Wysyp profesorów i autorytetów, a w głowie zamęt

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

            Wiadomo, że przepisy ministerialne obowiązujące w sprawie awansu profesorskiego, bezmyślnie nazywanego „belwederskim”, podczas gdy dzisiaj uczelnie puszą się swoją rzekomą autonomią, jeszcze przed dwoma, trzema laty wprost uniemożliwiały osiągnięcie tytułu profesorskiego. Jak reagowały środowiska akademickie? Zwyczajnie. W opłotkach mawiano, że zmienią te księżycowe wymogu, jak się skapną, że zacznie się wykruszać kadra profesorska. Proces ten już się wprawdzie zaczął, ale dalsze pytanie brzmiało: kiedy biurokraci z Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego i Nauki to zauważą?  O dziwo! Zauważyli i coś tam zmodyfikowali. Może jeden z drugim zapamiętał jeszcze stare adagium prawnicze: ad impossibilia nemo tenetur. Ale osobiście wątpię. Bo w końcu to łacina.

      Otóż jednak ten dziki taniec wokół profesury ma nie tylko ten skutek, że niektóre placówki naukowe profesorów tytularnych traktują jak cenne eksponaty, bo cieszą się, mając choćby jednego. Są też inne skutki. M. in. przywłaszczanie sobie, może  nie profesury, bo to jednak niemożliwe, ale samej tytulatury. Takich profesorków jest dziś prawdziwy wysyp. Nie jest tu mowa o profesorach w stylu pana Bartoszewskiego, o którym nieco za chwilę, ale o takich, którzy w pewnych przez siebie spełnionych okolicznościach mogliby tytuł ten uzyskać. Aliści! O te okoliczności właśnie chodzi. One się wiążą z konkretami, czyli z tzw. dorobkiem, nie byle jakim, ale naukowym. I tu zaczynają się schody. Kto nimi chadza, to już całkiem inna sprawa, zresztą trudna do wyjaśnienia.

            Dla przykładu na dzisiejszych Niepoprawnych.pl jest tekst zatytułowany: Profesorowie Panfil i Barański o chrzcie Polski - panel SPJN (Stowarzyszenie Polska Jest Najważniejsza - ZZ). Zastanowiło mnie to, wcale nie ze względu na temat, bo kiedy do tekstu zajrzałem znalazłem tam różności, zwłaszcza poglądy nowych, domorosłych „ojców chrzestnych” naszej Ojczyzny. Ponieważ przy obecnym stanie źródeł trudno coś rozsądnego wykombinować więc nuże puszczać wodze fantazji. A to Mieszko, być może Wiking (kto wie czy nie był w Ameryce?), a Piastowie, może ich w ogóle nie było, a może po prostu przesiedleńcy, czy vertriebene  z dzisiejszych Czech. A chrzest, no właśnie, gdzie, kiedy a może w ogóle…? Czyli takie ble, ble byle jakoś pójść w koleiny poprawiaczy naszej historii. Niech sobie w końcu będzie, jedno jest pewne, że to nasze chrześcijaństwo musiało zaistnieć, bo jest i ma historię, i to jaką! Dziś jest niewygodne, więc takie pochyłe drzewo…

        Ale, jak zaznaczyłem, nie o treść panelu obu panów tu chodzi, a o coś zgoła innego. Na blogu KUPJPII. Wydział Nauk Humanistycznych czytam:   Dr hab. Tomasz Panfil, Katedra Nauk Pomocniczych Historii - Adiunkt posiadający stopień naukowy dr hab. Trochę się zdziwiłem, bo kiedyś był on profesorem uczelnianym, a za moich czasów awanse nie działały wstecz. Ale czasy się zmieniają i my razem z nimi. Trochę panu Panfilowi dodano, no, może nie trochę, ale sporo, może właśnie w ramach owego wysypu, albo też z tej racji, że początkowo tak mocno wyśrubowana w cenie profesura nagle poszła na przecenę.

             Z kolei, z innej beczki. Otóż w Wiadomościach Onet.pl czytam dziś (24 IV 2015) co następuje:  Władysław Bartoszewski był niestrudzonym orędownikiem pojednania polsko-niemieckiego i dialogu między Polakami a Żydami. Budował świat lepszy, oparty na prawdzie, sprawiedliwości, miłości i wolności - napisał o nim papież Jan Paweł II.

        Jak tak podają, to pewno papież tak napisał, ale powiedział też, a to słyszałem na własnej uszy i od czasu do czasu słyszę powtórkę: Dziękuję Bogu każdego dnia, że istnieje takie radio, które się nazywa Radiom Maryja” słowa Jana Pawła II (często przywoływane w owym radiu i TV „Trwam”).

