Demonologia współczesna

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Dziś będzie temat lekki, bo w końcu mamy wakacje, prawda? Obejrzałem film, horror produkcji koreańskiej. Polski tytuł: Lament, film z 2016 roku. Koreański horror, brzmi to jak dowcip, ale film całkiem dobry. Koreańczycy mają interesujące, dobre kino. Mowa o Koreańczykach z południa. O osiągnięciach filmowych Koreańczyków z północy, budujących pilnie komunizm pod batem Najdroższego Przywódcy – Kim Dzong Una – trzeciego władcy w rodzie Kimów, wiem tyle co z migawek w dziennikach telewizyjnych. Na każdym ujęciu Kin Dzong Un: Kim udzielający rad, Kim śmiejący się, Kim zatroskany, Kim wytyczający nowe cele, Kim obserwujący start rakiet balistycznych itp. Ale filmy Koreańczyków z południa są naprawdę dobre. Odrobili pilnie lekcje i dodali coś swojego. Cenna rzecz. Jedna uwaga krytyczna. Moim zdaniem Koreańczycy za dużo krzyczą w swych filmach. Koreańscy aktorzy mają tendencję do nadużywanie niektórych, tych bardziej wyrazistych i hałaśliwych, środków aktorskiej ekspresji. Ponieważ mają takie wysokie głosy nawet mężczyźni ten ich krzyk brzmi trochę jak pisk kota, któremu wyrywają wąsy. W tym filmie było bardzo dużo krzyków, bo to horror. Ale trudno.

   Współczesnych filmów amerykańskich nie da się oglądać. Produkcje made in USA to dno, poza niektórymi serialami. Jaki film by się nie oglądało wciąż to samo: te same dialogi, te same gesty, te same dowcipy, te same strachy, ci sami aktorzy. Nawet krajobrazy wciąż te same i tak samo filmowane. Filmy seryjnie odbite od sztancy. Można by rzec, że amerykanie mają jeden temat, że mają swego amerykanskiego Kim Dzong Una. Tylko Kima w wielu postaciach, rozmnożonego przez podział w amerykańskim laboratorium na szalce Petriego. Kim zbawca, w wersji z szerokimi barami, Kim – supermen w rajtuzach, Kim w wersji - policjant; Kim w wariancie żeńskim – blondyna z włosami w fale, Kim jako cycata brunetka, Kim jako amerykanski idiota, Kim jako amerykanski nastolatek, itp., itd. Każda odmiana z wieloma wariacjami, ale w sumie to i tak ten sam… Kim. Amerykanski Kim, ale Kim. Filmy koreańskie są świeżą odmianą po angielskojęzycznej papko-masówce. Inne też, np. irańskie. Irańskie kino obecnie jest całkiem interesując. Ale to oddzielny temat.

   Wracając do tego koreańskiego horroru. W wiosce w górach zjawia się obcy. Obcy nie dość, że jest Japończykiem, to jeszcze okazuje się demonem. Koreańczycy mają swoje historyczne powody, by nienawidzić Japończyków, jak my by nienawidzić np. Niemców; nie dziwi, że demona połączyli z Japończykiem. Gdyby u nas kręcili taki film, to czy demon byłby Niemcem? Wątpię. Czy byłby Rosjaninem, Ukraińcem z UPA? Wykluczone. Głupie pytanie, odpowiedź znamy. Przecież u nas kręcą filmy typu: Pokłosie, czy inne takie. U nas, w polskich filmach kręconych na koszt polskiego podatnika demonem jest tylko i wyłącznie Polak, katolik, z wąsami. Inaczej być nie może. Co kraj, to obyczaj. Koreańczycy są znacznie mądrzejsi, no i nie rządzą nimi postkolonialne pseudoelity.

