Bilans prezydentury Andrzeja Dudy

Obrazek użytkownika wawel24
Kraj

Jest takie opowiadanie Conrada „Jutro”. Matka żyjąca nadzieją i złudzeniami, że jej syn żyje – pisze sama do siebie listy... od syna. I wierzy w nie, jakby to on je napisał. Ludzie niechętnie rozstają się ze złudzeniami. Bez nich nie poradziliby sobie. Produkują je więc... sami dla siebie. A czas leci. Zmarły syn nigdy nie powróci. Zmarły, albo taki, który wyrzekł się matki.

I tak się ma nasz problem z prezydentem Dudą. Jego obraz wytwarzany przez większość z nas i on realny – to dwie odrębne rzeczywistości, mające tylko minimalne punkty styku. A w istotnych punktach są owe dwa obrazy nawet... sprzeczne. Więc piszemy sami listy do siebie. Odrealniamy się. Odchodzimy w matrix żywionych marzeń. A marzenia lubią, gdy się je żywi. Tyją. I przesłaniają nam świat. Coraz słodszy świat. Świat jak „stoliczku prezydenta nakryj się!”. Aż przychodzi przebudzenie. I szlochom i lamentom nie ma końca. Im później przyjdzie ocknięcie, tym gorzej.

 

ORKAN „ANDRZEJ”, CZYLI CICHA WODA W WETA DMIE

Dlaczego aż tak daliśmy się nabrać? Dlaczego dopiero po 2. latach i po ciosie między oczy wetami – mogliśmy przejrzeć na oczy? Byli tacy, bardzo nieliczni (palce jednej ręki), którzy kilkanaście dni po wyborze prezydenta mówili, że to fatamorgana oazy. Wyśmiewaliśmy ich jako czarnych wieszczków, wiecznych malkontentów. Syciliśmy oczy piękną parą prezydencką. Rośliśmy ich prezencją i elokwencją. Wreszcie... Jaś doczekał. Marzenia się spełniły, Polska dostała to, na co zasłużyła. Na pojawiające się od samego początku różne  r y s y – przymykaliśmy oczy, wszak nie przystoi być małostkowym wobec spełnienia marzeń. Wielkodusznie nie zauważaliśmy rozstajnej drogi. A chmury się zbierały, według „starych górali” zanosiło się na orkan. Ale my demonstracyjnie wyłączyliśmy stacje meteo. I tak oto nadszedł sądny dzień, 25. września.

Niczego już się nie udało zabezpieczyć. Dachy zerwało w mgnieniu oka. Ściany popękane – do wyburzenia. Zostaliśmy pod gołym niebem. Niektórzy do dziś nie przyjmują tego, co się stało do wiadomości. Miłość fantomowa bywa tak potężna jak energia atomowa... Zwłaszcza gdy jej obiekt jest tak szykarny (шыкарный). Siedzą w zabłoconym fotelu pod gołym niebem i dziwią się, że na ścianach nie ma zegara i obrazów. Na tych, co chcą ich przywrócić do srogiej realności – rzucają wściekłe słowa i spojrzenia. A fotel zapada się w błoto, bo ulewy się ponawiają.

Orkan jest nieubłagany. Żyje swoim życiem, choć są tacy, co mówią, że to przecież tylko wypadkowa wielu przemożnych, niewidocznychh zewnętrznych sił. Gdy jest in statu nascendi – orkan jest odbierany jako ożywczy powiew. Ludzie wychodzą na wzgórza, nabierają głębokich oddechów rześkich fal powietrza, podziwiają lasy rytmicznie kłaniające się innym lasom. Obserwują trud ptaków borykających się z coraz przemożniejszymi falami wiatru. Gdy pojawia się pierwszy błysk – najbystrzejsi już wiedzą, że tego żywiołu już nikt nie zawróci. I że wielu zostanie bez domów. Ale to tylko nieliczni wiedzą, bo większości nie mieści się w głowie, że trwałe rzeczy mogą tak nagle i szybko runąć.

 

A jednak runęły. A te, co stoją, popękały i albo same runą, albo trzeba będzie je wyburzyć, by postawić na ich miejscu coś solidnego. W nadgryzionych i napoczętych domach żyć mogą jedynie upiory.

 

DO TRZECH RAZY SZTUKA czyli TRZY PUNKTY ZWROTNE – 1989, 2010 i 2017

Jesteśmy w trzecim punkcie zwrotnym historii Polski „częściowo wolnej”. Dlaczego „częściowo wolnej”? Dlatego gdyż wolność, to nie tylko przywrócenie godła i powrót możliwości czczenia swoich bohaterów. Wolność to nie tylko recytacje i deklamacje na patriotycznych celebrach. Wolność ma też wymiar ekonomiczny i wymiar państwa uzdrowionego od chorób toczących tkankę społeczną, od skrytej władzy nietykalnych i nieformalnych ośrodków powiązanych niewidocznymi nićmi, wszelakich lobbies, koterii i kast prawniczych, sądowniczych, prokuratorskich, medialnych, gospodarczych i kulturowych. Gdy owa pajęcza sieć ma się dobrze – niczego nie zmienią patriotyczne ewenty, koncerty, seriale i historyczne rekonstrukcje. Pozostaną one niczym malowanie trawy na zielono z okazji wizyty... suwerena. Suwerena łatwo zwieść. Nawet jeśli w swej większej części przebudził się.

Te punkty zwrotne to lata 1989, 2010 i... 2017. Dlaczego nie 2015? W roku pierwszych w „częściowo wolnej” Polsce wyborów wygranych przez siłę zdolną utworzyć rząd większościowy wszyscy byliśmy najpierw zaskoczeni, później pełni nadziei. „Niepodległość” rozumiana szeroko jako otwarcie wreszcie drogi do państwowego samostanowienia była jeszcze w zarodku. Szybko nabraliśmy apetytu na „marsz do przodu”. Uwolniliśmy marzenia. Wyszła nam naprzeciw jakimś przedziwnym zrządzeniem opatrzności korzystna jak nigdy sytuacja międzynarodowa. Przełom historyczny był, ale był w fazie „planistycznej” w którą powoli, lecz konsekwentnie wchodziliśmy. Jednak rok 2015 i 2016 nie osiągnął punktu z którego nie ma już powrotu do świata kłamliwego i złodziejskiego. Do tego „point of no return” zaczęliśmy się przybliżać dopiero w połowie 2017 r. Wtedy to obóz niepodległościowy zaczął demontaż pierwszej z trzech sztab blokujących odrzwia prowadzące do faktycznej, nie malowanej wolności. Te trzy sztaby to sądownictwo, media i konstytucja. Ponieważ patologia przez owe 27 lat zdążyła zagnieździć się w naszej biednej ojczyźnie, by tak rzec – strukturalnie, to kolejność przepiłowywania (lub wysadzania) owych trzech blokujących sztab jest kluczem do sukcesu, do otwarcia na oścież bramy wyprowadzającej z lochu. Patologie narastały warstwowo, hierarchicznie. Terapia nie uderzająca w pierwszej kolejności w fundament (w języku biblijnym „oścień zła”) – mogła dać tylko chwilową poprawę. Innymi słowy, zdegenerowane, skryminalizowane sądownictwo stanowiło źródłowe ognisko chorobowe infekujące całą resztę. Stanowiło kryszę, przyczółek, warunek, ostoję, narzędzie, instrument, patologii pozostałych elementów państwa. Nie ruszając owej „stolicy Lucyfera” skazani bylibyśmy na niepowodzenia lub na symulowanie (przemian, dobrych zmian, niepodległości, sprawiedliwości etc.). I oto latem 2017 r. hufce sanacji podeszły pod mroczne mury „wolnych sądów”, wolne na tej samej zasadzie, na jakiej komórki rakowe uwalniają się od potrzeb zaatakowanego organizmu. I wtedy to... legł w błocie samolot. Nie, nie Tupolew. Samolot naszych marzeń i naszej wizji odrodzonej Polski. Nazwanie tego w ten sposób nie jest wcale przesadą. Bywają w dziejach takie chwile, których gdy się nie wykorzysta – to zostanie po nas tylko głuchy śmiech pokoleń. Pokoleń nie pytających się o nasze dobre intencje, ani o to, jakie przeszkody stanęły nam na drodze. Męstwo mierzy się właśnie zachowaniem wobec przeszkód wyskakujących nagle tuż przed zwycięskim szturmem. Jeśli nie poradzimy sobie z ostatnim nawrotem choroby – przestaną mieć znaczenie wszelkie dotychczasowe „półsukcesy”, sukcesy odwracalne, rosnące indeksy, prognozy, notowania etc. Jeśli nie przywrócimy Polsce mocy stanowienia, mocy zdrowia, to lepiej już dzisiaj wyjedźmy do Islandii czyścić ryby. Tam przynajmniej mają swoje banki. Może najpierw wypadałoby mieć narodowe banki i uczciwe sądy zanim zacznie się autohipnozę za pomocą mów pogrzebowych ku pamięci tragicznych bohaterów narodowych.

 

WPROWADZENIE STANU WETUJĄCEGO NA OBSZARZE RP

Aby opanować emocje, które nieodwołalnie włączają się, gdy ktoś wolny od szablonów myślowych zaczyna poddawać trzeźwej refleksji słowa i czyny prezydenta A.Dudy zajmę się na chwilę zapleczem prezydenta. Rzecz idzie o profesora Andrzeja Nowaka. Dlaczego nazywam znamienitego historyka UJ „zapleczem” A.Dudy? Odpowiem pytaniem: dlaczego do tej pory nikt nie zajął się dwoma tekstami prof.A.Nowaka będącymi ewidentnie podkładkami pod decyzje prezydenta? Profesor Nowak to postać dla niektórych wyborców PIS-u niemalże kultowa. Mnożą się wychwalania pod niebiosa poszczególnych tomów „Historii Polski” jego autorstwa. Postać to szacowna i utytułowana. Historyk, publicysta, nauczyciel akademicki, sowietolog, profesor nauk humanistycznych, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor zwyczajny w Instytucie Historii PAN (kierownik Zakładu Historii Europy Wschodniej na UJ), były redaktor naczelny dwumiesięcznika „Arcana”. Od 2016 członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. Mówiąc krócej jest to kolega z pracy naszego prezydenta i zapewne jego autorytet. I do tego momentu wszystko jest zrozumiałe i... normalne. Dopóki z wytężoną uwagą nie przeczytamy owych dwóch tekstów, które niczym podtrzymujące rusztowanie wspierają dwa momenty, w których prez.A.Duda przeciwstawił się swojemu elektoratowi, czyli momentu zawetowania i momentu prezentacji „nowych projektów” ustaw sądowniczych. Przyznam się, że szok, jaki odczułem czytając po raz pierwszy rzeczone teksty nie umniejszył się ani o cal z upływem czasu, a może i nawet wzrósł. Za każdym razem, gdy do nich wracam, tracę poczucie czasu i miejsca. Zdaje mi się, że jestem w PRL-u za miłościwie panującego W.Jaruzelskiego. Teksty owe prezentują tak kuriozalne treści, że – dalibóg – wolałbym, iżby okazało się, że ktoś się podszył pod prof. Nowaka. Odrębną sprawą jest zadziwiający fakt, iż do dziś nikt nie zaprosił profesora do jakiegoś programu z prośbą o doprecyzowanie i wyjaśnienie kilku kuriozalnych stwierdzeń. Ale do rzeczy. Już w pierwszym zdaniu tekst uderza w ton pokrewny mowie Jaruzelskiego ogłaszającej wprowadzenie stanu wojennego: „Prezydent Andrzej Duda podjął decyzję o historycznym znaczeniu. Nie tylko dla niego osobiście, ale dla urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej. I dla Polski.” Co to w ogóle znaczy?!  Osoba tak poważna, albo mówi, co wie, albo milczy lub mówi jasno, iż po prostu prezentuje swoje obawy, odczucia, impresje. A tutaj mamy festiwal niedomówień, jakieś nieokreślone „strachy na Lachy”. Gdzie my jesteśmy? Kto do nas mówi? Czy to jeszcze stara i dobra bolszewia przywołuje do porządku  brykających członków baraku sowieckiego?

