Profesora Śpiewaka wieszczenie upadku dziś nam panującej większości sejmowej i rządu

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

Coraz trudniej się dziś śmiać z tego, co dzieje się w obszarze życia publicznego. Wygłupy mogą rozśmieszać, ale pod warunkiem, że mają w sobie coś ze spontaniczności. Tak bywa z wypowiedziami niektórych polityków. Rzecz jednak w tym, że błazen musi być inteligentny. I to nieprzeciętnie. Inaczej staje się nudny, a nuda zabija humor. Dlatego to, co robi „totalna opozycja”, wliczając w to rozmaite ad hoc klecone koterie spoza sejmu, jest po prostu nudne, ale dostarcza to zarazem żeru dla takich „tygrysów: jako Timmermans, Verhofstadt, o Junkerze nie wspomnę, bo on sam swoim sposobem bycia niejakiej rozrywki dostarcza. Na forum naszej polityki usiłują to robić także niektórzy, ale tylko panu Petru to się w pewnym sensie udaje, właśnie dlatego, że jest i spontaniczny i autentyczny. Inna rzecz czy te atrybuty w takim właśnie wydaniu są potrzebne w polityce? Ci, z kolei, którzy jeżdżą na skargę do instancji europejskich po prostu w normalnym trybie powinni znaleźć się na państwowym wikcie w połączeniu z resocjalizacją. Może wtedy uzyskałoby się w końcu jaki taki dowód na ułomność naszej demokracji. Póki co, defekt jej polega na tym, że daje wolną rękę wszelkiej maści grandziarzom, kombinatorom i i amatorom łatwych pieniędzy.

Tak więc, nie ma powodu do wesołości. A z drugiej strony wszystko jednak zależy od tego, gdzie się jej szuka. Ostatnio obiło mi się o uszy wystąpienie pana profesora Śpiewaka. Długachne, dość zawiłe, może dlatego, znajdując w nim powtarzane inwokacje tejże „totalnej”, tekst wywiadu zdybany na Onecie jakoś do końca mnie nie zainteresował. Trudno jednak było przeoczyć główną jego tezę. To była wprost jeremiada, powiedziałbym więcej, requiem dla PiSu. Zapowiedź niechybnej katastrofy. Nie byłoby to nic, co różniłoby się od tego, co mówią tacy ludzie, jak Schetyna, Grupiński, Schejnfeld, Halicki, nie licząc takich asów polityki, jak Szczerba, gdyby nie coś w rodzaju zaskakującej pointy. Otóż PiS sromotnie zostanie zlinczowany nie przez PO, czy w ogóle tę znaną nam opozycję, ale przez „rozwścieczoną” inteligencję. Nie powiem, teza ciekawa. A dlatego też istne eldorado dla różnych komentarzy. Aliści jakoś ich za wiele nie widać. Jak każde nieprecyzyjne pojęcie, tak i to – znaczy się, samo słowo „inteligencja” – nasuwa całą masę pytań. Bo, cóż to słowo oznacza?

Poszukując definicji tego pojęcia zarówno w rozumieniu określonych walorów umysłowych, jak i zespołu cech decydujących o przynależności do warstwy określanej tym mianem, natknąłem się na następujące sposoby definiowania tych zjawisk intelektualnych i społecznych. A więc:

„inteligencja (od łac. intelligentia - zdolność pojmowania, rozum) – zdolność do postrzegania, analizy i adaptacji do zmian otoczenia. Zdolność rozumienia, uczenia się oraz wykorzystywania posiadanej wiedzy i umiejętności w sytuacjach nowych.

„inteligencja - określenie warstwy społecznej żyjącej z pracy umysłu, wykształconej ostatecznie w XIX wieku głównie ze zubożałej szlachty , ale również ze stanu mieszczańskiego , rzadziej bogatego chłopstwa i podupadłej arystokracji. Tradycyjnie inteligencja obejmowała nauczycieli , lekarzy , artystów , inżynierów i czasami też urzędników , obecnie – osoby zajmujące pozycje zawodowe, wymagające wyższego wykształcenia” . (podkr. ZZ.)

Dla naszych rozważań ważna jest treść zwierająca się w wytłuszczonym fragmencie zdania.

Otóż prof. Śpiewak, nie ujmując nic jego wiedzy socjologicznej, oparł jednak swe proroctwo na, rzec by można, kruchych podstawach, wydaje się, głównie bazujących na mediach opozycji i to nie każdej, ale właśnie owej „totalnej”. Przede wszystkim posłużył się zasadą „pars pro toto”, czyli z pewnej – nieważne, małej czy większej części – uczynił całość. Można by się jeszcze sprzeczać, czym tak naprawdę jest inteligencja? Na przestrzeni mojego życia (85 lat) kryteria przynależności do tej warstwy mocno się zmieniły. Po mojej maturze (1951) uważano nas maturzystów za inteligentów. Nieważne czy słusznie, ale taki był vox populi małego miasta. Dziś ani w wielkim mieście ani w grajdołku maturzysta nie jest inteligentem, jak wyżej przytoczona definicja na to wskazuje. A więc – mając także wielkie zastrzeżenia do kryterium zastosowanego w tej definicji – bowiem spotkałem w życiu osoby o wybitnej inteligencji, które wszakże miały kłopoty z pisaniem – opieram się jednak na niej i to w zestawieniu ze statystyką czerpaną ze spisu ludności z 2011 roku, według której: „najbardziej dynamiczny wzrost zanotowano w odniesieniu do osób o wykształceniu wyższym, których udział zwiększył się z 9,9 proc. w 2002 r., do ponad 17,5 proc. w 2011 r., ogółu ludności w wieku 13 lat i więcej”, Zaś „na podobnym poziomie jak w 2002 r. kształtuje się odsetek ludności o wykształceniu średnim - ok. 33 proc. Natomiast znacząco obniżył się udział osób z wykształceniem podstawowym oraz podstawowym nieukończonym – do poziomu ok. 19,8 proc.”

