Chcecie żyć dłużej, nawracajcie się

Obrazek użytkownika zetjot
Blog

Widzę, że niektórzy komentatorzy zareagowali na tekst o zależności między religijnością a przeżywalnością pod wpływem dysonsnu poznawczego. Przez tyle dziesięcioleci wbijano im do głów, że religia to zabobon, ciemnota, przymus a tu się nagle okazuje, że to była propagandowa bujda na resorach.

Normalny człowiek poszedłby do kiosku, kupił pismo i przeczytał cały wywiad, bo tu trzeba wykazać się dociekliwością i cierpliwością. Jako że niektórych trudno podejrzewać o taką racjonalność i zdolność do wydania forsy na jakiś papier, postanowiłem parę fragmentów z Gościa Niedzielnego przepisać. 

"Badanie na dużej próbie Amerykanów (ponad 21 tys. osób) opublikowane przez Roberta Hummera z Uniwersytetu Teksańskiego wskazywało, że u osób praktykujących częściej niż raz w tygodniu możemy się spodziewać o 7 lat dłuższego życia, niż u osób niepraktykujących. 

Wyniki metaanalizy opartej na przeglądzie 41 opublikowanych badań (łącznie pond 121 tys. uczestników). opublikowane przez autorów z Londynu, wskazują na około 20% niższe prawdopodobieństwo smierci u osób praktykujących niż nieprakykujących w okresie obserwacji.

Przytoczę też jedno z najciekawszych ostatnich badań, opublikowane w prestiżowym piśmie JAMA ( "Journal of the American Medical Association"). Wskazuje, że uporządkowana sfera duchowa i regularne praktykowanie religii jest równie ważne dla obniżenia śmiertelności jak tradycyjne czynniki prozdrowotne: aktywność fizyczna, zaprzestanie palenia papierosów czy stosowanie zdrowej diety.

Istotny wpływ religijności na zdrowie społeczeństwa oraz wagę sfery duchowej w opiece nad chorymi podkreślają również autorzy z Uniwersytetu Harvarda w książce wydanej w zeszłym roku i zatytulowanej " Spirituality and Religion Within the Culture of Medicine'. Wydało ją prestiżowe wydawnictwo Oxford University Press.

A w Polsce ? 

Weźmy mapę religijności w Polsce z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego albo z badań "Diagnoza społeczna", prowadzonych przez zespół prof. Czapińskiego. Nałóżmy na to mapę wyników zdrowotnych z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. To najmocniejsze dane epidemiologiczne w Polsce. Co możemy zauważyć? Na przykład różnica w średniej długośći życia mężczyzn pomiędzy bardzo religijnymi regionami kraju i mało religijnymi sięga prawie 3 lat. To dużo. 

Skąd wiadomo, że ta różnica bierze się z różnego poziomu religijności? Może przyczyny są zupełnie inne ? 

Oczywiście, może tu odgrywać rolę wiele innych czynników społecznych, ekonomicznych i środowiskowych. Należy je wziąć pod uwagę i ocenić ich znaczenie. 

Jakie to czynniki? 

Na przykład: bieda, poziom bezrobocia, wykształcenie czy jakość opieki medycznej mierzona np. liczbą szpitalnych łóżek lub dostępem do specjalistów. Wiadomo z wielu obserwacji, że osoby bogatsze i mające wyższe wykształcenie prowadzą bardziej prozdrowotny tryb życia idłużej żyją. Można więc spytać, czy różnice w lepszych wskaźnikach zdrowotnych pomiędzy najbardziej i najmniej religijnymi regionami wyjaśnia wyższy odsetek osób wykształconych bądź bogatszych albo lepsza jakość opieki medycznej. Okazuje się, że albo nie ma różnicy w zakresie tych wskaźników, albo poziom dochodów, wykształcenia lub jakości opieki bywa wyższy w w regionach mniej religijnych, ale nie przeklada się to na różnce w wynikach zdrowotnych. 

Jak Pan to interpretuje? 

Religie zwykle uczą troski o własne ciało i wolności od uzależnień. Jeśli pójdziemy tym torem myślenia, nie zaskoczy nas obserwacja, że wystandaryzowany roczny wspólczynnik zgonów ma 100 tys. mieszkańców z powodu nowotworów tytoniowozależnych jest najnizszy w najbardziej religijnych regionach. Wspólnota religijna jest również ważnym źródłem wsparcia społecznego, co może częściowo wyjaśniać obserwowany pozytywny wpływ na zdrowie psychiczne. Zdolność przebaczania i postawa wdzieczności również maja udowodniony wpływ na zdrowie psychiczne i objawy psychosomatyczne, a wiadomo, że religia, zwłaszcza chrześcijańska, kładzie duży nacisk na wdzieczność i przebaczenie. 