            Jak to wszystko ze sobą pogodzić? Jak rozróżnić profesora tytularnego od tak zwanego, jak  sobie wytłumaczyć prawie hagiograficzną wypowiedź o człowieku, który to samo Radio Maryja, które Św. Jan Paweł II tak cenił, w łyżce wody by utopił?  Zamęt w głowie. A może jest to znak naszych czasów? Kiedy wszystko jest na niby, kiedy politycy, powiedziałby ktoś rangi światowej, jak n. p. pani Madeleine Albright w rozmowie z dziennikarzem Onetu Kamilem Tureckim powiedziała: patrząc na to, co się dzieje w Polsce, wielu z nas się zastanawia, gdzie Polska chce się znaleźć. Chciała być częścią Unii Europejskiej i skorzystała z członkowstwa w UE. A teraz pewne działania rządu zmierzają w zupełnie innym kierunku. Takie wypowiedzi są potrzebne, zwłaszcza ludziom, którzy sieją w Polsce obecnie zamęt, bo stale jeszcze mają nadzieję, że utracone Eldorado uda im się odzyskać. Ciekaw jestem, co by ta pani powiedziała, gdyby została  przyparta do muru pytaniem w czym to obecny rząd szkodzi Unii Europejskiej, dążąc tylko do tego, żeby wyczyścić stajnię Augiasza we własnym kraju? I komu to przeszkadza? Ale dziennikarz Onetu tego, zdawać by się mogło, z oczywistością nasuwającego się pytania, nie zadał, gdyż chodziło mu o taką wypowiedź pani Albright, jak ta, którą otrzymał.

            Wszystko to razem jest obrzydliwe. Te „pomyłki”. Może te profesorskie najmniej, bo są one tylko wstydliwym strojeniem się w nieswoje szatki. Gorzej z nominowaniem autorytetów samozwańczych czy komuś potrzebnych, gorzej też gdy handluje się dobrem wspólnym, jakim jest Ojczyzna. Nasza i naszym obowiązkiem jest strzec ją przed łapami, które się po nią wyciągają. Także po jej historię.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:25)

Komentarze

Niestety wraz ze zmiana władzy nie zmieniaja się standardy...a przecież by stworzyc prawdziwa elitę trzeba od niej wymagać przede wszystkim zasad i honoru...

Podoba mi się!
12
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1511963

Nie tylko kultura zeszła na psy ale nauka też. Takich "specjalistów" w każdej dziedzinie - co niemiara. Tu, na NP też ich nie brakuje.
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-8

Verita

#1511965

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika cover nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

Wiki  podaje    wyczerpujące  informacje  o  profesorze  Panfilu. Co pan  chce  osiągnąć  pisząc  takie   dziwne,  nieprawdziwe  teksty??

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-6

cover

#1511975

a czy ta twoja wiki jest na 100% miarodajna?????????bo ja wiem,że nie.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

marekpolo

#1511997

Kto pamięta, że długo "profesorem" był też Rostowski. Okazało się jednak, że nie udało się znaleźć jego doktoratu. Był jednak profesorem na Uniwersytecie Wschodnioeuropejskim w Budapeszcie - uczelni założonej przez Sorosa.

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0

Leopold

#1511984

"Ma w dorobku ponad 90 pozycji: książek, artykułów, recenzji, atlas historyczny, programy nauczania. Teksty  ukazywały się w języku polskim, francuskim, czeskim, litewskim i łotewskim. Wygłosił blisko 60 referatów, odczytów i wykładów." 

To na temat "dorobku".

"W grudniu 2003 r. uchwalone przez Senat KUL mianowanie na stanowisko profesora nadzwyczajnego KUL, przedłużone przez J.M. Ks. Rektora w 2008 r. do roku 2013."

To na temat "profesora uczelnianego".

Czyli - nie jest chyba aż tak wielkim błędem (albo "dodawaniem") użycie, w stosunku do docenta Panfila, tytułu profesora.

A czy np. dawni jego studenci obecnie już nie powinni używać wobec swego pofesora tego tytułu?

Chciałoby się rzec - "Plus catolique que le pape". Wybacz, Zygmuncie!

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1511987

nie jest... 

Czesto w Polsce myli sie "profesorow" (zwyczajowo nazywanych nauczycieli szkol srednich) z profesorami wyzszych uczelni.

Od tych drugich przede wszystkim nalezy wymagac publikowania samodzielnych, opartych na badaniach zrodlowych prac naukowych - a nie pisania ksiazek popularno-naukowych (czasem pseudo-naukowych), czy wyglaszania odczytow. Tutaj dochodzimy do pewnej bariery, ktora jest slabosc polskiego szkolnictwa wyzszego.

