Magia, kabała i syjonizm w kulcie kamieni ściany płaczu

Obrazek użytkownika wawel24
Idee

Ściana płaczu - pod takim poruszającym wyobraźnię literackim zwrotem kryje się pewne miejsce w Jerozolimie. Co jakiś czas obiegają media światowe nastrojowe zdjęcia jak to któryś ze znanych przywódców politycznych lub religijnych stoi przed ścianą płaczu z poważnym wyrazem twarzy, jedną, prawą dłoń kładąc na kamieniu będącym fragmentem ściany. O co chodzi w tej magii? Atawizm to, Hollywood, czy jeszcze coś innego?

1.

 

Ściana płaczu - pod takim poruszającym wyobraźnię literackim zwrotem kryje się pewne miejsce w Jerozolimie. Co jakiś czas obiegają media światowe nastrojowe zdjęcia jak to któryś ze znanych przywódców politycznych lub religijnych stoi przed ścianą płaczu z poważnym wyrazem twarzy, jedną, prawą dłoń kładąc na kamieniu będącym fragmentem ściany. A.Duda poszedł nawet dalej, bo oprócz prawej ręki czule spoczywającej na kamieniu - lewą położył na swoim sercu. Nasuwało to myśl o… ślubowaniu, składaniu przysięgi.Komu? Czemu? Dojdziemy do tego w dalszej części, stopniowo.

 

 

Dla przeciętnego uczestnika popkultury owe eskapady jego przywódców ku tej - monumentalnie prezentującej się na fotogramach - ścianie płaczu kojarzą się tylko dobrze. Ekumenizm, połączenie się z religijnymi Żydami, zjednoczenie się z nimi w pragnieniu posiadania świątyni w Jerozolimie - dreszcz ekscytacji, doznania mistyczne…

 

Ale opuśćmy klimaty Hollywood i zajrzyjmy za kulisy tych precyzyjnie kierowanych wzruszeń, bo jak wiadomo rzeczywistość ma kilka warstw a emocje to najbardziej skuteczny uchwyt za który chwytając można ludzi zwodzić i wodzić ich za nos prowadząc tam, gdzie świadomie nigdy by nie poszli. No, niektórzy może by poszli. Ci wybrani spośród nas…

 

Oficjalna wersja podawana ludom do wierzenia jest taka, że “ściana płaczu” to część żydowskiej świątyni (część muru świątyni),gdzie gromadzą się Żydzi lamentując i modląc się. W rzeczywistości jest to liczący 57 m kawałek muru oporowego wzniesionego wokół wzgórza świątynnego przez jednego z kalifów dynastii Umajjadów w VII w. Warto przypomnieć nad czym przychodzący tam Żydzi lamentują. Otóż lamentują oni, że spotkał ich los przepowiedziany judaistycznej świątyni przez Jezusa… Przepowiedziany w słowach:”Zaprawdę, powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony".(Mt 23, 1-2).

Hagada głosi, że kilka metrów z całej wysokości muru postawił Herod i że dopiero od 4 m dobudowali muzułmanie z dynastii Umajjadów. I głosi hagada, że mur ten był “murem jerozolimskiej świątyni”. Otóż nie był ten mur murem świątyni. Ten mur był murem wzmacniającym wzgórze - dlatego kamienie kładzione były bez zaprawy i stawiane są tak, że każdy kolejny szereg kamieni był odchylony lekko od pionu w kierunku do wzgórza, by “amortyzować” pracującą ziemię wzniesienia. Tak wybudowali go muzułmanie w VII w. Jak stawiał go Herod i czy w ogóle stawiał wzmocnienie wokół wzgórza świątynnego - nie wiadomo. Jedynymi źródłami są… legendy. W jakim punkcie ogromnej przestrzeni wzgórza stała świątynia żydowska - nie wiadomo. Czy była duża, czy średnia, czy wielka (w skali świątyń tej epoki) - też nie wiadomo, bo opisy Flawiusza można - jak wiadomo - między bajki włożyć. Opisy Flawiusza mają wartość historyczną podobną jaką mogłyby mieć porady prawne udzielane przez Lucky`ego Luciano.

