzialności karnej. Lecz nie wcześniej.

   Los celebryty redaktora N. znaczy o wiele więcej niż życie jakieś baby, gojki podobnie jak w czasach cesarsko-królewskiej armii życie pucybuta było niczym dla oficerów.

 

Redaktor N. to po prostu członek naszej elity. Nieodrodny diament ze złoża diamentów, lub jak łajno z kupy gnoju. Jeden z tych, co stoją ponad prawem, ponad zwyczajnymi normami obowiązującymi szarą tubylczą tłuszczę. Jest ich więcej. Weźmy taką Panią Prezydent Stolicy. Sejm powołał jakąś tam sobie komisję. Komisja wzywa Panią Prezydent Stolicy a Pani Prezydent, co? Ma to w nosie. I słusznie. Mówi, że ona – Pani Prezydent Stolicy – wie lepiej, co to jest zgodne z prawem, a co niezgodne, bo ona jest profesorem prawa i cała ta zasr… komisja może jej naskoczyć. To znaczy Pani Profesor i Prezydent tak nie mówi, gdyż to jest miła, kulturalna kobitka, od chamstwa z daleka poza tym to polityk z pierwszego garnituru polityki, lub pierwszej garsonki czy innego żakietu. Bądź z pierwszych majtek, jeśli trzymamy się dalej metafor ubraniowo – garderobianych. Pani Prezydent G-W zna swoją wartość. Nie pospolituje się z byle chamstwem. Kiedy komisja nakłada grzywny, Pani Profesor Prawa i Prezydent G-W. się śmieje i mówi, że nie zapłaci; zapłaci jak będzie jej się chciało, a na razie się jej nie chce i nie zapłaci. W końcu komisja ściąga część grzywien przez komornika, zaś Pani Prezydent G-W. mówi, że to bezprawne, bo ona się nie zgodziła i że te pieniądze państwo odda jej z odsetkami. Pieniądze niewielkie, właściwie żadne, bo jak Pani Prezydent G-W. w ciągu lat swoich rządów w stolicy „zreprywatyzowała” ze dwa tysiące nieruchomości. Łatwo policzyć, jakie to pieniądze: 2000 razy powiedzmy pięć milionów (średnia wartość nieruchomości) razy circa skromne 5 procent. Z samych odsetek, ba, z samych odsetek od odsetek od odsetek niejedna rodzina żyła by w luksusie… przez wiele, wiele lat. Pani Prezydent G-W. nie jest głupia i umie liczyć, tego nikt nie zaprzeczy, gdyż to profesor nie tylko prawa, lecz i ekonomista.

   Oto znak czasu. Kiedyś mówiło się prosto, prostacko: kradzież, złodziej, złodziejstwo, dziś nazywa się kulturalnie: reprywatyzacja, prywatyzacja. W jakich delikatnych, cudnych i subtelnych czasach żyjemy! Grzywny dla Pani Prezydent G-W. to pieniądze niewielkie, ale zawsze strata, te kilka tysięcy złotych. Widać, że Pani Prezydent G-W. ta niesprawiedliwość gryzie i ta strata. Niby nic, dla niej to drobniaki, ale do grosza grosz i zbierze się trzos. Nie tylko sam kapitał, ale i odsetki, i odsetki od odsetek, które mogłyby pracować na koncie w Szwajcarii, na Bahamach, gdzieś w krainie Szukaj Wiatru w Polu. Były dudki a tu ni ma. To boli. Nic to. Wiatr historii zawieje, wyborcy wrócą do rozumu i zgłosują właściwie na partia uczciwą na swój sposób, partię nowoczesną, postępową i proeuropejską jak należy, to państwo jej te straty wróci i wynagrodzi krzywdy w dwójnasób. Nie, nie w dwójnasób, w czwórnasób. Mniej się nie godzi. Nie warto żałować złota by wynagrodzić krzywdy tak wybitnej i zasłużonej personie jak Pani Prezydent G-W.

