Solidarni 2010 - osobiste przemyślenia

Obrazek użytkownika Peacemaker
Idee

Zainspirowany rozmową z moim dobrym Kolegą, obejrzałem wczoraj uważnie film "Solidarni 2010".

Recenzja ogólna - film bardzo dobry, oddający nastrój tamtych dni.

Z mojego punktu widzenia w filmie znalazło się wszystko to, co dla ludzi gromadzących się na Krakowskim Przedmieściu było najważniejsze:
- żal i smutek po utracie wielu wielkich Polaków (bez względu na opcję polityczną), w tym Prezydenta naszego kraju (w tamtych czasach wyrażała go nawet część osób wsześniej niechętnych Prezydentowi),
- bunt przeciwko kampanii oszczerstw, którymi wcześniej obrzucano Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wcześniejszej masowej manipulacji i obecnej hipokryzji mediów i polityków, którzy nagle zmienili ton wypowiedzi,
- nadzieja, że z tej tragedi wyniknie coś dobrego: przemiana społeczeństwa, zmiana tonu dyskusji w polityce i mediach, odejście najbardziej aktywnych opluwaczy, słowem: że z tej śmierci wyniknie Zmartwychwstanie,
- lęk i obawa przed tym, co nas czeka, jeśli to nie nastąpi, jeśli tatragedia nie jest zrządzeniem opatrzności, lecz zwykłym zamachem... przecież zginął cały intelektualny i moralny trzon opozycji,
- poczucie odzyskanej godności, jedności i siły - wmawiano nam, że jesteśmy gatunkiem skazanym na wyginięcie, jednostkami, dziwakami, moherowymi beretami i że tylko nieuki i nieudacznicy tak myślą jak my, a okazało się, że są nas setki tysięcy w różnym wieku, z różnych grup społecznych i o różnym wykształceniu,
- wiara w to, że tak jak my odzyskaliśmy poczucie godności, tak i pozostała część społeczeństwa odzyska nie tylko poczucie godności, ale i rozum i przestanie dawać sobą manipulować,
(według mnie właśnie tego panicznie bali się ci, co ten film tak agresywnie zaatakowali, będę o tym pisał w podsumowaniu niniejszego artykułu - niecierpliwych zachęcam choćby do przeczytania fragmentów zaznaczonych pogrubieniem),
- sprzeciw wobec działaniom, które miały na celu powstrzymanie tego narodowego przebudzenia: tworzeniu sztucznego konfliktu o pogrzeb na Wawelu, wmawianiu, że ta tragedia to wina Prezydenta i Pilotów, że ci gromadzący się na Krakowskim Przedmieściu (w tym ja) to jacyś źli, prymitywni i strasznie agresywni ludzie,
- apel o to, abyśmy mogli żyć zgodnie z własnymi wartościami i byli traktowani jak normalni obywatele, a nie jak moherowe berety, bo przecież jesteśmy zwyczajnymi obywatelami tego kraju.

W filmie znaleźli się ludzie w różnym wieku, o różnym wykształceniu i znacznych różnicach w świadomości politycznej: od młodziutkiego harcerza, który stwierdził "ja jestem jeszcze dzieckiem i polityką się nie interesuję" poprzez młodego człowieka, który jest najwyraźniej dobrze zorientowany w tych sprawach (podaje m.in. przykład, że jedyny dotychczas przypadek katastrofy samolotu rządowego miał miejsce w kraju III świata, gdzie rebeliant strzelił do samolotu z granatnika) aż do człowieka w średnim wieku, którego wypowiedzi intelektualną głębią znacznie wyrastają ponad przeciętność. Pojawiają się harcerze różnych organizacji skautowskich, miga gdzieś na chwilę człowiek odczytujący jakąś odezwę (pamiętam z własnego przeżycia, że był tam ktoś, kto mi tę odezwę osobiście dał). Pojawiają się wreszcie dwaj przypadkowo nagrani nastolatkowie dyskutujący z punktu widzenia obserwatorów czy to co się dzieje wokół to tylko forma odreagowania, czy ma to jakiś większy sens. W końcu jeden z nich kwituje dyskusję słowami "mam podwójne obywatelstwo, więc połowa moich prezydentów zginęła w katastrofie, a połowa żyje".
Mi osobiście w filmie zabrakło postaci pana Andrzeja Melaka rozdającego jako pamiątki po swym bracie Stefanie Melaku książki z jego biblioteki (postać niezwykle charakterystyczna, która mocno utkwiła mi w pamięci).
Pojawiają się przykłady twórczości - wiersze pozostawiane i odczytywane. Niestety nie było mojego ulubionego, który przeczytałem pod siedzibą Stowarzyszenia Filmowców Polskich:
[quote]W Katyńskim Lesie puste krzesła krzyczą
A krzyk ich niemy każde serce rani
Panie Prezydencie, dziś twój Naród w bólu
Głosuje zniczami. [/quote]

