Kim jesteśmy i dokąd zmierzamy?

Obrazek użytkownika Mind Service
Idee

Rano pojechałem do parku na kasztany, żeby pozbierać to co pospadało po całej nocy. Zrobiła się mała sensacja. Ludzie z zaciekawieniem przyglądali mnie się co ja robię, niektórzy podchodzili i z uśmiechem witając się pytali:

- Cześć, wszystko w porządku?

- Tak, w porządku - odpowiadałem.

Niektórzy podnosili kasztany i przynosili mi wrzucając do reklamówki, którą nadstawiałem.

- Dziękuję!

- Proszę bardzo!

Podeszły dwie kobiety - jedna starsza z drugą młodszą, około czterdziestki i zapytały:

- Będziesz to gotował? Są jadalne?

- Nie - odpowiedziałem.

- To po co je zbierasz?

- Na pająki - odpowiedziałem.

Ta młodsza coś szepnęła tej starszej. Usłyszałem tylko coś w rodzaju ti tsen tłoj si. Kiedy się oddaliły dostrzegłem, że zaczęły się schylać i podniosły kilka. Zaraz też pożaowałem, że im powiedziałem. Teraz mi wyzbierają!

Kasztanów było coraz mniej. Zobaczyłem leżący w trawie kij i pomyślałem sobie, że mógłbym nim rzucić do góry, żeby je strącić. Zacząłem iść w jego stronę i już miałem go podnieść, jak dostrzegłem kątem oka, że idą w moim kierunku policjant z policjantką.

- Dobrze, że nie zacząłem rzucać tym kijem - pomyślałem. Wszędzie pełno kamer i jeszcze ci policjanci - pewnie dostał bym mandat za niszczenie przyrody...

Podeszli do mnie, i jak zwykle to bywa zaczęli zagadywać:

- Cześć, wszystko w porządku?

- Tak, w porządku - odpowiedziałem.

- Ładny dziś dzień, jak ciepło - zagadnęła z usmiechem młoda policjantka, o dość przeciętnej urodzie.

- Tak, ładny. Ale w nocy padało dość mocno - powiedziałem. Ciekaw jestem czy jeszcze dzisiaj będzie padało? - zagaiłem.

Policjantka odpowiedziała - zaraz sprawdzę i wyciągnęła smartwona z prognozą pogody BBC.

- Nie, już dzisiaj nie będzie deszczu, ale jutro tak - powiedziała.

- OK, dziękuję!

Policjant był bardzo chudy i bardzo wysoki, ale sympatyczny. Cały czas się uśmiechał i mnie obserwował. I nagle wyrzucił z siebie:

- Masz już nazbierane na dwa obiady!

- No co ty? - Tego się nie je - odrzekłem.

- Można je jeść, ale trzeba je umieć dobrze przyrządzić - odpowiedział śmiejąc się.

- Nie wiedziałem - odrzekłem. Naprawdę można je jeść?

- To żart! - prawie krzyknął śmiejąc się i wykonał ruch jakby chciał mnie klepnąć po ramieniu, ale się powstrzymał.

- Uważaj na siebie! - powiedział policjant i obrócił się w bok zaczynając odchodzić.

- Miłego dnia - powiedziała policjantka.

- OK, będę uważał, miłego dnia - odpowiedziałem.

Policjanci odeszli i zostałem sam. Podniosłem jeszcze dwa kasztany leżące w trawie i zdjąłem kurtkę, bo zrobiło się gorąco.

Poszedłem w kierunku drugiego drzewa z kasztanami oddalonego o ok. 70 metrów. Drugie i ostatnie, w tak dużym parku. Dlaczego jest tak mało drzew z kasztanami? - Kołatało mi się w głowie. A zamierzałem zebrać całą reklamówkę, co się okazało niewykonalne. Będę musiał przyjechać jeszcze jutro.

Ale pod drzewem do którego doszedłem było mało kasztanów; za to dużo pustych łupin. Zebrałem tam zaledwie około 15 kasztanów.

