Czy prezydent RP międzynarodowym banksterom się kłania?

Obrazek użytkownika Rebeliantka
Kraj

Mój kolejny tekst w "Warszawskiej Gazecie" o gehennie frankowiczów i niezrealizowanych obietnicach Prezydenta.

Jak informowałam 2 tygodnie temu w 31 numerze „Warszawskiej Gazety” , 20 lipca odebrał sobie życie „frankowicz” z Krakowa, Roman Dańko. Nie doczekał pomocy państwa, obiecanej podczas kampanii prezydenckiej. Nie wytrzymał psychicznie działań egzekucyjnych, zainicjowanych przez bankowców bezwzględnie egzekwujących swoje bezprawne, spekulacyjne roszczenia, bazujące na wzroście ceny franka szwajcarskiego, mimo tego, że kredyt był realnie udzielony w złotówkach. W przypadku pana Dańki raty kredytowe wzrosły – jak informowali jego przyjaciele - o około 100 proc. do ok. 5 tys. zł miesięcznie.

Andrzej Duda przed drugą turą wyborów prezydenckich obiecał frankowiczom, że jeśli zostanie prezydentem, to w ciągu trzech miesięcy złoży w Sejmie projekt ustawy o przewalutowaniu kredytów złotowych denominowanych do walut.

Minęły ponad 2 lata i obietnica nie została zrealizowana. Odstąpiono od ustawy przedłożonej w połowie stycznia 2016 r. o sposobach przywrócenia równości stron niektórych umów kredytu i umów pożyczki, który zakładał m.in. przeliczenie walutowego kredytu hipotecznego na złote "po sprawiedliwym kursie". Projekt krytycznie oceniła Komisja Nadzoru Finansowego (sic!) i NBP. Wieszczono potężne straty dla całej gospodarki, gdyż „banki będą musiały ponieść jej wysokie koszty i będą miały mniej pieniędzy na udzielanie kredytów, w tym inwestycyjnych dla firm”. Kancelaria zaczęła modyfikować projekt.

W październiku 2015 r., pojawiła się ustawa o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy. Jej istota polegała na tym, że przez okres 1,5 roku zobowiązania kredytowe takich osób mogły być pokrywane ze środków specjalnego Funduszu Wsparcia, a po upływie 2 lat musiała rozpocząć się spłata. W roku 2016 zarejestrowano tylko 481 umów o udzielenie w/w wsparcia na łączną kwotę niewiele ponad 10 mln złotych, czyli wykorzystano niecałe 2 proc. Funduszu wynoszącego 600 mln złotych.

2 sierpnia br. prezydent złożył do Sejmu nowelizację ustawy. Prezydent zaproponował m.in. dwukrotne podniesienie minimum dochodowego, umożliwiającego ubieganie się o wsparcie oraz podwyższenie jego możliwej wysokości z 1,5 na 2 tys. złotych miesięcznie. Wydłużony ma być okres maksymalnego wsparcia z 18 do 36 miesięcy i okres jego bezprocentowej spłaty z 8 do 12 lat. Możliwe będzie także umorzenie części zobowiązań, szczególnie w sytuacji regularnego spłacania rat.

W oficjalnym komunikacie na stronie internetowej Prezydenta podaje się bez „owijania w bawełnę”, że prezydencki projekt ustawy z sierpnia br. powstał jako „efekt wspólnych działań Kancelarii Prezydenta RP, Ministerstwa Finansów, Narodowego Banku Polskiego, Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i Komisji Nadzoru Finansowego”. Zwraca uwagę, że projekt nie był konsultowany ze stowarzyszeniami reprezentującymi kredytobiorców.

Zapytałam ekonomistę dr. Stanisława Adamczyka o „walory” tej umowy między Prezydentem i najważniejszymi instytucjami systemu finansowego i bankowego w Polsce, które jawią się w jej kontekście jak poplecznicy międzynarodowej finansjery.

Jak Pan ocenia fakt nikłego wykorzystania Funduszu Wsparcia Kredytobiorców na postawie prezydenckiej ustawy z października 2015 roku o wsparciu osób znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, które zaciągnęły kredyt mieszkaniowy? Czy tak niskie wykorzystanie Funduszu było do przewidzenia?

Drażni mnie mocno wprowadzanie nazw ustaw nieadekwatnych do istoty tych regulacji. To wprowadzanie w błąd opinii publicznej. W ramach tej ustawy „wsparcie” było zwrotne, więc de facto nie było żadnym realnym wsparciem, tylko kolejną okresową nieoprocentowaną pożyczką.

Oprócz bardzo wysoko postawionej poprzeczki formalnej dla uzyskania „pomocy” kluczowym problemem było to, że to sam bank, który udzielił kredytu, oceniał wniosek klienta. A niestety, bankom nie opłacało się wspierać kredytobiorców, gdyż niewykorzystane środki funduszu do nich wracały. Wskutek konfliktu interesów banki piętrzyły przed klientami wymogi formalne i szukały argumentów, żeby wniosek odrzucić.

Analizując każdą regulację należy przede wszystkim oceniać system bodźców jakie ona wprowadza. W tej sytuacji tego nie dokonano. Polskie państwo nie stanęło na wysokości zadania w rozwiązaniu problemu kredytów „sub-prime” (wysokiego ryzyka, na zakup nieruchomości). Problem ten skrzętnie ukryto przed opinią publiczną. Od 2008 r. z rejestrów zniknęło ponad 100 tysięcy umów tych „pseudokredytów”. W większości banki wypowiadały umowy udzielane „poniżej standardów” – osobom bez zdolności kredytowej - windykując je samodzielnie lub dokonując cesji do zewnętrznych windykatorów.

W Polsce zrujnowano dziesiątki tysięcy niezamożnych rodzin wskutek masowego oferowania tych spekulacyjnych produktów. Sejm RP do tej pory nie zajął się ich losem. Brak jest szczegółowych badań w tym zakresie. Państwo się nie interesuje kosztami społecznymi.

Obecnie te „pseudokredyty” są w stanie obsługiwać jedynie silniejsze majątkowo rodziny. Jednak część z nich wskutek zdarzeń losowych może spotkać podobny los. Cywilizacyjnie Polska znalazła się za Rumunią. Np. Rumunia umożliwiła zwrot do banku kredytowanej nieruchomości tym rodzinom, które już dalej nie mogą jej utrzymać.

Czy zdaniem Pana w nowelizowanej ustawie modyfikacja kryteriów przyznania wsparcia, jak również możliwość częściowego umorzenia zwracanych środków, w przypadku terminowego zwrotu części rat z tytułu udzielonego wsparcia, może spowodować znacząco lepsze wykorzystanie Funduszu Wspierającego?

Zmiana kryteriów przyznawania „wsparcia” i ograniczenie „uznaniowości decyzyjnej banków” niewątpliwie zwiększy krąg rodzin uprawnionych do skorzystania z tego rozwiązania. Pozytywnie oceniam wprowadzenie rozwiązania polegającego na umorzeniu 44 rat w sytuacji regularnego spłacenia 100 rat „wsparcia”. To jest istotny bodziec ekonomiczny, ale nadal brakuje możliwości zwrotu kredytowanej nieruchomości do banku w sytuacji trwałego pogorszenia sytuacji materialnej.

Czy w Pana ocenie banki będą rzeczywiście zainteresowane „dobrowolną restrukturyzacją kredytów mieszkaniowych denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż ta, w której kredytobiorca uzyskuje dochód”? Czy realne są obawy Zarządu Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, że ustawa może skłaniać Banki do masowego wypowiadania umów kredytów mieszkaniowych pod dowolnymi pretekstami?

Nowa regulacja wprowadza bodźce wymuszające przeprowadzenie „dobrowolnej restrukturyzacji”. Takim rozwiązaniem jest wprowadzenie zasady „konkurencji o środki zdeponowane w funduszu”. Jeśli dany bank nie wykorzysta własnych środków przekazanych do funduszu, to mogą one zostać przekazane na restrukturyzację kredytów innych banków. Oczywiście nadal wielkim znakiem zapytania jest realna wartość ekonomiczna uzyskana przez kredytobiorcę po przeprowadzeniu restrukturyzacji.

