Doktor Nie, cyganka, min.Gowin, czyli w kleszczach antychrześcijańskiego mesjanizmu i stepowej dezinformacji

Obrazek użytkownika wawel24
Idee
Co robią potwory rodem z Hieronima Boscha na polskich uczelniach? Kto nie śpi i monitoruje, aby myśleć i połapać się  nie mógł ktoś? Jakiej sztuczki kabalistycznej używają rasiści, by wmówić innym rasizm?  Kogo fascynowały w Żydach mroczne siły uczuciowe i kto chciał wytępić chrześcijaństwo, bo nieziemsko denerwowało jego plemię?

 

Jednym z głównym nowoczesnych narzędzi zdobycia i utrzymania władzy jest technika podmieniania pojęć i  słów. 

 

POLNISCHE BANDITEN, WROGOWIE LUDU I ANTYSEMICI czyli DEZINFORMACYJNY TRÓJKĄT SEMIOTYCZNY, albo BERMUDZKI TRÓJKĄT ZNIKAJĄCEGO SENSU

Wszyscy znają trójkąt semiotyczny, czyli fakt, iż znaczenie jest relacją trójczłonową.: znak-pojęcie-rzecz (znak-pojęcie-referencja). Trójkąt semiotyczny dotyczy sytuacji normalnej, gdy nadawca komunikatu ma na celu informowanie a nie deformowanie. W tym drugim przypadku, w przypadku diagramu opisującego dezinformację mamy do czynienia raczej z kątem, niż trójkątem, gdyż więź pomiędzy znaczeniem a przedmiotem zostaje zerwana (wypaczona, perwertowana), CZYLI INTENCJONALNIE UKSZTAŁTOWANA W CELACH ZDOBYCIA I UTRZYMANIA WŁADZY za pomocą manipulacji świadomością ludzi. 

                                           

Ilustracja. Polskie państwo podziemne i AK nazwani przez Niemców BANDYTAMI. Sens i znaczenie nie mają niczego wspólnego z rzeczą. Uzyskuje się to za pomocą bezczelnego, dezinformacyjnego zakłamania nazwy nadanej rzeczy.

 

Semiotyczny trójkąt dezinformacji jest odmienny od trójkąta informacji. Dzieje się tak dlatego, gdyż w dezinformacji zamiar jest perwersją zakomunikowania czegoś komuś, poinformowania. Intencją dezinformacji jest fałsz. Zamiarem dezinformacji jest „dekomunikacja”, „antykomunikacja”, czyli po prostu dezorientacja, pacyfikacja i uczynienie z odbiorcy marionetki manipulowanej przez autora komunikatów. Prawidłowy trójkąt semiotyczny zostaje rozerwany, wieź pomiędzy znaczeniem a tym, co oznaczane zostaje zerwana lub odwrócona. Słowo zostaje... przewerbowane, pracuje przeciwko... odbiorcy komunikatu, jest ostrzem magicznego sztyletu wymierzonego w głowę tego, który z dobrą wolą i dziecięcą naiwnością bierze jakieś słowo ze sfery publicznej i posługuje się nim... niszcząc samego siebie. Dzisiaj być naiwnym odbiorcą i rezonatorem krążących w przestrzeni publicznej komunikatów - to wystawiać się na mentalne... naloty dywanowe. Wojska informacyjne zbroją się bezustannie. Napełniają arsenały, czyli biblioteki bronią coraz nowszej generacji. To najnowsze pole walki - język, słowniki, encyklopedie i katedry uniwersyteckie. Obiekt zostaje intencjonalnie oznaczony nieadekwatną nazwą. Obiekt „słuszna krytyka zbrodniczych czynów państwa Izrael” zostaje oznaczony słowem „antysemityzm” (sugerującym rasizm), czyli krytyka rasistowskich działań Izraela zostaje nazwana... rasizmem. Mamy tu do czynienia z perwersją totalną i klasyczną dezinformacją.

Ilustracja. Władza z komunistycznego nadania nazwą "wróg ludu", "antykomunista", "wichrzyciel" określała bojowników o niepodległe państwo polskie

Dany znak (np. słowo „antysemityzm”) wytwarza w umysłach adresatów pojęcie, pojęcia (koncept), nie mające nic wspólnego z obiektem, który określa, a często jest wręcz przeciwieństwem prawdziwego sensu obiektu. I tak b.często „antysemita” znaczy nie to, co dezinformacja kreuje (faszysta, potencjalny ludobójca, potencjalny hitlerowiec), lecz oznacza po prostu wroga danego układu władzy, czyli wroga lobby żydowskiego, lub wroga syjonizmu przekazującego prawdziwe, lecz skrywane informacje o obu grupach władzy. Dezinformacja semantyczna jest jednym z najskuteczniejszych, „pokojowych” narzędzi walki o władzę, obrony władz i sprawowania władzy. Z kolei zwrot „wróg ludu” sugeruje, że określa śmiertelnego wroga obywateli państwa, gdy tak naprawdę tym pojęciem dyktatorska władza określa „wroga zniewalającego systemu władzy”, czyli swojego wroga likwidowanego prewencyjnie. Podobnie „antykomunista”, sugeruje, iż mówi o wrogu systemu (układu rządzącego) dającego każdemu obywatelowi szczęście, a tak naprawdę przylepia to słowo jak list gończy za... bohaterami walczącymi o niepodległe państwo (inny zestaw słów dezinformujących: renegat

zdrajca klasy robotniczej

burżuazyjny idealista

rewizjonista

reakcjonista

wróg klasowy

oportunista

wyzyskiwacz

obskurant

 Podobnie niemieccy okupanci określali słowem „terroryści, bandyci” („polnische Banditen”) wszystkich walczących z okupantem.

Ilustracja. Jedno z najtrwalszych pojęć dezinformujących na masową skalę, słowo "antysemita". Grupa osób krytykująca politykę Izraela lub słowa, kulturę, religię, czyny i zachowania Żydów momentalnie stawiana jest na równi z hitlerowskimi oprawcami. W sposób oczywisty za tą "słowną kombinacją operacyjną" także MUSI SIĘ KRYĆ OKREŚLONA GRUPA WŁADZY, analogiczna do obu powyższych. 

 
 

Ilustracja. Trójkąt semiotyczny w warunkach normalnej komunikacji, gdzie wywoływane przez nazwę pojęcie jest ADEKWATNE do opisywanej rzeczy

 

Ilustracja. Trójkąt semiotyczny. [za: Andrzej J. Nowak, „Peirceida” – gwiazda znaku, Studia Kulturoznawcze nr 1 (7), 75-86 , 2015] 

 

Po wstępie dotyczącym teorii znaczenia i ukazaniu jak w dezinformacji postulat komunikacji zostaje zastąpiony zamiarem manipulacji i dezorientacji można przejść do konkretnych przykładów manipulacyjnych pojęć i nauk stosowanych przez pogrobowców marksizmu będących najczęściej pochodzenia żydowskiego. 

 

WSTĘP - KIEDY SIĘ SKOŃCZY TEN SPONSOROWANY OBŁĘD?

 

Bądźmy litościwi dla prof. Bilewicza. (Michał Bilewicz, kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, autor wszelkich pomiarów natężenia, poziomów, wahań i transformacji antysemityzmu w Polsce, nie bądź Polaku spokojny, 24 h na dobę urządzenia monitorujące skonstruowane w kabalistycznej pracowni pana MB nie spuszczają nas z oka). Miejmy dla niego litość.  Nie każdy rodzi się koryfeuszem. Cóż biedak ma robić. Jedyne co umie, to liczyć na palcach tych, co go nie lubią. Został więc profesorem od liczenia na palcach ludzi, którzy nas nie lubią. Potrzebna dyscyplina. Trudna. Polacy jednak kręcą nosem. Podważają. Cóż robić? Mógłby pojechać do Izraela. Ale tam droga woda, za badania nastrojów gojów nie zapłacą tyle, co w Polsce. A w Ameryce cóż? Za duża konkurencja. Za robienie ankiet internetowych (sondaży, które można na twitterze robić) nikt nie zapłaci ani centa. A w Polsce dwie bańki rzucą i bańkę dla ucznia. Dadzą katedrę. A jak się ruszy wsparcie etniczne (np. p.Junczyk-Ziomecka, rabin Schudrich, p.P.Śpiewak) to taki warszawski profesor od pomiarów niechęci Polek do męża Żyda („uprzedzeń rasowych”) może nawet po parunastu miesiącach takiego sondażowania dochrapać się Orderu Orła Białego za budowanie pomostów dla... wielu starostów. Żyć, nie umierać. Tylko ten rosnący antysemityzm.

