P.S. (4) Trzecie podejście Iła (około godz. 8:25) i odejście TU-154M znad "Siewiernego"

Obrazek użytkownika Romek M
Historia
ił-76

W poprzednim odcinku ("P.S. 3") cytowałem kilka relacji z których wynikało, że Ił-76 podchodził do XUBS około godziny 8:25, na dziesięć minut przed tym, jak miał się tam pojawić Tupolew. Było to jego trzecie podejście. - Trzecie?! - może się ktoś żachnąć. - Skąd by się wzięło trzecie? Przecież na pytanie Roberta Grzywny, czy "Rosjanie przylecieli już?" Remigiusz Muś wyraźnie odpowiada: "Ił dwa razy podchodził i chyba gdzieś odlecieli". Odpowiem na to innym pytaniem – A dlaczego Drugi Pilot w ogóle się pyta o lądowanie Rosjan? Około godziny 8:26 (kiedy pada to zdanie) PLF-101 jest już przecież na kręgu, gdzieś między drugim, a trzecim zakrętem kręgu – pisałem o tym w " P.S. 2 " - więc piloci powinni widzieć doskonale co dzieje się w powietrzu, zaledwie kilkanaście kilometrów od nich. Bo w takiej odległości od "Siewiernego" wówczas się znajdują. Nie tylko powinni. Doskonale widzą co dzieje się wokół. Jak piszą w swojej książce autorzy "Ostatniego Lotu" (str. 175 – 176): polski TU-154M jest wyposażony w system antykolizyjny TCAS (…). Na ekranie urządzenia wyświetlane są informacje – znaczniki – samolotów znajdujących się w pobliżu, to znaczy nawet w odległości stu kilometrów. Piloci mogą określić czy te maszyny lecą poniżej, czy powyżej tupolewa. Gdyby jakiś samolot niebezpiecznie zbliżał się do prezydenckiego Tu-154M, to pojawiałby się na wskaźniku wizualny komunikat nakazujący pilotowi wznoszenie lub obniżanie.

 

Żeby więc odpowiedzieć na pytanie dlaczego Grzywna pyta o Rosjan i czemu Muś mu tak odpowiada, trzeba opowiedzieć tę historię po kolei.

 

Około godziny 8:20 Tupolew miał rozpocząć podejście na XUBS od zachodu (patrz P.S. 2), ale do tego nie doszło. Początkowo sądziłem, że powodem tego było nagłe pojawienie się mgły. Myliłem się. Po powtórnej analizie stenogramów i zeznań świadków, bardziej prawdopodobne wydaje mi się to, iż Tupolew musiał poczekać na holdingu, aż swoje podejście zakończy inny samolot.

Czy tym samlotem mógł być Ił-76?

Prześledźmy jego wojaże.

Frołow, po drugim swoim podejściu (które, moim zdaniem, miało miejsce o 7:55) najprawdopodobniej poleciał (odchodząc w kierunku na zachód) na spotkanie PLF-101, by potem pilotować go do samego Smoleńska. Tak twierdzi kpt. pilot Michał Wiland (4,5 tys. godzin nalotu na Tu-134):

I ten Ił-76 leciał przed naszym Tu-154M już od Białorusi, o czym możemy się dowiedzieć, studiując dokładnie stenogram z CVR. W stenogramie rozmów z naszego samolotu jest również krótki zapis z iła, który rozmawia z kontrolą białoruską, która następnie przekazuje go kontrolerom smoleńskim.

Spójrzmy do stenogramów z kokpitu.

Nawigator (pyta w pewnym momencie Dowódcę): Arku zniża! Czyżby też leciał do Katynia?

Samolot o którym mowa w tym pytaniu musi zatem ("też") iść tym samym kursem, którym planuje lecieć Tu-154M.

Inne dowody obecności w przestrzeni wokół Tu-154M (która powinna być przecież wolna gdy nadlatuje Głowa Państwa) jakiegoś innego samolotu to choćby te słowa Drugiego Pilota: W pobliżu on jest.