W pewnym momencie podeszła do mnie starsza kobieta z pieskiem.

- Co robisz? - zapytała bez żadnych wstępów.

- Zbieram kasztany - odrzekłem.

- Zabierasz pokarm wiewiórkom - powiedziała z kwaśną miną.

- Jak to? - zdziwiłem się. Przecież wiewiórki nie jedzą kasztanów?

- Jedzą - powiedziała i pociągnęła pieska na smyczy.

Odwróciłem się od niej i odszedłem dalej.

A może naprawdę wiewiórki jedzą kasztany? - pomyślałem i zacząłem prawie mieć wyrzuty sumienia.

No ale co jest ważniejsze: wiewiórki czy pająki? Wybór okazał się prosty.

 

Poprzedniego dnia zdarzyła się straszna rzecz. Moja córka, kiedy weszła przed południem do łazienki zobaczyła pająka w wannie. I prawie ją sparaliżowało. Zaczęła przeraźliwie krzyczeć i w panice rzuciła się do drzwi. Natychmiast je zatrzasnęła z hukiem i pozaklejała naokoło szpary między futryną i drzwiami taśmą do paczek, cała płacząc i trzęsąc się z przerażenia. Dół obłożyła ręcznikami i kocem.

Co prawda mogła tego pająka potraktować specjalnym środkiem w aerozolu, sprowadzonym kiedyś z Amazona, ale nie była w stanie.

Wszystko to wiem z jej relacji.

Resztkami sił zbiegła na dół i gryząc paznokcie i roniąc łzy tak mocno, że aż kapały na podłogę zadzwoniła do męża aby natychmiast przyjechał jej na ratunek.

Piotr natychmiast rzucił pracę (co jest stałą procedurą), zostawiając szefa samego z ważnym zadaniem i w te pędy przyjechał do domu. W takich przypadkach ograniczenia prędkości go nie obowiązują.

Dom od jego miejsca pracy jest oddalony ok. 40 minut jazdy samochodem.

Wpadł z rozpędem do domu.

- Tam jest - krzyczała moja córka wskazując kierunek, gdzie znajdowała się łazienka.

Wskoczył susem do środka ze stosownym narzędziem i ubił pająka jednym celnym uderzeniem. Na szczęście siedział cały czas w tym samym miejscu w wannie.

 

Moja córka panicznie boi się pająków. To się nazywa arachnofobia.

 

Takie sytuacje bywały już wcześniej. Kiedyś wybiegła tak szybko z domu, że skręciła sobie nogę. Wezwała sąsiada na pomoc, ale nic z tego nie wyszło, bo kiedy ten przyszedł aby zabić potwora, tego już nie było.

Jej maż, jak przyjechał potem do domu to przez cztery godziny go tropił. Odsuwał niemal wszystkie meble i zaglądał do wszystkich szpar, aż w końcu go znalazł i zabił.

Ale i tak do końca nie byli pewni, czy to był ten sam pająk, którego ona widziała wcześniej.

 

No więc te nazbierane kasztany mają służyć temu, aby odstraszać pająki. Są co prawda w domu jakieś elektroniczne urządzenia wydzielające chyba ultradźwięki, oraz wspomniane aerozole sprowadzone specjalnie z Amazona, ale na Internecie podobno wszyscy są zgodni co tego, ze najskuteczniejsze są kasztany położone na parapecie przy oknie. Nie sprawdzałem - wierzę jej na słowo.

 

Jak już je przywiozłem do domu córki i zostały rozłożone pod oknem to starczyło ich zaledwie na dwa parapety. Ręce mi opadły.

- Ile ich musi być? - zapytałem.

Niestety córka nie wiedziała.

- Może po jednym na każde okno wystarczy; jak pająk zobaczy kasztana to się przestraszy i ucieknie? - zażartowałem.

Stanęło na tym, że ona się dowie, a ja jutro pojadę znów po kasztany.

