Refleksja powyborcza

Obrazek użytkownika zbinie
Kraj

Ciekawe wybory. Jest problem z analizą co się wydarzyło. Nie mamy danych o przepływach elektoratu , czy rozkładzie głosów w grupach wiekowych i społecznych ani informacji co kryje się za wzrostem frekwencji. Jest spore zróżnicowanie regionalne, często też inaczej wyglądają wyniki do władz samorządowych różnych szczebli w tym samym rejonie.

Jeśli podsumować krótko to w skali kraju katastrofalny jest wynik RN, dotkliwe straty PSL, wątpliwy sukces PIS znacznie poniżej apetytów, z bolesną lekcją w miastach i procentowo efektowny ale personalnie przykry wynik KO.

Rozważanie kto co przegrał a kto wygrał nie bardzo ma sens. Jest wbrew pozorom spora dynamika, też zniechęcenie czy mobilizacja, które ledwie się zaznaczyły i kto wyciągnie z tego wnioski będzie mógł mówić o sukcesie za rok. A jeśli nikt nie wyciągnie to też będą zmiany ale trudne do prognozowania -gdybym miał na coś postawić to na minimalną większość sejmową PIS (tylko za sprawą proporcjonalnej ordynacji) i obecność SLD czy czegoś gorszego w Sejmie.

Coś drgnęło w zabetonowanym układzie politycznym , drgnęło bardzo w układzie terytorialnym nierówno i to jest podstawowy wniosek z tych wyborów. Oczywiście jeśli się patrzy na wyniki zagregowane to jest wrażenie trwałości układów i zabetonowanie klinczu głównych sił.Ale jeśli się zejdzie niżej na szczebel komisji obwodowych to widać coś innego – przykładowo w mojej komisji na warszawskiej Ochocie jest kilkunastoprocentowa różnica w stosunku do sąsiednich. I takich mikro fenomenów jest na mapie Polski sporo. Jeśli dodać do tego istotny wzrost frekwencji (zaskakujący zwłaszcza w drugiej turze) to nasuwa się nieco inny wniosek.

Moim zdaniem wyborcy stali się mniej wrażliwi na kampanię wyborczą , obietnice składane w jej trakcie a bardziej wyczuleni na konkretną działalność w ciągu minionej kadencji. Bo jeśli można się przebić personalnie bez poparcia żadnej siły politycznej i zgarnąć kilkanaście lub więcej % co i tak daje mizerne szanse na mandat a z drugiej strony lista partyjna uzyskuje ten sam wynik co w poprzednich wyborach to jest o czym pomyśleć na przyszłość.

Jest taki sposób myślenia ,że ludzie są ogłupieni propagandowo , operują narzuconymi kalkami. A jaki maja wybór? Z obu stron – kandydat z zewnątrz, namaszczony przez politycznego lidera, startujący z kampanią miesiąc przed wyborami z jakimiś od czapy wizjami i wsłuchujący się łaskawie w głos ludu. Nietrudno przewidzieć ,że wybór będzie nieracjonalny , względnie pseudoracjonalny, emocjonalny lub przypadkowy. Oczywiście dla wszelkiej sitwy to bardzo komfortowe , dla zwolenników jakichkolwiek konstruktywnych zmian raczej nie. Powiem na swoim przykładzie ,że ze zdumieniem patrzyłem na listę PIS , gdzie mogłem z czystym sumieniem wybrać jedną osobę, zresztą zamieszkałą w zupełnie innej dzielnicy i zajmująca się sprawami , na których niezbyt dobrze się wyznaję. Co do pozostałych – zwyczajnie nie miałem okazji ich poznać a taki szybki internetowy reserch nie wzbudził we mnie szereg wątpliwości. Lecz najbardziej zniechęcające że własna partyjna organizacja skupiła się tylko na promocji kandydata na prezydenta miasta nie zadając sobie ŻADNEGO trudu przybliżenia mieszkańcom pozostałych. A bywa gorzej. Mam rodzinę w terenie zdominowanym przez PIS ale nie było na kogo głosować. Bo: są skłóceni lokalni działacze. Zapewne jest znacznie gorzej- podgryzanie, podjazdowych gierki, czysta głupota i wiele więcej co ma współny mianownik – negatywna selekcja kadrowa. 

W ocenę kampanii Patryka Jakiego nie chcę się bliżej , w szczegółach wdawać. Była źle poprowadzona. Przede wszystkim powielała grzech prowadzenia kampanii samorządowej w stylu parlamentarnej. (tu tkwiła przyczyna tradycyjnych lokalnych sukcesów PSL – jako jedyni zawsze rozumieli dobrze tą różnicę) I jeśli chce się przełamać trendy, zdobyć miasto, to nie wystarczy sam urząd prezydenta , trzeba mieć radę miejską i burmistrzów dzielnic – czyli kampania musi stawiać ,że wygra się wszystko , musi sprawiać to wrażenie. Bo inaczej rodzi się pytanie – nie chcesz sprawnie zarządzać miastem – to co ty właściwie chcesz? A w sytuacji PIS ten efekt jest dodatkowo wzmocniony co wyjaśnię jeszcze dalej. Szkoda człowieka bo włożył dużo wysiłku ale pijarowcom z otoczenia to trzeba by powiedzieć: wszyscy won. I sama decyzja kandydowania w Warszawie nie całkiem trafiona– nie wiem czy nie byłoby by więcej szans w mieście nie objętym jeszcze pracą komisji reprywatyzacyjnej , gdzie wystąpił podobny problem, Jednak jest inna ranga osoby kojarzonej z wolą działania w miejscu gdzie problem jest już jakoś rozwiązywany a inna w tym gdzie się na to nie zanosi.

