CZY PREZYDENT JEST Z NAMI?

Obrazek użytkownika Aleszumm
Kraj

CZY PREZYDENT JEST Z NAMI?

 

"Oni po prostu odjechali!", czyli kulisy relacji prezes Kaczyński - prezydent Duda. Co będzie dalej? Ważny artykuł Jacka Karnowskiego.

 

„Czy prezydent jest z nami? Nasze spotkanie pokazało, że są daleko idące różnice zdań”.

 

W chwili, gdy piszę te słowa, ustawy przygotowywane przez ludzi prezydenta wciąż nie są publicznie znane. Kierownictwo PiS ma jednak dobrą orientację co do zamiarów Andrzeja Dudy na podstawie rozmowy Jarosława Kaczyńskiego z prezydentem oraz innych źródeł. Z moich informacji uzyskanych od najważniejszych polityków partii rządzącej wynika, że propozycje prezydenta uważane są za nie do przyjęcia. – To blamaż legislacyjny, a do tego propozycja niekonstytucyjna – mówi mi bardzo ważny polityk PiS. Sam Jarosław Kaczyński miał określić prezydenckie ustawy jako „horrendalne rozwiązanie”.

 

Co konkretnie nie podoba się kierownictwu PiS? Jednoznaczny sprzeciw budzi propozycja odpowiedzi na pytanie, co zrobić, jeśli w parlamencie nie uda się wybrać członków zreformowanej Krajowej Rady Sądownictwa większością 3/5, co jest przecież więcej niż prawdopodobne, zwłaszcza przy założeniu, że będą to osoby wyróżniające się gotowością do wprowadzania zmian, a nie nijakie lub bierne. W takiej sytuacji prezydent chce osobiście wskazywać członków KRS. W rozmowie z Jarosławem Kaczyńskim miał powiedzieć: „My się jakoś dogadamy”, w domyśle co do decyzji personalnych. Taka deklaracja to jednak dla PiS coś zbyt ulotnego. Tym bardziej że chodzi o sprawę zasadniczą: które kręgi świata prawniczego będą podstawą kadrową nowego rozdania. – Nie chodzi o to, żeby wstawić do KRS „swoich”, bo „swoich” nie mamy. Sędzia pisowski to zjawisko w przyrodzie nieznane, coś jak yeti. Ale są ludzie, którzy nie boją się stawiać prawa ponad interes korporacyjny, i to na nich chcemy się oprzeć – relacjonuje debaty w kierownictwie PiS mój rozmówca.

 

Jest też inny problem: przyznanie prezydentowi prawa wskazywania członków KRS jest niemal na pewno niezgodne z konstytucją, która jasno i konkretnie mówi, że głowa państwa ma w tej kluczowej dla sądownictwa instytucji jednego przedstawiciela. Pozostałych członków Rady prezydent „powołuje”, a nie wybiera. Gdyby uznać, że może wskazać wszystkich członków KRS, zdaniem wielu prawników konieczna byłaby kontrasygnata premiera lub ministra sprawiedliwości, co sprowadzałoby całe rozwiązanie do absurdu. Według PiS najlepsze byłoby powierzenie wyboru członków KRS – w razie sejmowego pata – Senatowi. Mógłby on również stosować zasadę 3/5, tym bardziej że w izbie wyższej ryzyko klinczu jest minimalne.

 