Udział dwójki aktorów - zarzut lekko chybiony

Aktorka pojawiająca się w filmie, to postać ogólnie znana - odtwórczyni postaci Babci Józi z serialu "Plebania", znana także dobrze z programu dla dzieci "Ziarno" oraz z ról w kilku innych filmach - głównie komediach. Co więcej, wypowiada się ona jako aktorka, która z bólem musiała w ostatnich latach zakończyć kilka długich przyjaźni, gdyż w środowisku filmowym zapanowała moda na naśmiewanie się z Prezydenta. Gdy ktoś próbwał go bronić z drugiej strony nie padały żadne merytoryczne zarzuty, a jedy nie głupie słowa "ależ co ty mówisz,przecież to kaczor". Aktorka dobrze rozpoznawalna, w dodatku wypowiadająca się jako aktorka. Czyżby publicyści (może bardziej na miejscu byłoby słowo "funkcjonariusze") krytykujący ten film zakładali, że społeczeństwo jest już do tego stopnia zdebilałe, że nie odróżnia odtwórczyni filmowej "Babci Józi", w dodatku wypowiadającej się jako zbuntowana przedstawicielka środowiska filmowego, od postaci nie będących aktorami? Zgadza się, nie każdy musi oglądać "Plebanię", są tacy, co oglądają tylko TVN lub SS ("Super Stacja" - skrót adekwatny do formy i treści pogromu... przepraszam, programu tej stacji), są tacy, co wcale nie oglądają telewizji, ale tu aktorka wypowiada się jawnie, jako aktorka!

Drugi aktor nie jest postacią tak jednoznaczną (i tylko dlatego napisałem "zarzut lekko chybiony" a nie całkowicie chybiony). Nie jest postacią tak bardzo rozpoznawalną, widać, że lepiej niż przeciętny człowiek z ulicy czuje się przed kamerą i że to, co chciał powiedzieć jest przemyślane. Ale to według mnie nie zarzut. Ja sam wsiadając w pociąg do Warszawy miałem w głowie pewne poukładane przemyślenia i gdybym mógł pojawić się przed kamerą (niestety pociąg powrotny był nieubłagany) to chętnie powiedziałbym to, co miałem w głowie poukładane. Przede wszystkim zaapelować, aby Polacy nie dali się podzielić tym, co chcą z pogrzebu na Wawelu zrobić nowy przedmiot sporu. Dlaczego czuł się lepiej przed kamerą? Był do niej przyzwyczajony, przecież jest aktorem. Nie mnie to oceniać czy zagrał rolę swojego życia, czy też wszystko co mówił wynikało z głębi jego serca. Nie mnie także oceniać czy okazywane przez niego emocje były autentyczne czy odegrane. Z mojego subiektywnego punktu widzenia wyglądało to na spowiedź człowieka, który żałuje tego, że kiedyś wstydził się bycia Polakiem. I jest on dla mnie nieporównywalnie bardziej wiarygodny od takiego Marka Kondrata, który jak wiadomo jest aktorem, niegdyś dobrym - dziś sprzedającym swą twarz w komercyjnych reklamach, do tego stopnia pozbawionym kręgosłupa moralnego, że wystąpił w reklamie naśmiewającej się z Prezydenta jego kraju. Jakoś dziwnie, gdy ów Marek Kondrat wypowiedział się gdzieś negatywnie o młodych braciach Kaczyńskich grających wraz z nim w filmie "O dwóch takich, co ukradli księżyc" ta niby "inteligentna i wykształcona" część społeczeństwa natychmiast podchwyciła te słowa jako autentyczne, szczere i wiarygodne nie zadając sobie pytania: a może ktoś mu za nie zapłacił? Dodatkowo pytam: co się stało z tymi "sąsiadami" braci i małżeństwa Kaczyńskich, którzy wcześniej wypowiadali się o nich, jako o ludziach wyniosłych, zamkniętych, ksenofobicznych? Czyżby wyparowali w momencie katastrofy?