Posłuchajmy uważnie: „Gdyby prezydent Andrzej Duda podpisał wszystkie trzy ustawy uchwalonej głosami PiS reformy sądownictwa, wówczas oczywiście byłaby szansa, żeby reforma została przeprowadzona. Była jednak też możliwość zrealizowania innego, fatalnego dla Rzeczypospolitej scenariusza. To totalna opozycja zyskałaby szansę, zgubną dla Polski, przekonania wystarczającej liczby naszych współobywateli do wyjścia na ulice, by w celu obalenia demokratycznej władzy stworzyć skuteczną imitację „rewolucji obywatelskiej”. Jej zagraniczni mocodawcy mieliby zaś szansę uzasadnienia dla swej interwencji, niszczącej państwo polskie.” Jest to strasznie dziwny tekst (komunikat?). Cały zbudowany jest na trybie przypuszczającym (gdyby, byłaby, żeby, była możliwość zrealizowania, zyskałaby, mieliby). Będąc trochę niegrzecznym można odpowiedzieć: gdyby babcia miała brodę byłaby dziadkiem. A już rekordem pseudologiki jest straszenia suwerena... imitacją rewolucji obywatelskiej. Imitacją a więc przedstawieniem. Potencjalnym, wirtualnym spektaklem. Burleską Mazgułów, Cimoszewiczów, Obywateli RP i emerytek kopiących zreumatyzowanymi kończynami w barierki. I ta oto burleska mogłaby dać szansę (a więc znów tylko potencjalną możliwość) zagranicznym mocodawcom „uzasadnienia dla swej interwencji, niszczącej państwo polskie”. Pomijając już – nielicującą z tytułem profesorskim - niezgrabność stylistyczną (uzasadnienia dla swej[a niby dla czyjej?] interwencji), to cała ta fraza obraża czytelnika i obywatela państwa polskiego. I dalej: jakaż to miałaby być ta interwencja niszcząca państwo polskie? Czyżbyśmy czegoś nie wiedzieli? Czy może jest to jakaś rynkowa plotka. A może po prostu wyssany z palca chwyt retoryczny? Pytań nasuwa się tu dziesiątki. Jeśli to nie plotka ani sztuczka, tylko informacja, to z jakich źródeł? Przecieki ze służb? To co to za służby? Wszystko to niepokojąco przypomina dziwne rzekome info o zagrożeniu dla samolotów w przeddzień wylotu do Smoleńska. Dalej: dlaczego owymi zagranicznymi mocodawcami gotowymi do „niszczenia państwa polskiego” nie zajmują się służby? Pan wybaczy, profesorze, ale to są kpiny, to co Pan wypisuje. Rozumiem, że gracie panowie wraz z panem prezydentem w tej samej drużynie, ale są granice smaku i dobrego wychowania. W tak impertynencki sposób uzasadniać i straszyć rodaków – wstyd. Bije z tego pogarda dla naiwniutkich Polaków, których wystarczy postraszyć potencjalną reakcją jakichś niezidentyfikowanych sił na potencjalną imitację protestów antyrządowych. Toż to wytwór analogiczny do straszenia Polaków kapitalistyczną stonką ziemniaczaną. Tyle lat minęło, a jakbyśmy stali w miejscu. I ta pogarda wciskania tak monstrualnego kitu. Szok. Szok jagielloński. To nie duch universitas, to cień wielkiego językoznawcy... Brak skrupułów w uzasadnianiu irracjonalnych posunięć uzasadniających utrzymanie status quo zaprzyjaźnionych koterii.

Czytajmy dalej tę mowę o wprowadzeniu „stanu wetującego” na obszarze Rzeczypospolitej: „To nie są błahe sprawy. Zaręczam Czytelnikom tego tekstu, Prezydent ma  bardziej poważne i dokładne dane na ten temat niż większość z nas. Złowrogie, jednoczesne wystąpienie w ostatnich dniach przeciwko Polsce, przeciwko polskim władzom – Dumy rosyjskiej pod nadzorem Putina oraz nadzorowanych z Berlina kukiełek z Brukseli – powinno jednak nam dać do myślenia”. Coż nam pozostaje na takie dictum kolegi z pracy naszego prezydenta, musimy przyjąć zaręczenie i uwierzyć, w tajemnicze „dane”, poważne i dokładne. Przepraszam, profesorze Nowak, ale to zwykły plagiat poważnych i dokładnych danych o grożącej interwencji Moskwy, którą to bajką próbował z siebie i swojej kliki zdjąć odpowiedzialność satrapa Wojciech Jaruzelski. Oby ten Pański tekst, tekst historyka nie przeszedł do podręczników historii jako analogon wniosku WRON do Rady Państwa. Historia się powtórzyła jako karykatura. I coś mi mówi, że ta lipcowa legenda o potencjalnej interwencji (niewiadomo jakiej, niewiadomo kogo i niewiadomo w jakiej sprawie wobec państwa będącego członkiem UE i NATO) powstała w tych samych kręgach, które zrodziły legendę z przemówienia Jaruzelskiego. Nie chcę spekulować, kto był rozsadnikiem i rezonatorem, A.Duda, ktoś z jego kancelarii czy z... BBN-u, bo trzeba by tu wiele osób obrazić ostrym słowem... Jedną mam prośbę, panie profesorze, poniechajcie panowie tego typu plot, wrzutek czy też trików. Poniechajcie choćby po to, by zachować wśród Polaków szacunek dla was. Lepsze już są jako alibi dla obstrukcyjnych decyzji wstrzymujących głębokie reformy państwa – zanurkowanie pod spódnicę legendy albo „mit pojednania” sufitu z podłogą. Lepszy banał niż ośmieszenie. W zasadzie powinienem już skończyć cytowanie „zaangażowanego społecznie” piśmiennictwa druków ulotnych prof. Nowaka, ale nie odmówię sobie przytoczenia krwistej krakowskiej sztuczki retorycznej o... „dalszej imitacji wojny domowej” [sic!]: „Można oczywiście pójść na starcie. Tak chce wielu z naszej strony i tak chce totalna opozycja. Ale – większość obywateli – i do tego, do nich, do tej milczącej większości, moim zdaniem warto się odwołać – nie chce tego frontalnego starcia, nawet dalszej imitacji wojny domowej, nie mówiąc o możliwym jej przekształceniu w prawdziwą, pociągającą za sobą rzeczywiste ofiary (...)Podjąwszy decyzję o zawetowaniu dwóch ustaw i podpisawszy tę jedną, najważniejszą dla „szeregowych obywateli” – tę o Sądach Powszechnych, prezydent Andrzej Duda odwołał się do owej większości Polaków, która nie chce ani wojny domowej, ani obcej interwencji. Nie cofając się przed demagogicznym naciskiem „ulicy” i „zagranicy” (trzy razy „nie”), Pan Prezydent zaproponował uspokojenie sytuacji.” Ostatnie zdanie ma szansę przejść do annałów manipulacji słownej, logicznej i pojęciowej. Bitych kilka akapitów straszenia ulicą i zagranicą i podawania nacisku ulicy i zagranicy jako uzasadnienia prezydenckich wet by zakończyć to podsumowaniem, że prezydent nie uległ ulicy i zagranicy, skoro dopiero co zarysowano, że... uległ – to powód by UJ przestał być w ogóle uwzględniany w klasyfikacji wyższych uczelni. Chyba że jego pracownicy powrócą z dziedziny polityki do sfery swego zawodu. Jak „nie uległ”, skoro „uległ”? Jak zachwyca, skoro nie zachwyca, by po gombrowiczowsku zapytać?

A na koniec spytam, wojnę domową kogo z kim miał Pan na myśli? W latach 40. związek frazeologiczny „wojna domowa” występował w Polsce zawsze tylko w jednym kontekście. Zawsze chodziło o wojnę Polaków z nasłanymi przez sowietów komunistami (w połowie żydowskiego pochodzenia), tak jak przykładowo w rozmowie Berlinga z szefem Głównego Zarządu Politycznego Armii Czerwonej generałem Aleksandrem Szczerbakowem. Czyżby rzecz szła o to samo? I jak doszło do tego, że  Pan, członek Rzeczpospolitej uczonych użył ulubionej frazy... Lecha Wałęsy, straszącego co kwartał wojną domową i wyskakiwaniem z okien? A może niepotrzebnie się dziwię, wszak Pański przyjaciel, Paweł Śpiewak, historyk idei, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego wsławił się pokrewną wieszczbą takową: „"To będzie krwawa vendetta, w której ludzie PiS-u zostaną wycięci do samej kości". Nieładnie się panowie profesorowie bawicie. Oby jakaś ręka nie napisała na ścianach waszych gabinetów: Mene - Bóg obliczył twoje panowanie i ustalił jego kres, Tekel - zważono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki, Peres - twoje królestwo uległo podziałowi. Chciałbym wierzyć, że Pan, Panie profesorze napisał to, co powyżej tylko ze zwykłej nieroztropności i lojalności wobec przyjaciela. Każdy inny powód uwłaczałby Panu. I niech Pan mniej zajmuje swe myśli imitacjami. Oryginały są bardziej godne zainteresowania. Imitacje tombakowe sprzedają na ulicy Cyganie i Rosjanie. Czasem, jak Dmitrij K. – sprzedają je... na uczelniach. Znaną techniką poprzedzającą napad na samotnie stojące wille jest podanie psu zatrutej kiełbasy. Czytając podkładki prof. Nowaka pod decyzje prezydenta Dudy czuję się jakby ktoś podawał mi zatrutą kiełbasę, po to by chwilę później spenetrować mi mózg...

 

DMITRIJ K., ZŁOWROGA DUMA I PROF. NOWAKA PODKŁADKI POD PREZYDENCKIE WETA

W czasie gdy kończę pisanie tego tekstu Opatrzność zesłała pewne niezwykle istotne wydarzenie, stawiające sprawę prezydenckiej obstrukcji w całkiem nowym i b.niepokojącym świetle. Dodać muszę, iż wątpię, by była to ta sama opatrzność (mała litera zamierzona), która zesłała nam prezydenturę Andrzeja Dudy, opatrzność o której tak często mówią jego rodzice, że aż staje się to niesmaczne. Zauważę na marginesie, że zanim swój absmak „wątkami mesjanistycznymi” u naszego prezydenta i jego rodziny wyraził Jarosław Kaczyński – miałem identyczne myśli obserwując nieznośną mesjańską manierę mimiki, natężenia głosu i intonacji oraz słownictwa naszego prezydenta zaindukowaną mu przez jego rodzicieli. Ale wróćmy do Opatrzności i skutecznej neutralizacji sowieckiego agenta wpływu z kręgów polskich historyków i sowietologów – Dmitrija K., wydalonego z terenu Polski 12 października 2017. Był to Rosjanin zaangażowany był w inicjowanie i prowadzenie działań z zakresu wojny hybrydowej przeciwko Polsce. Zatrudniony w Katedrze Historii Najnowszej na Wydziale Historii Akademii Humanistycznej w Pułtusku, tytularny profesor tejże uczelni, autor ponad 80 prac naukowych. Osobliwie, specjalizacja i zainteresowania badawcze oficera rosyjskiego wywiadu występującego w masce uczonego dokładnie pokrywają się ze specjalizacją prof. Andrzeja Nowaka, głównego ideologa wet A.Dudy.