Nie do przyjęcia są dla kierownictwa PiS również propozycje dotyczące Sądu Najwyższego. Do zaakceptowania jest jedynie rezygnacja z zasady wygaszenia całego składu SN i wprowadzenie w zamian zmian w wieku emerytalnym sędziów; taka była pierwotna koncepcja Ministerstwa Sprawiedliwości, zakładana jeszcze na etapie budowania ogólnych założeń poprzednich ustaw, zarzucona później w parlamencie. Wątpliwości budzą jednak szczegóły, które sprawiają, że swoje stanowisko zachowałaby I prezes SN Małgorzata Gersdorf. (…) Swoje miejsca pracy zachowałaby także większość sędziów SN – według wyliczeń ośrodka prezydenckiego krótko po przyjęciu ustaw odeszłoby ledwie 40 proc. sędziów. PiS ocenia, że byłoby to jeszcze mniej. W tle jest spór, jak interpretować konstytucyjne umocowanie Sądu Najwyższego. Prezydent uważa, że jest to sąd znajdujący się pod szczególną ochroną konstytucji, bo taka była intencja autorów ustawy zasadniczej. Kierownictwo PiS ma inny pogląd, wskazując, że intencją autorów konstytucji było zabezpieczenie III RP przed wszelkimi istotnymi zmianami, i konsekwentne stosowanie tego typu analizy historycznej wykluczałoby jakąkolwiek poważną reformę. Do tego konstytucja w artykule mówiącym o możliwości zmiany ustroju sądów nie wskazuje SN jako podlegającego wyłączeniu, co oznacza, że parlament ma prawo do daleko idących zmian.

 

(…)

 

Co więcej, analizy PiS jednoznacznie wskazują, że propozycje prezydenta dają Sądowi Najwyższemu pewien zakres kontroli konstytucyjnej, co jest nie do zaakceptowania. Oznacza bowiem podważenie całej drogi polityczno-prawnej związanej z bojami wokół Trybunału Konstytucyjnego. SN mógłby wówczas stać się realizatorem i patronem tzw. rozproszonej kontroli ustaw. Nie byłoby żadnej gwarancji, że ustawy przyjęte przez parlament i podpisane przez głowę państwa nie byłyby podważane w sądach powszechnych. W rezultacie władza korporacji prawniczej zamiast zostać ograniczona, mogłaby wzrosnąć. Cały sens zmian zostałby podważony.

 

(…)

 

Jak będą wyglądały kolejne kroki większości sejmowej? – Nie chcemy wojny z prezydentem. Będziemy proponowali, by przyjął nasze projekty ustaw poprawione w tych punktach, na których mu zależy, a które są dla nas do przyjęcia – słyszę. Ale muszą to być takie ustawy, które dadzą gwarancję, że sądownictwem, a także Sądem Najwyższym, pokierują ludzie o dobrej reputacji, zdeterminowani, gotowi uzdrowić wymiar sprawiedliwości. PiS jest także gotowe zaakceptować swego rodzaju „autopoprawki” w projektach prezydenta, uwzględniające propozycje ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Oznaczałoby to jednak de facto konieczność napisania ustaw prezydenckich jeszcze raz, niemal od nowa, bo – tu znów cytat – „tego, co proponuje prezydent, punktowo poprawić się nie da”.

 

W tle sprawy sądów są oczywiście kwestie bardziej zasadnicze, dotyczące przyszłej drogi prezydenta i całego obozu dobrej zmiany. Kierownictwo PiS zdecydowanie odrzuca polityczne uzasadnienie wet, które publicznie prezentują doradcy prezydenta Dudy. Przywoływany przez prof. Andrzeja Zybertowicza argument o zagrożeniu dobrej zmiany „wykolejeniem” w wyniku protestów opozycji uznawany jest za błędną diagnozę. – W krajach o ustabilizowanym systemie demokratycznym nawet ogromne demonstracje nie wywracają władzy. Nawet milionowe marsze nie zmieniają decyzji większości. Demonstracje poprzedzające weta do tego poziomu nawet się nie zbliżyły. W szczytowym punkcie było to maksymalnie 20–25 tys. ludzi. Dużo jak na Polskę, ale wielokrotnie za mało, by nam zagrozić – słyszę od swojego rozmówcy z PiS. A co, jeśli demonstracje przerodziłyby się w jakąś wersję polskiego Majdanu? – To też nic by nie zmieniło. Mielibyśmy miasteczko namiotowe przez dwa lub trzy tygodnie i tyle. Przy wysokim poparciu społecznym nie jest to scenariusz szczególnie groźny – słyszę.

