Islam kontra Zachód - wojna cywilizacji (islam to nie religia)

Obrazek użytkownika wawel24
Idee

[pierwsza część była już publikowana w sieci, druga część b.ważna ma dzisiaj swój debiut internetowy, tekst nie jest krótki, ale inaczej być nie mogło, gdyż jest syntezą opartą o wiele źródeł, fragmentaryczne ujęcia tematu nie sięgną sedna tej konfrontacji cywilizacyjnej, proponuję podzielić lekturę na 2-3 części i przestrzegać kolejności rozdziałów, gdyż jest ona b.ważna]

@ wawel 2017

 

WSTĘP

 

Dziwny mamy czas – pasterze porzucają swoje owce, zwykli ludzie muszą bronić wykorzystywania ewangelii przez niewierzących kierowanych głównie obłudą i interesem, czasem ignorancją.

Zwykły, szary, szeregowy chrześcijanin musi pouczać... biskupa służącego „władcom tego świata”, zwykły wierny wierzący w Chrystusa znienawidzonego przez muzułmanów i ich świętą księgę musi pouczać ich, muzułmanów o tym, czym w swej istocie jest ich wiara i święta księga, jak puste i groźne one są i jak prowadzą do nieszczęść nawet dla nich samych, do niekończących się bratobójczych wojen (szyitów i sunnitów itd.) kończących się inwazją ekonomiczną ofiar tych wojen na... „szatański, niewierny” Zachód. A uchodźców z tych wojen wzbudzanych przez wojenną, morderczą, agresywną i nienawistną logikę [Koranu] nienawiści do niewiernych – ratować mamy... my, po to, by w innym zakątku świata wg tej samej logiki mordowali tysiące nas za samo noszenie krzyżyka na szyi. Czyż ktoś tu z nas nie robi wariata? Czy to nie jest obłęd? Zaniechaliśmy chrześcijańskiej pedagogiki. Szerzenia wiary i prawdy. Jesteśmy jak rodzice, którzy zostawili grupę asocjalnych dzieci w pustym domu, po to, by mogły go sobie podemolować. Gdy wracamy do domu i widzimy jak go w połowie zrujnowały, dajemy im kolejne pieniądze na zakup łomów do rozwalania reszty domu oraz na konstrukcję domowych bomb szykowanych na atak na sąsiednie domy. Tacy rodzice kwalifikują się na leczenie lub na odebranie praw rodzicielskich. I to właśnie się dzieje! Odbierane są Europie prawa rodzicielskie na rzecz... band nieletnich, rozwydrzonych wyrostków. Sami finansujemy przyszłych swoich oprawców i handel narkotykami, albowiem narkotykiem są każdotygodniowe mowy imamów a wciąż wznoszone nowe meczety centralą dealerów „duchowych” i sztabami planowanych operacji wojennych.

   Sprzedajność, ignorancja i fanatyzm – to są trzy główne głosy, które dominują w debatach o przyszłości chrześcijańskiej, łacińskiej Europy. Głos zwykłych wiernych stojących na straży siły i trwałości wiary chrześcijańskiej musi się przebijać, musi iść od dołu i bronić tego, co wszyscy porzucają dla różnych powodów. Dziś, jak i przed dwoma tysiącami lat nadzieja jest w zwykłych ludziach, którzy  j e s z c z e  i mimo wszystko wierzą w Chrystusa. Dzisiejsi herodowie, kajfasze, piłaci i faryzeusze – jak jeden mąż „namawiają się jak  Chrystusa ukamienować” i „chwytają kamienie”. I kamienują Chrystusa w imię... Chrystusa. Kamienują Europę w imię rzekomego jej przyszłego dobra.  Dziwny czas. Wymagający męstwa, zdecydowania, konsekwencji i odwagi – wbrew światu i jego opinii. Oczywiście, nie chodzi tu tylko o Chrystusa wiary. Chodzi tu także o Chrystusa w sensie cywilizacyjnym, rozumianego jako symbol chrześcijańskich, łacińskich i greckich korzeni Europy. Jak już kiedyś pisałem, Europejczycy ateiści – choć o tym nie wiedzą – też są ukształtowani przez cywilizację chrześcijańską.

Nienawidzą nas imamowie, „pracownicy” Fundacji Batorego i setek innych fundacji, żyjący z tego, co im uniemożliwiamy, czyli z handlu ludźmi. Nienawidzą nas imamowie, celebryci, eksperci, dziennikarze, niektórzy członkowie Komisji Episkopatu Polski, Komisja Europejska. Stoimy im na drodze, im – władcom tego świata. Ale myśmy nie z tego świata. Ich plany nie są naszymi. Nasze i ich plany są rozbieżne jak dwie drogi, jak droga do Chrystusa i droga do ziemskiej potęgi, jak droga do Boga i droga do mamony. Kto jest za powolnym, stopniowym zamierzonym na dekady niwelowaniem chrześcijaństwa w Europie – ten jest kuszony, jak w scenie ewangelicznej, gdy demon kusił Jezusa i „pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych  i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon».  Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie!” Tak powinniśmy odpowiadać tym, którzy nas kuszą. Nas – jedynych, którym leży na sercu tożsamość Europy i jej przyszłość. Nie tylko nas kuszą. Dla korzyści swoich i dla planów swoich mocodawców (częściowo tylko im znanych) kuszą samych... migrantów. Obiecują zdezorientowanym wędrowcom, że w mgnieniu oka zamienią im kamienie w chleb, szałasy w hotele, owoce pustynnych drzew w owoce morza i holenderskie sery. To jest logika bajki. Logika ziemi obiecanek. Dlaczego wędrowcy ją kupują, tę europejską fatamorganę? Kupują, ponieważ od dziecka byli tresowani przez otoczenie, przywódców religijnych i swoją świętą księgę, że sam Allach, bez ich wysiłku poprowadzi ich do żyznych krajów i odda im je we władanie. Właściciele tych ziem, do których oni zawsze dążą w swych pochodach mają dla nich takie samo znaczenie, jak rosnące tam drzewa. A właściwie o wiele mniejsze, ale za to kłopotliwsze. Z drzew spadają owoce, wystarczy je pozbierać a autochtoni wymagają z punktu widzenia wędrowców większego wysiłku – trzeba ich siłą przeciągnąć do swej wiary albo... odesłać do pozaziemskiego raju. Dwie święte księgi dwóch bliskowschodnich ludów całe opierają się na szukaniu żyznej ziemi obiecanej, czekającej na wybrańców swojego Boga – znana to sprawa. Ale nikt z chrześcijan nie powinien podtrzymywać tych baśni z 1001 nocy w tych ludziach, w ramach zwykłej odpowiedzialności dorosłego za niebezpieczne mrzonki dziecka.

Ważne jest też kuszenie drugie: „rzuć się w dół, (...) Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”. Tak kuszą moce tego świata, politycy, twórcy i pracownicy organizacji proimigranckich. Kuszą kompletnie nieodpowiedzialnie kierowani chwilowym swoim interesem. Słodkim głosikiem kuszą: Abdullahu, sługo Allaha skocz na ponton a służące mi stateczki NGO uniosą cię na rękach do na ziemi obiecanej, gdzie będą cię też na rękach nosić, „byś przypadkiem nie uraził się o kamień”.  „Byś przypadkiem nie uraził się o kamień, czyli o europejskie prawo, o policję, o ciężką pracę, o miejscowe obyczaje, o naukę, o wrogich chrześcijan, ich spojrzenia i religię”. My cię poniesiemy do raju i stanie ci się tak, jak obiecał Allah. I Abdullah wierzy i rzuca się z brzegu na ponton, ze statku NGO na wymarzony brzeg. A dalej? A dalej są już schody, ostre kamienie przed którymi nikt go nie broni, więc woła innych i tworzą „otorbienie”, czyli getto. A w tym getcie jakoś ani śladu Allaha rozliczającego się ze swych obietnic, ani hojnych w słowa proimigranckich aktywistów zajętych liczeniem ile dziś zarobili na nadliczbowych transportach dziurawymi pontonami second hand. I te agresywne, roszczeniowe, pełne nienawiści i rozczarowania narośla oszukanych poszukiwaczy raju wypączkowują klanowymi gettami na obrzeżach naszych miast powoli podchodząc pod tych miast serca... A Annasz i Kajfasz z NGO umywają ręce, odbierają telefony od terenowych Judaszów i „rychtują” statki na kolejne tłumy swojego przyszłego elektoratu. To jest bezhołowie. Europą owładnęło bezhołowie. I rządzi. A Ikea zastanawia się czy z związku z zabójstwem na terenie jej sklepu dwóch osób przez sfrustrowanego decyzją o relokacji Syryjczyka przy pomocy noża ukradzionego z wystawy – przestać sprzedawać noże, czy może wręcz przeciwnie, zwiększyć ofertę ostrych narzędzi kuchennych. Business is business.

 

Czego szukają migranci? Migranci szukają Chrystusa, (czyli prawdziwych, ogólnoludzkich wartości), bo zawiódł ich Mahomet, oszukał. Podarował jedyną rzecz, jaką może dać ideologia wymyślona przez człowieka podszywająca się pod uniwersalną wiarę. Głód i wojny bratobójcze. Szukają Chrystusa nie wiedząc o tym. Szukają Chrystusa pod widzialną dla siebie postacią, czyli chleba, trwałych, skutecznych państw, miejsc pracy, rozkoszy cywilizacji technicznej. Ale ta widzialna postać Chrystusa jest wynikiem. Wynikiem ucywilizowania pogańskich ludów Europy przez chrześcijaństwo, wyciągnięcia ich za uszy z lokalnych religii plemiennych. Tego nie wiedzą. Tej logiki dziejów nie znają. Nie ma kto im tego wyjaśnić, nawet spośród watykańskich urzędników, posiadaczy przecież jasnego depozytu wiary. Będąc w stadium kultur plemiennych ciągną do cywilizacji niepodległych, personalistycznych opartych na rzymskim prawie państw. Ciągną po dorobek cywilizacji, której nienawidzą i którą na co drugiej stronie wyklina ich święta księga. To jest sytuacja paranoidalna. Wysuwają roszczenia i żądania pod adresem tych, o których od dzieciństwa uczy się ich, że są ich największymi wrogami i których ich bracia w wierze mordują tysiącami na kilku kontynentach  k a ż d e g o   dnia. Mordują za samo noszenie krzyżyka na szyi. Tego samego krzyża, który „wybudował” zachodnią cywilizację, wyprowadził ją z lasów i szałasów w grodziska i katedry. Cywilizację która ma ich dziś wziąć na utrzymanie, od której żądają jedzenia, mieszkań, zasiłków i... nie przeszkadzania w knuciu zamachów na jej członków. Paranoja. Niemiecki autor Hamed Abdel-Samad, Niemiec egipskiego pochodzenia twierdzi, iż w życiu Mahometa i w samym Koranie można wyraźnie zaobserwować objawy – mówiąc łagodnie – niezrównoważenia psychicznego, symptomy paranoi, manii wielkości, manii pisania, słowotoku, zaburzenia obsesyjno-kompulsywnego (mania hiperregulacji każdej godziny dnia), narcyzmu i patologicznej niezdolności do oceny własnych działań, do jakiejkolwiek krytyki. Może stąd te paranoiczne usiłowania jego wyznawców, by wszystko im dali i zapewnili ci, którymi pogardzają od dziecka i planują ich zniszczyć? To nie jest zdrowe, tak musi to podsumować każdy człowiek kultury zachodniej trzeźwo myślący. Nie dajmy się zarażać paranoją.

Wędrowcy interkontynentalni szukają Chrystusa, ale nie fałszywego i tchórzliwego, rozbierającego bożonarodzeniową choinkę w odpowiedzi na kilka krzyków kilku fanatyków. Nie tęczowego Chrystusa, którego trudno odróżnić od Jacka Kuronia lub George`a Sorosa. Potrzebują Chrystusa silnego, tego, który potrafiłby powiedzieć do wierzących w fałszywego Boga: „Idź precz szatanie!”. Chrystusa wymagającego uznania w nim Syna Bożego. Cały problem w tym, że ci poszukiwacze tego, w czym ich zawiódł założyciel ich religii i ich Bóg – zostają po drodze przechwyceni przez sprytnych rewolucjonistów  kulturowych i biznesmenów od handlu żywym towarem. Oni biorą te milionowe tłumy bezwarunkowo, bo każda sztuka to czysty zysk. A na dodatek każdy wędrowiec staje się gwarantem głosowania na partie tych sprytnych handlarzy. Tworzą armię swoich wyborców i rozbestwiają ich w oczekiwaniu korzyści przy urnie wyborczej. Handel bezczelny i rozbieranie fundamentów Europy odbywa się tu na kilku poziomach. Jest to rozbiór Europy.