   Tak to u nas jest od wieków i dotyczy to nie tylko Pani Prezydent stolicy. Wszystkich na szczycie i ze wszystkich partii. Ci na samej górze odpowiadają tylko za dobre, nigdy nie są karani za złe. Nasi rządzący są jak księżyc. Świeca tylko jasną stroną. Czemu pani Prezydent Stolicy G-W. miałaby być pierwszą ukaraną? Czy ona gorsza od innych? Jeszcze w naszym kraju nie było tak, by obfity deszcz mamony nie wynagrodził członków (i członkinie) naszej elity za to, co robią jakkolwiek byłby skutek. Nie zdarzyło się także, by nasze rządzące elity ukarano za błędy, przestępstwa, defraudacje czy zbrodnie. Tak to już w Polszcze mamy od czasów carycy Katarzyny Wielkiej, jeśli nie od czasów cara Piotra Pierwszego.

   Powiedzmy sobie szczerze: naszym elitom należy się specjalne traktowanie. Wystarczy, że są, że się o nas troszczą, rządza, poprawiają, ulepszają; trudzą się w pocie czoła dla niewdzięcznych i krnąbrnych tubylców. Taki redaktor N. należy do elity, bo… należy do elity i szlus. Według mnie dziennikarz - redaktor N. nie potrafi sklecić zdania poprawnego i z sensem, ale to moja opinia. W końcu ktoś mu płaci za jego pisaninę, prawda? Jak elita tacy jej członkowie jak redaktor N., bądź członkinie, jak Pani Prezydent Stolicy G-W.

 

Odezwał się inny celebryta, aktor, reżyser i intelektualista. Artysta i intelektualista w jednym – Jerzy Stuhr udzielił był łaskawie wywiadu, który ukazał się w Gazecie Weekendowej, dodatku do nieocenionej Gazety Wyborczej (link poniżej). Jerzy Stuhr także nie kryje rozczarowania do narodu, w którym przypadło mu żyć i go znosić. Wyraził to dobitnie w wywiadzie. Stuhr Jerzy tak powiada:„… do części naszego narodu nigdy nie miałem specjalnych złudzeń. Mieszkam na wsi, obserwuję ludzi od 30 lat. … Mówię o takim zaprzaństwie, o narodzie gnuśnym, nacjonalistycznym i antysemickim. O lenistwie, brudzie, wewnętrznym niechlujstwie, nieposzanowaniu prawa. … Ależ oczywiście. Cały czas dają o sobie znać te nasze anarchiczne, genetycznie zakorzenione ciągoty, że prawo nic nie znaczy. To mnie najbardziej boli, bo pochodzę z prawniczej rodziny. Jest we mnie też jakiś niepokój o wnuki. Boję się, że jak sytuacja w kraju będzie się pogarszać, moje dzieci wyjadą. Mąż mojej córki na amerykańskie obywatelstwo, ich dzieci też mają podwójne. Wtedy byłoby mi naprawdę bardzo przykro… W mojej rodzinie pradziadek zainicjował przyjechał do Krakowa z Austrii i zechciał być Polakiem. I nie po to, żeby wykorzystać ten kraj, zarobić i wyjechać. Nie, on naprawdę chciał być Polakiem.… I nagle moi przodkowie z Austriaków stali się Polakami. Ja bym teraz nie chciał w drugą stronę. Niech to będzie puenta naszej rozmowy.

