Eingedeutscht

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

Eingedeutscht

„Pycha jest zakorzeniona w kulturze niemieckiej i przytłacza inne narody”.

Tę lapidarną wypowiedź profesora Andrzeja Nowaka biorę jako motto do tego, co niżej chcę napisać. Nie wiem, czy autor tych słów w pełni zdaje sobie sprawę, że jego stwierdzenie nie obrazuje wyłącznie cechy rozpoznawczej niemieckości w skali makro, a więc jako państwa, narodu, ale sprawdza się ona w życiu codziennym w zachowaniu przeciętnego Niemca? Szlachetne wyjątki – sam takowe spotykałem, choć nie często – zdarzają się i stanowią kontrast dla sposobu bycia ogółu.

Tyle o wypowiedzi Andrzeja Nowaka, będącej małym fragmentem dłuższego jego wywodu. Autor jest zbyt młody, by na sobie doświadczył sposobu bycia Herrenvolku. A tym mianem szczycił się w czasach wojny i okupacji każdy Niemiec, od śmieciarza po profesora. I to przekonanie kształtowało jego sposób bycia wobec wszystkich innych, podzielonych na kategorie od Reichsdeutscha po untermenscha. Ordnung musste ja sein! Po drodze byli Niemcy niższych kategorii, ale mający czerwony Ausweis i odpowiednie Lebensmittelmarken, decydujące o tym, że ich posiadacz jadł Marmelade, a nie Brotaufstrich przeznaczony dla untermenschów, produkowany z odpadów ćwikły i czegoś jeszcze. Kto tego nie doświadczył, a tylko z książek wie czym była buta i pycha Herrenvolku, ten właściwie w tym temacie chodzi po omacku.

Słuszne będzie zatem pytanie, dlaczego właśnie teraz te rzeczy odgrzewać? Odpowiedź jest prosta. Ponieważ z autopsji zna je już tylko niewielka ilość ludzi i istnieje obawa, że za niedługo zabraknie kogokolwiek, kto będzie mógł rzeczowo wyjaśnić różnego rodzaju anomalie zachodzące dziś w naszym życiu politycznym. Chcąc choćby niektóre z nich tu naświetlić, wyczerpalibyśmy wszelkie limity, ale dla przykładu choćby jedna. Ostatnio zaserwowana nam wypowiedź senatora polskiego, Jana Rulewskiego na temat strat, jakie Niemcom przyniosła wojna, rzecz jasna jako kontrast dla strat narodu i państwa polskiego. W dodatku tłem tej wypowiedzi były spichrze nad Brdą w Bydgoszczy, o kilkaset metrów od miejsca rozstrzeliwań Polaków w 1939 r. Czyż nie trzeba tu zapytać jakim motywem kierował się senator, wygadując takie zawstydzające brednie w tak wymownej scenerii. Czy brak rozumu tu wystarczy? A może komuś taka wypowiedź była potrzebna? Oczywiście pan Rulewski także ponure czasy okupacji zna z którejś tam ręki. Ja mieszkałem w tym czasie 30 km od Bydgoszczy, a śmierć mojego ojca rozstrzelanego w grudniu 1939 r. miała w tle Bromberger Blutsonntag. Ale to był początek. Potem przyszła tułaczka, gdyż do naszego mieszkania po powrocie z tzw. ucieczki nie dano nam już wstępu. Oczywiście za stosowane nagminnie rabunki prywatnego mienia i mienia państwowego (na moich oczach dzień w dzień przez 5 lat wywożono z Borów Tuchowskich najlepszy gatunek drewna – to tylko mały fragmencik okradania Polski) nikt już nie ponosi odpowiedzialności ani moralnej ani materialnej. A więc nie tylko za to, co zniszczyli winni Niemcy odpowiadać, ale także za to co ukradli, bo to powiększało ich majątek narodowy. Zasada prawna wszak brzmi: nemo e alieno ditior fieri potest (nikt nie może się bogacić cudzym kosztem). Takiemu rozwiązaniu przyklaskuje „totalna” opozycja na każdym kroku manifestując wyprane ze wstydu i godności oblicza swych championów. To już nie jest zwykłym szachrajstwem, jako że za darmo nic tu się nie dzieje, ale po prosta zdradą, taką jaką była Eindeutschung w tamtych czasach.