„Abdel-Samad, autor książek Mohamed: Eine Abrechnung  i Islamic Fascism zaprzecza powszechnemu twierdzeniu, że Państwo Islamskie nie ma nic wspólnego z islamem. Wręcz przeciwnie wszystkie jego działania, takie jak obcinanie głów, niewolnictwo, gwałt, małżeństwa z nieletnimi, prześladowanie żydów i chrześcijan, zdaniem autora, może ono usprawiedliwić przez odpowiednie źródła w Koranie i hadisach. Mordowanie współwyznawców także, bo Państwo Islamskie nie traktuje ich jako współwyznawców, lecz odstępców od wiary. „Mógłbym powiedzieć, że (…) Mahomet był mnichem, który ogłosił swoje przesłanie pod palmą, a potem w pokoju umarł, a ludzie po jego śmierci stworzyli religię, która została później przeinaczona. Ale tak nie było. Mahomet był watażką, robił te same rzeczy, które Państwo Islamskie robi dzisiaj”, mówi Abdel-Samad.

To także powoduje, zdaniem pisarza, problem z uchodźcami w Niemczech. Niemcy obawiają się ich, bo nie potrafią sobie poradzić. Chronią islamistyczne organizacje, które za pieniądze państwa budują przedszkola, szkoły i meczety, gdzie będą indoktrynować dzieci uchodźców. Potem będzie za późno, będą to jednostki „stracone na rzecz ideologii Państwa Islamskiego”, twierdzi krytyk Mahometa.”

Spróbujmy najpierw opowiedzieć najprostszym językiem o powstaniu i istocie islamu. Nie czarując, nie ulegając modnemu i politpoprawnemu ekumenizmowi nazwać rzeczy po imieniu. Arabowie w swoich początkach to ludy w większości niepiśmienne, niecywilizowane plemiona nie posiadające jakiejkolwiek znaczącej kultury materialnej (żadnej rozwiniętej literatury, sztuki, myśli, organizacji społecznej ani oczywiście prawa w klasycznym rozumieniu). Dziesiątki, setki, tysiące rodzinnych klanów osiadłych fellachów i koczowniczych beduinów nie mających nawet wspólnych wierzeń i bogów (dopiero Mahomet wyrzucił z Mekki, z Kaaby dziesiątki posążków plemiennych bóstw), nie znających czegoś takiego jak państwo, państwowość. Badacze współcześni twierdzą, że nieznajomość idei państwa narodowego pozostaje do dziś cechą wspólną dla wszystkich ludów arabskich, niezależnie od tego, czy od jakiegoś czasu mają swoje „państwa”, czy nie mają. Idea państwa nie spada z nieba. Musi albo być wypracowana przez długi rozwój kulturowy, albo jak w przypadku pogańskich plemion Europy przyjęta wraz z religią (rozwiniętą religią typu wyższego). Arabowie poszli inną drogą, sami sobie stworzyli najprostszą religię plemienną w klasycznym typie semickim, religię zastępującą im pojęcia narodu, państwa i prawa. Religię dostosowaną do ich skłonności i trybu życia. Gdy Mahometowi spodobała się jakaś nowa, świeżutka branka, której rodzinę i współplemieńców wcześniej wymordował, a ustalone już przez niego i zapisane Święte Prawo Koraniczne  zabraniało kolejnej żony, to po prostu oddalał się w samotne miejsce, po czym wracał ogłaszając, że właśnie dostał od Allaha objawienie. „Nowe” zmienione objawienie od Allaha już pozwalało bezzwłocznie skonsumować atrakcyjny łup. Stare objawienia są po to, żeby je nowe unieważniały i poprawiały – zupełnie jak w 1984 Orwella... Tę „cechę” Allaha zauważyła nawet ulubiona żona Mahometa, Aisza: „Mój drogi mężu, niech mi będzie wolno powiedzieć ci, że twój Bóg ma skłonność do zsyłania z nieba praw, które są tobie wyjątkowo na rękę!..."

Słowo „religia” stosowane do islamu jest mylące, gdyż w istocie chodzi tu pewien skodyfikowany całościowy system światopoglądowo – prawno – kultowy. Z religiami (filozofiami religijnymi) typu wyższego (chrześcijaństwo, buddyzm, taoizm) nie ma ów twór ideologiczny niczego wspólnego. Atrybuty kojarzone z wiarą (kodeks dogmatów, czynności rytualne, grupowe, uświęcone tradycją wierzenia, misjonaryzm) nie tworzą same z siebie religii. Gdyby tak było, religiami trzeba by nazwać włoski faszyzm, niemiecki nazizm, stalinizm, religię Moona, a święta księgą – Księgę Mormona, czy pisma założyciela Świadków Jehowy. Wszystkie one uzurpują sobie prawo do całościowego zorganizowania życia, myśli i uczuć pewnych grup ludzkich posługując się przy tym środkami sterującymi emocjami i powołując się na wyższe racje (nazywane często Bogiem, Bóstwem, Prawem Przyrody, Koniecznością Dziejową itp.). W zasadzie tego typu „religię” – jak pokazuje przykład Korei Północnej – może sobie stworzyć praktycznie każdy, kto ma pomocne ramię zbrojne (armię) oraz fundusze. W religiach Stalina, Kim-Ir-Sena bogiem jest po prostu jedyny prorok otoczony cudownymi opowieściami. Jak głosi koreańska opowieść, gdy się urodził Kim-Ir-Sen, "ptaki mówiły ludzkim głosem".

Zasadą organizującą takiego systemu politycznego podającego się za religię jest  p o d d a ń s t w o. Ustrojem politycznym jest...  r o z k a z  od przedstawicieli Partii Wewnętrznej (termin Orwella z „Roku 1984”). Ideologia kultowa Mahometa jest po prostu praktyczniejsza i skuteczniejsza od deklarujących ateizm systemów totalitarnych poprzez to, że posłużyła się sztafażem religijnym (duchowym) obficie korzystając z powyrywanych z kontekstu wycinków z pism, praktyk i metod socjotechnicznych judaizmu i różnorakich bliskowschodnich, judaizujących  herezji (kolyrydianie, ebionici). W istocie jednak ta ideologia (relideologia) jest tak samo ateistyczna jak sowiecka religia rewolucji i drogi do komunizmu.

Bóg, który żąda zbrojnego podboju nie może być prawdziwym Bogiem – jest bogiem fałszywym. Powinno to być jasne dla wszystkich, nie tylko dla genialnego umysłu Simone Weil. Także winni to pojąć ateiści, którym może się wydawać, że agresja islamu wobec chrześcijaństwa to problem tylko wierzących chrześcijan. Każdy ateista jest chrześcijaninem nie będąc nawet tego świadomym, gdyż fundamenty chrześcijańskie (rzymskie prawo, grecka myśl) ma on inkorporowane w swoje sposoby myślenia, reagowania i struktury państw, w których żyje. Śmierć chrześcijaństwa będzie śmiercią Europy.

 

1.

 

RELIGIA NIEWOLI, PODDANIA SIĘ - niewola, bezwzględne posłuszeństwo całościowemu systemowi

„Muslim  znaczy to „ten, który jest poddany": poddaje się Allahowi i jego rozkazom. Wprowadzając słowo „poddanie się” do nazwy religii – Mahomet nie skrywał niewolniczej natury swej ideologii. Każda stronica Koranu oddycha duchem totalitaryzmu, duchem wrogim wolnemu wyborowi, swobodzie myśli i wyznania. (Przepis o mowie nienawiści jest bezsensowny i zbędny w zdrowym, pełnym systemie prawnym. Ale jeśli już istnieje, to dziwne jest, że z jego mocy nie zostaje zaskarżona dosłownie każda stronica Koranu). Można wskazać dwie przyczyny tego, że PODDAŃSTWO, NIEWOLNICZE WYKONYWANIE ROZKAZÓW są istotą islamu, stanowią jego oś, sedno, centrum.

A) poddanie wewnętrzne – religia wyłączająca ratio, rozumność i kształcenie umiejętności wolnego wyboru. Rozkaz, jego wykonanie. Wojskowy duch. Wierni jako wojsko, które gdy usłyszy wezwanie do dżihadu porzuca swoje obowiązki i codzienne życie - staje gotowe do walki o swoją wiarę. W Koranie i u komentatorów często padają określenia, że wierni muszą „bronić Allaha” przed politeistami. Politeiści to wg Koranu żydzi i chrześcijanie. O wierze w Trójcę Św. mówi się, że najbardziej obraża Allaha, gdyż „dodaje mu towarzyszy”. Obrona Allaha przed obrazą przez każdego chrześcijanina jest obowiązkiem każdego muzułmanina. Chrześcijanin obraża Allaha (a więc każdego jego wyznawcę) już samym swoim istnieniem. Nie ma tu ani pola, ani możliwości, ani chęci kompromisu. Jest to wojna zerojedynkowa.

B) poddanie zewnętrzne, historyczna tradycja (idąca aż od podbojów i ludobójstw samego założyciela, Mahometa) polegająca na tym, że „w pierwszej fazie islamskich podbojów ludzie mieli wybór między byciem„poddanym„„nowej" religii a byciem„wybitym„ostrzem„miecza”. Dokładnie tak ujął to Benedykt XVI cytując Michała Paleologa („Pokaż mi – mówi – co nowego przyniósł Mahomet, a znajdziesz tam tylko rzeczy złe i nieludzkie, takie jak jego nakaz szerzenia mieczem wiary, którą głosił”). Oczywiście, za nawiązywanie do depozytu wiary prawdziwie oceniającej islam i za potencjalne stanięcie na drodze planom islamizacji Europy – musiał Benedykt odejść na własną prośbę ze względu na stan zdrowia (jak w starych, dobrych czasach ZSRR).

Poprzez profesjonalne pranie mózgu przez teksty programowe („religijne”) żaden muzułmanin nie wstydzi się swego niewolnictwa wobec woli Allaha (czytaj: przemówień imama, szejka, mollaha, kalifa, sułtana czy ajatollaha). Wręcz przeciwnie, jest ze swojej poddańczej mentalności dumny, jak misjonarz z nowo ewangelizowanych terenów. Widzimy tu jak niewolnictwo mentalne i poczucie misji ściśle kooperują i potęgują się nawzajem.

Wierny jako niewolnik. Niewolnik Allaha (po arabsku: abd'Allah), a de facto po prostu kalifa, gdyż Bóg Bogów i Pan Panów nie udziela zwykłym wiernym audiencji. Wierny jako zaciężny wojownik. Opłacany obietnicą zapanowania nad światem niewiernych i wizją raju pełnego... ziemskich rozkoszy. Sprytne. (Kant pisał, że wizja raju jako darmowego domu publicznego jest „potworna”).

2.

RELIGIA STRACHU

- STRACH PRZED UCHYBIENIEM WOBEC TYSIĘCY ZASAD KORANICZNEGO PRAWA

Punkt poprzedni (‘bezwzględne niewolnictwo za wyłamanie się z którego Koran grozi horrendalnymi karami”) owocuje nieopanowanym, irracjonalnym lękiem. „Muzułmanin żyje w ciągłej bojaźni przed Allahem i jego straszliwym sądem. Bo gdyby nie był w pełni i bezwarunkowo posłuszny „rozkazom Allaha" (zgodnie z tym, jak jest napisane w Koranie), przypadłby mu w udziale marny los przewidziany dla niewiernych”. Kara, która wisi nad nami, wisi też nad muzułmanami, którzy odmówią zrobienia z nami tego, na co zasługują niewierni. „Boskość” Koranu jest gwarancją, że najsroższa kara nie ominie nikogo. I z niewiernych i z tych... za mało wiernych. Poświadczone jest w relacjach samych muzułmanów, że  d o k ł a d n a   lektura Koranu napełnia ich strachem, panicznym lękiem. Nie jest to przypadek. Po to właśnie zostało to dzieło napisane. Strach jest idealnym narzędziem do ślepego kierowania masami ludzkimi, do egzekwowania bezwzględnego posłuszeństwa posuniętego aż do propagowania śmierci samobójczej. Trafnie to ujmuje Jean Alcader (francuski islamolog pochodzenia arabskiego, ex-muzułmanin): „Ten strach, który jest wykorzystywany przez islam i który przybiera w tej religii systemową postać, zamyka muzułmanina w przeklętym kręgu poddaństwa, z którego nie odważa się on wyjść, gdyż boi się uczyni fałszywy krok (...) Jest to więc niezwykle skuteczny system spętania, tym straszliwszego, że ma charakter duchowy.” Jest to klasyczny mechanizm manipulacji znany z różnego rodzaju groźnych sekt („system samospętania”). Nam trudno jest zrozumieć ten niewolniczy strach, bo w naszej Księdze zapisane jest coś absolutnie przeciwnego: „Już was nie nazywam niewolnikami, bo niewolnik nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15,15). W pewnym sensie islam to religia stara jak świat głosząca: „Nam względem was wszystko wolno. Albo przystaniesz do nas, albo zginiesz.” Jakakolwiek „nowość” islamu to mit.

