Donald Trump na Placu Krasińskich - dziękujemy Panie Prezydencie...

Obrazek użytkownika Yagon 12
Kraj

Byłem wczoraj na Placu Krasińskich. W tłumie radosnych i uśmiechniętych Polaków byłem w sercu patriotycznej Ojczyzny. Nie chcę analizować przemówienia pana prezydenta Trumpa, którego wysłuchałem z niedalekiej odległości. Od tego są polityczni analitycy. Ale przyznaję jedno - od dawna przywódca mocarstwa nie wyrażał się tak ciepło i prawdziwie o Polakach. To nie było chwalenie na pokaz, to nie było lizusostwo tak charakterystyczne dla lewackich elyt UE. To był realny głos polskiego sojusznika, który udowodnił, że rozumie naszą historię i potrafi wyciągać z niej wnioski. Dla swego kraju, rzecz jasna, również. Polsce, mocno obitej i zniszczonej przez lata nie-rządów PO- PSL był ten głos potrzebny. By uwierzyć, że znów stajemy się podmiotem światowej polityki, podmiotem suwerennym i coraz silniejszym. Polska wyrasta na lidera środkowoeuropejskiego porozumienia. Jest więc w równym stopniu zagrożeniem dla "sojuszniczych" Niemiec jak i Rosji. A stale pamiętać musimy jakie skutki przynosiło porozumienie militarne sąsiadów ze wschodu i zachodu. Było jednakowo niebezpieczne tak samo w X czy XI wieku jak i w XX stuleciu. Teraz także...

Dlatego nie dziwi mnie skowyt elyty III RP,  codzienne wrzaski, inwektywy i produkowane taśmowo ordynarne kłamstwa. Tak od wieków działała agentura obcych w naszym kraju. Posługiwała się tymi samymi metodami i myślowymi schematami. Oczywiście zmieniały się narzędzia przekazu. Ale cel - zniszczenie suwerennej Polski i uczynienie jej kolonią obcych pozostaje do dziś ten sam, Czego oczekuje agentura w zamian ? To proste- zawsze tego samego - roli nadzorcy- administratora w fasadowym i niesuwerennym tworze państwowym. I nieważne czy nazywa się on "Królestwo Polskie", "Kraj Prywiślański" czy Generalne Gubernatorstwo. Oczekuje też zgody swych mocodawców na bezkarne rozkradanie i niszczenie kraju. Tzw. opozycja, poganiana przez oficerów prowadzących, stacza się coraz szybciej na pozycje renegatów i zaprzańców...

Na ulicach Warszawy widziałem optymizm i jedność. A także brak agresji wobec inaczej myślących. Nawet idiotyczne hasła i okrzyki młodych kulturowych komunistów spod znaku "Razem" wywoływały w tłumie z polskimi i amerykańskim flagami raczej rozbawienie i kpinę niż złość. Bo przecież istotą demokracji jest prawo do różnic ocen i spojrzeń na społeczne życie. Dopóki poglądy takie nie są sprzeczne z fundamentami polskiej tożsamości, z racjami suwerennego państwa, nie należy ich atakować. Bo jak dyskutować z trzecim już pokoleniem komunistów, które wychowane pod me(n)dialnym i finansowym kloszem, nic nie rozumie z realnego życia i społecznych procesów? Dowodem na całkowite wyalienowanie tej garstki nieszczęśników było hasło "obrony planety przed Donaldem Trumpem". Ciekawe czemu  kulturowi hunbejwini nie bronili wczoraj tak samo bezkompromisowo "planety" przed Sorosem, Rothschildami czy Rockefellerami...? Ot, zagadka...

I na koniec- Himalaje skretynienia elyty najlepiej widać w me(n)diach. Tam panika i strach przed końcem "całego kłamstwa całą dobę" są największe. Może dlatego paniulka Kolenda-Zalewska zaszlochała na wizji, że "niedobry" Trump nie wspomniał we wczorajszym wystąpieniu ani słowem o Sądzie Najwyższym i jego "golgocie". To prawda - ogromne niedopatrzenie. Ale - na pocieszenie PO-kolesiom- podpowiadam- pan prezydent Trump nie wspomniał tez nic o korniku drukarzu, wiewiórce "zamordowanej" przez pisowskich leśników, oponie mózgowej Janka Grabca czy gwoździu Borysa B. Ba, nie powiedział nic o Rzeplińskm, teatrze Jandy, Kierwińskim, Szczerbie, Nitrasie nie pochwalił wokalnego talentu PO-słanki Muchy, ani słowem nie wspomniał o intelektualnej potędze paniulki Schleswig - Wielgus. Dlatego nie dziwmy się elycie III RP - to nie jest "ICH" prezydent. No i dobrze...

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.3 (głosów:7)