Obawy SBB są uzasadnione. Na gruncie nowej ustawy szybkie wypowiadanie niespłacanych kredytów może dla banku być korzystne, gdyż redukuje wartość posiadanego pakietu kredytów nieregularnych, od którego wylicza się składki przekazywane do funduszu. Projekt regulacji zawiera jednak zakaz wypowiadania umowy po złożeniu wniosku o wsparcie. Regulacja ta będzie więc zachęcała do składania wniosków wszystkie osoby mające problemy ze spłatą kredytów.

Czy ustawy adresowane do tzw. frankowiczów powinny obejmować tylko osoby znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej? Jak Pan ocenia stanowisko wicepremiera Morawieckiego, że „majętni kredytobiorcy frankowi nie powinni otrzymać wsparcia, bo inwestowali na własne ryzyko”?

Prawo jest prawem. Nie ma znaczenia to, kto jest stroną kredytu. Te spekulacyjne produkty były sprzeczne z naturą kredytu. Użycie sformułowania „inwestowali na własny rachunek” jest wyjątkowo niesmaczne w ustach wicepremiera Morawieckiego, który będąc osobą bardzo zamożną, a dodatkowo doświadczonym bankowcem, zna całą prawdę. Milczy on o próbie zablokowania oferowania tych kredytów w 2005 r. i roli państwa polskiego w odkręceniu kurka z tymi toksycznymi produktami (likwidacja nadzoru w NBP).

Wypowiedź wicepremiera traktuję jako budowanie społecznej niechęci do poszkodowanych, powodowanej ich rzekomą zamożnością. Budzenie w Polakach myślenia w stylu „psa ogrodnika”.

Wicepremier nigdy nie powinien otrzymać stanowiska, jakie teraz piastuje. Nie będzie działał na szkodę sektora finansowego, gdyż tam z pewnością wróci po ewentualnej utracie ministerialnej posady. Polska potrzebuje strukturalnych reform sektora finansowego. Sytuacja, że nasze państwo jest zakładnikiem banków, prowadzi do narastania patologii. Skarb Państwa jest zainteresowany wysokimi wpływami podatkowymi z sektora bankowego i nabywaniem przez ten sektor obligacji skarbowych w celu finansowania deficytu budżetowego, więc nie zrobi nic, co zaszkodzi bankom. Banki zlokalizowane na terytorium Polski są największym płatnikiem netto podatku CIT.

Jak w Pana ocenie powinno wyglądać rozwiązanie ustawowe tzw. problemu frankowiczów?

Po pierwsze, ustawowe odwalutowanie przy kursie przywracającym ekwiwalentność świadczeń w ramach każdej umowy. Kurs CHF/PLN zmienił się w sposób nieadekwatny do zmiany siły nabywczej tych dwóch walut, wprowadzając bezpodstawne przysporzenie po stronie banku. Odwalutowanie powinno nastąpić przy kursie wynikającym z poziomu realnej utraty siły nabywczej PLN wobec CHF. Sytuacja osób nabywających te produkty w różnych okresach jest różna. Nikogo nie obchodzi, że banki podpisały niekorzystne umowy swap nie zawierające wyłączników ryzyka. To z ich strony było rażące niedbalstwo.

Po drugie, zwrot spreadów w części nie uzasadnionej rozsądnymi kosztami po stronie banku. Uzasadnioną kosztowo część spreadów powinien ocenić zewnętrzny audytor. Pomiędzy stronami nie było przecież przepływów walutowych.

Po trzecie, zwrot nieruchomości do banku przez osoby niezdolne do dalszej obsługi kredytu.

Po czwarte, odszkodowania dla wszystkich zrujnowanych przez te produkty rodzin w przeszłości w okresie 2009-2017. Odszkodowania nie muszą być wypłacane w gotówce. Osoby poszkodowane mogą dostać inne aktywa – np. akcje państwowych spółek energetycznych.

/Krystyna Górzyńska/

"Warszawska Gazeta" Nr 34, str. 35

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:13)

Komentarze

#1547809

Bo szantaż to  dzieła nacji odwieczne

Stosują je by się wzbogacić w wiele

Inni mają im służyć, "przyjaciele"

Pozdrawiam

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1547816

wzajemnie pozdrawiam serdecznie :)

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1547823

W czasie kampanii wyborczej Andrzej Duda poczynił wiele zobowiązań.

– „Podtrzymuję zobowiązanie z kampanii wyborczej: ustąpię z urzędu, jeśli w pierwszym roku prezydentury nie złożę dwóch zasadniczych dla mnie projektów: dotyczących obniżenia wieku emerytalnego i podniesienia kwoty wolnej od podatku”– jeszcze wczoraj (05.08.2015 r.) dzień przed zaprzysiężeniem obiecał Andrzej Duda w rozmowie z PAP. Od dziś (06.08.2015 r.) – już jako prezydent – będzie mógł przejść od słów do czynów. A my będziemy sprawdzać, czy dotrzymuje danego Polakom słowa.

1.Pomoc frankowiczom.

„W tym zakresie jest konieczna zmiana podejścia. Nie jest tak, że instytucje bankowe będą królowały. Trzeba powrócić do rozliczenia złotówkowego tych kredytów, tak jakby nigdy nie były we frankach zawarte”

(…)
6. Opodatkowanie banków i hipermarketów.

„Chcę opodatkować wielkie zagraniczne sieci handlowe i banki, żeby w ten sposób sfinansować zwiększenie kwoty wolnej od podatku”

7. Repolonizacja banków.
„Dzisiaj dwie trzecie banków znajdują się w rękach obcego kapitału i repolonizacja jest potrzebna. Powinna nastąpić przez stopniowy wykup banków przez polskie instytucje finansowe”

*
"To jest moja umowa z obywatelami, to są projekty ustaw,
które w ciągu pierwszych dni zrealizujemy.
Tutaj jest ustawa dla
przedsiębiorców –15% CIT. Tutaj jest ustawa dająca 500 zł na każde
dziecko. Tutaj też jest ustawa: darmowe leki dla ludzi po 75 roku życia.
Mamy program Bilion na Rozwój. Mamy też zmiany podatku VAT-u.
Kwota wolna od podatku co najmniej 8 tys. Przewalutowanie kredytów frankowych. To są gotowe projekty ustaw. Wystarczy przeprowadzić je przez Sejm, przyjąć, wprowadzić w życie, i to jest możliwe. Polacy zasługują na to. Z prezydentem, z rządem, wspólnie damy radę! Ja tylko powiem, że zaraz na konferencji te projekty pokażę. Słowa "nie da się", "nie można", "nie zrobimy tego" powinny zniknąć z języka polskiej polityki. My mówimy: damy radę!
- powiedział prezydent w tvn24 18.10.2015 w programie 'Kawa na ławę'.

PS

A ja wam obiecuję Raj i po jabłku dla każdego Adasia !!! .......Ewa !!!

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

casium

#1547835

Dziękuję!

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1547836

... czy złamano kręgosłup moralny pana Dudy, czy to mania wielkości i ważności jak u Napoleona.

Co innego mówił przed wyborami, a co innego robi po wybraniu go na prezydenta!!!

Nie zareagował gdy rzecznik prezydenta obraził panią premier B, Szydło mówiąc "jak pan prezydent będzie chciał rozmawiać o zmianach w rządzie to będzie rozmawiał z J. Kaczyńskim" celowo pomijając panią premier.

A tyle przecież zawdzięcza pani Szydło, która de fakto wygrała dla niego wybory i to mi się bardzo nie podoba.

Długie paluchy koszernych, daleko sięgają!!!

Podoba mi się!
11
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1547841

Zachowanie Prezydenta jest wysoce niezrozumiałe i w wielu kwestiach rozczarowujące.