Rosnący, ale i przecież... opadający, bo jakby tak rósł w tempie o którym kiedyś tam alarmował A.Michnik, to by już dawno przekroczył ze 2000%. Musi opadać. Bo osiągnęłoby 100% i co wtedy? ¼ populacji osób żydowskiego pochodzenia zamieszkujących Polskę straciłaby zajęcie, a cóż innego mieliby robić, jak tylko to im jeszcze jako tako wychodzi we freelanserskich branżach? Dramat byłby, dyskryminacja i prześladowanie. Więc nigdy nie urasta do 100%. Jak z tym ociepleniem. Raz cieplej, raz zimniej, a na tym naturalnym w przyrodzie falowaniu pan Soros potrafi drukować banknoty. Przy tym rządzie, przy tych ministrach oświaty i kultury możemy się spodziewać powstania „Polskiej szkoły pomiarów uprzedzeń etnicznych” (a co? kiedyś była lwowsko-warszawska szkoła logiczno-filozoficzna, dziś nasi bracia starszo-młodsi uruchomią polską szkołę antyksenofobiczną). Pokażą, że potrafią zaistnieć w świecie nauk wszelakich, trochę innych, a trochę takich. Powinniśmy im już z góry dziękować. Bo nie dziękować, to wstyd i antysemityzm. I będą musieli nam też nasz antysemityzm zmierzyć. I podziękujemy w żywej gotówce.

I PSBK (Polska Szkoła Badań nad Ksenofobią) rozkwitnie. Zacznie mierzyć fluktuacje chęci posiadania małżonka żydowskiego pochodzenia w funkcji temperatur rocznych, opadów śniegu, gradu i deszczu. W funkcji zwycięskich meczów reprezentacji Polski w piłce nożnej, i w funkcji meczów przegranych oraz zremisowanych (autentyczne przykłady wzięte z ankiet prof. Bilewicza). Piniondze na rozwój badań Premier ściągnie z mafii watowskich. Będzie można ruszyć bardziej zaawansowane programy badawcze. Bardziej ryzykowne. Badanie niechęci Żydów mieszkających w Polsce do dogmatów katolickich. W zależności od dni tygodnia. W szabas należy spodziewać się wzrostu niechęci, w poniedziałek wzrostu ujemnego. Zresztą co ja będę podpowiadał prof. Bilewiczowi. Ma łeb jak sklep, da radę. Wyniki jego badań zapewne, zwrotnie, wpłyną znowu na poziom antysemityzmu Polaków. Polska szkoła naukowa PSBK zacznie być głośna w świecie. Może nawet zaproszą uczniów prof. Bilewicza na odczyty. Do New Jersey. Do kawiarni w markecie Marks&Spencer. Oczywiście to tylko przykład. Kierunków tak absurdalnych jak ten, który rozwija i wykłada prof. Bilewicz jest na polskich uczelniach multum.

                                       

 

Wiecie, Państwo. Czasem wydaje mi się, że to nie może być rzeczywistością, że takiego szaleństwa nie ma nawet w... szpitalach dla nerwowo chorych. Tam jest po prostu biologia. A tu... A tu mamy kwalifikowane formy obłędu sponsorowanego, drwin w żywe oczy, patologii nierozpoznanych, choć same pchają się na widok publiczny, patologii najnowszej generacji. A Herkules? Herkules miast sprzątać stajnię Augiasza – sponsoruje wandali. Tutaj trzeba by Moliera, Fredry i Gogola i sceny narodowej, która grałaby ich autorstwa opis wizyty Rewizora na UW i pozostałych uczelniach. Grałaby cały rok. Kilka lat z rzędu. Może wtedy do ludzi dotarłby ogrom tego jądra szaleństwa w które nas wpędzają postaci wyjęte żywcem z obrazów Boscha. Ministrowie pędzący na świniach w okularach wprost do piekła, prelegenci z lejkiem na sroczej głowie, studenci kulający się w przezroczystych bańkach bezsensu. I Piraci zaokrętowani na Statku Szaleńców uczącym rekiny śpiewać „My, pierwsza brygada” i wygłaszający dla portowych dziwek pogadanki, na temat, że Polski nie okupowali Polacy w 1939. Na Statku Głupców, który kiedyś zwał się Najjaśniejszą Rzeczpospolitą.   

 

                                       

====================================

A TAK TO SIĘ ZACZĘŁO...

 

RASIZM FREUDOWSKIEJ PSYCHOANALIZY

 

W 1931 roku w swojej korespondencji Freud nazwał sam siebie „fanatycznym Żydem”. Od przynajmniej roku był syjonistą (Ernest Freud, jego syn też był syjonistą). W swych dziwnie dogłębnych napadach szczerości przyznawał, że w judaizmie i Żydach tym, co go pociąga, to wielość mrocznych sił uczuciowych (Gay 2003). Pisał o swoim pokrewieństwie rasowym z innymi Żydami, psychologami, używał zwrotu „wibracje krwi”, „mieszanka rasowa”, a w stosunku do nie-Żydów mówił o „obcości rasowej”. Słowa „rasa”, „rasowy”, „rasowo” były u niego na porządku dziennym. Żydzi w stopniu druzgoczącym dominowali wśród psychoanalityków, wobec nielicznych nie-Żydów – którzy zostali dopuszczeni dopiero na dalszym etapie do tajnej, rasowej (rasistowskiej) grupy - podkreślali swoją wyższość i uważali się za wtajemniczonych. Wg dzisiejszych, polit-pop teorii „rasizmu” Freud był rasistą w 100%. Gdy go zapytano, czy uważa Żydów za lepszych od innych ludzi odpowiadał, że wydaje mu się, iż tak jest. W innych wypowiedziach stwierdzał, że to się nigdy nie zmieni, że Żydzi zawsze będą lepsi od wszystkich innych dzięki ich starożytnemu prawu nakazującemu strzec czystości rasowej.

 

Każdy chrześcijanin był dla Freuda antysemicki, powiedzieć można, że składający się tylko i wyłącznie z uprzedzeń antysemickich (Yerushalmi 1991, s.42 Freud o Jungu). Dzisiejsze użycia słowa antysemityzm w 90% pochodzą właśnie z owego rasistowskiego podglebia jakie duszna, rasistowska atmosfera sekty freudystów dała frankfurckim badaniom i definicjom „antysemityzmu”. O ile pierwsi psychoanalitycy próbowali stwarzać jeszcze pozory naukowości, próbowali być oryginalni, a frankfurtczycy topili wszystko w fajerwerkach wieloznacznych słów mogących wywierać wrażenie na nieprzygotowanych umysłach – to trzeci, końcowy etap kariery rasistowskiego terminu „antysemityzm”, czyli czasy dzisiejsze (Centrum Badań nad Uprzedzeniami, Zakład Psychologii Stosunków Międzygrupowych, "myśliwskie" dziennikarstwo żydowskie i publicystyka etc.) jest już tylko prostacką propagandą w stylu zmierzającym ku literaturze stalinowskiej.

 

Freud był uwielbiany przez współczesnych mu Żydów niczym kolejny mesjasz żydowski. Psychoanaliza była uważana za mesjanistyczny ruch żydowski, który wytępi do zera antysemitów zdiagnozowawszy ich... jako ofiary choroby duszy i umysłu jaką jest chrześcijaństwo. Tę freudowską brednię, że antysemityzm to choroba, powtarzają dzisiaj takie typy jak Elie Wiesel (słusznie zwany oszustem stulecia), Abraham Foxman i dziesiątki innych autorów żydowskich udających naukowców. Dzisiaj każdy Żyd wytrzepujący z rękawa na poczekaniu słówko „antysemityzm”, zwłaszcza wobec chrześcijan, nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest „członkiem wizytującym” mesjanistycznej sekty freudowskich rasistów. Pośmiertnie, Freud ciągnie ich za sobą, jak ów Mojżesz z Krety (V w.n.e.), który obiecał, że rozdzieli morze między Kretą a Palestyną i doprowadzi wiernych mu Żydów do Palestyny. I skończą tak jak tamci hiszpańscy Żydzi, których wielu potopiło się w morzu. Dzisiejsi postfreudowscy mesjaniczni Żydzi potopią się w nienawiści, której szukają i którą tym samym wzbudzają. Można by ironicznie do tych wszystkich bilewiczów i hartmanów powiedzieć: szukacie i znajdziecie. Obyście nienawiści szukając, jej nie znaleźli i by jej fale nie ochłodziły waszych rozpalonych pysznieniem się głów.  

 

Zygmunt Freud i jego teoria znana pod nazwą psychoanalizy to klasyczny przykład tego, jak pochodzenie etniczne twórców teorii naukowych (czy do takich pretendujących) i ich narodowa tożsamość kształtują treść tych teorii. Jeszcze do lat 90. prawie nie można było pisać o tym, że psychoanaliza to narodowa nauka żydowska, chociaż wszyscy tę tajemnicę poliszynela znali. Wykoncypowana przez Freuda psychoanaliza nie tylko odbija jak w lustrze żydowską mentalność autora, lecz mamy tu taki ewenement jak to, że Freud warunkował przyjęcie poszczególnych uczonych od ich... rasowego pochodzenia, rasowej tożsamości. Usłyszenie od Freuda przez jego współpracownika, że łączy ich pokrewieństwo rasowe było najwyższym komplementem i przepustką do kariery w Towarzystwie Psychoanalitycznym.

