Z kancelisty na inspektora, czyli o fikcji konkursów urzędniczych

Obrazek użytkownika Rebeliantka
Kraj

Nabory na urzędników mają w Polsce złą prasę. Są powszechnie postrzegane jako „ustawione”. Potwierdzają to naukowcy i instytucje kontrolne. Pojawia się zatem wątpliwość – czy doskonalić procedury naboru czy odstąpić od denerwującej fikcji?

Zatrudnianie urzędników samorządowych reguluje ustawa z dnia 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych. W art. 11.1 stanowi, iż: „Nabór kandydatów na wolne stanowiska urzędnicze, w tym na kierownicze stanowiska urzędnicze, jest otwarty i konkurencyjny”. W art. 13. ustawy ujęte są kwestie ogłoszeń o wolnych stanowiskach, w kolejnych artykułach – protokołowanie naboru kandydatów oraz informowanie o jego wynikach.

NIK o nierównym traktowaniu

Jak wynika z kontroli NIK, nabory - mimo dość szczegółowych regulacji prawnych - są często prowadzone bez zachowania zasady równości szans i nie gwarantują wyboru najlepszych kandydatów. W raporcie z 2010 roku NIK stwierdził, że nierzadko (ok. 30% zbadanych urzędów) stwarzane są tylko pozory otwartego i konkurencyjnego naboru, gdy w rzeczywistości ma miejsce sterowanie przebiegiem konkursów, by zwiększyć szanse konkretnych kandydatów. Odbywa się to poprzez ustalanie kryteriów nieadekwatnych do zadań realizowanych na obsadzanych stanowiskach, za to odpowiadających kwalifikacjom preferowanych osób, wybiórcze stosowanie przyjętych zasad oraz nierówne traktowanie kandydatów.

Po 4 latach sytuacja prawie nie uległa zmianie. W raporcie z 19.02.2014 r. stwierdzono m.in., że:

  • w 25,9 proc. skontrolowanych jednostek miało miejsce nierówne traktowanie kandydatów i formułowanie kryteriów naboru niejednoznacznych lub nieadekwatnych,
  • w 14,8 proc. jednostek zatrudniono osoby niespełniające wymogów określonych przepisami prawa lub sformułowanych w ogłoszeniach o naborze,
  • w 22,9 proc. jednostek nierzetelnie weryfikowano kandydatów do pracy.

Czy obecnie jest lepiej? Prześledźmy konkretny przypadek.

Nabór urzędniczki do Wydziału Ochrony Środowiska

Czechowice-Dziedzice, to ok. 40-tysięczy ośrodek przemysłowy w południowej Polsce. Znany z kopalni węgla kamiennego „Silesia”, walcowni metali, fabryki zapałek, ale też i pobliskiej zapory na Wiśle, tworzącej Zbiornik Goczałkowicki i zlokalizowanego nad nim uzdrowiska. Patronem miasta jest Św. Andrzej Bobola, patronujący nadto jezuickiej parafii i domowi rekolekcyjnemu, działającemu tutaj już ponad 100 lat. Miasto było zawsze silnym ośrodkiem polskiej myśli narodowej na skalę całego Śląska Cieszyńskiego Stąd wywodził się słynny żołnierz NSZ Henryk Flame, zwany później Królem Podbeskidzia. Z Czechowic-Dziedzic pochodzi obecny prezes IPN prof. Jarosław Szarek, a z okolic - kardynał Kazimierz Nycz.

Burmistrzem Miasta jest od trzech kadencji Marian Błachut. Ogłosił on w czerwcu br. nabór na stanowisko inspektora w Wydziale Ochrony Środowiska i Rolnictwa. Inspektor ma realizować różnorodne zadania, m.in. takie jak: kontrola nieruchomości w zakresie przepisów przestrzegania ochrony środowiska, wydawanie decyzji o konieczności podłączeń do kanalizacji miejskiej, wydawanie decyzji nakazujących osobom fizycznym wykonanie czynności zmierzających do ograniczenia negatywnego oddziaływania na środowisko, udzielanie dotacji na dofinansowywanie zadań związanych z ochroną środowiska, koordynacja działań związanych z realizacją Programu Ograniczania Niskiej Emisji.