Odnosząc się do sukcesu PIS w mniejszych ośrodkach i mapek poparcia chciałbym zwrócić uwagę na racjonalny nie sentymentalny czynnik. Większość gmin w Polsce jest silnie uzależniona od dotacji z wyższych szczebli , Więc taki sojusz z władzą centralną jest naturalny gdy brak innych kryteriów wyborczych ( w sensie interesu). I to się przełoży w wyborach parlamentarnych – oczywiście jeśli ta symbioza działa. I tu mam pewne obawy , a one jeszcze rosną gdy słyszę kretyński tryumfalizm i samozachwyt. O nie panowie z PIS – nie jesteście wspaniali a ten wybór jest w dużej mierze kredytem. I jeśli jeszcze kampanii towarzyszyła gospodarska objazdówka z premierem to oczekiwania napompowaliście.

W dużych miastach jest inaczej - jest spory lokalny tort do podziału i sporo lokalnego smrodu , którego lepiej aby nikt z zewnątrz nie zwąchał. I jest jeszcze jeden czynnik , o którym wspomniałem wyżej. Otóż efekt Zdanowskiej czy Adamowicza tłumaczy się całkiem racjonalnie.Znane zło. Oj tam tylko poświadczyła nieprawdę , oj tam tylko podprowadził milionik. I efekt nieznanego. Bo co przyjdzie porządny człowiek z PIS i będzie uczciwie? A skąd wiadomo czy poczciwy czy się nie zdemoralizuje czy to nie jest jakiś Marcinkiewicz albo Kluzik. A jak już się zdemoralizuje albo pokaże kim jest to jakie szkody , jakie straty,? Czy aby nie pójdzie na całość?

I to podejrzenie jest silnie wzmocnione bilansem trzech lat. Ponieważ w temacie prawa i sprawiedliwości rządy PIS są pasmem nieudolności , porażek zaniechań. A w temacie przejrzystości , jasności , racjonalności zwłaszcza polityki kadrowej to nie wiem czy nie jest gorzej. To zupełnie inaczej wygląda gdy przychodzi człowiek reprezentujący sobą część działającego sprawnie MECHANIZMU , przychodzi osuszyć bagno z działającymi narzędziami a inaczej gdy przychodzi jakaś poczciwina - pierdoła z sentymentem do swoich , ze swoją łatwowiernością , naiwnością i rewolucyjnym zapałem, który na innym polu okazał się kompletnie przeciw skuteczny.

Jeśli nie ma jasnej korzyści ludzie ,nie tylko lemingi wybierają bezpieczeństwo – może nie będzie lepiej ale nie będzie gorzej albo nawet -może będzie przewidywalnie gorzej ale nie będzie katastrofy.

To tak centralnie wygląda a w terenie jest gorzej. Sięgam sobie dzisiaj po lokalną prasę i taka sprawa.Pominę konkrety ale jest lokalne pobudzenie , kilkadziesiąt spraw zgłoszonych do prokuratury , niektóre już po działaniach CBA I NIK . I co ? Słynna kasta? A nie – prokuratura umorzyła (!). Ale najgorsze jest co innego – a gdzie jest lokalny poseł? Buja w atmosferze wyższych celów?

I niestety to powszechne zjawisko – e tego lemingi. E ..komuna...E... A jak coś się rusza , jak ludzie w coś uwierzą to niech odwalą całą robotę, podadzą na tacy a jak tylko jakiś nacisk czy groźba to uciekamy , to zaniechamy. A do wypinania piersi po ordery , po śmietankę i ciepłe fotele pierwsi.

Źle to wróży w kontekście przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Co prawda może nie będzie strat bo przeciwnicy też intensywnie pracują na swój negatywny wizerunek. I znów zajrzyjmy do prasy lokalnej – w Kielcach wygrał Wenta . I już całkiem otwarcie możemy poznać plany ewakuacji tłustych świnek wszelkiej maści z przegranego aparatu wojewódzkiego do miejskiego azylu i rezerwatu. Nieważne PSL czy PO , nie można zostawić na lodzie zasłużonego:) A jak taka świnka przyzwyczajone do większego korytka siorbnie z mniejszego ...uuu. Zaboli mieszkańców.:)

I na koniec -RN . To jest klęska. Ruch , który cieszy się sympatią ok 8%-10% osiąga wynik na poziomie obrońców kornika. A przepraszam – Zieloni rosną.Najwidoczniej wiara w cudowną energię Kosmosu i strasznych mięsożerców znajduje więcej wyznawców  niż wiara w cudowne moce narodu i straszliwe zbrodnicze spiski obcych. A rudobrodemu nawiedzonemu komuchowi sięgacie do... .(sami wiecie do czego) . Żenada wstyd. I bez złudzeń – będzie gorzej. Bo efekt wypracowany wytrwale na wielu polach . Ale to dość obszerny temat,bo wcale nie chodzi ani o PIS wycinający konkurencję ani o tańczącego Bosaka. Ale to zostawiam sobie do osobnego tekstu.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

Mądry tekst. 100/100! Sporo ciekawych akapitów godnych cytowania. Serdeczności. Ale czy to ktoś bierze pod uwagę, jeśli w ogóle ma na horyzoncie dobro Polski? Może chodzi o to, by Polska właśnie nie miała perspektyw...?

 

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

insurekcjapl

#1574785