 

Dzisiaj oczywiście mamy psychoanalityków dowolnej narodowości, ale jej apostołami i autorami kanonu byli tylko Żydzi i cała jej dogmatyka odbija „duszę żydowską”, a co ważniejsze, odbija też wrogość i antagonizm judaizmu rabinicznego i talmudyzmu względem chrześcijaństwa i podstaw kultury Zachodu. Powiedzieć można, iż została stworzona w celu walki ideologicznej i jako jej narzędzie. I w taki właśnie sposób elementy psychoanalitycznego światopoglądu – często niewidoczne, bo wkomponowane strukturalnie w pozornie odrębne od niej teorie (w teorie literatury – dekonstrukcjonizm, w koncepcje nowej obyczajowości – gender, panseksualizm, ekspansja ruchu LGBT, w filozofii – nietzscheanizm, wariabilizm, relatywizm, sceptycyzm, hedonizm, w filozofii sztuki – sztuka konfesyjna, sztuka eksploracji nieświadomych popędów, w krytyce sztuki – relatywizm, sofistyka, nowomowa, w religii – ekumeniczny projekt rozmywania chrześcijaństwa etc.) przenikają i niszczą dzisiaj humanistykę, politykę i język potoczny.

 

Powiedzieć można, a cóż nas w Europie obchodzą amerykańskie sekty i amerykański ersatz podstawiony tam na miejsce chrześcijaństwa (przysłowiowa już kozetka zamiast konfesjonału). Na ogół sądzi się, że w Europie psychoanaliza nie jest tak prefererowana jak w USA. Pozornie tak jest, ale sprawa jest bardziej złożona. W Ameryce psychoanaliza jest religią ateistycznych Żydów. Żywot psychoanalizy w Europie można nazwać żywotem ukrytym. Idziemy do psychologa, posyłamy dziecko do psychologa szkolnego i nie wiemy jakiej jest on orientacji, na drzwiach gabinetu nie ma on tego wypisane. A prawda jest taka, że może nie psychoanaliza sensu stricto, ale przeróżne jej pochodne, odłamy i metamorfozy skryte często pod niby neutralnymi nazwami (psychologia rozwoju, potencjału, humanistyczna, wegetoterapia, bioenergetyka etc.) za swój fundament mają światopogląd freudowski – redukcjonistyczny (odwracający porządek ludzkiej psyche o 180 stopni, za prymarne uznając stany świadomości niekontrolowane, popędowe, a stany wyższe deprecjonując do miana represji, ucisku i dążeń... totalitarnych).

 

W wykładzie tych kryptofreudowskich teorii psychologicznych może nie padać nazwisko Freuda, mogą nie pojawiać się elementy jego triady (super ego, ego, id), a mimo to cała konstrukcja może być wariacją freudyzmu, narzędziem do osłabiania i zwalczania moralności chrześcijańskiej. Dlatego też mury uczelni na kierunku psychologia opuszczają najczęściej podświadomi wyznawcy freudyzmu inseminujący go potem wśród rodziców i nauczycieli oraz w popularnych czasopismach psychologicznych (typu: "Charaktery") - zgodnie z instrukcją Gramsciego. Kształcenie psychologów i nauczycieli to najlepszy przykład tego, że... marsz przez instytucje działa, że założenia neomarksizmu umożliwiają skuteczną infiltracją europejskich kanonów filozoficznych, psychologicznych i religijnych. A potem nie jest już trudno tworzyć odpowiednie, pożądane w danym momencie rewolucje społeczno-kulturowe, takie jak rewolucja seksualna lat 60. Gdy słomę wcześniej intensywnie podsuszono – do zapłonu wystarczy iskra.

 

Dlaczego w tekście o fabrykowaniu obsesji ścigania antysemitów tyle miejsca poświęciłem psychoanalizie? Z dwóch powodów. Po pierwsze: maksymalnie lobbowana pseudonauka o ściganiu uprzedzeń narodowościowych i deprecjonowaniu ruchów narodowych jako patologii (ze szczególnym wskazaniem uprzedzeń wobec Żydów) ma „profil” żydowski (czyli została stworzona w środowisku żydowskim, przez Żydów i dla walki o ich cele cywilizacyjne skierowanej przeciw aksjologii chrystianizmu). Po drugie: ponieważ cała ta dzisiejsza paranoidalna walka z wyimaginowanym faszyzmem i antysemityzmem ma swój podkład światopoglądowy właśnie w dywagacjach żydowskiego kręgu Freuda i jego towarzyszy i w kanonicznych pojęciach i twierdzeniach tego świeckiego judaizmu: „represja”, „ucisk”, „patologia represji”, „wolność dla każdego”, „chrześcijaństwo jako neuroza”, chrześcijaństwo jako faszyzm („odkrycie” T.W.Adorno). Oczywiście freudowskie dogmaty są popłuczynami po intelektualnych trikach Marksa, dlatego freudyzm tak pięknie się wkomponował w fundament odnowicieli, wskrzeszycieli Marksa – frankfurtczyków. Streszczając: Freud przechował Marksa w miarę nieuszkodzonym stanie w kostnicy swej niezbyt zdrowej teorii zdrowia i chorób. Wraz z wygasaniem wojny bojowi chłopcy z Frankfurtu poczęli wskrzeszać Marksa przy pomocy żydowskich soli trzeźwiących doktora Freuda. Marks został odnowiony Freudem, Freud Marksem i Adorno przeżył "oświecenie" (trudne do rozróżnienia od orgazmu intelektualnego), co opisał później w Dialektyce Oświecenia. Mamy więc jak gdyby Marksa do kwadratu, Marksa do drugiej potęgi. Jak spora część sekciarskich, ekstatycznych objawień mistycznych objawienia Adorno i Horkheimera dały się wyrazić jedynie w języku niezrozumiałym. Był to pierwszy raz w historii, gdy ludzie podający się za myślicieli, zaczęli... „mówić językami”, niczym zielonoświątkowcy. Byłby to ich osobisty problem, ale stało się tak, że z ich powodu glosolalia opanowała nauki humanistyczne, język potoczny i język mediów. I z wnętrza tej oto synagogi marksizmu kulturowego wznosimy dziś wołanie o ratunek, wołanie do internowanego Logosu. Który był na początku. A zmienia się obecnie w zielonoświątkowe jęki, wrzaski, piski i wycia.

 

Augustiańską „religijną psychologię wewnętrznego oczyszczenia” (jak ją nazywa A.C.Pegis) zastępuje w dzisiejszej Europie „pseudoreligijna biologia wewnętrznych i zewnętrznych zabrudzeń”. Augustiańską „lekcję miłości” zastępuje lekcja śledziennictwa, szpiegowania bliźnich (i ich "przesądów") przeplatana irracjonalną ekstazą. Jeśli dla chrześcijan i zgodnych z nimi starożytnych człowiek był duszą rozumną używającą śmiertelnego i ziemskiego ciała (homo igitur, ut homini apparet, anima rationalis est mortali atque terreno utens corpore), to dla dzisiejszej kultury ubranej w neomarksistowskie szaty człowiek to śmiertelne i ziemskie ciało represjonowane przez duszę rozumną i uciskane przez mądrość zbiorową ludzkości. Europa, mimo stanu krytycznego, ma jeszcze szansę na odrodzenie. Gorzej z centrum pogaństwa, czyli USA, opanowanego przez duchowy faryzeizm. Dzisiejsze „Ateny”, czyli Nowy Jork zdają się oczekiwać na swojego św.Pawła, który jak ongiś wygłosi ze współczesnego ich Areopagu mowę przemawiającą do ludu i części uczonych a odrzuconą przez tamtejsze elity od Epikura i Zenona z Kition. Apostoła, który odnowi postawiony na głowie przez Azjatów obraz Trójcy Św. Mający odbicie w duszy każdego człowieka. Obraz, który perwersyjnie przeinaczyli: 1. to, co najwyższe w człowieku, inteligencję, dar Ducha Św. (sapientia) – podmienili w swojej herezji na rezerwuar brudów, czyli „podświadomość, nieświadomość”; 2. rozum, logikę i władzę rozumowania zamienili na faustowsko-hedonistyczne „Trwaj chwilo” 3. intelekt (intellectus), władzę wyższą od rozumu i podmiot iluminacji (oko serca) zniesławili mianem Super-ego, źródła represji, ucisku, totalitaryzmu.