 

Po co ja to wszystko opisałem? - Z różnych przyczyn. Jedna jest taka, żeby zatrzymać pewne chwile z życia w takim - powiedzmy - kadrze. Aby mozna było kiedyś do tego wrócić i powspominać, a także po to, aby przez pryzmat tego wydarzenia ktoś z zewnątrz mógł zobaczyć konkretne osoby, w ich życiu. Z całą otoczką uwarunkować i sytuacji.

To tak jak z prawdą, gdy przez jej pryzmat oceniamy rzeczywistość. Tak, tak - można, wbrew temu co się niektórym wydaje. - Kiedy prawda służy jako obiektywny wzorzec oceny i porównania.

 

Ciekaw jestem takich opisów od innych osób, uchylających niejako rąbka prywatności, zazwyczaj skrzętnie skrywanej przed nieznajomymi.

 

Bo ludzie, których znamy tylko z Internetu i z którymi toczymy często zażarte boje o racje są wirtualni i wygladają tak jak my ich sobie wyobrażamy, a nie jacy są w rzeczywistości. Ci wirtualni mają konkretne przekonania, które tak naprawdę my sami im przypisaliśmy. Ale czy jesteśmy tego świadomi?

 

Często z kimś oddalonym od nas o tysiące kilometrów rozmawiamy tak jakbyśmy się znali od dziecka, chociaż go nie widzieliśmy nigdy na oczy. To działa także w drugą stronę - ten ktoś może nas widzieć tylko takimi jakimi chcemy aby nas widziano.

 

Ale co ciekawe - nie ma pomysłów, aby to zmienić. Zauważmy, że ten stan częściowej znajomości nam odpowiada i nie chcemy aby o nas dowiedziano się więcej. Skrywamy się zazwyczaj za nickami i bronimy dostępu do szerszej informacji o nas. Kto z blogerów jest gotów udostępnić swój profil na Facebooku, albo na Twitterze?

 

W dzisiejszych czasach można wymieniać ze sobą poglądy bardziej efektywnie niż na shoutboxie albo poprzez komentarze pod jakąś notką. Nic nie stoi na przeszkodzie aby np. zorganizować videokonferencję. Z technicznego punktu widzenia to żaden problem - wystarczy wyjąć z kieszeni smartfona i włączyć odpowiedni program. Szybkość, prostota, użyteczność takiego sposobu wypowiedzi jest ogromna. Dlaczego z tego nie korzystamy?

 

I nie skorzystamy jeszcze długo. Bo boimy się, że ktoś się dowie czegoś więcej o nas niż byśmy chcieli. Bo chcemy aby nas widziano takimi jakimi chcemy, a nie takimi jak jesteśmy naprawdę.

 

To gra i zabawa w wirtualny świat, który projektujemy i tworzymy według własnych potrzeb i wyobrażeń. I co ciekawe każdy ma je inne, a zlewają się tworząc jedną rzeczywistość w której jednocześnie jesteśmy biorcami i dawcami.

 

Mamy obowiązek dbać o tą rzeczywistość, bo chociaż jest ona wirtualna, to kształtuje naszą świadomość i innych, którzy w tym uczestniczą. I co ważne - ma wpływ na ten realany świat, w którym żyjemy. Istnieje przepływ nie tyko informacji ale i emocji oraz energii pomiędzy tymi dwoma światami. Kształtowana jest nie tylko świadomość, ale i byt.

 

Mamy dwie drogi. Możemy przekazywać prawdziwe informacje, pozytywne emocje i energie, które będą tworzyły, ubogacały i budowały pokój, nadzieję, wiarę - czyli ogólnie dobro; ale też możemy czynić destrukcję, burzyć, wprowadzać niepokój, podziały, być powodem kłotni, albo propagować kłamstwo.

 

- Życie...

 

Polecam w tym momencie mój wczesniejszy tekst pt. "Prawda i kłamstwo jako oręż'" - ]]>http://1do10.blogspot.com/2014/09/prawda-i-kamstwo-jako-orez.html]]>

 

Napisałem wczoraj apel: "korzystając z okazji chciałbym zaproponować akcję na NP: komentarze tylko na temat i zero tolerancji dla trollowania i obrażania innych". Odźwięk był marny... Ale mam może nikt go nie zauważył. Taką mam nadzieję. Dlatego teraz to powtarzam.