 

Czy niektóre kamienie które są w dzisiejszym murze muzułmańskim mogą pochodzić ze zburzonej przez Rzymian świątyni żydowskiej? Hmm... Czy w ogóle powinniśmy dawać się wprowadzać w kamieniołomy, tzn. w maliny takich rozważań? Kiedyś stała na tym wzgórzu świątynia syro-fenicka. Równie dobrze jakiś kamień mógłby z niej pochodzić. Parę kilometrów od starego miasta Jerozolimy jest kamieniołom. Duże głazy we wszelkich okolicznych budowlach z niego pochodziły. Czy nie jest daniem narzucić sobie jakiejś dziwnej, pogańskiej optyki dociekanie kto jaki głaz gdzie położył i namaszczone oddawanie mu czci religijnej? Wbrew pozorom nie są to wydumane pytania. Duże rzeczy zaczynają się od małych, wielka droga od pierwszego kroku. Jedna litera, jeden kamień - mogą być powodem schizm, wojen, ustanawiać inny światopogląd całego imperium (jak to było z jedną literką jota w słowie homoiousios). Kto wie, czy wojna sześciodniowa z 1967 r. nie toczyła się w swej podskórnej, podświadomej warstwie właśnie o dostęp do mitycznego głazu Heroda…

2.

Przyjmijmy jednak na chwilę, hipotetycznie hagadę o kamieniach Heroda w murze wzniesionym przez kalifa Abd al-Malika ibn Marwana w latach 660-691 za dobrą monetę, a nie za srebrnik judaszowy za który sprzedajemy swoją chrześcijańską wiarę. I spójrzmy czyje dzieło i pamięć rwie się upamiętnić dłoń naszych przywódców i ich namaszczona myśl.

 

Kim w swej istocie był ten mityczny patron syjonizmu i państwa Izrael? Termin Izrael wstawiłem w poprzednie zdanie nie przypadkiem i nie z rozpędu bądź niechęci do syjonizmu. Rozbuchanie legend związanych ze ścianą płaczu jest dziełem rodzących się organizacji prasyjonistycznych i syjonistycznych mniej więcej od połowy XIX w. Jest to notabene ten sam krąg ideowy w którym narodziło się słowo “antysemicki” (Steinschneider, autor słowa „antysemicki” wprowadzonego przez niego do użytku w polemice z Renanem w 1860 r., należał do trzyosobowej grupy syjonistycznej pracującej nad przygotowaniem odbudowy izraelickiego państwa w Palestynie, pozostali członkowie to Abraham Benisch i Albert Löwy).  

Co reprezentował więc sobą Herod od Kamieni, syn Idumejczyka i Nabatejki, którego przodkowie prześli kiedyś na judaizm?

Herod Wielki to klasyczny tyran, jego brutalność i bezwzględność potępił nawet Sanhedryn. Jeszcze zanim objął swój urząd miał być sądzony za morderstwo. Jana Hyrkana II, tego, kto poważył się oskarżyć go o morderstwo - gdy doszedł do władzy w akcie zemsty oskarżył o zdradę i kazał stracić. Winny był też śmierci swojego syna, szwagra i 300 dowódców wojskowych. Prowadził wystawne aż do nieprzyzwoitości życie.

