Biada Tobie Ukraino biada Wam Ukraińcy gdyż nie szukacie własnych bohaterów tam gdzie właściwie trzeba....

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Świat

.... i nie pośród Tych gdzie Ich znaleźć naprawdę moglibyście.

Na wieczną wartę odchodzą b. wiekowi Kresowianie, wspaniali ludzie, a każda z Tych osób to żywa książka ojczystej historii. Dziś o godz. 15.00 odeszła do Niebieskiego Jerusalem do Pana (jak ufam z całego serca) nasza kochana babunia Julia Marut z d. Nowak lat 94. Odeszła we wsi Piotrowice, k. Jawora na Dolnym Śląsku, odeszła na wieczną wartę w pokoju, otoczona wielką miłością naszej dużej rodziny.

Tymczasem i po drugiej stronie rzeki Bug odchodzą w zapomnieniu i nawet w zastraszeniu, o czym wielokrotnie się słyszy, ostatni Sprawiedliwi Ukraińcy, którzy przez swoją miłość, wiarę, nadzieję na lepszą jeszcze kiedyś przyszłość, człowieczeństwo, ratowali swoich sąsiadów, niewinnie mordowanych Polaków. W tym samym czasie na Ukrainie, jak długa i szeroka, dokonuje się oficjlanie także potworny akt zakłamania, nieludzki akt gloryfikowania podłych ludobójców spod znaku OUN – UPA.

Dziś dziękuję Bożej Opatrtności, że dane mi było osobiście spisać Jej bogate wspomnienia w roku 2004, gdy jeszcze Jej pamięć nie była naruszona, a ona sama tryskała energią. To poniekąd przepiękne świadectwo, którego fragment jako sztandar prawdy i chwały dla Tych, którzy do końca pozostali wierni miłości Chrystusowej, dla Tych oto prawdziwych bohaterów, o których dzisiejsza Ukraina, jako o prawdziwych bohaterach pamiętać nie chce. To zarazem znak wiecznej chańby dla tych wszystkich, którzy w imię bandery z tryzubem na czapkach, jechali tamtej nocy od strony ukraińskiej wsi Wisła, by mordować niewinnych starców, kobiety, dzieci, jechali z gorącym okrzykiem w sercach „Sława Ukrainie”, by zaraz rąbać ochczo siekierami niewinnych ludzi, tylko dlatego że byli Polakami.

Babcia Julia opowiadała zatem:

[...] Pamiętam, że wczesną wiosną, chyba w końcu marca 1945 r., jeszcze leżał śnieg na ziemi, ale już zaczynały się roztopy, już słoneczko stawało się cieplejsze, w ukraińskiej wsi Wisła miało miejsce b. ważne spotkanie Ukraińców - banderowców. W tej naradzie brał udział Ukrainiec, mieszkaniec wsi Wisła (wydaje mi się, że miał na imię Piotr), którego żona pochodziła z naszej wsi Chłopówka. Ta kobieta była z pochodzenia Polką i miała z tym Ukraińcem dwoje dzieci: dziewczynka została ochrzczona w kościele katolickim w miasteczku Chorostków (Ziemia Tarnopolska) i miała już 5 lat oraz chłopczyk, który miał już 3 latka i był chrzczony w Cerkwi katolickiej we wsi Wisła.

W tamtych czasach i w tamtej rzeczywistości mieszania się kultur, religii i narodów było to tak często spotykane, że właściwie uchodziło za normalność i nie było dla nikogo zaskoczeniem. Znałam tę Polkę osobiście ze spotkań w naszym kościele w Chorostkowie oraz z licznych spotkań w moim domu, kiedy przychodziła odwiedzić moją mamę Teklę Nowak z d. Wójtaszyn. Podczas powyższego zebrania banderowców w Wiśle, Ukrainiec mąż wspomnianej Polki, otrzymał rozkaz od dowódców tej bandy, aby zaraz po powrocie do swojego domu zamordował swoją żonę i swoją córeczkę. Chłopiec został uznany za Ukraińca i tego miał rozkaz oszczędzić. Gdy ten Ukrainiec po nocnym zebraniu wrócił do swojego domu, zamiast zamordować swoją żonę, zaczął bardzo płakać. Wtedy Zofia (wydaje mi się, że tak miała na imię) zapytała męża z troską, co się takiego stało i dlaczego tak gorzko płacze.