 

 

Miłego dnia!

 
4
Twoja ocena: Brak Średnia: 3.8 (26 głosów)

Komentarze

"Bo ludzie, których znamy tylko z Internetu i z którymi toczymy często zażarte boje o racje są wirtualni i wygladają tak jak my ich sobie wyobrażamy, a nie jacy są w rzeczywistości. Ci wirtualni mają konkretne przekonania, które tak naprawdę my sami im przypisaliśmy. Ale czy jesteśmy tego świadomi?"

 

To jeden. Inny - ludzie, których znamy tylko z internetu nie są wirtualni ale przedstawiają się w nim tak, jak by chcieli by ich widziano czyli od tej ich najlepszej strony. To "widzenie" jednak trwa różnie - jedni prezentują stałą linię - zachowania i poglądów, inni chlapną coś i... zmieniają nicka by zacząć z czystym kontem bo wydaje im się, że będą postrzegani jako ktoś nowy i nikt niezauważy, że to jednak osoba już znana. Takie przypadki zdarzają się również na NP.PL.

 

Pozwalam sobie na takie stwierdzenie bo podparte jest wieloletnimi obserwacjami i przypadkami przejścia kontaktu internetowego w realny, często trwający do dziś np. w formie wspólnie spędzonego urlopu.

 

Każdy ma konkretne przekonania, swoje własne. Wszystko zależy jednak jak są wyrażane bo od tego zależy jak je zinterpretuje odbiorca. A odbiorca ma to do siebie, że często "naciąga" je do swego punktu widzenia i wtedy się to kończy  pyskówką,  w najlepszym przypadku zabraniem wiaderka i łopatki, w tym gorszym rzucaniem się nimi. Jeśli odbiorca próbuje "wejść w skórę" autora i zastanowi się - skąd u niego mogą się wziąć takie, a nie inne przekonania, jest szansa na rozmowę, polemikę, wymianę opinii. Bez tego też jest ale musi być wola.

To tak w telegraficznym skrócie.

Pozdrawiam.

Vote up!
11
Vote down!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#1443504

bardzo dziękuję za ciekawe rozwinięcie tematu.

To takie proste - spróbować się postawić w miejscu drugiej osoby - "wejść w skórę" - jak piszesz. Oczywiście potrzebna do tego jest dobra wola, pozytywne nastawienie. 

A ja powrócę do tego co sygnalizowałem w notce: uważam, że bylibyśmy dla siebie dużo milsi, bardziej tolerancyjni, jeśli poznalibyśmy się lepiej, z naszymi wadami, może sytuacją życiową, która przytłacza i determinuje złe emocje?

Pierwszym krokiem niech będzie zdiagnozowanie powodów naszych zachowań, reakcji...

Pozdrawiam! 

Vote up!
14
Vote down!
-5

"Mówienie prawdy w epoce zakłamania jest rewolucyjnym czynem"
/G. Orwell
Mind Service - 1do10.blogspot.com

#1443509

Cały urok blogosfery polega na incognito. Wcale nie podoba mi się pomysł zdjęcia przyłbicy. Anonimowość jest wspaniała tarczą i broni najskutecznej. Zwróć uwagę, jak wygląda dzisiaj facebook. Przybywa ludzi bez nazwisk, bo dyskusje pod artykułami stają się coraz bardziej zażarte.

 Twoja opowieść o kasztanach jest cudowna. Bardzo lubię takie osobiste notki. Czy łagodzą obyczaje? Nie wiem. Obawiam się, że nie. Widać to po ocenach.

Popatrz, jak przed miesiącami potraktowano dyskusję pod moim tekstem o gniazdku, a przecież była bardzo sympatyczna. Oceny jednak mówią same za siebie.

http://niepoprawni.pl/blog/5734/gniazdko

Pozdrawiam Ciebie i twoją Córkę. Ja też boję się pająków. 5

Vote up!
8
Vote down!
-1
#1443526

- Tu ojciec 3-ech córek... (już kiedyś to pisałem).
 