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0
#1547847

„Macie konstytucyjny obowiązek być idealnymi”. To cytat z książki „Pierwsze kobiety. Wdzięk i siła amerykańskich pierwszych dam” autorstwa Kate Anderson Brower.

Lady Bird Johnson, żona prezydenta Lyndona Johnsona określiła role żony prezydenta następująco: ”pierwsza dama musi być równocześnie showmanem i sprzedawcą , modnisią i tablicą reklamową”.

Te definicje sprzed lat są nadal aktualne! Potwierdzają: Michelle Obama, Melania Trump i Brigitte Macron.

Pani Agata na wstępniaku w 2015 r. kategorycznie stwierdziła, że "Prezesa się nie boi" i… od tego czasu zapadła cisza. Owszem, pani prezydentowa wypełnia swoje „obowiązki” i skupia się na obszarach:

1. - zdrowotnych;

2. - edukacji; 

3. - promocji polskiej kultury;

4. - kontakcie z Polonią; 

5. - organizowaniu wydarzeń w Pałacu Prezydenckim.

Od 2015 r. odbyła ponad 100 wizyt w kraju i z mężem 28 zagranicznych. Prowadzi lekcje języka niemieckiego w liceum, w … Krakowie. A w Astanie, w klasie im. Fryderyka Chopina, gdzie uczą po polsku zrobiła furorę! Pięknie też czyta książki. Posiada talent polityczny, jest inteligentna, posiada dowcip i dystans do siebie vide kopia zdjęcia z ukłonem przed biskupami przekazana na licytację WOŚP, sprzedana za rekordowa sumę 200 000 zł.

Co jest, więc nie tak z Pierwszą Damą?

Agaty Kornhauser – Dudy nie ma w życiu politycznym. A kogo nie ma w tym życiu ten popada w zapomnienie!

Każdy zamężny facet ma swojego „kaprala”. Dlatego za pewnik przyjmuję, że pani Agata jest najważniejszym DORADCĄ prezydenta, a on większość decyzji podejmuje na podstawie Jej opinii.

W tym kontekście nasuwa się kilka pytań.

1. Czy pani prezydentowa otrzymała jakąś reprymendę od Prezesa?

2. Czy pani prezydentowa obraziła się na dziennikarzy bo nie udziela wywiadów?

3. Czy pani prezydentowa uznała, że politykiem nie jest mimo, że do tej polityki weszła – będzie, więc oceniana minimum do 2020 r.?

4. Czy pani prezydentowej bliżej do „ideałów” wyniesionych z domu rodzinnego (od których się nie odcięła) , czy do ideałów Prawa i Sprawiedliwości?

5. Czy lepiej stanąć twarzą do opinii publicznej czy lepiej pokazywać kształty z tyłu?

Od pani Agaty zależy bardzo wiele – zyskuje lub traci mąż prezydent bo żona jest ważnym atutem.

I co najważniejsze, uważa redaktor Agaton Koziński… zyskałaby cała opinia publiczna.

Opinia publiczna może by i zyskała. Jakie, natomiast,  zyski lub straty z Jej strony uzyskuje PiS?

PS

Szkoda, że w dobrym serduszku pani prezydentowej Agaty Kornhauser – Dudy zabrakło miejsca dla Frankowiczów.

A TU linki, gdzie pani prezydentowa A. K. Duda potwierdza talent polityczny, jest inteligentna, posiada dowcip i dystans do siebie!

http://www.blasty.pl/25164/skad-mialem-wiedziec-ze-to-umowa-kredytowa

http://podlaskie.naszemiasto.pl/artykul/wosp-2017-zdjecie-agaty-dudy-wyl...

http://demotywatory.pl/4782551/Agata-Duda-znow-to-zrobila-W-taki-oto-spo...

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

casium

#1547890

//Szkoda, że w dobrym serduszku pani prezydentowej Agaty Kornhauser – Dudy zabrakło miejsca dla Frankowiczów.//

Wielka szkoda :(

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1547908

że niezrozumiałe i budzące niepokój są publicznie eksponowane konflikty na linii prezydent - PiS. Wkrótce będziemy pewnie wiedzieć więcej.

Niestety, pokrzywdzeni przez wymiar sprawiedliwości ciągle dramatycznie tracą na opóźnieniu wprowadzenia niezbędnych zmian.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1547848

"...spekulacyjne roszczenia, bazujące na wzroście ceny franka szwajcarskiego, mimo tego, że kredyt był realnie udzielony w złotówkach."

Dla pełnej ścisłości - kredyt był realnie w złotówkach, ale oprocentowanie nie było jak w złotówkach tylko jak we frankach. Coś za coś.

 

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2
#1547861

Bankowcy kusili niższymi odsetkami, tylko "zapomnieli" powiedzieć o realnym niebezpieczeństwie znacznego wzrostu kwoty głównej zadłużenia.

To co sprzedawali nie mogło być zgodnie z prawem bankowym nazwane "kredytem", gdyż w kredycie kwota pożyczona musi być ściśle określona.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1547872

tyle że we frankach.

Obie strony umówiły się iż bazą rozliczenia będzie szwajcarski frank, a nie polska złotówka - to właśnie dlatego odsetki były tak śmiesznie niskie. Dopóki frank był tani nikomu to nie przeszkadzało. Ale, jak wspomniałem, nie ma nic za darmo i zawsze jest coś za coś - w tym przypadku ceną za niski procent jest ryzyko, czyli tzw. ryzyko walutowe. A ryzykując i podejmując taką grę raz się wygrywa, a raz przegrywa. To normalne.

 

 

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2
#1547901

Strasznie Pan wprowadza w błąd. Zacytuję prawie w całości wywiad z 2014 roku, który wyjaśnia istotę rzeczy:

W niewoli banków

wtorek, 19 sierpnia 2014

W Polsce w ubiegłym roku przejęto za długi ponad 25 tys. nieruchomości. Uruchomiono kolonialną maszynę do konwersji ludzkiego nieszczęścia na zyski dla zagranicznego akcjonariusza. To rodzaj współczesnego niewolnictwa.

Ze Stanisławem Adamczykiem, finansistą i maklerem giełdowym, rozmawia Monika Florek-Mostowska

Zajmuje się Pan analizą kredytów we frankach szwajcarskich. Co wynika z Pana dociekań?

W Polsce najwięcej takich kredytów sprzedano w latach 2004-2008, kiedy wartość złotówki wobec innych walut rosła. Im bardziej złotówka była przewartościowana, tym większe było ryzyko jej spadku. Mimo tego, kredyty frankowe były udzielane coraz częściej. Na rynkach nieruchomości w Europie rósł bąbel spekulacyjny. Potem, w 2008 roku, wskutek wybuchu kryzysu subprime w USA nastąpiła nagła zmiana kursu walutowego. Banki, które wywołały kryzys wiedziały, że nastąpi spadek kursu złotówki. Niektóre z nich nawet się przyznały, że grały na spadek polskiej waluty. To był atak spekulacyjny na złotówkę.

Na jakie „haczyki” złapali się kredytobiorcy?