Nie wiem jakie intencje przyświecały autorom filmu, że umieścili w nim tak dużo fragmentów wywiadu z jednym aktorem. Może jego poglądy były im szczególnie bliskie. Dla mnie film ten bez tej postaci miałby jeszcze większą wartość dokumentalną i wcale nie miałby słabszego przesłania. Ów aktor wypowiada poglądy dość umiarkowane, jak na osoby sprzed pałacu. Wprawdzie jest mocno przekonany, że ta tragedia to precyzyjne dzieło KGB i Putin ma krew na rękach, ale nie krytykuje nikogo tu w kraju, nawet o Tusku mówi "mój premier". Wśród osób stojących w kolejce do oddania hołdu Parze Prezydenckiej (myślę, że tam byli ci najbardziej radykalni), tacy jak ja, co uważali, że to raczej nie był zamach, gdyż nie opłaciło by się to ani Putinowi ani tym bardziej Tuskowi stanowili zdecydowaną mniejszość. Większość osób uważała, że to jednak był zamach, a część nawet, że to wspólne dzieło Tuska i Putina. W filmie nie pojawiają się aż tak drastyczne oskarżenia.

Brak wypowiedzi drugiej strony - zarzut bedący totalnym trafieniem kulą w płot

Chętnie zobaczyłbym w filmie jedną scenę, która mi bardzo utkwiła w pamięci. Stoję na peronie czekając na pociąg powrotny, przed oczami jeszcze mam setki tysięcy ludzi oddających hołd w powadze i zadumie, a na podwieszonym telewizorze pan z TVN dyskutuje (czywiście tak, aby wyszło, że gazeta ma rację) na temat artykułu Gazety Wyborczej stawiającego poważny zarzut, że stwierdzenia typu "zginęła cała elita polityczna narodu" są niedopuszczalnymi bluźnierstwami umniejszającymi tych polityków, którzy nadal żyją. Rozwodzi się przy koazji nad tym, że Polacy są podzieleni bo przecież jakieś sto osób protestowało przeciwko pogrzebowi na Wawelu. Scena niczym wywrócone na lewą stronę słynne wejście Starego Wiarusa w Warszawiance Stanisława Wyspiańskiego. Ten obraz bardziej pokazał mi zdemoralizowaną postawę tych z drugiej strony barykady, niż słynni ubecy z "Psów" niosący zalanego w trupa kolegę ze śpiewem "Janek Wiśniewski padł". Chętnie zobaczyłbym Wojewódzkiego i Figurskiego rapujących "Kaczyński do celu, po trupach do celu, każdy z nas chciałby leżeć na Wawelu". Brakuje mi w nim pewnego skur....na z mojego miasta, który na wieść o katastrofie otworzył z radości szampana i dzwonił po ludziach, aby się tym chwalić, co więcej, nawet po wielu miesiącach nadal twierdził, że żaluje tylko, że jeszcze więcej pisiorów tam nie zginęło (pewnie twierdzi tak do tej pory, ale na szczęście nie mam z nim kontaktu).