- STRACH PRZED DONOSEM WSPÓŁBRACI   (SYSTEM DONOSICIELSTWA I WZAJEMNEJ INWIGILACJI)

Obowiązkiem każdego muzułmanina jest czujne obserwowanie swych braci w wierze pod kątem ich kontaktów z niewiernymi (chrześcijanami) oraz z ich naukami i księgami. Jest to zmontowanie społeczności opartej na bezustannej, wzajemnej inwigilacji – będącej kopią wszechdonosicielstwa bolszewickiego. Donos skutkuje często śmiercią lub torturami. „Muzułmanin powinien uczynić wszystko, co leży w jego mocy, aby skłonić swojego brata do opamiętania, a w ostateczności – donieść na odszczepieńca władzom! W każdym razie widać wyraźnie, że uciekanie się do przemocy i zastraszania jest w islamie „normą”. Jest to metoda mająca zniechęcić muzułmanów do ewentualnej zmiany wyznania.” [Jean Alcader] Los odstępców od wiary (po bolszewicku: renegatów partyjnych, wrogów ludu, zdrajców interesów klasy robotniczej) opisują np. te fragmenty: „Jeśli wyprą się swojej wiary, pochwyćcie ich i zabijcie, gdziekolwiek ich dopadniecie.” (Sura. 4,89)

„Ci, którzy wypierają się swojej wiary [muzułmańskiej] są pyszałkami; są przeklęci! Ścigaj ich, a gdziekolwiek by się znajdowali, zostaną pojmani i zabici bez litości, albowiem prawo Allaha jest niewzruszone.” (S. 33, 60-32). Widzimy tu wyraźnie, że ten (ci), który konstruował ten system ideologiczny był doskonale świadomy socjotechniki władzy totalitarnej sprawowanej dzięki strachowi przed śmiercią za zdradę „partii, doktryny i przywódców”. Wszyscy najwięksi oprawcy bolszewiccy, autorzy czystek partyjnych mogliby wygłaszać mowy w meczetach. Wystarczyłoby, żeby zamienili tylko kilka pojęć: komunizm na Allah, partia na Prorok, prawa dziejowe na prawo koraniczne, „przyszłe społeczeństwo bezklasowe wraz z zasadą „każdemu według potrzeb” na raj z 72 hurysami.

3.

NIE NOWA RELIGIA, LECZ STARA JAK ŚWIAT – „Objawienie” Mahometa nie jest niczym nowym. Jest ewidentnie precywilizacyjne i prechrześcijańskie. Jedyną jego nowością jest, że stanowi pierwszą religię „wszystkich” Arabów, że kult wielu bóstw zastąpiło monolatrią i że dało Arabom „poważny” ideologiczno-sakralny kodeks plemienny w formie jednej książki. Cały wiedza potrzebna do życia w jednej, poręcznej księdze. Wcześniejsza o 150 lat próbę „dania” Arabom Półwyspu Arabskiego nowszego kultu od ich prymitywnych, pustynnych wierzeń (kult burzy, wulkanicznego ognia i lawy) przeprowadził Zura Zu Nuwas. Ten praislam był po prostu... judaizmem wraz z Torą i innymi judaistycznymi księgami. Powstało wtedy żydowskie królestwo Arabów (królestwo Himjarytów). Mało znany i zbadany, osobliwy epizod historii. Jahwe przybrał arabskie imię Ya'uq. Ów „Islam, wersja alfa” był klasycznym judaizmem ze zmienionym imieniem Boga. Później  Zura Zu Nuwas zmienił imię Boga na Rahman, sam nazwał się judaistycznie Jusuf. Ta wersja alfa (testowana) islamu posiadała już wszystkie typowe cechy mahometanizmu: liczne ludobójstwa w imię swojego boga, palenie kościołów chrześcijańskich, terror niewolnictwa i strachu, nawracanie pod groźbą śmierci oraz imperatyw ekspansji terytorialnej. Judaizm przysposobiony dla Arabów nie powstałby oczywiście bez dokładnych instrukcji i nadzoru liturgiczno-doktrynalnego rabinów. Kiedy 150 lat później tworzył swoją religię Mahomet duch judaizmu i jego ksiąg nadal dominował nad pracą religiotwórczą, pisanie Talmudu było już zakończone – było na czym się wzorować. Jednak otoczenie Mahometa podpowiedziało mu, że skuteczniejsze do zapanowania nad tysiącami Arabów będzie jednak sporządzenie dla nich ksiąg w języku arabskim, niż posługiwanie się żydowskimi, co w niczym oczywiście nie umniejszy ich judaistycznego ducha. I takoż uczynił. Doradztwo doktrynalno-teologiczne uskuteczniały 3 środowiska: 1.judaistyczne (którego ekspozyturą była bogata wdowa Chadidża u której Mahomet służył jako niewolnik, później żona Mahometa, wyznawczyni judaizmu oraz nauczyciele żydowscy, o których informują 2 życiorysy Mahometa El Chalabia i El Makia), 2. heretyckie (biskupi nestorian i jakobitów) oraz 3. najbliższy powiernik Mahometa – heretyk ebionita Waraka ibn Nawfal. Z tych trzech środowisk dwa wyznawały wiarę w wybraństwo narodu... żydowskiego. Wiarę tę podtrzymał Mahomet nakazując nawet codzienne modły w kierunku Jerozolimy, jako dziękczynienie za wszystkie łaski ze strony Jahwe. Później stosunek Proroka do Żydów zmienił się pod wpływem częstego wyśmiewania go i poniżania przez rabinów. Co powstało w rezultacie owych perypetii duchowego przywódcy semitów arabskich? Święta Księga przesycona duchem judaizmu i kilku herezji chrześcijańskich oraz domyślną wiarą w wybraństwo Izraelczyków (tych, którzy nie zbłądzili) plus nieustanny refren wzbudzania nienawiści do chrześcijan i części Żydów (tych, którzy odstąpili z uważanej przez Mahometa za słuszną, drogi wiary), wprowadzenie zapisu o tym, że Arabowie są (też) narodem wybranym. Zaiste, zabójczy konglomerat resentymentów, obsesji i manii. Wersja alfa islamu, czyli żydowskie królestwo Arabów Zury Zu Nuwasa została błyskawicznie rozpoznana przez Bizancjum jako niewykle groźna herezja i rozgromiona przez cesarskie wojska. Z wersją beta islamu było już o wiele trudniej. 29 maja 1453 r. przypieczętowała ona koniec Cesarstwa Bizantyjskiego. W istocie rzeczy islam to bliskowschodnia, totalitarna sekta polityczno-religijna podająca się za religię objawioną. Gdyby islam za pomocą swej bezwzględności i ekspansjonizmu politycznego stosującego ludobójstwa nie podbił tylu ziem i nie zdobył tylu wiernych, pozostawałby tym, czym w swej istocie jest, semicką sektą etniczno-religijną (podobną do karaimów). Mówienie o islamie jako objawionej religii monoteistycznej jest absurdem. Jednak porównanie z – Bogu ducha winnymi – karaimami jest tylko przybliżone, gdyż nie stosowali oni nigdy nawracania mieczem, ludobójstw. Dlatego też nie urośli w potęgę. Przyczyną światowej potęgi islamu jest to, iż rozlew krwi jest metodą zdobywania nowych wiernych a zbrojny najazd jest najbardziej cenionym środkiem okazywania wyższości i „prawdziwości” swej wiary. To właśnie dżihad, święta wojna dał prymitywnej myślowo sekcie globalny zasięg. Zaniżenie wymagań, niewolnicza rezygnacja z wolności wyboru i argument miecza zdobywają nowe tereny i nowych wyznawców w tempie stokroć szybszym, niż wysokie wymagania etyczne, postulat rozwoju osobowości i logika. Takie jest odwieczne prawo, że zły pieniądz wypiera dobry, kiedy dopuści się do głosu fałszerzy monet i wartości. I to jest jedyna odpowiedź na zagadkę „światowego sukcesu” „religii islamskiej”. Innej odpowiedzi nie ma, lecz tę prawdziwą skrywa się przed nami. Filozof Schopenhauer skwitował to tak: „nie potrafiłem się w Koranie doszukać choćby jednej wartościowej myśli”.

Dwa pierwsze wieki „sukcesów” islamu to morze krwi i bezmiar męczeństwa chrześcijan, czyli naszych duchowych przodków, którzy mimo to zbudowali cywilizację do której dzisiaj hordy głodnych socjalu ciągną dniem i nocą. „Za czasów św. Augustyna, czyli na początku V w n.e., było w Afryce Północnej ponad pięćset stolic biskupich. Po przejściu islamskiej nawałnicy pozostało ich tyle, że można je policzy na palcach jednej ręki.” Kolejni kalifowie rywalizowali i zdobywali sławę tym, do jakiego stopnia okrucieństwa zdolni są się posunąć. 

Islam nie przyniósł na świat niczego nowego. Jest to „religia” stara jak świat, sprowadzająca się do propozycji nie do odrzucenia: „Albo podporządkowujesz się nam, albo giniesz!”.

4.

RELIGIA WALKI, TERRORU I LUDOBÓJSTW

[DŻIHAD, IDEOLOGIA EKSPANSJI, MESJANIZM POLITYCZNY (transformacja mesjanistycznego ducha Tory)] – zwalczanie niewiernych jest obowiązkiem religijnym każdego muzułmanina. W zasadzie, jeśli go nie wypełnia – dowolny przywódca lokalny, czy globalny może go szantażować widmem srogiej, bezlitosnej kary za uchylanie się od wypełniania świętego prawa swojej religii. Ekspansja z użyciem przemocy jest wpisana w Koran. Ziemski mesjanizm to kuszenie ewangeliczne : „Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: "Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, (...) jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon".Łk 4, 5-7”. Chrystus odrzucił pokusę, Mahomet upadł i oddał pokłon kusicielowi... Ludobójstwo 1,5 miliona Ormian to tylko ostatnie w szeregu ludobójstw dokonanych przez Koran poczynając od tych realizowanych przez samego Proroka. Niektórzy badacze liczą ilość ofiar Koranu na... 200 mln. Ludobójstwo to nie żaden wyjątek w świecie islamu, to reguła i logiczne wynikanie. Reguła cały czas... dziejąca się. W czasie gdy Państwo przeczytacie ten tekst – z rąk muzułmanów zginie sześć osób (dziennie ginie wrogów Allaha ok. pół tysiąca, rocznie 170-200 tys. za noszenia krzyżyka lub odmowę przyjęcia islamu lub za... przypadkową obecność w pobliżu miejsca egzekucji). Zwrot „kwestia” w odniesieniu do ludobójstwa nie został pierwszy raz użyty przez hitlerowców. Wcześniej Tallat Pasza (min. spraw wewn. Turcji) oglosił w 1915 r., że ostatecznie rozwiązano „kwestię ormiańską”. Bądźmy tego świadomi: istnienie każdej społeczności nieislamistycznej jest dla ortodoksyjnego muzułmanina „kwestią”, problemem, zadaniem do „ostatecznego rozwiązania”. Nie powiedzą o tym jednak nigdy islamolodzy... Nie po to się nimi stali. Stalinowscy i hitlerowscy ludobójcy podziwiali skuteczność i bezkompromisowość islamskiej wiary. W 1939 r. Adolf Hitler, wysyłając do Polski wojska niemieckie, zezwalał im na okrucieństwo wobec ludności podbijanego kraju, mówiąc "bo któż obecnie pamięta o eksterminacji Ormian w Turcji". Z kolei współczesne badania historyczne wykazują, że na oprawcach islamskich wzorował się Józef Stalin, dokonując od połowy lat 30. eksterminacji Narodu Polskiego, najpierw na Ukrainie, później w samej Polsce. Na sprawdzonych wzorach islamskich była też oparta w latach 40. stalinowska eksterminacja muzułmańskich Tatarów na Krymie czy Czeczeńców na Kaukazie. Również holocaust Żydów dokonany przez Niemców w wielu szczegółach przypominał ludobójstwo zaplanowane przez islamskich Turków, z tym że piesze marsze zastąpił transport kolejowy, a wygnania na pustynną śmierć głodową - obozy śmierci. Różnice w szczegółach, duch ten sam.

5.

TOTALITARYZM

(NIE ISTNIEJE TOLERANCYJNY ISLAM, W ISLAMIE NIE OBOWIĄZUJĄ PRAWA CZŁOWIEKA ANI WOLNOŚĆ WYZNANIA, NIE MA PRAW OSOBY, GDYŻ LICZY SIĘ TYLKO GRUPA, KLAN, SOWIET - UMMA)

Islam stworzył wojownik, prorok, twórca państwa i prawodawca w jednej osobie. To piętno założycielskie, piętno „totalności” jest istotą islamu. Rozkaz wojskowy ma rangę objawienia, zarządzenia władz państwowych i prawa. Jest to totalitaryzm w swej wzorcowej, archaicznej postaci. Faza rozwoju życia wspólnotowego na etapie ok.1000 lat przed naszą erą.