Zajrzyjmy do archiwum portalu wpolityce, głównego forum publicznego, którym prof. A.Nowak posługuje się do kontaktu z „twardym elektoratem PIS-u”. Znajdziemy ciekawy fakt: od 24 lipca do 13 października , czyli przez bite 2,5 miesiąca prof. Nowak zaszczycił „beton PIS-u” (gdyż tylko do tych środowisk są adresowane jego teksty, bo nie do totalnej opozycji, która ma swoich ideologów i lekce sobie waży portal wpolityce) t y l k o   d w o m a   t e k s t a m i, apelami, perswazjami,  rzec by można orędziami (do narodu pisowskiego). Jakie to były dni, gdy profesor Nowak, ledwie z rana otworzył oczy pomyślał sobie: „Nie mogę prezydenta zostawić samego, muszę wyjaśnić jakie miał zamiary i jak wiekopomne one były (jak w dowcipie: Ile to kosztuje, i dlaczego tak drogo?)”. A może napisał zacny profesor swoje orędzia służące prezydentowi za... chodzik, za kule wspierające chromego – już wieczorem dnia poprzedzającego? Jak państwo obstawiają, które to były dni lipcowe i wrześniowe? Nagród nie wyznaczam, bo odpowiedź jest zbyt jasna – 24 lipca (dzień ogłoszenia wet) i 25 września (dzień prezentacji blamażu prawnego pod nazwą „prezydencki projekt ustaw o KRS i SN”). Tylko w te dni na przestrzeni 2,5 miesiąca zawitał prof. Nowak na łamy prawicowego portalu wpolityce. Godna podziwu synchronizacja imperatywu ogłaszania apologii prezydenta z jego grafikiem „troski o Polskę”. Widzimy tu sprawnie działający duet krakowski. Czyżby to – dla wnikliwych – znak czujności i precyzji jakiegoś b.mocno sprofilowanego lobby stojącego za zesłanym nam przez opatrzność (opaczność?) prezydentem? Wprawdzie wiem, że prof. Nowak to nie J.Hartman ani J.Woleński z tejże uczelni i z pewnego znanego Polakom lobby (zakazanego z 1938 r.), ale ta wiedza ani na milimetr nie umniejsza mojego niepokoju, że nie są to sprawy zbyt czyste. Może o to właśnie chodzi, by ogłaszał to... nasz, prawicowy autorytet na prawicowym portalu? Czy jeśli owe orędzia, lub jakieś im podobne i napisane przez kogoś „z tamtej strony” ukazałaby się w perioryku Ars Regia, to wtedy ktokolwiek z prawej strony potraktowałby je poważnie? Pytanie retoryczne. Umów Okrągłego Stołu nie mógł podpisać Kiszczak z Michnikiem, bo nikt by tego nie kupił. To musieli zrobić ich prokurenci. Przekonywanie zniewalanych do pozorów wolności to cała sztuka. Nie byle jaka sztuka. Sztuka królewska. Ars Regia. Jeśli ktoś teraz chce zdezawuować to, co piszę, zarzucając mi czynienie zacnego profesora Nowaka, lub prez. A.Dudę agentem wpływu – niech się wstrzyma. Ani mi coś takiego chodzi po głowie. To by było zbyt prostackie, nie królewskie. Od tego ma się przeróżnych... Dmitrijów i... łączność telefoniczną.

Po cóż oficer rosyjskich służb udawał naukowca przez dość długi czas? Dzięki statusowi naukowca Rosjanin miał tworzyć w Polsce sieć kontaktów w środowiskach naukowych i dziennikarskich. Wniknął on w polskie środowiska dziennikarskie i naukowe. Po tym wstępie możemy wrócić do nakładających się na siebie specjalizacji Dmitrija K. i prof. Nowaka. Dmitrija specjalizacja to temat polskiego spojrzenia na historię Rosji i roli politycznych i historycznych mitów w relacjach między Polską i narodami wschodniosłowiańskimi. Zainteresowania badawcze prof. Nowaka w IH UJ to    historia myśli politycznej i stosunków politycznych w Europie Wschodniej XIX-XX w., studia porównawcze nad imperiami, pamięć kulturowa w Europie Wschodniej oraz geopolityka. Specjalizacja prof. Nowaka w IH PAN w Warszawie to historia Polski i powszechna XIX–XX w., ze szczególnym uwzględnieniem Europy Wschodniej i stosunków polsko-rosyjskich. Czy panowie musieli się znać? Nie forsuję tej tezy. Takich Dmitrijów na służbie w środowisku sowietologów w Polsce jest jeszcze zapewne kilku. Ja tylko uruchamiam myślenie w stosunku do zagadkowych i niepokojących słów, wydarzeń, decyzji i obrotów spraw w polskiej przestrzeni publicznej, bo wyjść nie mogę ze zdziwienia, że tak mało osób (publicystów, komentatorów, dziennikarzy) odnosi się do tych wrzutek, plotek, manipulacji (niepotrzebne skreślić), które ingerują w byt niepodległego (rzekomo) państwa. I nikt nie uznaje za stosowne wyjaśnić owych „informacyjnych pasów szahida”, które nakładają nasze autorytety, nikt nie zaprasza prof. Nowaka do studia, by wyjaśnił swoje „natchnienia”. Natchnienia owe wyglądają jak wręcz podręcznikowe ataki forpoczty wojny hybrydowej. Żal, że ulega im niedoszły kandydat prawicy na prezydenta i obecny prezydent. Stawia to kwestię odporności państwa polskiego na ataki wojny informacyjnej w bardzo niekorzystnym świetle. A że ataki prowadzone są na kilku frontach oraz że swoją pieczeń próbują upiec na nich (dołączając do osi Berlin – Bruksela – Moskwa) postaci takie jak p.Gersdorf, p.Strzembosz i cały kryjący się za nimi matecznik nieformalnej władzy – to już inna kwestia. Jeśli głowa państwa nie ma pojęcia o skali wojny informacyjnej wymierzonej przeciwko Polsce, ba, jeśli włącza się w nią z powodu własnych ambicji i środowiskowych presji – to każdy świadomy obywatel powinien się poważnie zaniepokoić.

 

Sytuacja jest zbyt poważna i nie miejsce tu na zaklęcia o „szanowaniu urzędu prezydenta”. W każdym razie, jeśli ktoś z Szanownych Czytelników wybiera się w najbliższym czasie na jakieś spotkanie z prof. Nowakiem, to proszę zadać pytanie, jaką „interwencję zagranicznych mocodawców” miał on na myśli. Szturm Komisji Weneckiej na siedzibę PIS-u uzbrojonej w maczety, wypożyczone od jednego z imamów brukselskich, czy może tajną misję Żyrinowskiego i Palikota przedzierających się kanałami Warszawy pod Pałac Kultury i Nauki z bombą wodorową w kieszeni surdutu? A propos „złowrogich wystąpień w rosyjskiej Dumie” można się jeszcze dopytać profesora, czy planuje rozmieszczenie na głównych skrzyżowaniach polskich miast ogromnych monitorów relacjonujących każdy dzień roboczy rosyjskiej dumy i niemieckiego Bundestagu (o Knesecie nie wspomnę, by nie podlegać anatemie antysemityzmu)? Bądźmy poważni, ktoś tu jest albo monstrualnie naiwny, albo niewyobrażalnie cyniczny. W każdym razie ja się nie dam tak niewyszukanie traktować. Orędzie profesorskie sanktyfikujące weta prezydenckie napisane jest podręcznikowym wręcz stylem wrzutki agenta wpływu.  Wzorzec tekstu... hybrydowego. Kto był autorem owego „chanellingu” do którego podłączył się, bogu ducha winny kultowy historyk prawicy? Jakaś zaprzyjaźniona palestra lub obediencja, czy jakiś jeden z dmitrijów? Żadnych faktów. Spekulacje wirtualne o... imitacjach i anonimowych mocach. Niby informacje, niby impresje (powtarzane zastrzeżenie: „moim zdaniem”) I przyznam, że póki co, przeszła mi ochota na lekturę tomów Historii Polski prof. Nowaka. Przez najbliższe 3 lata co miesiąc będę odczytywał sobie, stojąc na baczność obydwa produdowskie orędzia profesorskie przeplatając to lekturą wystąpienia Wojciecha Jaruzelskiego ogłaszającego wprowadzenie stanu wetującego, ups, wojennego. Tyle lat minęło od tamtych dni grudniowych a naród dalej pozwala traktować siebie jak niedorozwinięte dziecko. Żal. I trochę wstyd. Upadamy. Tanio się nas kupuje. Jaruzelski straszył choć konkretnymi czołgami radzieckimi i Andrzejem Gwiazdą z kulomiotem w ręku wzniecającym krwawą wojnę domową. Jakoś to dawało się wyobrazić. Zbowidowcy i ułomni intelektualnie spośród patriotów zadrżeli ze strachu. A dzisiaj? Dzisiaj niewidzialna, wetująca WRONA zjednoczonych, sfederalizowanych kast oplótłszy prezydenta i jego ideologów obraża naszą godność strasząc nas reakcją zagranicznych mocodawców ( o kimże mowa? Koch-Weser? Soros? Abliazow? A może Cohn Bendit z jego bronią, pardonne-moi, której używał w przedszkolach?), potencjalną reakcją na...  i m i t a c j ę  wojny domowej w reżyserii Schetynów i Mazgułów? Skąd tyle tych „imitacji” w tekście profesora? Naczytał się profesor Guya Deborda teorii o... społeczeństwie spektaklu? Wyjdźmy z teatru. Nie grajmy w pokera scenariuszami. Moment jest historyczny, fakt, ale nie z powodu przemówienia pijanego posła w Dumie ani z powodu rapowania Giertycha z Mazgułą na ulicy. Historyczny jest z tego powodu, że jest historyczna okazja na odzyskanie siły i zdrowia przez państwo polskie. Nawoływanie w takim momencie do kompromisu i konsensusu (ukochane słowa, Mazowieckiego, Geremka et consortes) jest nawoływaniem do tego właśnie, co wykoleiło Polskę, jest  z b r o d n i  ą. Prezydent Duda powiedział, że nad nami unosi się „duch Jacka Kuronia”. Niech ten duch odleci na bal wszystkich świętych. Niech przybędzie duch ludzi odróżniających prawdę od kłamstwa.

Twórca polskiej myśli politycznej, Wincenty Kadłubek pisał, iż naród ma obowiązek, wręcz jest powołany do nadzorowania władzy, sprawdzania jej, do codziennego potwierdzania lub odmawiania jej prawa do sprawowania rządów. Otóż 24 lipca ja (i wielu innych)  powiedziałem prezydentowi sprawdzam i słuchając jego tłumaczeń i patrząc na to, co uczynił 25 września – nie mogę mu tego prawa potwierdzić. Ojczyzna to nie cyrk. Mistrz Wincenty by tego nie wybaczył.   Gdzie my żyjemy? Obudźmy się. Śpiący przegrywają. Na zakończenie tego wątku dodam tylko jeszcze jeden fakt. Cały kwiecień i maj 2014 r. przed wyborami prezydenckimi na Ukrainie wypełnione były straszeniem Ukraińców Putinem, agresją Rosji na Ukrainę – a wszystko to po to, by ludzie zaakceptowali Poroszenkę, jako męża opatrznościowego i oddali się pod jego opiekę (porównajmy opatrznościowy szlagwort prof. Nowaka: „Prezydent Andrzej Duda podjął decyzję o historycznym znaczeniu”). Ja nie chcę polskich poroszenków i na odległość czytam   l a n s   s t r a s z e n i e m. Za dużo oleju palmowego mają w składzie czekolady produkowane przez fabryki wszystkich poroszenków... A zyski idą do rajów podatkowych albo na konto jednostek o hipertrofii ambicji mesjanistycznych. Tertium non datur.     

 

K.ŁAPIŃSKIEGO SPEKTAKLE CZYSTOŚCI RYTUALNEJ

Poruszając tematy rangi niby akcydentalnej, lecz w istocie dość ważnej, zwykło się używać angielskiego zwrotu „last but not least”, czyli „na koniec, ale nie jako coś pośledniego”. I tak wypada zacząć rozdział o wielkim nieszczęściu, czyli o rzeczniku prezydenckim w randze ministra, p.Krzysztofie Łapińskim. Obecność tego osobnika wśród osób jakoś tam coś znaczących i reprezentacyjnych w rządzie polskim jest taką groteską i katastrofą, że można mieć kłopoty ze zmieszczeniem tego w głowie.