Kiedy w celu zabezpieczenia swoich roszczeń do tronu poślubił wnuczkę owego Jana Hyrkana II - to swoją poprzednią żonę z dzieckiem kazał wypędzić. Swojego głównego rywala Antygona uwięził i przekazał na ścięcie przez Rzymian. Później kazał stracić kilku członków własnej rodziny, w tym drugą żonę, dla której wygnał pierwszą. Kolejnego swojego rywala do tronu też kazał stracić. Podczas swych despotycznych rządów starał się kontrolować (monitorować, czyżby stąd tak żywe wśród Żydów dzisiaj tradycje “monitorowania” społeczeństw wśród których żyją?) uczucia poddanych do siebie. Wprowadził tajną policję do monitorowania nastawienia ludu wobec siebie. Jego prywatna ochrona liczyła… 2000 żołnierzy. Tyle chyba wystarczy o tym mini-Stalinie żydowskiej przeszłości. Aha, jeszcze jeden drobiazg. Herod znany jest też ze swej “zdecydowanej" postawy wobec rodzącego się chrześcijaństwa. Zgodnie z Ewangelią wg Mateusza zarządził nasz budowniczy drugiej świątyni żydowskiej - rzeź (masakrę) niewiniątek. Wydał rozkaz zabicia wszystkich chłopców w wieku dwóch lat i poniżej w Betlejem i okolicach. Makrobiusz (ok. 400 n.e.), jeden z ostatnich pogańskich pisarzy w Rzymie, w swojej książce Saturnalia, napisał: „Kiedy usłyszano, że w ramach rzezi chłopców do dwóch lat Herod, król żydowski , nakazał zabić swojego syna, ktoś zauważył: „Lepiej być świnią Heroda, niż jego synem”.

 

3.

A może te kamienie do których chciwi legalizacji i międzynarodowego uznania swych ludobójczych poczynań kolejni przywódcy Izraela prowadzą bezwolnych przywódców różnych narodów postawił jednak kalif Abd al-Malik ibn Marwan. I może to jego pamięć warta jest kultywowania przez nas, chrześcijan? Z pewnością wart jest naszej pamięci. Wymordował dziesiątki tysięcy chrześcijan z Anatolii, Syrii i Armenii oraz innych krain. I wzniósł w Jerozolimie Kopułę na Skale, której złoty blask widzi każdy, kto przechodzi przez bramki prowadzące do ściany płaczu. Kopuła ta miała być w jego zamiarze wiecznym symbolem pokonania chrześcijaństwa przez islam. Nie ma co, fantastyczne otoczenie, niepowtarzalna ekumeniczna aura kamieni tyrana Heroda, potencjalnego zabójcy małego Jezusa, aura kopuły wzniesionej nad magicznym kamieniem (sakralnym centrum jerozolimskiej kopuły na skale - identycznie jak w Mekce - jest święty semicki kamień) mającej sławić wymordowanie chrześcijan na bliskim wschodzie oraz - last but not least - aura świątyni z którą walczył Jezus i której kapłani wydali go Rzymianom na śmierć. Te 3 aury, ich synergia, ich świadomość - mogą zabić kogoś o pobudliwej wyobraźni. Jednak przywódcy państw naszej cywilizacji, którzy tam pędzą jak do wodopoju nie wydają się być zmieszani - wręcz przeciwnie, na zdjęciach wyglądają jakby wreszcie… byli u siebie.

 

Mała kreska w obrębie czerwonego okręgu to cała "ściana płaczu", czyli fragment muru będącego fortyfikacją wzgórza, a nie żadną pozostałością "ściany świątyni".

4.

Odetchnijmy trochę od krwawych tyranów ze strachu przed którymi nawet ich najbliższa rodzina nie może zasnąć i od kalifów ścierających chrześcijaństwo z powierzchni ziemi i zmierzmy się z tematem od innej strony. Niech nam spadnie z serca kamień judaizmu i islamu i przypatrzmy się bliżej samej naturze owego… kamienia. Może tu znajdziemy przyczyny tej siły fatalnej, która przyciąga dłonie Lecha Kaczyńskiego (nawet obie, jak widać na zdjęciu), Donalda Tuska, Andrzeja Dudy ślubującego coś (co?) temu kamieniowi, czyżby obdarzonemu jakowąś siłą magnetyczną, dłonie prezydentów Putina i Trumpa, prezydentów Brazylii itp.