   Boże, Boże, jak łaska nas spotkała! Pradziadek Austriak zechciał być Polakiem! Jakie to szczęście niepojętne! Austriak zechciał być Polakiem!? Przecież to Niemiec! Lepszy Niemiec? I co wy na to, wy…  prostaki, chamy na taki zaszczyt, na tak dar, co was spotkał? Wy, drugorzędny narodzie, wy ciemna maso, co w podzięce nie słuchacie pana Stuhra? W d…pie macie jego słowa? Jego dzieło? Jego twórczość? Pana Stuhra, co miał dziadka Austriaka, który zechciał być Polakiem? Co ma córkę, co może wyjechać do usa, bo ma podwójne obywatelstwo? I co zrobicie, wy polskie głupki, jak córka pana Stuhra - nieznanego nazwiska – wyjedzie do stanów? Nie darmo córka pana Stuhra wyszła za mąż za Amerykańca! Żaden polski prostak jej nie dogodził. Co zrobią stany zjednoczone, jak do nich córka pana Stuhra zajedzie? Swoją cenną osoba ten kraj nawiedzi i nagrodzi i oświeci? W czym córka pana Stuhra się wyróżnia tego nie wiem; wiem wszelako, że jest to osoba wielu wspaniałych talentów, jak jej tatuś, jak jej braciszek. W córce pana Stuhra wszystko jest niezwykle i wspaniałe i cenne. I pozbawi tych cudów polską ziemię, a obdarzy amerykańską ! Głupio wam będzie, głupio i gorzko i zapłaczeta jak te bobry, a córka pana Stuhra zakrzyknie razem ze swym papą: a skoczta wy mnie na kant d…y, skorośta tatusia nic a nic nie słuchali!

    Może być jeszcze gorzej. Kiedyś bardzo lubiłem aktorstwo Jerzego Stuhra. Był to świetny aktor, aktor komediowy. Ma na koncie ma wiele znakomitych, zapadających w pamięć ról w teatrze, filmie. Byłem kiedyś w Teatrze Starym na sztuce „Kontrabasista”. Monodram, na scenie od początku do końca Jerzy Stuhr: on i kontrabas To wystarczyło. Świetny tekst, doskonałe wykonanie. Ludzie śmiali się jak szaleni. Ciężko było zdobyć bilety wyprzedane na miesiące naprzód. Jerzy Stuhr to był wybitny aktor. Miał niesamowite vis comica. Wystarczyło, że się pojawił na scenie a ludzie już się śmiali. Kiedyś mówiono o takich komediant. W sumie każdy aktor to komediant. Aktor mówi cudze teksty. Gdyby miał coś własnego do powiedzenia, nie zostałby aktorem. Aktor to ten, co nie ma nic ciekawego a własnego do przekazania. Aktorzy nie grzeszą mądrością, co potwierdza Jerzy Stuhr w wywiadzie; tak naprawdę ten człowiek poza megalomanią i zlepkiem cudzych haseł nie nic do przekazania. Lecz Jerzy Stuhr sądzi i sądził, że ma, niestety. Pan Stuhr zechciał zrobić własne filmy, a nie tylko grać w cudzych. Zakręcił się a że był obrotny zrobił kilka filmów za państwowe pieniądze. Trudno mu się dziwić. Każdy, kto tylko by mógł, każdy zrobiłby film za państwowe pieniądze. Świetny interes. Koszty i ryzyko bierze na siebie państwo, zyski idą do twojej kieszeni. Ryzyko żadne. Profity twoje. Same plusy. Dla twórcy. Pamiętam jeden z tych filmów: Stuhr z wielbłądem. Stuhr przez cały film włóczył się po ekranie z wielbłądem, którego gdzieś wykombinował. Film został przychylnie przyjęty przez naszą krytykę. Nic dziwnego, w dobie ideologii gender i wychwalania różnorodności miał prawidłową ideologicznie wymowę. On i wielbłąd, a sobie żyją i jest im dobrze. I nikomu nic do ich związku.

   Nakręciwszy kilka nijakich, nudnych filmów Jerzy Stuhr awansował do grona intelektualistów. Ostatnio szczęśliwie zwalczył chorobę nowotworową. Do swojej fizys dołączył rys cierpienia. Jest już chyba na emeryturze, czy rencie. Intelektualista i dotknięty cierpieniem człowiek! Wzmianki w wywiadzie o prawie, czy o wrodzonym bezprawiu Polaków, tyczą się oczywiście prób reformy sądownictwa przez rząd i parlament. Muszę tu przyznać komediantowi Stuhrowi głęboką racje. Pozostanę przy mianie komediant, bowiem Jerzy Stuhr był, jest i pozostanie komediantem.