Osobnik ten jest bezustanną gwarancją wzniecania konfliktów pochłaniających energię i czas, tak przecież cenne w obecnej sytuacji naszego państwa. Starożytni mieli na okazję takich sporów, jakie wznieca p.Łapiński powiedzenie spierać się o cień osła. Ale to tylko jedna strona medalu. Osobnik ten pochłania energię przyzwoitych ludzi wszelakimi impertynencjami i arogancjami do których jest zdolny, czy ściślej: których wręcz szuka i łaknie. Jak na razie jedyną osobą, której ten arogant trochę obawia się dotknąć jest J.Kaczyński, aczkolwiek pośrednio zaczepia też i jego. Obraził premier Szydło. Obraża w co drugim wystąpieniu wyborców PIS-u i poszczególnych ministrów. Buta, pyszałkowatość, drwienie z wszystkich dokoła, na powietrzu zbudowane poczucie wyższości, aż wylewające się z niego są widowiskiem pożałowania godnym i rażącym uczucia dobrego smaku i gwałcącym wrażenia estetyczne. Gminność mimiki i gestów, co rusz zahaczająca wręcz o bezczelność aż poraża jak na osobę postawioną tak wysoko. Wielką mu szkodę uczynił ten, kto go na piedestał popchnął. O mowie-trawie wylewającej się z ust tego pana szkoda pisać. Jest to brzęczenie osy, której jedynym przekazem do świata zewnętrznego jest żądło. Należy tylko mieć nadzieję, żeby ten osobnik w sytuacji złożonej dyplomatycznie nie palnął jakiejś szamotuły wobec zagranicznych polityków.

8 października w programie „Kawa na ławę” p.Łapiński przeszedł samego siebie. Z pełną odpowiedzialnością za słowo trzeba mówić o symptomach anomaliów behawioralnych, o niepokojącym ukierunkowaniu funkcji osobowościowych nie licujących z dojrzałym wiekiem. O swego rodzaju zaburzeniach tożsamości i poczucia rzeczywistości. Każdy może to sprawdzić, film jest na Youtube. Polecam. Sugeruję obejrzenie zapisu z wyłączonym głosem i tylko scen, gdy mówi Patryk Jaki. Prezydent Komorowski i Lech Wałęsa – to przedszkole w porównaniu z prymitywnymi spektaklami, które odgrywa minister Łapiński. Uczeń tak zachowujący się w szkole byłby następnego dnia skierowany do psychologa i wezwani zostaliby jego rodzice. O ile wcześniej nie pobiliby go poniżani, wydrwiwani i znudzeni drażniącą błazenadą koledzy. Nie wykluczone, że musiałby opuścić normalną szkołę, by zmienić ją na taką, która prowadziłaby... ekstraordynaryjny tryb edukacji połączony z zajęciami socjalizującymi i terapią przez pracę.

Jakie mogą mieć znaczenie te bez mała chamskie błazenady rzecznika dla analizy prezydentury Andrzeja Dudy?  Wbrew pozorom duże. Po pierwsze czuję się osobiście obrażony, gdy głowa państwa jako pośrednika, jako owego mitycznego Hermesa posyła do mnie kogoś, kto mnie i wszystkich obywateli obraża każdym słowem, gestem i spojrzeniem. Tak patologicznie rozbieganych gałek ocznych jak podczas każdej konferencji p.Łapińskiego – w życiu nie widziałem, no, może poza wyjątkami związanymi z moimi epizodami pracy pedagogicznej z osobami ciężko upośledzonymi. Patrząc na to widowisko-dziwowisko drżymy ze strachu, że owe gałki oczne tańczące swój szalony taniec św.Wita za chwilę wyrwą się z granic czaszki i ulecą w przestworza drogi mlecznej. Za jakie grzechy mamy znosić taki dyskomfort nerwowy i estetyczny podczas każdej konferencji?   Po drugie zaczynam się zastanawiać jakie deficyty ma sam prezydent utożsamiając się z takim gońcem, będącym chodzącym muzeum wszelkich możliwych do wyobrażenia deficytów. Po trzecie panowie będąc na co dzień blisko wpływają na siebie, inspirują się. „Osobowością silniejszą” (przy całej umowności w tym kontekście terminu „osobowość”) jest w tym tandemie rzecznik. Pozwala to obawiać się o stan zdrowia psychicznego głowy państwa, jako osoby wręcz podręcznikowo poddającej się wpływom. I coś jest na rzeczy. Mniej więcej od wiosny w zachowaniu prezydenta dają się zauważyć pewne zmiany. Rośnie jakieś podobłoczne poczucie pewności siebie w ruchach, mimice i głosie. Jakaś bezprzedmiotowa, niezdrowa ekscytacja. Uśmiech, obecny i wcześniej w nadmiarze u prezydenta, był jakiś bardziej naturalny. Od paru miesięcy momentami miewa rysy przesadne. Proponuję obejrzeć moment, gdy prezydent niesie projekty „ustaw” 25 września. Jest niezdrowo rozradowany, mimo iż niesie rzadkie okazy bubli prawnych, które miały rzekomo poprawić wadliwe projekty PIS-u. Czyżby odrealnienie p.Łapińskiego udzielało się jego pryncypałowi? Niepokojące rzeczy dzieją się w państwie kancelaryjnym...

Pan Łapiński podczas wspomnianego programu odgrywa spektakl: jak się nie zbrukać dotknięciem ubioru Patryka Jaki. Zrozumiałbym to, gdyby to był jakiś zamknięty spektakl teatru jidysz obrazujący jak czyści wystrzegają się zmazy ze strony nieczystych. Ale, do cholery jasnej, żyjemy nie w kraju judaistycznym czy islamistycznym, przepisy archaiczne o czystości rytualnej nie obowiązują. Widok błaznującego ministra, odskakującego jak oparzony, gdy dłoń wiceministra sprawiedliwości zbliżą się do niego – to pachnie psychuszką. Poszczególne fazy błazenady odsuwania się, odskakiwania przeplatane są spojrzeniami rzucanymi w stronę kamery, czy aby go filmuje oraz spojrzeniami mówiącymi do potencjalnych widzów, posłów PO, .N i Kukiz`15: widzicie jaki jestem dowcipny a jaki prostak jest Jaki w tym jego machaniu rękami. Happening biednego człowieczka. Prezydentowi może to imponuje. Taki rzecznik cool. Happening clowna z bieda-cyrku. I pomyśleć, że wszyscy go opłacamy.

Jak wiadomo Żyrinowski wypowiada myśli Putina, te, których Putin woli osobiście nie firmować, ale które chce, by dotarły do wszystkich. Prezydent Duda ma potrójnego Żyrinowskiego. 3 w jednym. Prawdziwe myśli prezydenta Dudy wypowiada prof. Nowak, rzecznik Łapiński i Zofia Romaszewska. Jest to b.ergonomiczne rozwiązanie. Niech nikt nie sądzi, że K.Łapiński dodaje coś od siebie. On tylko ubarwia to, o czym słyszał od prezydenta.

Nieustępliwość prezydenta w sprawie ew. wymiany rzecznika, gdy p.Łapiński obraził panią premier – nasuwa niestety myśl, iż możemy mieć tu do czynienia z symbiozą analogiczną do tej, która zaiskrzyła między Wałęsą a Wachowskim. Biedna Polska... Osobliwa kancelaria. Gabinet osobliwości. Profesor straszący teatrem wojny domowej, rzecznik odgrywający teatr czystości rytualnej i  konstytucjonalistka przez 2 miesiące pisząca ustawę depczącą konstytucję. Miej nas Panie Boże w opiece. Żeby zakończyć ten wątek czystości, muszę zacytować słowa prof. Strzembosza, który przez mikrofon wykrzykiwał pod adresem prezydenta, żeby nie pobrudził się ustawami PIS-u. Tak, właśnie tu jesteśmy. To jest to pole bitwy, przestrzeń sporu: dogłębne reformy są nieczyste, nie koszerne. I żeby się nimi ci, którzy mają być zreformowani nie pobrudzili, na ulice muszą wyjść 2 mln mięsa armatniego, lub nie chcący być zreformowanymi muszą uciekać pod skrzydełka prezydenta rozradowanego jakby wygrał w Totka, lub odskakiwać jak oparzeni. Przepraszam bardzo, ale to wszystko pachnie mi przedstawieniem Hamleta w zakładzie zamkniętym we wsi Głucha Górna... Radzę oddać bilety i zrobić remanent w tym Teatrze Augiasza.

 

KTO PISZE PREZYDENCKIE PROJEKTY USTAW „REFORMUJĄCYCH”?

Jest to dziwna historia. Najpierw rzecznik prezydenta łaskawie ujawnia głównego autora najważniejszych od 27 lat ustaw – prof. Królikowskiego. Następnie gdy wychodzi na jaw dziwaczne i dwuznaczne uwikłanie młodego profesora o rozczulającej twarzy w interesy swoich klientów z obrębu mafii watowskiej – rzecznik-niedorzecznik zaprzecza swojej wcześniejszej wypowiedzi. Ustawy więc pisze... duch czasu a może ukryty vox populi ludu kastowo-prawniczego. Głównym autorem wszystkich projektów jest  Anna Surówka-Pasek,  ur. 1978 r. w Jaworznie, Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP, konstytucjonalista, młoda niewiasta orientalnej urody. Przyszły prezydent poznał panią Anię – jak większość osób ze swojego kręgu towarzyskiego – na Uniwersytecie Jagiellońskim. Była jedną ze zdolniejszych jego studentek, osobowością z typu tych, co zostają po zajęciach, by kontynuować rozmowę z wykładowcą zadając dodatkowe pytania, budując przyjacielską atmosferę. Państwo poznali się, gdy A.Duda był pracownikiem dydaktycznym krocząc stabilnym krokiem ku asystenturze i doktoratowi. Więź między wykładowcą i studentką zacieśniała się powoli, lecz zauważalnie. Wkrótce, gdy pani Ania zakończyła studia ich relacja zmieniła się z podległości na równorzędność. Stała się dla prezydenta, jak to sam określił, „koleżanką z sąsiedniej katedry”. Była uzdolniona, lub przynajmniej ambitna, studentka zaczęła doganiać swego nauczyciela. Uzyskała stopień doktora nauk prawnych ze specjalnością prawo konstytucyjne ledwie rok po tym, jak jej były wykładowca uzyskał stopień doktora nauk prawnych. Anna Surówka-Pasek była stypendystką elitarnego (tzn. przeznaczonego głównie dla osób pochodzących z narodu prawniczego) Funduszu Stypendialnego im. Jerzego Stefana Langroda (wybitnego prawnika żydowskiego pochodzenia). Gdy A.Duda przystąpił w 2015 r. do formowania swojej kancelarii opartej – jak to zapowiedział – na zasadzie przyjacielskich kontaktów i takiejże współpracy, oczywiste było, że jedną z głównych ról w tej „przyjacielskiej grupie” obejmie ambitna studentka pana Andrzeja i późniejsza jego koleżanka z pracy. Na tym efektowne fakty z życiorysu zawodowego pani Anny zdają się kończyć. Po zaprezentowanych z uśmiechem triumfu na ustach przez prez. A.Dudę wrześniowych projektach ustaw wypichconych przez „przyjaciółkę” została ochrzczona mianem Falandysza prezydenckiego a jej dzieło zyskało miano blamażu i kompromitacji.

Prezydent Duda prezentuje owoc dwumiesięcznej pracy, antykonstytucyjny gniot wymagający zmian w konstytucji, mający... poprawić antykonstytucyjność projektów PIS-u, czyli zabawa trwa na całego, byle leciał czas a kastom się żyło dostatniej

 

Są to ustawy (jak „miś”) na miarę pragnień pana prezydenta i nie jest to – niestety – ostatnie słowo pani Anny o enigmatycznej urodzie. Tylko koni, tylko koni żal, tzn. państwa polskiego tracącego okazję do ozdrowienia...