Ślady obecności Frołowa pojawią się w rozmowach pilotów później jeszcze kilkakrotnie.

Spróbujmy przedstawić je, zachowując następstwo czasowe.

Około godziny 8:21 – 8:23 (skoro ASKIL przechodził o 8:15) Tupolew znajduje się już na drugim zakręcie kręgu i zmienia kurs, lecąc w kierunku trzeciego zakrętu nadlotniskowego. Zniża przy tym do 500 metrów.

AA: 200 metrów.
Korsaż: PLF 1-0-1, wysokość 500?
Pierwszy Pilot: Podchodzimy do 500 metrów.
Korsaż: Zrozumiałem.

W TVN24, na początku czerwca 2010 roku, ten fragment został następująco skomentowany przez jednego z pilotów latających na Tupolewach – majora Grzegorza Pietruczuka :

Informacja o 200 metrach odnosi się być może do innego samolotu, bo Tu-154 jest w tej chwili powyżej 500 metrów.

I jeśli nawet słowa (200 metrów za chwilę) przypisać Arturowi Ziętkowi (jak chcą analitycy CVR-3) to słowa o 200 metrach przy podchodzeniu TU-154M do 500 m., pozostają.

Także to dopiero na tym odcinku (pomiędzy drugim a trzecim zakrętem) załoga dowiaduje się od kontrolera lotów i niemal równocześnie od dowódcy Jaka-40 o n.b 044 - Artura Wosztyla, (oraz prawdopodobnie także o 8:23 z warszawskiego COP) o gwałtownej zmianie pogody na Siewiernym. Mówi o tym wyraźnie w swoim zeznaniu Remigiusz Muś: - W momencie, kiedy załoga powinna wykonać zejście do lądowania, kontroler przekazał im informację o pogarszających się warunkach pogodowych 500 metrów na prawdopodobnie 80 metrów.(...) W międzyczasie mój dowódca załogi przekazał załodze Tupolewa na tej samej częstotliwości informację, że naprawdę się pogarsza pogoda.

 

Informacja o potężnej fali mgły dociera zatem na pokład Tutki dopiero pomiędzy godziną 8:23, a 8:25!

Po upływie kilku minut, od nawiązania pierwszego kontaktu Tu-154M z załogą Jaka-40/044 - kiedy Tupolew znajduje się jeszcze na wysokości powyżej 500 metrów, a jest około godziny 8:25-8:27, Robert Grzywna ponownie łączy się z Remigiuszem Musiem (nawigatorem "dziennikarskiego" samolotu). Pyta go o grubość warstwy chmur. Otrzymuje odpowiedź: "na 500 metrach byliśmy jeszcze nad chmurami", co potwierdza, że PLF-101 dopiero zniża do 500 metrów.

Jednak tuż przed tym drugim połączeniem z Jakiem ma mieć miejsce ten oto, legendarny już dialog, w okołosmoleńskiej przestrzeni powietrznej:

X-1: (niezrozumiale) zakończyłem zrzut, zniżanie na wschód.
X-2: Pozwolili

To tłumaczyłoby pytanie Grzywny o Rosjan zadane na sam koniec jego rozmowy z Musiem. Pyta go o Iła (A Rosjanie już przylecieli?), gdyż widzi pewną sprzeczność między komunikatem ("zniżanie"), a tym co widzi na ekranie TCAS. Frołow bowiem i tym razem odchodzi. Muś natomiast widocznie nie zauważył tego trzeciego podejścia. Dlatego mówi o dwóch poprzednich, których był świadkiem pół godziny wcześniej (Ił dwa razy odchodził i chyba gdzieś odlecieli). Słowa te zgadzają się (to "odejście") z tym co załoganci Tutki widzą na ekranie radaru, bo kwitują to tylko krótkim "Dzięki".

Ważne jest w tym wszystkim jednak co innego: TU-154M oraz Ił, lecą w tym momencie równolegle do siebie – Ił podchodząc od zachodu do pasa XUBS, oraz Tupolew lecący wówczas od drugiego, ku trzeciemu z zakrętów kręgu.