Ten serwilizm wobec Niemców ma jednak swoje korzenie i w niektórych przypadkach są one jeszcze dość żywotne. Bez wątpienia istnieje, może nawet do dziś, głęboko w podświadomości tkwiący syndrom, zwany Eindeutschung, słowo to oznacza zniemczenie, ale to jest tłumaczenie nieścisłe. Raczej chodzi w wszczepienie w organizm narodu niemieckiego. To była najogólniej mówiąc, volkslista. Zepchnięcie tego, tak obciążającego poważną część Polaków wydarzenia do niepamięci jest, jak się dziś okazuje, niemałym błędem. Skutkiem tego błędu jest niezrozumiały wprost dla normalnego Polaka serwilizm wobec Niemców, którzy dopiero teraz tak naprawdę mogą się uważać wobec nas za ów Herrenvolk. Obserwowałem cały proces przyjmowania przez wielu Polaków (to były setki tysięcy) tzw. niemieckiej volkslisty, mając zaledwie kilkanaście lat, ale już wtedy z dnia na dzień „wyprodukowany” Niemiec nie potrafiący po niemiecku wydukać najprostszego zdania, potrafił mi powiedzieć, du Saupole – ty świński Polaku. Nie rozumiejąc co się właściwie dzieje, widywałem eingedeutschtów, jak z dumą zapewniali, że zawsze tęsknili do wspólnoty z herrenvolkiem. I z jeszcze większym niezrozumieniem obserwowałem, jak taki świeżo upieczony Niemiec płaszczył się i umizgiwał do o jedno oczko wyżej stojącego Niemca – volksdeutscha, być dawnego swego parobka. Ten serwilizm był wypisany na twarzach wielu eingedeutschtów. Co więcej, po wojnie ciągoty do Niemców i Niemiec obserwowało się u wielu z nich, a moi rówieśnicy, niegdyś paradujący w mundurach HJ, nagle ukazywali się w zetempowskich koszulach z czerwonymi krawatami.

Coś więc z tego upodlenia pozostało – złamany kręgosłup, oportunizm, wyciągnięta łapa po markę czy euro. I zgoda, by cię traktowano jako, tym razem exniemca, ale sympatyka, zawsze gotowego strzyknąć śliną na Polskę i Polaka. Pozostał więc syndrom, nabyty w spadku po przodkach: giętkość karku i gotowość do sprzedania tego, co każdemu Polakowi drogie, ale dla eingedeutschta zawsze tylko będące towarem do wymiany.

Zapomnieliśmy o tym wszystkim i dlatego dziwimy się, że Tusk szkaluje Polskę, że jej szkodzi, że przy Angeli Merkel gotów jest pełnić rolę co najwyżej włodarza w majątku zwanego Polską, tyle, że pod nadzorem dawnego herrenvolku. Zobaczmy, jak to wygląda oglądane z Niemiec.

Niemiecka gazeta przyznaje: Niemcy chcą Tuska jako premiera Polski

„Die Welt” w artykule pt. „Dlaczego Angela Merkel nie ma nic do Polski” pisze m.in. o tym, że nikt w Berlinie nie chce drugiej Turcji przy granicy. Czytamy także, że strategia nieingerencji ze strony niemieckiej w polskie sprawy jest zaplanowana na przygotowanie gruntu pod powrót Donalda Tuska.

Według niemieckich dziennikarzy tamtejsze elity mają nadzieję, że obecny szef Rady Unii Europejskiej wystartuje w walce przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. Gazeta ma jednak świadomość, że sympatia ze strony Angeli Merkel może być dla Tuska politycznym problemem.

Ta sama gazeta niemiecka ma też swoistą wykładnię sprawy odszkodowań dla Polski:

"Die Welt" o polskich żądaniach reparacji wojennych: "czcze pogróżki".

"Żaden, będący przy zdrowych zmysłach człowiek w Niemczech, nie neguje zbrodni wyrządzonych na Polsce przez hitlerowskie Niemcy" – pisze dziennik "Die Welt". Reparacje są jednak jego zdaniem nieuzasadnione.

Domaganie się odszkodowań za spustoszenia, jakie hitlerowskie Niemcy wyrządziły podczas II wojny światowej, należy do kategorii "żądań politycznych wysuwanych wobec zagranicy, ale z pobudek wyłącznie wewnątrzpolitycznych". W regularnych odstępach czasu robi to Grecja, a co parę lat też Polska – pisze dziennik "Die Welt" w artykule "Dlaczego Niemcy nie są winne Polsce żadnych reparacji wojennych".

Gazeta przypomina, że po raz kolejny żądanie reparacji wojennych wysunęli teraz posłowie PiS na czele ze "znanym nacjonalistą, zaufanym szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego, Antonim Macierewiczem".

"Z punktu widzenia politycznego i prawa międzynarodowego są to jednak czcze pogróżki. Ani Republika Federalna Niemiec jako państwo, ani firmy czy pojedyncze osoby nie są już winne Polsce jakichkolwiek świadczeń odszkodowawczych. Politycy PiS oczywiście to wiedzą. Ale może im chodzić o to, by w aktualnym kryzysie wywołanym antydemokratyczną przebudową państwa, zewrzeć szeregi przy pomocy krytykowania Niemiec" – stwierdza "Die Welt".