 

Obóz prezydencki weta tłumaczył także groźbą znacznego pogorszenia wizerunku Polski, przyklejenia nam łatki „drugiej Białorusi”. Dla przywódców PiS to także nie jest usprawiedliwienie. Jarosław Kaczyński wielokrotnie tłumaczył swoim współpracownikom, że każda próba naprawy Polski będzie się wiązała z próbami izolowania kraju i budowania zagranicznej presji. I że trzeba ten okres po prostu przetrzymać. Mówi to także w bieżącym wywiadzie dla „Sieci”. Podmiotowość w relacjach międzynarodowych jest bowiem nie tylko wartością samą w sobie, lecz także warunkiem koniecznym rozwoju kraju. Uznanie, że zagranica ma prawo weta, kończy się korkociągiem śmierci, rezygnacją z kolejnych szans, oznacza utrwalanie peryferyjnej pozycji Polski. Paromiesięczny, a nawet paroletni okres gorszych relacji z innymi krajami to cena, jaką warto zapłacić.

 

Weta prezydenta uważane są w kierownictwie PiS za wielki błąd polityczny, za dowód braku doświadczenia politycznego głowy państwa. – Ogłaszając swój warunek 3/5 jeszcze w trakcie prac sejmowych, Andrzej Duda złamał fundamentalną zasadę polityki: dał przeciwnikowi nadzieję na zwycięstwo, dał mu tlen – mówi mój kolejny rozmówca z PiS. Inaczej mówiąc: obóz III RP uwierzył w tamtym momencie, że może zwyciężyć, najpierw w tej bitwie, a później w całej wojnie. A tej nadziei już im brakowało po załamaniu się pierwszej fali rzeczywiście relatywnie dużych demonstracji KOD i po fiasku próby wykreowania chaosu wokół ustawy budżetowej.

 

W szerszym planie pojawiają się obawy o zmarnowanie wielkiej, dziejowej wręcz szansy. Kierownictwo PiS opisuje sytuację następująco: wskaźniki społeczne i gospodarcze są doskonałe, mamy sukcesy międzynarodowe, w tym wizytę Donalda Trumpa. I w takiej sytuacji Andrzej Duda decyduje się na akcję, która może zablokować drogę do kolejnych sukcesów, która wszystko może wysadzić w powietrze.Co gorsza, zagrożenie tym razem wyszło z obozu IV RP, z własnych szeregów. I nie bardzo wiadomo, jaki jest głębszy cel tego wszystkiego. Prezydent ma bowiem podejmować działania politycznie dwuznaczne, zarzuca mu się np. werbowanie młodych posłów PiS z niezłymi wynikami wyborczymi jako pełnomocników ds. referendum konstytucyjnego, co liderzy PiS jednoznacznie odczytują jako możliwy zaczyn jakiegoś rodzaju struktury poziomej, rozbijanie obozu. Zauważane są także bardzo silne zabiegi prezydenta o wciągnięcie „Solidarności” w swoje akcje polityczne. Do tego dochodzą zmiany w otoczeniu prezydenta odczytywane jako wypychanie lub degradowanie ludzi choćby podejrzewanych o lojalność wobec PiS.

 

Uważnie analizowane są wypowiedzi prezydenckiego rzecznika Krzysztofa Łapińskiego. To, że nie odciął się mocno od dziennikarskiej sugestii, iż powołanie Państwowej Służby Ochrony w miejsce BOR może zaowocować inwigilacją prezydenta, uznano za przekroczenie kolejnej granicy. – Łapiński nas wręcz nienawidzi, a przecież dostał od nas sto szans. Dostawał kolejne, nawet wówczas gdy poprzednie odrzucał lub porzucał – słyszę od bardzo ważnego polityka PiS.

 

Co ciekawe, Kaczyński nie uważa za realne – suflowanego przez niektórych – zagrożenia ewentualną frondą ze strony Polski Razem Jarosława Gowina, uważanego za polityka bardzo blisko współpracującego z prezydentem. – Gdyby zdecydował się wyjść, zabrałby nam może dwóch posłów. Pozostała siódemka, ósemka, zostałaby z nami – tak oceniał sytuację w gronie najbliższych współpracowników.

