Święto mitu porozumień sierpniowych i czym je zastąpić, by znikły przepychanki

Obrazek użytkownika wawel24
Kraj

Przyznam się, że z coraz większym zażenowaniem obserwuję przepychanki prawne „pod” Pomnikiem Poległych Stoczniowców. I to nie ze względu na butę KOD-u, Szumełdy, Wałęsy et consortes. Im się nie dziwię. To jest ich święto. Święto konszachtu i dealu, o czym przypomniał Frasyniukowi Czażasty ujawniając tajemnicę poliszynela. Ale temu, że strona „patriotyczna” wchodzi w to poszturchiwanie się – dziwię się. Trzeba było już dawno rozdzielić dwiema różnymi datami święta dwóch różnych światów, świata zdrady i karierowiczostwa ze światem ludzi walczących o dobro i byt innych. Pozostawienie tego w formule dotychczasowej, spowoduje, iż w sierpniu będzie się powtarzać bajzel aż do końca świata. Za lat naście, dziesiąt wnuki Mazguły, Szumełdy, Wałęsy, Cimoszewicza będą 31.08 szły z pielgrzymką pod Pomnik, by budować mit swojej rodziny. Trzeba się zastanowić, czy mamy cokolwiek wspólnego z tą datą. Czy to nie jest ich data, data – mówiąc słowami Herberta – „szpiclów katów tchórzy”. Data dealu, konszachtu, cyrografu i podpisania kapitulacji opłaconej grubymi srebrnikami.

Czy KOD przegiął ogłaszając się dziedzicem Solidarności? Absolutnie nie! Po prostu  „przyszedł swój po swoje”! KOD po prostu "jest w prawie". Pod koniec lat 80. Soros (czytaj: część finansjery zainteresowana ciągnięciem zysków i procentów od polskiej „transformacji”) przekazał do redakcji Tygodnika Solidarność pewną ilość sprzętu. W 1988 r. zarejestrowano Fundację Batorego po owocnym spotkaniu Jaruzelski-Soros. Dziś sorosowo-smolarowy KOD przyszedł po swoje. I trzeba było mu to dać. Porozumienia sierpniowe i okrągły stół to nie imprezy polskie, tylko zewnętrzne i wrogie wobec interesów państwa i narodu polskiego. Imprezy pod specjalnym nadzorem i obcą kuratelą. Nic nam do ich rocznic. To ich rocznice wydutkania tubylców. 

Jeśli chodzi o  rocznicę podpisania porozumień sierpniowych, to co my w zasadzie świętujemy? Umowę w której kupiono i sprzedano nas?

Czy jest to święto nieodłączonego telefonu Jacka Kuronia? Czynnej 24 na dobę (prekursor TVN24?) gorącej linii z Brukselą, Monachium, Paryżem i Londynem. Linii nietykalnej przez służby. Słuchając w Wolnej Europie słów: „przy naszym telefonie Jacek Kuroń”, albo „łączymy się z Adamem Michnikiem prosząc o komentarz w sprawie aktualnej sytuacji w kraju” – nikt nie zadawał sobie pytań: dlaczego po prostu „komuna” nie odłączy tym komandosom telefonu? Czyj parasol dzień i noc rozpięty jest nad aparatem telefonicznym Jacka Kuronia? Wszyscy z opozycji znali ten telefon, wiedzieli, że stamtąd przychodzą instrukcje. Dlatego Stocznia Gdańska dołączyła do innych strajkujących zakładów dopiero... 40 dni później. Po rewolcie 70 roku była objęta przędzalnią siatki opóźniaczy, wygaszaczy (vide: odwołanie strajku przez Wałęsę). Sygnał "na Stocznię" przez telefon Kuronia (via Borusewicz) nie przychodził, bo siatka jeszcze nie była do końca usnuta. Doradcy jeszcze nie zdążyli poodwoływać wakacyjnych rezerwacji w hotelach. Dlatego Stocznia pracowała, gdy 200 zakładów już stało. Kto wzbudza taki respekt, czy strach „komunistów”, że pozwalają temu komuś za pośrednictwem spółki Kuroń&Michnik nadzorować i sterować ruchami „rewolucyjnymi”? Dlaczego ten ktoś nie pojawi się bezpośrednio, nie wyjdzie z otwartą przyłbicą, tylko chowa się plecami „komandosów”? Takich pytań nie stawialiśmy. Dlaczego? Bo tak bardzo pragnęliśmy wolności, prawdy. Można to nazwać naiwnością, choć byłoby to niesprawiedliwe. Narody też muszą dorastać. Głos Kuronia i Michnika odbieraliśmy jak głos Boga, dającego znak: sprawiedliwość istnieje, i to na tym świecie. A później obudziliśmy się w wydrenowanej i sprostaczonej Polsce... I ten dzień konszachtu uzurpatorów podających się za naszych reprezentantów z dotychczasowymi naszymi panami – nazwaliśmy odzyskaniem wolności i „świętujemy” do dziś. Byłoby to śmieszne, gdyby nie było tragiczne...