A on szczerze powodowany miłością, zaczął jej opowiadać co się właśnie wydarzyło podczas tajnej narady i jak to otrzymał barbarzyński rozkaz, aby zabić bez litości ją i ich córeczkę. Ponieważ jednak bardzo kochał swoją żonę i dzieci, nie tylko że nie uczynił im krzywdy, ale ją ostrzegł i zaraz nakazał, aby wzięła dzieci i spiesznie uciekała do swojej mamy do wsi Chłopówka. Nakazał jej też, aby ostrzegła wszystkich Polaków w Chłopówce mówiąc: „Ukraińcy zaplanowali wymordować wszystkich Polaków ze wsi Chłopówka następnej nocy! Na polu nazywanym: ‘Piaski’ został wykopany dół na 350 Polaków, którzy mają być tam zakopani po przeprowadzonym napadzie i rzezi. Ataku na wieś Chłopówka mają dokonać Ukraińcy ze wsi Wisła i innych okolicznych osiedli!”. Gdy Zosia to usłyszała, zaraz pobiegła do swojego domu w Chłopówce, zabierając ze sobą dzieci, tam opowiedziała wszystko, tak jak opowiedział jej mąż.

Ich gospodarstwo było w środku naszej wioski, niedaleko cerkwi grecko – katolickiej. Zaraz jej mama, jak tylko posłyszała, co się szykuje najbliższej nocy, udała się do naszych sąsiadów i przekazała informację o zaplanowanym napadzie na naszą wieś. Nakazywała też, aby ta wiadomość rozeszła się po naszej miejscowości jeszcze przed południem. Tymczasem ten Ukrainiec Piotr, już do banderowców więcej nie wrócił, tylko jak słyszałam ukrywał się, dalszych jego losów nie znam. Słyszałam natomiast, że jego żona i dzieci oraz rodzina, wyjechali pierwszym transportem do Polski.

Pamiętam bardzo dokładnie jak mama tej Zosi (niestety dziś już nie pamiętam nazwiska ich rodziny) przyszła rano do mojego domu, do mojej mamusi Tekli i zaczęła opowiadać, co dziś rano dowiedziała się od swojej córki. Osobiście słyszałam te zatrważające informacje bowiem byłam w tej samej izbie z mamą i siostrą rodzoną Staszką. Płakała rzewnie ona, a my razem z nią, czuliśmy żal, że oto nagle komuś przeszkadzamy i można się nas, tak po prostu pozbyć, ale najbardziej odczuwaliśmy rozpacz i strach. Na szczęście byłam już trochę zaprawiona gdyż w tamte grobowe dni i wieczory, właściwie w każdej chwili życia, czuło się śmierć na swoich plecach. Z tego co mówiła ta kobieta zorientowałam się, że do tego przygotowanego na 350 osób dołu, było od naszego domu tylko około 2 km. Osobiście nie widziałam tego dołu bowiem bałam się tam chodzić, a przy tym mamusia zabraniała nam tam chodzić, znałam jednak wiele osób osobiście, którzy na własne oczy widzieli ten dół.

Tymczasem kiedy informacja o zbliżającym się wielkim niebezpieczeństwie, dotarła do wszystkich, obiegła niemal wszystkie rodziny polskie, wielu ludzi gorzko zapłakało, podobnie jak to było w naszym domu. Wielu natychmiast niemal w popłochu, uciekało do pobliskiego Chorostkowa. Ja sama pobiegłam co prędzej opowiedzieć o tym, co słyszałam do domu Polaka Piotra Wójtowicza, a on z kolei zaraz pogonił do Jana Seń, który był hołową (sołtysem) naszej wsi i był z pochodzenia Ukraińcem. Istnieją jeszcze inne fakty, które świadczą dobitnie, że mord na ludności polskiej został przygotowany na wiele dni przed tą haniebną odprawą we wsi Wisła.

Otóż tej samej nocy kiedy banderowcy radzili, jak dokonać ostatecznej z nami rozprawy, nieznani ludzie porozwieszali na stodołach naszej wsi duże afisze, na których było napisane po ukraińsku, że na ‘Piaskach’ jest już wykopana jama na 350 osób. Ja osobiście widziałam taki plakat, który wisiał nawet na przeciwko naszego domu, na stodole naszego sąsiada Stadnika, który też był Polakiem i jak się później dowiedziałam, zdołali  szczęśliwie wyjechać do Polski.

Kiedy więc Polacy rzucili się do masowej ucieczki, zwykli miejscowi Ukraińcy bardzo się temu dziwowali nie mieli bowiem jeszcze pojęcia o tym co się szykowało. Kilku z nich zatrzymało się naprzeciwko naszego domu i głośno zastanawiali się między sobą dlaczego Polacy, tak spiesznie uciekają, ja w tym czasie stałam na naszym podwórzu i słyszałam tę rozmowę. Wtedy podszedł do nich staruszek lat około 80, który również był Ukraińcem i powiedział do tych chłopów tak: „A Ty nie widysz szo to je napisano?! To tomu ludy uciekajut!!”. Staruszek ten pokazywał przy tym na plakat na stodole Stadnika, która stała tuż przy drodze.