Kredyt indeksowany do franka szwajcarskiego to bardzo złożona inżynieria finansowa, do zrozumienia której potrzeba dobrego przygotowania finansowego. Brak tej wiedzy powoduje, że łatwo te haczyki połykamy. Otóż, spłacając kredyt w CHF jesteśmy zobowiązani dostarczać bankowi określoną w umowie ilość franków, niezależnie od kursu rynkowego tej waluty. Do tego, chociaż nominalnie jesteśmy właścicielami nieruchomości, którą kupiliśmy na kredyt, ostateczną kontrolę nad nią ma bank. Nieruchomość nabyta na kredyt jest jego zabezpieczeniem – bank dokonuje wpisu swojej wierzytelności do jej księgi wieczystej. Co to oznacza? Że jesteśmy narażeni na podwójne, a nawet na potrójne ryzyko. Po pierwsze, zagrażają nam wahania na rynku walut. Po drugie, zmiany wycen na rynku nieruchomości. W konsekwencji, wiele rodzin ma do spłaty więcej kredytu niż wynosi wartość nieruchomości, w skrajnym wypadku nawet dwa razy tyle. Po trzecie zaś, jesteśmy narażeni na potężne ryzyko zmiany stopy procentowej. Chwilowo mamy w Europie zerowe stopy procentowe – ale tak nie będzie wiecznie. A więc produkt, który dostajemy do ręki na 20 czy 30 lat jest niczym granat, który w każdej chwili może wybuchnąć. Jeśli stracimy możliwość spłacania kredytu, poznamy smak działania prawa upadłościowego w Polsce. Niektórzy myślą, że jeśli przestaną spłacać raty, to stracą tylko mieszkanie. To nieprawda. Bank sprzeda mieszkanie, a różnica między ceną nieruchomości a kwotą kredytu do spłaty będzie egzekwowana z naszego pozostałego majątku. Jaki z tego wiosek? Kredyt indeksowany do franka nie jest produktem przeznaczonym dla klientów, którzy nie mają przygotowania finansowego. To produkt spekulacyjny.

To znaczy, że Polacy zostali oszukani?

Nie można tego powiedzieć wprost, ale sprzedano im bardzo ryzykowny produkt bankowy. Do tego wątpliwości budzi podział ryzyka. W przypadku kredytu indeksowanego do franka większość ryzyka znalazła się po stronie kredytobiorcy. Bank ryzyko ponosi dopiero wtedy, kiedy kredytobiorca straci mieszkanie i zabraknie mu aktywów na spłatę różnicy po jego sprzedaży. Wtedy jednak z kredytobiorcą już nie jest dobrze. Jest pozbawiony podstaw swojej egzystencji. Należy pamiętać, że bank jest profesjonalnym podmiotem, który zarabia na udzielaniu kredytów, więc do jego zadań należy ocena ryzyka i część tego ryzyka powinien wziąć na siebie. W USA, w części stanów, kredytobiorca może przestać spłacać kredyt i oddać mieszkanie bankowi. Kredytowane mieszkanie nie jest takim więzieniem, jak w Polsce. Nie każdy sobie zdaje sprawę, że my, obywatele, jesteśmy gwarantami zysków sektora bankowego w okresie dekoniunktury. Nikogo nie obchodzi to, że panuje bezrobocie – kredyt musimy spłacać, żeby zagraniczni akcjonariusze banków mieli swoje wysokie dywidendy. Kiedy musimy oddać bankowi ostatnie oszczędności i bankrutujemy, nikogo to nie obchodzi. Z drugiej strony, gdy bank ma problemy finansowe, to Narodowy Bank Polski pomaga mu odzyskać płynność. Jest kredytodawcą ostatniej szansy. To znaczy, że my wszyscy, także posiadacze kredytów we frankach, gwarantujemy bankom bezpieczeństwo. A czy my, kredytobiorcy, mamy jakieś zabezpieczenie za strony państwa? Czy państwo jest dla nas pracodawcą ostatniej szansy? Nie.

Dlaczego daliśmy się tak nabrać?

Z raportu NBP nt. stabilności systemu bankowego wynika, że w III kwartale 2008 r. dochód na osobę w rodzinie, biorącej kredyt frankowy był niższy niż w przypadku rodzin zaciągających kredyty złotowe. Najbardziej agresywne banki obficie dawały uboższym kredyty we frankach, bo można go było dać więcej i mogliśmy kupić większe mieszkanie. Ale przy tym bank więcej na nas zarobił! Jedną z przyczyn tej sytuacji była nienależyta staranność w informowaniu kredytobiorców. Doradca wynagradzany od sprzedanych kredytów ma tendencję do ukrywania trudnych kwestii i zachęca do zaciągania kredytu. Zapewniał więc wtedy, że nie opłaca się brać kredytu złotowego, bo będzie wyższa rata. Kiedy klient wyrażał obawę, co będzie gdy wzrośnie kurs franka, słyszał odpowiedź: „frank jest walutą bezpieczną, to najbardziej stabilna waluta świata, proszę się niczego nie obawiać”. I kredytobiorca wybierał tańszą opcję.

Jak bank powinien informować klientów?

Do sądu w USA trafiają pozwy oskarżające McDonald’s za to, że ktoś oparzył się kawą. I McDonald’s przegrywa, bo na kubku nie było napisane, że można się oparzyć. Podobnie jest z kredytami we frankach. Bank, udzielając takiego kredytu osobom niemającym doświadczenia na rynku finansowym, powinien ocenić ich kompetencje. Kluczowa powinna być informacja: „ten kredyt to spekulacja na trzech rynkach: walutowym, nieruchomości i stopy procentowej”. Standardy skutecznego informowania zobowiązują bank do sprawdzenia poziomu świadomości klienta, sprawdzenia jego zrozumienia ryzyka, a nie dodania drobnym druczkiem do umowy potwierdzenia klienta, że „rozumie ryzyko walutowe”. O tym mówią: Regulacja Komisji Nadzoru Finansowego, Dyrektywa MiFID oraz Dyrektywa Hipoteczna. Chronią one odbiorcę ryzykownych produktów finansowych przez nakaz zbadania poziomu kompetencji klienta.

Od tego, by nas informować są chyba doradcy?

Doradca kredytowy powinien się upewnić, czy klient naprawdę rozumie ryzyko i czy jest świadom potencjalnych konsekwencji. Jeśli nie, powinien ostrzec klienta na piśmie i zachować w swojej dokumentacji kredytowej dowód, że taka informacja została przekazana. Wszystkie badania jednoznacznie wskazują, że Polacy mają bardzo niskie kompetencje finansowe – najpopularniejszą strategią finansową jest spinanie końca z końcem. To konsekwencja czasów PRL, kiedy nie mieliśmy szans na poznanie mechanizmów rynku finansowego. To również efekt naszego systemu edukacyjnego, w którym nie ma miejsca na takie przedmioty jak finanse obywatelskie czy zarządzanie finansami osobistymi. Badania opublikowane w zeszłym roku przez Biuro Analiz Sejmowych i TNS Polska wskazują, że prawie połowa Polaków, podejmując decyzje finansowe kieruje się intuicją bądź radami znajomych. Jedynie co czwarty Polak potrafi przeanalizować koszty kredytu, a kredyty frankowe ma 700 tys. osób. Zgodnie z raportem KNF straty z tytułu zmiany wartości franka mogą sięgać kwoty ok. 50 mld zł. Tyle pieniędzy stracimy dlatego, że sprzedano nam produkt spekulacyjny, a my go nie rozumieliśmy. Nasza czujność została uśpiona.

Jednak na rynkach finansowych handel ryzykiem jest czymś normalnym?

Tak, instytucje finansowe handlują między sobą ryzykiem, bo przejęcie ryzyka kosztuje. Ale kiedy się sprzedaje ryzyko komuś, kto chce wziąć bezpieczny kredyt na mieszkanie – to jest nieuczciwe. Banki zmusiły ludzi do przejęcia ryzyka za darmo. Skutek jest taki, że w ciągu ostatnich pięciu lat liczba spraw komorniczych wzrosła pięciokrotnie. Powstają firmy windykacyjne, które zajmują się egzekucją wierzytelności. Banki sprzedają im całe pakiety długów. Wszystko dla zysku. W Polsce w ubiegłym roku przejęto za długi ponad 25 tys. nieruchomości. Uruchomiono kolonialną maszynę do konwersji ludzkiego nieszczęścia na zyski dla zagranicznego akcjonariusza. To rodzaj współczesnego niewolnictwa. Długi, których Polacy nie spłacają to 40 mld. zł. W Polsce w ubiegłym roku doszło do rekordowej liczby samobójstw – ponad 6 tys. osób odebrało sobie skutecznie życie. Państwo polskie powinno przyjrzeć się temu zjawisku zamiast uprawiać propagandę sukcesu. Bankom zależy na tym, żebyśmy byli jak najbardziej zadłużeni, bo mają wtedy zyski.

