Księga Estery i polska polityka, czyli "antysemityzm" i walka z "nacjonalizmem"

Obrazek użytkownika wawel24
Idee

"Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew - fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzieć." (ANTONI SŁONIMSKI - O drażliwości Żydów)

"Zasadniczą bowiem prawdę o Bogu stanowi to, że jest on dobry. Wiara, że Bóg może nakazać ludziom straszne, niesprawiedliwe i okrutne czyny, jest największym dającym się wobec niego popełnić błędem." (SIMONE WEIL)

"Gdyby Hebrajczycy ze swojego dobrego okresu zmartwychwstali i gdyby dano im broń, wytępiliby nas wszystkich, mężczyzn, kobiety i dzieci, z powodu zbrodni bałwochwalstwa. Prawdziwe bałwochwalstwo to pożądliwość, a pragnący ziemskiego dobra żydowski naród grzeszył nią nawet wówczas, gdy czcił swojego Boga. Bałwan Hebrajczyków to nie metal ani drewno, lecz rasa i naród, coś zupełnie tak samo doczesnego."  ( SIMONE WEIL)

“wmieszał się pomiędzy inne szczepy całego świata pewien naród wrogo do pozostałych usposobiony, który przez swoje prawa sprzeciwia się wszystkim narodom i stale lekceważy zarządzenia królów, tak iż stanowi przeszkodę w rządach nienagannie sprawowanych przez nas nad całością. Przekonawszy się, że jedynie ten naród pozostaje ze wszystkimi w stałej niezgodzie, że trzyma się w odosobnieniu na skutek swych praw, że nieżyczliwy jest dla naszych spraw, spełniając najgorsze czyny, tak iż państwo nigdy nie będzie mogło dojść do wewnętrznego pokoju

(Biblia Tysiąclecia, Księga Estery 3,13b)

----------------------------

Ilustracja: Estera przed królem Brukseli demaskuje nacjonalistę

Ostatnie 2 lata postawiły przed nami kwestię niemożności integracji pewnych mniejszych, mocno sprofilowanych społeczności w obrębie większych, osiadłych już na danym terenie spójnych wspólnot państwowych i narodowych. Ksenofobia, patriotyzm, fundamentalizm i konflikty odmiennych wzorców kulturowych nie narodziły się dziś. Może spojrzenie na początki tych konfliktów, swego rodzaju ich historyczne wzorce doprowadzi nas do źródeł całego problemu? Proponuję bliższe przyjrzenie się pierwszej w dziejach  relacji o pierwszym antysemicie i o pierwszym łowcy antysemitów, o tajnikach antycznego pijaru, o trudnej sztuce robienia zamachów stanu, gdy „mecz” rozgrywany jest „na wyjeździe”, o technikach prowokacji, o "uszkach Hamana" i "dzióbkach Kaczora", o stanie wojennym a także o szybkiej karierze tajnych współpracowników i przemyślności wczesnego wprowadzania dzieci w arkana fundamentalizmu. I o kilku innych, nie wymienionych tu, aczkolwiek niezwykle ważnych i pouczających sprawach. Zapraszam. [tekst jest obszerny, ale zdecydowałem się go nie dzielić na części, lepiej funkcjonuje jako całość a lekturemożna sobie zaplanować w dwóch etapach].
 

Cz.I

                                          Folklor to prawdziwa i szczera manifestacja duszy człowieka i narodu

Jedno z najbardziej radosnych narodowo-religijnych świąt Żydów to Purim. W tym momencie zaczynam odczuwać narodowe kompleksy. Nie tak jest u nas. Nie taki jest nasz kalendarz obchodów wspólnej pamięci. Nasze polskie święta i rocznice – jak wielu już zauważyło – to świętowanie klęsk i porażek. Czyż nie można tego zmienić? Czy i my też w państwowe święto nie możemy tańczyć i śpiewać na ulicach, formować karnawałowe pochody? Nie znajdzie się żadna taka data? A może jako chrześcijanie powinniśmy wziąć przykład od starszych, bardziej doświadczonych w wewnątrznarodowej socjotechnice – starszych braci? Może spróbować poszukać w kalendarzu i wybrać jakiś dzień na święto analogiczne do kipiącego bezpretensjonalną, szczerą radością święta Purim? Mordechaj i Estera – to bohaterowie Izraela. Nie możemy więc zapożyczać wszystkiego. Musimy adaptować sens – szczegóły dopasowując do naszej historii i naszych bohaterów. Wymaga tego logika i szacunek dla starożytnej, wzorcowej religii. Kim byłby więc nasz, polski Mordechaj? Nasze Estery? Kim byłyby na polskim gruncie – strach pomyśleć - tysiące ofiar przemyślności naszego bohatera broniącego przetrwania narodu i jego tożsamości, broniącego przed obcym żywiołem?  Trudne pytania, momentami bulwersujące, lecz zarazem intrygujące. Pytania, jak z ubogiej panny na wydaniu stać się narodem mającym odwagę i charakter będący nie do pomylenia z żadnym innym. Może kluczem do tego jest radosne święto Purim oparte na wydarzeniach z biblijnej Księgi Estery?

Co jest osnową tej opowieści, iż dała ona fundament do narodzin tysiącletnich tradycji? W czym wyraża ona tak trafnie istotę duszy narodu żydowskiego, iż pamięć o jej bohaterach czci on coroczną eksplozją radości, aż po dziś dzień?  Z góry zaznaczam, iż nie interesuje mnie alegoryczna egzegeza w stylu szkoły aleksandryjskiej, która jeśli by dziś istniała, to z pewnością odczytałaby powieszenie antysemity Hamana i jego synów na drzewie w duchu ekologicznego zabiegu mającego na celu by za pomocą równomiernego obciążenia gałęzi – poddać kontroli niekontrolowany rozrost wybranych gatunków drzew w obrębie zamkniętego ekosystemu. Co to, to nie! Chcę wiedzieć, jakie były historyczne podstawy i głębinowy sens tych świętych  opowieści i opartych na nich uroczystości, do których zapraszają przechodniów rozśpiewani Żydzi Nowego Jorku i innych metropolii. Spróbuję rozwiązać zagadkę tej ponadczasowej popularności, być może wcale nie tak trudną do rozwikłania.

Księga Estery pochodzi z III-I w.p.n.e. Osobliwością jej na tle innych ksiąg biblijnych jest to, iż nie pada w niej ani razu żadne z imion Boga. Streśćmy więc pokrótce rzeczoną historię. Otóż  w wersji dla dzieci streszczenie tej księgi brzmi mniej więcej tak: dzięki odwadze żony króla Achaszwerosza, Estery i jej wuja Mordechaja Żydzi zostali ocaleni udaremniając nikczemny plan wroga Izraelczyków Hamana. Ale poniechajmy wersji dla dzieci, gdyż „Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce” – i przyjrzyjmy się bliżej tej najbardziej niezwykłej księdze Starego Przymierza, której treść jest doprawdy fascynująca… A na dodatek dająca nam wgląd w to, jak rodziła się tradycja targania za uszy antysemity, a nawet… obcinania ich.


Ciasteczka "uszy Hamana"

Estera, córka Abihaila, stryja Mordechaja zostaje żoną króla perskiego dzięki pijarowym radom Hegaja, eunucha królewskiego, stróża żon, który doradził jej, że aby zdobyć względy króla i wygrać rywalizację o zajęcie miejsca oddalonej królowej Waszti – musi demonstracyjnie ukryć kobiecą pazerność na błyskotki i bogactwa lekceważąc je i niczego z tych bogactw, kosmetyków i ozdób, które jej oferuje król – nie wziąć. Ester posłusznie wykonała instruktaż ówczesnego Tymochowicza, zgrabnie odegrała rolę („Estera pozyskała sobie życzliwość wszystkich, którzy na nią patrzeli.”) i odniosła sukces – zdobyła koronę. Później – zaprawionej już w trudnej, lecz wdzięcznej sztuce public relations – przyjdzie jej odegrać upozorowanie próby gwałtu przez wroga Izraelczyków Hamana, odegrać z sukcesem, gdyż król Achaszwerosz weźmie to za prawdę i każe powiesić Hamana. Prawdopodobnie przed zasymulowaniem bycia napastowaną odegrała jeszcze dwie role, kiedy to idąc do króla dwukrotnie zaczęła omdlewać, co w królu obudziło czułość i łaskawość, tak jej potrzebne do sfinalizowania planu „krwawej, profilaktycznej zemsty” na tysiącach Persów. Ale o tym później.
 