Wyniki badań zależą od metod... 

W pewnym stopniu tak. Ale metody stosowane do analizy relacji pomiędzy religijnością a zdrowiem są takie same jak w innych analizach epidemiologicznych." 

Jeżeli interesuje państwa dalszy ciąg, proszę kupić sobie albo wersję papierową albo dostęp on-line. Zasadniczy zrąb skopiowalem. Tak więc każdy może sobie wyrobić zdanie w oparciu o dane naukowe. Jeżeli chodzi o mnie osobiście, to kwestię zamyka wypowiedź prof. Robina Dunbara, którą cytowałem w paru poprzednich notkach. Tu można sparafrazować znane powiedzenie: "Dunbar locuta, causa finita". Ktoś kwestionuje teorię ewolucji ?  

Jeżeli w tej kwestii wypowiedział się uczony o ogromnym dorobku taki jak Robin Dunbar, to świadczy to o czymś, tym bardziej że facet o takiej renomie, w dobie szalejącej politpoprawności, nie będzie ryzykował swego autorytetu w bezsensownych polemikach. Trzeba więc umieć, uwzględniając ten właśnie kontekst, poprawnie zinterpretować stanowisko Dunbara. Obawiam się jednak, że do polskiej publiczności, zmiana klimatu naukowego na Zachodzie dotrze, jak zwykle, dopiero za lat kilkadziesiąt. 

Systemy społeczno-polityczne mają to do siebie, że opierają się na instytucjach, w których utrwalają pewne procedury i utrwalają także pewną mentalność ludzi w nich pracujących jak i ludzi przez nie obsługiwanych. Tworzy się wtedy zjawisko bezwładności instytucji, całego systemu jak i bezwładności mentalnej. Nawet po zmianie systemu ta bezwładność trwa w różnych sferach życia. I to właśnie tę bezwładność po upadku komunizmu możemy obserwować w Polsce pod postacią gnicia następnego systemu, postkomunistycznego, co się szczególnie jaskrawo przejawia w mentalności. 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)

Komentarze

Mnie przez dziesięciolecia nikt nie wbijał do głowy, że religia to zabobon, ciemnota, przymus! Wręcz odwrotnie. To w mojej parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy i Św. Piotra Rybaka ojcowie Redemptoryści wbijali do głowy, iż komuna to paskudny system. A za czasów JP II naczelnym mottem było: "Nic tak nie jest potrzebne człowiekowi jak Miłosierdzie Boże - owa miłość łaskawa, współczująca, wynosząca człowieka ponad jego słabość ku nieskończonym wyżynom świętości Boga."

Zależność między religijnością a innymi zagadnieniami, na przykładzie stanów w USA.

http://pokazywarka.pl/religijnoscusa/#utm_medium=frame&utm_campaign=wyrz...

Od sterowanego przez Kiszczaka „upadku kpomunizmu” minie wkrótce 29 lat. To za krótki czas by „bezwładność” zgniła do cna? A może przyczyna jest całkiem prozaiczna? Redaktor Grzegorz Osiecki twierdzi, że PiS na nowo definiuje postkomunizm. I wskrzesza mentalność, która przesuwa Polskę na Wschód...

http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/950773,postkomunizm-dobra-zmiana-pis...

Pozdrawiam.

,

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

casium

#1564133

Z zainteresowaniem przeczytalam panski artykul,,,, i cos w nim jest.

Ja od kilku lat zastanawialam sie nad kwestia  "zasiedzenia" i migracji. Przed kilkoma laty, w ramach szukania wlasnych korzeni, bylam na Bialorusi i zauwazylam, ze po malych wioskach mieszkali Polacy w wieku 80-100 lat. Mimo, ze poddani byli rusyfikacji,  niejednokrotnie ponizeniom i zakazom, to wlasnie religijnosc, "zasiedzialosc", pewien konserwatywny tryb zycia, wlasny ogrodek -  powodowaly ta dlugowiecznosc. Tych obserwacji dokonalam porownujac ich do mojej rodziny ( w Polsce wiekszosc zmarla przed 60 rokiem zycia, a przeciez te same geny ...?!?). Oni mieli za soba wywozke i utrate malej ojczyzny. Jedni i drudzy przezyli stres, a jednak ci co pozostali "na swoim" zyli dluzej.

To tak na marginesie do panskiego artykulu

Pozdrawiam

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Gosia

#1564135

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Niepoprawny antykonformista - IDEA i MYŚL - jedyne co nas łączy w tej wojnie informacyjnej i dzięki nim zwyciężymy.

#1564155