Czyli jesteśmy w błędnym kole?

Deweloperzy budują coraz więcej mieszkań, chociaż Polaków jest coraz mniej. W Europie stoi 10 mln pustostanów, a jednocześnie są całe rzesze bezdomnych. Z podstawowej potrzeby, jaką jest mieszkanie uczyniliśmy towar, produkowany przez deweloperów i finansowany na kredyt przez prywatne banki. Karuzela się kręci, ale tak nie może być w nieskończoność. Niestety, system prywatnej bankowości opartej na emisji pieniądza dłużnego prowokuje boomy i recesje. W czasie dobrej koniunktury bankierzy udzielają kredytów, a gdy się przestraszą, zamykają kurek z pieniędzmi i recesja się pogłębia.

Co będzie dalej?

Decydująca będzie sytuacja na rynku pracy w ciągu najbliższych 10 lat oraz kwestie demograficzne. Już teraz wiadomo, że na powierzchni utrzymują nas transfery z UE. Czy sektor prywatny będzie w stanie dostarczyć tylu miejsc pracy, by Polacy mogli spłacać zaciągnięte kredyty? Kapitalizm obecnie zżera swojego żywiciela. Bez odrzucenia części narzuconych Polsce reguł gospodarczych i powrotu do polityki przemysłowej oraz państwa jako pracodawcy ostatniej szansy poprawa na rynku pracy jest mało prawdopodobna.

Jak kredytobiorca może dochodzić swoich racji?

Banki centralne innych krajów stabilizują kursy walutowe. U nas też NBP mógł zainterweniować, ale tego nie zrobił. Pomoc prawną oferuje Stowarzyszenie Pro Futuris, którego kancelarie prawne organizują pozwy zbiorowe w większości większych miast Polski. Można składać pozwy indywidualne, ale są one kosztowne. Lepiej więc skorzystać z możliwości pozwu zbiorowego. Najlepsza byłaby sytuacja taka, jaka miała miejsce na Węgrzech. Tam Viktor Orban prawnie zmusił banki do przejęcia strat wynikających ze zmiany kursu franka. Premier Donald Tusk mógłby zrobić podobnie, ale chyba na razie nie ma takiej woli politycznej. Na szczęście budzi się świadomość ekonomiczna Polaków, bo coraz trudniej spłacać zaciągnięte kredyty, nie tylko frankowe. Szanse na zmniejszenie kwoty spłat są duże. Poszkodowani muszą tylko wykazać inicjatywę, a nie oglądać się aż sprawę załatwią za nich inni.
rozmawiała Monika Florek-Mostowska

Idziemy nr 34 (466), 24 sierpnia 2014 r.

http://idziemy.pl/gospodarka/w-niewoli-bankow/

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1547909

Jeśli tu odcedzić warstwę merytoryczną od emocjonalnej to ten tekst przecież potwierdza mechanizm kredytu jak wyżej opisałem skrótowo więc nie wiem gdzie Pani dostrzega wprowadzanie przeze mnie w błąd.

Natomiast co do obrony to strona umowy może oczywiście zwrócić się do sądu i może przyjąć taką linię obrony jaką uważa za stosowne - to również normalne. Tutaj sprowadza się ona w zasadzie do stwierdzenia "nie wiedziałem co podpisuję", można i tak.

Z kolei zarzut, że dla frankowiczów NBP nie bronił kursu złotówki wyprzedając nasze rezerwy walutowe (bo do tego to się sprowadza) jest dosyć kuriozalny. Pani sobie wyobraża możliwość gry przeciw całemu światu dla utrzymania kursu na poziomie 2zł w momencie gdy SNB uwolnił franka? Polskie rezerwy wyparowałyby w kilka dni (a właściwie w kilka godzin), a i tak nic by to nie pomogło.

Dobry jest za to pomysł aby kredyt hipoteczny był rzeczywiście w pełni hipoteczny i w pełni obciążał nieruchomość. Popieram.

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-2
#1547938

Proszę bez retorycznych sztuczek.

Cytowany przeze mnie tekst był maksymalnie rzeczowy i dokładnie wskazywał na czym polegało wprowadzanie klientów w błąd oraz działanie na ich szkodę. Nie ma potrzeby nic do tego dodawać.

Ale Pańska motywacja jest aż nadto czytelna.

 

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1547953

Sądziłem, że dyskutujemy na argumenty, a Pani w nerwach zaczyna robić jakieś osobiste podchody. Ja też mógłbym napisać, że dla mnie z kolei bardzo czytelna jest Pani motywacja, tylko po co takie zabawy.

Ale skoro już przy tej mojej motywacji jesteśmy - nie cierpię banków i nie cierpię ich bezczelnego zdzierstwa na każdym kroku, a ze swojej strony staram się aby zarabiały na mnie jak najmniej. Niemniej jednak jestem również zdecydowanie przeciwny zasadzie brania zysków do swojej kieszeni i próbami dzielenia się stratami z innymi. W swoim sprzeciwie jest natomiast konsekwentny - to dotyczy zarówno banków (żadnej darmowej pomocy, kto doprowadza na skraj upadku powinien ponosić konsekwencje karne i finansowe) jak i osób fizycznych. Tu się chyba właśnie różnimy.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-2
#1547966

O jakie zyski i straty chodzi?

//Niemniej jednak jestem również zdecydowanie przeciwny zasadzie brania zysków do swojej kieszeni i próbami dzielenia się stratami z innymi. W swoim sprzeciwie jest natomiast konsekwentny - to dotyczy zarówno banków (żadnej darmowej pomocy, kto doprowadza na skraj upadku powinien ponosić konsekwencje karne i finansowe) jak i osób fizycznych. Tu się chyba właśnie różnimy//.

Może Pan to wyjaśnić?

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1547971

Postaram się.

Gdy banki zarabiają krocie to zyski zostają u nich oraz ich kierownictwa - wszyscy napychają sobie kieszenie ile wlezie. Gdy natomiast poważnie wtopią i są zagrożone bankructwem to nagle okazuje się, że należy im "pomagać" i "ratować" co w praktyce oznacza, że ich straty ma pokrywać kto inny (w tym wypadku na ogół państwo czyli wszyscy), w dodatku przy całkowitej bezkarności ludzi, którzy do tego doprowadzili. Nie słyszałem bowiem aby komuś z nich skonfiskowano majątek na poczet choćby częściowego pokrycia strat.

Od drugiej strony, tj. w omawianym tu przypadku frankowiczów, sytuacja jest analogiczna. Dopóki były zyski z niskich odsetek, a jeszcze frank dodatkowo taniał to wszystko było w porządku i te zyski były prywatne. Gdy natomiast wskutek materializacji podjętego ryzyka sytuacja się odwróciła i zyski zmieniły się w stratę to już ochota do odpowiedzialnego pokrywania tych strat znika i pojawiają się nawoływania o "pomoc" i "ratowanie", z cudzej kieszeni oczywiście.

Bo generalnie to wszystko sprowadza się do kwestii odpowiedzialności za swoje czyny i decyzje. Ja jestem zdejmowaniu tej odpowiedzialności zdecydowanie przeciwny w każdym wypadku.

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2
#1547974

W oczekiwaniu na "galaretę" zapytam, @ Misio,  cichutko?

cyt. " (...)  pojawiają się nawoływania o "pomoc" i "ratowanie", z cudzej kieszeni oczywiście."

Zapytam: z cudzej kieszeni czyli, z czyjej kieszeni? 

Misio dopłaci bankofrantom?

Szeregowy Polak dopłaci bankofrantom?

Z budżetu państwa dopłacą bankofrantom ?

Pan przeprowadził wywód logiczny, ale potknął  się o najbardziej istotny szczegół!

Dlatego powtórzę bo pan prawdopodobnie przeoczył mój komentarz sprzed kilku dni?