   Ten Japończyk, ten demon, to wyjątkowo paskudny demon, czyli Japończyk. Magicznymi sztuczkami wprawia ludzi w szaleństwo; ci w szale wymordowują swoje rodziny. Matka morduje swoje dziatki, mąż żonę, etc. Sztuczna krew leje się litrami na ekranie. Poza tym demon porywa, morduje i pożera żywcem ludzi. I jeszcze robi zdjęcia swoim ofiarom dobrej klasy aparatem fotograficznym japońskiej firmy Minolta. Minolta produkuje znakomite aparaty fotograficzne, jakość jej produktów doceniają nawet demony. Ale najgorsze to pożeranie surowego ludzkiego mięsa. Film jest bardzo długi: dwie godziny i czterdzieści minut krwistego horroru to nie przelewki. Ma sporo dłużyzn. Na szczęście oglądałem go na ekranie komputera. Kawałek filmu i zmiana kanału, czyli strony, lub wychodzi się na herbatę; znów kawałek horroru i coś tam się robi; kolejny kawałek i długa przerwa na strzyżenie trawnika. Ze trzy dni oglądałem ten horror. Da się wytrzymać. No i film można przewinąć. Pominąć niektóre sceny. Co innego w kinie. Przewinąć filmu się nie da, wyjść nie można, bo cały rząd widzów musi też wstać; poza tym szkoda pieniędzy za bilet. Siedzi więc człowiek i się męczy i nudzi; jak już nie może patrzeć w ekran to wlepia oczy w sufit, w ściany, podłogę, czy postać z przodu.

 

   Swoją drogą, czemu do diabła ten demon pożerał surowe, ludzkie mięso? Z głodu? Nie mógł iść do restauracji zamówić krwisty stek, jeśli takie lubi, lub dwa? Ja tam wolę dobrze wypieczone mięso. Z surowizny jadam tylko tatara i to bardzo rzadko. W knajpie znacznie lepsze jedzonko, dobrze przyprawione, przyrządzone. I zdrowsze. Przyjemniejsze. A ten demon łapał ludzi i ich pożerał. W restauracji trzeba płacić. Demon nie może być biedny, zły demon musi mieć forsę. Nie z biedy, lecz ze skąpstwa demon wyżerał ludzkie flaki zamiast befsztyka wołowego, czy antrykotu? Do czego to nie doprowadzi źle pojęta oszczędność! Do pożerana ludziny na surowo!

   Wołowina od wołu, baranina od barana, owcy, a ludzina, ludzizna od człowieka, ludzi. Ludzizna, poza wszystkim, to marne jedzenie. Najlepszy dowód to, że tak rzadko zdarza się, żeby ludzinę serwować na obiad, czy inny posiłek. Wilk zjada człowieka w bajkach; w Afryce lew, czy tygrys zabije człowieka. I niedźwiedź nadgryzie jakiego zbłąkanego w lesie turystę; jego polarny brat, biały niedźwiedź gdzieś w Arktyce nawet pożre naukowca - polarnika w oszronionych okularach, żeby nie paść z głodu. Zdarza się, owszem, lecz to bardzo, bardzo wyjątkowe zdarzenie. Weźmy rekina. Płynie sobie rekin, ogonem, płetwami macha, głód go ssie. Widzi nad sobą, że coś płynie na powierzchni. No, myśli sobie rekin, mam szczęście napatoczyła się jakaś foczka. Dziwna foka, jakiś foczy mutant, lub dwie kopulujące foki, połączone razem. Co tam! Nie jadłem już trzy tygodnie, czas wrzucić cos na ząb! Podpływa rekin, jakiś żarłacz biały i kąsa. I co? Po smaku się orientuje, że to nie foczyzna a ludzizna! Głupia pomyłka. Zamiast foki, jakiś serwer, czy surfer, kajakarz, lub inny pływak. I co ma zrobić żarłacz? Przecież nie wypluje, co odgryzł. Żarłacz to żarłacz, przełknie więc ludzinę, ale bez przyjemności. Drugi raz nie ukąsi. Ludzie nie są smaczni. Ludzie nie są pożywni, ludzie nie są zdrowi. Wiedzą zwierzęta, wiedzą ludzie. Tylko ten głupi demon na koreańskim filmie o tym nie wiedział. Przykra to prawda, ale ludzina to paskudne pożywienie. Najgorszego sortu.