Dlaczego prawa europejskie nie chroni przed implementacją totalitarnych ideologii funkcjonujących pod przykrywką... religii? Polska tzw.ustawa o sektach (tak zwana, gdyż nie używa terminu „sekta”) zawiera b.miękki zapis, że działalność związku wyznaniowego nie może naruszać bezpieczeństwa publicznego, praw i wolności innych osób, moralności publicznej oraz władzy rodzicielskiej. Dlaczego mowa jest tylko o „działalności”? Dlaczego nie o dokumentach programowych? Dlaczego pod „działalność” nie podlega „szerzenie ideologii danej sekty”? Najwyższy czas na redefinicję i nowelizację prawa.

Wprawdzie nie widać żadnych przeciwskazań dla tego, by propagowanie islamu nie miało podlegać pod art.256. § 1. „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” – lecz zapewne nasi rodzimi talmudyści będą oponować. Jednak logiczna analiza „druków,  nagrań lub innych przedmiotów” propagujących islam dojść musi do konstatacji, że  zawierają one treść określoną w § 1 albo są nośnikiem symboliki totalitarnej. Nie bądźmy świętsi od... Mahometa. Islam i Koran powstały, by inspirować i organizować podbój w celu zaprowadzenia totalitarnych porządków. Wymysły, że „islam to religia pokoju” – sam Mahomet by wyśmiał jako pierwszy zdenerwowawszy się, że ktoś śmie wypaczać jego ideę, odzierać ją z jej istoty i z pewnością kazałby go ściąć jako groźnego heretyka i schizmatyka. W art. 256 jest furtka dla bezkarności islamu, gdyż mowa jest tylko o „totalitarnym ustroju państwa”. Należałoby to zmienić: „totalitarny ustrój państwowy lub religijny”. Czas na zmiany.

„Społeczeństwa islamskie są poddane reżymom totalitarnym, niezależnie od nazw przyjętych dla określenia owych państw („kalifaty", „monarchie", „emiraty", „republiki" itd.). I tak było zawsze. [Jean Alcader]

6.

OTWARCIE DROGI DLA KULTU JEDNOSTKI

Biografowie Mahometa dość nieroztropnie podają dziesiątki opisów, jak to Prorok żyrując Allahem łamał ustalone przez samego siebie prawa (dotyczące moralności seksualnej, ubioru, jedzenia etc.). Mahomet uznawał, że dla Proroka Allah ma odrębną ścieżkę usprawiedliwienia każdego złamania świętego prawa. Oczywiście, ogłaszał, że owe Prawa Proroka odmienne od praw tłumu – Allah przekazał mu osobiście podczas kolejnego „objawienia”. Wyznawcom zdawało się to szczególnie nie przeszkadzać, ba, wzbudzało jeszcze większą estymę, entuzjazm i ślepe oddanie. Mamy tu jak na dłoni (w biografiach Mahometa) opis technik i narodzin systemu totalitarnego, gdzie obydwie strony są zadowolone z reguł dominującej wszystko relacji pan-niewolnik i gdzie niewolnik godzi się na przyznanie swojemu panu, polityczno-religijno-wojskowemu przywódcy prerogatyw boskich. Najlepszy obraz tragigroteski zmanipulowanej świadomości fanatycznych tłumów żyjących w analogicznym do islamu systemie daje spojrzenie na Koreę Północną. Gdy były kapitan Armii Czerwonej – Kim Ir Sen utworzył Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną, zyskał „status Allaha”. Aktualnie panujący Kim Dzong Un byłby w tej analogii Mahometem. Różnice są tylko w liturgii i w mniejszym niż w islamie ekspansjonizmie. Identyczna w Korei i islamie jest tradycja krwawej wymiany osób w rządzącym, dyktatorskim klanie, nie oszczędzająca najbliższej rodziny. Wielu kalifów było mordowanych i zastępowanych rywalami, by w pierwszej kolejności wymienić Alego, zięcia samego Mahometa! Tradycja ta utrzymała się aż po dziś dzień [Jean Alcader].

7.

IDEOLOGIA NIE RELIGIA

Islam programowo nie oddziela religii od polityki. Jest teokracją z natury i będzie tego bronił jak... niepodległości. Trudno tu mówić też o myśli politycznej. Koncepcja polityczna islamu jest na etapie wspólnot plemienno-kultowych opartych na prawie wendety z okresu ok. VII w.p.n.Ch. Turcja nie stanowi tu wyjątku. Jeszcze nieraz przyjdzie się nam przekonać, że jest to tylko archaiczna hybryda imperialnego totalizmu w sztafażu demokracji. Blokadą na drodze ku demokracji jest Koran i nigdy nie przestanie nią być. Po to został stworzony.

Istnieje fundamentalna, nieusuwalna sprzeczność pomiędzy demokracją a islamem, prawem europejskich demokracji a prawem koranicznym (co Alija Izetbegović szczerze, w przeciwieństwie do większości imamów, wyraził w swojej „Deklaracji Islamskiej”). Są to dwa krańcowo odmienne systemy polityczne. Jeden system musi ustąpić i na pewno nie będzie to islam (zważywszy na słabość i immanentne tendencje rozkładowe każdej demokracji). W przypadku, gdy państwo posiada dominantę chrześcijańską (albo, co gorsza, katolicką), islam potęguje swoją agresję i żądania autonomii, gdyż wg Koranu największym wrogiem Allaha są chrześcijanie. Każdy wierzący muzułmanin sensu stricto obywatelem zachodnich państw jest tylko... w cudzysłowie. Jest nim dopóty, dopóki wyższa instancja (jeden z przywódców jego ideologii) nie zażąda zdania rachunku z przynależności do ogólnoświatowej wspólnoty wiernych Allahowi. Nie może być bawół członkiem stada ptaków.

Dopóki liczba muzułmanów w społeczeństwach Zachodu nie przekracza pewnej górnej granicy – wydają się nie sprawiać większych kłopotów. Z chwilą, gdy zaczynają tworzyć pierwsze swoje enklawy – na interwencję... jest już za późno. Zresztą wszelkie bardziej zdecydowane próby państwowego zablokowania powstających gett – będą natychmiast oprotestowane przez dziesiątki finansowanych przez internacjonalne lobby NGO oraz przez  już istniejące w prawie poszczególnych państw UE (wprowadzane masowo po 2000 r.) przepisy antydyskryminacyjne. Pułapka została przygotowana przemyślnie i z wyprzedzeniem i w taki sam sposób należy reagować, by ją omijać.

8.

„RELIGIA” NEGATYWISTYCZNA CZYLI ZERO TREŚCI I WYCHOWANIE DO NIENAWIŚCI

Uderzającą cechą islamu jest brak własnego, pozytywnego przesłania, czyli brak istotnej treści wiary, poza a) wrogością do cywilizacji zachodniej (chrześcijańskiej), czyli do zasad religii chrześcijańskiej. Islam stworzono po to, by tysiące beduinów i fellachów  n i e   s t a ł o   s i ę   c h r z e ś c i j a n a m i  b) nakazem zwiększania przemocą ilości wiernych. Obrona przed przejęciem mas ludzkich przez chrześcijaństwo i zwalczanie chrześcijaństwa oraz nawracanie kogo się da pod groźbą śmierci – to faktyczne 3 filary islamu, a nie te w liczbie 5, które podają encyklopedie. Wielorakie rozbudowanie „teologii” islamu w późniejszych wiekach, jej rzekoma „potęga i mądrość” to robiona na siłę próba „ucywilizowania” wstydliwie prymitywnej zawartości świętej księgi. Próba w całości oparta na „metodzie Mahometa”, czyli na plagiatach i składankach wyrwanych z kontekstu i wypaczonych fragmentów z hellenistycznej tradycji (głównie neoplatonizm, arystotelizm i neopitagoreizm).

9.

RELIGIA ZAWIŚCI

(EMOCJĄ ORGANIZUJĄCĄ ISLAM JEST ZAWIŚĆ, RESENTYMENT – BEZCZESZCZENIE I POGARDA WZGLĘDEM TEGO, NA CO NAS NIE STAĆ)

Włączenie się Arabów w wysiłek poddania się cywilizowaniu było zbyt trudnym, prawie niewykonalnym przedsięwzięciem. Odrzucili wobec tego z pogardą trud wypracowywania i inkorporacji nowych, wynikających z rewolucji chrystianizmu konstrukcji myślowych, prawnych, instytucyjnych. Odrzucili przełom czasu, skok cywilizacyjny, który dokonywał się w basenie środziemnomorskim. Skazali się sami na okopanie się w fazie plemiennej, przedpaństwowej, przedprawnej, przednaukowej, przeduniwersalistycznej. Islam stał się ich zbroją przeciw konieczności rozwoju. Agresywna rezygnacja z nowoodkrytych zasad ogólnoludzkiej moralności na rzecz archaicznego prawa siły połączyła tych stepowych semitów. Islam jest skamieliną czasów przedchrześcijańskich, czasów okrutnych imperiów, czasów zwierzęcej walki o byt każdego z każdym. Jest dziełem uczynienia z niemożności i niechęci - mocy i fanatyzmu. Upraszczając maksymalnie: nie chcę i nie jestem w stanie podjąć nauki, więc ogłaszam naukę swoim największym wrogiem i poświęcam się zabijaniu nauczycieli i wysadzaniu szkół w powietrze.

Można też powiedzieć tak: „islam opiera się zasadniczo na negowaniu nie ma więc swojej własnej tożsamości. Jego racją bytu, motorem działania, jest sprzeciw i walka. Islam nie istnieje sam przez się, a tylko poprzez odniesienie do grup wyznaniowych, którym się przeciwstawia. W gruncie rzeczy sprzeciwia się on Prawdzie, którą jest Chrystus [uniwersalna moralność, prawa osoby, prawa myślenia] poprzez zaprzeczenie Jego Wcieleniu. W ten sposób konstytuuje siebie jako Anty-Prawdę, a jego ideologia może być nazwana anty-religią, antytezą chrześcijaństwa. Przeto nie można właściwie uznać islamu za „religię”. Jest on raczej usystematyzowaną opozycją, a w konsekwencji stanowi dla każdego muzułmanina – nawet jeżeli nie jest on tego świadom – system obrony przed chrześcijaństwem” [Jean Alcader]. Koran wbija w podświadomość, że wszyscy INNI to „bezbożnicy",„”obłudnicy” „ „kłamcy” i „wykolejeńcy”.

 

C Z Ę Ś Ć  II

Przychodzą do nas po pieniądze, jedzenie i dobra materialne odrzucając pełnym pogardy spojrzeniem nasze prawa, obyczaje, wierzenia, zasady moralne. A przecież te wszystkie dobra, do których ciągną jak do należnego im miodu wynikły z wieków naszej pracy i trwania przy naszych prawach, obyczajach, wierzeniach i zasadach moralnych, czyli z tego wszystkiego, czym gardzą i co imamowie nakazują im podważać i niszczyć. Jakimi słowy trzeba nazwać takie postępowanie? Przychodzą na gotowe, czyli zbierać owoce i zaraz po przyjściu podcinają korzenie drzew, których owoców nachalnie żądają. Jak się taka postawa nazywa? Może po prostu جهاد ?

 

10.

ZAWISTNY BÓG

Zawiść jest nie tylko główną osią psychiki wyznawcy islamu, jest też – na zasadzie projekcji – główną cechą Boga islamu. Allah jest kopią Jahwe. W pierwszej próbie konstrukcji religii dla Arabów Jahwe był czczony przez Arabów bezpośrednio pod zarabizowaną nazwą Ya'uq (zob. powyżej, cz.3.) i według ksiąg i obrzędów żydowskich. Judaizm ze swoim Bogiem Jahwe był tak bliski naturze i mentalności Arabów (systemowi funkcjonowania ich umysłu, ich nawykom i wymogom egzystencjalnym), że najpierw bez problemów przyjęli po prostu judaizm, później zaś Mahomet dokonał przy pomocy „doświadczonych wiekami żydowskich specjalistów teologicznych” (zob. powyżej, cz.3.)  transpozycji (uproszczenia i dostosowania) starożytnej religii nomadów (z tej samej grupy językowej) do religii beduinów i fellachów. Istotą Jahwe i Allaha jest zawiść, zazdrość o oddawanie czci i samo istnienie innych bogów. Drugim wspólnym fundamentem jest to, iż obydwaj bogowie są bogami zbrojnych, bogami wojowników, zastępów, czy jak to pisze Simone Weil, genialna żydowska myślicielka: Bogiem armii, przemocy, okrucieństwa i fanatyzmu  a  n i e   d o b r o c i . Simone Weil często praktycznie i świadomie nie rozróżnia judaizmu i islamu uznając je za tożsame co do istoty. Dokonując różnych analiz używa zwrotu „objawienie Izraela albo islam” (Pensées sans ordre concernant l'amour de Dieu). Obydwie religie są wg niej „najgorsze ze wszystkich” (Courtine-Denamy – Trois femmes), bezustannie wymuszające na swoich ubezwłasnowolnionych, fanatycznych wyznawcach największe bluźnierstwo, to znaczy okrucieństwa i mordy w imię rzekomej wiary i rzekomego Boga. I dodaje: „To  bluźnierstwo nie było znane żadnemu innemu ludowi (...) Wierzyć, że Bóg może od człowieka wymagać tak przerażających aktów okrucieństwa i niesprawiedliwości, to popełniać największy z możliwych błąd” (Lettre à un religieux). Dlatego ten „typ Boga” nazywa Bogiem fałszywym i świetnym rzutem myśli podsumowuje: „Fałszywy Bóg na zawsze uniemożliwia dostęp do Boga prawdziwego”. Ten typ „boskości” Mircea Eliade określa tak: „jego „złość” jest tak irracjonalna, że można mówić o demonizmie.” Dwie religie semickie zrodzone w Lewancie i na pustyniach Półwyspu Arabskiego mają ów rys, że ich „Bóg” zarządza potworne okrucieństwa i mordy. Według Simone Weil Izraelici i Arabowie, naród żydowski i grupa plemion semickich zamieszkująca od czasów starożytnych Półwysep Arabski – stworzyli sobie Bogów narodowych, których zwać winno się nie Bogami, lecz bałwanami, i d o l a m i .