Konsekwencje takiego równoległego lotu nie mogły pozostać obojętne na dalsze decyzje PLF-101. Zwłaszcza, że po kolejnych kilku minutach (od 2 do 4), kiedy już nasz samolot wejdzie w zakręt (trzeci / czwarty) Remigiusz Muś zaalarmuje Dowódcę Tutki: "Arek, teraz widać dwieście"...

 

Zadam proste pytanie. Czy w sytuacji gdy:

- w kierunku PLF-101 leci właśnie, kierując się Biełyj, odchodzący znad XUBS Ił-76;

- mgła zagęszcza się do poziomu wielokrotnie przekraczającego minima ("Arek teraz widać 200");

- kontrolerzy "Siewiernego" nie wiadomo z jakich względów wydają PLF-101 zgodę na lądowanie, nakazując mu zejście poniżej minimum lotniska ("A tam pięćdziesiąt metrów, kurwa, natychmiast");

- APM zostają wyłączone ("Nie, wyłącz, przegoń go");

- łączność z wieżą zostaje zerwana (Siergiej Antufiew : A potem dyspozytor mówi: "Łączność się zerwała", kiedy samolot podchodził do lądowania);

- płk Zalewski z Centrum Operacji Powietrznych wydaje PLF-101 polecenie powrotu na Okęcie ("ja tu poleciłem, żeby Okęcie") a major Grzejdak z Centrum Hydrometeorologii "sugestię lądowania w Moskwie"

- to pytanie moje brzmi: czy w takiej sytuacji Arkadiusz Protasiuk, przewożąc Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych i niemal cały Sztab Generalny (nie mówiąc o pozostałych członkach Delegacji), mógł się zdecydować na próbę podejścia?!

 

No, dobrze – powie ktoś - a co ze stenogramami? Przecież tam zapisany jest zapis podejścia?

Proszę sobie przeczytać jeszcze raz CVR-3 – zapis od czwartego zakrętu do "katastrofy" – pod kątem wypowiedzi Dowódcy statku.

Otóż komunikacja tam zapisana jest moim zdaniem absurdalna. Na przykład kiedy Dowódca słyszy ostrzeżenie Musia o widoczności która spadła do dwustu metrów ma powiedzieć: "Przyciskamy" (słowo "Dzięki" mówi jakaś niezidentyfikowana osoba).

Ponadto analitycy z Instytutu Stehna tylko raz identyfikują głos Protasiuka w komunikacji z wieżą na tym ostatnim odcinku. Dzieje się to w momencie gdy samolot ma przelatywać nad dalszą radiolatarnią. Protasiuk ma powiedzieć wówczas "czietyrie." Słowa te całkowicie przeczą równoczesnemu komunikatowi KL Ryżenki (sic!) sytuującemu samolot w całkiem innej przestrzeni.

Poza tym, cała reszta komunikacji pomiędzy wieżą, a Tu-154M, jest ze strony PLF-101 prowadzona (wg. analityków) przez niezidentyfikowanego rozmówcę, który mówi na przykład:

"Шасси, закрылки выпущены, польский сто один" co jest slangowym komunikatem rosyjskich statków powietrznych oznajmiających, że “mam podwozie i klapy wypuszczone”. Według autorów "Zbrodni Smoleńskiej" (str.180) jest to charakterystyczna tylko i wyłącznie dla Rosji, zakodowana prośba o zgodę na lądowanie. A przecież zgoda ta została już, i to otwarcie - według pilotów Jaka-40 – wydana PLF-101 dużo wcześniej - pomiędzy trzecim a czwartym zakrętem Tutki. No a poza tym, dlaczego to Protasiuk (albo Grzywna) mieliby mówić rosyjskim slangiem lotniczym?

 

No, a co z rozmową załogi – może ktoś zapytać – ta zdaje się przecież wyraźnie rozmawiać o podejściu, a potem jeszcze Nawigator rytmicznie odlicza zniżanie?