 

Wszystkie wiekopomne trychotomie (czy raczej triady) refleksji chrześcijańskiej pierwszych wieków: 1. sensus-spiritus-mens 2. ratio-intellectus-intelligentia 3. mens-notitia-amor 4. memoria sui-intelligentia-voluntas 5. memoria Dei-intelligentia-amor - zastąpiły oddziały duchowo-intelektualnej barbarii swoim (że posłużę się zwrotem J.W. Goethego) jednotonowym gwizdkiem, udającym triadę, wyciosanym topornie z uschłego figowca: super ego, id i ego (opresyjne normy kulturowe, mroczne odpady świadomości i świadome "ja"pływające po powierzchni tego bagna). To drzewo, z którego ciosane są wciąż te barbarskie gwizdki, niszczące słuch wewnętrzny stworzony do odbierania brzmień wysokiej Weltharmonik i napełniające ohydnym, wwiercającym się w mózgi świstem nasze, szacowne i mądre niegdyś uczelnie, to drzewo może jednak rychło uschnąć. Zależy to od nas tylko. „Wtedy powiedział do drzewa: —Już nigdy więcej nie przyniesiesz owocu! I drzewo od razu uschło. Uczniowie zdziwili się: —Tak szybko uschło?—mówili. —Zapewniam was—odpowiedział Jezus—że jeśli będziecie mieć prawdziwą wiarę, pozbawioną zwątpień, to nie tylko z drzewem figowym tak zrobicie”. A wtedy – jak pisał Annibale Romei – człowiek odzyska swój kształt boskiego zwierzęcia (boskiego stworzenia, huomo-animal divino), bo przecież – jak mówił Jacopo Sadoleto - w ostateczności człowiek tym tylko różni się od zwierząt, że zdobywać może świadomość siebie samego. A świadomość siebie samego jest przeciwieństwem psychoanalitycznego grzebania w emaliowanym naczyniu, które stawia się pod łóżkiem, wbrew temu, co ubzdurała sobie żydowska sekta psycho-kopro-fagów czuwających dzień i noc przy mumii hochsztaplera z Trewiru, którego mózg odziedziczył iluzjonizm słowny całych pokoleń rabinów.

 

Różne narody tworzą sobie swoje prywatne bożki, idole, demony, fałszywych bogów (por. Czerkawski 1992, s.147). Wraz z zstąpieniem Syna Bożego kult demonów nie upadł, niestety. Magia demoniczna istnieje, świętuje wciąż jeszcze swe dni chwały na większości uniwersytetów. Dzisiejsze grymuary są zamaskowane. Musimy zacząć je rozpoznawać. Wypuszczone z pirackich butelek złośliwe duchy (baumany, bilewicze, derridy) same do nich nie wrócą... Ale nie wciśnie ich tam na powrót na pewno minister Gliński wraz z min.Gowinem (obydwaj postawieni wicepremierami, chyba przez sam... negatyw Opatrzności). Nie po to objęli funkcje strażników progu... To zadanie dla nas i naszych dzieci, które trzeba zacząć jak najprędzej, nawet od małych kroków. W przeciwnym razie zawartość kosmicznego, emaliowanego naczynia o niewymownej nazwie (dawniej zwanego „szczak”), naczynia trzymanego w szponach jakichś centaurycznych bożyszcz – wyleje się z góry na nas i podtopi wszystkie zalążki właściwego sensu.

 

Po czym najprędzej poznajemy fałszywego boga? Po tym, że obiecując absolutną wolność sankcjonuje świat, w którym człowiek pozostaje zamknięty w swoich ciasnych granicach naturalnych, świat, w którym umysł ludzki mający przecież boski rodowód – nie wykracza poza potrzeby ciała (por. Suchodolski 1963, s.180). Zwodzony obietnicami wyzwolenia od wszelkiego ucisku (u Marksa – ucisku ekonomicznego, w Szkole Frankfurckiej – ucisku uniwersalnej moralności) człowiek budzi się nagle za prętami krat swej nieopanowanej zwierzęcej natury. Prowadzony ze śpiewem („radości, iskro bogów...”) budzi się jako podwójny niewolnik. Niewolnik przebiegłych jak węże prawodawców perwertowanego prawa, niewolnik porządku opacznego. A z drugiej strony niewolnik samego siebie, swych żądzy, które wyzwoliwszy z pouszczenia sprytnych – nie był w stanie okiełznać. I pożarły go – jak żałosnego Akteona – jego własne psy. Z homo sapiens powstaje homo sovieticus. Zaś homo sovieticus ostatkiem magicznych mocy zoperowuje się plastycznie do fircykowatej postaci homo semiticus. Wydaje się, że więcej metamorfoz Czarny Demiurg nie przewidział. Gdy ongiś potężny demon zamienia się w wytykanego palcami na ulicy przez dzieci pustaka, świstaka, petit-maître, który brak najwyższego czakramu musi zakrywać małą, niezgrabną czapeczko-pokrywką przyklejaną do czubka głowy – znak to dobry, że Zły w tym eonie wyczerpał swoją moc. Lecz kres jego planów musimy zacząć intensywnie przyspieszać.

 

W pierwszej fazie Zly zawierzał swojej krwi. Było to, gdy w niby wspólnej ojczyźnie dwóch narodów, dwóch krwi, dwóch duchów zwanej państwem niemieckim (a może... jednego i tego samego ducha, tylko że w dwóch izotopach, gdyż jak pisał prof. Koneczny na przełomie XIX i XX w. w Niemczech z niemieckości pozostało niewiele, zastępować zaczęła ją żydowskość) – zaczęła się rozpowszechniać trucizna poczucia wyższości etnicznej. Wtedy napisał był Tuwim szczere, mało znane (czysto rasistowskie) słowa :

"Że się coś czasem nagłym, zwierzęcym odruchem

Buntuje we krwi mojej, dziko, nieświadomie,

I walczy krew semicka z jakimś innym Duchem”.

 

Gdy było już po starciu dwóch izotopów owego „soku wyższości”, „rasowego soku wybranych panów”, gdy wojna się skończyła – wyparł się Tuwim wiary w mistycyzm krwi i skoczył w objęcia komunizmu. Zamienił stryjek siekierkę na kijek... Ale nie o nim tu mowa, tylko o tej „dzikiej i nieświadomej mocy”, tym samym gnieździe demonów, które eksplorować wybrał się doktór Freud w otoczce naukowości. Gnieździe z którego wylęgłe sukkuby, inkuby hasają po korytarzach naszych uczelni, teatrów, naszej literatury i języka.

 

W Związku Radzieckim jednosc bolszewizmu z psychoanalizą była prawie doskonała. Stworzono program edukacji seksualnej dzieci mający na celu przyspieszenie ich rozwoju seksualnego. Powstał Państwowy Instytut Psychoanalityczny. Fanem psychoanalizy był Lejba Dawidowicz Bronsztejn (pseudo mafijne: Trocki). Psychoanaliza korespondowała idealnie z rewolucyjną ideą wolnej milości.

 

Sama w sobie psychoanaliza nie miała nic wspólnego z ruchem naukowym. Była jawnie ruchem politycznym o wewnętrznej strukturze sekty religijnej, symulującym naukowość. Z sowieckimi ruchami politycznymi i sowiecką nauką łączyło ją wiele szczegółów: kult wodza Freuda, dyscyplina partyjna związana z głęboką, poniżającą ingerencją w życie osobiste członków i ze składaniem samokrytyki, fałszowanie wyników badań naukowych, traktowanie schizmatyków od ruchu jako chorych psychicznie ("medycyna polityczna"), wymuszanie potrzebnych dla teorii wypowiedzi pacjentów (pokrewne z sowieckimi metodami przesłuchań) – by poprzestać na tych najbardziej jaskrawych zbieżnościach.

 

Freud „patologizował” wszystko: każdego z krytyków jego fantazyjnych teorii, pacjentów – wmawiając im nieistniejące, rzekomo odkryte przez niego stany chorobowe, całe chrześcijaństwo oraz całą cywilizację Zachodu. Sztandarowe koncepcje Freuda (etiologia nerwic, poglądy na seksualizm dziecięcy, kompleks Edypa) nie przetrwały. Za to frankfurccy neomarksiści skupili swoje zbiorowe wysiłki nad podtrzymaniem przy życiu freudowskich zamiarów zwalczenia antysemityzmu, faszyzmu i in. uprzedzeń. Podchwycili kilka z rzuconych ad hoc pomysłów Mistrza (wszystko co nieżydowskie to chore, niższe, zawistne, patologia, nerwica, kompleksy). Poobracali je na wszystkie możliwe strony swymi sofistycznymi umysłami i sfabrykowali kilka „opowieści” o tym, skąd się bierze antysemityzm i inne uprzedzenia. Oczywiście, jak wszystkie twierdzenia psychoanalityczne są te ich spekulacje kompletnie nieweryfikowalne, niefalsyfikowalne i niedowodliwe.