Wszystkie te działania sprawiają wrażenie realizacji wielce złożonej intrygi Mordechaja, gdyż on był tu faktycznym spiritus movens, który jeszcze zanim doszło do kluczowych wydarzeń – nakazał Esterze ukrywać przed królem swoje pochodzenie, co pozwoliło w kluczowym momencie, gdy ważyły się losy odwołania królewskiego dekretu przeciwko Żydom – zagrać tą kartą, że przecież sama żona króla jest z tego ludu, który ma być wytracony, co prawda król bronił się przed tym argumentem, mówiąc do Ester, że nawet gdy Żydzi – zgodnie z dekretem zginą, to jej samej to nie obejmie, gdyż dekret jest „ogólny”. Samo to, iż król wcale nie był skory, do odwoływania dekretu, pośrednio świadczy, iż przytoczona w dekrecie opinia o antypaństowości narodu hebrajskiego była przez Achaszwerosza popierana, a nie była tylko – jak wmawia autor dzieła – efektem zemsty Hamana za… nieoddanie mu pokłonu.  Ale wróćmy do Mordechaja. Postać to interesująca wielce. Właściwie pierwotny tekst hebrajski nie mówi niczego konkretnego o funkcji pełnionej przez niego w pałacu, czy w okolicy pałacu. Jego status jest niejasny, pojawia się tylko zwrot: „Siedział u bramy królewskiej”. Późniejszy dopisek grecki uzupełnia to niedopatrzenie i podaje kwalifikacje i stanowisko: „mąż wybitny, pełniący służbę na królewskim dworze”. Otóż ów mąż wybitny znudzony siedzeniem u bramy wykoncypował zapewne zwiększenie innowacyjności swojego jednoosobowego przedsiębiorstwa i postanowił dokładniej nastawiać uszu na to, co w trawie piszczy, udając sen (mamy tu konsekwentną ścieżkę aktorską, po której kroczy też „piękna” Estera).

I kiedy tak nasłuchiwał i nasłuchiwał, zdarzyło się, że wreszcie i coś godnego zaraportowania usłyszał. „A gdy Mardocheusz odpoczywał na dziedzińcu z Gabatą i Tarrą, dwoma eunuchami króla strzegącymi dziedzińca, posłyszał ich rozmowy i odkrył ich knowania. Przekonał się, że byli gotowi podnieść rękę na króla Achaszwerosza, i doniósł o nich królowi. Król przeprowadził śledztwo przeciw tym dwom eunuchom, a gdy przyznali się do winy, odprowadzono ich na śmierć.” Dwaj koledzy z zakładu pracy zostali powieszeni, szlak ku królowi przetarty, wybadanie, czy król chętny jest na takowe raporty – dokonane. Jednym słowem same korzyści i świetnie rokujący wstęp do kariery na dworze królewskim. Czas było przejść wobec tego, do drugiej fazy planu, który być może był planem zamachu stanu – ponieważ wśród wyznawców jahwizmu nie było to obce zjawisko (zamachu stanu dokonuje Jehu unicestwiając klan Achaba oraz Atalia wymordowując plemię Judy). Co prawda zamach ten nie sięgał samej góry, może był to tylko „zamach stanu urzędniczy”, łatwiejszy w przeprowadzeniu i dający pewność większej trwałości jego skutków i wzbogacony o czystkę ponad 75 tysięcy osób (w tym kobiety, dzieci, niemowlęta - chociaż trzeba przyznać, że trudno jest zrozumieć, jak niemowlęta mogą żywić rzekomą nienawiśc do Żydów...) niechętnych anarchizmowi Hebrajczyków i ich psuciu państwa. Jeśli to był plan, to teraz była kolej na jego drugi etap, czyli cykl prowokacji. Mordechaj demonstracyjnie prowokuje Hamana nie podporządkowując się zarządzeniom królewskiej etykiety i regulaminu. Robi to za każdym razem, gdy Haman przechodzi obok niego. To wyzywające zachowanie widzą urzędnicy wypełniający swoje obowiązki w normalny sposób i pytają się go, czemu nie stosuje się do obowiązujących praw. („Przetoż rzekli słudzy królewscy, którzy byli w bramie królewskiej, do Mordechaj: Czemuż ty przestępujesz rozkazanie królewskie?”). Ich też nie słucha. „A gdy tak do niego na każdy dzień mawiali, a nie usłuchał ich, oznajmili to Hamanowi”. Zwykło się tłumaczyć ową niechęć do przestrzegania prawa i dworskiej etykiety przez Mordechaja, tym, iż tak mu kazał Bóg, żeby nie oddawać ludziom czci należnej Bogu. Oczywiście jest to wybieg kazuistyczny i grzech wobec samej logiki tekstu, gdyż kiedy sam Mordechaj staje jako wezyr w purpurze i koronie - to już mu nie przeszkadza (rzekomo bałwochwalcze) oddawanie jemu samemu czci. Odbiera pokołony i wszelkie inne przywileje tak naturalnie, jakby nic innego w życiu wcześniej nie robił. Jest to klasyczny przykład zachowania o nazwie "podwójna miarka".

Haman udaje się więc do króla, gdzie przedstawia swoją opinię na temat ludu, którego reprezentant uporczywie, publicznie go prowokuje i nie słucha urzędników królewskich nie stosując się do państwowych praw. Jest to jedyny tak obszerny fragment w Starym Testamencie, gdzie opisana jest istota ekskluzywistycznych zachowań Hebrajczyków wobec państw, wewnątrz których tworzą autonomiczne kolonie, dlatego warto ją zacytować w całości: „Jest pewien naród rozproszony po wszystkich prowincjach twojego królestwa,  i odseparowujący się od wszystkich, mający nowe, inne prawa i ceremonie, a co więcej, gardzący zarządzeniami królewskimi i w interesie królestwa leży, aby z powodu bezkarności nie urosła jego bezczelność”. W wersji obszerniejszej brzmi to tak: „Haman, który wyróżniał się przy nas mądrością i niezmiernie przychylnym usposobieniem oraz odznaczał się niezachwianą wiernością, zajmując drugie miejsce w królestwie, wskazał nam, że wmieszał się pomiędzy inne szczepy całego świata pewien naród wrogo do pozostałych usposobiony, który przez swoje prawa sprzeciwia się wszystkim narodom i stale lekceważy zarządzenia królów, tak iż stanowi przeszkodę w rządach nienagannie sprawowanych przez nas nad całością. Przekonawszy się, że jedynie ten naród pozostaje ze wszystkimi w stałej niezgodzie, że trzyma się w odosobnieniu na skutek swych praw, że nieżyczliwy jest dla naszych spraw, spełniając najgorsze czyny, tak iż państwo nigdy nie będzie mogło dojść do wewnętrznego pokoju”. Autor Księgi Estery przypisuje Hamanowi i królowi podjęcie decyzji o wytraceniu tego – wg tekstu samej Wulgaty – „bezczelnego” (łac.insolens – arogancki, butny, bezczelny Est 3,8) narodu. Tak wielka kara za prowokacyjne nieoddanie pokłonu jest  mało wiarygodna, gdyż autorem narracji jest  kat, a nie ofiara. W każdym bądź razie wydarzenia toczą się dalej.

Teraz Mordechaj uruchamia ponownie Esterę. Każe jej iść do króla z misją anulowania antyhebrajskiego dekretu. Gdy Estera obawia się to uczynić, Mordechaj – bardzo pobożnie – grozi jej i szantażuje: „Albowiem, jeźli ty tak cale milczeć będziesz na ten czas, ulżenie i wybawienie przyjdzie Żydom skądinąd, ale ty i dom ojca twego zginiecie”. Na takie dictum kobieta musiała iść. W komnacie królewskiej – pamiętając wcześniejszą szkołę pijaru –prawdopodobnie odegrała dwukrotnie scenę zasłabnięcia („wzięła ze sobą dwie służebnice. Na jednej z nich opierała się jakby omdlewająca z rozkoszy, a druga szła za nią, powiewną czyniąc jej szatę przez jej podtrzymywanie. I zapłonęła wdziękiem swej piękności”). I tak kroczyła do króla ćwicząc „jakby omdlewanie” i „zapłonięcie”. Gdy wreszcie dotarła, to „zachwiała się, zmieniła swój wygląd, zbladła i pochyliła się na głowę służącej, która ją wyprzedzała. I przemienił Bóg usposobienie króla na łaskawe, tak że zaniepokojony zeskoczył ze swego tronu i wziął ją w ramiona, aż przyszła do przytomności.” Pierwsze lody zostały przełamane – piłeczka była po stronie Estery. Ale do celu został jeszcze kawałek, choć wszystko szło w dobrym kierunku, gdy król „wyciągnął złote berło, i położył je na szyi jej, i pocałował ją, i rzekł: «Mów do mnie! »”. Estera, jakby wyjęta z hollywoodzkiego scenariusza kontynuuje podbijając cenę i zachwalając urodę króla: „Ujrzałam cię, panie, jak anioła Bożego i zatrwożyło się serce moje od strachu przed majestatem twoim, ponieważ jesteś godny podziwu, panie, a oblicze twoje jest pełne wdzięku”. Po czym  ozdabia całość zawsze skutecznym pijarem: „A gdy to mówiła, znowu upadła z wyczerpania. Król zaś przestraszył się, a cała służba jego pocieszała ją”. Scena ta dość często uwieczniana była w grafikach i obrazach.