Odpowiedź jest prosta. Skoro Tupolew odszedł znad XUBS to musiał przecież gdzieś zniżać, żeby wylądować...

 

Jacek Sasin: Ja rozmawiałem z takim emerytowanym pilotem z tego 36 pułku, który zresztą tysiące godzin wylatał na tym tupolewie. I on odsłuchiwał to nagranie z czarnej skrzynki, które pani Anodina puszczała tam na tej konferencji prasowej swojej. I tam jest takie uderzenie, które zostało zinterpretowane jako uderzenie o drzewo, prawda. On mówił, że to absolutnie nie jest prawda że to jest uderzenie o drzewo. Że to jest bardzo charakterystyczny odgłos kół, które uderzają o podłoże, prawda. Że jak ktoś latał tym samolotem, te tysiące godzin to dokładnie ten odgłos zna, prawda.

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.8 (głosów:8)

Komentarze

Emerytowany pilot z nalotem tysiecy godzin zapewne wielokrotnie (tez co najmniej setki razy) slyszal charakterystyczne  uderzenie przy wypuszczaniu kol. Jednak na pewno nie slyszal nigdy (bo zyje) uderzenia skrzydlem czy tez podwoziem w drzewa... - i w tym caly problem, ze nie mozna tego sprawdzic.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-5

mikolaj

#1548552

na emerytowanym pilocie to wolałbym niczego nie pisać. Przywołanie wypowiedzi Sasina na koniec nie jest istotą tego artykułu Mikołaju. Jest nią wiele przesłanek, które wymieniam od lat, a które sprowadzają się do wniosku, który uważny czytelnik wyciągnie sobie sam. Niekoniecznie zgodny z moim. 

Nie wziąłeś pod uwagę jeszcze jednej rzeczy - Sasin był świadkiem zdarzeń i wie o wiele więcej niż ja czy Ty. Jeśli coś powtarza, to nie jest to  bezmyślne peplanie w komentarzu na NP.

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1548555

O ile mozna byc "swiadkiem zdarzen", ktore mialy miejsce w Smolensku, przebywajac w tym czasie w Katyniu...

Sam Pan Sasin twierdzi, ze w czasie katasrtofy byl w Katyniu - wiec z jego relacji mozemy co najwyzej dowiedziec sie, kto byl w Katyniu i oczekiwal na oficalna elegacje - "swiadkowanie" pana Sasina w kwestii samej katastrofy  raczej niemozliwe...

Ten sam pan Sasin twierdzil w Maju 2010 r, ze otwieranie trumien w Polsce jest niemozliwe, bo zostaly komisyjnie zamkniete w Moskwie z wielkim poszanowaniem dla cial ofiar... oczywiscie dzisiaj pan Sasin mowi zupelnie co innego - ale istnieja nagrania... dostepne dla kazdego - w internecie.

Jesli zas o faktach mowa - zapewne czlonkowie obecnej komisji d/s badania katastrofy wiedza znacznie wiecej niz do tej pory publicznie ujawniono - a przede wszystkim sa to fachowcy i na dodatek korzystaja z ekspertyz najlepszych fachowcow na swiecie. Pozostawmy im kwestie badania przyczyn wypadku - osobiscie mam do nich zaufanie. 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2

mikolaj

#1548604

O ile mi wiadomo nikt nie widział upadku samolotu na ziemię. Nawet kierowca autobusu z Pieczierska - swoją drogą . wątpliwej konduity świadek. Są tylko świadkowie okoliczności zdarzenia. I do takich Sasin należy.

Jeśli masz zaufanie do "najlepszych na świecie fachowców" - to Twoja sprawa. Wierzysz w ich analizy, to wierz. 

Ja widzę w tej sprawie wiele rzeczy, które każą mi wątpić w taki przebieg wypadków o jakim oni mówią.