 

Dla freudyzmu wszystko, co nie jest zgodne z żydowską tożsamością jest chorobą (każda religia z wykluczeniem judaizmu, chrześcijaństwo, cywilizacja, kultura, duchowość, nacjonalizm, więzy rodzinne, sztuka, moralność, monogamia). Marksizm kulturowy nic w kanonie nie zmienia. Do chorób dorzuca antysemityzm. Równie dobrze można tam dorzucać dowolne dziedziny, np. myśliwstwo, sport, sztukę kulinarną, gramatykę etc. Można spatologizować wszystko z wyjątkiem wodza i jego wyznawców oraz ich kodeksów plemiennych. W imię walki anormalnych z normą. Bo każdą normę każdy anormalny odczuwa jako represję, a każdy starający się być normalnym jest w oczach anormalnego... znerwicowany – wot i ciełaja wysokaja nauka, kak jejo nazywajut: psychoanaliza, marksizm kulturowyj z jej dwoma dogmatami: goj to REPRESJA dla Żyda, goja duchowość (kultura, religia) dla ŻYDA, to WIECZNA NERWICA. Jest to wnętrze mózgu żydowskiego mizantropa, którego goje próbują represjonować ogólnoludzkimi zasadami moralnymi i którego denerwują swoją kulturą, mentalnością i duchowością.

 

Jest to świat niezbyt złożony, podobnie jak świat Kafki. U Kafki mamy wnętrze mózgu Żyda europejskiego opisane za pomocą dwóch słów: NIEZNANA WŁADZA (Zamek) i NIEZNANA WINA (Proces). Jeśli nie rozumiemy sensu podporządkowania się władzy, to odczuwamy je jako represję. Jeśli nie wiemy za przekroczenie czego zostaliśmy obwinieni – to czujemy się coraz bardziej znerwicowani. Kafka zgadza się tu z Freudem. Obydwaj odczuwają dwie identyczne emocje jako efekt kontaktu z Zachodem, inaczej je tylko nazywają. Obydwaj dokonują częściowo trafnej wiwisekcji mózgu, lecz nie mózgu zwykłego człowieka zachodniej cywilizacji, lecz mózgu Żyda zderzającego się ze stojącym na wyższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego – Zachodem. A sztuczki w rodzaju psychoanalizy, słowa „antysemityzm”, „faszyzm”, „ksenofobia” mają stworzyć pancerz dokoła nie chcącego się integrować Żyda.

 

EKSKURS: ULICA MA SWOJE PRAWA czyli JEŚLI DAJESZ SOBIE NARZUCIĆ JĘZYK, TO PŁAĆ ALBO PŁACZ

 

Każde tłumaczenie się z zarzutów uzurpatorskich kategorii niezauważalnie przenosi nas w pole obcej mocy. Jeśli tylko zaczniesz tłumaczyć się, że nie jesteś antysemitą, to już... nim jesteś. Bo odpowiedzią na zaczepkę sankcjonujesz bezznaczeniowe słowo i popędowo-emocjonalny wyścig dwóch monologów, który nastąpi po tym, jak zakomunikowałeś, że uważasz zaczepkę za sensowną. Jeśli na ulicy w twoim kierunku idzie osobnik będący „pod wpływem” ze słowami: „Pocałuj mnie w usta!”, to nie zatrzymujesz się i nie pytasz: A czemu w usta? Nie mówisz: Ja wolę w uszko. Nie mówisz: A zrobisz coś dla mnie? Tylko przyspieszasz, omijasz i odpowiednim spojrzeniem dajesz znać, że osobnik pomylił adres. Jeśli jakiś wyznawca Allacha na ulicy cię zaczepi i zapyta nachalnie: Dlaczego nie wierzysz w Allacha? (autentyczne, zdarzyło się znajomemu w Grecji), to nie zaczynasz się tłumaczyć, objaśniać swoją wiarę, czy też niewiarę. To chyba jasne? Pytanie: „Dlaczego nie wierzysz w Allacha?” znaczy po prostu: Dlaczego nie kochasz Allacha? Kryje się za nim zamiar zmuszenia do miłości (absurdalny z założenia) oraz zamiar ukarania za brak miłości (również absurdalny). Jeśli ktoś mówi do ciebie: Jesteś antysemitą – to w 9 na 10 przypadków pyta się ciebie: Dlaczego nie kochasz Żydów? Z takiego pytania już z definicji nie może nic dobrego wyniknąć... Gdy traktujesz poważnie ludzi wypowiadających „oskarżenia” o antysemityzm i gdy sam używasz tego słowa - wchodzisz w teatr absurdu I WYCHODZISZ NA GŁUPCA.

 

Są nagabywania na które należy reagować tak, żeby było jasno, iż ich nie rozumiesz i nie chcesz próbować zrozumieć, bo podejrzewasz, że się nie da i widzisz złą wolę, która się za nimi kryje. Są to znane z antyku sztuczki logiczno-semantyczne, konstrukcje sofistyczne w rodzaju słynnego sofizmatu brzmiącego: „Czy przestałeś już bić żonę?”. Jeśli odpowiemy „tak”, to znaczy, że wcześniej ją biliśmy, jeśli odpowiemy „nie”, znaczy że nadal ją bijemy. Wiele z użyć słowa antysemityzm w życiu publicznym sprowadza się do tego, że ktoś (najczęściej osoba żydowskiego pochodzenia) wkłada w to słowo sens: „Czy przestałeś już bić Żyda?” Jeśli komuś wydaje się, że można w tak umodelowany „dyskurs” wejść bez strat, lub z nadzieją na zwycięstwo, to już jest ofiarą. Podobnie jest z wszelkimi towarzystwami dialogu chrześcijaństwa z judaizmem. Judaizm jest jawnym i największym (obok islamu) antagonistą chrześcijaństwa. Środowiska żydowskie zakładają lub inspirują owe towarzystwa dialogu, by wciągnąć w zwarcie swego przeciwnika. W owym zwarciu pozbawić wroga jego aksjologicznego jądra i tym samym posunąć się dalej na drodze swej ekspansji, ekspansji odwróconego porządku. Niedawno prof. Urbankowski mówił w TV o kardynalych błędach jakie popełniają Europejczycy w kontaktach z turańczykami - nie wiedzą, że dla nich prawdomówność to naiwność a prawda nie stanowi żadnej samoistnej wartości. Liczy się tylko zwycięstwo w konfrontacji i ekspansja. "Kultury" żydowska i turańska mają wiele wspólnego

 

Niektórym wydaje się, że przechytrzą magię słowa i dobrodusznie rozpoczynają dialog i mówią: Przecież ja nigdy nie biłem Żyda. A na to kapłan-czarownik-sofista-frankfurtczyk (w jednej osobie) dalejże tropić orwellowskie myślozbrodnie: Ale chciałeś! Myślałeś o tym! Miałeś na to ochotę, nie zaprzeczaj, kłamco! Wy wszyscy o tym myślicie! Macie takie nastawienie! Żywicie takie przesądy! Tego was uczą (i tu czarownik wstawia jeden z wariantów: w tych waszych kościołach, w rodzinach, w mleku matki, u Prusa i Dąbrowskiej itp.). I już jesteśmy ugotowani. Prawdopodobnie palniemy coś, co teraz naprawdę jakieś podstawy da atakującemu, by się uczepić naszych słów i znaleźć ujście dla swej przyrodzonej agresji i mizantropii.. Zabawa się rozkręca. Emocje zaczynają buzować. I obie strony rozchodzą się, Żyd mówi: „Ale wredny antysemita!. Goj mówi: „Z tymi Żydami to naprawdę trudno wytrzymać, co za naród! Wieczna awantura”.

A wszystko dlatego, że zachowaliśmy się tak, jakby słowo antysemityzm było zrozumiałe i stworzone do rozmowy. Jakby pochodziło z porządku racjonalnego, dyskursywnego i łacińskiego. Jakby było leksemem z naszego świata. I dlatego, że zapomnieliśmy, iż po ulicy (w przenośnym sensie, czyli po sferze publicznej) chodzi wielu szukających zaczepki. Dlatego, żeby z przebiegu tej zaczepki wyciągnąć jakieś dla siebie korzyści. Od korzyści emocjonalnych, po takie typu: Zabrakło mi na bilet, czy mógłby pan mi dołożyć. W dzisiejszej wersji finał zaczepki rozpoczętej wrzaskiem „Wy antysemici!” kończy się słowami: Zabrakło nam na edukację holokaustową. Musicie nam dołożyć na edukację dotyczącą holokaustu...

„Antysemityzm” to słowo uliczne. I magiczne. W starożytności łatwo rozpoznawano Żyda. Jeśli ktoś zapytany o drogę – jak pisał rzymski poeta Juwenal - nawet się nie raczył zatrzymać, jasne było, że to hebrajczyk. I tak trzeba reagować na zarzuty antysemityzmu – nie zatrzymywać się, tylko przyspieszyć kroku. A jeśli już ktoś nieopatrznie się zatrzyma i otworzy usta, niech na profesjonalne magiczne zaklęcie objawione talmudyście Steinschneiderowi i brzmiące: „jesteś antysemitą!” odpowie innym zaklęciem, np. takim: TALA ARAIO OARAORO NTOKO NBAI. Albo w wersji uproszczonej abrakadabra. A jeszcze lepiej odpowiedzieć zawierającym domyślną grę słów pytaniem: Iao mao miao, czy Iao mao ma? Co dla domyślnych znaczy po prostu: nie mam drobnych, musisz sobie jakoś poradzić.