 

Rabini prezentują Putinowi projekt III świątyni, budowę której popiera

Putin próbuje sobie uzmysłowić wielkość przyszłej III świątyni

 

Podczas Pesach przed ścianą płaczu można zaobserwować widok taki, jak setki Żydów przepychając się w religijnej ekstazie wyciągają dłonie ku kamieniom muru podtrzymującego wzgórze świątynne z jednym jedynym pragnieniem by dotknąć choć na ułamek sekundy kamień. Co jest w tym niezwykłe, to że identycznie wyglądające sceny odbywają się raz w roku w… Mekce. Tam też kamień przyciąga tłumy i ich tych tłumów dłonie. Zdjęcia tego religijnego aktu trącenia kamienia w jeden, określony dzień można czy to z Jerozolimy, czy Mekki są zastanawiająco podobne. O co tu może chodzić? A może nie o religię, tylko o religii praprzodka?

 

 

Kult kamieni był i jest fundamentalny dla plemion i ludów arabskich. „Arabowie czczą kamień” — pisał Klemens Aleksandryjski (Protreptikos, IV, 46). Jeżeli brać pod uwagę duchową strukturę mentalności semickiej, utożsamiającą bóstwo z jego materialnym substratem, który je wyobrażał lub symbolizował jego siłę (Vincent, La religion des Judeéo-araméens d ’Eléphantine, s. 591), to można przypuszczać, że w czasach Klemensa (150-215 n.e.) większość Arabów istotnie „czciła” kamień. Mahomet niczego tu nie wprowadził, tylko uprościł i scentralizował rozproszone kulty i ośrodki “przechowujące” święte kamienie. Kamienie beduini czcili na długo przed nim. Ale czy jest to specjalność tylko części semitów? Świadectwa archeologiczne i piśmienne mówią, iż cała Afryka północna, Lewant i Półwysep Arabski uprawiała litolatrię. Ataki Ojców Kościoła na klękających przed kamieniem próbuje się przekierować li tylko na kamienne posągi świata helleńskiego i rzymskiego, gdy tymczasem jeśli w pierwszych wiekach chrześcijaństwa a także w średniowiecznej Europie chrześcijańscy duchowni potepiają gorszące pogaństwo czcicieli kamienia, to mają na myśli kult kamieni, głazów i skał wcale, lub minimalnie tylko obrobionych.

Ciekawą uwagę podaje Mircea Eliade w swoim Traktacie. Sugeruje, żeby nie mówić o funkcjach religijnych kamieni, lecz tylko magicznych. Dlatego wyżej napisałem o praprzodku religii mając na myśli magię. Eliade pisze, że wyznawcy kamieni odnoszą się do nich jako do narzędzi.

Traktują je użytkowo. Jako magiczne utensylia. Sakralne traktowanie kamieni to bardzo pierwotny, prymitywny etap obcowania z sacrum. Być może ślepa uliczka - tak sądzili ojcowie kościoła. Wiedzieli, że w centrum jest tu magia i że to magiczne podejście blokuje dostęp do religijności wyższego rzędu.

 

Ludzie posługiwali się kamieniami jako narzędziami magicznejj działalności, traktowali je jako generatory i przekaźniki tajemnej, demonicznej energii przeznaczonej - jak pisze Eliade - do obrony własnej lub też obrony zmarłych. Czasem tez zupełnie magicznie traktowali je jako zesłane przez Boga, lub jako… zamykające w sobie boga. I na to grzmieli teologowie chrześcijańscy, zresztą nie tylko oni, lecz także liczni myśliciele antyku. Religijna cześć jest o wiele wyższym stadium niż magiczny akt. Są to inne porządki.

Interesującym fenomenem jest obecny u wielu pierwotnych, prymitywnych plemion i to na kilku kontynentach fakt namaszczania kamieni, polewania tłuszczem lub olejkiem. Ponieważ namaszczenie olejkiem kamieni obecne jest często w pierwotnej magii seksualnej, to wstrzymajmy tu bieg myśli i skojarzeń, by dociekanie przyczyn owego namaszczania nie zaprowadziło nas w rejony zbyt… pierwotne. Wspomnę tylko, iż procentowo rzecz ujmując użycie kamieni w magii seksualnej jest ogromne. I zacytuję Eliadego: Można przytoczyć wiele zakazów wydanych w średniowieczu przez kler i królów, które dotyczyły kultu kamieni, a zwłaszcza wytrysku nasienia przed kamieniami (por. Bénard le Pontois, Le Finistère préhistorique, Paris 1909, s. 268). Dotknięcie kamienia (wybranego) jako działanie magiczne chroniące jest często spotykane. Podobnie jak tarcie, ocieranie się o kamień.