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1548619

zamiast zostac w Smolensku i koordynowac  (lub przynajmniej obserwowac) dzialania  po katastrofie (jako najwyzszy ranga czlowiek z Kancelarii prezydenta), powrocil natychmiast do Polski... wiec de facto - niewiele widzial i niewiele slyszal...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2

mikolaj

#1548674

zeznania Pana Jacka Sasina złożone przed Komisją Smoleńską

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1548678

... więc Ci tu daję linka - spisane przez Pana dra Pawła Przywarę, z jego historycznym komentarzem

Pozdrawiam

https://www.salon24.pl/u/freeyourmind/404659,2-przesluchanie-sasina-cz-1

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1548869

Ja po prostu bardzo wątpię w oryginalność zapisu ! Fragmenty - owszem ! Reszta fastrygowana.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

#1548566

ale z tego co widzę, Autor wcale się na nich nie opiera, tylko je weryfikuje. Dobrze mówię :)

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1548567

A ja nie wątpię :). Ja jestem pewien, że zapis jest sfałszowany i że prawdziwe są tylko nieliczne FRAGMENTY, a całość jest mocno pofastrygowana - jak słusznie zauważyłeś Cyborgu.

Ale Prorok ma rację, cytuję tylko te fragmenty, które potwierdzają na przykład zeznania świadków .  I zauważ, że godziny poszczególnych fragmentów są u mnie inne niż w stenogramach. Prosty przykład - kiedy załoga dowiedziała się o załamaniu pogody? - Wg stenogramów, a za nimi wg MAK i Millera - nad Białorusią. Muś mówi, że na pięć - osiem minut przed podejściem, I ja mu wierzę, bo potwierdzają to dowody z akt prokuratorskich np. notatka Grzejdaka , czy ... uzasadnienie Raportu KBWLLP.

Dzięki, że zajrzeliście :)

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1548570

Witaj, Romku - Twoje podsumowanie wszystkiego, czego się domyślaliśmy względem trzeciego podejścia Frołowa robi wrażenie! Trudno teraz będzie różnym niedowiarkom przedstawić jakieś kontrargumenty...

Zaciekawił mnie cytat, którego użyłeś: I nagle dwieście stóp pozostało (ktoś mówi w kokpicie tutki na wysokości 600 m nad ziemią) - ta wypowiedzieć musi dotyczyć zalegania mgły! Oznacza, że widoczność "od dołu" jest mniejsza niż 70 metrów, zatem przekracza dwukrotnie! minima pilota; mówienie, że kpt. Protasiuk chciał w tych warunkach podchodzić to nie tylko łajdackie pomawianie załogi - to analfabetyzm.

Dzięki wielkie za tę pracę - to kanoniczny tekst.

 

P.S.

Nieżyjący już niestety bloger @3zet zrobił swego czasu analizę opublikowanych zdjęć zachowanych w aparacie członka Delegacji Narodowej - wykonanych w trakcie lotu: wynikało z niej, że kąt padania promieni słonecznych w kabinie pasażerskiej wskazywał na lot w kierunku zachodnim, a zatem po odejściu z Siewiernego... 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1548573

Najpierw w sprawie tych 200 stóp. To ważna informacja bo wskazuje nam w którym miejscu znajduje się Tupolew w momencie dialogu Musia z Grzywną. Potwierdza to zarówno pytanie Drugiego Pilota o grubość warstwy chmur - co oznacza, że  jeszcze są nad chmurami. Muś mówi że na 500 metrach byli jeszcze nad nimi, czyli Tutka jest powyżej 500. Wysokość uściśla ktoś mówiący o 200 stopach. Pewnie Ziętek. Dwieście stóp to 600 metrów. Czyli są na wysokości 600 metrów nad ziemią, a więc jeszcze przed trzecim zakrętem, około siedmiu, ośmiu minut lotu do pasa i cztery do czwartego zakrętu. Jest więc godzina 8:26-8:27 Po tym komunikacie załoga Jaka wyjdzie na zewnątrz swego samolotu, a Muś po 2-4 minutach powie "Arek, teraz widać 200" Będzie godzina 8:28-8:31. Prawdopodobnie jest to godzina odejścia naszego statku. To dlatego ta informacja o 200 stopach jest tak ważna. Nie ma nic wspólnego z widzialnością tylko z wysokością. Myślałem że jest to czytelne. Jeśli nie - wybacz. Ale wytłumaczyłem o co mi chodziło :)) w przypisie. bo w przypisie, ale jednak.