Warte zauważenia jest, że król wcale nie jest skłonny odwoływać dekret antyhebrajski, widocznie argumenty urzędników królewskich i reprezentującego ich Hamana uznał za odpowiadające prawdzie i uspokaja Esterę, że jej się nic nie stanie z powodu ogólności zarządzenia antyhebrajskiego: „Cóż ci to, Estero? Jam brat twój, bądź dobrej myśli! Nie umrzesz, ponieważ nasze zarządzenie odnosi się do ogółu, przybliż się!”. Jednak jeszcze tym razem Esterze nie chodzi o odwołanie dekretu. Na razie wymaga na królu na następny dzień ucztę w składzie trzech osób: król, Haman i ona. Szanse na zmianę opinii króla o  narodzie, który jest - wg słów samego tekstu biblijnego „wrogo do pozostałych usposobiony, który przez swoje prawa sprzeciwia się wszystkim narodom i stale lekceważy zarządzenia królów, tak iż stanowi przeszkodę w rządach nienagannie sprawowanych przez nas nad całością” – były zapewne małe, gdyż zarzuty musiały pokrywać się z opinią króla i jego dworu. Tej nocy król bije się z myślami, nie może spać i przeglądając kroniki i archiwa odnajduje donos Mordechaja, co pozwala mu zapomnieć o kłopotach - jakie przyczynia królestwu separujący się i czujący się bezkarnym naród - i wyobrazić sobie korzyści z posiadania skutecznego informatora właśnie z tego narodu. Estera natomiast przygotowuje się do realizacji kilkuwątkowego planu.  Zanim Estera zwróci się już bezpośrednio o cofnięcie rzeczonego dekretu trzeba zemścić się na Hamanie i oczernić go przed królem. Wtedy powinno już pójść jak po maśle. I takoż czyni.

Nastał dzień następny. „Przyszedł więc król z Hamanem, aby ucztować z królową Esterą.” Gdy atmosfera stała się już stosunkowo miła „król rzekł do Estery także w drugim dniu podczas picia wina: «Jakie jest twoje życzenie, królowo Estero, a będzie ci dane, i co za prośba twoja?”. Przystępuje więc Estera do rzeczy mówiąc: „niech będzie darowane mi życie na moją prośbę i lud mój na moje życzenie!  Albowiem sprzedano nas, mnie i mój lud, aby nas wygładzić, wymordować i zniszczyć.” Król, dziwnie zapominając o dekrecie, który niedawno pod wpływem argumentów urzędników i  Hamana podpisał – pyta się: „Któż jest ten, który zawziął się w sercu swoim, aby to uczynić, i gdzie on jest?”. Amnezję króla być może tłumaczy moc i ilość wina oraz „zapłonięcie pięknością” jego interlokutorki. W każdym razie Estera wskazuje wyciągniętą ręką Hamana mówiąc: „ten niegodziwiec!”. (Scena owa też należy do często ilustrowanych plastycznie epizodów, nazwać ją można: "wskazaniem antysemity"). W tym momencie król jest już w pełni zambarasowany: naród jest nieznośny, ale z Mordechaja pożyteczny donosiciel z Estery piękna i złotousta kobieta. Cóż czynić? Nie mogąc poradzić sobie z dylematem wyboru pomiędzy osobistymi korzyściami a dobrem królestwa – wychodzi do ogrodu.

Podczas jego nieobecności Haman, wiedząc, co go czeka ze strony duetu Mordechaj-Estera, pada na kolana przed Esterą prosząc o życie. Na to wchodzi król interpretując gest Hamana jako próbę molestowania i gwałtu: „Tedy rzekł król: Izali jeszcze i gwałt chce uczynić królowej u mnie w domu?”. Estera potwierdzająco milczy. Oddajmy głos jednemu z inteligentnych komentatorów tej księgi: „Wobec milczenia Estery, które w zaistniałej sytuacji potwierdza winę Hamana, zostaje on powieszony za to rzekome usiłowanie zbrodni – a nie za swoje rzeczywiste zbrodnicze knowania.

Następują dni triumfu Judejczyków. Mardocheusz zostaje wywyższony, a na prośbę Estery i jego wydany zostaje obowiązujący we wszystkich krajach imperium dekret (8: 5–8), zawiadamiający Judejczyków, że król pozwala im, aby w dniu, kiedy mieli być zgładzeni, „zgromadzili się i stanęli w obronie swego życia, aby mogli wytracić i wymordować, i wygubić wszystkich zbrojnych swoich wrogów wśród ludów i państw wraz z ich niemowlętami i kobietami, a także aby zabrali ich majętność (8: 11)... We wszystkich państwach i każdym mieście... dokądkolwiek dotarły słowo króla i jego dekret dla Żydów nastały [wśród Judejczyków] radość i wesele, uczty i dzień zabawy. Wielu spośród narodów państwa perskiego do wiary i obyczajów Judejczyków się przyłączyło, ponieważ padł na nich strach przed Żydami” (8: 17). No cóż, komentarz tu chyba zbędny. Pozostaje tylko pogratulować... siły argumentów ;). Ci, przed którymi stali judejczycy z uniesionym nad ich głowami mieczami, mieli do wyboru umrzeć za niewiadomo co (wszak nie oni pisali dekret!, tylko król z Hamanem...), albo przyjąć wiarę chcących ich zabić. Przeżyli ci, co przyjęli, jak to z rozczulającą szczerością pisze autor Księgi Estery: "ponieważ padł na nich strach przed Żydami". Zaiste, w tym momencie lektury można przestać się dziwić temu, jak ogromny był opór w pierwszych wiekach, przed przyjęciem tej szowinistycznej księgi do kanonu (wspólnota z Qumran też nie posiadała tej księgi wcale...). Ci, którzy - szukając zrozumienia tego horrendalnego opisu - twierdzą, że... sam Bóg chciał, by pod groźbą ścięcia, niewinni ludzie przyjmowali wiarę w niego - niech pomyślą, co mówią... Każdemu myslącemu nie może to się skojarzyć z niczym innym, niż wydarzenia z obrazka poniżej...

Ilustracja do Księgi Estery: "Triumf Izraelitów" (z prawej obcięta głowa nabita na włócznię)

 

Zacytujmy dalej naszego komentatora: „Ci, co nawracali mieczem na chrześcijaństwo albo pochwalali tę praktykę mogli w tym przekazie upatrywać daną z góry aprobatę dla niej. Nikt nie stawił im czoła, ponieważ strach przed nimi padł na wszystkie narody... I z nienawidzącymi ich postąpili zgodnie ze swym upodobaniem (9: 2–5)... I zabili nienawidzących ich 75 tysięcy, [a skąd drodzy egzekutorzy wiedzieli, kto ich nienawidzi, lub czy dane niemowlę nienawidzi?] ale na majątek ich nie wyciągnęli ręki [co za wielkoduszność, i czemu, skoro król zalecił rabunek, i co się z tymi dobrami stało?]. Na zamku w Suzie wycięli pięciuset mężczyzn..., ale na majątek ich nie wyciągnęli ręki” (9: 16 i 9: 6–10). Esterze wszelako było tego wszystkiego za mało [parafrazując słowa piosenki Kory można powiedzieć: "Ty nienasycona, wciąż nienasycona...] uprosiła więc króla, aby powieszono dziesięciu synów Hamana,[ których przewiną najwidoczniej było to, że byli synami Hamana, gdyż nie ma ani słowa o ich antyhebrajskich poglądach, ale może niepotrzebne jest szukać logicznego uzasadnienia, gdy przecież sam dekalog go dostarcza: "twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach"] oraz żeby pogrom wrogów Judejczyków w Suzie trwał przez jeszcze jeden dzień (9: 13–15) [tego w dekalogu nie ma, żeby wydłużać pogromy, więc jest to własna inwencja logistyczna odważnej Estery...]. Utwór kończy się rozesłaniem przez Mordechaja zalecenia do wszystkich Judejczyków, aby rocznicę swojego triumfu czcili świętem, które ma się nazywać Purim. W liście jest nawet wzmianka o ustalonym już widocznie w czasie powstania Est zwyczaju wzajemnego obdarowywania się żywnością.”