W średniowiecznej Europie zanotowano resztki jakiegoś starożytnego, pogańskiego rytuału: w czasie przesilenia zimowego i letniego) stawiano świece w pobliżu dziurawych głazów i namaszczano głazy oliwą. Zapamiętajmy ten poganizm, w dalszej części przyda się.

Pogański kult kamienia, jak się dobrze przyjrzeć przepaja też Torę. “W drodze do Mezopotamii Jakub wędrował przez krainę Charanu i „trafił na jakieś miejsce (święte) i tam zatrzymał się na nocleg, gdyż  słońce już zaszło, wziął więc jeden z kamieni, (jakie znajdowały się) na tym miejscu, i położył go sobie pod głowę, układając się do snu na tym właśnie miejscu.” Był to sen o drabinie prowadzącej wprost do nieba i o rozmowie z bóstwem “. Gdy się przebudził powiedział: «O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga i brama do nieba». Wstawszy rano, wziął więc ów kamień, który położył był sobie pod głowę, postawił go pionowo jako masebę i rozlał na jego wierzchu oliwę I dał temu miejscu nazwę Betel”. (Księga Rodzaju, 28, 11 :— 13, 16— 19, tłum. ks. Cz. Jakubca). Innymi słowy, Jakubowi - Izraelowi w tym kamieniu objawił się lokalny bóg (bożyszcze, demon) o imieniu Betel, zresztą później demon ów zwalczany był przez Jeremiasza (por. Jeremiasz 48,13). Jakub - Izrael przekonany był jednak, iż ujrzał samego Jahwe… W oczach ludu hebrajskiego bóg wcielał się w kamień, albo - mówiąc inaczej - przywódcy Hebrajczyków zaklinali boga w kamień i powiadamiali o tym lud, jak np. w tym fragmencie Starego Testamentu (podaję za Traktatem Eliadego): “Po zawarciu przymierza Jahwy z narodem Jozue „wziął kamień bardzo wielki i położył go pod dębem, który był w świątyni Pańskiej. I rzekł do wszystkiego ludu: “Oto ten kamień będzie wam na świadectwo” (Jozue, 24, 26 — 27).

Warto zwrócić uwagę, że w tym fragmencie mamy już w pełni owo do głębi semickie discrimen specificum (kamień WEWNĄTRZ świątyni na najświętszym miejscu), które dzisiaj widzimy w Mekce, w świątyni Kaaba jako wcielenie bożyszcza Allah. Kamień ów zwany jest Hadżar (czarny kamień). Kamień ten wbudowany jest w południowo-wschodni narożnik świątyni Al-Kaba w Mekce i jest największą świętością muzułmanów i celem pielgrzymek (tzw. hadżdżu) wyznawców islamu. Fizycznie rzecz biorąc święty kamień Hadżar to współcześnie kilka fragmentów skały złożonych razem i oprawionych w srebrną ramę. Widząc podczas religijnych świąt religijny zapał tysięcy dłoni przepychających się by trącić te kawałki skały - trudno dziwić się bezwzględnemu potepieniu takich praktyk przez najstarszą chrześcijańską tradycję. Jest to obraz zgorszenia par excellence. Bałwochwalstwo w czystej postaci. I tak właśnie św. Paweł nazywa ów prymitywny, magiczny kult (kamień obrazy, kamień zgorszenia). U Semitów (zwrot Eliadego) w kamienie wcielają się dusze zmarłych, lokalne pomniejsze bóstwa (raczej: bożyszcza) oraz przeróżne demony czuwające nad działaniami człowieka, naturalnymi i magicznymi. Istnieje też - ta wiedza za chwilę nam się przyda - magiczny kult kamienia z dziurą, perforowanego (Eliade: “dziurawy kamień”). Kult kamienia perforowanego należał m.in. do obrzędów magii seksualnej oraz do tzw. Obrzędów magicznego przejścia, wejścia w inny świat lub odnowienia. Ta informacja także nam się za chwilę przyda.  