Zadziała. Gwarantuję.

Jeśli na kierowane w naszym kierunku słowo "antysemityzm" nie będziemy odpowiadali: "Nie mam drobnych", to... przyjdą po grube. Tak jak teraz przyszli...
 

 

NARZĘDZIE WASALIZACJI MYŚLI I OKUPACJI MENTALNEJ

 

Biorąc pod uwagę środowisko, autora i cele słowa „antysemityzm” widzimy, że słowa to jest czymś, co można nazwać „słowo agresor”. Jak mówi dr Ewa Kurek komentując zakres wpływów lobby żydowskiego w Polsce i stopień uległości wobec niego polskiego rządu: „Musimy zacząć działać w tym kierunku, żeby przywrócić proporcje rzeczom”. Z pewnego punktu widzenia każdy z Polaków, który używa słowa „antysemityzm” tak, jak innych polskich słów, a zwłaszcza w stosunku do innych Polaków, nazywając ich „antysemitami”, każdy kto używa żydowskiej zbitki słownej „polski antysemityzm” – jest donosicielem do środowisk obcych interesów, środowisk zainteresowanych w okupacji intelektualnej Polski, czyli jest po prostu zdrajcą. Wyobraźmy sobie, że w czasach komunizmu Polacy używają na pełnych prawach słów takich jak „wróg ludu” i „antykomunista”. Słów utworzonych w obcym ośrodku okupującym Polskę i przeznaczonych do pacyfikacji narodowego oporu. Używają ich sami osądzając innych Polaków jako wrogów ludu i antykomunistów.

Co by to znaczyło? Że oddają swoich rodaków komunistom do odstrzału! Jeśli by wtedy Polacy tak się zachowywali – nie byłoby dzisiaj Polski niepodległej. Byłaby częścią Federacji Rosyjskiej. Taka jest siła słów. I tak samo jest ze słowami „antysemityzm” i „nacjonalizm”, jak było ze słowami „wróg ludu” i „antykomunista”. Jest to przyjęcie i używanie aparatu pojęciowego okupanta albo kogoś szykującego się do zostania okupantem, próbującego okupować, i godzenie się na sytuację niewolnika, wasala, kogoś podlejszego gatunku.

 

Nie byłoby Polski, gdyby powszechnie – tak jak dziś jest powszechne wymyślone przez talmudystów słowo antysemityzm - były używane wtedy wymyślone w Moskwie słowa: „wróg ludu” i „antykomunizm”.

 

RÓŻNE UWAGI

 

LENIN I TALMUDYCZNA DEGRADACJA JĘZYKA I OBYCZAJÓW

 

Zgoda na obecność i posługiwanie się słowem „antysemityzm” i analogicznym postmarksistowskim śmietniskiem leksykalnym, (ksenofobia, polactwo, chorobliwy nacjonalizm, skrajna prawica, polski antysemityzm, polska nietolerancja, otwartość, zamknięcie, zaściankowość, kruchta, ciemnota, wsteczność, postępowość, progresywność, zacofanie) w języku potocznym – prymitywizuje obyczaje, w języku naukowym zaś degeneruje aparat naukowy, blokuje możliwość obiektywnych badań historycznych i degraduje przyszła inteligencję. Lenin tego typu sformuŁowania probował wprowadzać do języka „nauki”, czas najwyższy odrzucić ten robaczywy spadek cackowskich, jaroszewskich, judinów, rozentalów, trockich, wiatrów, baumanów, michników, krońskich i całej reszty „inteligencji” postmarksistowskiej i żydowskiej. Lenin w swoich wypisach z filozofów i komentarzach do nich daje pokaz „warsztatu” naukowego i terminologicznego identycznego z tym, jaki występuje w książkach różnych autorów żydowskich. W komentarzu do Hegla pisze Lenin: „boga mu żal!! Szuja idealistyczna!!” (Lenin 1956, s.279), w innym miejscu: „Idee Platona i bozia” (s.289). W istocie rzeczy w większości zastosowań zwrot „jesteś antysemitą!” nie znaczy więcej niż leninowskie: „Szuja idealistyczna! Wierzy w bozię!” i niż pokrewne terminy neomarksistowskie, widzimy i odczuwamy tu podobny „sznyt” do leninowskiego. Zamknijmy tę czarną kartę polskiej kultury i zacznijmy oczyszczać język z judaizmów językowych i myślowych oraz resztek marksizmu zliftingowanego.

 

DEMONIZACJA I NIEREDUKOWALNY KONFLIKT DWÓCH KODÓW KULTUROWYCH

 

Żydzi używają słowa „antysemityzm” do demonizacji osób i środowisk mających na ich temat krytyczne opinie. Jednocześnie twierdzą, że to goje ich demonizują. Powstają dziesiątki prac zajmujących się demonizacją Żyda w poszczególnych okresach historii. Tymczasem prawda wygląda tak, że u początku konfliktu leżą krytyczne opinie danej wspólnoty na temat mieszkającej pośród niej mniejszości ostentacyjnie lekceważącej tejże wspólnoty zasady i reguły (vide: Księga Estery). Kluczowa jest reakcja Żydów na zwrócenie im uwagi. Odrzucają jakąkolwiek możliwość własnej winy, błędu i ewentualność dostosowania się do obowiązujących praw i obyczajów ziemi na którą przybyli. Oraz intensyfikują podkreślanie tego, iż są kimś innym, kimś lepszym, kogo nikt nie zmusi do uzwględnienia dobra wspólnego. A wtedy następuje powtórna reakcja wspólnoty miejscowej, już bardziej emocjonalna i bardziej niechętna bezczelności przybyszów (Vulgata nazywa tę cechę Żydów insolens – buta, bezczelność). Spirala konfliktu nakręca się. W dalszej kolejności przychodzi ze strony Żydów zakłamywanie relacji o przebiegu konfliktu, co spiralę konfliktu rozkręca jeszcze bardziej. Wychodzi na to, iż droga do konfliktu wpisana jest niezbywalnie w aspołeczną, asocjalną naturę kodu kulturowego Żydów. Pozornie nie dążąc do konfliktu – instynktownie i poza swoją świadomością go prowokują. Jest to wzorcowa prezentacja nakręcającej się spirali konfliktu wzbudzonej zderzeniem dwóch odmiennych, antagonistycznych cywilizacji, tak jak o tym mówił prof. Koneczny.

 

SYJONIZM, ZWYCZAJOWE PRAWO PUSTYNNE, APOSTAZJA I ZDRADA, POMNIKA KATYŃSKI I USTAWA 447

Antysemityzm to część prawa zwyczajowego jednej z bliskowschodnich kultur. Brak powszechnie przyjętej i jasnej definicji antysemityzmu i brak jego opisania (w naukowej monografii pojęcia) jest dowodem na to, iż pojecie to pochodzi z pierwotnego, prymitywnego stadium rozwoju prawa (prawo zwyczajowe, customary law) i w przekładzie na cywilizowany język znaczy ni mniej, ni więcej niż – „kto nie z nami ten przeciw nam”. Pojęcie skonstruowane w kręgu kultury talmudycznej przez syjonistę Steinschneidera. Próby posługiwania się w polskim obyczaju i kulturze pojęciem powstałym w kręgu herezji jednej z religii bliskowschodnich ludów ma identyczny sens, jak wcielenie do polskiej i europejskiej kultury jakiegoś dogmatycznego albo prawnozwyczajowego terminu z dogmatyki szyitów lub sunnitów. Gdyby Europejczyk nie należący do wyznawców islamu nazywał sam siebie jakimś mianem przyjętym w Koranie na określenie niewiernych (np. kafir), mamy wtedy pełne prawo podejrzewać jakiś rodzaj zaburzenia tożsamości lub osobowości.

 

Tak samo jest z syjonistyczno-talmudycznym słowem „antysemita”. Używanie go przez Polaków sygnalizuje albo zaburzenia tożsamości (ew. osobowości), albo oznacza prace zlecone... A kiedy prezydent lub premier w oficjalnych wystąpieniach składają przyrzeczenia (przed kim?) walki państwa polskiego z antysemityzmem – skoro jednocześnie głoszą, że Polska to państwo bez Żydów – to powinno nas w najwyższym stopniu zaniepokoić, bo cóż to ma znaczyć? Termin antysemityzm jest główną częścią polityki historycznej i polityki zagranicznej obcego państwa i obcych interesów. Czyli co? Ponieważ tu (rzekomo) nie ma Żydów a polskie władze przysięgają, że będą ich bronić, to... gdzie ich będą bronić? W Palestynie? Czy może na wojnie Izraela z Iranem? A w przypadku konfliktu interesów Polski i Izraela kogo będą bronić?! . Takie wypowiedzi ocierają się o najbardziej haniebne wykroczenia przeciw Rzeczpospolitej.