I tak oto doszliśmy do końca historii tych herosów. „A Mordechaj wyszedł od króla w szacie królewskiej hijacyntowej i białej, i w wielkiej koronie złotej, i w płaszczu bisiorowem, i szarłatnym;  Potem ułożył król Achaszwerosz podatek na ziemię swoję, i na wyspy morskie.” Fakt, iż główny bohater – spełniwszy swoje marzenia, snute, gdy „siedział u bramy” pojawia się w koronie i purpurze zwiastuje, iż zaraz pojawią się napisy końcowe i logo wytwórni: Paramount Pictures Corporation. Zastanawia tylko ostatnie przesuwające się po ekranie zdanie narracji: „Potem ułożył król Achaszwerosz podatek na ziemię swoję, i na wyspy morskie.” Jaki miało związek owe nałożenie podatku z historią wdrapania się Mordechaja na szczyt drabiny jego marzeń? Czy był to związek przyczynowo-skutkowy? Może jednak poniechajmy tych dociekań, by myśl nasza nie podążyła drogą myśli Hamana… The End.

Zanim przejdę do opisu jak owe święte tradycje żyją i przemieniają się, także, o dziwo, we współczesnej Polsce – spróbuję podsumować krótko dotychczasowe rozważania. Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę, iż opowieść ta przesycona jest „szowinizmem i agresywnością” oraz „mściwym triumfalizmem” a tytułowa Estera nie przebiera w „podłych” działaniach. Nie muszę chyba dodawać, że są to oczywiście wstrętni antysemici zasługujący (oczywiście wraz z synami) na los Hamana. Najlepiej jednak będzie, gdy, każdy sprawdzi wszystkie meandry tego tekstu poprzez uważną, samodzielną lekturę obu wersji biblijnej księgi (jedna wersja jest w Biblii Tysiąclecia, druga w Biblii Gdańskiej). Za uważną lekturę  - póki co - jeszcze nie ścinają. Daleko posunięte wątpliwości wobec tej księgi mają już długą historię. Kilku Ojców Kościoła (a także kilku rabinów) było przeciwnych włączeniu jej do kanonu. Stało się inaczej… Samo święto Purim też ma interesujące dzieje. Za rządów dwóch cesarzy z dynastii teodozjańskiej (Honoriusza i Teodozjusza II)obchody Purim przybrały tak prześmiewczy i bluźnierczy wobec Męki Pańskiej i ośmieszający Krzyż charakter, że z powodu protestów chrześcijan rabini musieli zdyscyplinować swą agresywną brać i zakazać pewnych zachowań parodiujących ewangelie...

Trzeba wspomnieć jeszcze o jednej bulwersującej sprawie. Wstęp do edycji Księgi Estery w Biblii Tysiąclecia zawiera oburzające zdanie. Oddajmy jednak głos naszemu, już cytowanemu komentatorowi: „Nie mogę jednak powstrzymać się od krytycyzmu, dowiadując się np., że „Estera, podobnie jak Judyta, dzięki uratowaniu ludu bożego od zagłady uchodzi w tradycji i liturgii za typ Maryi” (Wstępdo Est, w: BT, s. 476). W ewangeliach nie ma wzmianki o tym, aby Maryja swoim zachowaniem przyczyniła się do skazania na śmierć jakiegoś człowieka za zbrodnię, której nie usiłował popełnić, albo żeby domagała się uśmiercenia synów jakiegoś złoczyńcy, dlatego że byli jego synami (…), albo żeby podejmowała starania o przedłużenie czasu jakiegoś pogromu. Smutne jest to, że za tekst uświęcony współcześni wyznawcy dwu religii w naszym kręgu kulturowym uważają utwór przesycony zajadłą mściwością.”

Nieśmiertelne tradycje rewolucyjnej Estery w wersji współczesnej

Gdybym chciał skompromitować jakiś naród w oczach innych, stworzyłbym mu właśnie taki, albo podobny mit założycielski. Ale Hebrajczykom nikt tej opowieści nie wmuszał. Przeciwnie, przyjęli ją i święto upamiętniające opisane w niej postaci i czyny – rzec można – z wielkiej potrzeby swego serca… (jak to trafnie nazwał Jean Bricmont: "coeur du tribalisme"). Należy uszanować tę decyzję i przez jej pryzmat, przez pryzmat narodowych bohaterów – widzieć sławiący ich naród. Po to, by lepiej go zrozumieć. A zrozumienie, to kluczowa rzecz. Zwłaszcza dla ułożenia wzajemnych stosunków.

Jak widać, Mordechaj to pierwszy w historii TW (tajny współpracownik króla, z samozaciągu) oraz pierwszy łowca antysemitów. Haman to pierwszy w dziejach antysemita. Estera to pierwsza tak wybitna kobieta intrygantka i logistyk ludobójstwa. Ważkie postaci. Dowodem, iż po z górą 2 tys. lat powieszenie Hamana, jego synów oraz „krwawą łaźnię” kilkudziesięciu tysięcy jego rodaków na skutek intrygi Mordechaja  świętują pobożni Żydzi na ulicach miast wszystkich kontynentów tańcem i śpiewem w dzień oraz obfitością wina (wg zaleceń rabinackich  komentarzy Talmudu). Wina pitego wieczorem i nocą aż do ranka, aż do stanu świadomości niezdolnej odróżnić Kaina od Abla, Mordechaja od Hamana i Jaruzelskiego od Popiełuszki. Liczne zabawy i potrawy wzbogacają tradycję: Wieszanie Hamana, bicie Hamana, ciasteczka o nazwie „uszka Hamana” (hamantaszki).

Czy możemy się z tego czegoś nauczyć?

Jedni wyciągną naukę taką, że siłą nawyku zwykliśmy uważać donos, donosicielstwo za coś godnego potępienia i niskiego. Jednak religia ma moc uświęcenia każdego rodzaju zachowań. W tej optyce donosy jawią się niemalże gatunkiem literatury religijnej, porównywalnej z dawidowymi psalmami. W tradycji purimowej donos jest wyrazem czujności wobec potencjalnych wrogów wyznawanej, najwyższej wiary. Zwalczmy tę chuć, by donosiciela obelgami truć. W świecie purimowym donos jest wszak przejawem najwyższej mądrości i pobożności. Nauka to jednak niezbyt budująca…

Inni, bardziej złośliwi, powiedzą, że morał tej opowieści zawiera się w ekscentrycznych groźbach i żądaniach brzmiących tak: Nie można mówić, że my wieszamy, bo powiesimy. 

Dzieci Hamana powieszone tylko za to, że były... jego dziećmi i radosny taniec Izraelitów dokoła szubienicy. Żydowska ilustracja bilibijna

Nie można mówić, że nie przestrzegamy miejscowych praw, bo zastosujemy do niego nasze, przyniesione prawa, tak, aż popamięta. Ta nauka z kolei jakaś… nieuczona. Zostawmy więc wyciąganie morałów z Księgi Estery, bo jakby materiał do tego niezbyt przydatny i przyjrzyjmy się jak obyczaje Purim przejawiają się w nowszej historii Polski, a także na ulicy i w polskim  Sejmie.