Najbardziej brakuje mi Komorowskiego ogłaszającego na uroczystościach żałobnych amnestię dla zorganizowanej grupy przestępczej, która swoimi złymi słowami które padły i dobrymi słowami które nie padły (to parafraza słów Komorowskiego) zaszczuła i zabiła Prezydenta i wszystkich lecących z Nim ludzi. Dla porównania dodałbym fragmenty z kampanii wyborczej, w których Komorowski i jego ludzie wypominają Kaczyńskiemu rzekome "zbrodnie IV RP", które nie mogą zostać przedawnione, bo przecież amnestia obejmuje tylko pogrążonych w żałobie przestępców, a nie próbujące zawłaszczyć tę tragedię ofiary! Do tego oczywiście zapowiedzi, że z pewnością PiS będzie grał trumnami i moment w którym po raz jedyny, ale jakże skuteczny (widać to po przepływie głosów od Naperalskiego do Komorowskiego w II turze) gra trumnami zostaje wykorzystana - Komorowski na finiszu debaty telewizyjnej (aby nikt już nie mógł wejść z nim w polemikę) zagrał trumną Barbary Blidy.

Myślę, że gdyby takie oto zdanie drugiej strony zostało zaprezentowane w filmie miałby on o wiele mocniejszą wymowę. Tylko czy wtedy film byłby mniej krytykowany? Nie sądzę. Można by było do kompletu dodać kilka wypowiedzi Tuska, Sikorskiego, Palikota, Niesiołowskiego, Nowaka, Bartoszewskiego, Kutza, Wajdy, Środy... Ale nie sądzę, aby przyszli oni przed Pałac, aby wziąć udział w tym filmie, zaś wykorzystanie ich wypowiedzi bez ich zgody pewnie skończyłoby się procesem. Zaprezentowanie każdego z wymienionych przeze mnie elementów "stanowiska drugiej strony" stanowiłoby taki zgrzyt w filmie dokumentującym powagę tamtych chwil, że wtedy dopiero uzasadnione stałyby się zarzuty, że autorzy manupulują, że nie chcą dokumentować tylko sieją nienawiść...

Czego boi się środowisko tak mocno krytykujące ten film?

Nie ukrywam, że w filmie najmocniej obrywa się dziennikarzom (przepraszam... funkcjonariuszom) zwłaszcza ze środowisk związanych z Gazetą Wyborczą. Nie krytykuje ich napiętnowana przez krytyków filmu dwójka aktorów, lecz zwykli ludzie z ulicy. Co zabawne w pewnym momencie zapalczywy człowiek z flagą wypowiada mocne słowa pod adresem ekipy kręcącej film i to również bez cenzury znalazło się w filmie. Według mnie dziennikarzom GW obrywa się w stu procentach słusznie. Nie da się wymazać tego, że szkalowali Prezydenta, że publikowali takie zdjęcia jakby Lech Kaczyński był niedorozwinięty, zaś Maria Kaczyńska nie miała żadnej lepszej torebki niż reklamówka. Gdzie wcześniej były te piękne zdjęcia Pary Prezydenckiej, które zostały opublikowane pośmiertnie? Jeszcze raz zapytam: co się stało z tymi "sąsiadami" krytykującymi Lecha, Marię i Jarosława Kaczyńskich, nie jako polityków, ale od strony czysto ludzkiej? Wyparowali w wyniku katastrofy? Jeszcze raz przypomnę: w czasie, gdy Naród jednoczył się w żałobie środowiska te dokładały wszelkich starań, aby ten Naród rozbić, skłócić i wmówić mu, że jest głęboko podzielony i zawsze już będzie skłócony, że wszelkie refleksje i chęć nawrócenia to musi być tylko słomiany zapał. Jako magister teologii (czyli w sprawach duchowych nie jestem dyletantem), a także magister informatyki (więc logiczne, ścisłe myślenie jest moją domeną) muszę stanowczo stwierdzić, że teologia moralna klasyfikuje takie postępowanie (walka z Łaską Bożą w celu uniemożliwienia nawrócenia) jako grzech przeciwko Duchowi Świętemu, który jako jedyny nie będzie odpuszczony ani w tym, ani w przyszłym życiu. Nie chcę tutaj wypowiadać się za Pana Boga ani dyktować Mu komu ma wybaczyć, a komu nie, ale przecież właśnie od takiego masowego zabijania sumień zaczynały się największe nieszczęścia w dziejach ludzkości, zwłaszcza te XX wieczne. Dlatego przeraża mnie, gdy politycy i dziennikarze wkraczają na pole walki między dobrem i złem stając po "ciemnej stronie mocy" (tym bardziej, gdy wmawiają ludziom, że to jest "jasna strona mocy", a ciemna jest ta druga...) Czy nie wiedzą oni jak wielkie zło wyrządzają? Owszem, wiedzą. Niedawno poseł PO Jarosław Gowin (też nie będący dyletantem w sprawach duchowych) w przypływie szczerości powiedział o zniszczeniu wspaniałej atmosfery po śmierci Jana Pawła II jednoznacznie: "my, politycy, będziemy się za to smażyć w piekle". Myślę, że chciał powiedzieć więcej, o zniszczeniu nie tylko tej atmosfery, ale ze względu na przynależność partyjną nie mógł tego zrobić. Myślę, że wolałby podzielić się władzą z dzisiejszą opozycją niż dalej uczestniczyć w tym nakręcaniu spirali nienawiści. Ale nie może się wycofać - ten rząd poszedł za daleko. Intrygi przeciwko Głowie Państwa, które doprowadziły do katastrofy smoleńskiej, budzenie nienawiści w społeczeństwie, które doprowadziło do mordu łódzkiego, populistyczna polityka gospodarcza, która prowadzi do załamania finansów państwa, a ostatnio ośmieszenie kraju i armii wskutek oddania śledztwa smoleńskiego Rosjanom. Trybunał Stanu murowany! Więc brną dalej i dalej niczym Makbet w coraz większe świństwa, kłamstwa, zdrady, zbrodnie... Dokąd? Przed Trybunał Międzynarodowy?