 

Druzgoczącą odpowiedź dostaliśmy w ostatnich tygodniach, polskie władze nie tylko nie broniły interesu Polski w przypadku akcji „pomnik katyński” (akcji pobocznej, która miała zresztą tylko odciągać uwagę od akcji głównej s447, odciągać uwagę i absorbować siły zgodnie z podręcznikami sztuki wojennej), lecz, jak twierdzi część polonii amerykańskiej – władze zniechęcały polonię do działań obronnych. A może nie trzeba się TEMU rządowi dziwić, przecież dwie najważniejsze osoby w państwie publicznie przyrzekały bronić Żydów. Po prostu są słowni.

PIĘTNOWANIE WYIMAGINOWANEGO ANTYSEMITYZMU JAKO KATEGORIA Z KRĘGU „MYŚLI” SOWIECKIEJ

Postawa ekstraordynaryjnego wsparcia dla wyjęcia spod krytyki środowisk żydowskich i arabskich oraz ich produktów (np. kulturowych) oraz ich tradycji, wierzeń jest odpowiednikiem komunistycznej ideologii „awansu społecznego”. W przypadku neomarksizmu mamy ciągłe wspieranie i wyjątkowe wsparcie dla mniejszości etnicznych, szczególnie z bliskiego wschodu i trzeciego świata. Jest to ideologia awansu cywilizacyjnego niszcząca europejskie tradycje, idee i religie.

Próby opisania dziejów Europy za pomocą kategorii eurocentrycznych, christianocentrycznych napotyka na etykietowanie podobne jak w państwach socjalistycznych. Wtedy mówiono o „nauce burżuazyjnej”, „dawnej nauce”, „nauce kapitalistycznej”, dzisiaj piętnuje się dzieła historyczne i historiozoficzne niewygodne dla panującego w kulturze i oświacie neomarksizmu jako „dzieła orientacji nacjonalistycznej”, „dzieła antysemickie”, „dzieła z tezą”.

SYGNAŁY TO NIE SŁOWA, BIOLOGIA TO JESZCZE NIE SOCJALNOŚĆ, TO TYLKO STADNOŚĆ

Na poziomie biologicznym zamiast słów wystarczają sygnały. Istnieją tam tylko 3 kategorie „ontologiczne”: dany osobnik, stado, środowisko zewnętrzne. Na poziomie człowieka jako stworzenia, zwierzęcia społecznego (Arystoteles) członkowie innej grupy socjalnej są traktowani jako członkowie jednej rodziny ludzkiej, nie zaś jako zdehumanizowane „środowisko zewnętrzne” przeznaczone do maksymalnego wykorzystania. Są duże podobieństwa pomiędzy reakcjami stada a plemienia. Plemię też działa na zasadzie grupowych reakcji instynktownych.

Obsesja widzenia wszędzie antysemityzmu jest traktowaniem innych jako biologicznego środowiska zewnętrznego, nie jako partnera do dyskusji, partnera do wspólnego życia i współpracy. Wypowiedź członka innej grupy (plemienia) traktowana jest jako źródło sygnałów wyzwalających reakcje dwojakiego rodzaju: zagrożenia lub zadowolenia. Jakikolwiek aspekt krytyczny wypowiedzi traktowany jest jako sygnał: „Jestem zagrożony” i wywołuje reakcję obronną (zastraszającą, objawiającą lub sugerującą siłę), jak u zwierzęcia obnażającego zęby, co znaczy: uważaj, zaraz ugryzę. Dochodzi też znaczenie: zaraz przywołam resztę stada. Jak dyskutować z... wyszczerzeniem zębów? Nie da się.

CO JEST CHOROBĄ?

Według wielu badaczy (Koneczny, Trzeciak i inni) hitleryzm był kopią żydowskiej polityki i mentalności. Faszyzm nazywano chorobą moralną. Czyż nie wynika logicznie z tego wniosek, że żydowskość jest chorobą moralną, a nie, jak oszust stulecia, Eli Wiesel powiedział, że antysemityzm to choroba moralna? Logika jest nieubłagana. Zwłaszcza wobec oszustów.

PRAWA I CYWILIZACJA GOJA DENERWUJĄ ŻYDA. DLATEGO WALCZY Z TYM ZA POMOCĄ SŁOWA „ANTYSEMITYZM”.

Wyobraźmy sobie prawo zbudowane na takich określeniach czynów przestępnych jak: zawieść kogoś, zdenerwować kogoś, rozczarować kogoś, zrobić komuś przykrość, być dla kogoś nieprzyjemnym. Jesteśmy tu w obrębie subiektywnych odczuć braku satysfakcji, pewnego dyskomfortu. Właśnie taki typ prymitywnego i zgoła fantastycznego prawa plemiennego mającego zapewniać Żydom komfort w każdej sytuacji sankcjonuje każdy, kto nieopatrznie posługuje się słowem „antysemityzm”, talmudyczno-syjonistycznym terminem dbającym o komfort emocjonalny każdego Żyda oraz reprezentującym i broniącym interesów światowej żydowskiej diaspory i państwa Izrael. Niech nas nie zmyli, że jest to tylko jeden wyraz. Ten wyraz biorąc w usta, bierzemy go z całym jego inwentarzem, gdyż obudowany jest tysiącami tomów sakralno-nacjonalistycznego piśmiennictwa.

 

PRYWATNA OCHRONA PLEMIENNA

Pojęcie meduza, pojęcie plazma utrzymywane w tym plazmatycznym stanie skupienia celowo. Ono ma być nieuchwytne i niepojęte, jak ochroniarz ważnej osoby. W czarnych okularach, ty jego oczu nie widzisz, ono ciebie cały czas obserwuje. Słowo antysemityzm ma 6 znaczeń. Każde z nich to jeden ochroniarz. Uzbrojony ochroniarz. Ten ochroniarz przysługuje każdemu Żydowi, niezależnie od kastowej warstwy niewidocznego plemiennego tworu. Pozostałe narody przyznają ochronę tylko swoim władzom. Naród wybrany sam sobie przyznał ochronę indywidualną dla każdego członka narodu. Za pomocą władzy nakładania niezmywalnej klątwy na każdego, kto nie prowadzi rytualnej, uniżonej rozmowy z narodem wybranym i kto nie realizuje bez szemrania jego żądań     

                                                        .

CAŁY NARÓD DOCZEKAŁ MESJASZA

W 1939 r., niedługo przed śmiercią, zapisał Freud ciekawe zdanie. Ciekawe, bo szczere. Stwierdził, że „specyficzne motywy antysemityzmu” pochodzą „z tajemnych [nieznanych] źródeł”. Praktycznie było to przyznanie się do porażki w tak ważnym dla niego zagadnieniu. Oczywiście źródła antysemityzmu są tajemne dla... większości Żydów, taki już ich los, gdyż aby te przyczyny zrozumieć, trzeba być zdolnym do... samokrytyki etnicznej. A każdy żyd porywający się na krytykę swego narodu i narodowego kodu kulturowego – skazuje się na nienawiść rodaków i miano osobnika chorego (na nienawiść do siebie samego). Każdą autorefleksję nad narodowym charakterem gros Żydów uważa za najcięższe wykroczenie. Skoro nawet profesjonał Freud nie pojął, to tym bardziej nie pojmie przeciętny Żyd skąd wypływa na świat antysemityzm. Tymi „nieznanymi źródłami” antysemityzmu są najzwyczajniej w świecie ogólnoludzkie zasady obowiązujące wszystkich. Najwyraźniej nieznane narodowi żydowskiemu, czyli liczącej się w miliony sekcie wyznawców Mesjasza Narodowego nazywającego się Zygmunt Freud.

SŁOWO „ANTYSEMITYZM” JAKO CZEK IN BLANCO

Czek in blanco – to wypowiedzenie na oficjalnych wystąpieniach kilka razy słowa „antysemityzm” przez przedstawicieli władzy danego państwa. Później zostanie dopisana właściwa suma. Płatności na cmentarze, muzea i na badanie antysemityzmu – to było tylko sprawdzanie wiarygodności, wypłacalności i terminowości przyszłego płatnika. Obydwa testy rząd i partia PIS zdały celująco. W związku z tym można było przejść do kolejnych etapów. A imię ich 447. A składać się będzie na nie: finansowanie edukacji na temat holokaustu, czyli „prac naukowych” Grossa, Engelking, Grabowskiego, Bilewicza, dbanie o pamięć, czyli budowa i utrzymywanie kolejnych muzeów, finansowanie wszystkich wycieczek młodzieży z Izraela, sympozjów, konferencji, festiwali, rocznic, filmów, przedstawień teatralnych – czyli w gruncie rzeczy niezwykle intenesywne implementowanie w Polsce antychrześcijańskiej pseudoreligii holokaustu (sekty holokaustiańskiej). Czekał nas będzie na okres kilkudziesięciu lat zalew propagandy holokaustiańskiej, czyli faktycznie propagandy kultu „narodu wybranego”.  Jak w dowcipie: - Co w tym sezonie nosi się w Warszawie? - Jak to co? Żyda na rękach...  A zaczyna się zawsze niewinnie. Spotkania z Foxmanem, Lauderem i członkami gmin żydowskich i składane im hołdy pod postacią deklaracji ścigania przez rząd Polski antysemityzmu. Na następnym etapie słówkiem „antysemityzm” szpikuje się programy telewizyjne i portale „prawicowe”. Na trzecim etapie kogut sam kładzie głowę na pieńku uwzględniając wrażliwość i potrzeby trzymającego siekierę.