 

Co więc, według PiS, jest politycznym celem Andrzeja Dudy? Możliwość skutecznego kandydowania bez względu na zgodę partii rządzącej, a nawet wbrew niej. Taka taktyka jest odczytywana przez kierownictwo obozu jako skrajnie wręcz egoistyczna, grożąca klęską, destrukcyjna. Co ciekawe, moi rozmówcy – a są to ludzie obserwujący wydarzenia ostatnich dwóch lat bezpośrednio, osobiście w nich uczestniczący – odrzucają zarzuty o rzekome lekceważenie prezydenta. – To całe „Ucho Prezesa”, które chyba rzeczywiście jest operacją socjotechniczną, nie ma nic, ale to nic wspólnego z rzeczywistością. Twierdzenie, że prezydent był w pełni podporządkowany, a potem się zbuntował, to bajka – słyszę.

 

To Andrzejowi Dudzie przypisuje się odpowiedzialność za nie najlepsze relacje z prezesem PiS. Do pierwszych zgrzytów doszło jeszcze w czasie kampanii wyborczej. Jarosław Kaczyński uznał, że słynne zdanie Agaty Kornhauser-Dudy, wypowiedziane niespełna tydzień przed drugą turą – „Panie prezesie, ja się pana nie boję” – było dość impertynencką, niepotrzebną zaczepką. Później prezydent niespodziewanie zgłosił wątpliwości co do kandydatury Adama Glapińskiego, wieloletniego współpracownika Kaczyńskiego, na prezesa NBP (miał powiedzieć: „To ja się nad tym zastanowię”). Jego postawa wobec upamiętnienia tragedii smoleńskiej także nie pomogła: z planowanej wspólnej wizyty na grobie śp. Lecha Kaczyńskiego w składzie: prezydent, pierwsza dama, Jarosław Kaczyński oraz Marta Kaczyńska, zrobiła się wizyta wyłącznie pary prezydenckiej, bo lider PiS miał rzekomo nie pasować do wizerunku nowego prezydenta; jego doradcy mieli przy tej okazji mówić, że „prezydent nie może mieć żadnego pana”. Andrzej Duda miał też wycofać się z deklaracji o zgodzie na budowę pomnika śp. Lecha Kaczyńskiego przed Pałacem Prezydenckim, proponując w tym miejscu pomnik ofiar katastrofy, co z kolei lider PiS uznał za rozwiązanie bezsensowne, bo przecież w Pałacu pracował jego śp. brat. Pojawiła się natomiast tablica upamiętniająca poległego prezydenta, ale znacznie mniejsza, niż miała być. Jarosława Kaczyńskiego irytowało także pomijanie jego roli w doprowadzeniu do wyboru prezydenta przez różne osoby z otoczenia Andrzeja Dudy, eksponujące w zamian wątki mesjanistyczne.

 

Coraz rzadziej dochodziło też do spotkań obu polityków, zwłaszcza po tym gdy prezydent zdecydował, że nie będzie przyjeżdżał na spotkania do siedziby PiS na Nowogrodzką. Przełomem we wzajemnych relacjach był jednak 10 kwietnia 2016 r., gdy bez konsultacji z Jarosławem Kaczyńskim prezydent wygłosił przemówienie zawierające apel o wzajemne wybaczenie. Prezes PiS odpowiedział wówczas, że „wybaczenie jest potrzebne, ale po wymierzeniu kary”. Po tym zdarzeniu Kaczyński uznał, że najsensowniejszą odpowiedzią na ambicjonalną postawę prezydenta będzie ograniczenie kontaktów z nim do minimum. W maju 2016 r. doszło do ostatniej przed wetami, długiej, niemal czterogodzinnej rozmowy; to miała być próba „zawrócenia czasu”, podjęta z inicjatywy osób zaniepokojonych rozwojem sytuacji. Ale czasu nie dało się już zawrócić.