Cz.II

Ze świętowaniem Purim wiąże się kilka specyficznych obrzędów.  Obowiązkiem każdego pobożnego Żyda jest dwukrotne odczytanie Księgi Estery. Liturgia synagogalna obejmuje śpiewy, w których jako chórek biorą udział dzieci. Ogólny charakter święta jest zabawowy i prześmiewczy. Zalecane w te dni jest picie na umór, są też świadectwa o rozwiązłości…  Odgrywane są krótkie scenki dramatyczne. Formowane są pochody typu karnawałowego, we wszystkich kolorach tęczy, często na specjalnych platformach (identycznych jak te, znane u nas z parad równości i LGBT). Przywiązuje się wagę do tego, by we wszystkich uroczystościach brały udział kobiety i dzieci. Tworzy się kukły głównych bohaterów i zakłada karnawałowe maski przedstawiające ich. Starym obrzędem jest bicie kukły antysemity Hamana, wieszanie Hamana oraz palenie kukieł antysemity Hamana.  Bardzo ważne są dwa elementy: podnoszenie powszechnego rabanu na każde wymówienie imienia niegodziwego antysemity Hamana oraz wypieki w formie ciasteczek zwanych „uszy Hamana” (hamantaszki). Rwetes, szum i hałas na dźwięk imienia antysemity Hamana wywołuje się używając trąbki, gwizdki, kołatki, tupiąc i stukając dwoma kamykami o siebie. Dzieci hałasują rozdanymi im drewnianymi grzechotkami ucząc się już od małego, że każdy wstrętny antysemita powinien być zagłuszany i wytupywany. Potem dzieci wieszają i biją kukły Hamana.  Złośliwcy mówią, że jest to wychowywanie do nienawiści - ale oczywiście czytelnik już wie, iż tak nie można mówić, bo jest to... mowa Hamana. 

Inscenizacja na święto Purim - Petersburg

Inscenizacja na święto Purim - Kijów

Owocuje to – jak należałoby się spodziewać - w wieku dorosłym tym, że rozmowa z każdym łowcą antysemitów (a dzięki powszechności święta Purim łowcą antysemitów staje się każdy, kto zetknął się z rodzimą tradycją) sprowadza się do… bycia zagłuszanym słownym rabanem i bycia obrzucanym insynuacjami: ksenofob, nacjonalista, rasista, ultraprwicowiec, super-ultra-hiper-media-faszysta dyktatorski i absolutystyczny, (które w istocie, psychologicznie rzecz ujmując są  p r o j e k c j a m i  własnej mentalności na rozmówcę). Wracając do wypieków: mają one dwie nazwy, Hamantaschen (kieszenie, sakwy Hamana) oraz Haman-Ohren (uszy, uszka Hamana). Dlaczego uszy? Było to - jak podaje Wiki - nawiązanie do średniowiecznych dodatkowych poniżających kar wymierzanych skazanym złoczyńcom. Przed egzekucjami okaleczano ich, między innymi obcinając uszy… Ponieważ liczni badacze twierdzą, że karą w owym czasie  wymierzaną w Persji nie było powieszenie, lecz ukrzyżowanie, to można zakończyć ten opis wesołej purimowej obrzędowości życzeniem: Smacznych uszu obciętych ukrzyżowanemu!

Purimowy pochód w Izraelu

Purimowe zabawy w Izraelu, z lewej Haman, czyli niegodziwy nacjonalista (obojętne kto i z jakiego kraju, każdy naród jest nacjonalistyczny, poza tym, który tę etykietkę przylepia)

Źródła historyczne podają, że obyczaj  czynienia wściekłegogo hałasu na dźwięk imienia Haman stwarzał takie ekscesy, iż rabini zamierzali go ukrócić. Jednak opór zwłaszcza Żydów rosyjsko-polskich przeciw likwidowaniu tej tradycji był tak duży, że wysiłki rabinów spełzły na niczym. Muszę przyznać, że dopiero po natrafieniu na powyższą informację udało mi się pojąć możliwe przyczyny nieboskiej wrzawy, krzyków i tłuczenia w pulpity oraz tupania w polskim sejmie, zawsze, gdy pada słowo Smoleńsk, krzyż, naród, albo gdy na mównicy staje Jarosław Kaczyński lub Antoni Macierewicz…

Zaobserwowałem też inne mutacje obrzędowości Purim (całorocznej) prezentowanej na karnawałowo-protestacyjnych marszach KOD-u: trąbki, gwizdki, kołatki oraz maski i wizerunki Hamanów wrogów demokracji. Zdarza się też na purimowym karnawale KOD-u obdarowywanie ciasteczkami, wprawdzie były to tylko bezy, nie zaś „uszy antysemity, ksenofoba i islamofoba”, ale obrzędowość purimowa wciąż się rozwija, więc spodziewać możemy się niedługo hamantaszek. I może nawet doczekamy takiej jawności obrzędów, że w sejmie zamiast poczęstunku „uszka antysemity Hamana” pojawią się ciasteczka purimowe „dzióbki Kaczora”, „oczka Antoniego” lub „binokle Mariusza”. Wszystko być może…


Tradycyjne dla święta Purim  gwizdki rozdaje Seweryn Blumsztajn

Ciasteczka z demonstracji KOD-u

Aby zakończyć i podsumować krótki rys celebracji Purim warto sięgnąć po purimowe przemyślenia rabina z gminy żydowskiej w Berlinie zatytułowane: Z dowcipem i śmiałością. Niektórzy z piszących o Księdze Estery nie mogli pojąć, jak można mieć „tak mało zmysłu moralnego” jak jej autor, by aprobować i pochwalać różnego rodzaju „podłe” zachowania. Refleksje berlińskiego rabina pomagają nam zrozumieć ten ewenement na gruncie zachodniej kultury. Otóż rabin pisze, iż każdy z nas musi zadać sobie pytanie, czy wykorzystał w pełni w swoim życiu swoje możliwości. Albowiem Mordechaj i Estera „wykorzystali wszystkie swoje możliwości”. Bo przecież w gruncie rzeczy dostać się do pałacu królewskiego i móc się cieszyć wszystkimi królewskimi przywilejami – kończy myśl rabin - to wielki sukces w życiu każdego człowieka. Jeśli tak, panie rabinie Boris Ronis, to ja już nie mam więcej pytań… Widzę, że nie pada tu o pytanie o środki do celu, liczy się tylko cel. Sam cel – od siedzenia u bramy do zostania wezyrem i cieszenia się przywilejami - też wysoce oryginalny, acz jednak nie uniwersalny, musi pan to przyznać. Dziękuję więc za wspaniałą ilustrację tego, co to znaczy „różnica kulturowa”.



Mówi się, że każdy chrześcijan ma w sobie wewnętrznego Żyda. Może by pojść dalej tym tropem i zastanowić się, czy nie będzie korzystne dla polskiej wspólnoty – tak jak jest  dla żydowskiej – coroczne świętowanie święta Purim w polskiej wersji. Czyje uszy byłyby podawane do stołu? Kogo – zamiast Hamana – należałoby wraz z synami powiesić za domniemane niecne zamiary względem mieszkańców lechickiej ziemi? Muszę przyznać, iż wciąż przy próbach myślenia w kierunku wskazanym przez tę wzniosłą wiarę, której zarazem źródłem i owocem zda się być historia Estery i jej eksterminującego protektora - muszę przezwyciężać liczne wątpliwości. Czy aby pogłoski o tym, że Haman szykuje jakiś zamach na naród Żydowski były prawdziwe? A co, jeśli nie?! Wszak konflikt zapoczątkował Mordechaj  i jego lud, za nic mając miejscowe prawa. Czy nie należało przeprowadzić dochodzenia, powołać ewentualnych świadków? Może trzeba było wysłuchać jego racji, dać mu adwokata lub ostatecznie zrobić jakiś okrągły stół? Może zamiierzał jedynie deportować nie podporządkowujących się prawom obywateli, gości pogardzających gospodarzami i ich prawami, tak jak dziś wielu z imigrantów muzułmańskich gardzi niemieckim, szwedzkim i brytyjskim systemem prawnym budując faktycznie równoległy wymiar sprawiedliwości oparty na koranicznym prawie i wszechwładzy klanów rodzinnych?

Może, jeśli czegoś by Hamanowi dowiedziono należało zastosować prawo łaski? Przecież nie tylko nie zabił, a nawet nie skrzywdził ani jednej osoby. Zginął  za myślo-zbrodnię (synowie zostali powieszeni jako bonus) i za obronę praw swojej ojczyzny, która ośmieliła się mieć inne prawa, niż korzystająca z jej gościnności separatystyczna kolonia. A może wyrok w zawieszeniu, a nie od razu zawieszenie na drzewie wraz z potomkami? Może jacyś  koledzy Mordechaja nie powinni czekać 2,5 tys. lat na powołanie Hels. Fund. Praw Człow. i Obywatela oraz Amnesty International tylko zrobić to wtedy? A może jakiś niepokorny z rodaków morderczego Mordechaja winien ogłosić rezolucję przeciw jawnemu ludobójstwu  i szybko zacząć organizować jakiś Trybunał Międzynarodowy?  A te w dalszej kolejności wymordowane kilkadziesiąt tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci? Czy ich winy ktokolwiek zadał sobie trud by udowodnić? Czy to po prostu miał być pokaz siły, by innym już nigdy nawet nie zaświtała myśl, żeby krytykować święty, goszczący u nich naród? Nie wiem, nie wiem. Biję się z myślami. Czuję, że moja wiara w porównaniu z wiarą zdecydowanego, ani chwili nie wahającego się Mordechaja – jest marna, malutka i słaba. On był prawdziwym herosem błyskawicznej decyzji – ja jawię się samemu sobie jako kunktator i tchórz. Muszę się dużo jeszcze uczyć od prawdziwych bohaterów nie cofających się przed prawdziwą żarliwością i zbożnością. Jak Abraham był gotów złożyć w ofierze swego syna, tak i ja muszę złożyć w ofierze swoje zasady, skrupuły i wyrzuty sumienia – tak mi podpowiadają starsi w wierze bracia.