W pierwszej 500 najlepszych wyzszych uczelni na swiecie sa zdaje sie dwie lub trzy z Polski - i to w czwartej i piatej setce. A na kazdej z tych uczelni pracuje przeciez dziesiatki (jak nie setki) proferorow belwederskich i uczelnianych...

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

mikolaj

#1512016

Ktoś zarzucił mi mówienie nieprawdy w sprawie pana Panfila, choć powołałem się na aktualny spis pracowników Instytutu Historii KULJPII. a on z kolei powołał się na Wiki. To taki sobie, bo anonimowy rodzaj uczciwości. Bez dalszego komentarza.

Pani Katarzyno! Niech będzie docent, jeśli pani tak na tym zależy, ale w spisie kulowskim jest adiunkt, a nadto tytułu docenta dziś nie ma, z wyjątkiem pewnych dziedzin nauki. Ja na to nic nie poradzę. A, że do lekkomyślnego szafowania tytułami naukowymi zawsze miałem abominację, to przecież też nie grzech. A z kolei uczniowie mogą pana tego  tytułować nawet eminencją, a cóż dopiero profesorem. Niech mu będzie na zdrowie.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1512005

Cóż, skoro "mówimy" na temat KUL-u...

W czasach gdy, owszem, "funkcjonowal"  tytul docenta - był tam (na KUL-u) docentem dr habilitowany Karol Wojtyła. Poprawne politycznie władze uczelni (dawno minęły czasy rektorów Radziszewskiego i Słomkowskiego!) nie mianowały (nie postawiły wniosku o mianowanie) profesorem "belwederskim" docenta Wojtyly, choć gdy został papieżem to chyba jakiś doktorat h.c. przyznały.

Te rozmaite Krąpce (tak, tak), Wielgusy, Szostki (o wyższości prawa stanowionego nad prawem moralnym - w przypadku prof. Chazana!) -  to chociaż profesóry (błąd zamierzony)- jednak marne figury.

Dr hab Tomasz Panfil, z dużym dorobkiem naukowym, mianowany w pewym okresie profesorem nadzwyczajnym - uczelnianym, lecz znów bez wniosku na "państwowe" stanowisko profesora - nie powinien w żadnym wypadku być zestawiany z "profesorem" Bydłoszewskim (który, sam bez matury - na KUL-u wykładał!), czy też z "profesorem" Vincentem (owszem - z dorobkiem materialnym, acz -  w żadnym wypadku - naukowym). Takie  zestawienia uwłaczają godności Tomasza Panfila.

Mogę natomiast zacytować wpis ze strony główniej Uniwersytetu Gdańskiego, gdzie widnieje aktualna informacja: dr hab. Tomasz Panfil, profesor KUL-u (podkreślenie moje)

Że  nie wspomnę o zwyczajowym tytułowaniu nauczycieli gimnazjalnych "profesorami". 

Fakt, że dr hab. Tomasz Panfil pełnił funkcję (lub posiadał stanowisko) profesora na KUL-u, istotnie powoduje "zamęt" skoro dziś jest mowa jedynie o funkcji (stanowisku) adiunkta. Czyli - dwa lata temu można było mówić o profesorze, dziś - jedynie o adiunkcie, ewent. doktorze habilitowanym. 

Osobiście mam wielką wątpliwość co do moralnej podstawy (i postawy!) tego rodzaju "dokładności". Pozostałabym przy profesorze.

Na zakończenie tego rozważania - może nie wszyscy nowi blogerzy wiedzą ("starzy", nieliczni, zapewne tak), że Tomasz Panfil był również blogerem na blogu Niepoprawnych. O okoliczności jego odejścia możnaby pytać Gawriona, chyba również "neonowego" Trybeusa. Ja powoli zapominam ;) . 

Pozdrawiam!

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1512010

Jak często zdarza się nam oglądać w tv (nieważne, której) taką scenkę: "leci" relacja na żywo, w studiu najmniej trzech doktorów, profesorów, specjalistów, znawców, politologów - do wyboru do koloru, jak zwał.

I pada znamienne pytanie dziennikarza/dziennikarki skierowane pod adresem zebranych w studio: "Co właściwie widzieliśmy? Czego byliśmy świadkami?"

Mam chęć wtedy krzyknąć: sama widziałam, uszy i oczy mam, i nie potrzebuję, by mi ktoś tłumaczył (czytaj: wciskał w głowę), co widziałam!

Podobnie jest na portalach, w prasie. Mało to razy można przeczytać niby nic nie znaczący wtręt: też z Poznania, jak ja; kolega profesora mojego szwagra; kończył tę samą uczelnię i/lub liceum.

Nieustanne wspieranie się autorytetami, których nie ma i o które bardzo teraz trudno.