Ten dzień musi zniknąć z kalendarza obchodów, ew. niech go sobie świętują dealerzy. W podręcznikach i pamięci musimy zachować tylko „zryw sierpniowy”,  a właściwie lipcowo-sierpniowy, niezwykłą jedność narodową pełną bezinteresowności oraz tych, którzy wszczynali strajki i tych, których zdradzali o świcie ich koledzy z pracy szpiclujący za marne srebrniki, ci, którzy w nagrodę za to obsiedli jak muchy wszystkie rządy „wolnej Polski”. Z dumą wspominane mogą być tylko dni narodowej jedności w oporze. Tylko do czasu, gdy do Stoczni Gdańskiej i do innych zakładów pracy weszli doradcy  (niezależnie od tego, że mała część tych doradców weszła tam w dobrej wierze i została wykorzystana jak kwiatek do kożucha zdrady). Gdy w dniu 22 sierpnia 1980 Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek weszli do Stoczni – historia narodowego zrywu pod nazwą Solidarność zakończyła się. Rewolucja została przechwycona, przejęta. Świętowanie rocznicy jakiejkolwiek daty poczynając od 22.08.1980 jest świętowaniem sznura przez leżącego na intensywnej terapii wisielca. Kto rozwiąże zagadkę nieśmiertelnego, nieodłączalnego telefonu Jacka Kuronia – ten zrozumie, że ta transformacja nie mogła się udać. Transformator był na terenie wroga...

 

Jeszcze lepiej będzie podać analogię dziejową. Przechwycona rewolucja 1980 r. miała dwie fazy, podobnie jak „odzyskiwanie wolności” w latach 1946/47.

Faza I: Referendum ludowe 30 czerwca 1946 roku (3 X TAK)

Odpowiednik „solidarnościowy”: Podpisanie porozumień sierpniowych

Faza II: Wybory do Sejmu Ustawodawczego w 1947 –19 stycznia 1947, sfałszowane przez aparat policyjny (Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego)

 Odpowiednik „solidarnościowy”: Rozmowy Okrągłego Stołu (6.02 – 5.04.1989 r.) i Częściowo Wolne Wybory (4 i 18 czerwca 1989) – obie „imprezy” „sfałszowane” przez służby wojskowe i cywilne (koordynator: Czesław Kiszczak, szef Zarządu II Sztabu Generalnego WP SZ PRL (1973–1979), szef Wojskowej Służby Wewnętrznej MON (1979–1981), minister spraw wewnętrznych (1981–1990).

 

Zarówno rok 1947, jak i rok 1989 rozpoczęły okres karykatury wolnej Polski, niewoląc Polskę na kilkadziesiąt lat. Podobieństw było dużo. Ba, można by nawet rzec, że służby w latach 80. wzorowały się na rozwiązaniach i metodach służb z lat 40. Po co zmieniać sposoby, które już raz się sprawdziły. I tak: skrytobójczym mordom na członkach PSL poprzedzającym wybory 1947  odpowiadało np. zabójstwo Piotra Bartoszcze, jednego z przywódców „NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność” w 1984 r. oraz liczne zabójstwa księży w latach 80. Zanim wdrożono fikcję „porozumienia z narodem” (referendum i porozumienia sierpniowe) oraz fikcję „wolnych wyborów” (1947 i 1989) – trzeba było oczyścić teren. Znana metodologia bolszewicka zastosowana przez pojętnych uczniów.