Dla osób, które nie mają pojęcia o co chodzi: bank udziela kredytów z depozytów, które zbiera od klientów. Bank przyjął określoną kwotę depozytów - powiedzmy milion złotych, z których musi zapłacić klientowi 3% odsetek. Jednocześnie ten sam milion pożyczył innemu klientowi na 12%. Czyli zarabia (w uproszczeniu) 9%. Ale jeśli ten sam milion pożyczył innemu klientowi 10 lat temu w formie tzw. kredytu indeksowanego, to już nie zarabia tych 9%. Zarabia jakieś 80% na wzroście kursu franka plus mały procent w formie odsetek. Kredytów z ujemnym oprocentowaniem jest niewiele, bo nie było wiele takich, które były udzielone z marżą mniejszą, niż 0,75%. Zatem banki dostają odsetki od tych kredytów. Przy czym nie liczą odsetek tylko od rzeczywiście pożyczonego kapitału, ale także od tego wzrostu, który jest związany ze wzrostem kursu franka. Wystarczy poczytać troszkę polskie prawo, by wiedzieć, że takie podwójne zarabianie w Polsce jest zakazane. Jednak banki nic sobie z tego nie robią, bo mają kasę i stać je np. na wynajęcie trolli, które będą urabiać opinię publiczną podobnymi do tu zamieszczanych postami. Wracając do zarobku banków - jeśli bank zarabia 80% plus ekstra procent lub dwa, to jak to nazwać? Niby jest w Polsce ustawa anty lichwiarska, ale nikt sobie nic z tego nie robi. A każdą próbę egzekwowania prawa banki torpedują i straszą wszystkich dookoła nieprawdopodobnymi historiami. Że nieprawdopodobnymi, to dowodzi to wszystko, co działo się z bankami w krajach Europy Zachodniej - mimo miliardowych kar i wypłat odszkodowań, żaden nie upadł i żaden system finansowy nawet się nie zachwiał.

PS

Jeśli jeden chrześcijanin umiera z głodu, w czasie gdy inny chrześcijanin jest chory z przejedzenia, to czy to jest jeszcze chrześcijaństwo?

~ ZAUŁKI MYŚLENIA, Afryka - Zair, ks. Kazimierz Kubat SDS, 1993 r.

Pozdrawiam.

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

casium

#1547978

Z czyjej kieszeni to już będzie zależało od przyjętego konkretnego rozwiązania.

Natomiast istota kredytu indeksowanego "czymś" (czy w ogóle indeksowania jako takiego) na tym właśnie mniej więcej polega, że obie strony zgadzają się go rozliczać w odniesieniu do uzgodnionej bazy. Co w tym strasznego?

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2
#1547980

Za chwilę wyjeżdżam i już nie mogę uczestniczyć w dzisiejszej dyskusji.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1547986

Kredyt, zgodnie z przepisami prawa bankowego, to kwota, którą się pożycza w określonym dniu. Kwota była postawiona do dyspozycji w złotych i trzeba oddać tyle złotówek, ile się pożyczyło. Z odsetkami, oczywiście.

I o jakiej cudzej kieszeni, Pan mówi? To jest kieszeń strony umowy, czyli Banku. Bank musi oddać kredytobiorcom to się mu nie należało i nie należy. I tyle.

A co do państwa, to ma ścigać oszustów. Nawet na Dzikim Zachodzie byli szeryfowie do pilnowania porządku.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1548509

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Klauzule-niedozwolone-w-umowach-kredytow...

Rzecznik Finansowy uważa waloryzowanie kredytu kursem walut za niezgodne z przepisami prawa bankowego i kodeksu cywilnego. To istota konstrukcji znacznej części szeroko pojętych kredytów „walutowych". Naruszające interesy konsumentów są też zapisy pozwalające na uznaniowe ustalanie przez banki kursów walut czy też oprocentowania kredytów.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1547963

Rzecznik ma oczywiście prawo tak uważać natomiast to jeszcze o niczym nie przesądza bo do rozstrzygania o zgodności bądź niezgodności z prawem są przecież powołane zupełnie inne organy. Zostaje zatem oczekiwać ich rozstrzygnięcia.

Natomiast niezależnie od powyższego - jeśli ktoś podpisał zgodę aby bank dowolnie z sufitu ustalał kurs i odsetki od kredytu na pół życia...hmm... takich ludzi należałoby może ubezwłasnowolnić dla ich własnego dobra.

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2
#1547967

bo nic tam nie jest na ten temat napisane, natomiast z rubryki "wynik" wynika, że została skierowana do ponownego rozpatrzenia. Wobec powyższego trudno to wszystko w jakikolwiek sensowny sposób komentować.

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2
#1547976

Jak znajdę link, to zamieszczę.

Czekam na pisemne uzasadnienie wyroku. Biuro Prasowe SN potwierdza, że będzie wkrótce.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1548510

Wierzycie PAD, PBS, ministrom? Przecież oni myślą tylko o sobie.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1547867

tylko o żądanie dotrzymania obietnic. ;)

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1547873

Przecież właśnie o tym jest artykuł, głosowałem na Prezydenta Andrzeja Dudę, bo wierzyłem że dotrzyma obietnic przedwyborczych.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1548132

Dzięki Rebeliantka. Osobiście trzymam się jak najdalej od jakichkolwiek kredytów, a ludziom którzy to ryzyko podjęli serdecznie współczuję. Być niewolnikiem banków, to straszny los i nikomu tego nie życzę. Prezydent chciał wiele ale jak zaczęli podstawiać mu pod nos kolejne dokumenty o sile nabywczej banków, to właśnie musiał sobie odpuścić. To bolesne i trudne ale to jest właśnie moc i potęga kasy! Stare, mądre, ludowe przysłowie nie darmo głosi: "Możesz liczyć, licz na siebie", a wturuje mu nie darmo również i to inne: "Biednemu wiatr zawsze w oczy". Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1547902

Cytuję: "Skoro Andrzej Duda, który obiecywał frankowiczom złote góry, nie jest w stanie ich przeprosić i przyznać, że krytycy mieli rację, to mógłby chociaż przestać traktować ludzi jak głupców."

https://oko.press/nowy-szczyt-bezczelnosci-duda-oszukal-frankowiczow-dla...

PS

Spread powinien zostać zwrócony Frankowiczom w 100 %. To jest minimum PAD, które utknęło w sejmowej poczekalni.

Poza tym, ja przynajmniej, zadowoliłabym się słowem przepraszam i życzeniem dobrego zdrowia! Serio!

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

casium

#1547904

Popatrz na odpowiedź poniżej do Sławomira Tomasza Rocha.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1547911

Prezydent może zadziałać skutecznie na rzecz poszkodowanych obywateli. Wszystkie kraje już to zrobiły. Znowu zacytuję:

Kredyt do śmierci i jeszcze dłużej

Polski nadzór finansowy wspiera banki i tym samym umywa ręce od pomocy kredytobiorcom.

Nasze państwo wspiera gigantów. Biednym nie pomoże

Procesy sądowe frankowiczów zwróciły uwagę na problem ochrony systemowej konsumentów usług finansowych w Polsce .....

..... dług będzie ciążył na kredytobiorcy aż do jego śmierci. W polskim systemie prawnym po śmierci kredytobiorcy jego dług może obciążyć dzieci i rodzinę. Przykro to powiedzieć, ale stosunki prawne w tym zakresie prowadzą często do zjawiska "przemocy finansowej". Część sektora finansowego generuje zyski, wykorzystując ludzkie nieszczęścia i wyzyskując przymusową sytuację. Wątpliwe jest istnienie w Polsce: równowagi sił pomiędzy wierzycielem i dłużnikiem, sprawiedliwej odpowiedzialności za problem braku możliwości spłacania długu. Państwo wspiera prawnie stronę silniejszą. Ciężar i koszty sądowego dochodzenia sprawiedliwości są przerzucone na słabszego - mówi Stanisław Adamczyk, makler, niezależny badacz rynku finansowego, autor analizy "Społeczna odpowiedzialność sektora bankowego z perspektywy kredytów w CHF udzielanych w latach 2004-2008".