Anna Surówka-Pasek

 

BILANS CZYLI 24 ELEMENTY PASU SZAHIDA NASZEGO PREZYDENTA

Dla tych, którzy powtarzają banialuki o tym, że prezydenckie weta, to wyjątkowa, izolowana, typowa dla demokracji „różnica zdań” krótka lista „precedensów” autorskich działań prezydenta:

  1. Podtrzymywanie permanentnego konfliktu z MON
  2. Podtrzymywanie permanentnego konfliktu z Ministerstwem Sprawiedliwości
  3. Konflikty z Premier Beatą Szydło
  4. Konflikt wokół ustawy o zgromadzeniach
  5. Weto wobec ustawy o Regionalnych Izbach Obrachunkowych zatrzymujące porządkowanie „korporacji” samorządowej (podjęte oczywiście w imię... „prawa doskonałego”, co zadaje się być po prostu zwykłym opóźnianiem koniecznych reform, podobnie jak weta sądownicze)
  6. Konflikt wokół miejsca postawienia pomnika L.Kaczyńskiego

      7.   Irracjonalny wyskok z 10 kwietnia 2016 r. ogłaszający w imieniu... nie wiadomo kogo    „pojednanie” i apelujący o „wzajemne wybaczenie”, wyskok, który J.Kaczyński musiał w wieczornym wystąpieniu na Krakowskim Przedmieściu zneutralizować głosem rozsądku

        8.Izolowanie się od PIS-u i J.Kaczyńskiego w kwestii prac nad reformą sądownictwa (zero wewnętrznych konsultacji)

9.  Fatalne uzasadnianie nie przyjmowania „uchodźców” otwierające możliwość przyjęcia ich w przyszłości

10. Kumoterska decyzja powołania w skład tak ważnej instytucji jak KRRiT ojca byłej sympatii swojej córki,  Kingi - Andrzeja Sabatowskiego, który na dodatek skompromitował się jako pełnomocnik Hajdarowicza do spraw etyki , gdy ten usuwał red. P. Lisickiego i licznych innych dziennikarzy z „Rzeczpospolitej

11. Dywersyjne i skandaliczne sprowadzenie i uroczyste powitanie w Polsce znanego w świecie bastionu marksizmu kulturowego (otwarcie biura AJC w Warszawie)

12. Dowartościowanie poprzez weta sądownicze ulicy i zagranicy, czyli „totalnej opozycji” oraz zagranicznych ośrodków nacisków z entuzjazmem powitane przez niemiecką i rosyjską prasę

13. Wielomiesięczne opóźnienie kluczowej dla wszystkich innych reform – reformy sądownictwa, czyli de facto wstrzymanie, obstrukcja głębokiej reformy państwa

14. Spowodowanie rozłamu w elektoracie i obozie PIS

15. Przygotowanie kompromitujących projektów prezydenckich ustaw sądowniczych wymuszających potrzebę majstrowania przy konstytucji

16. Obsesja paternalistyczna niczym nie uzasadnionych „konsultacji” z takimi środowiskami „reformatorskimi” jak Iustitia, Fundacja Batorego, p.Gersdorf, KEP, konsultacji mających jawny cel stępienia ostrza reform

17. Wykluczenie ruchów narodowych z komitetu obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości

18. Z nikim nie konsultowany wyskok ogłoszenia terminu referendum o potrzebie zmiany konstytucji

19. Spór o termin referendum konstytucyjnego

20. Lansowanie przedziwnej wizji „ponadpartyjnej większości” w istocie rzeczy konserwującej status quo i sprowadzającej głębokie i nieodwracalne reformy do fikcji okrągłostołowych podstolików i pudrowania trupa zamiast operacji chirurgicznej

21. Nachalne forsowanie wstępu do z nikim nie konsultowanej zmiany systemu na prezydencki

22. Nieustępliwość w sprawie wymiany konfliktogennego rzecznika

23. Wprowadzenie zupełnie nowej kategorii do rozmów w obrębie jednego obozu politycznego, kategorii „nieustępliwości” i „warunków brzegowych”, czyli de facto rozbicie obozu władzy w imię obrony interesów środowisk i kast blokujących dogłębność reform w celu obrony swoich interesów i status quo (wzorcowy schemat pozorowania reform zaczerpnięty z obrad Okrągłego Stołu)

24. Dewaluacja języka – mesjanistyczno-pojednawcza retoryka i leksyka prezydenta Dudy niepokojąco i niezauważalnie, lecz konsekwentnie zbliża się do słownika Kwaśniewskiego i Komorowskiego rozmywając i rozmydlając w odbiorze społecznym jakąkolwiek wizję konieczności strukturalnych, przenicowujących narośla patologii reform

 

MISJA REALIZACJI PLURALIZMU

Prezydent Duda nie jest wbrew pozorom człowiekiem nieskomplikowanym. Ci, którym się wydaje, że u prezydenta co w duszy, to i na języku – mylą się. Prezydent mozolnie, ale z sukcesem uczy się tajników nie odsłaniania się do końca. Codzienna obecność specjalisty od marketingu politycznego, hiperekscentrycznego rzecznika-prowokatora robi swoje. Prezydent coraz wyraźniej czuje kierunek swojej misji. Jest nim łączenie w całość jak największej ilości elementów (bez zważania na to, czy mogą one współegzystować z sobą), swoista obsesja urzeczywistniania wielokulturowości. Na razie owa idee fixe A.Dudy różni się od pokrewnej obsesji Angeli Merkel swoim patriotycznym kolorytem. Ów patriotyzm jest jakby częściowo wymuszony targetem. Bardziej zgodny z jego naturą jest jednak pociąg prezydenta do tworzenia wspólnot przyjaciół. Ideolog A.Dudy, prof. Nowak trafnie to wyłapał w swoim manifeście odsłaniającym skryte zamiary prezydenckie, kiedy to jedno jedyne słowo tekstu zostało oddane wersalikami. Było to słowo RAZEM. Wprawdzie złośliwcom kojarzy się ono od razu z partią niejakiego pięknogłosego pięknoducha – Zandberga, ale prezydentowi może niekoniecznie. Chociaż kto wie, do czego to podszepnięcia w prezydenckie ucho zdolny jest nieobliczalny rzecznik Łapiński... Realizuje prezydent tę swoją misję na różne sposoby już od samego początku urzędowania. A to napisze odezwę do czytelników Gazety Wyborczej. A to nie tylko, że nie odeśle z kwitkiem roszczeń Żydów amerykańskich, ale jeszcze zapowie odbudowę ich życia w... Polsce. A to pochyli się nad kopiącymi w barierki. Otrze łzy p.Gersdorf. Uściśnie prawicę prof. Strzemboszowi. Przybije grabę z kukizowcami i wychylając się do nich z ekranu telewizora (jak w filmie W.Allena) wyściska się z jowowcami. Na napominania ojca podczas każdego z weekendowych obiadów rodzinnych: Andrzej, kiedy wreszcie zaczniecie przyjmować tych biednych uchodźców z Syrii – nie chcąc zasmucać nobliwego seniora odpowie: „Spokojnie, tato, na wszystko przyjdzie czas”. Taki to jest ten nasz prezydent – dusza człowiek, nie chcący nikomu odmawiać, aczkolwiek z kilkoma skrytymi marzeniami. Istny Don Kichot. Zasłuchany w swoje  wydumane koncepcje rodem z proroka Izajasza: „Będzie mieszkał wilk z jagnięciem (...)a pantera przy koźlęciu wylegać się będzie (...) Cielę i niedźwiedź będą się paść, społem legać będą dzieci ich, a lew jako wół plewy będzie jadał.” Powstaje jednak pytanie, czy nie jest karą boską dla państwa, gdy na jego czele stanie dusza-człowiek nie potrafiący nikomu odmówić. Nikomu, oczywiście, z wyjątkiem swojej rodzimej, „upolitycznionej partii”, która zafrasowując prezydenta i obrażając wszelakie mniejszości zdobyła nieprzyzwoitą, niepluralistyczną większość parlamentarną... Ale prezydent, niczym Temida i mesjasz w jednej, poligenderowej osobie wyrówna szale.

 

UCHODŹCY I ROSZCZENIA, CZYLI ZWIASTUJĄCY TRAGEDIĘ DEFICYT ASERTYWNOŚCI

Często bywa tak, że tragedia zaczyna się do jednego, zbyt niejasnego, kunktatorskiego słowa. Od niewinnego chowania głowy w piasek. Dwie były ogromnie zastanawiające i niepokojące wypowiedzi prez. Dudy i traf chciał, że obie dotyczyły żywotnych dla państwa polskiego i polskiej wspólnoty spraw.

Gdy  był podczas kampanii wyborczej zaproszony do audycji w Radiu Maryja A.Duda dostał pytanie słuchacza o żydowskie roszczenia w kwocie 60 miliardów dolarów, nie odpowiedział – jak słusznie zauważyła jedna z internautek, że takie roszczenia się nie należą, tylko odpowiedział, że Polskę na razie nie stać na ich wypłatę i Polska ich na razie nie wypłaci. Ot, nieszczęście. O ile cechę charakteru można nazwać tym mianem...

Druga alarmująca wypowiedź dotyczyła tzw. uchodźców, czyli po prostu migrantów ekonomicznych z trzeciego świata. W jednym ze swoich głównych wystąpień na ten kluczowy dla Polaków temat, prez. Duda dał odpowiedź Brukseli i Berlinowi, że Polska nie przyjmie (w domyśle: „na razie”) uchodźców, gdyż nikt w Polsce nie będzie przetrzymywany siłą. Na pierwszy rzut oka – wszystko gra. Odmówił i podał powód. Ale  powód ten nie był powodem głównym i dlatego właśnie UE nie w ciemię bita i niedługo po tym zaczęła koncypować, żeby we wszystkich krajach UE zrównać socjal dla „uchodźców”, żeby zostawali dobrowolnie w krajach innych niż Niemcy. Gdyby to zostało wprowadzone, mielibyśmy bigos prezydencki porównywalny do bigosów poprzedniego prezydenta. Pokazuje to jak nieroztropnie A.Duda rzuca słowa swym donośnym tonem, jednak słowa te są jak dmuchawce, jak bańki mydlane. Nie trafiają w sedno, nie oddają pełnych myśli i odczuć narodu. Czy ktokolwiek słyszał jakąś wypowiedź prezydenta na wciąż gorący temat wmuszania autonomicznym krajom niepiśmiennych, roszczeniowych migrantów z wrogiej i obcej nam kultury i religii? Czy na arenie międzynarodowej kiedykolwiek prezydent chociaż zająknął się na temat, że 80% polskiego narodu nie chce, nie życzy sobie i nigdy nie zgodzi się na setki tysięcy muzułmańskich roszczeniowców? Nie, nie zrobił tego i nigdy tego nie zrobi. To nie  ta osoba. 90% jego otoczenia towarzysko-zawodowo-rodzinnego nie wybaczyłoby mu takich wypowiedzi. Jest zakładnikiem swojego środowiska, swojego „klosza” a Herkulesem, by się aż takiej większości przeciwstawić – nie jest i nigdy nie był. Może dlatego, że nim nie jest, to aż tak... podnosi głos podczas wystąpień. Ale przecież tu nie o decybele chodzi, lecz o siłę ducha... Głowa państwa w tak ważnym dla Polaków temacie nigdy nie potrafiła w pełni, we wszystkich wymiarach zaprezentować Europie stanowisko naszego narodu. Znowu głowa w piasek. Bez cienia wyobraźni, co może ściągnąć rodakom na głowę. Lepiej spuścić nad tym zasłonę milczenia, bo z charakterem człowieka i widłami sobie nie poradzisz... Natura ciągnie strusia do nie narażania się nikomu. Niestety. Ujrzyjmy to, póki jeszcze nie jest za późno i póki nie powstało z tego jakieś wielkie nieszczęście dla nas  wszystkich. Póki co, coraz więcej z nas już dostrzega - ze smutkiem, wcale nie z zadowoleniem, że najprawdopodobniej prezydent Duda to hałaśliwy Don Kichot ze swoim aroganckim giermkiem, zagubiony, gdy dostał się pomiędzy ostrza potężnych szermierzy, których nawet nie dostrzega.


 

 

Z RADOŚCIĄ I SATYSFAKCJĄ WITA PREZYDENT MARKSIZM KULTUROWY I SAMOZWAŃCZĄ FIRMĘ WINDYKACYJNĄ AMERYKAŃSKIEJ DIASPORY

Przejść trzeba teraz do najbardziej bulwersującej i skandalicznej „realizacji” prezydenta Dudy. Skupiającej jak w soczewce jego brak wyobraźni, nieuświadamianą sobie samemu sprzeczność własnych czynów ze słowami i – nie bójmy się tego słowa – nieodpowiedzialność. Dawniejsza polszczyzna określała tę cechę charakteru pięknym słowem „wartogłów”.