 

Można zastosować inną analogię, by pojąć absurd świętowania rocznic podpisania porozumień sierpniowych. Świętowanie przez Polaków dat operacji kręgu Michnika (31 sierpnia i 4 czerwca), to – w dużym przybliżeniu - tak jakby biali świętowali rocznicę 22 września 1917 r., kiedy to w wyborach do Piotrogrodzkiej Rady większość uzyskali bolszewicy na czele z Lwem Trockim.

Świętować podpisanie porozumień sierpniowych, to jak świętować Referendum Ludowe 3 X TAK. Podczas rosyjskiej rewolucji lutowej za organizację agenturalną (niemiecką) uznano partię bolszewicką. Siły zewnętrzne zawsze są przygotowane na ewentualne wrzenie rewolucyjne. W Polsce  funkcję organizacji agenturalnych (częściowo zinfiltrowanych) pełniły „opozycyjne” KOR, ROPCiO, KPN, TKN oraz – last but not least - Komisja Ekspertów przy MKS w Gdańsku.

 

II

Czy później ktoś zastanawiał się, dlaczego skoro Kuroń i Michnik byli śmiertelnym zagrożeniem dla „komuny” – to nie spotkał ich los ks.Popiełuszki. Że niby bali się ludu, by nie wyszedł na barykady bronić Jacka i Adama? Wolne żarty. Lud by to przyjął z opuszczoną głową tylko, nie zaś z zapałem rewolucyjnym. Przyczyna musiała być inna. Kto rozwiąże zagadkę nie odcięcia telefonu Jacka Kuronia, ten zrozumie, dlaczego jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.

Tak naprawdę to umowę Okrągłego Stołu podpisywały banki (BŚ, MFW) z lobby Michnika (opozycja konstruktywna, demokratyczna, z nich później powstały nowe elity biznesowe i kulturowe) i lobby Kiszczaka (starzy i młodzi towarzysze pouwłaszczani na czym się da). Była to umowa trilateralna (nie bilateralna), i co śmieszniejsze (tragiczniejsze) strony narodowej nie było wśród sygnatariuszy. Została wycięta na starcie poprzez językową stygmatyzację jako opozycja „niedemokratyczna” i „niekonstruktywna”. Była to umowa sankcjonująca kapitulację narodu wobec trzech lobbies. Lobby Michnika przez uzurpację przyjęło nazwę „strona społeczna” – a my w swej świętej naiwności zostaliśmy sprowadzeni do roli kibicowania im. Koncepcje poszerzenia UE o kraje upadłe już kipiały w gabinetach. Trzecia, niewidzialna strona umowy już ostrzyła zęby na duży rynek zbytu, kontener taniej siły roboczej i źródło inteligentnych, wykształconych i zaradnych migrantów (lepszych od Turków i Algierczyków). Dwie pozostałe strony tego dealu miały za zadanie pilnować, by nikt się nie zorientował w jakim kierunku to idzie i żeby naród się nie zbiesił. I to ten polski sen (czy raczej majak) nazwaliśmy wolnością. Wolnością, która wypełzła do nas ze słuchawki nieśmiertelnego,  nigdy nie odłączonego telefonu Jacka Kuronia.

 

Która data mogłaby być ewentualnym symbolem antyczerwonego zrywu niepodległościowego? To rzecz do dyskusji. Może jakiś dzień z końca lipca (strajkowało już wtedy ok.200 zakładów) lub z początku sierpnia. Ale nigdy dzień podpisania umowy z biorobotami, których cechą gatunkową było i jest niedotrzymywanie żadnych umów.