Wtedy oni podeszli do tego plakatu na stodole i zaczęli go uważnie czytać. Kiedy wielu innych Ukraińców, jak ci tutaj dowiedziało się, co się szykuje, to otwarcie postanowili bronić miejscowej ludności polskiej przed wymordowaniem przez banderowców. Zaraz poinformowali nas Polaków, abyśmy wszyscy wspólnie stawili opór bandytom, kto czym będzie mógł, abyśmy walczyli ramię w ramię przeciwko zwyrodnialcom. Pragnę zaświadczyć, że nasi Ukraińcy byli dobrymi ludźmi, dlatego na te wieści oburzyli się bardzo i powtarzali wszem i wobec otwarcie: „Jak to?! Tyle lat my razem mieszkali, żyli, a teraz mamy pozwolić was wybić?!”. Tej nocy, kiedy już lada moment miała nastąpić rzeź, w naszej wsi chyba nikt nie spał, ludzie chodzili uzbrojeni w to, co kto miał, oczekiwali napadu, widać było, że są zdecydowani walczyć na śmierć i życie. Pamiętam, że to były straszne, długie godziny, bałam się jak wszyscy, może nawet bardziej. W tym czasie na domy pokryte blachą powchodzili młodzi chłopcy i tłukli patykami w blachę, to był znak, który wszystkim przypominał gotowość do walki.

Tymczasem Ukraińcy w zdradzieckiej, banderowskiej wsi Wisła też nie próżnowali, już szykowali się do ataku. Ludzie opowiadali, że nasz zwiad donosił, że oni już się zbierają, aby wyruszyć na morderczą akcję do naszej wsi Chłopówka. Nasza sytuacja stawała się więc z każdą chwilą coraz bardziej tragiczna, wątpliwe bowiem by to nasze pospolite ruszenie, było w stanie oprzeć się takiej nawale banderowskiej. W każdym razie, nawet jeśli nasi Ukraińcy do końca pozostali by wierni temu, o czym nas zapewniali, na pewno zginęłoby wielu ludzi i to po obu stronach. Na szczęście o planowanym napadzie dowiedziało się także dowództwo wojska sowieckiego w Chorostkowie, poinformowane przez rozsądnych ludzi, którzy poprosili o pomoc.

Sowieci zaraz sprowadzili dwa samoloty, które nadleciały w nocy i zawiesiły w powietrzu dwie duże fanele (lampy), bardzo jasne fanele-lampy. Jedną w Chorostkowie, a drugą nad Chłopówką, a zaraz zrobiło się od nich jasno, jak w dzień. Także nad wsią Wisła zaświecili jedną, a może nawet dwie takie lampy-Fanele, a zaraz lotnicy zobaczyli wszystko jak na dłoni. Gdy Sowieci uczynili to nagle i z zaskoczenia, drogą jechali już Ukraińcy, całą kolumną wojskową, konno i na wozach, wprost na naszą Chłopówkę. Zaraz więc sowieckie samoloty, posłały tam dwie, a może więcej wielkich bardzo bomb, w każdym razie dużo tam rezunów na drodze natłukli. Rano zaś zaczęto zwozić trupy pobitych banderów do Chorostkowa na sam rynek. Tu sadzano ich w pozycji siedzącej pod płoty, tuż przy kościele i cerkwi. Tak położyli około 50 trupów i trzymali ich pod strażą około dwóch tygodni, w tym czasie na wielu ciałach, na piersiach były kartki, a na nich było napisane: „Smert wrocham!”.

Gdy ciała zaczęły się rozkładać, wywieziono je gdzieś na pole i spalono. Osobiście nie widziałam tych śmierdzących trupów ponieważ bałam się tam chodzić, ale słyszałam o tym od innych ludzi, którzy to widzieli na własne oczy. Ludzie mówili też, że wśród pobitych Ukraińców, było także około dziesięciu z naszej wioski Chłopówka. [...]