AJC usadowiwszy się w Warszawie z błogosławieństwem naszego dzielnego i uradowanego prezydenta objęła swym zasięgiem obszar, na którym utworzony został na początku roku 2011 przez rząd Izraela i Agencję Żydowską zespół HEART. Projekt HEART (Grupa Zadaniowa ds. Restytucji Majątku z Okresu Holokaustu), to inicjatywa Agencji Żydowskiej na rzecz Izraela (JAFI) we współpracy i przy wsparciu rządu Izraela, mająca na celu pomoc rodzinom żydowskim w zidentyfikowaniu majątku osobistego skonfiskowanego przez nazistów i wsparcie ofiar w uzyskaniu restytucji, czyli mówiąc krócej „odzyskiwanie mienia żydowskiego w Europie środkowej”. Według deklaracji pana Dawida Harrisa, dyrektora AJC, Amerykański Komitet Żydowski jest „prawdziwym przyjacielem Polski”.

AJC znana była z takich faktów jak rozpowszechnianie broszury członka swych władz Alvina Rosenfelda, propagującej tezy Grossa. Do publikacji pozytywnie wyrażających się o Polakach, AJC zawsze wtrąca komentarz: „mimo że Polacy to antysemici” lub „Polska, najbardziej antysemicki kraj”. Gdy Harris był w Polsce uznał, że na wystawach sklepowych Polacy „celowo” umieszczali święte obrazki, aby go obrazić, i nazwał to „świętą wojną”. Norman Finkelstein ludzi z kręgu AJC, WJC i ADL nazywa: hieny cmentarne.

Rzućmy teraz okiem na... zainteresowania tych przyjaciół:

„12 czerwca 2003, PAP: Przebywający w Polsce przedstawiciele AJC mają nadzieję na przyspieszenie prac nad zwrotem mienia gmin żydowskich oraz stworzeniem podstaw do zwrotu majątku prywatnego. Prowadzili rozmowy w MSZ, a następnie spotkali się z premierem Millerem.”

16 marca 2006, komunikat Biura Prasowego AJC: Premier Kazimierz Marcinkiewicz stwierdził, że istnieje potrzeba przyjęcia ustawy, która rozwiązywałaby problem restytucji mienia prywatnego, w tym mienia ofiar Holokaustu i ich spadkobierców.

10 czerwca 2006 - ADL publikuje alarmujący raport o wzroście antysemityzmu w Polsce [jest to klasyczna „pałka roszczeniowców”], poczym Harris przechodzi do interesu, który jest do zrobienia na Polakach:: „Polska jest jednym z ostatnich krajów, który nie uregulował problemu zwrotu mienia ofiar Holokaustu”.

27 marca 2017 - w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN odbyła się gala z okazji otwarcia 5. biura American Jewish Committe w Europie. Nowy oddział, oprócz Polski, obejmie zasięgiem Czechy, Estonię, Litwę, Łotwę, Słowację i Węgry. Z radością i satysfakcją witamy na polskiej ziemi reprezentantów Komitetu Żydów Amerykańskich (AJC) - napisał prezydent Andrzej Duda w liście do uczestników gali z okazji otwarcia w Warszawie biura AJC. W ten sposób umacnia się współpraca transatlantycka - podkreślił prezydent. Prezydent Andrzej Duda w liście odczytanym przez ministra Wojciecha Kolarskiego napisał: "Cieszę się, że wybrali państwo stolicę Polski na miejsce, z którego aktywność AJC będzie promieniować na cały nasz region.”

28 marca 2017 - Prezydent Andrzej Duda przyjął w Pałacu Prezydenckim delegację American Jewish Committe.


 

Na miły Bóg, co ma lewacka NGO, neomarksistowskiego lobby Żydów amerykańskich wspólnego ze współpracą transatlantycką? Co ma piernik do wiatraka i pusta butelka po piwie do browaru? No comment. Tak właśnie widzi rzeczywistość wartogłów.

Na wyciąganiu monstrualnych sum z kogo się da, sum, które jak podaje N.Finkelstein nigdy nie trafiły do właściwych potomków ofiar holokaustu, lecz zostały rozdzielone wśród... działaczy „firm windykacyjnych” – nie kończą się cele AJC. Drugim powołaniem AJC jest lewacka propaganda i działalność na terenie państw, gdzie otworzyli swe biura ci apostołowie „nowego społeczeństwa” Jeśli chodzi o zakres działalności AJC, to  pokrywa się on w 100% z aktywnością sieci NGO-osów Sorosa, choć ma inne, niesorosowe źródła finansowania. W tej sferze działalności lewackiej, proimigranckiej i progenderowej AJC dostało w Polsce szlak już przetarty i teren przygotowany przez Fundację Forum Dialogu. Fundacja Forum Dialogu to kuriozalny twór zajmujący się tworzeniem nagonki na Polskę i Polaków za rasizm, antysemityzm, islamofobię i antyimigranckość. Z palca wyssane oszczerstwa rozsyłane są po światowych agencjach informacyjnych. Najlepiej firmę tę scharakteryzował G.Braun: „Na czele tego państwowego ośrodka akademickiego, stoi niejaki Michał Bilewicz, wyposażony w dumny tytuł i posadę „doktora”, których dorobił się chyba właśnie na „polskim antysemityzmie” – mimo stosunkowo młodego wieku jest to wielce już zasłużony działacz frontu ideologicznego, w swoim czasie red. nacz. pisma „Jidełe” / „Żydek”, znany czytelnikom „Krytyki Politycznej”, „Forum Żydów Polskich”, no i oczywiście słuchaczom radia (Rynsz)TOK-FM; stypendysta Fulbrighta, zastępca szefa Komitetu Psychologii Polskiej Akademii Nauk, kierownik ww. Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, udzielający się również aktywnie pod szyldem Forum Dialogu Między Narodami. Strona internetowa tej ostatniej jaczejki jest aktualnie „w przebudowie”, ale wszelkie informacje znajdzie Sz. Czytelnik na stronach… Narodowego Centrum Kultury.”

Grzegorz Braun o bratniej względem AJC fundacji Forum Dialogu

Gdy dyrektor polskiej centrali AJC Elena Poptodorowa została przyłapana na lotnisku na kradzieży kosmetyków z perfumerii, co spowodowało mały skandal, dyrektorem warszawskiego biura AJC na Europę Środkową została Agnieszka Markiewicz, związana poprzednio właśnie  z warszawskim Forum Dialogu M.Bilewicza.

Posłuchajmy teraz, jak określa cele działania owego kukułczego jaja, któremu wymościł gniazdko prez. Duda - prof. Paul Gottfried, amerykański myśliciel konserwatywny (za portalem wolność24)  „– AJC nieustannie poszukuje oznak antysemityzmu. Jeśli wasz rząd odmówi sankcjonowania późnych aborcji lub zawaha się w kwestii małżeństw homoseksualnych, AJC zacznie gadać o atawistycznym polskim antysemityzmie i o tych wszystkich polskich kolaborantach, którzy współpracowali z Waffen-SS zabijając polskich Żydów. Lepiej nie pchać się w takie uciążliwości. – ostrzega prof. Paul Gottfried, wybitny amerykański myśliciel konserwatywny. Co ciekawe – profesor ma żydowskie korzenie.” Wg profesora, jeśli AJC urośnie w siłę, to stanie się rozsadnikiem w Polsce zarazy marksizmu kulturowego. AJC jest agresywnie antychrześcijańska. Komentując beztroskę prezydenta Dudy, prof. Gottfried powiedział: „powinien wziąć pod uwagę, że jeśli przyjmuje się w Polsce antychrześcijańskich wiktymologów i przyrzeka się współpracę, należy spodziewać się, że ci goście zaczną cię atakować od momentu przybycia.” I dodaje, że AJC idzie dalej w marksizmie kulturowym, niż jeden z jego twórców, H.Marcuse. Na dodatek wszystkiego AJC jest ostro nastawiona przeciw Trumpowi. Celem AJC jest „zastąpić zachodnią kulturę lub zredukować ja do mrocznych zwrotów o „prawach człowieka”. Czyż trzeba dodawać, że wraz z prezydentem Dudą amerykańskich marksistów kulturowych powitał serdecznie w gościnnej Polsce... abp Gądecki, stały doradca prezydencki z KEP, która wraz z legendą, p.Romaszewską przejmuje się zachowaniem trójpodziału władzy w Polsce, oczywiście interpretowanym zgodnie z kopiącymi w barierki. Jak mówi słusznie prof. Gottfried: „Najpoważniejszym wyzwaniem stojącym przed prawdziwym „Zachodem” jest próba zahamowania postmarksistowskiej lewicy kulturowej.” No cóż, prezydent Duda właśnie zawetował owo hamowanie neomarksizmu. W czasie kampanii prezydenckiej w 2015 r. A.Duda mówił, że „na razie” Polski nie stać na wypłatę 60 mld $. Wskaźniki się poprawiły w 2017, więc przyjaciele zawitali do prezydenta „po swoje”. Brawo prezydencie! Prosimy o bis.

Cóż by tu jeszcze dodać. Wszystko jest jasne. Sapienti sat. Można jeszcze zauważyć, że w dobrych kontaktach  z AJC pozostawał także G.Schetyna, w swoim wystąpieniu w siedzibie AJC mówił do diasporowych windykatorów i marksistów kulturowych identyczne, nieodpowiedzialne frazesy, o tym, że „łączą nas wspólna przeszłość i przyszłość”. Biorąc pod uwagę, że weta prezydenta Dudy (wg podkładki prof. Nowaka) spowodowane były strachem przed ulicą i zagranicą, to zaczynam dostrzegać brać istotnych różnic między tymi dwoma mężami stanu... Aktywność zaś abpa Gądeckiego na polu dialogu cofa czas do roku 1988, kiedy to arcybiskup podobnie aktywnie działał na tych polach. Wszystko to zaś w sumie przypomina czas oczekiwania na Okrągły Stół i wypracowywania mechanizmów jego obrad. Przy podstoliku prezydenta Dudy praca wre dzień i noc. Z przerwami na narty. Mistrzu Wincenty, zwany Kadłubkiem, czy taką sobie wyobrażałeś Rzeczpospolitą?

 

CZY „PROBLEM Z PREZYDENTEM” TO TYLKO „INCYDENT”?

Jaki obraz rysuje się nam, gdy wnikliwie rozpatrzymy dwa lata prezydentury A.Dudy w świetle celów do realizacji których zobowiązał się obóz niepodległościowo-narodowy? Możemy ująć tę relację jedynie w porównaniu prezydenta do pełnego zapału partyzanta. Partyzanta rozkręcającego tory, którymi jedzie pociąg reform PIS-u. I czyniącego tę swoją dywersję z donośnymi deklaracjami, że jest za... reformami i że jest z PIS-em. Dla jakiego państwa podziemnego działa prezydent dążąc do wysadzenia z torów pociągu reform PIS-u? Kto, jakie lobby odczuwają rządy PIS-u jako okupację? I dlaczego „nasz” prezydent realizuje ich oczekiwania wbrew swoim wyborcom? Maria Dąbrowska w 1947 r. pisała: „UB, sądownictwo są całkowicie w ręku Żydów”. Jeśli ktoś sądzi, że sądownictwo zostało kiedykolwiek wypuszczone z tych rąk, to niech myśli dalej. Może zostanie myślicielem. Następujące sformułowanie nadal obowiązuje: „Sądów (władzy) raz zdobytych – nie oddamy. A każdemu kto przeciwko temu podniesie ustawę (rękę) – zostanie ona zawetowana (odcięta).” I właśnie w obronie tego lobby stanął prezydent Duda i zawsze będzie stawał.  Podobnie wygląda rzecz w sferze wartości narodowych. Odmieniając przez wszystkie przypadki słowo „naród” prezydent jednocześnie... wyklucza z komitetu obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości wszystkie ruchy narodowe znajdując miejsce jednak dla reprezentanta mniejszości niemieckiej i H.Gronkiewicz-Waltz. Jest to niewyobrażalny skandal. Wrogie przejęcie święta kultywowanego przez lata wobec bezustannych prowokacji służb Tuska przez te, dzisiaj wykluczone ruchy narodowe.. Chociaż czy powinniśmy się spodziewać czegoś innego? Prezydent powiedział przecież, że dzisiaj patriotyzm to chodzenie na koncerty patriotyczne. Mamy tu więc tzw. patriotyzm nowoczesny. Prezydent wtedy sytuuje się obok Michnika i RAZ-a. Dla Michnika patriotyzm to sprzątanie kup po psie, dla RAZ-a – płacenie podatków, dla „naszego prezydenta – słuchanie koncertów. Razem z p.Gronkiewicz-Waltz. Dalej, nabożnie ratując hostię przed profanacją – zarazem prezydent instaluje w stolicy bastion antychrześcijaństwa. Skąd te bijące w oczy sprzeczności? Skąd te niekoherencje? Uderzająca sprzeczność słów z czynami. Przeciążenie pracą? Problemy w życiu osobistym? Może słowa są dla nas, dla żyjącego złudzeniami elektoratu. A czyny i serce prezydenta są tam, gdzie... jego skarb?