Diaspora aszkenazyjska (Europa wschodnia i środkowa) zna ten radosny obyczaj pod postacią „wieszania wroga ludu”. Diaspora sefardyjska (Europa zachodnia) świętuje „wieszanie wrogów demokracji” oraz „wieszanie wrogów rewolucji”. Lokalna francuska odmiana święta Purim w swej klasycznej postaci przybrała formę „ścinania wrogów rewolucji”. Źródła etnograficzne nie odnotowały jednak odpowiednich zmian w sposobie obchodzenia święta w jego aspekcie kulinarnym i tradycyjnych uszek Hamana nie zastąpiła główka Ludwika, ani pełna niekłamanej radości zabawa w wieszanie Hamana nie została wyparta przez ścięcie Hamana. Ewolucja i inwolucja tradycji ludowych jest jednak nieprzewidywalna, więc nie możemy wykluczyć, że w przyszłości lokalna tradycja przetransformuje niektóre ze szczegółowych obyczajów kultywowania pamięci o bohaterskim Mordechaju , przemyślnej Ester i ich profilaktycznej, morderczej intrydze. Jednak należy się spodziewać – znając trwałość mitów założycielskich, że rdzeń tożsamości budującej naród, czyli gloryfikacja Mordechaja (ówczesnego prawdziwego  Eksterminatora , Wielkiego Intryganta i Skutecznego Donosiciela) i bezlitosne potępienie wroga narodu (Hamana) – pozostanie mimo drobnych, lokalnych zmian obrzędowości takim, jakim zawsze był, jakim był od początku.

Ogólnoświatową nazwą pod którą jest obchodzona pamięć dawnych, wzniosłych wydarzeń w dzisiejszych dniach pozostaje symboliczne „wieszanie antysemity” („ruganie antysemity”). Wspólne celebrowanie tego święta w najbardziej zachowawczych centrach tradycjonalistów (np. Nowy Jork, Frankfurt, Hamburg, Londyn, Amsterdam, niektóre dzielnice Warszawy i Krakowa) daje rozproszonej wspólnocie niezwykle silne poczucie więzi. My, jako chrześcijanie powinniśmy rozumieć znaczenie obrzędów znaczących cykl roczny i jednoczących wszystkich wokół jednej idei, jednego marzenia, jednej myśli – wszak wieszanie bombek i ozdób na choince zrodzone w Niemczech przyjęło się szybko scalając  wspólnotę Christianitas. Co prawda ozdabianie drzewka życia barwnymi bańkami szklanymi to nie to samo, co wieszanie na żywym drzewie człowieka, by zapobiec jego domniemanym planom oraz wieszanie jego synów, za to, że są jego synami jako uświęcenie idei profilaktycznej, bezwzględnej zemsty – ale… co kraj, to obyczaj.

Warto tu wspomnieć, iż nieliczni niezależni badacze i etologowie zwracali uwagę, iż syndrom „profilaktycznej zemsty” jest analogiczny do spotykanego w subkulturach kryminalnych syndromu zachowań o nazwie „krzywe spojrzenie”, „krzywo się spojrzeć na kogoś i ponieść z jego strony dotkliwe tego konsekwencje”. Inni uczeni – aż strach powtórzyć, by nie zostać wziętym za kolejnego z nieskończonego szeregu narodzonych i nienarodzonych, przyszłych   Hamanów – śmią naukowo dowodzić, że księga Estery jest pierwszą w historii prezentacją zamysłu i realizacji holokaustu. Holokaustu, który stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej dokonują na Persach – Żydzi. Holokaustu zastosowanego profilaktycznie, by zapobiec – nie wiadomo czy faktycznie grożącemu, holokaustowi ze strony Persów, być może tylko rzekomemu, gdyż sprawę znamy tylko ze strony relacji kata, a nie ofiary. Argumenty kata zaś, tak jak argumenty Jaruzelskiego i WRON, zaczynają się od tego, że trzeba było zastosować szczególne środki, gdyż ojczyzna (czyja?) znalazła się w niebezpieczeństwie i źli ludzie przygotowali listy członków partii do powieszenia, więc, trzeba się z nimi rozprawić. Nieprawdaż, że rdzeń narracji z 13 grudnia przypomina narrację Mordechaja? Skutki grudniowej „wielkiej odwagi” bohaterskiego Wojciecha liczone w liczbie ofiar były na szczęście o wiele mniejsze, niż skutki stanu wojennego zarządzonego dekretem Mordechaja i Estery… Mamy też inną repetycję mitycznego świata w realności. Nasz Achaszwerosz (Gomółka), autor antyhebrajskiego dekretu ma swoją Esterę, żonę Liwę Szoken. Trafny mit lubi w częściach lub w całości... spełniać się.

Nie muszę, oczywiście, dodawać, iż twórcy tych uczonych interpretacji podważających świętość i słuszność zapobiegawczej eksterminacji organizowanej przez lud boży zasługują w oczach tegoż ludu – na umieszczenie na sąsiadującej z hamanowską suchej gałęzi za niezrozumienie i zbeszczeszczenie świętych tradycji.

Od kilkudziesięciu lat pradawny obyczaj „wieszania Hamana” („wieszania antysemity”) praktykowany jest w formie złagodzonej względem wersji biblijnej. Formie czysto symbolicznej: słownego napiętnowania. Osobnik wybrany do odegrania w improwizowanym dramacie religijnym roli „nienawistnego Hamana” („nienawistnego antysemity”) staje się w tym wariancie obiektem wyrzucanych jednym tchem oskarżeń, insynuacji, przeinaczeń, obelg, potwarzy i gróźb. Czy czasem widzenie wszędzie dookoła siebie antysemitów nie jest pospolitą niechęcią do ujrzenia siebie samego takim, jakim się jest? Jakby nie było, jedno jest pewne: publiczne wyrzucenie z siebie strachu przed jakąkolwiek krytyką – integruje osobowość i wspólnotę. Tradycja wymaga, by napiętnowanie było publiczne. Drzewo ma być wysokie i stać w centrum miasta. Celowi temu służą lokalne  plebejskie druki ulotne („Gazeta Wyborcza”, „New York Times”, „The Washington Post”) i ludowe stacje telewizyjne. Im potężniejszy atak słowny na aktora odgrywającego rolę Hamana, tym większe jego zmieszanie i radość wspólnoty celebrującej swą jedność i tożsamość, wiwatującej na cześć profilaktycznego uśmiercenia tego, co może ewentualnie jej zagrozić.

Purimowe wieszanie Hamana na marszu Platformy Obywatelskiej

Godny uwagi jest wywodzący się z Księgi Estery obyczaj biegania z donosem do króla (tzn. do Brukseli) przez któregoś z "siedzących u bramy" i marzących o tym, by zostać wezyrem (Petru, Schetyna, Rzepliński, Kijowski etc.). Zadziwiające są transformacje tradycji purimowych, zwłaszcza u prozelitów. Kasting Polaków chętnych do ulicznego świętowania Purim nasilił się wraz z chwilą dojścia PIS-u do władzy.

Dzisiejsza europejska tradycja zna dwa sposoby obsadzania roli antysemity (zamiennie: rasisty, ksenofoba, nacjonalisty) przeznaczonego do symbolicznego powieszenia:

1. pojedyncza jednostka. Ostatnio np. Kaczyński, Orban, Macierewicz, Stankiewicz, ks.Międlar, wcześniej Michalkiewicz, Miszalski, o.Rydzyk. Zważywszy na to, iż absurdalnie nienaukowym i nieprecyzyjnym pseudoterminem „antysemita” bywają obdarzani m.in. Goethe, Kant, Hegel, Simone Weil to zaszczytem jest być w tym gronie. Nie mówiąc już o tym, że bywają i tacy gorliwcy polowania z nagonką, iż mianem antysemity określają Jezusa, św. Jana, św. Pawła czy św.Jana Chryzostoma...  

