Gierkowska nostalgia

Obrazek użytkownika zetjot
Blog

Na portalach da sie zauważyć mitologizację okresu gierkowskiego.Niektórym ten okres jawi się nieomal jako jakiś wiek złoty. Pewnie to wina upływu czasu zamazującego realny obraz tego okresu albo pewnie kojarzy się komuś ten okres z pięknymi latami młodości, stąd zapewne ta nostalgia. Ponadto należy pamiętać, że ludzie potrafią myśleć i działać w każdym systemie, ale nie są to przypadk masowe, a w oparciu o przypadki ograniczone lub jednostkowe, a więc niereprezentatywne nie wolno nam niczego uogólniać.

Okres gierkowski był okresem komuny i tak należy go traktować. Gdyby ktoś sądził inaczej można mu to łatwo wybić z głowy za pomocą prostych dowodów. Dowodzić można na dwa sposoby – dedukcyjnie, z teorii, albo indukcyjnie, w oparciu o konkretne przypadki.

Jeśli chodzi o podręczną teorię, której tu można uzyć, to jak wielokrotnie powtarzam, społeczeństwo to sieć relacji, z których podstawowe trzy to prawda, miłość i wolność. Powszechnie wiadomo, że za komuny panowała cenzura, więc prawdy było niewiele, za to dużo kłamstwa. Z miłością było podobnie – podstawową kategorią ideologiczną była walka klas, czyli nienawiśći do inaczej myślacych i działających. Z wolnością było nie lepiej – podstawą panowania systemu była przemoc i zniewolenie. Nie da się więc powiedzieć, że w jakimkolwiek zakresie, choćby w kwestiach gospodarczych panowała wolność – wolnego rynku być nie mogło. Tyle jeśli chodzi o podejście dedukcyjne.

Popatrzmy na komunę od strony indukcyjnej. Proszę dokonać umysłowej symulacji i wyobrazić sobie próbę założenia w jakimś urzędzie prywatnej firmy czy zrealizowania jakiegoś prywatnego projektu. Wolne żarty. A dowód z działalności zapkładu pracy ? Proszę bardzo – jeżeli jakaś firma uzyskała jakimś dziwnym terafem oszczęðności, to robiono wszystko, żeby broń Boże wyższy szczebel, jakieś zjednoczenie czy resort, o tym się nie dowiedział, bo jak taki dobry zakład, to mu można byłoby zwiększyć plan na kolejne lata. Lepiej więc było jechać na stratach.

Jak Państwo widzicie, nie można uznać komuny za system normalny, w którym było miejsce na jakiekolwiek swobodne interakcje. Interakcje to można było podejmować na imprezie czy imieninach u cioci, byle nie za głośno, bo ktoś mógł donieść. Na straży systemu stały rozmaite instytucje, które takim interakcjom miały zapobiegać lub je represjonować. Ktoś ma jeszcze zdanie odmienne ?

Warto pójść o krok dalej i pokrótce rozważyć, jak to było w postkomunizmie. Jeśli popatrzymy bliżej na te trzy zasadnicze relacje określające system społeczny, to zaszły w nich pewne zmiany, ale niepełne – z prawdą były kłopoty, hejetrzy instytucjonalni i prywatni mieli się dobrze, wolności było nieco więcej, ale trzeba było uważać, zeby nie naruszyć ustalonych w Magdalence tabu, a w związku z tym trudno uznać system tzw. III RP za demokratyczny.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.3 (głosów:6)

Komentarze

... polskiej prywatnej przedsiębiorczości?