W filmie znalazło się wiele bardziej kategorycznych stwierdzeń od tych wypowiedzianych w "spowiedzi" aktora, pod którymi podpisuję się z całą pewnością, bez względu na grożące mi konsekwencje, kładąc na szalę całą moją wiedzę, wiarę, wykształcenie i doświadczenie. Jakie są to stwierdzenia?
- Że Prezydenta i wszystkie lecący z Nim Osoby zabiła ogromna, skumulowana i celowo budzona nienawiść.
- Że niekiedy zło zgromadzone w ogromnej ilości wygrywa wyrządzając ludzkości ogromną szkodę (o ile dobrze pamiętam padła analogia do II Wojny Światowej) i tak się stało także tym razem.
- Że Oni zginęli, abyśmy my mogli żyć jako ludzie wolni.
- Że jeśli nie nastąpi ogólnonarodowe nawrócenie, to nie będziemy wolni my, ani nasze dzieci i wnuki.

Te myśli dla salonowców są o wiele bardziej niebezpieczne niż słowa o Putinie "Ten człowiek, co ma krew na rękach przytulił mojego premiera, ale nigdy w życiu by nie przytulił mojego Prezydenta" wypowiedziane przez płaczącego aktora. Ten aktor, to tylko pretekst, a nie przyczyna krytyki filmu.

Jednak tym, co najbardziej przeraziło tych, co ten film zaatakowali, była mocno podkreślona w nim myśl, że tak jak podczas I Pielgrzymki Jana Pawła II do Polski ludzie poczuli swoją siłę i tak zrodziła się Solidarność, tak i teraz ludzie (tacy jak ja) zrozumieli, że nie są dinozaurami przeznaczonymi na wyginięcie, autsajderami, dziwakami, moherowymi beretami i zaczynają czuć jedność solidarność i siłę. Zaczynają wierzyć. Tę myśl trzeba było powstrzymać za wszelką cenę! Co by się stało, gdyby się rozniosła? Przecież nikt by wówczas takiego Wojewódzkiego, Majewskiego, Lisa czy Olejnik nie zatrudnił nawet jako "ciecia" lub "babcię klozetową". Tusk, Sikorski, Komorowski i inni musieliby uciekać do Peru lub wgłąb Rosji, aby naród nie uczynił z nimi tego samego, co zrobili Włosi z Mussolinim (wcześniej czy później i tak to nastąpi... lepiej wcześniej niż później, bo będzie mniej długów do spłacania, ran do zabliźniania i przepaści między zantagonizowanymi ludźmi do zasypywania). Dlatego pewne grupy polityków, dziennikarzy i innych beneficjentów obecnego systemu świadomie i dobrowolnie gotowe są do popełnienia najgorszego grzechu, świństwa, zbrodni, aby do tego nie dopuścić. Ostatnio przyjęło to niemal mesjanistyczną formę - Niesiołowski tłumaczył, że nie mogą wprowadzać żadnych reform, bo muszą bronić Polski przed Kaczyńskim, Ziobrą itd. Ta nowa linia retoryczna chyba trochę rozbawiła Gowina, bo przejęzyczył się mówiąc, że "są ostatnią nadzieją białych ludzi... przepraszam, białych kołnierzyków" i obawiam się, że było to przejęzyczenie zamierzone (myślę, że Gowin jest bardziej rozsądny niż linia programowa partii, do której należy).