 

Według moich informacji prezes PiS był zdziwiony zachowaniem prezydenta, który wydawał się pogubiony. Chwilę później Duda skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o zgromadzeniach, bezskutecznie kwestionując m.in. zapis o rozdzielaniu wrogich sobie demonstracji. Sprawa była o tyle symboliczna, że to Kaczyński był celem prowokacji i ataków Obywateli RP dziesiątego każdego miesiąca na Krakowskim Przedmieściu, więc ruch prezydenta odczytał jako działanie oznaczające brak szacunku dla jego bezpieczeństwa, rodzaj złośliwości.

 

W PiS boleśnie odebrano także weto wobec ustawy o Regionalnych Izbach Obrachunkowych, która miała dać państwu pierwsze narzędzia niezbędne do elementarnego uporządkowania „korporacji” samorządowej, niepodlegającej dziś żadnej kontroli, a dysponującej znaczną częścią pieniędzy publicznych. Potem była już sprawa sądów.

 

Według moich informatorów Jarosław Kaczyński bagatelizuje spory prezydenta z ministrami obrony i sprawiedliwości. Konsekwentnie negatywny stosunek prezydenta do Antoniego Macierewicza uważa za niezrozumiałą „zawziętość” i sądzi, że młodszy od szefa MON prezydent powinien się wykazywać większym szacunkiem wobec niezwykle doświadczonego politycznie, mogącego się pochwalić piękną biografią, ministra. Z kolei napięcie pomiędzy prezydentem a Zbigniewem Ziobrą jest traktowane jako naturalne iskrzenie między ludźmi z tego samego pokolenia, do tego byłymi współpracownikami, których drogi się rozeszły. Zdaniem prezesa PiS nie jest to coś, co powinno wpływać na sprawy wagi państwowej. Tym bardziej że wszelkie wątpliwości co do zawetowanych ustaw Duda mógł zgłosić bezpośrednio Kaczyńskiemu. Wystarczył telefon.

 

Czy Andrzej Duda będzie kandydatem PiS w kolejnych wyborach prezydenckich? Wszystko zależy od rozwoju sytuacji. Jeśli przeciwko niemu stanie silny kandydat, np. Donald Tusk, wówczas Jarosław Kaczyński udzieli Dudzie pełnego poparcia. Bo mimo wad – to znów cytat z wypowiedzi bardzo ważnego polityka – „decydują nie emocje, ale analiza, a ta wskazuje jasno, że Duda ma zasadniczą zaletę: nie jest Komorowskim”.

 

Z perspektywy kierownictwa PiS sprawy nie wyglądają więc dobrze. – Oni po prostu odjechali! Co ważne, odjechali teraz, gdy jest szansa na prawdziwą niepodległość, gdy mamy tyle sukcesów. I teraz wszystko próbuje się rozwalić. Ręce opadają! – tak oceniana jest postawa głowy państwa przez liderów PiS. Definiują sytuację następująco: trzeba szybko rozstrzygnąć dylemat – albo prezydent jest z PiS i obóz idzie dalej, albo doszliśmy do granicy tego, co możliwe w tej konstelacji. W tym drugim wypadku do końca kadencji rząd nie będzie podejmował wielkich reform, i skupi się na dobrym zarządzaniu oraz budowaniu poparcia. Wówczas jednak historyczna odpowiedzialność za to zaniechanie spadnie na głowę państwa.

 

https://wpolityce.pl/polityka/359221-oni-po-prostu-odjechali-czyli-kulisy-relacji-prezes-kaczynski-prezydent-duda-co-bedzie-dalej-wazny-artykul-jacka-karnowskiego

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:11)

Komentarze

Bardzo dobra analiza. Trafne oceny.

Co do sporu PAD - szef MON. Ostatnie wydarzenia i wykrycie w BBN WSIoka, mającego dostęp do Strategicznego Planu Obronnego, wyjaśnia "nieporozumienia" między MON a BBN w ostatnich miesiącach. Sytuację może wyjaśnić dymisja Solocha, ale na to PAD się nie zdecyduje, bo tą drogą oddałby część kompetencji prezydenckich dotyczących MON. Ale Soloch i BBN - kompletna kompromitacja i coś z tym trzeba zrobić. Poza tym, fetowanie Antka w Pentagonie podczas oficjalnej wizyty, oznacza że armia US dała wyraźnie do zrozumienia, kto dla nich jest ważny. No i ta "przypadkowa" wypowiedź oficera oddziałów US w Polsce, że jedyny szef MON w krajach NATO w Europie, który ma jaja to Antek. Pokazano to w TV. A więc KPrez ma problem. Coś zrobić trzeba, ale to "coś" to Soloch.