5.

Magiczny bałwan w postaci kamienia przykryty jest złotą kopułą. Jest to tzw. Kopuła na Kamieniu (lub: na Skale). Niezwykle znamienna jest w świetle danych religioznawczych o semickości kultu kamieni pewna relacja z XIV w. Issac Cheilo, żydowski podróżnik, w roku 1333 opisuje czczony przez muzułmanów na wzgórzu świątynnym kamień jako “najświętszy”. Widać tu wyraźnie, jak prymitywny kult magicznego bałwana w formie bezkształtnego głazu jednoczy Semitów ponad podziałami…

Kopuła na Skale (ma to znaczyć: Kopuła na Kamieniu), nie jest to meczet, jest to swego rodzaju kapliczka postawiona nad magicznym kamieniem i... ku jego czci. Kamień ten osnuty jest wieloma legendami muzułmańskimi i żydowskimi (kamień ofiary Abrahama, kamień wniebowstąpienia Mahometa etc.). Na pierwszym planie fragmenty muru umacniającego i otaczającego wzgórze świątynne, malutkim fragmentem tego muru jest "ściana płaczu".

 

 

Dzisiaj w zwyczaju jest wkładać między głazy “ściany płaczu” karteczki z życzeniami. Skąd ten zwyczaj? Ano znowu z magii… Na początku XVII w. jeden z magów żydowskich, czyli kabalistów, zarazem talmudysta Chaim ibn Attar - pierwszy raz dokonał kabalistycznego aktu magii słowa wsuwając między kamienie muru kartkę z tzw. prośbą magiczną dotyczącą losu jego ucznia.

6.

Żydzi kręcili się wokół wzgórza świątynnego w okolicach swoich świąt - raz intensywniej, raz mniej. Wydarzenia ulegają przyspieszeniu wraz z dojściem Żydów do znaczenia i narodzinami syjonizmu w połowie XIX w. Dla ruchu stawiającemu sobie za cel “powrót” do Palestyny ważne było zdobycie jakiegoś symbolicznego przyczółka, od którego można by dalej rozszerzać próby najazdu na mieszkających tam Arabów. Wzrok wielu działaczy i związanych z nimi finansistów zaczął kierować się na mur oporowy wzgórza świątynnego, na które nie mogli wchodzić.

Wśród różnych półprawd i przemilczeń, które podają różne wersje Wikipedii, akapit poniższy trafnie oddaje zamiary środowisk syjonistycznych od połowy XIX w.: “Poczynając od połowy XIX wieku Żydzi podjęli wiele niezależnych prób wykupienia praw do muru i przylegającej do niego okolicy [tzn. Dzielnicy marokańskich Arabów, czyli potomków imigrantów z Maroka, dzielnicy istniejąc3j tam od XII w. - przyp. mój, wawel], jednak żadna z nich nie zakończyła się sukcesem. Z początkiem wieku XX oraz narodzinami ruchu syjonistycznego Mur Zachodni stał się przedmiotem wielu sporów pomiędzy społecznością żydowską a muzułmańską. Muzułmańscy przywódcy religijni obawiali się, że nacjonaliści żydowscy żądania praw do Muru w przyszłości rozszerzyć mogą na całe leżące poza nim Wzgórze Świątynne”.

 

10 czerwca 1967 r., kiedy Izrael przejął kontrolę nad miejscem po wojnie sześciodniowej, trzy dni po ustanowieniu kontroli nad fragmentem zachodniej ściany, Marokańska Dzielnica została zrównana z ziemią przez władze Izraela, aby stworzyć przestrzeń dla tego, co obecnie jest placem przed "ścianą płaczu". Dzielnica została zrównana z ziemią przez siły izraelskie na rozkaz burmistrza Zachodniej Jerozolimy Teddy'ego Kolleka , trzy dni po wojnie sześciodniowej , aby poszerzyć wąską uliczkę prowadzącą do Ściany Płaczu i przygotować ją do publicznego dostępu dla Żydów chcących tam się modlić.