Uważa on, że część banków może być współodpowiedzialna za problemy ze spłatą kredytów we frankach szwajcarskich osób, które zawierały umowy w okresie największej popularności tego produktu.

- Jeśli dojdzie do zdarzeń losowych uniemożliwiających spłatę kredytu, a bank komorniczo przejmie nieruchomość, to różnica pomiędzy wartością zobowiązania frankowego a kwotą uzyskaną ze sprzedaży nieruchomości i dotychczasowymi spłatami, na mocy BTE będzie egzekwowana z innego majątku kredytobiorcy - dodaje.
........

Co robiła KNF podczas boomu na kredyty frankowe, ostrzegana dwukrotnie o wysokim ryzyku przez Szwajcarski Bank Narodowy? Tak i teraz, już po czasie, KNF dogląda raczej interesu banków i ich akcjonariuszy niż kredytobiorców. W Polsce brakuje silnego, niezależnego politycznie, niedziałającego z pozycji konfliktu interesów organu chroniącego wyłącznie interesy konsumentów usług finansowych.

Należy tu podkreślić, że na rynkach rozwiniętych istnieją wyspecjalizowane agendy rządowe, których wyłącznym celem jest ochrona konsumenta przed siłą gigantycznych korporacji wykorzystujących stosunki finansowe do generowania nadprzeciętnych zysków. Najlepszym przykładem są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, gdzie po kryzysie "sub-prime" wywołanym w 2008 r. m.in. właśnie przez agresywne "sprzedawanie" kredytów hipotecznych osobom gorzej sytuowanym i nieposiadających wystarczającej wiedzy finansowej powołano Biuro ds. Ochrony Finansowej Konsumenta (Bureau of Consumer Financial Protection).
.......................

W Polsce działa już kilka stowarzyszeń łączących klientów banków, którzy czują się pokrzywdzeni po tym, jak wzięli kredyt we frankach szwajcarskich i nie mogą ich spłacić. W swoich procesach przeciwko bankom frankowicze podnoszą przede wszystkim, że banki nie informowały ich o ryzyku, jakie towarzyszyło kredytowi, do którego wzięcia byli zachęcani (bądź robiły to niedostatecznie).

Dziś, z pewnym opóźnieniem wkraczać zaczyna w ten temat nadzór. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ukarał niedawno dwa banki: PKO BP i Getin Noble Bank za niewłaściwą politykę informacyjną wobec klientów, z którymi zawierały umowy na ryzykowne produkty.

Kary nie dotyczą tylko kredytów w obcej walucie, ale też produktów ubezpieczeniowo-oszczędnościowych (polisolokaty). Niewykluczone, że może właśnie wybucha bunt klientów wobec banków, które dopuściły się nieuczciwych praktyk rynkowych. Wydaje się, że klienci właśnie "obudzili się" i nabierają odwagi do walki z większymi od siebie - bankami. Po aferach finansowych WGI (toczy się od 7 lat) i Amber Gold przyszła kolej na baczne przyglądanie się bankom.

Mimo tego nadal słychać opinie, że katastrofa części frankowiczów jest "medialną propagandą". Nie jest to prawdą. Niektórzy z nich nie tylko spłacali raty kredytu w kwotach, których się nie spodziewali, a nawet stracili swój dom i wciąż muszą spłacać kredyt na jego zakup.

W szczytowym zaś okresie powodzenia frankowych kredytów w Polsce faktycznie mieliśmy do czynienia z propagowaniem tych kredytów przez banki i zachęcaniem przez bankowych specjalistów sprzedaży do zawierania umów na produkt, który okazał się ryzykowny dla klienta. Jednocześnie zadziwiająco mało skutecznie informowano o związanych z nimi niebezpieczeństwach.

UOKiK tłumaczy, że każdy klient ma prawo do poznania istotnych cech produktu. Kluczową sprawą w przypadku oburzonych frankowiczów jest to, czy klienci byli świadomi ryzyka, jakie brali na siebie przy okazji zawierania umowy na frankowy kredyt.

- Jeśli konsument nie inwestował znaczących kwot na rynku finansowym i nie ma choć niewielkiego doświadczenia, może nie objąć swoim umysłem ryzyka takiego produktu. Czasami nawet tego ryzyka nie rozumie, gdy mu to ryzyko krótko wytłumaczymy - mówił Stanisław Adamczyk na seminarium naukowym w jednej z warszawskich szkół wyższych, gdzie prezentował swoją analizę. - Finansistom wydaje się, że wszyscy tak jak oni powinni być świadomi ryzyka walutowego - mówił wtedy.

Niespłacanie długów w bankach jest oczywiście także problemem dla samych wierzycieli. Na egzekucji komorniczej majątku w kredycie komornik zarabia nawet do 15 proc. jego wartości. Jest to stratą zarówno dla dłużnika, jak i banku.
Komisja Nadzoru Finansowego pod koniec ubiegłego roku opublikowała raport, w którym uznała za nieuzasadnioną ewentualną możliwość przewalutowania kredytów denominowanych we franku szwajcarskim na złotówki według kursu z dnia udzielenia kredytu. W raporcie tym napisano, że "łączna strata sektora bankowego z tytułu przewalutowania (różnica pomiędzy wynikiem zrealizowanym na koniec czerwca br. a wynikiem, jaki powstałby po przewalutowaniu) wyniosłaby 44,4 mld zł, przy czym poszczególne banki poniosłyby straty w wysokości od 0,1 mld zł do blisko 7,0 mld zł".

W raporcie Komisja stanęła wyraźnie po stronie banków, broniąc gigantycznych zysków ich zagranicznych akcjonariuszy. Jednym z argumentów KNF przeciwko przewalutowaniu kredytów jest "nierówne traktowanie klientów posiadających kredyt walutowy i złotowy" i straty dla polskiego państwa z tytułu konieczności dofinansowania "stratnych banków". Jest to błędne rozumowanie.

Dlaczego państwo polskie ma gwarantować zyski i ceny akcji właścicieli banków? W gospodarce rynkowej przedsiębiorcy powinni płacić za swoje błędy. Szczególnie powinni za błędy zapłacić właściciele banków udzielających kredytów we franku, a nieinformujących o ryzyku kursowym zgodnie z najwyższym poziomem staranności zawodowej. W publikacji nie rozważano, co można zrobić z problemami klientów frankowych.

Do tej pory nadzór finansowy nie zauważał nierówności w pozycjach klient - bank przy zawieraniu umów na kredyty we franku szwajcarskim, a teraz reaguje na katastrofę finansową co najmniej nieadekwatnie. W mediach natomiast dyskutuje się na temat tego, czy państwo powinno pomagać frankowiczom. Sugeruje się również, że taka pomoc odbywałaby się kosztem podatników, którzy musieliby ponosić skutki ryzyka "kilku tysięcy frankensteinów".

Jest to typowy zabieg socjotechniczny. Za przewalutowanie kredytów we franku szwajcarskim nie zapłaciliby podatnicy, tylko akcjonariusze banków. Ich zapłata (czyli strata) nastąpiłaby wskutek spadku notowań ceny akcji na GPW lub innych giełdach, na których są notowane. Konieczność tworzenia dodatkowych rezerw na straty - z tytułu unieważnienia klauzul walutowych doprowadziłaby do "wyparowania części kapitału własnego" i wówczas - wobec spadku wskaźników wypłacalności - banki musiałyby zostać dokapitalizowane.

Na pewien okres musiałby zmienić się kierunek przepływu strumieni pieniężnych, a w związku z tym banki i akcjonariusze zapomnieliby o sowitych dywidendach i trzeba byłoby przeprowadzić emisję akcji, aby podwyższyć kapitał. Wówczas Skarb Państwa mógłby nabyć znaczący pakiet ich akcji po korzystnej cenie. Ziściłoby to w pewnym stopniu postulaty części ekonomistów dotyczące "repolonizacji banków".

Ewa Tylus, Anna Raciniewska
gazeta bankowa

http://biznes.interia.pl/finanse-osobiste/news/kredyt-do-smierci-i-jeszc...