Kolejna rzecz to fakty o którym pisałem,a który utrudnił przepchanie ustaw sądowych. Moim zdaniem, przepychanie ustaw sądowych w lipcu, było błędem. Nie chodzi o ich treść, ale o taktykę działania. Niestety pośpieszono się, chciano szybko skonsumować efekty wizyty Trumpa w Warszawie i przedobrzono. Sytuacja jeśli chodzi o sądownictwo jest taka, że społeczeństwo na nic innego nie czeka, tylko na ukrócenie tej bandy w togach, robieącej geszefty i kumające się z gangsterką. Trzeba było, dalej sprawę grzać w mediach, bo kompromatów nadzyczajnej kasty jest multum i spokojnie czekać, aż ośrodek prezydencki nie byłby w stanie stanąć za interesami KASTY, bojąc się kompromitacji. Zwyciężyła chęć szybkiego załatwienia sprawy i był to błąd taktyczny. Zapytajmy, czy dziś, po wyborach, Merkelowa dzwoniłaby do PAD? Raczej nie, konfuzja tam jest wielka. A tak jak zrobiono, to pozostał nam jedynie nieświeży pasztet.

No trudno stało się. Teraz trzeba naciskać na PAD, bo jego projekty mają słabości większe, niż te które miały projekty ZIobry. 

Kolejny raz wybrano złą taktykę działania. Może to wszystko skończyć się dobrze, ale niebezpieczeństwo jest nadal, bo nowe otoczenie PAD optymizmu nie niesie. Zwłaszcza Łapka (ps. Czerepach) naczelny szczekacz "złej zmiany". Nadal mamy niejasną sytuację.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Traczew

#1549178

Nowy kandydat się ustawia w blokach startowych :-)

http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/bartlomiej-misiewicz-zrobil-dziub...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2

Verita

#1549197

Jestem wyborcą Pana Prezydenta A.Dudy gdyż uważam go za człowieka uczciwego, kompetentnego itp. ale ….... okazuje się b.b. naiwnym. Pierwszym przejawem tej naiwności było już na początku kadencji zwrócenie się do środowiska GW o życzliwe współdziałanie. Jaka była odpowiedź wiadomo. Obecnie rozmiary naiwności przybierają u Pana Prezydenta ( a może to cyniczni doradcy) formy śmieszności. Dla każdego względnie inteligentnego wyborcy widoczne jest, że jedynym strategicznym celem tzw opozycji totalnej jest od samego początku obalenie wybranej demokratycznie opcji i to wszelkimi (nawet bezprawnymi) metodami. W skład wyborców tejże opozycji wchodzą bowiem różne grupy interesów poprzedniego systemu w tym mafiozi, zdrajcy, agenci, bolszewicki pomiot, pospolici złodzieje i nieco zdezorientowanych przeważnie przez obce media, zacietrzewionych ludzi. I niezależnie co obecnie rządzący zrobią włącznie z Panem Prezydentem i tak będzie oprotestowywane . Bez złudzeń - to towarzycho na Pana nigdy nie zagłosuje. Pana umizgi do opozycji w sprawie reform w sądownictwie są wielce symptomatyczne, co więcej na nich traci cała tzw dobra zmiana.

 

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0
#1549201

Internet nie zapomina - oto tekst dziesięciopunktowego zobowiązania Andrzeja Dudy - kandydata:

Będę prezydentem, który słucha i służy obywatelom; Będę prezydentem dialogu, porozumienia i rozmowy; Będę prezydentem, który przywróci Polakom zaufanie do państwa i poczucie godności; Będę prezydentem, który troszczy się o bezpieczeństwo Polaków; Będę prezydentem, który buduje państwo uczciwe i sprawiedliwe; Będę prezydentem, który z troską i zrozumieniem odnosi się do każdego obywatela; Będę prezydentem Polski przyszłości. Silnego, sprawnego państwa w centrum zjednoczonej Europy; Będę prezydentem Polski dumnej ze swojej historii, swoich przodków i korzeni, Polski, która pamięta i czci swoich bohaterów; Będę prezydentem, który nie unika trudnych sytuacji, który nie ucieka, kiedy powinien być arbitrem; Będę prezydentem aktywnym, który chce korzystać z inicjatywy ustawodawczej.