Formuła: „Nie ma boga prócz Allaha”, stanowiąca pierwszą część odmawianej 25 razy dziennie przez każdego muzułmanina szahady, stanowi oczywiste zapożyczenie z Biblii. Owa formuła Boga nacjonalnego występuje  wiele razy w Starym Testamencie, a po raz pierwszy w Księdze Samuela: „Nikt tak święty jak Jahwe.” (I Sm 2,2). Twierdzenie, że ma to coś wspólnego z monoteizmem jest absurdalne. Eliade ujmuje to tak: „ Nie będziesz miał Bogów cudzych obok mnie” wskazuje, że nie chodzi tu o monoteizm sensu stricto. Istnienie innych Bogów nie jest zanegowane”. Jeszcze lepiej, dosadniej i bliżej faktycznych intencji autora tej formuły komentuje ów lewantyński „monoteizm” Jean Alcader: Jeśli szahada„jest właśnie tak sformułowana: nie ma boga prócz Allaha, to oznacza, że zdaniem niektórych, przeciwnie, są inni bogowie prócz Allaha - i to ich zdanie trzeba zanegować! Każde przeczenie ma bowiem sens wyłącznie w opozycji do twierdzenia. Gdyby nikt nie twierdził, że są inni bogowie prócz Allaha, jaki cel miałby islam w tym, by regularnie wypowiadać owo przeczenie i jaki byłby sens uczynienia z tego zdania zasadniczej części wyznania wiary, które jest wykrzykiwane dwadzieścia pięć razy dziennie z minaretów? Wreszcie, po cóż Allah objawiałby swemu prorokowi Mahometowi, że niema boga prócz Allaha, gdyby wszyscy tak uważali? Skoro Allah mu to objawia, to tylko po to, by wezwać go do rozprawienia się z tymi, którzy ośmielają się twierdzić: „są i inni bogowie prócz Allaha". Religioznawcy i bibliści przełomu XIX i XX w. aby uniknąć skojarzeń z monoteizmem, z ideą Boga uniwersalistycznego nazywali kulty tych okrutnych bóstw lewantyńskich (Jahwe, Allah) monolatrią (monokultem). Jeśli zaś chodzi o słowo miłosierdzie, to występuje ono dość często w Koranie i w formułach modlitewnych , jednak nie ma ono niczego wspólnego z miłosierdziem chrześcijańskim. Jest ono w islamie domeną nieprzewidywalnej, arbitralnej woli Allaha i co najważniejsze – stosuje się ono... jedynie do muzułmanów (potwierdza ten rys islamu także teologia islamska). Miłosierdzie dla niewiernych to... zbiór pusty. Klanowość miłosierdzia to reguła w religiach Bliskiego Wschodu, wspólna cecha religii semickich, owoc wielorakiego  zadłużenia się Koranu w Torze opisywanego coraz odważniej przez wielu współczesnych badaczy.

 

11.

PERMANENTNY STAN GOTOWOŚCI BOJOWEJ, INDUKOWANIE FANATYZMU

(zaczepki, nagabywania, gwałty, prowokacje i agresywne zachowania)

 

„Szahada, odmawiane 25 razy dziennie islamskie wyznanie wiary „funkcjonuje niczym ustawiczny „sygnał do boju". Pobudza wyznawcę do tego, by wyruszył na wojnę z nieprzyjaciółmi, nie zaś do wewnętrznego skupienia, aby móc w głębi swego jestestwa odkryć Boga. (...) Dla każdego muzułmanina niesienie islamu całej ludzkości przy utyciu wszelkich metod jest religijnym obowiązkiem, zapisanym w Koranie [Jean Alcader] „Nasza wojna jest w swej istocie wojną religijną, kto temu zaprzecza, kłamie. Stąd też wszyscy Arabowie i wszyscy muzułmanie muszą zewrzeć szyki: jeśli pozostają neutralni, wyrzekają się islamu.” [Jaser Arafat] Ciągłe podekscytowanie, tropienie obecności obcych symboli religijnych, agresja momentalnie wyzwalana nie tylko wobec oznak chrześcijaństwa, lecz także wobec wszelkich oznak inności, np. wobec zwykłego, przyjętego na zachodzie sposobu ubierania się kobiet – powodują niezwykłą uciążliwość dla Europejczyków nawykłych do rozdzielania sfery sacrum i świeckiej. Owa nie rozładowana agresywność często znajduje ujście w molestowaniu seksualnym i gwałtach. Wystarczy zapoznać się ze statystykami horrendalnego wzrostu ilości gwałtów w Szwecji skorelowanych ze wzrostem obecności migrantów islamskich. Krzyżyk na szyi wyzwala agresję słowem i gestem, krótka spódniczka, odsłonięte ramiona i mniej uczęszczana okolica grożą molestowaniem i gwałtem. Bezludzie nie jest wcale warunkiem agresji seksualnej, ostatnie islamskie gwałty na festiwalu rockowym w Szwecji odbywały się w gęstym tłumie... Kompletny brak panowania nad sobą, kontroli swych żądz jest efektem „religii” opresywnej, powierzchownej, rytualnej, zewnętrznej, odpersonalizowanej i zdeprawowanego „prawa” koranicznego pozwalającego „na wszystko” względem znienawidzonych innowierców. Dając upust swym nieopanowanym żądzom – wyznawcom Proroka zdaje się, że wymierzają karę, za niewyznawanie swej religii i tym się usprawiedliwiają. Religia produkująca na masową skalę tak zwichrowane psychiki wskazuje na swój wyjątkowy prymitywizm i archaiczność.

Stan ciągłej ekscytacji przedbojowej jest prostym wynikiem Koranu, którego jedyną „metafizyczną” treścią jest obrona Allaha, czyli niszczenie tych, którzy odwracają się od Allaha. Każdy moment dnia codziennego może być dla fanatycznej natury psychiki muzułmanina okazją do pokazania Allahowi, że się jest jego aktywnym obrońcą przed niewiernymi. Fanatyzm fundamentu świętej księgi jest tak silnie kodowany w wyznawcach, że w braku niewiernych wyładowują swoją podsycaną religijnie agresję i nienawiść na współbraciach w wierze, wyznawcach innej sekty islamskiej lub po prostu poddanych innego imama. Czarny, afrykański islam był i jest rozdzierany walkami plemiennymi pomiędzy samymi muzułmanami. Walczyć w obronie Allaha – choć nikt go nie atakuje przecież – jest psychicznym przymusem muzułmanina, gdyż w ten sposób zdobywa się kolejne zasługi w buchalterii wstępu do raju pełnego zmysłowych uciech. Religia nie jest tym, co w kilka wieków po jej powstaniu dosztukują do niej intelektualiści, teologowie zapożyczając (kradnąc) z głębszych tradycji „niewiernych” kultur – lecz jest tym, jakiego typu stosunkiem do ludzi innych, odmiennych skutkuje na  co dzień. Czy uczy dyscypliny wewnętrznej i czy zachęca do rozwoju – tak definiował ją Hegel. Jaki typ mentalności wytwarza i premiuje oraz czy zachęca do samopoznania i samokrytyki. Wszystko to jest nieobecne w islamie i to nie przez... przeoczenie, ale programowo. Plaga przestępstw na tle seksualnym i gwałtów w zislamizowanych krajach Zachodu nie powinna dziwić. Gwałt jest przecież tradycyjnym zachowaniem żołnierzy zwycięskiej armii na zdobytym terytorium wroga. Niech i ten aspekt „nieobyczajnych” zachowań do nas dotrze. Zwichrowana psychika łączy w sobie różne rzeczy, które dla nas wydają się nie mieć związku.

Sytuacje takie, gdy potęga futbolowa, klub Real Madryd usuwa ze swojego herbu malutki krzyż znajdujący się w koronie królewskiej na żądanie wykoncypowane zapewne przez finansujących islam szejków saudyjskich – rozzuchwalają tylko szeregowych wiernych. Owe wiernopoddańcze gesty wspierane są oczywiście przez cywilizacyjną V kolumnę, czyli polityczną poprawność (eufemizm na określenie marksizmu kulturowego). Poprawne, czyli niewolnicze media nazwały tę decyzję władz klubu uwzględnieniem „wrażliwości kulturowej” muzułmanów. „Wrażliwość”, i to w dodatku „kulturowa” – wolne żarty. Wrażliwością kulturową nazwano tu po prostu fanatyzm o natężeniu takim, iż powinien być penalizowany.

Wiele rzeczy może pełnić funkcje odmienne od tego, na jakie wyglądają. Widok z zewnątrz setek młodzieńców na kolanach w pozycji pełnej uniżenia, twarzą do ziemi wygląda na godną podziwu pobożność. Jednak meczet to nie miejsce skupienia się, krytycznej refleksji nad sobą. Nazwa meczet oznacza dosłownie „miejsce bicia pokłonów”. A wg Jeana Alcadera (który mając pochodzenie arabskie poznał islam z autopsji) „muzułmanin śpieszący do meczetu nie udaje się w „miejsce modlitwy" (...) do której, jak się podkreśla, „każdy mu- zułmanin ma prawo lecz w „miejsce bicia pokłonów" – w miejsce bezwarunkowego poddania się Allahowi i słuchania jego rozkazów, czyli, koniec końców, w „miejsce„meldowania się„na„rozkaz„bojowy”. „Jest niczym rezerwista armii Allaha: rezerwista dżihadu. Każdy rezerwista wie, że może zostać zmobilizowany, lecz dopóki nie jest, nie pełni żadnej czynnej służby w wojsku. Nie nosi też żadnych dystynkcji wyróżniających go na tle pozostałych obywateli. Żyjąc na co dzień wśród nich, pozostaje niezauważony. Tak więc „armia Allaha" pozostaje niewidoczna - a przecież jest obecna i w każdej chwili gotowa do działania!” [Jean Alcader]. Wystarczy tylko, żeby Allah wydał rozkaz, czyli żeby popłynął sygnał z Uniwersytetu El-Azhar w Kairze albo z jakiegoś innego islamskiego ośrodka władzy. I-phony już mają...  

12.

 

NIE MA ISLAMU POKOJOWEGO ODDZIELONEGO OD MARGINALNEGO ISLAMSKIEGO TERRORYZMU – ISLAM JEST JEDEN, KORANICZNY

Pleonazm, to powtórzenie w wyrazie określającym informacji już zawartej w wyrazie określanym (np. „masło maślane”). Metodą parasola ochronnego rozpiętego przez możnych tego świata nad islamem i Koranem jest pleonazm i marginalizowanie istoty islamu.

Tysiące audycji i dyskutantów manipuluje naszą świadomością w celu jej uśpienia. Za narzędzie służą słowa. Nie oponując, nie protestując przeciwko fałszowi a następnie przyjmując sfałszowane pojęcia za dobrą monetę i powtarzając je, wprowadzając w użycie – sami się ubezwłasnowolniamy i indukujemy groźną ignorancją. Oto lista owych sfałszowanych monet, które nieświadomie wprowadzamy do obiegu, pojęć, które wpuszczając do swoich mózgów pozbawiamy się świadomości potrzeby obrony, świadomości trwania wojny oraz poprzez przyjęcie fałszywej wiedzy o przeciwniku – osłabiamy prawie do zera swoje zdolności obronne:

Islamski dżihad, islamski terroryzm, islamski ekstremizm, islamski integryzm, islamski fudamentalizm – to owe „masła maślane” mające wbić nam w podświadomość, że... istota islamu, to jego peryferie, marginalna grupka, małe niedopatrzenie, nieznaczące wypaczenie kłócące się z Koranem i z przesłaniem Proroka (przypomina to, jako żywo, znajome hasło „socjalizm tak – wypaczenia nie”). Nie dajmy się zwieść i zmanipulować. Koran i islam to ekstremizm. Koran i islam to fudamentalizm. Koran i islam to święta wojna. Ekstremiści po prostu czytają dokładniej Koran i lepiej realizują nakazy wiary. Każdy zwykły muzułmanin, jeśli go douczą, dokształcą – nie będzie miał wyjścia, stanie się ekstremistą. Bo ta ideologia jest ekstremalna. A obawiać się o to, czy ktoś dokształci tych nie do końca posłusznych Koranowi wiernych – nie musimy. Wciąż nowe meczety i wciąż nowi imamowie w nich już o to zadbają. O powrót do źródeł. Źródeł krwi.... Kilkanaście wieków – od swego zarania do tego dnia – islam żywi się ludobójstwem i nienawiścią. Marginalną grupką to są mistycy islamscy sufizmu, prześladowani przez współbraci za oddalenie się od Koranu. Ich to właśnie przedstawia się jako przedstawicieli istoty islamu. Nic bardziej mylnego. Oni próbowali jakoś tam ucywilizować islam i spotkały ich za to fatwy (klątwy).

