Ludzki wybór

Obrazek użytkownika zbinie
Idee

Bardzo wiele jest napisane o wyborze. Zwykle w kontekście wolności, swobody działania albo celu, do którego się dąży Albo od strony racjonalizacji czyli kryteriów wyboru,wyboru uświadomionego czy usprawiedliwionego.Ale każde rozważania musi mieć za punkt wyjścia to co jest najpewniejsze, najoczywistsze i najprostsze. Jakiś niepodważalny pewnik.

Jeśli mowa o ludzkim wyborze to dobrym punktem wyjścia jest sytuacja braku wyboru. I w życiu każdego człowieka są dwie bardzo wyraźne sytuacje tego rodzaju. To Śmierć i Narodziny. Ciekawe,że te dwie sytuacje są bardzo niesymetryczne. Poczynając od kwestii czysto poznawczych -śmierć budzi więcej zainteresowania, więcej o niej wiemy i więcej istnieje teorii co do jej sensu . I tylko po części odpowiada za to fakt, iż żyjąc w teraźniejszości patrzymy w (jak nam się zdaje) nieukształtowaną przyszłość a nie w już ustaloną (jak nam się zdaje) przeszłość.

Owa niewiedza co do narodzin to kwestia, której chciałbym poświęcić dłuższą chwilę. Wszystko poniżej przede wszystkim z konsekwencji Narodzin wynika.

Nie mamy wpływu na miejsce i czas a i potem stale mamy ograniczony wpływ na sam proces. Bo narodziny (w przeciwieństwie do Śmierci) są procesem. Procesem transformacji .Stajemy się kimś całymi latami i ten proces nigdy się nie kończy przed upływem naszego życia. Zdobywamy wiedzę nabywamy doświadczeń, budujemy relacje z otoczeniem .Nie pojawiamy się już ukształtowani. Ten proces stawania się jest jakimś szkieletem czy osnową tego co możemy nazwać logiką życia. Niektórzy to podważają – istnieje taki nurt myślenia , gdzie człowiek jakoby się uwalnia od złudzeń czy barier. Albo gdzie postuluje się jakiś moment radykalnej jakościowej przemiany jako nowe narodziny do czegoś czy dla czegoś. To bzdura. Po pierwsze nigdy ,aż do momentu śmierci nie uwalniamy się od materii, biologii, emocji, więzi społecznych i ducha. Pokażcie mi ludzką istotę , która żyjąc nie jest tą wielopoziomową strukturą zanurzoną w każdej z tych wymienionych sfer. I nawet co do śmieci to na pewno wiemy tylko o zerwaniu relacji biologicznych i materialnych. Bo w pozostałych sferach są dowody przynajmniej na odczuwalną obecność. A po drugie człowiek nigdy nie uwolni się od absolutu swoich narodzin . Takiego jak to kim byli jego rodzice , w jakim miejscu i czasie się pojawił czy ile w tym pojawieniu było chaosu a ile czyjejś woli,można tu dalej wyliczać , wspomnieć społeczność , formację, ducha epoki... Oczywiście można relatywizować , subiektywizować czy wręcz ignorować jak każdy inny absolut. Co więcej to do pewnego stopnia ma sens jako poszukiwanie formy kontynuacji odniesienia się, ale nie ma sensu łudzenie się iluzją niestnienia tego małego a jednak absolutu.

Jeśli logiką życia jest stawanie się to co jest najważniejszym pytaniem? Dokąd czy z kim? Znacie na pewno ten dylemat. Ale na to nie ma odpowiedzi jasnej gdy się nie zna ważniejszego pytania :KIM JESTEM. Bo czyż jest inne ważniejsze gdy życie jest stawaniem się?Jesli ktoś potrafi często to pytanie zadać to rychło odkrywa prawdziwość stwierdzenia ,że człowiek jest stworzony do wolności. A przynajmniej do życia coraz bogatszego w możliwości. Jakąś formą tych możliwości jest uwalnianie się od konieczności ,już niemowlę dokonuje tego odkrycia ,że NIE MUSI płakać aby matka je nakarmiła. I wielu ludzi niewiele ponad to się niestety posuwa, całe swoje istnienie poświęciwszy unikaniu (jak im się zdaje uciążliwych) konieczności . To właśnie są autorzy takich stwierdzeń jak „byt określa świadomość” czy piramid Masłowa . Ateiści.Materialiści- zwolennicy najprostszej wysokoenergetycznej metody forsowanego linearnego związku skutkowo-przyczynowego. To mnie zawsze dziwi. Bo dla dorosłego człowieka odkrycie strukturalnej złożoności i rozmycia rzeczywistości jest banalne. Tyle,że trzeba chociaż raz się zmierzyć z tym najważniejszym w toku życia pytaniem :KIM JESTEM?

