Pani Premier - sprowadźmy krokodyle

Obrazek użytkownika jasieńko
KawiarNIA

Wzbogaćmy (ubogaćmy jak określa to taka jedna) nasze środowisko naturalne. W nieodległej przeszłości urozmaiciliśmy je barszczem Sosnowskiego i Amurem białym, i co – ano przyjęły się, zadomowiły i są. Co prawda krokodyle lubią ciepło, ale niektóre gatunki potrafią żyć w klimatach z występującym czasowo mrozem, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by je przyjąć, tym bardziej, że klimat nam się ociepla. Wiadomo, że są niebezpieczne i należy zachować pewne zasady bezpieczeństwa, ale można żyć razem. Prawda? My dostosowaliśmy się do barszczu i Amura – one do nas już niekoniecznie. Dawno temu Hiszpanie, Holendrzy i Anglicy sprowadzili nam wiele roślinek, bez których bylibyśmy nieubogaceni – ziemniaki, paprykę, pomidory itp., i w tym przypadku trochę racji jest.

     Polska powinna sprowadzić do kraju krokodyle, gawiale, aligatory i kajmany. Wzbogacą nasze krajowe środowisko wodne – również tereny Natura 2000, a kto wie czy nie polubią Białowieży. Poza tym potrzebujemy tych krokodyli – one oczyszczą nam środowisko z żarłocznego Amura i zapewniają stan równowagi środowiska wodnego. Odchody i mocz krokodyli wzbogacą biocenozę zbiorników wodnych o niezbędne składniki mineralne i w sposób naturalny poprawią się warunki prowadzące do zwiększenia populacji ryb słodkowodnych.

Każda wioska w gminie powinna przyjąć (wzorem hasła Episkopatu) co najmniej 1 parę młodych aligatorów. W każdej rzece, zbiorniku wodnym, powinniśmy trzymać taką parkę. Po dwóch latach populacja tych gadzin rozrośnie się na tyle, że wylezą ze swoich zbiorników wodnych i pójdą na lewo – tam gdzie cieplej, czyli do zachodnich krajów UE. Mało tego, powinniśmy zmusić pozostałe kraje europejskie do przyjęcia kontyngentów krokodyli, bo unijna solidarność wymaga poświęcenia wszystkich krajów – u nas będzie już ich za dużo. Oczywiście, że będą zdarzały się przypadki ataków tych gadzin na człowieka, a szczególnie na dzieci, ale nasza policja będzie te fakty skrzętnie ukrywać, a jeśli wyjdą na jaw (odkryte, przykładowo przez GieWu, TVN i Newsweek) będzie je lekceważyć i przeinaczać. Przy takim podejściu będzie można twierdzić, że kontyngenty nie stwarzają zagrożenia.

Nie będziemy przejmować się unijnymi żądaniami wzywającymi nas do zaprzestania sprowadzania kolejnych krokodyli, bo będziemy je w ramach unijnego tzw. instrumentu solidarności i ochrony przyrody mogli zaoferować w kontyngencie tej babie z Niemiec i francuzikowi, ewentualnie rozłożyć na raty w ramach unijnych działań programu o dumnej nazwie – „Horyzont 2030”.

A jak będą się opierać to nałożymy na nich dotkliwą karę pieniężną – a co, za każdy jednostkowy niemiecki towar branży spożywczej (miłosiernie darujmy sobie towary branży chemicznej i farmaceutycznej) sprzedany na rynku polskim zapłacą jedną złotówkę podatku. Za każdy jogurcik, każdą gumę do żucia i każdy kilogram cukru.

     Krokodyle, z medialną pompą, powinna sprowadzić do Polski premier Szydło. Z powodów jak wyżej, a także dlatego, że rabunkowe wycinanie lasów strefy gorącej, w których znajdują się tereny bytowania krokodyli są dla nich większą tragedią niż polowania na nie.

Co prawda jest międzynarodowa konwencja CITES zakazująca handel dzikimi zwierzętami, ale nie dotyczy to sprowadzania zwierząt dzikich z pobudek humanitarnych – ratując je przed zagładą. Nie będziemy nimi handlować, co to, to nie! Można je odławiać i wykorzystując środki finansowe organizacji typu Open Society przerzucać stalowymi pontonami (stalowymi, bo bestie przegryzą) przez Bałtyk via Atlantyk. Można też sprowadzić gadziny hodowane na fermach, które służą do pozyskiwania skóry dla przemysłu – wówczas uratujemy te biedne zwierzęta przed niechybną śmiercią; jak to powiedziała jedna pińda: „jak uratujemy jedną z 7 tysięcy to będzie sukces” czy jakoś tak.

Natomiast premier Sobotka z Czech powinien sprowadzić piranie również w tym samym celu - wzbogacenia unijnego środowiska wodnego. Tak jak chcą tego inne pińdy występujące w telewizorze i powołujące się na nowe prawo - „prawo ubogacenia”. Od Orbana niczego nie oczekuję, bo chłop już dawno pokazał, że ma – te, no, cojones, to jest wykazał się rozsądkiem i trzeźwością.

I nie będzie tak jak z ogniskami ptasiej grypy i afrykańskiego pomoru świń, które powstają w Europie nagle i tak sobie, że unia natychmiast wprowadza środki zaradcze w krajach gdzie ogniska się pojawiły; będzie inaczej, ponieważ my zaprosimy (sprowadzimy, jak kto woli) krokodyle do nas i będziemy mogli przymusić inne kraje do ich przyjęcia. Tak jak robi to teraz endżi z Berlina.

U nas będzie ich już za dużo, a poza tym nic nie możemy poradzić na to, że one same chcą tam gdzie kraje mają duży socjal – pardon – tam gdzie jest wyższa temperatura wody i powietrza oraz przyzwolenie na poligamię.

 

 

Zdjęcie ze strony: http://australink.pl/category/przeglad-australijski/

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.4 (głosów:6)

Komentarze

troszkę za duża:)))))))))) szczęka, "maleństwo"  powinno znależć się w dobrych rękach. Pani premier będzie miała maskotkę.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1548099

już sprawdzony w innych państwach unijnych, co prawda nie z krokodylami, ale przecież natura i jej przedstawiciele także zasługują na ratunek i pomoc.

Trzeba wdrożyć ten pomysł najszybciej, aby pomóc ubogacić się innym państwom, takim jak Niemcy, Francja, czy Holandia, które spragnione są wszelkiej różnorodności.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Grasja

Ojczyzna to ziemia i groby. Narody tracąc pamięć - tracą życie.

#1548104