Sfera medialna sterowana przez lobby zachodnie uległe lobby saudyjskiemu z powodu wspólnych interesów odwraca wiedzę o islamie o 180 stopni, tworzy mity i fantazje, które słysząc zwykli muzułmanie z trudem skrywaliby śmiech. Nie bądźmy śmieszni. Sięgnijmy sami po Koran. Pozbądźmy się złudzeń. Uciekanie się do przemocy i zastraszania jest w islamie „normą”. „Dżihad nie jest dla islamu czymś w rodzaju szpetnej narośli, lecz samą jego istotą. Dżihad, to nie jakaś fakultatywna albo doraźna walka z nieprzyjaciółmi, lecz permanentny stan walki z „niewiernymi" (...) gotowość, żeby przejść do czynu, gdy tylko pozwolą na to okoliczności. Właśnie ten permanentny stan wojny nosi w islamie nazwę „dżihad"! [Jean Alcader]. Dżihad to racja bytu islamu, jego fundament. Bez dżihadu ta religia nie byłaby islamem. Islam to dynamika nieprzerwanej konfrontacji wmontowywana w psychikę. Daje to nieporównywalną z żadnym innym wyznaniem mentalność, którą wyczuwamy od razu nawet mijając muzułmanów na ulicy, kiedy odbieramy ich nachalne i napastliwe spojrzenia. Każda ideologia („religia”) kształtuje, formatuje zachowania swych wyznawców aż do najdrobniejszych, codziennych reakcji, sposobów reakcji, schematów myślowych, marzeń, pragnień. Kierunek w którym formatuje mózgi wiernych islam to konfrontacja, walka, wojna, zaczepność, agresywność, ekspansja, anektowanie tego, co cudze, poczucie siły płynące z masy, z grupy oraz tendencja do lekceważenia wszelkich praw, poza prawami swojej Księgi i dążenie do narzucenia ich przemocą całemu światu. I wtedy, a nie wcześniej, islam stanie się religią pokoju, bo nie będzie już... z kim walczyć, gdyż wszyscy zostaną pokonani. No, chyba że... zaczną się podziały wewnętrzne, wtedy walka rozgorzej o to, kto jest prawowiernym, a kto odstępcą. W świecie i mózgu opętanym wojną nie ma chwili spokoju. W tym archaicznym, darwinowskim świecie niewiernym, a więc wrogiem jest każdy, kto ma inne zdanie. „Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi, a kiedy ich całkiem pokonacie, mocno zaciśnijcie na nich pęta” (S.47,4). Zaiste, najbardziej wzniosła nauka, którą odkrył człowiek. Obecna we wszystkich więzieniach i gangach świata. Składajmy się jako podatnicy, by wybudować szkoły i meczety, żeby mogła być nauczana każdego dnia w naszych niewiernych krajach od rana do wieczora... Tak nam dopomóż nasz z lubością kamienujący „Bóg”. To nie „Bóg terrorystów”, to „Bóg” terrorysta... Chrześcijanie powiedzieli: Mesjasz jest synem Boga. Niech Bóg ich unicestwi: nie ma boga prócz Allaha. (S. 9, 30).

USYPIANIE SPOŁECZEŃSTW – czynienie z islamu religii pokoju, religii zdolnej do pokojowej egzystencji, religii, dla której bezwzględny ekspansjonizm połączony z eksterminacją są tylko radykalnym, ekstremistycznym marginesem pochodzącym z błędnej interpretacji Koranu – to usypianie przyszłych ofiar. Nie ważne, czy świadome, czy nie. Ważne, że z tego snu wielu nie obudzi się żywymi. Nie wierzmy, że celem muzułmanów świata jest islamski pokój. Islamski spokój – tak, ale dla nich, po zapanowaniu nad wszystkimi. Dla nas to martwa cisza.

 

13.

TERRORYZM TO PEŁNE ODCZYTANIE PODSTAWOWYCH KSIĄG ISLAMU

„W ten, czy inny sposób imamowie są przywódcami terroryzmu” [O.Fallaci]. Rozpanoszenie się plagi mordów politycznych zawdzięcza świat także islamowi. Od XI doXIII w. dysydencki ruch haszaszin (asasynów) siał postrach na całym Środkowym Wschodzie. Właśnie od niego pochodzi francuskie assassin oznaczające „morderca”. Stanowili odłam szyizmu, ich siepacze dokonywali mordów na przywódcach politycznych i terroryzowali ludność. Ich spadkobiercy to Islamska Republika Iranu i libańscy hezbollahowie. Terroryzm ISIS to nie nowość ani wyjątek, to po prostu bardziej skrupulatna lektura Koranu, to powrót do źródeł. Do zatrutych źródeł.

„Niektórzy przestawiciele Zachodu twierdzą, że Zachód nie ma problemu z islamem, a jedynie z agresywnymi i fanatycznymi islamistami. Otóż 14 wieków historii islamu pokazuje coś zupełnie odwrotnego” [S.Huntington]. Nie ma tolerancyjnego islamu i terrorystycznego islamizmu. Dlaczego? Ponieważ – jak logicznie wskazuje Anne-Marie Delcambre – w islamie nie ma podziału na władzę doczesną i duchową. Tylko od stopnia „sięgnięcia do źródeł” danego imama (lub ich sfabrykowania, jak robił Chomeini „odnajdując” co rusz „nowe hadisy” poszerzające przekaz Mahometa) zależy w którym momencie i na jakim terenie islam nabierze krwistych (czy raczej krwawych) rumieńców stając się islamizmem. Terroryzm nie jest chorobą islamu. Jest on  p e ł n i ą  islamu. Jest on dosłownym i pełnym odczytaniem jego podstawowych ksiąg [Anne-Marie Delcambre]. Mówienie o „umiarkowanym islamie" jest zatem pozbawione sensu. Islam jest jeden: ekstremistyczny i fanatyczny! Potwierdza to tunezyjski wykładowca, Abdelmadżid Szarfi, który zdobył się na odwagę, żeby na łamach tunezyjskiego czasopisma publicznie skrytykować tę agresywną naturę islamu: Kto„twierdzi,„że w samym islamie nie ma usprawiedliwienia przemocy, powinien wiedzieć, że tym samym atakuje frontalnie główny nurt wykładni ksiąg założycielskich. Wszystkie okrucieństwa popełniane w Afganistanie, w Egipcie, w Algierii czy Sudanie, wszystkie ludobójstwa chrześcijan stanowią logiczną konsekwencję podstawowych zasad zawartych w Koranie, w haditach, w sunnie i w Szariacie [Jean Alcader].

Dlatego niektórzy nazywają ten system „faszyzmem”. „Islamistyczny faszyzm tkwi swoimi korzeniami w samej podstawie islamskiej ortodoksji, niezmiennej od XI w. i której się naucza na wielkich uniwersytetach muzułmańskich całego świata (...) Koran i hadisy, które są źródłem szariatu otwarcie głoszą ideę świętej wojny (dżihadu)” [Alexandre Del Valle].

 

Nie może być dwóch islamów, dobrego i złego, bo nie ma dwóch Koranów. Jest tylko jeden Koran – nienawistny, pełen nienawiści i uczący nienawiści, bezlitosny, nie znający pojęcia „tolerancja”. Tolerancyjni mogą być niektórzy muzułmanie, lecz nie islamska ideologia. Fanatyczny muzułmanin, to ten, który dobrze zinterpretował Koran. Muzułmanin tolerancyjny, to ten, który nie jest uważnym czytelnikiem Koranu. Prędzej czy później, sam lub przy pomocy wskazówek lepszych badaczy Pisma może dojść do... właściwego rozumienia swego ziemskiego powołania, którym jest zabijanie niewiernych, czyli przestępców, gorszych od zwierząt. „Ci,„którzy„odrzucają„Allaha,„są„gorsi od zwierząt", (S. 8, 55); „Są to przestępcy” (S.6,147). „Zabijajcie ludzi Księgi [chrześcijan], gdyż są bezbożni i nie wierzą w Allaha.” (S. 9, 29) „Ludzie Księgi, którzy są niewierni – do piekła; oby pozostali w nim na wieki! Oni są najgorsi ze stworzeń.” (S. 98, 6). „O wy, którzy wierzycie, zwalczajcie niewiernych, którzy są blisko was; niechaj odnajdą w was twardość.” (S. 9, 123). Ewenementem wśród świętych ksiąg ludzkości jest chełpienie się tysiącami zamordowanych, sycenie się tym, że zabijani krzyczeli, ale to im też nie pomogło – bo niewolnicy Allaha są... twardzi (co należy rozumieć, że nie znają litości w swych okrucieństwach. „Ci, którzy nie chcą wierzyć [w Allaha] są bezbożnikami; ileż wybiliśmy przed nimi pokoleń niewiernych, którzy krzyczeli, gdy nie było już dla nich ratunku.” (S. 38, 2). Trzeba być nie lada sprzedawczykiem lub osobą dysfunkcyjną intelektualnie, żeby nazywać tak potworny twór ideologiczny „religią tolerancji”, „religią zdolną do integracji”. Żeby w ogóle nazywać go religią... Włoscy mafiozi też uważają się za religijnych.

Wyznawcy islamu sprawiają wrażenie tolerancyjnych, gdy są w małej liczbie lub w nielicznych, chlubnych wypadkach, gdy odkrywają horrendum swej religii i zmieniają wiarę. „Nie łudźmy się jednak, u muzułmanów nie ma zasady tolerancji: jest to tylko metoda, koniunkturalny zabieg, chytra taktyka (takija). To raczej nietolerancja jest tam dogmatem, a święta wojna – obowiązkiem. Muzułmanin jest toleranycjny wyłącznie wówczas, gdy zmuszają go do tego okoliczności” [Maurice Landrieux]. Muzułmanin jest nieasymilowalny [M. Tremolet de Villers].

 

14.

KŁAMSTWO MEDIÓW, ENCYKLOPEDII I UNIWERSYTETÓW czyli TERROR POPRAWNOŚCI POLITYCZNEJ ZA POMOCĄ POJĘCIA-STRASZAKA „ISLAMOFOB” (KSENOFOB, ZŁY CHRZEŚCIJANIN)

Żyjemy w osobliwych czasach. Czasach, gdy przemoc przyjmowania do państw przedstawicieli pseudoreligijnej ideologii przemocy uzasadnia się za pomocą przemocy. Przemocy semantycznej, leksykalnej. Jesteśmy tresowani dyktaturą intelektualną wymyślonej  Bóg wie przez kogo i Bóg wie jakim prawem stosowaną, prawem kaduka zapewne, ideologią nazywania ognia wodą i wywracania wszystkiego na opak czyli tzw. poprawnością polityczną. Najkrócej to ujmując polityczna poprawność polega na tym, żeby nie krzyczeć, kiedy ktoś przeprowadza najpierw eksterminację naszych wartości, potem eksterminację nas samych. Nie widzieć, nie rozpoznawać i nie krzyczeć. Zastygnąć z rozdziawioną gębą, jak Andrzej z reklamy Lotto, który już wie, że może wygrać milion. Obudźmy się, bo miliony faktycznie wchodzą tu w grę, a nie miliony dla nas. Nie dajmy się tym profesjonalnym anestezjologom, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że chcą przeprowadzić na nas operację po której mamy co najmniej przestać być sobą a może i zniknąć w ogóle. W każdym razie mamy przestać stać im na drodze. A miliony? Dostaniemy je. Miliony żołnierzy niewidocznej armii służącej „bogu nienawiści do nas”.