   Były kiedyś plemiona kanibali, ludożerców w dżungli np. w Amazonii, czy w Papui, Nowej Gwinei. I co? Już ich nie ma. Sąsiadów czy krewnych zjadali przecież nie dla przyjemności, lecz z głodu. Dziś byli kanibale zmienili dietę, jedzą świninę, pataty, czy maniok, a tradycjonaliści wymarli. Istnieje choroba: śmiejąca się śmierć. Siedzi taki czarny tubylec przy ognisku i nagle zaczyna się śmiać. A jego kamraci i krewni wiedzą, że już po nim. Dziki śmieje się, śmieje, śmieje bez przerwy potem wstaje i znika w dżungli. Kiedyś skonsumował umarłą ciotkę, kuzynkę, lub innego padłego krewnego, żeby się mięsko nie zmarnowało, w dżungli każde białko to skarb, a po latach padło mu na mózg. Ludożerca zachorował. I umarł. Śmiejąca się śmierć to taka ludzka odmiana choroby szalonych krów. Przenoszona jest przez ludzkie mięso i nie ginie w gotowaniu czy pieczeniu. Jedna z wielu.

   Dlatego nie ma ludożerców. Ludożercy wymarli. Ludzina to bardzo niebezpieczne mięso. Ludzie jedzą innych ludzi tylko w najskrajniejszej ostateczności. Ostatnio opisane wypadki ludożerstwa zdarzyły się podczas Wielkiego Głodu na Ukraińskiej SSR – sztucznie wywołanej przez komunistów pandemii głodu w latach 30-tych XX wieku. Niemcy i Sowieci zagłodzili na śmierć miliony więźniów, a przecież mamy tylko nieliczne wzmianki o ludożerstwie w obozach. Więźniowie masowo woleli umrzeć z głodu, niż ratować życie jedząc mięso martwego kolegi. Tak silne jest tabu: zakaz jedzenie ludzkiego mięsa. Rzecz jasna to tabu nie dotyczy demonów, zwłaszcza demonów-Japończyków. Ale przecież kiedyś ludożerstwo było bardzie rozpowszechnione. Charakterystyczne znaki na ludzkich kościach wykopywanych w jaskiniach nie pozostawiają złudzeń, że ich właściciel został skonsumowany. Było to niegdyś. Dziś jesteśmy odżegnujący się od ludożerstwa potomkami ludożerców. Mamy w sobie geny kanibali. Dziedzictwo to pozostawiło to do dziś znaki w naszym języku.

   Ludzie są w zasadzie niejadalni, lecz dzieci, niemowlęta? Ogólna to prawidłowość. Cielęcina jest smaczniejsza od wołowiny; ma delikatniejsze, smaczniejsze mięso. Cielę to dziecko krowy. Mama, babcia, czy kuzynka pochylająca się nad łóżeczkiem mówi z zachwytem: to dziecko jest takie śliczne, że można by je zjeść. Schrupać do ostatniej kosteczki! Istotnie, taki różowiutki, tłuściutki niemowlaczek, machający rączkami i nóżkami i kwilący: gu, gugu, gugugu. Czy jest coś ładniejszego? I smaczniejszego?

   Albo dorośli. Mężczyźni są łykowaci, chudsi, mniej apetyczni, kobiety są tłustsze i bardziej apetyczne. Chyba jakiś gej może sądzić inaczej. Zwłaszcza niektóre partie panie mają smakowite, na przykład poślady, alias szynki. U świni ta część ciała to jest szynka. Wbije się taka dziewczyna w obcisłe dżinsy, czy leginsy. Teraz są modne takie obcisłe spodnie tak ciasno opięte na tyłku i udach, jak druga skóra. Odbijają się nawet pryszcze na tyłku. Idzie panna jak w skórze węża np. ulicą a jej poślady (lub szynki) drgają sprężyście podbijając bębenka facetom i wzbudzając zazdrość innych kobiet, nie tak młodych i nie tak zgrabnych. Nawet się mówi: apetyczna kobieta. Co prawda mężczyznom na ten widok przychodzą myśli zgoła odległe od kuchni i nie uwzględniają w swych wizjach konsumpcji owych powabów udziału noży, widelców, talerzy, czy innych kuchennych utensylii. Podobnie babcia, wcale nie chce zjeść swego tłuściutkiego wnuczka. Ona wyraża takimi sławami tylko swój najwyższy zachwyt. Znamienne, iż wybiera właśnie takie sława.