Przerabiałem to osobiście, kiedy usiłowałem otworzyć swój zakład techniki medycznej w tamtych czasach. Nic z tego nie wyszło. Przeszkody były tak duże, że nie mogłem ich pokonać. Może dlatego, że byłem zadeklarowanym... antykomunistą? A może dlatego, że ówczesna "waaadza" uznała, że nie można dawać zezwolenia na prowadzenie działalności gospodarczej komuś, kto swą pracą pomoże schorowanym ludziom - dając im do dyspozycji nowy sprzęt medyczny z tzw. przez nich zgniłego zachodu i Węgier (f-ma Medicor) typu: kardiomonitor, elektroencefalograf, kardiotokograf, ultrasonograf, lancetron, aparat do narkozy ogólnej, aparat RTG itp. za dużo niższą cenę??? A zaznaczę, że wówczas moje kwalifikacje zawodowe były adekwatne do otworzenia takiego zakładu i miałem także własną produkcję (z homologacją) lancetronów w cenie 30 % tańszych od zakupowanych przez skorumpowanych cwaniaczków w Urzędów Wojewódzkich z Wydziału Zdrowia. 

Widząc, jak państwowe pieniądze były malwersowane w szpitalach i przychodniach lekarskich poprzez inwestowanie w złom, który zalegał magazyny tych placówek, - chciałem zapobiec temu negatywnemu zjawisku. Poza tym, - chciałem po prostu uczciwie zarobić (konkurencyjne ceny), nie zaś "drenować" budżet sektora służby zdrowia kosztem pacjentów.

To moje marzenie o własnym zakładzie o tym profilu  - po wielkich bojach ziściło się dopiero w roku 1984. Zakład funkcjonował tylko do roku 1991, a więc pięć lat, kiedy to ten skur**el "kasiarz" - Leszek Balcerowicz schładzając polską gospodarkę, doprowadził do horrendalnego zadłużenia niemalże wszystkich placówek służby zdrowia. Te zaś, będąc niewypłacalnymi wobec firm świadczących na ich rzecz usługi - "puściły w skarpetkach" między innymi mój zakład. A jeśli dodam do tego, że w roku 1990 wziąłem kredyt inwestycyjny, którego nie miałem szans spłacić i rozwijać firmę, bo "kasiarz" stymulował wysokością odsetek dochodzących - o zgrozo! - do 600% miesięcznie, - siłą rzeczy musiałem ogłosić upadłość i spłacić... 1,5 miliarda złotych bankowi. A wziąłem tylko 500 milionów.    

A jak w czasach gierkowskich i nawet po roku 1989 wyglądała sprawa kształcenia młodzieży na czeladników i mistrzów w zakładach rzemieślniczych?
Otóż bardzo nieliczne zakłady rzemieślnicze kształciły dla własnych potrzeb czeladników. Trzeba wiedzieć, że została  jeszcze spuścizna po PRL-u w postaci... Cechu Rzemiosł Różnych w większych miastach oraz Wojewódzkie Izby Rzemieślnicze w byłych miastach wojewódzkich. Była jeszcze... Międzywojewódzka Izba Rzemieślnicza w Warszawie przy ul. Chmielnej 98, obejmująca Mazowsze, Kurpie i Podlasie. To właśnie te... "czapy" - od najniższego do najwyższego szczebla obsadzone starymi komuchami-darmozjadami drenowały kasę od rzemieślników, którzy chcieli mieć status zakładu szkolącego młodzież na przyszłych czeladników. To Wojewódzkie Izby Rzemieślnicze egzaminowały i wydawały dyplomy czeladnikom i mistrzom, oczywiście za określonej wysokości pieniądze. A wiem z autopsji - nie była to mała kwota. Dla drobnych przedsiębiorców było to dodatkowe obciążenie finansowe, stąd było tak nikłe zainteresowanie kształceniem adeptów w zawodzie, - nawet tym unikalnym, jak mechatronik sprzętu medycznego.

Konkludując: - jeśli ktoś z nostalgią wspomina gierkowskie i balcerowiczowskie czasy, to znaczy że ten ktoś jest postkomunistą, czyli... krwiopijcą żerującym na naszej ciężkiej pracy.

 

Pozdrawiam Cię zetjot i dziękuję za podjęcie tego tematu.

Satyr  

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

___________________________
"Pisz co uważasz, ale uważaj co piszesz". 

© Satyr

 

#1547131