Też boisz się pająków? - Szczerze współczuję. Mam nadzieję, że ich nie widujesz zbyt często?
 
Dopiero teraz przeczytałem Twój tekst "o gniazdku". Zrobiło mi się od razu tak ciepło, świątecznie...
I uświadomiłem sobie, że już niedługo Boże Narodzenie. Życzenia, prezenty, odwiedziny, wnuki, zięcie. 
Chata pękająca w szwach.
Żona urobiona po pachy, placki, sałatki - w dużych ilościach - to rzecz niezbędna. 
Nasze dzieci, które już mają swoje rodziny nie wyobrażają sobie świąt bez Domu Rodzinnego...
 
I to opuszczone ptasie gniazdko jako symbol pustego domu, opuszczonego przez nasze dzieci, które za szybko dorosły...
 
Dziękuję za pozdrowienia; napewno przekażę córce od pająków.
Vote up!
8
Vote down!
-4

"Mówienie prawdy w epoce zakłamania jest rewolucyjnym czynem"
/G. Orwell
Mind Service - 1do10.blogspot.com

#1443535

Vote up!
7
Vote down!
-5

"Mówienie prawdy w epoce zakłamania jest rewolucyjnym czynem"
/G. Orwell
Mind Service - 1do10.blogspot.com

#1443540

litości:)))))))))) , bo odkręcę kółka:)))))

ps

chyba zostanę Twoją fanką:))

Vote up!
6
Vote down!
-5

Wolność, godność, honor - tego nic nie zastąpi.

 

#1443542

to samobójstwo. Kiedyś uchyliłem, w usenecie, to musiałem potem chodzić po prokuratorach żeby uwolnić się od psychola - stalkera.W dzisiejszych czasach można komuś zas...ać kartotekę dla czystej rozrywki, a zmyć się tego nie da łatwo.

Vote up!
7
Vote down!
-3
#1443563

jest w ogromnym błędzie ! Incognito, o którym piszesz jest bardzo pozorne. Ja już dostawałam na pocztę elektroniczną ostrzeżenia -  poczta wysyłała mi komunikat, że takiej i takiej przesyłki na taki i taki adres nie dostarczyła bo przesyłka "zawierała treści zabronione" choć to był tylko link do artykułu z ogólnie dostępnego tabloida albo fotka mojej wnuczki, łowiącej plastikową wędką plastikowe rybki w plastikowym baseniku.

Tusk, Sikorski, Koziej na twitterze to nie argument, że net jest bezpieczny i oazą dla wszystkich. Tych trzech obroni partia, a kto obroni np. blogerkę M3C, mnie, innych blogerów proprawicowych ? My tak naprawdę to non stop balansujemy na bandzie i nie znamy dnia ani godziny kiedy nam do drzwi załomocą, spalą procesor itd...

Pozdrawiam

Vote up!
9
Vote down!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#1443569

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Bogdaninakursie... nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