 

Miało być o demonie a rozwodzę się o ludożerstwie. Dlaczego demon miałby jeść? I to w dodatku jeść ludzi? Demon to duch, zły duch, nie musi więc jeść. Po co duch ma pożerać ludzkie mięso i to na surowo, bez gotowania, bez przypraw, bez soli? Odpowiedź jest oczywista: więcej krwi, więcej flaków, więcej strachu, to więcej kasy. Film ma po pierwsze: zwrócić wyłożone pieniądze. Po drugie zarabiać pieniądze. Po trzecie i kolejne: zarabiać pieniądze. Wszystko, co służy zwiększeniu ilości widzów, a więc dochodu producenta filmu, jest dobre i słuszne. Ale nie wszystko ma sens. Jak pożeranie ludzi przez ducha. Celem demona – złego ducha – powinno być krzewienia zła. Żeby zła było jak najwięcej, żeby było jak najpotężniejsze. Pożeranie ludzi temu nie służy. Jeśli duch pożre złego, sam sobie szkodzi. Zjedzenie dobrego także nie jest korzystne, lepiej bowiem byłoby zmienić dobrego w złego i wypuścić go, ażeby zło kwitło i się rozwijało, niż zabijać. Z martwego nie ma żadnego pożytku.

 

Takie działanie demona nie ma sensu. Demon, istota duchowa, musi postępować zgodnie z sensem, nawet sensem zła. Czy nie ma demonów? Kto wie? Myślę, że są demony, demony w ludzkim ciele; żadne duchy, żadne upiory, lecz ludzie z krwi i kości, którzy jedzą, piją, pożądają bogactwa, władzy, kariery, sławy. Jest ich wielu. Imię ich legion. „I zapytał go: Jak ci na imię? Odpowiedział mu: na imię mi legion, gdyż jest nas wielu” (Mk, 5, 9). Duchy złe, duchy nieczyste były, są i będą. „I pozwolił im. Wtedy wyszły duchy nieczyste i weszły w  świnie; i rzuciło się to stado ze stromego zbocza do morza, a było ich około dwóch tysięcy, i utonęło w morzu” (Mk, 5, 13). Duchy nieczyste zawsze wracają. Powstają wciąż na nowo. Tworzą się. Organizują. Dopingują wzajemnie. Taki jest ich wybór, ich wolna wola sprawia, że są tacy, jacy są. Nie cofną się przed niczym by osiągnąć swój cel. Wymordują całe narody, rasy, klasy społeczne, by zadowolić siebie. Ich celem jest jeden. Jest nim: JA. Ja i tylko ja. Nic inne się nie liczy. Nawet, jeśli mówią o postępie, o humanizmie, ludzkości, o prawach człowieka, o ekologii to kłamią. To jedynie pretekst, fałszywy pozór. Tak naprawdę chodzi im o JA. Bowiem kłamstwo jest ich druga naturą. Tutaj człowiek równa się demon. Lecz demon nie równa się człowiek, gdyż nawet demon wzdragałby się przed czynami, które zrobi człowiek.

   Lubię horrory. Dobrze się na nich bawię. Nie rozumiem jak można się bać horrorów. Filmowe horrory, czy filmy o gwiezdnych wojnach przecież to bajki. Prawdziwe horrory to wspomnienia ludzi. Zapis ich przeżyć, świadectwo tego, czego byli świadkami. Bardziej przerażający od wyimaginowanych opowieści ze świata wampirów, wilkołaków, czy demonów, są kulturalni doktorzy prawa wprowadzający w życie naukę o wyższości jednej rasy nad innymi; zdolni, lecz niedoceniani dziennikarze; inteligentni oficerowie tajnych policji; widzący lepiej maniacy rozmaitych ideologii, czy słuchający Bacha i Schuberta miłośnicy porządku przez gazowanie czy głodzenie na śmierć. Tego się nauczyłem.  Oto demonologia współczesna. Nie ta kinowa, medialna bujda, oparta na kalkach mitów, przeinaczonym, infantylnym rozumieniu Pisma Świętego, zasłyszanych plotkach, majakach szaleńców, czy bredniach umieszczonych w groszowych powieściach. Jest to opowieść o człowieku. Nie o wszystkich, lecz o niektórych ludziach. Ludzie bowiem obsadzają wszystkie możliwe stany, zajmują całe możliwe spektrum, od najniższych tonów, po najwyższe. Ludzie, którzy zrobią wszystko, nie cofną się przed niczym by zaspokoić siebie.