Napisałem wyżej że człowiek jest strukturą? Ale jaką? Bardzo minimalistyczną. Jakiś czas temu podzieliłem się tym co myślę o kulturze aborygenów i malarstwie naskalnym sprzed 40 tys.lat , w którym nie ma plamy. Jest za to kontur. Otóż właśnie kontur plus zbiór wewnętrznych i zewnętrznych relacji tworzy strukturę. Taki właśnie jest człowiek i taka wydaje się być cała rzeczywistość wokół nas. Poruszamy ręką lub nogą, ale cała reszta jest zbiorem relacji mniej lub bardziej rozmytych. Mamy dość ograniczony wpływ na pracę naszych organów, Możemy podać pewien przedział liczbowy atomów naszego ciała , zawartości wody, poziomu reakcji chemicznych co tak ordynarnie sumuje się ciepłota naszego ciała itd. Jest jeszcze tajemniczy aspekt emocjonalności a i ta niby poznana funkcjonalność połączeń nerwowych nie składa się bynajmniej tylko na sugerowany przez współczesnych biologów kosmos ludzkiej świadomości. A i jeszcze dwa czy trzy kilogramy bakterii , taki wewnętrzny mikrokosmos ,być może niejedyny ale jedyny o istnieniu jakiego dziś wiemy. Tak to wygląda od strony przestrzennej , ale dopiero kiedy się dołączy czas można w pełni zrozumieć ,że nie jesteśmy czymś w rodzaju szwajcarskiego zegarka, w którego wnętrzu nakręcana sprężyna popycha zestaw zębatych kółek.

Te ramy, które tworzą narodziny i śmierć maja swoje echo w naszej codzienności. W kilku cyklach. Cykl dziennej aktywności i nocnego sennego odpoczynku. Cykl zaangażowania , pracy i oceny efektów. Czy cykl percepcji i opóźnienia naszych zmysłów.Można coś jeszcze wyliczyć ale mi chodzi o to aby zrozumieć nieciągłość. To że zasypiając czy ulegając zmęczeniu wypadamy z rzeczywistości. Co rodzi konieczność toczenia się spraw zwykłym , uśrednionym statystycznie czy harmonijnym trybem czy choćby tylko zamkniętej w pewnych ryzach strefy chaosu. W innym świecie , pozbawionym tego jako istota konturowa, rozmyta , nieciągła zwyczajnie nie bylibyśmy w stanie istnieć. Budzę się rano , wschodzi Słońce ,śpiewają ptaki , ruszają pierwsze autobusy, jest masa faktów , które budują cykliczny kontur. Możemy się spierać co konkretnie jeszcze a co już nie ale nie możemy negować zjawiska.

Coś łatwiej nam zrozumieć w kontekście czasu, coś innego łatwiej w kontekście materii i przestrzeni. Łącząc te wyobrażenia możemy sobie zbudować wyobrażenie konturu. Dlaczego to takie ważne. Dlatego,że w sferze społecznej, czy w sferze emocji czy ducha, czy świadomości trudniej o ile to w ogóle możliwe bez tego oparcia w prostszych spostrzeżeniach poznawczych. Tam tym konturem jest pojęcie tożsamości. Często spotyka się kogoś kto nie rozumie konieczności reguł życia społecznego ,zasad moralnych,wiary, temu podobnych elementów konturu. Bo może je złamać , a prawa powszechnego ciążenia nie może złamać. Choć codziennie je łamie wchodząc po schodach. Tak to właśnie jest. Możliwość dyskretnego przetworzenia energii łamie każde uniwersalne prawo. Ale to są konkretne i ograniczone możliwości. Żadna martwa materialna struktura nie ma tej możliwości co rośliny absorbujące fotony światła.Żadne żywe stworzenia zamieszkujące naszą planetę nie ma tych możliwości co człowiek. Ale rośliny nie przetworzą promieni rentgenowskich. I tak jest w sferze emocji, świadomości , ducha. Konkretne możliwości. Których granic nie sposób dociec. Ale jednak nie wszechobecne i wszechmocne emanacje czy wibracje , jak się z kolei innym wydaje.Kolejna smutna aberracja współczesności – szukać czego nie ma zamiast kontynuować odkryte i znane.

A to co czeka na odkrycie to prawdziwe nowe kontynenty. Tylko trzeba umieć inaczej spojrzeć i wiedzieć gdzie skierować wzrok. Przetworzyć wiedzę płynącą z doświadczenia na inne , lepsze możliwości działania tam gdzie nasza cywilizacja najbardziej kuleje.

