Homofilia ? A cóż to za zwierz ?

Obrazek użytkownika zetjot
Blog

Przypadek Pawła Adamowicza z jego aferami, w tym aferą z modelem równściowym doskonale ilustruje sposób jak prywatne interesy targowiczan doprowadziły do upadku I RP. Jeśli chodzi o ten model, to jego obrońcy wskazują na jego rzekomą merytoryczność szeroki zakres poruszanych w nim kwestii, z których tylko niewielki ułamek dotyczy kwestii seksualnych. No i o to właśnie chodzi - o wypełnienie modelu kwestiami oczywistymi i banalnymi po to tylko by przeszmuglować w nim te właśnie kontrowersyjne zapisy, umieszczone tam ze względów politycznych.

Z racji zainteresowań zawodowych jak i prywatnych oglądam sporo filmów popularno-naukowych, szczególnie przyrodniczych. Znam języki, obce jak i specjalistyczne, więc pewnego razu, wielce się zdumiałem, oglądając film, w którym pojawił się ośrodek badawczy, na którego frontonie wypisano wielkimi literami nazwę "Ośrodek Badań nad Naczelnymi im. O'Neilla" a tymczasem lektor mówi o "Ośrodku Badawczym im. Prymasa O'Neilla". Marny tłumacz coś sknocił, bo nie wiedział co to jest "primate". Ileś lat potem, oglądałem albo inny film, albo ten sam, zaktualizowany, w którym pojawił się ten sam ośrodek badawczy, ale z prawidłową już nazwą.  

Tak więc wyczulony jestem na wszelkie rozmaite błędy w tekstach. Parę dni temu zaskoczony zostałem czytając w GN rozmowę z ekspertką, nauczycielką metodyki wychowania do życia w rodzinie, która ku mojemu zdumieniu powiedziała coś takiego, cytuję: 

"W rozwoju psychoseksualnym dziecka jest taki czas, który nazywamy homofilnym. To upodobanie do przebywania z tą samą płcią. Każdy z nas przez to przechodził. I kiedy w tym okresie mówi się dzieciom: Masz upodobanie do przebywania z tą samą płcią, to znaczy, że masz orientację homoseksualną, mogą zgodnie z tą nieprawdziwą tezą zacząć podejmować współżycie seksualne." 

Rozumiem dokładnie, co pani ekspert miała na myśli, i podzielam jej zdanie, mam jednak zastrzeżenia co do terminologii. W terminologii jestem dość dobrze zorientowany, bo zajmuję się terminologią naukową od lat kilkudziesięciu, ale z terminem "homofilny": zetknąłem się wtedy po raz pierwszy w życiu. Po raz drugi zetknąłem się z nim oglądając ostatni program Pośpieszalskiego Warto Rozmawiać. Terminologia jest rzeczą umowną, ale w niektórych przypadkach warto wykazać ostrożność, by uniknąć niestosownych skojarzeń. W tym wypadku zrezygnowałbym z terminu 'homofilny", bo wprowadza w błąd i kojarzy się automatycznie z "homofobiczny" i te skojarzenia wiodą nas prostą drogą na manowce. 

W wypadku dzieci i młodzieży lepiej mówić o odrębnych procesach rozwojowych chłopców i dziewczynek, w wyniku czego dzieci, w końcu istoty społeczne, jakby nie było, tworzą peer groups czyli grupy rówieśnicze, chłopcy osobno, a dziewczęta osobno, z tego prostego powodu, że różnice rozwojowe i wizualne między płciami są na tyle istotne, ze obie płcie występują w osobnych grupach, ale nie z tego powodu, że lubią własną płeć, tylko z tego prostego powodu, że mają kłopty z dogadaniem się z dzieciakami płci przeciwnej. I nie chodzi tu tylko o dogadanie się, lecz także o odmienny charakter zabaw. Dziewczęta plotkują i chichoczą, a chłopcy wdają się w przepychanki i rywalizacje. Dzieciaki, nawet w fazie niemowlęcej, są na tyle inteligentne, że potrafią bez najmniejszego trudu rozpoznać, kto jest matką, a kto ojcem i nie mają najmniejszych problemów z rozróżnieniem, do jakiej płci kto przynależy, choć nie do końca znają podstawy tego rozróżnienia.  

A skoro mowa o matce i ojcu i ich rozpoznawaniu przez dzieci, to można się domyślić, o co chodzi w postulacie adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Dzieci wychowywane przez takie jednopłciowe pary będą pozbawione wzorców męskości/kobiecości we wczesnym etapie wychowania, co uniemożliwi ukształtowanie się właściwego mechanzmu rozpoznawania płci. Nie będzie właściwego bodźca, który by wyzwolił właściwą ekspresję genów. 

Tak więc przestrzegam przed używaniem niestosownej terminologii, że wspomnę tu takie cudeńska jak "orientacja seksualna" czy "mniejszość seksualna", twory webalne całkiem wydumane. Mamy tu do czynienia z przypadkami zaburzeń fizjologicznych, a nie z orientacją czy mniejszością. Nie ma mniejszości gruźlików czy ADHDowców. A człowiek z zaburzeniem seksualnym, w momencie, gdy się zorientuje, że coś z nim nie tak, doświadcza właśnie - dezorientacji. Dbajmy więc o precyzję językową.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)