W przypadku tv, jeśli nadawca chce nam zrobić przysłowiową wodę z mózgu, to zrozumiałe. Człowiek myśli odruchowo: mam inne zdanie, ale skoro profesor wypowiada się inaczej, to może ja nie mam racji?

W pozostałych przypadkach - dodawanie sobie animuszu przez odwoływanie się do innych, czasem wielce fałszych a już na pewno przereklamowanych autorytetów.

Z pozdrowieniami

Ossala

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0
#1512023

Jakże mi miło się z przedstawioną przez Panią tezą zgodzić.

Kiedyś, chyba z pięć lat temu popełniłem cykl artykułów o tym, ze Polska potrzebuje autentycznych elit. Że brak jest bezspornych autorytetów.

Tak było, lecz wydaje mi się, że to się powoli zmienia. I to dzięki PISowi. Tak! Dotarł on do wielu mądrych ludzi. Również z tytułami naukowymi.

Zwrócę uwagę tylko na taką kontrowersyjną postać, jak poseł Piotrowski. Były prokurator, z przeszłością w PZPR jest urodzonym prawnikiem oratorem. Wobec bełkotu posła Budki to prawdziwy diament. W Stanach Zjednoczonych byłby chlubą palestry i niewątpliwie prawnikiem milionerem.

Ludzi utalentowanych jest dużo. Tylko ich stawiać przed kamerami.

Profesor Andrzej Nowak jest chyba kandydatem do miana niekwestionowanego autorytetu wszystkich Polaków.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1512266

1. Jakże rozczulająca jest dbałość o formy prezentowana przez ks. Zielińskiego. Oczywiście obowiązek ich przestrzegania widzi on tylko u innych - sam zbyt zajęty jest wydłubywaniem źdźbła z oka bliźniego i biciem się w jego piersi, by sobie zawracać tym głowę.. Na przykład tutaj (2:50')- niewątpliwie przez grzeczność  - nie sprostował, że nie jest profesorem KUL już od z górą 10 lat, a z uczelnią wiąże go głównie mieszkanie służbowe i krytykowanie na łamach GW i antenie TVN.

2. Przyznaję z pokorą: nie jestem zadowolony ze swojej kariery naukowej - mogłoby być lepiej. Gdzie mnie do wybitnych naukowców jak ks. Zieliński: doktorat uzyskałem w wieku 27 lat, ks. Zieliński miał tylko 30, habilitacja aż 39, ks. Zieliński tylko 39. Dorobek ks. Zielińskiego jest zaiste imponujący i nie śmiem się porównywać. I  przez wzgląd na swoją młodzieńczą admirację dla ks. Zielińskiego, legendy polskiej historiografii, nie dopuszczam do siebie myśli, że ks. Zielińskiego mógł wspierać jego najserdeczniejszy przyjaciel, inny profesor KUL, ks. Marian Rusecki. Ks. Rusecki piastował stanowiska dziekańskie, był przełożonym ks. Zielińskiego, a w wolnym czasie z pasją oddawał się działalności społecznej (acz nie bezinteresownej): w latach 1973-1990 był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL o ps. „Tadeusz”. Jednak ks. Rusecki, dozgonny przyjaciel ks. Zielińskiego nie był zwykłym donosicielem - prowadziło go samo szefostwo lubelskiej SB.

3. „A chrzest, no właśnie, gdzie, kiedy a może w ogóle…? Czyli takie ble, ble byle jakoś pójść w koleiny poprawiaczy naszej historii. Niech sobie w końcu będzie, jedno jest pewne, że to nasze chrześcijaństwo musiało zaistnieć, bo jest i ma historię, i to jaką! Dziś jest niewygodne, więc takie pochyłe drzewo…” – mądrzy ludzie mawiają, że jeśli nie wie się co powiedzieć, lepiej jest milczeć. Ksiądz Zieliński, wybitny specjalista od historii XIX i XX wieku, wolał mówić, choć - jakże to nie naukowe – ani nie widział, ani nie słyszał tego, tego co z właściwą sobie  wyższością ocenia. Żeby mu to ułatwić podaję link https://www.youtube.com/watch?v=2CaY8bWYsp0

Z wyrazami etc.etc. dr hab. Tomasz Panfil

P.S. "Sola veritas"? A to dobre!

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-2

----------------------------------------------
*Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie.*
*Ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.*

#1512352

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Równa Babka nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

cieszę się, że Cię widzę Smoku:)

pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3

rb

 

#1512356

Ja także, podobnie do Równej Babki - ucieszyłam się, widząc Ciebie! Choć - dopiero dziś.

Dziękuję - za "szczegóły".

Cóż - widziałam i znam zbyt wiele tzw. "podjazdów" - na różnych uczelniach wyższych i z tego powodu - mam idiosynkrazję na owe "podjazdy".

"Sola fides".

Serdecznie pozdrawiam!

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1512445