Epilog zamiast prologu

Zainspirowany rozmową z moim dobrym Kolegą, obejrzałem wczoraj uważnie film "Solidarni 2010". Kolega (nawiasem mówiąc bardzo inteligentny facet, bardzo Go szanuję, choć poglądy mamy diametralnie różne) o filmie tym wypowiadał się z nieukrywanym wzburzeniem (podkreślam, że w większości sytuacji jest to człowiek nadzwyczaj spokojny) kwitując swoją recenzję słowami "Goebbels by się nie powstydził". Ja z kolei od dawna cenię Janka Pospieszalskiego - nie tylko jako dziennikarza będącego wyjątkiem od reguły: nonkonformistycznego, mającego własne zdanie i ideały, ale także jako znakomitego muzyka, propagatora zespołów muzycznych i człowieka wychowanego w znakomitej, wykształconej, muzykalnej i ceniącej wartości rodzinie (miałem przyjemność spotkać się kilkakrotnie z Marcinem Pospieszalskim - również rewelacyjny Gość). Jednak do oglądania tego filmu podszedłem z dużą ostrożnością - miałem wcześniej nieprzyjemność oglądania w TV innego filmu (tego z kolei w mojej opinii Goebbels by się nie powstydził) który rozprawiał się z wszelkimi "teoriami spiskowymi" na temat katastrofy w Smoleńsku (w sposób tak perfidny, że najpierw przedstawiał je w sposób ciekawy, budzący zaufanie, by później brutalnie je ośmieszyć) i do jednego worka z dziwnymi teoriami (np. o zabitym autorze filmu, na którym słychać strzały, z którą ja osobiście nigdy się nie spotkałem) wrzucał film "Solidarni 2010". Dwa najpoważniejsze zarzuty, to udział w tym filmie dwójki zawodowych aktorów oraz brak przedstawienia wypowiedzi drugiej strony. Więc ze sporą ostrożnością, uwrażliwiony na wszelkie próby manipulacji (a zwłaszcza na dwójkę aktorów) zasiadłem do oglądania filmu.

Dlaczego krytycy nie powiedzą wprost co im się nie podoba w filmie, tylko plotą bzdury i frazesy o manipulacji, aktorach, braku obiektywizmu wynikającego z braku wypowiedzi drugiej strony? To dziecinnie proste. Mówiąc o tym sami mimo woli szerzyliby myśli, które są dla ich dalszych losów zabójczo niebezpieczne. Dlatego trzeba było jak najwięcej ludzi zniechęcić do obejrzenia tego filmu nie mówiąc dokładnie o co w nim chodzi. To tak jak z paleniem książek - jaki by był sens je palić, gdyby się wcześniej powiedziało co w nich jest.