Data publikacji: Niedziela, 16 marca 2014 (07:00)
 

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1547910

REBELIANTKO - prawdziwy z Ciebie Husarz nieustraszony, niezłomny... niezwyciężony!

Ja to wszystko wiem i przyznaję Ci rację!

Wiem też, że polityka Prezesa nie uwzględnia rozwiązań np. bratanka Viktora Mihály Orbána w zakresie dotyczącym Frankowiczów. A bez wsparcia szefa PAD jest bezsilny jak dolar. Więcej... gra z Frankami w kule stojąc niezłomnie na straży pejsatych gwałcicieli prawa bankowego :

http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/prezydent-skierowal-do-sejmu-proj...

Dodam znamienny fakt - banki udzielały nierzadko kredytu nie stosując powszechnie obowiązującej klauzuli wiekowej "do 70 roku życia". Udzielały kredytów nawet do 76  roku życia (były przypadki do  80 roku życia), czyli niejednokrotnie (jak słusznie napisałaś) do samej śmierci, a nawet dłużej. Przypomnę, że wg GUS średnia wieku życia mężczyzny w Polsce w latach 2000 - 2012 wynosiła maksymalnie 72,4 lata (obecnie 74 lata, sic)!

To umożliwiało bankom łatwe przejmowanie hipoteki/nieruchomosci lub wymusza spłatę przez ... wnuki, czyli zamienia w niewolników kolejne pokolenie Polaków!

PS

"Czy słowo honoru poszło się j."  money.pl, autor "taka prawda".

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

casium

#1547913

Bardzo przygnębiające to wszystko. ;(((((

Nie mam takiego kredytu, ale oburza mnie, że los setek tysięcy ciężko pracujących polskich obywateli jest poświęcony na ołtarzu interesów międzynarodowej finansjery. W imię czego? Tego nie wiem.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1547915

Wiesz, wiesz tylko nie chcesz tej myśli do siebie dopuścić bo wówczas wali się cała konstrukcja prawa i sprawiedliwości!!!

Ja mimo to wspierać będę działania sprawiedliwe, jak Don Kichot, do śmierci bo tak mnie Mamusia wychowała.

Aby Polska była Polską!

http://www.tvp.info/4665294/zonglerzy-swiatowej-finansjery-i-ich-slugusi

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/polacy-ktorzy-obradowali-w-tajemniczej-g...

http://niezalezna.pl/81523-jest-lista-gosci-tegorocznej-grupy-bilderberg...

https://gf24.pl/wydarzenia/kraj/item/515-podatek-na-banksterow

Elektroniczny obóz koncentracyjny?

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/07/od-bilderberga-do-gulagbe...

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

casium

#1547919

Jak to było: "mowa jest srebrem, a milczenie złotem"? ;))))

Żartuję, po prostu nie chcę poruszać wszystkich wątków w tej dyskusji.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1547920

Ja tylko krótko, bo pracowałem w banku i miałem do czynienia z nimi, po całym kraju. Nie trafiłem na żaden, w którym byłoby wszystko na tip-top przy kredytach. Jako audytor, inaczej rewident bankowy szybko straciłem robotę. Kilku bankbossów przymknięto, ale szybko opuszczono i zatrudniono w prezesurach tych firm które karmili do syta. Byli też; wojewoda, burmistrz i inni rządcy. Żadnej krzywdy im nie zrobiłem. Do papierów zaglądnęły zarządzające tamże swołocze i politycy. Nic nie złowili. Wieści przeszły do policji i prokuratur. W afekcie przeszły panie na zmywaki, przeszli cygarnicy i łyskacze, pod kioski. Tak powinno już dawno, stać się z bankofrantami. Czy to taka wielka sztuka? Żadna, tylko ta obkasztanowana jedna jedyna tzw. polityka . Tfu..., ale smród.

Pozdrawienia spod Hauptbahnhof'u

Stalowa Nasza Szkapa

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Nasza Szkapa

#1547917

Pozdrawiam rewidenta.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1547921

"Władza i pieniądze."

http://www.uwazamrze.pl/artykul/1122554/wladza-i-pieniadze

PS

Nigdy niewolnik pieniądza nie będzie uczciwym człowiekiem.

~ Demokryt

http://www.demoty.pl/w-czasach-63603

Pozdrawiam serdecznie.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

casium

#1547922

Przepraszam Wszystkich, ale z powodu wyjazdu powrócę do dyskusji za 2 dni. Pozdrawiam

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1547987

... i dyskusja na temat bankow i  "Frankowiczow". Nie bez przyczyny sa bankierzy nazywani "bangsterami", duzo prawdy w tym co pani pisze. Ja osobiscie uwazam, ze panstwo ma obowiazek kontrolowac banki jako ochrone dla obywateli, ale tez jako ochrone dla finansow panstwa. Banki taka kontrole powinny przyjac, bo w razie plajty wyciagaja przeciez raczki do panstwa o ratunek. Cos za cos.

Spoleczenstwo zas powinno byc przez media informowane, w prosty, przystepny sposob o niebezpieczenstwach zwiazanych z braniem kredytu. W Polsce juz tak wiele osob popelnilo samobojstwo, bo nie widzialo innego wyjscia. I tu nie pisze tylko o Frankowiczach. Przeciez to niemozliwe, zeby emerytka otrzymujaca emeryture w wysokosci 1200 zl, musiala splacac kredyt w wysokosci 600 zl, gdzie czynsz  z oplatami wynosi 700 zl.To jest taki przyklad sprzed 5 lat, ktory znam osobiscie. W Niemczech nie byloby cos takiego mozliwe. Zeby tam  dostac kredyt hipoteczny, nalezy miec od 15-20% wartosci kredytu, bo w innym razie kredytobiorca nie poradzi sobie ze splatami. Naturalnie , ze sa kruczki, sume ta mozna obnizyc np. przez wklad wlasnej pracy. To sa zwykle mechanizmy ulatwiajace w nastepstwie  zycie kredytobiorcy.

Z drugiej strony spoleczenstwo musi sie uczyc, ze nie zawsze znajdzie sie ktos, kto nas w biedzie podratuje. Dlatego OSTROZNOSC jest tu najlepszym doradca.

Jezeli chodzi o obietnice prezydenckie, to jak najbardziej trzeba mu to wypominac i przypominac.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Gosia

#1548030

cyt. "Jeżeli chodzi o obietnice prezydenckie, to jak najbardziej trzeba mu to wypominać i przypominać."

A kwestia "słowa honoru"?

Mnie osobiście jest bardzo przykro, gdy czytam, że "słowo honoru" pana Andrzeja Dudę, którego wybrałam (głosowałam) na prezydenta "poszło gdzieś tam (...)"

"Być człowiekiem honoru, to znaczy wypełniać cały szereg czynności w swojej pracy z poczucia obowiązku, wewnętrznej powinności, nie zaś ze względu na przewidywane korzyści. To znaczy nie zawodzić pokładanego przez innych zaufania i czuć się związanym podjętymi przez siebie obowiązkami." ~  Maria Szyszkowska

PS

Jest to słowo ze sztandarów. Haftowały je kobiety na amarancie obok słów innych: „Bóg” i „Ojczyzna”. Chodzi o honor. Słowo niemal święte, o randze pierwszorzędnej, pojęcie niebagatelne najżywiej związane z etyką, moralnością, filozofią i obyczajem. 

Autor: Barbara Seidler, Honor – a cóż to znaczy?, „Życie Literackie” nr 17, 26 kwietnia 1964, s. 1.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

casium

#1548176

Zgadzam się.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1548511

Niesamowite. Mamy się wszyscy składać a rząd ingerować w rynek i to wstecznie, za naszą kasę. A do tego przyznać odszkodowania.

A wszystko w języku zawierającym spekulantów i kłanianie się się banksterom. 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1548185

Przeczytaj wszystko jeszcze raz ze zrozumieniem.

A rząd nie ma ingerować w rynek, tylko uniemożliwiać działanie oszustom.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1548508