   Lecz o tym nikt nie chce robić filmów, czyli opowieści na sprzedaż. Taka prawda fatalnie, właściwe wcale się nie sprzedaje. Tylko z tym lekkim, wakacyjnym tematem to znowu mi nie wyszło. 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą autora.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.2 (głosów:6)

Komentarze

Coś podobnego ! Prowokacja?
Ale mnie Pan zaskoczył ! Myślałam, że tacy mądrzy ludzie , jak Pan, nie oglądają horrorów.
Myślałam, że dziś już tylko nudząca się młodzież ogląda filmy;-)
Ale może to tylko ja tak myślę, że to strata czasu...bo ani to nauka ...ani zabawa. Na temat horrorów......ech, szkoda gadać. Tylko kota zrobiło mi się żal, mimo, .że nie przepadam za kotami. Wydaje mi się, że wszystkie filmy współczesne, nie tylko amerykańskie, seriale szczególnie, nie nadają się do oglądania. „Smakowite, alias szynki” , spotyka się dziś na każdym kroku, nawet w kościele, nie trzeba iść do kina W dodatku oglądać taki film na raty.....mamma mija, nie do wyobrażenia.
Ale do rzeczy...Demony są i pożerają ludzi, nawet jeżeli nie dosłownie – to potrafią unicestwić psychicznie lub fizycznie (seryjny samobójca) ...bo demonom idzie o to by zniszczyć, ośmieszyć, wykończyć. Internet jest pełen demonów, satyrów, cyborgów, robotów i tym podobnych wynaturzeń.
O takich egoistach, megalomanach, zboczeńcach nie warto robić filmów...bo nie przyniosą kasy. Ludzie wolą oglądać bajki niż prawdę o sobie samym. Nie był to temat lekki...
Serdecznie pozdrawiam
P.S Czy mecze piłkarskie też Pan ogląda?

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1546756

Witam Panią,

czy rozważania o ludożerstwie to prowokacja?   Pewnie tak. Natchnął mnie do tego ten film, na którym demon pożera ludzi. Chodzi o film, tytuł po polsku: "Lament" z 2016. Lubię horrory. Jako dziecko obejrzałem w telewizji film "Frankenstein", klasyk z 1936 r. Telewizor był czarno-biały, film też czarno-biały, więc pasowało. Potem bałem się ciemności, ale polubiłem horrory. Horrory to bajka, podobnie jak opowieści o duchach, nawiedzeniach, objawieniach, etc. Choć wielu wierzy w pozytywne odwiedziny z zaświatów, np. rzekome objawienia Matki Boskiej, a neguje te złe: duchy, upiory, strzygi. Inni na odwrót. Nie cierpię za to cyklu typu "Gwiezdne wojny". Piramidalna, iście kosmiczna bzdura. 

Prawdziwy horror to spotykamy w życiu, nie w kinie. Nie ten z sieci. Można zawsze wyłączyć komputer, zmienić stronę, nie czytać wypocin kretynów, złych, zawistnych, tępych ludzi. W życiu tak się nie da. Gdy ciosy, gdy strach dotyczy najbliższych. Zwłaszcza, gdy dotyka to dzieci, zostawia w nich niegojącą się ranę. Pamięć i nocne koszmary. Nocne koszmary to też o wiele silniejszy horror niż ten filmowy. Z kina zawsze można wyjść, prawda? 

Ale...gdzie jest spisany ten kontrakt, który gwarantuje nam miłe, spokojne, szczęśliwe życie? Jest jak jest. I tyle. 

Prawda, nie chcemy poznać prawdy o sobie. Wolimy słodkie kłamstwa niż gorzką prawdę o sobie. Podobnie unikamy bólu, a szukamy przyjemności. To jest to samo zjawisko. 

Sport w zasadzie mnie nudzi, podobnie piłka nożna. Szaleństwem jest płacenie milionów facetom, których jedyną umiejętnością jest kopanie dmuchanej piłki. Ostatnio naszym trampkarzom nieźle idzie, ale ten rok, dwa, nie zetrze z pamięci ostatnich trzydziestu, gdy regularnie dawali ciała. Pięć, góra dziesięć minut tyle wytrzymuję oglądania meczu. 

 

Pozdrawiam serdecznie

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Bielinski

#1546779