Polityczna poprawność szczególnie podatny grunt znajduje na uniwersytetach. Młodzi ludzie w swej uwarunkowanej wiekiem naiwności są wyjątkowo podatni na piorące mózgi wszelakie pacyfistyczne ideologie będące zmiękczaniem przyszłej tkanki społecznej, by łatwiej poddawała się eksperymentom budowy „nowego człowieka” i „nowego, otwartego społeczeństwa”. Środkiem rozpowszechniania mylnego mniemania o rzeczach stają się podręczniki, encyklopedie, słowniki oraz wyznający polit-pop wykładowcy. Równie znaczącą rolę w kastracji umysłów z umiejętności rozpoznawania dobra i zła, prawdy i fałszu – pełnią media. Sugestywne, lecz kompletnie fałszywe zbitki pojęciowe w rodzaju „marginalny, islamski ekstremizm” zamknąć nam mają oczy na istotę ideologii islamu i na nieuniknione skutki islamizacji. Operacja wycięcia (eksterminacji) z Europy jej wartości i chrześcijaństwa odbywać ma się w stanie narkozy. Pacjent ma się obudzić dopiero wtedy, gdy chirurdzy będą już umywać ręce. Telewizje mają nadawać niekończące się dyskusje, czy islam jest religią pokoju, jaki procent tolerancyjnego islamu stanowi ekstremizm. Dyskusje nieozstrzygane, bo nie o rozstrzygnięcia tu chodzi, lecz o grę na czas, na zwłokę. W czasie gdy oglądamy taki program – kolejne dziesiątki tysięcy żołnierzy niewidocznej armii islamskiej zdobywa nowe przyczółki na ciele bezwolnej Europy. Kolejne tysiące chrześcijan w różnych punktach kuli ziemskiej ginie w męczarniach z rąk tejże samej „armii zbawienia”.  W zbożnym dziele narkozy biorą udział prawie wszystkie encyklopedie podające nam „obiektywne” informacje (obiektywizm nadzoruje, oczywiście, orwellowskie Ministerstwo Prawdy, czyli po prostu polityczna poprawność). Islam określany jest tam, jako „religia” (pierwsze kłamstwo, niezgodne choćby z definicją religii jaką podaje Hegel). Religia mające swoje korzenie w... chrześcijaństwie. Drugie kłamstwo. Tutaj wznosimy się już na wyższy poziom manipulacji. Powiedzieć, że islam ma korzenie w chrześcijaństwie, to jak powiedzieć, że gangsterzy mają korzenie w... policji. Twierdzić, że islam jest religią czerpiącą z chrześcijaństwa, czego dowodem jest, że w Koranie występuje wiele postaci i pojęć (np. raj, piekło etc.) wspólnych z Ewangeliami, to jak twierdzić, że przestępcy przebrani w mundury policyjne zyskują prerogatywy służby i władzy przez samą tę maskaradę. Niewiarygodne a z drugiej strony infantylne fałszerstwo. A my się mu poddajemy. Wszechobecny fałsz polit-pop wchodzi w nas jak w masło. Nikt nie sprawdza, nikt nie weryfikuje, a Koran przecież łatwiej kupić niż rower. Jest powszechnie dostępny. Skąd więc ten marazm, ta podatność na hipnozę? Polityczna poprawność to pranie mózgu i hipnoza przez zastraszanie. My, dumni i kreatywni Europejczycy daliśmy się zastraszyć i podejść jak dzieci. Wystarczy wrzask jakiegoś ignoranta lub sprzedawczyka „Islamofob, antysemita, ksenofob, rasista!” – a kładziemy uszy po sobie i zmykamy do nory. Gorszące i pełne hańby widowisko.

Mało tego, sami najeźdźcy, nachodźcy w mig nauczyli się używać pałki polit-pop zachęceni sukcesami ich sponsorów i promotorów, czyli kulturowych marksistów. Gdy ktoś zobaczy na ulicy Araba zaczepiającego kobiety i postanowi zwrócić mu uwagę, to usłyszy w odpowiedzi krzyk: „Rasista!”i najczęściej wycofa się, modląc się w duchu, by apostoł islamu nie zadzwonił na policję. Jest to świat paranoidalny. Islamofobią określają władcy tego świata nawet informowane ludzi, że sprawcy zbiorowego gwałtu to Arabowie wyznający islam. Lepsze już było w Europie... Teraz mamy obłęd w który komuś daliśmy się wpędzić.

Fałszowane lub nieupubliczniane są nawet statystyki dotyczące procentowego udziału islamu wśród wierzeń religijnych, statystyki ilości migrantów z krajów arabskich (np. Francja trzykrotnie zaniża dane, zamiast 15 mln, podaje 5 mln) a zwłaszcza statystyki ilości przestępstw przez nich popełnianych.

Dane pochodzące z ostatniego spisu ludności – pisał Jean Alcader w 2005 r. - dały więc naszym mediom pretekst, by twierdzić, że we Francji liczba muzułmanów nie przekracza 4-5 mln - i wiele mediów chętnie z niego skorzystało. A przecież te dane mówią wyłącznie o obcokrajowcach, którzy nie uzyskali jeszcze obywatelstwa! Tym sposobem media uczestniczą w podtrzymywaniu iluzji, że islam nie ma większego politycznego znaczenia i nie jest z nim związane żadne istotne zagrożenie, ani z punktu widzenia reguł demokracji, ani dla bezpieczeństwa państwa (...) liczba muzułmanów mieszkających w naszym kraju wynosi co najmniej 12 mln, a to oznacza już realne zagrożenie (społeczne, polityczne – i nie tylko) dla przyszłości Francji i Francuzów!

Do czego potrzebny jest monstrualny fałsz i policja myśli w podawaniu infromacji o prawdziwej naturze islamu? Do kontynowania rozpoczętej w latach 50. operacji pod nazwą „islamizacja Europy”. Puszczenie na żywioł informowania o celach i istocie islamu spowodowałoby masowy sprzeciw społeczeństw wobec tej bezprecedensowej „przemocy cywilizacyjno-kulturowej i zahamowałoby tę operację. Drugą składową wspierania procesu islamizacji są - oprócz potępienia odsłaniania prawdy o islamie - objęte niepisanym zakazem cenzorskim wszelkie relacje o codziennych mordach religijnych i okrucieństwach, których obiektem są chrześcijanie na kilku kontynentach. „Usiłuje się przed nami ukryć genezę islamu oraz jego podstawowe założenia, dzięki czemu społeczeństwo nie domyśla się i nie przeczuwa jakichkolwiek zagrożeń z jego strony” [Jean Alcader].

Prawdziwy cel politycznej poprawności to przemyślny paraliż zdolności obronnych cywilizacji zachodniej oraz paraliż ośrodków reakcji na przemyślną operację „Islamizacja”. 

 

15. OPERACJA ISLAMIZACJA

Zainstalowanie tak ogromnej liczby „żołnierzy Allaha” w murach francuskich  (europejskich) miast to skomplikowana a tym samym niezwykle kosztowna operacja logistyczna. Takie rzeczy nie dzieją się same – to po pierwsze. Po drugie zaś – kosztują krocie. Trafnie zauważa J.Alcader: „Zaiste, nie jest to możliwe bez aktywnego wsparcia ze strony państwa . A proszę przez chwilę pomyśleć, ile trzeba było wydatkować sił i środków, by zainstalować islam w murach naszych miast! W tej sytuacji nie powinien nikogo dziwić tak ogromny deficyt ubezpieczeń społecznych: bo proszę sobie tylko wyobrazić tę liczbę urzędów i tę armię pracowników socjalnych, którzy służą „sprawie Allaha".

Oprócz środków wewnętrznych operacja islamizacji jest obficie finansowana (jako swego rodzaju inwestycja długoterminowa obliczona na zyski z dekulturacji Europy) ze środków zewnętrznych lobby finansowych, korporacyjnych oraz politycznych („ściągnięty” islamista i poczęstowany socjalem oraz względną bezkarnością staje się dozgonnie wdzięcznym elektoratem czerwonych, różowych i zielonych). Trzeci typ wkładu finansowego w operację inwazja islamu (mogącą być nazwaną: kasetowa bomba kulturowa), to oczywiście wkład potentatów religii nienawiści, czyli Saudów. To im zawdzięcza Europa tysiące koszar zwieńczonych minaretami i ośrodków propagandy wojennej przeciwko sobie.

 

Kraje europejskie otwierają na oścież drzwi przed islamem. To właśnie europejskie rządy odpowiadają w głównej mierze za masowy napływ muzułmanów z Afryki i Azji na nasz kontynent, przy czym używa się w tym celu całego wachlarza argumentów: od   

 

  1. zapotrzebowania„na„siłę„roboczą, poprzez „
  2. otwartość„na„odmienne„kultury, aż po „
  3. potrzebę„solidarności„z„biednymi.

 

Wszystkie 3 argumenty są klasyczną strategią najeźdźczą stosowaną w hybrydowych wojnach kulturowych i wzorowaną na Sztuce wojny Sun-Tsy. Pierwszy argument jest mrzonką, nie sprawdza się (częściowo sprawdził się tylko w pewnym zakresie w Niemczech względem Turków; jednak ideologiczność zalania państwa niemieckiego Turkami widać już na pierwszy rzut oka, bo przecież Turcy mogliby być zastąpieni każdą inną chrześcijańską nacją, a chętnych wtedy nie brakowało). Drugi jest nonsensem, trzeci – cynizmem najczystszej wody obliczonym na szantażowanie sumienia chrześcijan przez ludzi, dla których chrześcijaństwo i spójność narodowo-kulturowa są pierwsze w kolejce do likwidacji, gdyż stają w poprzek ich planom, ich stylowi życia i ich planowanym interesom.

Interes polityczny, o którym wspominałem wyżej ma swoje drugie dno. Tu chodzi już nie tylko o sprowadzenie sobie wiernego elektoratu. Najlepiej ujmuje to Alcader: „Owa islamizacja może być jedynie na rękę kilku światowym liderom, którzy wiedzą, że wyznawcy islamu dają się łatwo manipulować. Bo dużo łatwiej jest rządzić ludem, który można trzymać w karbach przy pomocy paru „boskich objawień", niż ludźmi świadomymi i potrafiącymi czynić dobry użytek ze swojej inteligencji. Czemu tak rzadko spotyka się Afrykańczyków z krajów, w których większość stanowią chrześcijanie, tj. z Ruandy, z Zairu czy z Wybrzeża Kości Słoniowej?” Jak widać, to co wydaje się być spontanicznym procesem jest perfekcyjnie wyliczoną rachubą, optymalnie zaplanowanym i przeprowadzanym przedsięwzięciem długoterminowym. Tylko naiwność może wierzyć, że  tak zsynchroniozowana i optymalnie zamierzona wieloelementowa operacja  spada na cywilizacje, kultury i państwa niczym wiosenny deszcz.

 

16.

SYSTEMOWE UBÓSTWO czyli IMMANENTNA BEZPŁODNOŚĆ CYWILIZACYJNA PRZYCZYNĄ EKSPANSJI NA EUROPĘ

Co mają Europejczycy do zaoferowania tym milionom pobożnych muzułmanów wierzących przykładnie we wszechmądrego Boga, który zapowiedział im obsypanie ich dobrami? Dlaczego ich Bóg nie dał im sił i łask, by sami zbudowali sobie porządek, wolność od bratobójczych walk i jako taki dobrobyt? Dlaczego – niewdzięczny za to, że go ciągle bronią przed „zwierzęcymi” chrześcijanami – nie wysłuchał ich codziennych modlitw? Tylko wysyła ich w długą i niebezpieczną drogę do świata „przestępców i obłudników”? Dziwne, nieprawdaż? Co się kryje za tą kolejną zagadką, która być może nie jest tak trudna, jak się wydaje. Czy tylko niewdzięczność lub niedyspozycja Boga? Czy może coś innego. A może nieuważnie słuchamy imamów,  czytamy Koran „po łebkach” – o ile w ogóle go czytamy?  Może wcale nie czują się zawiedzeni? Może ich Bóg obiecał im właśnie to, co od samego początku skwapliwie realizują, czyli... długie wyprawy po cudze dobra, dobra wypracowane przez innych? Wyprawy zbrojne. Zbrojne w ostre narzędzia i ostrą nienawiść. Przecież może tak być.

Guy Hennebelle  zapytuje: „Dlaczego islamowi nie udaje się, pomimo ogromnych złoż ropy naftowej i innych [bogactw] wyrwać z zacofania? Odkręcacie kota ogonem, Wskazując na wielkiego Szatana i na małych Szatanow - będących jakoby przyczyną waszej niedoli!

Jak to się dzieje ,że pozbawiona wszelkich surowcow. Japonia dochrapała się pozycji drugiej potęgi gospodarczej świata, podczas gdy Muzułmańskim krajom arabskim i afrykańskim, siedzącym na czarnym złocie, nie udaje się ruszyć z miejsca?” Poprawność polityczna nigdy nie odpowie na te pytania. Nie odpowie, bo musiałaby zrobić jedną z trzech rzeczy, albo wszystkie naraz: 1. stwierdzić, że przyczyną są islam i Koran 2. stwierdzić, że przyczyną systemowego niefunkcjonowania, niereformowalnej bezpłodności cywilizacyjnej jest ich totalitaryzm i musiałaby zakazać ich rozpowszechniania 3. albo musiałaby przyjąć wyjaśnienia skłaniające się... w kierunku rasizmu.