Od niedawna mamy niejakie konkretniejsze wyobrażenie o tym czym są emocje. Że to trochę jak muzyka zagrana na biologicznym instrumentarium niczym w wykonaniu orkiestry symfonicznej. Ale to się nijak nie przebija do dyskusji o nienawiści czy miłości. Albo jest wiadomym ,że szybki nagły wybór jest wyborem emocjonalnym.To po co akcja uświadamiająca potrzebę pierwszej pomocy ofiarom wypadków skoncentrowana na świadomości? To nic już więcej nie da. Albo dlaczego w takich ponurych w efektach doświadczeniach nad przymusem sytuacyjnym czy zachowaniami grupowymi nikt nie chce się bliżej przyjrzeć tym kilku procentom uczestników wyłamującym się ze schematu , ich EMOCJONALNEJ konstrukcji?

Pragniemy ciągłości i rozumujemy ciągłością, za bardzo . Angażujemy się działamy na zbyt wielu polach – i nie obejmujemy, tracimy wpływ na bieg spraw. Jest zdumiewające jak bardzo organizacja w wielu sferach życia odbiega od tego do czego jesteśmy zdolni. Jest taka dominująca strategia wymuszonej reakcji. Strategia działań budzących wymierne przewidywalne reakcje. Nawet w świecie techniki jest alternatywa. Cywilizacja techniczna jaką budujemy jest zbyt zdehumanizowana. Jakbyśmy mieli kompleks. Nie umieli dostrzec piękna nieciągłości i wychodzenia w nieznane i nieprzewidywalne. Jakby maszyny miały nam dać do czego nie jesteśmy zdolni – doskonałą ciągłość i doskonałą przewidywalność. Tylko ,że to oznacza iż któraś nieunikniona awaria będzie katastrofą. Ciągłe oczekiwanie wymierności  i skalkulowanego ryzyka hamuje postęp i kreatywność i rujnuje życie społeczne. Czy w konstrukcjach technicznych czy w inżynierii społecznej ,dziś , bo modna jest informatyka, funkcjonuje już świadomość ogromu informacji nie do ogarnięcia , nie do przetworzenia.Ale to przecież tylko odprysk niemożliwego. Nasz mózg  byłby w stanie przetworzyć informacyjnie i decyzyjnie wszystkie dane z wnętrza naszego ciała. A jednak nie robi tego. Bo są inne bariery. Cokolwiek stworzymy jakąkolwiek cywilizację będzie do nas podobna. Nie da nam ona odpowiedzi na pytanie KIM JESTEŚMY. Nie da nam dodatkowych możliwości fundamentalnego wyboru. Jeśli nie umiemy zrobić kroku z ufnością jesteśmy jak kaleka , który chodzić nie może. I nasza cywilizacja też jest kaleka.

Albo taki problem wyboru towarzyszącego. Takie rzeczy jak życzliwość czy uśmiech. Powiedzmy w żaden sposób nie związane z tym do czego aktualnie racjonalnie dążymy. Więc szkoda energii. A niestety ten wybór jak każdy ma swoją konturowość czyli tendencję do powtarzalności. I jeśli nigdy się mu nie przyjrzymy bliżej , zbędziemy wzruszeniem ramion stanie się nieświadomym dodatkiem , jak oddech , cuchnący oddech.

Albo konieczność.Konieczność to nieskończoność. Matematyka odkryła że są różne rodzaje nieskończoności. Etyka jeszcze nie korzysta z tego odkrycia. A cóż rzec o mówiących ,że wolność to uświadomiona konieczność gdy o konieczności nic nie wiedzą? Gdy mgławicą tylko dla nich jest.

Jest wiele do odkrycia w temacie wyboru.

Gdy zakładałem konto na portalu napisałem,że wszystko płynie.a nie wszystko tak samo. To nie jest bynajmniej o śmieciach , które płyną z głównym nurtem. To jest o łodzi. Która zdolna jest popłynąć w poprzek nurtu, w górę rzeki i zdolna jest dobić do brzegu rzeki czasu i wydaje się najpewniejszym sposobem dotarcia do oceanu czasu. Nie wiem dlaczego tak się porusza i jaki jest sens tych podróży,choć jeden wydaje mi się bliższy. Wiem tylko że łódź można zobaczyć i wejść na jej pokład po prawej stronie rzeki czasu , na pewno nie pojawia się po lewej. Tylko tyle o tym wiem,że nie wszystko tak samo i że asymetria.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)