Odzew, tak jak chciales, ale ja nie obiecywalem tobie szczescia. Zreszta co mozesz oczekiwac od jednego z tych, ktorych nazwales “ruskim agentem”? Wtedy li tylko, na tej fali, wykryles jednego dnia az dwoch agentow, co to “jak przycisnales to spiewali”, a i wczesniej tez innych agentow wykryles. I znowu sie poplakalem ze smiechu, choc czasem jest to straszne, bo sa tu i tacy co najgorsze “skur...synstwa” z okresu stalinizmu by wprowadzali jakby im pozwolic.
Ale do rzeczy:
a) O oparciu o ten twoj teks powyzej sugeruje czestsze spacery po parku (szczegolnie przed pisaniem np. na blogu),
b) Jak slusznie zauwazyles czy tez sugerujesz, czesto ludzie maja wyimaginowanych wrogow (dla niektorych sa to pajaki, inni widza wszedzie ruskich agentow, ktorych oczywiscie wykrywaja). Ja wcale sie nie nasmiewam z tych, jak to slusznie nazwales fobi, ale zauwaz, ze to choroby sa,
c) Ja ci nie lekarz, ale wiem, ze niestety czasami fobie moga to byc trwale czyli nieleczalne,
d) Wiekszosc z nas “chce dobrze”, ale to “chcenie dobrze” potrafimy tak rozciagnac, ze np. wiewiorki sa da nich wazniejsze od ludzi, a jak takie wiewiorki sa, a bo ja wiem, np. ukrainskie, to dopiero sa wazne. A od ilu ludzi wazniejsze,
e) Rzeczywiscie wazna jest prawda i “gdy przez jej pryzmat oceniamy rzeczywistość. Tak, tak - można, wbrew temu co się niektórym wydaje” – ja na ten przyklad probuje oceniac rzeczywistosc i wiem ze nie jestem doskonaly. Ale inni uwazaj, ze to robia i to na 100%. A ilu agentow wykryli – ho, ho, ho. No ale to wystarczy, bo o chorobach to jest powyzej,
f) Dla twojej informacji, ci co naprawde wykrywaja agentow to nie pisza o tym na blogu, a i z seryjnym samobojca moga sie spotkac. Ale nie martw sie, to nie ty,
g) Chciales cos osobistego, to niech bedzie. “Ten z Gdyni”, co to ci wtoruje, napisal ze sa tu takie trole co to biora U$ 50 za 12 godzin trolowania – detale to od tego z Gdyni. Kiedys, w zeszlym stuleciu to bylo, pracowalem za U$ 30 na miesiac, moja zona za drugie U$ 30 na miesiac, a poniewaz mielismy dwojke dzieci to wychodzilo 50 centow na osobe na dzien. Czy to duzo, czy malo, nie mi oceniac. Ale udalo mi sie zmienic prace na taka za U$ 20 za przepracowany dzien, a wyzywienie i transport oplacal pracodawca – zrobilo sie znacznie lepiej. Spotkalem sie na rownym gruncie z tymi, co uwazali siebie za elite, a w zaistnialej sytuacji, wplyw ich ukladow, kontaktow, znajomych, krewnych i rodzin znakomicie sie zmniejszyl, a byly konkretne prace do zrobienia. Nie ze ten wplyw byl zero, oj nie, ale nie “wciskal w glebe”. Elita (?) przestala byc elita, a ja postanowilem dalej zmienic prace. No i jeszcze w zeszlym stuleciu, zaczalem pracowalec za okolo U$ 20 ale na godzine.
A ta praca za U$ 50 za 12 godzin? – nie moge tego robic bo byloby to nielegalne. Nie ze jestem doskonaly, ale staram sie przestrzegac prawa.
h) Cytat “Bo ludzie, których znamy tylko z Internetu i z którymi toczymy często zażarte boje o racje są wirtualni i wygladają tak jak my ich sobie wyobrażamy, a nie jacy są w rzeczywistości. Ci wirtualni mają konkretne przekonania, które tak naprawdę my sami im przypisaliśmy. Ale czy jesteśmy tego świadomi?” Zadales bardzo dobre pytanie, ale to sam musisz sobie na nie odpowiedziec.
i) Co to jest to “trolowanie”? Na 100% to nowe slowo, bo co to kiedys byly trole, to sadzilem ze wiem, ale wyglada, za ja jestem “stara szkola”.
Czy trolowanie to przepisywanie/ powtarzanie co sie gdzies znalazlo ( w jakiejs czytance)? Czy tez w kolko powtarzanie wlasnych zyczen, iluzji sugerowanych przez sprzedawce? Brak odpowiedzi na konkretne pytania? Robienie “podpuch”? - moge dalej, ale to wystarczy.
j) Ja staram sie przekazywać prawdziwe informacje, przez to moga one byc brutalne, ale nie bede propagować kłamstwa.
k) Prosilem kiedys Gawriona, aby napisal ile negatywnych punktow ja dalem takim dwom, ale odmowil – jego strona, jego prawo. - Życie...
l) Ja tez sie dziwie, ze ty, a szczegolnie ty, jestes zdziwiony brakiem odzewu na twoj apel. Czy juz wiesz dlaczego?