Jaką reakcję wywołały wśród moich znajomych tak negatywne recenzje tego filmu? Kolega, o którym wspomniałem przyjął optykę recenzentów, gdyż z natury bardziej ufa "ekspertom" niż liczbom, faktom, własnym analizom. A szkoda, gdyż wiedzę ma ogromną i inteligencją, a zwłaszcza umiejętnością analizowania faktów, danych, korelacji między danymi, tendencji itp. w moich oczach przewyższa "ekspertów", którym ufa, a którzy perzecież mogą celowo wprowadzać Go w błąd. Ale to Jego wybór i Jego decyzja - ma do tego prawo. Inny kolega, którego postawa ciągle jest dla mnie zagadką (ma coś nieszczerego lub choćby niekonsekwentnego) palnął kiedyś, że wszystkie osoby pojawiające się w filmie, to aktorzy. Nie wiem czy zrobił to bezmyślnie (jest stałym czytelnikiem GW) czy też prowokacyjnie, aby mnie zdenerwować. Bo skoro wszystkie postacie w filmie to aktorzy, to kim na tym placu ja byłem: aktorem, statystą, a może naiwnym, wykorzystanym elementem dekoracji? Co najciekawsze: chwalił nam się, że aby zaszczepiać w rodzinie patriotyzm i świadomość historyczną pojechał do Krakowa, zabierając z sobą żonę i dwie córki, na pogrzeb Prezydenta (którego nawiasem mówiąc często w sposób równie prowokacyjny i ironiczny wyśmiewał - stąd moja diagnoza o nieszczerości lub niekonsekwencji). Więc w świetle jego słów i czynów ci, którzy pojechali do Krakowa oddać hołd Parze Prezydenckiej, są patriotami świadomymi historycznego momentu, a ci, co uczynili to samo w Warszawie są aktorami i statystami występującymi w propagandowym filmie. Nie będę się rozwodził nad postawą dwóch innych "wykształconych i inteligentnych" kolegów, którzy przy rozmaitych okazjach rzucają pod moim adresem obraźliwe, ironiczne pytania, bo w ich rozumieniu doskonały umysł przyjmujący tylko jedynie słuszną teorię tak góruje nad niedoskonałym umysłem, który rozwarza różne możliwości, że ta istota niższego gatunku nie zasługuje na szacunek, co najwyżej na wielkoduszną pobłażliwość. Oczywiście są przekonani, że to ja jestem fanatykiem uzurpującym sobie prawo do jedynie słusznej prawdy. Czy mają do tego prawo? Sami sobie odpowiedzcie.

Ale co najważniejsze: film "Solidarni 2010" obejrzał tylko ten Kolega, którego najbardziej z całej czwórki szanuję. Bo człowiek naprawdę inteligentny nie boi się poznać argumentów drugiej strony, nawet gdy się z nimi nie zgadza. Tylko co z tego? Obejrzał, ale mimo swojej ogromnej (i tu piszę bez ironii), naprawdę ogromnej inteligencji niczego z tego filmu nie zrozumiał. Ja - mimo, że oglądałem film znając Jego negatywną opinię, oglądałem ten obraz jako człowiek, który z potrzeby serca znalazł się pod Pałacem, zapalił znicz, obserwował znajdujących się tam ludzi, rozmawiał z nimi, stał w kolejce (niestety po czterech godzinach, widząc marny postęp kolejki musiałem zrezygnować - czwartek był dniem, gdy długość oczekiwania pobiła wszystkie rekordy). Dlatego moja optyka bardzo różni się od optyki mojego Kolegi. Cóż, gdybym żył w podwarszawskiej enklawie dobrobytu, pracował cały czas w firmie państwowej i rządy PiS-u kojarzyły mi się tylko z tym, co o nich mówiono w mediach (czyli podsłuchami, aresztowaniami, śmiercią Blidy), a nie z prospołeczną zmianą polityki gospodarczej, rekordowym wzrostem gospodarczym, wyjściem z unijnej procedury nadmiernego zadłużenia, radykalną poprawą sytuacji materialnej, przełomem na rynku pracy i zyskanym w związku z tym poczuciem wolności i godności, to prawdopodobnie mógłbym mieć dziś takie poglądy jak On. Gdyby z kolei Jego doświadczenie życiowe (nota bene bardzo ciekawe i prawdopodobnie bogatsze od mojego) zawierało kilka elementów z mojego życiorysu, to najprawdopodobniej podzielałby moje poglądy. Najbardziej przykre jest to, że w obawie przed manipulacją dał się skutecznie zmanipulować. Zmanipulować do tego stopnia, że w filmie widział tylko dzieło godne Goebbelsa, a nie dostrzegł w nim fenomenu zjawiska społecznego, które spontanicznie rozpoczęło się na Krakowskim Przedmieściu i w tym samym miejscu zostało zabite - tym razem już nie w sposób spontaniczny, lecz celowy, w wyniku przepychanek pod Krzyżem, który miał być symbolem jedności, a stał się narzędziem do wmawiania podziału i całkowitej winy jednej strony za ten podział... podobnie zresztą jak pogrzeb na Wawelu.