Przy "ścianie płaczu" była wąska (szer. ok. 4 m) uliczka. 

Mniej niż połowa terenu "oczyszczonego" przez armię izraelską. Druga połowa znajduje się poza zdjęciem z prawej strony. Czerwona linia to miejsce z zamieszczonej wyżej fotografii. Cały  ogromny, pusty dzisiaj plac i dalej tyle samo po prawej - to teren wyczyszczony przez wojsko z domów mieszkalnych.

 

 

Teddy Kollek w swoich wspomnieniach napisał, że trzeba zburzyć dzielnicę, ponieważ organizowana jest pielgrzymka do muru z setkami tysięcy Żydów, a ich przejście przez „niebezpieczne wąskie zaułki” „slumsów” było nie do pomyślenia: potrzebowali jasnej przestrzeni. Slumsami zaczął aparat żydowskiej propagandy nazywać arabską dzielnicę marokańską od chwili, gdy władze Izraela (rzekomo tylko wojskowe) podjęły decyzję o “wyczyszczeniu” miejsca na plac dla chcących modlić się Żydów. Razem z dzielnicą marokańską “wyczyszczono” przylegającą do niej dzielnicę żydowską (biednych Żydów arabskich). Jak wyraził się Mosze Dajan, jesli zajdzie taka potrzeba konieczne będzie strzelać i do swoich, czyli do Żydów. Póki co swoim, czyli arabskim Żydom, Żydom drugiej kategorii mieszkającym w pobliżu miejsca, gdzie chciano urządzić “plac modlitewny” oferowano jakieś symboliczne odszkodowania w zamian za opuszczenie swoich domostw, które natychmiast burzono. Całkiem inaczej było z gojami, czyli mieszkańcami dzielnicy marokańskiej. Akcję poprzedzono zmasowanym atakiem propagandy na dzielnicę arabską. Domy, które przeszkadzały w budowie placu modlitewnego (takiego jakim go widzimy dzisiaj) opisywano w żydowskiej prasie jako obskurne, nędzne, brudne chałupy. Było to powtórzenie propagandowych zabiegów hitlerowskich wobec Żydów niemieckich. Dehumanizacja jako forpoczta eksterminacji. Stara, dobra szkoła Adolfa. W środku nocy zaczęto akcję. Gdy mieszkańcy na wezwanie do opuszczenia swoich domów - nie robili tego - buldożer wjeżdżał w środek domu pełnego ludzi. Dom walił się na ludzi w jego wnętrzu. Ludzie z innych domów na ten widok zaczynali uciekać, ale nie wszyscy...  Buldożery zgarniały ściany, gruz i kawałki zwłok dzieci i kobiet. Tak rodził się dzisiejszy plac przed kawałkiem islamskiego muru obranego sobie przez syjonistów jako przyczółek i mityczne miejsce ich ideologii. I dopięli swego, jak słusznie pisze angielska Wiki - lewicową, komunistyczną metodą faktów dokonanych, terroru wyprzedzającego w interesach narodu - czyli nurtu narodowo-socjalistycznego. I dzisiaj stoją na płytach placu utworzonych z gruzu zmieszanego z kośćmi mieszkających tam od 700 lat ludzi, płytach położonych na ziemi nasączonej krwią gojów przeszkadzających Żydom w… modlitwie do swoich kamiennych bożyszcz. W ich herodyzmie…

 

Mam nadzieję, że po tej krótkiej historycznej panoramie widzimy teraz bardziej realnie to miejsce i że biorą nas mdłości w reakcji na hollywoodzkie kłamstwa szowinistycznej propagandy. Ale najlepsze w całej tej historii jednego z mitów nacjonalistycznej ideologii antygojowskiej zachowałem na koniec.

7.