Co do @3zeta - pamiętam tę Jego analizę. Tak twierdził. Dokładnie to wspominał o kierunku zachodnim, lub zachodnio-zachodnio- północnym. Tupolew mógł w tym kierunku lecieć tylko po odejściu. Podczas lotu do Smoleńska nie miał szans. Poza podejściem końcowym. Ale wtedy pasażerowie nie chodziliby po pokładzie i nie stali w kolejce do toalety, jak to ma miejsce na zdjęciach. Dzięki za dodatkowy argument za odejściem Tutki. Pozdrawiam serdecznie.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1548578

za wiki: Stopa (ang. foot, skr. ft, symbol ′) – angielska jednostka długości odpowiadająca 0,3048 m

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1548590

Skoryguję to. Dzięki.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1548600

1)  200 stóp to 60 metrów

2)  "Muś mówi że na 500 metrach byli jeszcze nad nimi" może oznaczać dosłownie to co Muś mówi, czyli że kiedy Muś był na 500 metrach był jeszcze nad chmurami. Muś nie TU. 

Nie żebym się czepiał ale interpretować można na 20 sposobów.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1548713

Co do pkt 1) , to zwrócił mi już na to uwagę Civi i dlatego usunąłem z tekstu głównego tę kwestię / Z komentarzy już nie mogłem, bo edytor się zamyka po jakimś czasie.

Kwestię 2) też tak samo rozumiem jak Pan - to znaczy że to Muś był swoim Jakiem na 500 metrach nad chmurami, a nie TU/. Nie wiem czy można to inaczej interpretować/ Jeśli zrozumiał Pan to co napisałem inaczej - przepraszam - wyraziłem się widać niejasno/

Bardzo dziękuję za uwagi, które świadczą o uważnym czytaniu

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1548714

Dlatego przypomnę:

"Nienasycona pasja prawdy, która nie zadowala się mylącymi tropami, tylko prowadzi w głąb naszej narodowej katastrofy: to jest „napęd" tej książki ("Zatarty ślad"). Napisana z poetycką precyzją słowa, książka Romana Misiewicza, zmusza do zastanowienia, nie pozwala zasnąć. A zasnąć w tej sprawie nam nie wolno". 
Recenzja Prof. Andrzeja Nowak

Pan Roman M. od 2010 r. idzie po nitce do kłębka! Udowadnia, że "Polski Chart" z charakteru wytrzymały, samodzielny, dominujący, ale zrównoważony jako jedyny w gatunku potrafi polować także na wilki!

Panie Romanie, zapytam?

Komisja Parlamentarna pod kierunkiem pana Antoniego Macierewicza, mimo rzucanych kłód pod nogi, w ciągu trzech lat ( 2010 - 2013) opracowała "Raport Smoleński" o niebagatelnej sile rażenia.

 http://orka.sejm.gov.pl/ZespolSmolenskMedia.nsf/EventsByLink/MJAI-97K9TJ...

W latach 2015 - 2017 "Podkomisja ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego dokonała tyle:

http://podkomisjasmolensk.mon.gov.pl/pl/1_27.html

Moje pytania do Pana brzmią następująco:

Czy Pan widzi światełko w tunelu co do terminu opracowania  ostatecznego RAPORTU SMOLEŃSKIEGO?

Czy Pańskie "ustalenia" są analizowane i sprawdzane przez szanowną Komisję?