 

PREZYDENT DUDA I PIS – POSZUKIWANIE SPOSOBU NA RYCHŁY ROZWÓD?

Jarosław Kaczyński postawił pytanie: Czy prezydent jest z nami? Nie łudźmy się, nie jest i... nigdy nie był. To człowiek z innych nisz ekologicznych. J.Kaczyński zadał to pytanie nie dlatego, iż już teraz nie wie z kim jest prezydent. To jest tylko próba częściowego przywołania prezydenta do obozu, który go de facto stworzył. Jest to zrozumiała próba uczynienia separacji małżeńskiej mniej gorszącą dla... dzieci i sąsiadów. Ten rozwód już trwa. Jednak 3 lata to zbyt długo dla Polski, zbyt duży koszt ojczyzny, która ma dziejową szansę.

Po stronie radykalnych krytyków nie tylko ostatnich decyzji, ale całej postawy prezydenta, która dopiero teraz wyszła spod maski „reformatora” są bracia Karnowscy, Andrzej Gwiazda, Krzysztof Wyszkowski, Jerzy Targalski, Sławomir Cenckiewicz, Zbigniew Ziobro, Antoni Macierewicz, Patryk Jaki, prof. Jerzy Rober Nowak, Witold Gadowski, Ewa Stankiewicz, Krystyna Pawłowicz, Stanisław Michalkiewicz, Józef Orzeł, Grzegorz Braun i wielu innych publicystów i znanych blogerów. Tak wielu i to postaci znaczących – nie może się mylić. Przypomina się tu powiedzenie: „Jeśli jedna osoba mówi Ci, że jesteś pijany - możesz to zignorować. Jeśli mówią Ci to dwie osoby, zacznij się niepokoić. Jeśli powiedzą Ci to trzy osoby, to idź do domu i połóż się do łóżka”! To są poważne sprawy. Osoby owładnięte miłością fantomową, oczywiście, tego nie widzą i wyżej wymienionych wściekle obrzucają wyzwiskami agentów. Zostawmy ich swoim złudzeniom, potrzeby psychologiczne rządzą wieloma ludźmi. To ich problem.

 

CIĘŻAR PONAD SIŁY

Od kilku miesięcy baczny obserwator wypowiedzi i zachowania prezydenta Dudy może mieć powody do niepokoju. Prezydent wyraźnie traci stabilność psychiczną. Proszę obejrzeć całą relację od wejścia na salę z kompromitującymi ustawami sądowniczymi. Prezydent jest niezdrowo, nadmiernie podniecony. Nienaturalnie rozradowany. Zważywszy na to, że w ręku niesie to, co niesie, czyli rzadkiej urody blamaż prawny, to owa nadpobudliwa, ekstatyczna i misjonarska otoczka mimiczna i emocjonalna stawia pytanie o bezpieczeństwo państwa na którego czele stoi osoba zachowująca się tak nieadekwatnie do rzeczywistości. Naprawdę można zacząć się obawiać. Dodawszy do tego pojawiające się w każdym wystąpieniu absurdalne gafy i błędy – wskazujące na to, iż prezydent myśli całkiem o czym innym, niż mówi, niepokój wzrasta. W przemówieniach i twittach mylone jest wszystko: Trójmorze z... Międzymorzem [sic!], Astana z Erywaniem. W przemówieniu na inaugurację roku akademickiego było też kilka zastanawiających przejęzyczeń. Nie mówiąc już o tym, że zostało ono okraszone obleśnym cytatem z Millera i... całkiem wymyślonym (o ile mnie pamięć nie myli) nieistniejącym cytatem z nie nazwanego rzekomego filozofa greckiego. W przemówieniu do środowisk żydowskich jako przykład "wspólnej historii Polaków i Żydów" prezydent  wymienia Ibrahima ibn Jakuba, Żyda, który handlował... słowiańskimi niewolnikami. Słowiańscy niewolnicy byli bardzo cenieni na ówczesnym rynku handlu żywym towarem. Czy mamy się z tego cieszyć, panie prezydencie?  Dodajmy do tego alarmujące zachowania z „historycznego” dnia 25 września, kiedy to nieobecny choć niezwykle pobudzony (acz widać, że sam nie wierzący w swoje zapewnienia o społecznej wadze prezentowanych projektów) prezydent nagle przechodzi do... dopasowywania konstytucji do knota prawnego napisanego przez jego koleżankę z pracy. I, jakby było mało tego wszystkiego – zaprasza... esemesami przywódców partyjnych na... zmianę konstytucji! Z wyprzedzeniem trzech godzin! Można mieć myśli, że odgrywany jest tu jakiś spektakl w który nie wierzą uczestniczący w nim aktorzy i że projekt ustaw został  c e l o w o   napisany w niezgodzie z konstytucją, aby prace nad reformami wyprowadzić w las nie kończących się korekt, poprawek, szlifowań – czyli klasycznego przewlekania całej sprawy, podobnie jak to było z pracami nad ustawą lustracyjną, które to prace A.Duda obserwował z kancelarii prezydenckiej i uczył się od Z.Romaszewskiego i innych, jak to mówiąc, że coś się robi, nie robić niczego, jak zmieniając- niczego nie zmienić. I właśnie całego tego spektaklu, który wielu przychodzi z łatwością – prezydent zdaje się nie wytrzymywać psychicznie. Przerasta ta gra jego siły. Dostał się pomiędzy ostrza zbyt potężnych szermierzy. I poniósł szkody. To jest ponad jego siły. I to będzie się pogłębiało. Publiczne żale już się zaczęły i szukanie środowisk knujących rzekomo na niego (vide: wywiad dla pisma Do Rzeczy). Będzie coraz gorzej. I tu jest miejsce na suwerena i na doradców prezydenta, by zarysowali przed nim możliwości zrzucenia z siebie tego przekraczającego jego siły ciężaru.

 

GORZKA PRAWDA

Na nic nie czekajmy. Wyzbądźmy się złudzeń. Prezydent się nie zmieni. A.Duda nie rozumie o co chodzi twardemu elektoratowi. Na mnożące się w sieci krytyki przecież od razu odpowiedział w Dzienniku Gazeta prawda, że nikomu żadnej „dobrej rewolucji” nie obiecywał, a tylko „dobrą zmianę”. „Nieprzypadkowo zawsze byłem w PIS politykiem umiarkowanym”. Prezydent Duda to obrońca praw pacjenta do negocjowania z chirurgiem zakresu, metod i narzędzi operacji. Rzecznik absurdu. Wróg leczenia inwazyjnego i propagator terapii lurowatymi herbatkami ziołowymi. W otoczce misji uszczęśliwiania wszystkich. Usłyszmy to – to jest atmosfera niekończącej się pracy nad chybioną i nierespektowaną ustawą lustracyjną. To jest głos Tadeusza Mazowieckiego. Klimaty znaku „V” pokazywanego palcami przy każdej okazji i u Mazowieckiego i u A.Dudy. Andrzej Duda to odkurzony Tadeusz Mazowiecki, za którego odbywało się przechwytywanie polskiego państwa przez koterie udające reformatorów. Mazowiecki wersja 2.0. Model wzbogacony o nawiązywanie kontaktu przez internet z młodzieżą (przyszli wyborcy na drugą kadencję). Prezydent wieczorami twittuje z wieloma licealistkami (głośna sprawa twittów prezydenckich z internautką o wdzięcznym niku "leśne ruchadełko"). Zabawa w pozorowanie reform nadzorowana przez tych, którzy dogłębnych reform, jasnych reguł i sprawiedliwości boją się jak diabeł święconej wody. Atmosfera Klubów Inteligencji Katolickiej, wielogodzinnych peror o dialogu społecznym, konsultacjach, konsensusie, kompromisie, ekumenizmie i wilku śpiącym w przytuleniu z barankiem. To jest klimat gróźb o puszczaniu złodziejów w skarpetkach, klimat wściekłego zaprzeczania przez Jacka Kuronia faktów współpracy z SB przez jego kumpli. Klimat ROAD, UD, UW. Poprzez nierozpoznawanie takich ludzi przegraliśmy, straciliśmy 25 lat. To się nie może powtórzyć.

Zamiast łudzić się, skupmy się na pilnowaniu, by prezydent do żadnej z istotnych decyzji nie został dopuszczony i żeby zapomniał o systemie prezydenckim. Trzeba też pomyśleć o jakimś zabezpieczeniu przed takimi niespodziankami i incydentami, kiedy to wynajęty przez określoną partię do konkretnych zadań - nikomu nie znany osobnik - urywa się z wszystkich niepisanych ustaleń i zaczyna służyć celom przeciwnym do partii, która go wysunęła i wylansowała. Skoro umowy niepisane nie działają, to musi to przybrać formę umowy prawnej podpisywanej przez obie strony. Z możliwością natychmiastowego rozwiązania umowy w określonych okolicznościach (w przypadku urywania się ze smyczy i knowań z siłami przeciwnymi macierzystej partii. Stosując obrazowe porównanie możemy porównać relację PIS-u z A.Dudą do firmy budowlanej, która wynajmuje pracownika do prac porządkowych. I oto po dwóch tygodniach ów wynajęty do konkretnych zadań robotnik... buntuje się, albo łagodniej: zaczyna symulować prace porządkowe oraz.... hamować i sabotować wykończeniowe prace budowlane. Do pomieszczeń w których miał zaprowadzać porządek - zaprasza swoich kolegów i koleżanki, urządza imprezy, po których więcej jest sprzątania, niż przy oddawaniu do użytku bloku mieszkalnego w surowym stanie. Oczywiście w realnym życiu taki pracownik wyleciałby po pierwszym dniu takich niespodzianek wobec swojego pracodawcy. Umowa między partią a wysuwanym przez nią kandydatem musi tak samo wyglądać. Czyż sprawowanie urzędu głowy państwa nie jest poważniejszym zadaniem od sprzątania na budowie na umowę zlecenie? Więc i warunki zatrudnienia oraz zwolnienia powinny być surowsze, a nie w niezrozumiały sposób pobłażliwsze.

Módlmy się, by prezydent nie przyłożył ręki do ustaw medialnych, bo wszystko znowu skończy się obstrukcją lub co najmniej dużym opóźnieniem. Oczywiście, zmiana konstytucji musi poczekać do końca kadencji prezydenta. A najlepiej - do wcześniejszego rozwodu Polski z niewątpliwie sympatycznym Andrzejem Dudą. Dla dobra obojga.