Cofnijmy się w lata ok. 300 - 350 n.e. Spora część wzgórza świątynnego służy od ponad 200 lat za wysypisko śmieci. Muru okalającego wzgórze (dzisiaj propagandowo zwanego “murem świątyni”)jeszcze nie ma, gdyż… nie ma jeszcze islamu i kalifa, który go wybuduje. Jest jedno wielkie rumowisko i śmieciowisko pełne porozrzucanych kamieni, głazów, całych i połupanych porośnięte krzewami. Przy niektórych kamieniach, bardziej kształtnych, czystych od paru dziesiątek plączą się raz, dwa razy do roku grupki Żydów. Zapalają świece i starożytnym zwyczajem namaszczają kamień olejkiem lamentując nad końcem ich świata. Ale mają już jakiś ersatz, kamień przy którym raz w roku się zbierają. Dzięki temu kamieniowi, wydaje im się zezwolenie na wejście do miasta. I oto - zatoczywszy koło - wróciliśmy do punktu wyjścia. Do magii i świętego głazu, do nie mogących umrzeć archaicznych obrzędów, od których wyzwoleniem miało być chrześcijaństwo.

O tym wszystkim informuje nas dokument z IV w. zwany "Pielgrzym z Bordeaux" (Itinerarium Burdigalense), gdzie nieznany podróżnik opisuje jak to raz w roku Żydzi przychodzą pod jakiś kamień (jeden kamień, nie żadna ściana i kamień nie związany z żadną świątynią - słowo świątynia w tej najstarszej relacji nie pada), kamień dziurawy (podziurawiony, vide: I część notki i opisy zaczerpnięte z Traktatu Eliadego), namaszczają go olejkiem, lamentują (ew. zanoszą modły lub recytują zaklęcia magiczne) i rozchodzą się. I tak to się zaczęło. Jak najzwyklejsze bałwochwalstwo. I tym jest do dzisiaj. 

CODA 

Przywódcy cywilizowanego świata oddając religijną cześć potencjalnym kamieniom tyrana, mordercy, dzieciobójcy - stawiają pieczątkę zgody na zbrodnie państwa, które wciąż go przywołuje i stawia na początku swej symbolicznej historII. Jest w tym nawet jakaś logika. Jaka? Taka: "Waszym ojcem jest sam diabeł, a wy pragniecie spełniać wszystkie jego życzenia. Był on od samego początku mordercą i nigdy nie trwał w prawdzie, gdyż prawdy w ogóle w nim nie ma. Kiedy zaś kłamie, kłamie sam z siebie, bo jest kłamcą i [co więcej] ojcem kłamstwa" (Ewangelia Jana 8,44).

 

Zbrodnie Faszyzmu i stalinizmu są potępiane, faszystowskie zbrodnie popełnione wobec Żydów potępia się stokroć bardziej niż stalinowskie, socjalistyczne i komunistyczne. Uświadamiając sobie znaczenie rzekomych “głazów Heroda” w mitologii syjonizmu i micie założycielskim państwa Izrael należałoby może mityczną ideologię syjonizmu zwać herodyzmem. Skrytobójstwa, przyznawanie sobie prawa do zamykania ust każdemu przeciwnikowi lub mordowania go, donosicielstwo i potężnie rozbudowana policja polityczna - cechy rządów Heroda idealnie wpasowują się w styl polityki państwa Izrael. Nazwa herodyzm pasuje więc idealnie.

Kim więc są ludzie, którzy do bałwanów herodyzmu pielgrzymują? 

 

==============================================

 

Zbigniew Herbert, Kamyk

 

Kamyk jest stworzeniem

doskonałym

 

równy samemu sobie

pilnujący swych granic

 

wypełniony dokładnie

kamiennym sensem (...)

 

- Kamyki nie dają się oswoić (...)

 

=======================================

https://rzadwygnanyrp.wordpress.com/2018/08/29/islam-czym-jest-i-co-go-laczy-z-judaizmem/

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.5 (głosów:11)

Komentarze

Wielkie gratulacje, ale i podziękowania.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1586401

Mord za świętość uznaje i to kultywuje

Tylko izolacja tą dzicz może powstrzymać

Bo coraz bardziej w świecie  będą się nadymać

Pozdrawiam

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1586407