2. cały naród (w tej roli tradycjonaliści żydowscy obsadzają najchętniej Polaków). Ostatnio z dużą religijną żarliwością sklejają oni, lepią jednego wielkiego Hamana z całego polskiego narodu. Mąka polskiego narodu jest bardzo pożywna. Kłosy aż uginają się pod ciężarem przysłowiowej polskiej gościnności. Jak żadna inna ta mąka nadaje się na pyszne ciasteczka purimowe.

Dla purystów religijnych Haman zbiorowy ma nawet większą nośność sakralną i zgodność z tradycją niż Haman jednostkowy. Należy się więc najprawdopodobniej spodziewać dalszego obsadzania Polski w roli bitego Hamana. Chyba, że zapoczątkujemy naszą polską tradycję purimową.  W zgodzie z pradawnymi, świętymi tradycjami, lecz bez cienia starotestamentowego okrucieństwa… W wersji polskiej.

Osoby, które spotyka ta przypadłość – dość losowa w istocie rzeczy – bycia wybranym do odegrania roli wrednego Hamana – nie powinny czuć się zaskoczone ani reagować emocjonalnie, lecz  winny ze zrozumieniem podejść do przemożnego imperatywu dyktującego wspólnotom konieczność obchodzenia i radosnego świętowania cementujących je pradawnych obyczajów, które złośliwcy zwą dzikimi. Zgodnie z przesłaniem chrześcijańskim: szanujmy cudzą wiarę. I budujmy tradycje analogiczne do najstarszych i uświęconych. Jak odzyskać i umocnić  zniszczoną przez obce żywioły naszą polską  tożsamość mogą nas nauczyć jedynie ci, którzy stworzyli i dbają o coroczne kultywowanie na całym świecie święta Purim.


Gra planszowa dla dzieci "Królowa Ester"

Bicie i wieszanie kukły Hamana, czyli współczesny obrazek z wychowywania żydowskich dzieci w duchu „anty-przysposobienia do życia w rodzinie cywilizowanych narodów”
 Świeckie, czysto plebejskie, piękne w swym naturalizmie tradycje zabaw konstytuujących „ludową liturgię” święta Purim nie zawsze miały wymiar czysto symboliczny, przenośny, słowny. Byli tacy, którym bezmyślne siedzenie i lepienie uszek Hamana, czy to z ciasta, czy to ze słów – nie wystarczało. Chcieli udowodnić swą wiarę czynami. We wszystkich religiach zawsze była część wyznawców, którzy uważali, iż istotą wiary nie są formalistyczne obrzędy, lecz że religia powinna wychodząc z serca zanurzyć się w życiu, czerpać z niego soki. W latach 40 i 50 na terenach Polski etnografowie notują specyficzną, bardzo interesującą dla badacza sektę stanowiącą odłam realistyczny purimowców szokujący bezkompromisowym rozumieniem prawd swojej wiary. Ten wariant radosnego aż do ekstazy świętowania Purim osadzający w wieczności dosadny triumf nad potencjalnymi wrogami trwał w niektórych religijnych centrach wędrownych wspólnot (Smiersz, GZI, UB) cały rok, nie przywiązując się dogmatycznie do wyznaczonego świętymi księgami terminu. W pamięci autochtonów pozostają do dziś owi żarliwi, opętani swoim bogiem herosi „profilaktycznej zemsty”. Lud nasz mniej skłonny do aż takich porywów niesienia swej wiary naganem, pętlą i paragrafem, trzeba to ze wstydem przyznać.

Obrzędowość związana ze świętem Purim posiada osobliwą siłę przyciągania do siebie różnej maści religijnych reformatorów, sekciarzy czy też po prostu najzwyklejszych dziwaków i odmieńców, które to podgrupy dodają barwności każdej wyznaniowej grupie etnicznej. Szukanie, gonienie, chwytanie, słowne zniesławianie, okładanie szyldami i – jako ukoronowanie – symboliczne wieszanie antysemity (dyfamacja) mają niezwykłą siłę atrakcyjną zarówno dla przypadkowych widzów, jak i dla podświadomości każdego rewolucjonisty i wybranego człowieka. Każdy z naganiaczy (TVN, GW, Radio Zet, Tok FM etc.) i myśliwych mógłby powiedzieć: It's out of my control.  Wróg musi być zneutralizowany w zarodku. W zarodku zakamarków jego myśli, za którymi przecież mogą pójść słowa i – nie daj Boże – czyny. Wybitny etnolog – G.Orwell – nazywał to myślo-zbrodnią. Krytyka jest przywilejem i rozkoszą osobników nie podlegających – z definicji - absolutnie żadnej krytyce – powiedziałby zapewne Mordechaj.

I niech ktoś powie, że folklorystyka nie jest fascynującą dyscypliną, skoro odkrywa przed nami tak niewiarygodnie osobliwe, nieprawdopodobnie archaiczne rytualne zachowania i mity konserwowane tysiące lat przez samoizolujące się, niezmienne w swej głębokiej tożsamości grupy homo sapiens. Jest na kim się wzorować, by ubogacić swą tradycję zgodnie z postulatami reformowanej sekty multi-kulti.

Bardzo ciekawe są wschodniosłowiańskie sekty purimowe. Symboliczny ryt „wieszanie Hamana” zastępowały one z nabożną konsekwencją celebrą „wieszania bandyty”, „likwidowania terrorysty”. Jedną z wyróżniających się gorliwością wspólnot dowodził rabin (nie dyplomowany, lecz powołany) Bauman.

Uroczysty nastrój panował w jego grupie przez cały rok, drzewka się uginały pod ciężarem wrogów ludu (wybranego) a śpiewom, tańcom i wyciąganym zębami korkom z omszałych butli wina – jak to nakazuje tradycja tego najradośniejszego święta - nie było końca… Nieznany bóg zacierał ręce i radował się pracowitą świętością swego ludu wspieranego przez licznych prozelitów.

Inne purimowe sekty ziem polskich udzielały się w rytuale „wieszania Hamana” każda we właściwym dla siebie zakresie. Spory sukces ilościowy w neutralizowaniu Hamanów leśnych notowali uczeni w prawie, sędziowie, prokuratorzy.  Urok ludowych świąt pobożnych wspólnot wspominających swą dawną wielkość – ma nieodpartą moc i wdzięk nie tylko dla religioznawców i folklorystów, lecz także dla zwykłego człowieka.

Biblijna ilustracja do Księgi Estery

Większość religii degeneruje się z biegiem czasu, purimowcy w ostatnich latach także pospolitują swoje tradycje, powtarzając namolnie pojedyncze wątki z dawnej, krwistej tradycji powszechnej wiary – rzekome próby reformy stylu obchodzenia tradycji Purim są przykrym widokiem nie wierzących w siebie, zagubionych herezjarchów wśród których wymienić trzeba kilku najgłośniejszych: 

Gross – proponuje ryt „straszenie Hamanem” nawiązujący blado do klasycznej apokaliptyki żydowskiej

Michnik – tworzy psalmy codzienne uskuteczniające „trepanację czaszki Hamana”

Hartman – pisuje przyśpiewki bursowe „plwanie na Hamana” (w terminologii twórcy tej herezji purimowej było to: „plwanie na polskiego chama”

Blumsztajn – próbuje reanimować wymierającą wiarę (kosmopolityzm reformowany) zastrzykiem eugeniki pod hasłem „aborcja Hamana”

Smolar – pod ścianą tefałenowego płaczu wznosi modły o rychłe „zeuropeizowanie Hamana Sorosem i do Brukseli donosem”

Morozowski – pitrasi jedyne danie, które zna: „targane uszka Hamana”.