 

Stepowy azjatyzm gardzi umowami, choć używa ich do pacyfikacji nastrojów i zdolności bojowej nieprzyjaciela. Tym bardziej, że w imieniu narodu do podpisywania tej umowy wyrwali się na wyścigi ludzie podobnego autoramentu podszywający się pod polskie elity i pod reprezentantów narodu. Z żadną z tych dwóch stron, które 31.08 podpisywały swoją umową w naszym imieniu – nie można nigdy zawierać jakichkolwiek umów. Dlatego do zastąpienia obchodów rocznicy podpisania umów sierpniowych idealnie nadawałby się dzień... 17 grudnia. Jako rocznica nauki, że z „nimi” nic nie można podpisywać i że nie można wierzyć w żadne ich słowo. Tego to dnia, po niepisanej umowie z Kociołkiem, że robotnicy mogą bezpiecznie wrócić do pracy – przed 6 rano „zgodnie z umową” czekał na nich otwarty ogień z karabinów maszynowych. Byłby to niezniszczalny symbol tego, że są ludzie, z którymi nikt nigdy nie może zawierać porozumień, jeśli szanuje swoje życie. I że jedyną mądrością życiową ważną jest to, jak ich w miarę szybko rozpoznać. Rocznica Niezawierania Porozumień z Obcymi powinna czym prędzej zastąpić rocznicę podpisania porozumień sierpniowych. Byłoby to tysiąc razy lepsze niż przepychanka z nimi (do której i tak za kilka dni dojdzie, bo przyjdą mimo braku zezwolenia) pod pomnikiem, uwłaczająca pamięci tych, dla których ofiary uczczenia ten pomnik postawiono. Daty rocznic są ważne. Bo sięgają w głąb naszych umysłów i naszej podświadomości. Świętowanie rocznic zdrady i sprzedawczykostwa rodzi dezorientację aksjologiczną i pośrednio rodzi takie kurioza jak "totalna opozycja". Daty rocznic muszą być pozmieniane.

 

 

   Honoré Daumier, Masks (1831)

 

 

Porozumienia sierpniowe: Lewa ręka okupanta podpisała porozumienie z prawą

O absurdzie jednania sufitu z podłogą i zdrajcy z bohaterem

Dwie struktury umysłu

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.8 (głosów:4)

Komentarze

.....Niepoprawnym? Odarłeś ich ze złudzeń, tego ci nie darują, jak Sokratesowi.Ciemny lud jest głodny igrzysk i chleba...i po to te wszystkie uroczystości. Po to te "dyskusje"! Prawda? Na co ona komu?
Jestem za wstrzymaniem świętowania ...bo faktycznie trudno nawet nazwać to ...to...co się świętuje. Całą energię należałoby poświęcić najpierw na oczyszczenie placu budowy (wyjaśnienie wszystkich afer, seryjnych "samobójców", wszystkich morderstw po 89r, ujawnić aneks, przeprowadzić solidną lustracje wszystkich uczonych cepów i urzędasów, zlikwidować kreatywną ekonomię i lichwę i jeszcze trochę....) I na tym oczyszczonym placu zacząć budować wolną Polskę. W przeciwnym razie za parę lat PAD razem z premierzycą wylądują tam gdzie ich wszyscy poprzednicy. Minęło 2 lata...i co ? I nic? Nawet ustawy o zabijaniu dzieci nienarodzonych (rocznie 1000 dzieci ginie) nie potrafią uchwalić. Nie wolno im świętować nawet "miesiączek"..zanim te sprawy nie będą załatwione.
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1547091

Oj, nie wiedziałem. Piszę po prostu to, co myślę. :)

"faktycznie trudno nawet nazwać to ...to...co się świętuje"

Dokładnie. Siła nawyku i bezrefleksji. Jak te pierwsze wagony kolejowe, których kształt - nie wiedzieć czemu - oparty był na kształcie powozów. Przyzwyczajenie to wielka siła. Czas się przesiąść z powozów na kolej ;).

"Całą energię należałoby poświęcić najpierw na oczyszczenie placu budowy (wyjaśnienie wszystkich afer, seryjnych "samobójców", wszystkich morderstw po 89r, ujawnić aneks, przeprowadzić solidną lustracje wszystkich uczonych cepów i urzędasów, zlikwidować kreatywną ekonomię i lichwę i jeszcze trochę....)"

O właśnie...

Dwa lata minęły jak jeden dzień...

 

Dzięki za wizytę.

Pozdrawiam Panią.
 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

wawel24

#1547103

Nic dodać, nic ująć . Świetny, odważny tekst...
Odważny, z racji czasu i miejsca jego zamieszczenia :).

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-2
#1547113