POZNAĆ PRZYSZŁOŚĆ

Każdy z nas na dworcu, na rynku starego miasta i na deptaku bywało, że trafiał w środek chmary Cyganów. Czasem z ciekawości lub głupoty ulegał chęci usłyszenia wróżb, poznania przyszłości. Wyciągał dłoń i podawał ją do wróżby. Cyganka zaczynała odsłanianie przyszłości: Na początku szło wam kiepsko. O, widzę jakiegoś mężczyznę o wschodniej urodzie, ktoś bogaty, dużo kobiet za nim prowadzą. Na imię ma Abraham chyba, nie, Ibrahim. Ibn Jakub. Od niego zaczął się ruch bezwizowy dla Lechitów. Załatwiał im pracę w sftrefie Schengen. Dobrze, dobrze zaczęło wam iść. A tu widzę kłopoty, na początku takie sobie, zwykłe. A tu już duże kłopoty. A kłopoty duże, bo ty nas nie lubisz i nie kochasz. Oj, czarno widzę. No, połóż pieniążka, nie metal, papier ma być, o tak, teraz cyganka patrzy i mówi, no, z kłopotów powoli wychodzisz, ale dalej nie widzę dokładnie, oj, złe czasy, połóż pieniążka, wróżba się może zmienić. Połóż na cmentarz 100 papierków, o dobrze, dobrze, teraz na muzeum getta, o jest stówka, no idzie lepiej tobie, trochę lepiej, teraz co by się nie popsuło jak idzie dobrze, to ty połóż na muzeum chasydów, o, druga stówka, no, żeby wrogi na nas nie krzyczały, ksenofoby jedne, że tyle kładziesz nam papierków, to ty połóż na prof.,. bilewicza żeby was wciąż badał, określał poziom wrogości do wróżbiarek, czy już nie chcecie nas gonić, o jest, no to na łodkę kusznierewicza dołóż, a tu, na koniec, widzę przed tobą wieeelką przyszłość, będziesz edukował cały świat o holokauście, o tym jak Polaki Żydów, Niemców i całą resztę mordowały i grabiły, oj będziesz sławny edukator, połóż jeszcze papierki cygance przyjaciółce strategicznej z bratniego narodu, połóż pan, połóż, p o ł ó ż , p o ł ó ż. A jak położysz to poznasz swoją przyszłość, ale będzie już za późno, żeby ją zmienić. Ale i tak połóż.

 

LITERATURA

 

Adomo T.W. (1986), Dialektyka negatywna, przeł. K. Krzemieniowa, PWN, Warszawa

---------------- (2010), Osobowość autorytarna, przeł. R. Pańków, PWN, Warszawa.

Assmann J. (1992), Frühe Formen politischer Mythomotorik Fundierende, kontrapräsentische und revolutionäre Mythen, w: D.Harth, J.Assmann (red.), Revolution und Mythos, Frankfurt.

Bahr E. (1978), Anti-Semitism. Studies of the Frankfurt School: The Failure of Critical Theory Source: The German Studies Review, 1978, vol. 1, pp. 311-321.

Brown R. (1965), Social Psychology, Collier-Macmillan, London.

Glock H.-J. (2001), Słownik wittgensteinowski, przeł. M.Hernik, M.Szczubiałka, Spacja, Warszawa.

Horkheimer M., Adorno T.W. (1994), Dialektyka oświecenia, przeł. M. Lukasiewicz, IFiS, Warszawa.

Jay M. (1973), The Dialectical Imagination. A history of the Frankfurt School and the Institute of Social Research 1923-1950, Little Brown and Company, Canada.

Korolko M. (1990), Sztuka retoryki, WP, Warszawa.

Krótki słownik filozoficzny (1955), pod red. M.Rozentala, P.Judina, KiW, Warszawa.

Lasch C. (1991), The True and Only Heaven: Progress and Its Critics, W.W. Norton, New York.

Leach E., Greimas A.J. (1989), Rytuał i narracja, przeł.[z ang.] Michał Buchowski, [z fr.] Anna Grzegorczyk, Ewa Umińska-Plisenko, PWN, Warszawa.

Leeuw G. van der (1978), Fenomenologia religii, przeł. J.Prokopiuk, KiW, Warszawa.

Quasthoff U.M.(1998), Etnocentryczne przetwarzanie informacji. Ambiwalencja funkcji stereotypów w komunikacji międzykulturowej, w: Język a kultura, t. 12, Stereotyp jako przedmiot lingwistyki. Teoria, metodologia, analizy empiryczne, pod red. J. Anusiewicza, J. Bartmińskiego, Wrocław.

Studies in Prejudice. (1950), Edited by Max Horkheimer and Samuel H. Flowerman, Harper & Brothers, New York.

Tokariew S.A. (1969), Pierwotne formy religii i ich rozwój, przeł. M.Nowaczyk, KiW, Warszawa.

Weber M. (2000), Etyka gospodarcza religii światowych, t.1 Starożytny judaizm, przeł. D.Motak, Nomos, Warszawa.

Wypustek A. (2001), Magia antyczna, Wrocław.

 

====================================

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)

Komentarze

A czyż nie łatwiej byłoby na te wszelkie żydowskie zaklęcia i oskarżenia odpowiedzieć po prostu jak Wielki Książę Konastanty z tej anegdoty z nagabującym go na ulicy jakimś tam Ickiem. Tym bardziej, że podobno Wielki Książę Władimir podobną ruską dyplomację stosuje współcześnie z dobrym skutkiem.
Ot takie tam marzenie o niepodległości, bo zdaję sobie sprawę z niemożności stosowania ruskiej dyplomacji przez "polskich książąt".

A propos anegdot i symboli i wszelkiej innej podłości: Pamiętacie tweeta lizusa Kurskiego "a imię jego 44" na okoliczność pewnego zaprzysiężenia?
SOB wieszcz pieprzony - pomylił się tylko o głupią siódemkę na końcu!

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1566454

zawartość nocnika...

 

zawartość nocnika

tych psycho-kopro-fagów

prestigitatorów słowa

podświadomości magów

 

PS Grzebanie w zawartości nocnika tych psych-kopro-fagów do przyjemności nie należy. Ale nie da się inaczej zacząć odbudowy Europy. Świetny początek!

Pozdrawiam

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1566457

Trzeba go kopnąć tak, by z wybrzeży Portugalii jego zawartość wylała się do Atlantyku i niech sobie w fekaliach grzebią gangsterzy z Nowego Jorku.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1566458

Kochany!  Nie, nie całuj mnie w usta. Tylko jak najszybciej rozwiń ten wywód. Rozwiń w książkę albo dwie jedną popularną a drugą naukową. Tylko kto to zrecenzuje i wyda? Teraz tekst generalnie wyjaśniający mi, atykułujący jasno pewne rzeczy z przestrzeni publicznej. Jednakowoż  przez skróty metaforyczne nad być może otchłannie ważnymi kwestiami wpada miejscami w zarzucaną adwersarzom  glosolalię. Tutaj do wybaczenia bo do swoich piszesz...Jak będzie spotkanie autorskie to chętnie sam twarzą w twarz pogadam i za ostatnie książkę bardzo przydatną, potrzebną kupię.

PS do komentujących, jako często z invidiej chamskiej obijany nabyłem wprawy ogromnej w plures wrogości omijaniu.  A tu rzecz w tym, jak nie wejść w zastawiona pułapkę.  Jak ominąć nocnik, cygankę, odkrywającego swą sromotę wstawionego?

Ano idzie sobie dwóch takich, co trzeciego nie lubiło. Widzą go na mostku, jak se ryby łowi. Jeden z rzeczonych mówi do drugiego:

Patrz! Ryby se łowi. Zróbmy tak, podejdziemy i ja zapytam: Biorą? Jak odpowie, że biorą, to ty powiesz: Takiemu chujowi jak ty , to zawsze biorą. A jak powie, że nie biorą, to ty mu powiesz : Takiemu chujowi jak ty, to nigdy nie biorą. Podchodzą i jak się umówili pierwszy pyta? Biorą? I słyszą odpowiedź:

Spierdalajcie!

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Onufry Zagłoba

#1566533