Podobnie myśli Tusk, „totalna” opozycja, i wielu Polaków, którzy nie wiedząc o tym, są po prostu eingedeutscht, w oparach syndromu, który od ponad 70 lat stale gdzieś się czai. Tusk sam eingedeutscht nie był, bo nie było go na świecie, ale wzrastał w rodzinnej atmosferze swego rodzaju kultu dla tego, z czego wyrastała Eindeutschung” – innymi słowy podeptania polskiego obywatelstwa, płaszczenie się przed wrogiem i psiej wobec niego uległości.

Oczywiście według oceny pani Merkel nie ma lepszego od Tuska kandydata na premiera nowego General Gouvernemnentu, albo jeszcze lepiej na prezydenta. Ma on syndrom Eingedeutschta w kościach. Wie co robi, a do tego dodaj głupotę jego funów w Polsce. Świetlana przyszłość, nie ma co mówić. Aż trudno uwierzyć, że jakiś tam procent Polaków może stale jeszcze gardłować za politykami wyraźnie przecież „kupionymi”, dziś nawet już wiadomo przez kogo?

P.s. Analogie tego, co dzieje się obecnie do tego, co działo się w czasie okupacji są tak wyraźne i oczywiste, iż nie można ich dziś nie zauważać, choć nikt nie chce też nikogo piętnować za to co było. Inna rzecz, gdy chodzi o to co jest.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:16)

Komentarze

Poruszyl Pan bardzo ciezki temat. W wiekszosci go popieram. Szczegolnie ta czesc historyczna spowodowala, ze pragne napisac swoj komentarz.

Myslalam podobnie.... zanim nie poznalam historii mego tescia - Volksdeutscha.  czlowieka, ktory wracal do Polski, gdy powstalo nowe panstwo polskie, ktory w sercu czul sie Polakiem, .... a jednak podczas wojny podpisal Volksliste, zeby przezyc. Mial juz odpowiedzialnosc za zone i dziecko. W pewnych rejonach  dzisiejszej Polski za nie podpisanie listy byla kula w leb. Nie wszyscy byli bohaterami. Moj tesc nie wyrzadzil krzywdy zadnemu czlowiekowi, byl szanowanym czlowiekiem. Byc moze byl wyjatkiem.

Powinnismy oceniac ludzi przede wszystim po ich czynach.

Tak jak pisze autor istnieje duzo analgii miedzy" kiedys a teraz", ale zycie jest banalne - nie tylko czarne i biale.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

Gosia

#1546339

Szanowna Pani! Niczego nie chcę ująć Pani teściowi, ale co do akcji volkslisty nie ma zgody. Niemcy nie przymuszali do przyjmowania jej, ale wpisanie kogoś na nią uznawali za wyróżnienie i zaszczyt, na który nie każdy zasługiwał. Ktoś kto stawiał wniosek o eindeutschung musiał wyrzec się obywatelstwa polskiego, zaprzeć  się przynależności do narodu polskiego i wyrazić gotowość należenia do narodu niemieckiego. Tego wymagano w czasie tzw. Pruefung, czy.li . egzaminu składanego przed landratem. Ponadto wielu  eingedeutschtów źle się odnosiło do Polaków. Mnie o tym nikt nie opowiadał, tylko sam to mogłem obserwować i niejedno doznałem od tych ludzi, wczoraj jeszcze kolegów. Dlatego nie mogę Pani przyznać racji w ocenie tamtych ludzi, nawet jeśli więzi rodzinne coś innego podpowiadają. 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1546363

Rzeczywiscie nie mozna porownywac wiedzy Panskiej, bo na wlasnej skorze przezytej - z moja - tylko opowiadana. Tesc moj zyl na Mazurach pod zarzadem Gauleitera  Kocha. Z opowiadan tescia wiem, ze istnialy roznice w traktowaniu ludzi w poznanskim, pomorskim czy wlasnie na   Mazurach. W 1942 roku  na rozkaz Gauleitera Kocha przymuszano tam bylych obywateli niemieckich do podpisywania Volkslisty i karano smiercia. Miedzy innymi tez za ten rozkaz zostal  Gauleiter Koch skazany na kare smierci i zmarl w wiezieniu w Barczewie pod Olsztynem. Ja osobiscie sie nie dziwie, ze po rzezi bydgoskiej wielu ludziom brakowalo odwagi zeby sie przeciwstawic.

Ja w zaden sposob Panskich przezyc wojennych i tych prywatnych  nie chce umniejszyc, Prawdy nie da sie zmienic.

Pozdrawiam

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Gosia

#1546365

Na Mazurach  mniejszość polska miała zawsze obywatelstwo niemieckie. To zupełnie in a sprawa niż  volkslista Forstera. 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1546382

" Czyż nie trzeba tu zapytać jakim motywem kierował się senator, wygadując takie zawstydzające brednie w tak wymownej scenerii."

Myślę, że notka K. Prof. w zupełności te motywy wyjaśnia. Tylko ludzie z takiego środowiska mogą tworzyć "totalną opozycję".

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Stasiek

#1546364

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1546371

Jak zawsze trafiasz obrazkiem w dziesiątkę. Na poprawienie z rana nastroju.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1546416