 

Świat mainstreamowy, czyli oficjalny nie jest zdolny nawet zadać najbardziej oczywistego pytania: „Dlaczego cały miliard muzułmanów, który zamieszkuje kulę ziemską, jest rządzony przez autorytarne reżymy?” – a co dopiero mówić o bardziej złożonych i odważnych konstatacjach. Wszyscy widzą, że program tej cywilizacji jest impotentny, nie zdolny do wykształcenia własnego potencjału technicznego, technologicznego i kulturowego, lecz tylko nieliczni odważają się ubrać to w słowa i – jak pisarz algierski Kateb Yacine – powiedzieć, że „minarety są to rakiety, które nigdy nie wystartują”. Taka jest naga, politycznie niepoprawna prawda, im bardziej prawdziwa, tym bardziej skrywana. Skrywanie tej prawdy o bezpłodności totalitarnych reżimów jest na rękę ich samonamaszczonym (czytaj: powołanym przez Allaha) władcom. Należy dodać – pisze Alcader - że dla władców panujących w krajach islamskich bieda nękająca tamtejszą ludność niekoniecznie jest czymś złym! Co więcej, zależy im na tym, by się utrzymywała - mają w tym bowiem swój interes: tania siła robocza jest wszak rzeczą nader pożądaną dla tych szejków i sułtanów, którzy lubią odłoży „trochę grosza" na swoich kontach bankowych, najlepiej w Szwajcarii... Bo jak inaczej wytłumaczy fakt, że tak bogate w surowce mineralne kraje, których zyski z eksploatacji złóż ropy naftowej idą w miliardy dolarów, są zamieszkiwane przez biedaków i nędzarzy?” Odbierając, przyjmując do siebie, do Europy kolejne dzieci „patologicznej rodziny reżimów islamu” przyczyniamy się do dalszego rozrostu patologii, sankcjonujemy totalitaryzm w imię robienia z nim interesów. „W tych krajach uciskanych przez despotyczne reżymy życie codzienne jest tak pełne udręk, że tubylcy, gdy tylko nadarzy się okazja, nie wahają się ani chwili, by stamtąd uciec. To nie przypadek, że na Zachodzie mamy do czynienia w szczególności z napływem obywateli krajów arabskich, z czego 90%, to muzułmanie! Skoro islam jest dla nich „wszystkim" (jak deklarują), skoro jest tak wspaniały, to dlaczego chcą by jak najdalej od islamskich reżymów, masowo emigrując, i dlaczego ludzi „Zachodu nie ciągnie jakoś do osiedlania się w krajach muzułmańskich? A czy będąc kiedyś w kraju arabskim nie zauważyliście, jak tamtejsza ludność uwija się wokół was, licząc na napiwek lub żebrząc o kontakt w celu ułatwienia im wyjazdu na Zachod?” [Jean Alcader].

 

W krajach muzułmańskich 1/3 ludności to analfabeci (80% kobiet). Alcader dodaje: Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego żaden kraj muzułmański (podkreślam: żaden) nie produkuje samochodów ani samolotów i dlaczego większość z nich nie rozwija jakiegokolwiek sektora związanego z nowoczesnymi technologiami?. Oriana Fallaci rozwija te myśli: „Ta gora [jaką jest islam] przez ostatnie czternaście wiekow ani drgnęła! Nie wyrwała się ze swojej drętwoty; nie otwiera się na zdobycze cywilizacji; nie chce nic słyszeć o wolności, sprawiedliwości, demokracji i postępie. Gora ta, pomimo skandalicznego bogactwa jej krolow (videArabia Saudyjska), wciąż wegetuje w nędzy, tkwi w obskurantyzmie (...) i w analfabetyzmie tak iż do większości muzułmanow informacje docierają jedynie w formie rysunkow satyrycznych I kłamstw mollahow. Wreszcie ta gora, spoglądająca na nas zazdrośnie, w skrytości ducha Urzeczona naszym sposobem życia, obarcza nas odpowiedzialnością za swoje własne ubostwo materialne i intelektualne, za swe zacofanie i degradację.”  „Społeczeństwa żyjące zgodnie z wymogami Islamu znajdują się w opłakanym stanie. (...). Z badań Przeprowadzonych w ostatnich latach na zlecenie instytucji międzynarodowych wyłania się bardzo ujemny bilans: analfabetyzm, ubóstwo kulturalne i ekonomiczne, masowe bezrobocie wśród młodzieży, system monopartyjny, nieprzestrzeganie praw człowieka, ubezwłasnowolnienie kobiet, ograniczanie swobód obywatelskich, cenzura itp.” [Annie Laurent]. Islam żyje przemocą. Dlaczego? Bo jest impotentną propozycją cywilizacyjną. Przemoc wynika z niemocy.

 

17. WOJNA

Mamy tu do czynienia ze swego rodzaju patologiczną symbiozą kilku środowisk: proimigranckich partii politycznych, środowisk finansjery, totalitarnych nuworyszy z kręgu władz islamskich oraz samych migrantów, którzy wolą wizję socjalu, lub izolujących się gett wyjętych spod prawa niż życie w swoich krajach i niż pracowita droga edukacji podstawowej i zawodowej. Nikt tu nie może mieć czystego sumienia, ale za to wszyscy są tu zadowoleni i pieką swoje pieczenie kosztem normalnych Europejczyków, ich spokoju i życia oraz kosztem tysięcy mordowanych chrześcijan o losie których panuje zmowa milczenia., gdyż nic nie można na nich zarobić. Jest to układ chory od początku do końca. „Jeśli spojrzymy na sytuację w Afryce, a zwłaszcza w Sudanie i w Nigerii, gdzie chrześcijanie stanowią mniej więcej połowę ludności, okaże się, że z powodu prześladowań przez muzułamanów zostało tam zgładzonych przez jedną dekadę kilka milionów chrześcijan: prawie tyle, co podczas II Wojny Światowej! Tymczasem świat i główne media milczą... Właśnie w cieniu tej przedziwnej zmowy, za którą kryją się brudne interesy i zwykłe tchórzostwo” [Jean Alcader]. Tymczasem „w Afryce na miejscu zamilczanych ludobójstw na chrześcijanach dokonywanych przez objętych parasolem ochronnym wyznawców islamu, tylko w ostatnich latach wyrosły tysiące meczetów, których budowa została sfinansowana niemal wyłącznie przez Arabię Saudyjską.” Zauważalny jest pewien schemat postępowania demiurgów: „Zrazu wielcy tego świata przyglądają się jakby z niemym zdumieniem albo „niedowierzaniem" masakrze chrześcijan (np. tych z Iraku, których zabijają muzułmanie rozjuszeni atakiem zachodniej koalicji na ich kraj). Z tego „letargu" budzą się wtedy, gdy z lokalnej społeczności chrześcijan pozostały już tylko jakieś niedobitki, i dopiero wówczas „wkraczają zdecydowanie", aby tę garstkę ochraniać.” [Jean Alcader] Ten sam schemat dał się zaobserwować w ostatnich latach w Syrii. Wzbogacony o wariant podklejania czarnych, islamskich migrantów ekonomicznych (98%) do imigrujących chrześcijańskich „niedobitków z Syrii” (2%) (do których „nagle”, po fakcie, po rzezi poczuli litość wielcy tego świata).

 

Powstały układ jest to układ nieludzki w swej perfidii, zakłamaniu i żywieniu się na nieszczęściu innych. Jest to swego rodzaju kolonializm nowej generacji (skryty pod płaszczykiem niby-humanitaryzmu i oparty na permanentnej islamizacji) zapoczątkowany we Francji w latach 50., przetestowany tam i w Niemczech od lat 70., po czym wdrażany w Skandynawii, krajach Beneluksu, Wlk. Brytanii itd. z kulminacją w roku 2015. Likwidacja chrześcijaństwa, będąca jednym z celów tego układu przebiega równolegle w Europie, Afryce i Azji. Jest to plan iście diabelski. My w tym planie mamy być niewolnikami trochę wyższej rangi, skazanymi na okładanie się maczugami z kolorowymi roszczeniowcami na ulicach naszych niszczonych, zapuszczanych i prymitywniejących miast. Nadszedł czas by o tym wszystkim mówić otwarcie, po to, by część krajów Europy przechowała i ocaliła kod dumnego, kreatywnego Zachodu i stała się zaczątkiem odrodzenia chrześcijaństwa.

 

Z różnych stron (m.in.papież Franciszek) rozlegają się głosy, że III wojna światowa już trwa. Niestety, są to wypowiedzi tak chaotyczne i nieprzemyślane, że więcej zaciemniają, niż rozjaśniają. Nikt nie mówi jasno wojna kogo i z kim to jest – jeśli jest. Wskazuje się odrębne ogniska lokalnych działań wojennych prowadzonych przez siły i państwa nie mające z sobą niczego wspólnego. A prawie nikt nie mówi o faktycznym zagrożeniu i otwarciu teatru wojennego pomiędzy cywilizacjami. Jeśli mamy mówić o wojnie na skalę ponadnarodową, to tylko o tej, cywilizacyjnej trzeba mówić. Armia zdobywa ziemie nieprzyjaciela pod pretekstem werbowania się do pracy i korzystając ze wsparcia najeżdżanych krajów. Skoro mamy wojnę, to są też bohaterowie, zdrajcy i kolaboranci. Zdrajcami i kolaborantami są premierzy, prezydenci, partie polityczne oraz organizacje pozarządowe, które optują za zapraszaniem i przyjmowaniem żołnierzy obcej armii. Ludzie, którzy we współpracy z zewnętrznymi siłami gotowi są niszczyć ducha i cywilizowane warunki egzystencji swojego narodu muszą być codziennie nazywani zdrajcami. Podczas wszystkich przyszłych wyborów w Europie to właśnie powinno być decydującym kryterium oddawania głosów przy urnach wyborczych. Mamy w Europie sytuację bez precedensu, gdy większość rządów staje się kontestowana przez swoje społeczeństwa za prowadzenie polityki w nie wiadomo czyim interesie. Rządzący zamiast być wyrazicielem woli swoich społeczeństw są jakimiś ponurymi, zakłamanymi aktorami grającymi w jakimś szemranym thrillerze realizowanym wg konsekwentnego scenariusza.

Żołnierze tej niewidocznej armii już chodzą między nami, butnie spoglądają nam w oczy, czekając dalszych ludzkich posiłków. Ponieważ nie mają mundurów (dalszy etap ewolucji strategii wojennej, po tym jak na Krymie żołnierze mieli wprawdzie mundury, ale nieoznakowane) i broni, za która wystarczy im nienawiść, ostre narzędzia, rozpędzone nasze samochody i domowej roboty ładunki wybuchowe – to nie dostrzegamy zagrożenia w jego realnym wymiarze.  Armia stawia, rozmieszcza na naszych ziemiach centra dowodzenia (meczety) prowadzone przez profesjonalnych agitatorów (imamów). Tworzy zamknięte centra ćwiczenia zdolności bojowej (getta, ośrodki kultury muzułmańskiej). Rządy to ułatwiają i dofinansowują nie licząc się z wolą i opinią społeczeństw, które cały ten ciężar znoszenia obcych żołnierzy muszą znosić. Zanosi się na coś, o czym nam się wmawia, że nie istnieje. W powietrzu wisi nieodległy imperatyw konfrontacji. Wojna już trwa, z tym, że orwellowska Partia Wewnętrzna nazywa tę wojnę – pokojem...

 

Ideologia islamska ma tę cechę, że po przekroczeniu pewnej procentowej granicy populacyjnej z sąsiada w miarę znośnego przemienia się w mgnieniu oka w agresora. Tak było w każdym okresie historycznym i w każdym kraju. Tak będzie też w kilku krajach Europy. Zawsze jednak były kraje, na których inwazja islamu się zatrzymywała. Polska może, albo i musi stać się centrum jednoczącym wokół siebie państwa chcące pozostać w cywilizacji łacińskiej. I stopniowo ją rekonstruować, ożywiać poprzez naukę odbudowy idei państw narodowych, idei, która wykreowała siłę Europy. Stworzyła ongiś, dzisiaj zaś daje Europie siłę, by przetrwać. Wszystko wskazuje na to, że tak właśnie będzie. Do tej wspólnoty może dołączyć każdy kraj, który ma świadomość tego, że duch Europy jest... pod okupacją, który ma wolę obudowy państwa na podstawach prawa rzymskiego i myśli greckiej, nie zaś orientalnych herezji oraz kierując się wartościami takimi jak Bóg, prawda, ojczyzna, dobro, piękno, sprawiedliwość.     

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)

Komentarze

Zamieszczanie tego typu wpisów na Neon , to wielka odwaga.
To przecież portal kozojebca Białasa i muzułmanki z antypodów Taiamal
narazisz się pan, narazisz.
SB czuwa  !!!

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

zawiedziony

#1545429