Dzisiaj mam już ponad 82 lata i mieszkam we wsi Piotrowice koło Jawora na Dolnym Śląsku, zdecydowałam się opowiedzieć tę tragedię, zdecydowałam się przypomnieć ludziom ten obraz piekła na ziemi, aby o tym nikt nie zapomniał. Jest moim gorącym pragnieniem, aby ludzie wiedzieli jak wielka tam stała się tragedia i jak wiele ludzi wycierpieli od swoich oprawców. Mam nadzieję, że cierpienie i ofiara tamtych osób, nawet za najwyższą cenę, własnego życia przyczyni się już dziś i w przyszłości do zwycięstwa cywilizacji miłości nad cywilizacją śmierci. Do zwycięstwa tych ludzi, którzy w drugim człowieku widzą brata, widzą Chrystusa Narodów, a nie rywala o kawałek ziemi i śmiertelnego wroga. Wroga którego trzeba się pozbyć nawet za cenę wiecznej hańby, która zawsze okrywa tych, którzy tak haniebnie postępują jak ci bandyci, oprawcy mieszkańców kolonii Stadnia. Oby już nigdy więcej nie doszło do tak odrażających aktów barbarzyństwa jak tam. Osobiście wybaczam sprawcom tego czynu ich zbrodnię ale na pewno nie zapomnę jej do końca mojego życia, co więcej zobowiązuję młode pokolenie moich rodaków, aby zawsze trwała żywa pamięć o tych, których miejscem wiecznego spoczynku na Kresach, stały się lasy, sady, pola, pustkowia, studnie, piwnice i inne wymyślne miejsca.

            Oto testament żywy i jakże prawdziwy!

            Dziś modlimy się o życie wieczne dla naszej, tak b. kochanej babci Julii. Niech będzie błogosławiony Bóg, za Jej wspaniałe życie i Jej błogosławioną godzinę odejścia, Godzinę Bożego Miłosierdzia! Uczyniła tak niewiarygodnie dużo dobrego w całym swoim życiu. Dożyła tak pięknego wieku, blisko 95 lat. Zostawiając nam ten oto testament, by zawsze być gotowym wybaczyć podłym oprawcom, ale nigdy nie zapominać zarazem, o Tych którzy tam na Kresach zostali, już na wieczną wartę. Byliśmy już od lat przygotowani na babci odejście, bo choć trzymała się dzielnie, to nawet sama Biblia wspomina, że mocny jest ten kto dożywa 80-tki, a cóż dopiero tak pięknych lat.

Naszą kochaną babunię pożegnaliśmy we łzach i w radości w sobotę 18 lutego o godz. 15.00 w kościele pw. Narodzenia NMP we wsi Piotrowice, k. Jawora na Dolnym Śląsku. Mszę świętą z ostatnią modlitwą nad zmarłą, odprawił i poprowadził ks. dr Marek Kluwak, proboszcz ze wsi Męcinka (parafia św. Andrzeja Apostoła) do której przynależy także kościół filialny pw. Narodzenia NMP w Piotrowicach. Proszę każdego, kto kocha Kresy i Kresowian o choćby najmniejszą modlitwę za naszą kochaną babcię Julię. Wszystkim Nieporawnym i naszym Gościom i sympatykom, już teraz z serca gorąco dziękuję. Naturalnie wziąłem udział osobiście z żoną Marią, jadąc specjalnie z Watford k. Londynu na tę przewspaniałą uroczystość. Uroczystość pomimo przenikliwego zimna, bo to luty zawsze kuje buty, zgromadziła b. wielu członków rodziny, sąsiadów oraz znajomych naszej babuni. Ludzie tłumnie pamiętali i dziękowali za Jej ciężkie i pracowite życie, za serce dobre i tak b. otwarte dla innych, będących w potrzebie.

A w ostatnim słowie z wielką ufnością chcę wyznać, że jeśli Niebo jest dla ludzi, to na pewno dla tak wspaniałych kobiet, matek, babci, prababci i nawet praprababci jaką była nasza ukochana babcia Julia.

Twój na zawsze Dyśko

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:10)

Komentarze

Przeto Bóg mieczem karze: acz na Ukrainie

Na Podolu w Polszcze w Litwie od miecza lud ginie.

Gdy rebeliant Kozak z grubym Tatarzynem

Krew Chrześcijan przelewa z brzydkim poganinem.

 

Z druku ulotnego pod tytułem: "Miecz nieuchronny Gniewu Bożego na ukaranie złości naszych pokazany nad Krakowem Roku Pańskiego 1648".

Tytuł innego druku ulotnego autorstwa Polikarpa Seredyczwnuka z 1648 roku: "Dumy o przestępnym roku, kiedy Ruś zapomniawszy Boga, wiarę przestąpiła a zdradzie to przeciwko Ojczyźnie postąpiła".

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1533124

i serdeczne westchnienie dla przepięknej Babuni,odchodzącej Historii,ileż ciepła i piękna w obrazie tej Pani na progu Domu

Dobry Panie,a nasz Boże przytul do serca swego Tą Wspaniałą Kobietę  .