Informację podaję za Newsweekiem, zatem o manipulacji nie może być mowy. Natomiast nie jestem pewny, czy prof. Śpiewak trochę sobie nie pomanipulował? Strzelił, jak by dziś powiedziano z armatohaubicy, ale siła wystrzału zależy zawsze od wielkości ładunku prochu. Tego w wystrzale profesora zabrakło.

Nie trzeba się tu wysilać na żadne karkołomne kombinacje. Z wypowiedzi pana Śpiewaka zdaje się wynikać, że „rozwścieczona” inteligencja rozwali nowy układ polityczny dziś panujący w Polsce. Popatrzmy na jej potencjał ilościowy. A przecież nie można zaliczyć do „wściekłych” wszystkich ludzi po wyższych studiach. Z pewnością są to ludzie w jakiś sposób będący spadkobiercami nomenklatury PRL, której panowanie, jak to dziś widać bez osłonek, firmowała Magdalenka i Okrągły Stół. Ileż więc może tak naprawdę być tej „rozwścieczonej” inteligencji? Nikt tego nie wie. Oczywiście można do niej zaliczyć „manifestantów” różnej maści. Ale trzeba naprawdę wielkoduszności, by przyznać im status inteligenta. Nawet docenci „z ustępu” ongiś kształcący tę nową inteligencję „ludową” wypadają tu znacznie korzystniej.

A więc, panie profesorze, to nie inteligencja, ani ta normalna, ani ta „rozwścieczona” wbija nóż w plecy Polsce, tak jest: Polsce, a nie jakiemuś rządowi, prawda, że dla wielu niewygodnemu. Ten nóż wbija stale przez kogoś organizowany i opłacany „profanum vulgus”, którego inteligencja nie pozwala mu zrozumieć, że swoimi karygodnymi wygłupami (niektórzy nauczyciele, nie czujcie się wyjęci z tej kategorii) piłuje gałąź, na której siedzi, gdyż ci, którzy nim sterują dbają o własne kiesy, a nie o najętych klakierów. W ten „profanum vulgus wpisuje się owa „rozwścieczona” inteligencja. I tyle.

A więc kim w końcu jest ta, nazwana przez profesora, „rozwścieczona” inteligencja. Są to faktycznie wszyscy, którym porządek zaprowadzany obecnie w państwie psuje ich interesy, najczęściej szemrane. Mogą to być niektórzy słudzy Temidy, mogą być wojskowi, lekarze, niższa lub wyższa magistratura, a przede wszystkim ci, którzy konają ze strachu, że sięgnie po nich wymiar sprawiedliwości i ze zbudowanych na kradzieży pałaców w najlepszym przypadku wylądują w jakimś M lub w znacznie skromniejszym locum z zakratowanymi oknami. Być może nie będzie to ani myszką trącąca PO, ani inne „partie” kanapowe lub kabaretowe. Inteligencja „rozwścieczona” jest tyleż groźna co śmieszna. Na barykady ona nie pójdzie, a czy najemnicy zechcą? Ale nie trzeba też wątpić w inteligencję prostego człowieka, kierującego się zdrowym rozsądkiem i sumieniem, czyli tym, czego brak inteligencji wykreowanej przez profesora Śpiewaka.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:13)

Komentarze

niczym już nas nie zaskoczy,szczególnie w temacie,j.w a wracając RAZ jeszcze do definicji inteligencji,to ma się ona nijak do tej o której pisze,mówi Spiewak...tą prawdziwą zamordowano pod Katyniem Ostaszkowem,Miednoje,innych wywieziono na Sybir a resztę dokonali Niemcy i to bardzo skutecznie ,ta dzisiejsza,na którą POwołuje się pan Spiewak,to niemyślące istoty plus cyniczni zdrajcy

 serd pozdr :)

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#1536400

Jeśli fundacja Sorosa (i jej wasale) źle ocenia Polskę, to znaczy, że zmierzamy w dobrym kierunku.

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1536409

Ileż tych gniotów yyntelektualnych się uzbierało!

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#1536412

Panu Śpiewakowi - profesorowi pomyliła się inteligencja z warszawką. No, może nie pomyliła, tylko oni tam tak mają, że te wszystkie jandy i kijowskie, środy, piątki, poniedziałki to jest właśnie inteligencja. Mimo, że cała Polska wie, że nie jest. Ale tak już jest. Jak jesteś rybką w akwarium, to myslisz, że to jest cały świat.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1536425

 To już tylko "łabędzi śpiew" w wykonaniu Śpiewaka... brzmiący dodatkowo jak ujadanie wściekłego kundla, który nawet nie zauważa że to obca i wroga Polsce inteligencja wyższa szczuje aby gryzł rękę która go karmi i broni...

 Ta jego inteligencja która ma zlinczować PiS jest dobitnym dowodem na wpływ inteligencji wyższej na niższą i lepiej żeby nie stawała przez akwarium z rybkami, bo może zacząć ruszać uszami zamiast skrzelami i bezdźwięcznie otwierać i zamykać usta.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

niezależny Poznań

#1536433

jak zwykle

 

ten antypolskie pieśni

jak zwykle śpiewa

propolskich odruchów

w ogóle nie miewa

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1536442

wywiadzie dla onet.pl:

"Inteligencja to ci którzy maszerują z KODem".

 

Co było pite panie "profesór"?

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1536609