Z wyrazami szacunku

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

casium

#1548582

To prawda - do wyborów 2015 komisja szła pełną parą. Teraz zdaje się - "już ledwie sapie, już ledwie dysze". Ale czy jest się czemu dziwić? Z jakichś względów nie można opublikować prawdy o Smoleńsku. A ponieważ ani komisja, ani Macierewicz nie chcą za głęboko wchodzić w kłamstwo, więc nas zbywają bele czem.  Taka jest moja ocena sytuacji. 

Jarosław Kaczyński powiedział w sierpniu, że " To nie jest wszystko proste, działamy w trudnych okolicznościach, z wielkim oporem. Ale idziemy do przodu. Zbliżamy się do tej prawdy. Wierzę, że pomniki smoleńskie staną w ósmą rocznicę tragedii i usłyszymy ostateczną odpowiedź na pytanie dlaczego, niezależnie od tego jaka będzie."

Ja osobiście wolałbym usłyszeć odpowiedź "jak", bo "dlaczego" to wszyscy wiemy. Co jest istotne - w tej wypowiedzi - to te  "trudne okoliczności", czyli naciski ze strony sojusznika.

Czy moje "ustalenia" są brane pod uwagę? Ale po co? Komisja ma wszystkie materiały - powiedział o tym wyraźnie Macierewicz - łącznie z oryginalnymi stenogramami, więc po co jej moje ustalenia, skoro znają prawdę? Widocznie też mają wytyczne i muszą się ich trzymać. Naprawdę im współczuję.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1548585

 Potwierdził Pan to co czuję. I jestem zmartwiona takim obrotem sprawy smoleńskiej. Brak odpowiedzi na pytanie "JAK" uniemożliwia rozliczenie  popełnionego zła. Zło deprawuje. Powoduje, że sumienie człowieka ulega stępieniu, że przestaje zauważać zło, potrafi je wytłumaczyć, uzasadnić jego rzekomą potrzebę...

PS

Czasem tak po ludzku
Współczujesz nam Boże
Bo nawet ty nie zawsze
Pomóc nam możesz

~ Adam Ziemianin, Samotni jak gwiazdy.

Pozdrawiam serdecznie.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

casium

#1548589

Kłamstwo nawet w "dobrej sprawie", pozostaje kłamstwem.   

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1548620

... jeśli byłyby pomocne w poszerzeniu Twojej świetnej argumentacji; gdybyś zechciał, może dodasz do notki?

Np. po Twoim pytaniu: czy w takiej sytuacji Arkadiusz Protasiuk (...)mógł się zdecydować na próbę podejścia?!

Jasne jest, że warunków do lądowania nie było - przy podstawie chmur 50 m, zejście do wysokości decyzji 100 m nie ma sensu. Krzysztof Zalewski, „Lotnictwo” nr specjalny (14), kwiecień 2011 (za: https://wpolityce.pl/polityka/112614-krzysztof-zalewski-smolenski-dylemat-ekspert-lotniczy-o-szczegolach-pracy-obslugi-smolenskiego-lotniska)

Kolejny, znany nam obu cytat:

O godz. 10.30 (8:30 czasu polskiego) na lotnisku Siewiernyj próbował wylądować samolot transportowy (z powodu mgły dokładnie nie widziałem modelu i koloru), niniejszy samolot po próbie lądowania zaczął unosić się i skrył się w nieznanym kierunku. (fragment zeznania milicjanta, przytoczony przez Marka Pyzę) - uwagę zwraca nie tylko godzina, ale też ta "próba lądowania", bo łączy się bardzo znamiennie z owym "zrzutem"...

I jeszcze owe DWA meldunki szefowej pokładu, Basi Maciejczyk: o 8.17 i 8.37 ("pokład mam przygotowany") - co dodatkowo w nich ciekawe, to BRAK w stenogramach polecenia przygotowania (zapięcia pasów) "pokładu"! Nie mówiąc już o tym, że takie "przygotowanie" przeprowadza się wszędzie na świecie grubo ponad 10 minut przed lądowaniem...

Serdeczności

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1548629

Słowa śp.Krzysztofa Zalewskiego mówią wszystko /

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1548638