   Jak rząd, Sejm czy ktokolwiek śmie przeprowadzać jakiekolwiek zmiany w prawie nie zapytawszy pierwej emerytowanego komedianta Jerzego Stuhra o zdanie i o opinię? Przecież Jerzy Stuhr ma prawników w rodzinie. Wyssał prawo z mlekiem matki. Po co nam parlament, rząd, czy wybory? Wystarczy zdanie emerytowanego komedianta Jerzego Stuhra. I czego wy jeszcze chcecie, głupie ludzie? Ja się nie poprawita, jak nie przestanieta mędrkować po swojemu zamiast słuchać swojej elity, to Jerzy Stuhr Niemcem zostanie, jak jego dziadek. Jeśli ten naród dalej nie będzie słuchał lepszych i mądrzejszych, to pan Jerzy Stuhr volkslistę podpisze! Nie przelewki. I co nam pozostanie, gdy pan Stuhr folksdojczem będzie? Nic, jedynie rozpacz i żal.  Tylko siąść i nie płakać, lecz ryczeć przyjdzie.

 

Redaktor N., Pani Prezydent G-W., aktor, intelektualista i prawnik z urodzenia Jerzy Stuhr. Przedstawiciele naszej elity. Jedni z wielu. Nasi okupanci. W 1931 roku felieton o takim tytule napisał i opublikował Tadeusz Boy-Żeleński. Jak to dziwnie wszystko trwa, zmienienia się, przekształca, by pozostać takie same. Epoki przemijają, państwa upadają i powstają nowe, zmieniają się ustroje i granice. A nasi okupanci nadal są, jak byli. Przed wojną Boy-Żeleński pisał o wpływie kościoła katolickiego na społeczeństwo. Dziś mamy dzieci i wnuki przywiezionych na sowieckich czołgach komunistycznej zgrai zdrajców i renegatów. Kiedyś mieliśmy okupantów w kolorze czarnym, potem długo czerwonym; dziś sztandar naszych okupantów mieni się w kolorach tęczy – kolorach postępu i wszechogarniającej tolerancji.

   Nasi okupanci są, jak byli. Nie ci sami, okupanci zmieniają się jak wszystko, ale przecież są, trwają niezmiennie, zmieniając tylko kolory. Nasi okupanci: ci, co wiedza lepiej, jacy winniśmy być, jak myśleć, co mówić i pisać, jakie prawo jest słuszne, jakie nie, jak się zachowywać, co jest lepsze dla nas. Nasi okupanci.

 

http: //weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,22469581,jerzy-stuhr-caly-czas-daja-o-sobie-znac-te-nasze-ciagoty-ze.html#TRwknd

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)

Komentarze

niedołężna staruszka

 

to niedołężna staruszka

według sądu zawiniła

ona góralowi na przejściu

ciupagą auto rozwaliła

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1549887

Kto ma jakąś kontrolę nad obszczymurkiem?

Wracaj na Neon albo na FB i  i nie odstraszaj przyzwoitych ludzi od Niepoprawnych.

Jak widać Niepoprawni też mają swoich okupantów, którzy ciągną ten portal w dół, beznadzieja.

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1549915

I tak ta niedołężna staruszka, którą przejechał na pasach "Pan Redaktor", może się uważać za szczęściarę!  W czasach PRL, (nawet jeszcze za rządów POlszewików) mogła bowiem otrzymać od milicjantów dodatkowo kilka pał za zbyt wolne przechodzenie po przejściu dla pieszych. Z całą pewnością sprawie by łeb ukręcono na wstępnym etapie. A jak będzie teraz?   

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1549976

Ludzie ludziom..., kochaj blizniego...a nienawisc zniszcz w sobie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

jasinek

#1551647