Trzeba jednak przyznać, że zawsze znajdą się życzliwi ludzie gotowi pomóc słusznej sprawie.  Negatywne skutki pracy polskich herezjarchów usiłuje naprawić wielki, zaoceaniczny  przemysł filmowy przychodząc na pomoc wysiłkom, by tradycja tak pięknego, wyrosłego z uniwersalizmu dekalogu święta – nie zaginęła. Co miesiąc prawie powstaje nowy, wzruszający film o pięknej i poręcznej jak narzędzia firmy Bosch - niewieście Ester i profilaktycznie skutecznym i wybielającym naród jak pasta Blenda-A-Med. – zęby  Mordechaju. I tak trzymać! Bo cysorz to ma klawe życie, a pałac czeka. Gdyby tylko nie ci wredni antysemici na drodze do pałacu, pałacu carskiego, zimowego czy Belwederskiego – szczęście byłoby pełne, jak butelki wina w to jedyne w swoim rodzaju święto Purim, czyż nie? Uczmy się więc od starszych braci, wypiekajmy z polskiej mąki ciasteczka „uszy polonofoba” i częstujmy nimi wszystkich wytropionych polonofobów. Do czasu, aż przestaną nas częstować „uszkami Hamana”… Jak to powiedział prymas Glemp: „Jeśli nie będzie antypolonizmu, nie będzie u nas także antysemityzmu”. Nic dodać, nic ująć… Jednak coś mi mówi, że skoro tradycje święta Purim przetrwały aż 2 tys. lat, gdyż tak dobrze odzwierciedlały duszę kultywującego je narodu – to przetrwają i następne 2 tys. lat. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak dzielić się przepisami na „uszy polonofoba” i wypiekać, wypiekać, wypiekać i częstować…

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)

Komentarze

"Owocuje to – jak należałoby się spodziewać - w wieku dorosłym tym, że rozmowa z każdym łowcą antysemitów..... sprowadza się do… bycia zagłuszanym słownym rabanem i bycia obrzucanym insynuacjami: ksenofob, nacjonalista, rasista, ultraprwicowiec, super-ultra-hiper-media-faszysta dyktatorski i absolutystyczny, (które w istocie, psychologicznie rzecz ujmując są  p r o j e k c j a m i  własnej mentalności na rozmówcę)."

To (ów krzyk)  jest używane właściwie przez ich wszystkich - moim zdaniem - w mniejszym lub większym natężeniu.Natomiast projekcja własnej mentalności, to chyba -  jak mi się zdaję, występuje wśród mniej i średnio-prominentnych/zorientowanych Ż., którzy (jak i wytresowani goje), sądzą szczerze, że zawsze byli/są "bardzo pokrzywdzeni" i być może sądzą, że goje są też tak etnocentryczni jak oni.

Bardziej prominentni/zorientowani - jak mi sie zdaje - używają "krzyku" beznamiętnie, choć udają namiętność, jako narzędzia tresury. Doskonale wiedzą - wg mnie - że goje (jako całość)  nic nie są im winni, a raczej - rzekłbym - są poszkodowani, w wyniku działań powiedzmy: "bankstersko-plemiennych". Wiedzą, że goje są wytresowani do kwadratu w zakresie "antyse-zmu" - dotyczy to i  zastraszenia i rozumienia zjawisk/rzeczywistosci. Weidzą, że goje nie są aż tak etnocentryczni jak oni. Nie projektują więc swej mentalności na gojów, lecz - rzekłbym - udając gniew i oburzenie na antysem-ów, robią to beznamiętnie, śmiejąc się z naszego posłuszeństwa i wytresowania w tym zakresie.

Tak to wygląda i funkcjonuje - moim skromnym zdaniem....

"Jak to powiedział prymas Glemp: „Jeśli nie będzie antypolonizmu, nie będzie u nas także antysemityzmu”"

Glemp tak powiedział? Kiedy, gdzie? Muszę tego poszukać, jeśli się da.....

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1544261

Sądzę, że dziś ani on, ani nikt inny ze współczesnych "książąt Kościoła" (a przynajmniej znakomita większość), z  tych "prominentnych", nie ośmieliłby się  tak jednoznacznie stwierdzać, gdyż ... byłoby to uznane za "antysem- zm" lub coś "obok tego", a "książęta", jakby dziś akceptują taką narrację, nawet często/czasami/czasem wspomagają.....

Homilia podczas uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej Jasna Góra, “Na Szczycie" 26 sierpnia 1989 r.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1544263

"Bardziej prominentni/zorientowani - jak mi sie zdaje - używają "krzyku" beznamiętnie, choć udają namiętność, jako narzędzia tresury."

Tak. Ma Pan całkowitą rację. Dziekuję za poszerzenie notki.

Nie rozwijałem analizy psychologicznej i motywów oraz metod "tresury", choć to dość ważne zagadnienie. Warte osobnego tekstu.

Przyjemnie gościć takich komentatorów :).

(sorry za opóźnienie w odpowiedzi)

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

wawel24

#1544646

Celowi temu służą lokalne  plebejskie druki ulotne („Gazeta Wyborcza”, „New York Times”, „The Washington Post”) i ludowe stacje telewizyjne."

A co z ich neokonserwatywnymi alter ego? "GP" (za takową neok. ją uważam), "New York Post i "Washington Times"? (dawno temu, jak wierzyłem (w wyniku tresurki rzecz jasna) w "wolną prasę" i "dyskurs demokratyczny", jak tam zdarzyło mi się być, czasami czytałem  WP i WT, aby "porównać", zobaczyć "różne" "argumenty". W Polsce sięgałem w podobnym celu np.po gw i Życie (te Wołka:))) Nie "szukają antyse-tów", może stosując inną narrację?

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1544262

No cóż, w dużej mierze się z Panem zgadzam :).

Dzięki za uzupełnienie.

pzdr.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

wawel24

#1544647

biblijnej historii Estery, Mordechaja i Hamana (Ks Estery), o tyle uważam, że warto uściślić historyczne tło tej księgi.

Otóż Żydzi znaleźli się w Babilonie nie wskutek migracji, emigracji czy imigracji. Żydzi zostali uprowadzeni do Babilonu skutkiem przegranej wojny z najeźdźcą - Babilonią, właściwie Neo-Babilonią (protoplastą m.in. dzisiejszej Syrii). Wojny zakończonej upadkiem państwa Judy, po 18-to miesięcznym oblężeniu Jerozolimy i zrównaniu miasta z ziemią (co zapowiadali byli żydowscy prorocy widząc niewierność religijną narodu - politeizm w miejsce wiary w Jedynego Boga). Natomiast religia, magia i mitologia babilońska  bazowały na politeizmie, wywodzącym się z tradycji Sumeru i Akadu. Ponieważ Żydzi każdorazowo podczas prześladowań wracali do swego pierwotnego monoteizmu - stawali się przez to znienawidzeni w otoczeniu, oddającym cześć różnym bożkom i siłom Natury, praktykującym wróżby i magię co zakazane było w judaizmie. Tak więc ortodoksyjna wiara żydowska stawała się przyczyną powszechnej do nich nienawiści. Ale też, zapewne ich "ksenofobiczna postawa", nie spotykana wśród różnych narodów tworzących ówczesne państwo Babilon. Żydzi bowiem nie wchodzili zasadniczo w związki małżeńskie z przedstawicielami innych wspólnot religijnych, innych narodowości. (A czy tak wiele kobiet współczesnych z Europy chce wchodzić w związki małżeńskie z Muzułmanami?)

Tutaj nasuwa się, mutatis mutandis, porównanie do współczesności - poprawność polityczna krajów "Zachodu" uzasadnia nienawiść tych krajów do monoteistycznych, religijnych państw chrześcijańskich, które nie akceptują dewiacji obyczajowych, religijnych, filozoficznych tego szeroko rozumianego "Zachodu".

Aby zaś podsumować historię Estery - Żydzi wcale nie chcieli pozostawać w Babilonie, oni chcieli wrócić do Jerozolimy, tej opuszczonej, zrujnowanej, ale własnej. Haman, który posiadał władzę równą niemal królewskiej był w stanie ten powrót uniemożliwić poprzez, jak to eufemistycznie powiadamy, eksterminację Żydów. To była walka - o przeżycie. Czy wszystkie metody walki są szlachetne? Każdy z nas sam musi na to pytanie odpowiedzieć.

A jak wynika z historii opisanej w Księdze Nehemiasza - to właśnie podczas gdy Estera była królową - Żydzi powrócili (wyszli!) z Babilonu do Jerozolimy i odbudowali Miasto.

Ponadto - niezależnie od "godzin nienawiści" na "bazie" historii Estery i Hamana - należy przypomnieć owe "godziny" z orwellowskiego Roku 1984, gdzie wynikały one z poznanych przez Orwella "tradycji" bolszewickich, niekoniecznie inspirowanych wpływami żydowskimi, a raczej - "obyczajami" Rewolucji Francuskiej.

To moje "podsumowanie" powyższej interpretacji opowieści o Esterze, choć wcale nie poczuwam się do judeofilii.

Pzdr,

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1544652