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#1533125

Romuald Drohomirecki z Olsztyna: „Witam. Takie opisy i wspomnienia trzeba pielęgnować i rozpowszechniać. Bo kiedyś świadków zabraknie, gdyż dotrą na kraniec swej drogi, a pamięć niech o tym zostanie - ludzkości dla zwykłej przestrogi! Sam podobne tragedię przeżywałem i w książce pt. ‘LOSY’ to opisałem. Pozdrawiam Rmuald Drohomirecki

P.S. Może warto zapoznać się z wypowiedziami na spotkaniu DEBATA Stanisław Olsztyn z dnia 2 luty br. w kiążnicy w Olsztnie?” (Piątek, 17 luty)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1533689

Barbara z Tarnowa: Dziękuję Panie Sławomirze że spisuje Pan te piękne, choć przerażające opowiadania. Jestem bardzo dumna z tego że są jeszcze tacy patrioci, jak Pan i przekazują nam takie ważne wiadomości. Serdecznie pozdrawiam Pana i małżonkę. Barbara z Tarnowa” (Piątek, 17 luty)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1533690

Danuta Skalska z Bytomia: „Przeczytałam dopiero dziś. Z wielkim wzruszeniem..... . Jak dobrze, ze ocala Pan pamięć o babci i o tym co przeżyła tam,  na Wschodzie. Śledzę Pańskie publikacje i jestem pełna uznania dla determinacji z jaką stara się Pan poruszyć ludzką pamięć. Naszą pamięć. Dziękuję. Danuta Skalska

P.S. Kiedy patrzę na Pańską babunię – widzę moją Mamę.... i Ciocię Hanię ze Lwowa, która zawsze żegnała mnie stojąc we drzwiach. Tamten czas minął bezpowrotnie. Jak dobrze, że choć jego skrawki zdołał Pan uratować od zapomnienia.” (środa, 22 luty)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1533691

Łukasz: „Witam ponownie. Zawsze czytam wspomnienia tych biednych ludzi ze wzruszeniem. Przez wiele lat żyłem w niewiedzy, mimo że moja rodzina również przeżyła, to osobiście nadal nie mogę zrozumieć dlaczego nikt o tym w rodzinie nie rozmawiał. Od jakiegoś czasu poszukuję informacji o rodzinie, zebrałem już całkiem spory zbiór, z tych naocznych świadków została moja ciocia, ma 90 lat na podstawie jej wspomnień moja druga ciocia również opisała taki testament. Jest Pan naprawdę ogromnym szczęściarzem mając możliwość rozmawiać z tymi ludźmi, choć na pewno ciężko było przełknąć silne poruszenie, lub łzy powstrzymać. Oczywiście pomodlę się za tą Panią i za jej rodzinę. Pozdrawiam Łukasz”. (Sobota, 25 luty)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1533830

Jadwiga z Gdańska: „Witam serdecznie. Bardzo dziękuję za przesyłane artykuły, które  chętnie czytają znajomi i moi wnukowie. Może w ten sposób pamięć o tych ludziach bestialsko pomordowanych dłużej przetrwa. Świadkowie tych czasów odchodzą, więc  naszym obowiązkiem jest pamiętać. Zamówiłam dzisiaj mszę w intencji babci Juli i innych Kresowian. Moja Mama, córka która cudem przeżyła rzeź żyje, ale jest po udarze i nie mówi i to ja staram się mówić za Nią. Życzę zdrowia i jeszcze raz dziękuję za artykuły. Pozdrawiam z Gdańska. Jadwiga.”. (Niedziela, 26 luty)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1533852

Z modlitwą za śp. Julię i podziękowanimi - ks. Remigiusz Kalski SJ (Sobota, 25 lutego)

Maria z Warszawy: „Sławek, Serdecznie Ci współczuje śmierci Babci. Bardzo dzielna kobieta i wiele przeszła, Ściskam ciepło.”. (Niedziela, 26 lutego)

Patrycja ze Śląska: „Wieczny odpoczynek racz Jej dać Panie, a światłość wiekuista niechaj Jej świeci, niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen. Przesyłam wyrazy współczucia Sławku. Uściski dla Marysi i Ciebie. Patrycja”. (Niedziela, 26 lutego)

Jolanta Kresowianka: „Z całego serca przyłączam się do modlitwy za Duszę Państwa Babci i składam całej wspaniałej rodzinie wyrazy współczucia i otuchy. Z serdecznymi pozdrowieniami i wyrazami szacunku. Jolanta.”. (Środa, 1 marca)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1534349