Czytaj więcej: http://www.polskatimes.pl/artykul/3768571,10-zobowiazan-andrzeja-dudy-ka...

"Będę prezydentem, który nie unika trudnych sytuacji, który nie ucieka,kiedy powinien byc arbitrem..."

I co teraz?

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Pobudka!

#1549221

Na szczęście nigdy nie zabraknie nam kandydatów na prezydentów, to oni mają większe zmartwienie. Mam gorzką satysfakcję, wspominałem tu w jakimś blogu lub komentarzu, że gdzieś między uszami w tyle głowy dręczy mnie przeczucie, że solidarności starczy znów na dwa lata. Przeczucie spełniło się.

Trzeba się z tym pogodzić innej rady nie ma. Szczęście, że PAD ujawnił swoje preferencje już teraz. W połowie pierwszej kadencji. Strach się bać co mogło by być w następnej. Od 39 roku żyjemy w państwie bezprawia, dłużej też wytrzymamy!!!

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

jjr

#1549224

Pan Prezydent wszystko robi aby uszczuplać swój elektorat ku cynicznej radości totalnej opozycji . Przykład zawetowanie ustaw o SN i KRS nie zaproszenie do Komitetu obchodów 100 lecia odzyskania przez Polskę niepodległości narodowców, zaskakujący wybór niektórych doradców. Naiwność Pana Prezydenta jest porażająca. Zapewniam, że żadne umizgi do totalnej opozycji i jej popleczników nie przysporzy Mu nawet jednego głosu więcej, To są zacietrzewieni osobnicy chętni do utopienia Go wraz z PIS=owskim zapleczem w przysłowiowej "łyżce wody". Natomiast elektorat Mu oddany stopnieje. Złudzeniem jest bowiem aby przy obecnych podziałach być "prezydentem wszystkich Polaków". Podszepty niektórych naszych hierarchów, którzy od dawna oddani są bardziej poprawności politycznej (często bardziej niż Ewangelii) i oderwani od rzeczywistości jak sądzę też nie służą dobrym decyzjom. Szkoda !

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1
#1549326

na razie wystarczy.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1549332

 dla zmylenia nazwanego "vice", który trzyma kasę, a kto trzyma kasę - ten rządzi.

Zaiste dziwna to persona. Rodem z banku - i zapewne do banku powróci, a więc nie może się narazic banksterstwu.

Mam pytanie: skąd się wziął Mateusz Morawiecki i czym tak się zasłuzył i wyróżnił, że wyskoczył jak z pudełka i otrzymał nadzwyczajne kompetencje? Wystarczy popatrzec na jego twarz - krzywa i  kaprawa. Kto ma wątpliwości - był doradcą tusssssska. Historia jego studiów i kariery jest mocno podejrzana,

Kto go desygnował????????????????

zacytuję samą siebie sprzed dwóch lat:

Gdy po szokujacym fałszerstwie ostatnich wyborów Grzegorz Braun walczył w siedzibie PKW, Andrzej Duda nawijał na okrętkę gładkie słówka. Podczas ostatniej rozprawy sądowej w Warszawie - te materiały video właśnie były odtwarzane.(Andrzej Duda skrytykował zwycięską akcję w siedzibie PKW, sam nie kiwnął palcem, a ostatecznie został beneficjentem walki o uczciwe liczenie głosów)

Przy Grzegorzu - Andrzej Duda wypada właśnie jako spolegliwy i poprawny. Zwłaszcza jeśli chodzi o obrady Knesetu w Polsce, w których uczestniczył.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pobudka!

#1549409