 

Co więc robić? Kilka dni temu rozmawiałem ze znajomym o polityce. W pewnym momencie zaskoczył mnie nagle podjęciem tematu impeachmentu i tego jak ta instytucja funkcjonuje w różnych krajach. Byłem zaskoczony, bo sam o tym w tym czasie zacząłem myśleć. Gdy parę dni później trafiłem w sieci, u dwóch autorów, których cenię także podobne myśli, krążące wobec tematu złożenia urzędu przez prezydenta – zrozumiałem, że więcej osób o tym myśli, że od tego tematu nie uciekniemy i że im szybciej zostanie podjęty, tym lepiej. Tutaj już nie ma na co czekać. Tu wchodzi w grę los naszej ojczyzny i tu jawi się groźba nie zmieszczenia się w czasie przeznaczonym nam przez szczęśliwe zrządzenie losu niczym dar z nieba. Czasie przeznaczonym na pierwsze od 70 lat odzyskanie, odwojowanie Polski. Profesorowie Nowak i Zybertowicz na pewno nam w tym nie pomogą. A prezydent Duda więcej dobrego zrobi dla ludzi, gdy powróci do swego zawodu. Żeby uniknąć pewnego skandalu na arenie międzynarodowej z podjęciem procedury impeachmentu z związku z utratą zdolności do sprawowania władzy wobec prezydenta pozostaje tylko jedno rozwiązanie: nieodwołalna presja na prezydenta o ustąpienie dobrowolne związane np. z przyczynami rodzinnymi (które istnieją, wszak żona prezydenta od początku była niechętna jego starowi w wyborach i nadal nie odnajduje się w Warszawie). Nie ma powodu by tak urocza para miała rozpaść się z powodu tak banalnej rzeczy, jak polityczna funkcja w stolicy, nieprawdaż, panie prezydencie? Coraz więcej obywateli z każdym dniem będzie za tym, by pani Agacie nie przysparzać stresów nieuchronnie związanym z pełnieniem przez ukochanego małżonka tak absorbującej i nerwowej funkcji. Dla prawdziwego mężczyzny pragnienie kobiety jest rozkazem. Każdy dzień zwłoki w podjęciu tej ważnej decyzji jest niczym nie uzasadnioną ofiarą na rzecz wyborców. Oni zrozumieją tę decyzję.

 

PS
Archiwum. Poprzednie moje teksty poświęcone Andrzejowi Dudzie, pierwszy z nich napisany 5 dni przed wetami...

19.07.2017  Szwagier prezydenta, 3/5, zamach stanu, wróg wewnętrzny, Staszic i... Estera
24.07.2017  Wymiękanie, płynięcie z prądem i brak odporności na presję
25.07.2017  Co PIS ma teraz robić?
26.07.2017  Krajobraz po bitwie. Hybrydowej
28.08.2017 Najnowsze wieści z Dużego Pałacu, czyli "świeczki zostały policzone"       
22.09.2017 Czekając na prezydenckie poprawki...          
25.09.2017 Rządy zdecydowanej większości, czyli prezydent Duda i płaczące bobry

 

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.2 (głosów:15)

Komentarze

PIS nie zawiódł, a Duda na całej linii i jeszcze atakuje ministrów Ziobrę i Macierewicza.

Nie na takiego prezydenta głosowałem, co przed wyborami obiecywał co innego, a po wyborach robi co innego.

Adrianek myśli że zrobi swoją partyjkę z pijawkami ludowymi z PSL i Kukizem i części PIS-u, ale skończy jak SLD czy partyjka Palikota.

Kto odchodzi od Jarosława ten marnie kończy, ale weta które dał, zablokowały na wiele miesięcy naprawę sądownictwa i dają czas by mafia w togach lekko se dychała i już nie srała w gacie ze strachu przed karami.

Jednym słowem, by żydo-komuchom w togach i tych POlitycznym żyło się lepiej i włos z głowy im nie spad, za wszystkie przewały jakich dokonali.

Po owocach panie Duda, poznajemy kim pan jest i komu służy, jedno jest pewne i widoczne gołym okiem, na pewno nie służy pan dobrej zmianie, z którą szedł pan do wyborów prezydenckich.

U mnie pan oblał, niech pan nie liczy na na mój głos i mojej rodziny w następnych wyborach prezydenckich.

Już nie te czasy, panie Duda gdy można było wyborców oszukiwać i nabijać w butelkę i robić mięsem wyborczym.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-1

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1550304

Niedorzeczni "nieporawni" pałowaliście mnie namiętnie, i jak wam teraz? Plastusiowy andrzejek jeszcze do niedawna wydawał się ciapą, ale od  momentu,kiedy olał narodowców i nie zaprosił ich na Marsz Nieodległości jest draniem.

http://niepoprawni.pl/video/kubel-zimnej-wody

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-1

Pobudka!

#1550307

Znalazłam w necie:

cytuję: "Panie Duda Panie Duda został Pan Prezydentem więc proszę o spełnianie obietnic które Pan obiecał i będę to Panu wklejał przez następne 5 lat żeby Pan przypadkiem czegoś nie przeoczył albo nie zapomniał . Oczywiście wszystkie obietnice spełniane bez podnoszenia podatków jak Pan wspomniał: To Panie Duda czas do pracy a jest co robić oj jest ja tylko z kronikarskiego obowiązku przypomnę co nam obywatelom Pan obiecał:
- dołoży na każde dziecko 500zł
- nie dopuści do zamknięcia ani jednej kopalni i nie zwolni żadnego górnika
- reaktywacja Stoczni w Szczecinie
- przywróci poprzednie widełki wieku emerytalnego zamiast 67/67
- (ubranka dla dzieci chce 0 stawki VAT) czyli zlikwiduje VAT8% (przepisy unii ubranka muszą mieć nałożoną najniższą stopę VAT w danym kraju) - obniży VAT do 22%, - da prace młodym i mieszkania socjalne na start jeśli założy rodzinę Program „Twoje mieszkanie”
- dźwignie pensje pielęgniarkom i w samej służbie zdrowia przynajmniej x2
- przewalutuje frankowiczów,
- zwiększy 3 krotnie kwotę wolną od podatku,
- podniesie renty i zwiększy emerytury,
- podniesie najniższą krajową do poziomu UE Polacy muszą godnie zarabiać,
- podwoi nakłady na polską naukę
- repolonizacja banków
- opodatkowanie hipermarketów i banków
- lekarz i dentysta w każdej szkole
- darmowe przedszkola
- obniżenie CIT z 19 do 15% dla najmniejszych przedsiębiorstw zatrudniających min 3 osoby
- stworzenie systemu obrony terytorialnej kraju z organizacji paramilitarnych
- konstytucyjna ochrona lasów państwowych
- będę stał po stronie utrzymania polskiej waluty tak długo, jak to tylko konieczne, by Polacy mogli żyć godnie i bezpiecznie
- będę bronił polskiej ziemi przed wykupem
- będę aktywnie działał na rzecz odbudowy nowoczesnego polskiego przemysłu dającego Polakom miejsca pracy i godne wynagrodzenia
- wyrównanie dopłat bezpośrednich dla rolników,
- polscy rolnicy powinni dostać należne im rekompensaty związane z embargiem rosyjskim
- zmian dotyczących tzw. ustaw śmieciowych.
- Odejście od kryterium zysku w służbie zdrowia, NFZ powinna być zlikwidowana, pieniądze na ochronę zdrowia przekazać wojewodom
- informatyzacja ochrony zdrowia
- sieć szpitali zapewniające pacjentom bezpieczeństwo.
- wzrost liczby lekarzy i pielęgniarek
- prawo rodziców do decydowania o edukacji swoich dzieci
- likwidacja gimnazjów, przywrócić 8- klasową szkołę podstawową i 4-letnie licea
- umacnianie polskiej kultury, instytucji jej służących - promowania treści, które dają poczucie dumy z naszej współ - opłaty za usługi bankowe na takich zasadach i wysokości jak w innych krajach UE
- Bankowy tytuł egzekucyjny, przekleństwo wielu polskich rodzin, musi być zlikwidowany
- Zwiększenie popytu poprzez podniesienie płac, wsparcie eksportu
- program uruchomienia biliona 400 mld zł. na inwestycje, łącznie z funduszami europejskimi
- rozwój budownictwa mieszkaniowego
- Program reindustrializacji i odbudowanie polskiego przemysłu
- wycofanie się z paktu klimatycznego
- instytucje naukowe muszą zostać odbiurokratyzowanie
- pałac prezydencki będzie miejscem, gdzie na neutralnym gruncie mogą spotkać się przedstawiciele różnych grup społecznych - Będę Prezydentem, który nie unika trudnych sytuacji, który nie ucieka, jest arbitrem polska gospodarka musi być oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych - Powołanie Narodowej Rady Rozwoju
- Powołanie Rady Przedsiębiorczości
- sprawna i skuteczna dyplomacja
- stworzenie bezpieczeństwa energetycznego"
Panie Duda, Panie Duda, wiem że sporo tego jest, ale niech Pan się Panie Duda nie tłumaczy za 5 lat że Pana zaplecze polityczne wytrwało tylko 2 lata w Parlamencie, albo że ma Pan inne priorytety!!! - koniec cytatu.

PS

Wprawdzie w powyższym zestawieniu cacacnek nic o sądownictwie nie ma to jednak co do wielu innych obietnic  należy zauważyć, że "honor to stroma wyspa bez brzegów. Nie można na nią wrócić, gdy się ją już opuściło." ~ Nicolas Boileau-Despréaux.

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0

casium

#1550322

spokojna ,wyważona i merytoryczna. Wspaniały wręcz traktat psychologiczno- polityczny tego pana i sytuacji w Polsce. Myślę, że po przeczytaniu całości nikt już nie odważy się napisać ...poczekajmy, dajmy szansę nie tak szybko. Właściwie nic, o czym mowa w tym tekscie, nie było dla mnie zaskoczeniem...no może poza paroma drobiazgami. Nie zaskoczyła mnie postawa A.Nowaka ale raczej bezkrytyczne podejscie do tej osoby Niepoprawngo Radia, które kreowało go kiedyś na prezydenta, i które, niestety staje się coraz bardziej poprawne.
Co do samego A.D. , jego urzędowanie nie różni się od pozostałych prezydentów co świadczyłoby o ciągłości panowania okrągłego stołu, tylko że tym razem trafiło na jednostkę małoodporną psychicznie. Więc albo nie wytrzyma dłużej tej sytuacji...albo stan zdrowia mógłby stać się pretekstem do zakończenie tej komedii. I jeszcze jedna rzecz, chyba najważniejsza..."Jarosław Kaczyński postawił pytanie: Czy prezydent jest z nami?" Wydaje mi się jednak ,że ta niby-separacja jest tylko pozorna i że to stare dobre,dobre małżeństwo przetrwa...tylko czy Polska się ostanie?
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję.

Podoba mi się!
11
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1550314

Widocznie trzeba przejśc przez niejedno bagno, aby osiągnąc upragniony cel.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-2

Pobudka!

#1550315

Wybór prezydenta w wyborach powszechnych przywołuje electio viritim. A co warto przypomnieć, król elekt, żeby być koronowanym, musiał zaprzysiąc uroczyście pacta conventa. Trzeba więc do tej dobrej tradycji sarmackiej powrócić, choć tak naprawdę to ona tkwi głęboko w nas. Z tego zdaje sobie świetnie sprawę Andrzej Duda, stąd jego takie dziwne zachowanie. Bo ma pełną świadomość tego na co i co przysięgał.

Wprawdzie to do czego się zobowiązał Andrzej Duda nie miało formy uroczystego aktu zaprzysiężenia, takiego jak wyszczególnione w punktach pacta conventa, lecz w żadnym wypadku nie zwalnia to prezydenta ze zobowiązań złożonych wobec Boga, Narodu i Historii.

A co oznaczało niewypełnienie przez króla zaprzysiężonych zobowiązań, to nie muszę chyba przypominać ani Andrzejowi Dudzie, ani tym, którzy na niego głosowali.

Pozdrawiam      

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1550350

 12-go lipca będzie nowe święto państwowe

http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/bedzie-nowe-swieto-panstwowe-prezyd...

a Kresowiacy niech sobie dalej walcza o 11-go lipca jako upamiętniajacy Ofiary rzezi wołyńskiej.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Pobudka!

#1550428

Nasz Duduś musi działać, aby nikt mu nie zarzucił,że za darmo bierze pieniądze. Oto propaganda sukcesu....ale tak bezczelna jak teraz to nie była nawet z aPRL-u. W każdych "niezależnych" wiadomościach ciągle tylko 500+ albo rosnące słupki PiSu. A może by tak mniej świętować a więcej pracować....tylko nie za darmo ani nie za ukraińską stawkę. Następny skandal - to płace. Pobudka nic nie da...bo stary niedźwiedź moooocno śpi.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Verita

#1550456