Do naboru zgłosiła się absolwentka biologii na UJ i dwóch studiów podyplomowych na Wydziale Inżynierii Środowiska Politechniki Krakowskiej (z zakresu zaopatrzenia w wodę, usuwania i unieszkodliwiania ścieków oraz gospodarki odpadami). Legitymowała się też ukończeniem szkoleń z oceny oddziaływania na środowisko w procesie inwestycyjnym z uwzględnieniem najnowszych przepisów i adaptacji do zmian klimatu, z technologii oczyszczania wody i ścieków, a także z zakresu zagadnień prawnych, wiążących się z ochroną środowiska.

Kandydatka od dziesięciu lat pracuje w dużej firmie prywatnej jako specjalista ds. projektów środowiskowych. Sporządza raporty z monitoringu środowiska gruntowo-wodnego, opracowuje operaty wodno-prawne, wnioski o wydanie zezwoleń na zbieranie odpadów i ich przetwarzanie, opracowuje raporty z zakresu oceny oddziaływania na środowisko, opracowuje instrukcje prowadzenia składowisk odpadów, etc.

Jakież było jej zdumienie, gdy otrzymała pismo z Urzędu Miasta, że nie posiada wykształcenia niezbędnego do zajęcia stanowiska.

O co tutaj chodzi?

Poczuła się urażona odpowiedzią, ale machnęła na nią ręką, kwitując sprawę krótko: „Wiadomo, że miejsca pracy w urzędach od zawsze były tylko dla osób z polecenia”.

O sprawie opowiedziała mi rodzina pechowej aplikantki. Zwróciłam się do Urzędu Miasta o wyjaśnienia.

Sekretarz Miasta, pan Marek Gazda odpowiedział mi, że zdaniem komisji rekrutacyjnej aplikująca nie posiada stosownego wykształcenia, gdyż w ogłoszeniu o stanowisku sprecyzowano, że kandydat musi posiadać wykształcenie o profilu: ochrona środowiska lub administracja, a studia podyplomowe zgodnie z wyrokiem NSA sygn. II GSK 483/12 „stanowią inną, niż studia wyższe, i studia doktoranckie, formę kształcenia, przeznaczoną dla osób legitymujących się dyplomem ukończenia studiów wyższych”.

No cóż, odpowiedź jest klasycznym dowodem pustosłowia, nietrafnego wykorzystywania orzecznictwa sądów najwyższych i manipulowania naborem przy wykorzystaniu nieadekwatnych kryteriów, za pomocą których można odrzucać niechcianych kandydatów.

Aplikująca niewątpliwie ma kompetencje do realizacji zadań na stanowisku, którego dotyczyło ogłoszenie. Wynika to zarówno z faktu, że ukończyła nauki biologiczne na prestiżowej uczelni i uzupełniła wykształcenie o profilu ogólnoakademickim przez dodatkowe studia podyplomowe i szkolenia o profilu praktycznym w dyscyplinie ochrona środowiska. Wykazuje się również bogatym doświadczeniem zawodowym w tym zakresie (także z zagadnień prawnych w tym obszarze), przy czym jest ono w najwyższym stopniu spójne z zadaniami, które miał wykonywać inspektor na wolnym stanowisku.

Organizujący nabór w ogłoszeniu posłużyli się błędnymi terminami dotyczącymi pożądanego wykształcenia i mylnie interpretują wiedzę pozyskiwaną przez absolwentów różnego rodzaju studiów. Przede wszystkim, w świetle przepisów prawa nie ma takich profili wykształcenia jak: ochrona środowiska lub administracja. Istnieje profil kształcenia ogólnoakademicki lub praktyczny (por. art. 2.1.18e Ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym). Wiedzę na temat dyscypliny ochrona środowiska można pozyskać na wydziałach kształcących w dziedzinie nauk biologicznych lub rolniczych, a na pewno nie na administracji, która należy do dziedziny nauk prawnych (por. Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 8 sierpnia 2011 r. w sprawie obszarów wiedzy, dziedzin nauki i sztuki oraz dyscyplin naukowych i artystycznych).