Vote up!
5
Vote down!
-8

Bogdan

#1443525

Widzę, że czcionka przybrała tu taki sam wygląd, jak zdarza mi się kiedy robię "copy-paste" z notebooka, czy worda. Czy też tak teraz zrobiłeś? Bo nie wiem jak to zrobić, żeby się tak nie zmieniała, tekst się robi "tłoczny".

 

Vote up!
4
Vote down!
-4
#1443565

Ale wiedzialem ze wyciag z kasztanowca tepi robactwo.

Do parku a wlsciwie ogrodu botanicznego gdzie podejrzewam moga miec jakiegos kasztana mam za daleko.

A w mojej oolicy to widzialem tylko kasztan jako krzew  ktory wprawdzie kwitl, ale owocow mial jak nalekarstwo moze ze dwa raz widzialem.

Amoze te jadalne dzialaja bo  w sklepie mozna je kupic?

Dopytuje sie tak bo moja corka obala prawo Newtona jak zobaczy pajczka.

Ja tez ich nielubie szczegolnie jakdziabna bo rana sie dlugo goi i swedzi przez tydzien, ale to te grube domowe.

Te chudziny na drobnych nozkach sa pozyteczne gdzies se w koncie namotaja taka nieregularna cienka jak mgielka platanine. w ktora wpadja dokuczliwe male  muszki jak octowki i jeszcze mniejsze,tak ze  udaje ze ich nie widze przy sprzataniu.

 

Mimo  kolejnych ostrzezen Contessy ze nikt w interenecie nie jest incognito, nie dam sie zastraszyc i bede pisac dalej to co uwazam i panow sie nie boje o 6 rano - o to wlasnie chodzi wadzy zbey straszyc internautow,nie wiem czy Contessa sobie zdje sprawe ze robi takim straszeniem wadzy na reke,

Poki co skorzystam z rady pejsatych i sie bede jak najbardziej kamuflowal bo dla nich zdekonspirowany Zyd

to glupi Zyd, a dla nich glupi Zyd to juz nie Zyd, bo glupi dla Zydow  to moze byc Polak.

 

Vote up!
6
Vote down!
-3
#1443585

Jak zwykle. I jak zwykle przyczepiasz mi  łatkę. Stwierdziłam tylko fakt, nic poza tym.

Vote up!
4
Vote down!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#1443589

Witaj

 

Świetna próba literacka. Wiem co mówię. Tylko pod koniec zacząłeś filozofować. Częsty bład młodych twórców (chociaż, jak wiem jesteś dziadkiem) - nie wiedzą kiedy trzeba skończyć.

 

Słuchaj, właśnie piszę ostrzeżenie, które się dzisiaj ukaże. STRZEŻ SWOJĄ ANONIMOWOŚĆ, JAK SWOJĄ RODZINĘ.

Ja popełniłem błąd - ujawniłem się. I wtedy spotkałem się z niewyobrażalną podłością i zbydlęceniem. Tym, co w internecie nazywa się stalkingiem i hejterstwem.

Niejaki obiboknaswojkoszt, osobnik niezrównoważony psychicznie, założył blog na mój temat, gdzie regularnie pluje i zmyśla na mój temat, a potem następni, Ruszkiewicz, sigma, czy tadman dalej z rozkoszą rozprzestrzeniają kłamstwa i nienawistne pomówienia.

 

Sam zresztą wiesz, jak ruszkiewicz chciałby precyzyjnie ciebie dopaść.

Świat niestety jest okrutny i pełen bydlaków. Choć ludzie, w przeważającej mierze są dobrzy.

 

Pozdrawiam

Vote up!
6
Vote down!
-6

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1443587