Post Scriptum

Po filmie "Solidarni 2010" obejrzałem film "Mgła". Zestawienie powagi żałoby ludzi zgromadzonych pod Pałacem z małostkowością ekipy Tuska, która pospiesznie przejmowała władzę, skwapliwie reżyserowała wszystko, co działo się po katastrofie na lotnisku w Smoleńsku tak, aby to Tusk był tam pierwszy i wypadł lepiej, a nawet składanie kondolencji na pogrzebie urządziła tak, aby zamiast rodziny Prezydenta odbierali je ci, którzy aktywnie uczestniczyli w nagonce na niego (prościej byłoby napisać "mordercy", bo jestem w 100% przekonany, że katastrofa była zamierzonym lub raczej niezamierzonym wynikiem tej nagonki), czyli Tusk, Sikorski, Komorowski... takie zdarzenie robi piorunujące wrażenie. Sam film jest dużo ostrzejszy w wymowie (co słychać choćby w oprawie muzycznej - nota bene świetnej w obydwu filmach, bardziej oskarżycielski, bardziej polityczny, a jednak na niego nie posypały się gromy, jak na "Solidarnych 2010"! Dlaczego?!
Odpowiedź jest brutalnie prosta. Do tego, że mamy klasę polityczną zupełnie pozbawioną klasy ekipa Tuska zdążyła nas już przyzwyczaić. Pokazanie tego kolejny raz nie jest dla nich niebezpieczne - jak długo uda im się utrzymać antypisowską histerię w społeczeństwie, tak długo bez względu na liczbę wpadek mogą się czuć bezkarni. Natomiast film pokazujący, jak ludzie odzyskują godność, podnoszą głowy, czują znów jedność i siłę, podobnie jak w przededniu powstania Solidarności, stanowił dla nich śmiertelne zagrożenie. Ale (jak widać po reakcji mojego kolegi) i z filmem też sobie poradzili.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

część 1 z 9 części:

kolejne na stronie YT.

Obibok na własny koszt

======================================================

Nunquam sapiens irascitur.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Obibok na własny koszt

#125593

Bardzo dziekuje za ten tekst, zwiazane z tym przemyslenia i ocena filmu, z ktora calkowicie sie zgadzam.
Czy da sie jeszcze wprowadzic na "wlasciwa sciezke" miliony POlakow, po tym co z nami uczynila polityka milosci Tuska?
Nie moge napisac, ze nie ma na to nadzieii, skoro w tym kraju zyja tacy ludzie jak Pan, a takze wielu piszacych tutaj, dla ktorych slowa - uczciwosc, honor i zwykla ludzka przyzwoitosc maja wartosc i znaczenie, a ktorych poznalam na tej stronie.
Na dzien dzisiejszy jest ciemnosc, okrutnie czarna polyskujaca mrowiem ludzich lez, a ludzie mowia, ze to gwiazdy.....

Dycha bez dyskusji.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#125672

stałam w Warszawie,aby pożegnać Prezydenta 10 godz,jeszcze dłużej,aby wejść na krakowski rynek i wziąć udział w Jego pogrzebie.Ze mną byli przyjaciele i rodzina,a wszystko to z potrzeby serca,z prawdziwego smutku,a teraz jakiś dupek ma mówić,że to propaganda rodem z nazistowskich Niemiec?Ten facet nie byłby już moim kolegą.Autora pozdrawiam i dziękuję za wyważony tekst-daję 10

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#125698

Dzięki za ten tekst.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#125714

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#141613