Nie wiadomo, czy urząd bardziej potrzebuje specjalisty od ochrony środowiska, czy prawnika, ale aplikantka posiadała wszystkie niezbędne kwalifikacje, a odpowiedź urzędu o „niespełnieniu wymagań” w żaden sposób nie precyzowała rzekomych „braków” kandydatki.

Kto wygrał?

Nabór wygrała pracownica urzędu zatrudniona do tej pory na stanowisku kancelistki w Wydziale Ochrony Środowiska i zajmująca się weryfikacją wniosków o udzielanie dotacji na dofinansowanie kosztów budowy przyłączy kanalizacyjnych.

Jest ona absolwentką administracji i prawdopodobnie ukończyła tylko licencjat. Jej szefowa (jednocześnie członkini komisji rekrutacyjnej) nie potrafiła mi powiedzieć, jaką szkołę wyższą ukończyła kandydatka. W urzędzie trwa sprawdzanie, czy udzielenie tej informacji będzie zgodne z ustawą o dostępie do informacji publicznej.

Abstrahując od powyższych okoliczności, trzeba zauważyć, że zwyciężczyni awansowała w ten sposób o kilka szczebli w strukturze urzędu. Potem może chyba zostać już tylko naczelnikiem wydziału. Imponujący rozwój kariery.

Do konkursu zgłosiło się sześcioro kandydatów, spośród których do rozmów z komisją rekrutacyjną dopuszczono dwie osoby. Protokół z przeprowadzonego naboru jest niezwykle lakoniczny i w żaden sposób nie wynika z niego jakie konkretne przewagi posiada wybrana urzędniczka nad pozostałymi kandydatami.

---------------------------

Może zatem należałoby zrezygnować z wszelkich fikcyjnych naborów i ustalić, żeby burmistrzowie zatrudniali kogo chcą, na własne ryzyko i odpowiedzialność, bez gry pozorów i zawracania głowy kandydatom, których jedyną rolą jest „robienie tłumu”?

 

Obywatelska, Nr 144, 6-19.07.2017, str. 21

Na zdjęciu wprowadzającym: widok z okien Urzędu Miasta na Plac Św. Jana Pawła II i kościół pod wezwaniem NMP Królowej Polski

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.8 (głosów:15)

Komentarze

Powyższy przypadek to potwierdza.

Muszę jednak zauważyć, że większość urzędników miejskich w Czechowicach-Dziedzicach, z którymi miałam do czynienia, była rzeczowa i miła w kontakcie, więc nabór ze złamaniem reguł ustawowych  nie musi doprowadzać do jakiejś degrengolady. Jest jednak na pewno nieuczciwy wobec kandydatów "spoza układu" i uniemożliwia wybór najlepszych.

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
-1
#1543775

Może trochę idzie na lepsze. Zupełnie niedawno taka paniusia z układu odpadła w konkursie o stanowisko w moim mieście.

Jej kontrkandydat jednak był o wiele lepiej wykształcony, znał lepiej języki i ogólnie był lepiej przygotowany i to jest pocieszające. 

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0

Astra - Anna Słupianek

#1543790

to dobrze, że są miłe wyjątki, ale myślę, że trend jest nadal taki, aby sprzyjać kandydatom znanym osobiście.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0
#1543792

Witaj

 

Piękna dziennikarska robota. Wielu z nas nie zadaje sobie trudu weryfikacji odpowiednich ustaw i analizy pism urzędów.

A zjawisko ustawiania kryteriów zatrudniania pod konkretnego kandydata jest czymś powszechnym. Znam cała masę tego w Gdyni. I gdzie indziej jest tak samo. Pisałem o tym, że za moich szkolnych czasów na urzędników szli średniacy. A teraz są to jedne z najlepszych miejsc pracy. A to już patologia. Owszem, należy dobrze płacić, ale tylko wówczas, gdy naczelni lub kierownik będzie odpowiadał za każdą decyzję materialnie, z własnej kieszeni. Zobaczymy, czy wtedy rodzice będą nadal pchali swoje pociechy do urzędu miasta.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1543777

W tym konkretnym przypadku mamy jeszcze do czynienia z nad podziw szybko przebiegającym awansem. Kancelistka tylko z licencjatem studiów administracyjnych przeskakuje od razu kilka szczebli w hierarchii urzędniczej (referenta, podinspektora) i ląduje od razu na funkcji inspektora. Co jest powodem tak "oszałamiającej kariery"?

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0
#1543780

Jak zawsze, powodem szybkiej ścieżki awansu nie są wybitne talenty, tylko koligacje: nieformalne poparcie kogoś z rodziny lub przyjaciół. Czy to nepotyzm, czy korupcja? W każdym bądź razie, praktyki naganne, które powinny być zlikwidowane.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1543782

Czasami warto odpuścić i dać sobie spokój. Nie opłaca kopać się z koniem, zwłaszcza kiedy wygrana sprawi tylko że pozbędziemy się konia i dalej będziemy musieli iść pieszo. W opisanym przypadku jednak szkoda jest wielka bo utrwala brzydkie, korupcyjne stereotypy. Faworyzowanie miernoty kosztem ludzi kompetentnych skutkuje demoralizacją wszystkich i utratą zdolności skutecznego działania przez wszystkie instytucje państwa.

Jest więc o co walczyć zwłaszcza dla kandydatów do przyszłego samorządu.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

LechG

#1543873

Zresztą, w tych sprawach nie ma procedury reklamacyjnej.

Miasto jednak straciło świetnego potencjalnego pracownika, a burmistrz okazał się .... no wiadomo kim :(

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1543878

Dziwię się przyszłym konkurentom dzisiejszych decydentów do samorządowych wyborów. Jest to świetna przecież okazja żeby publicznie zneutralizować skorumpowanych przeciwników. Kończą się przecież czasy kiedy wystarczyło na 3 miesiące przed wyborami zaśmiecić przestrzeń publiczną miasta portretami dobrze wykarmionych bukatów.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

LechG

#1543884

burmistrz sprawuje swoją funkcję już trzecią kadencję. Ma zatem ponad dziesięcioletnie doświadczenie w wykonywaniu władzy. Zapewne jest przekonany - niebezpodstawnie - że będzie miał nadal znaczne poparcie.  Nie sądzę, aby obawiał się, że nabory na urzędników prowadzone tylko pozornie w zgodzie z przepisami ustawy wstrząsną mieszkańcami. To nie jest sprawa, która by budziła wielkie emocje społeczne. Ilu w końcu ludzi ubiega się o pracę w urzędzie?

Społeczeństwo polskie przyzwyczaiło się do naginania przepisów i jest wysoce tolerancyjne dla takich zachowań.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1543916

Nabory do urzędów samorządowych to od lat fikcja, wygrywają ci, którzy wygrać maja - przecież wójt, burmistrz czy prezydent nie chce u siebie ludzi przypadkowych...i tyle...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1543871

Zastanawiam się, co byłoby lepsze: znowelizować ustawę o pracownikach samorządowych, usuwając z niej realnie martwe przepisy o "otwartych i konkurencyjnych naborach" pracowników, czy pozostawić obecny stan rzeczy, licząc na to, że będzie on jednak - być może - trochę powstrzymywał całkiem woluntarystyczne decyzje kadrowe?

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1543879

każdy szef dobiera ludzi na swój obraz i podobieństwo. Wybitny i prawy - wybitnych i prawych, mierny - miernych.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1543922