Kryzys w Berlinie?

Obrazek użytkownika Traczew
Świat

Ciekawie rozwija się ostatnio sytuacja w Niemczech. Trzeba przypomnieć o zajściach w Chemnitz przed dwoma tygodniami. Syryjczyk i Afgan zasztyletowali Niemca. Podobno chcieli Mu odebrać kartę kredytową przy bankomacie. Facet się bronił i dostał 5 ciosów nożem. Zmarł. Jego ojciec był Kubańczykiem. Pozostawił żonę i dzieci. Był stolarzem, trochę angażował się w pomoc dla "uchodźców". W mieście zorganizowano demonstracje protestacyjne, które ostro potępiła prasa centralna. Demonstrantów nazwano ksenofobami, islamofobami, nazistami (tak, tak). W ZDF i ARD podano informację, że dzień po demonstracjach miały miejsce ataki na "biednych uchodźców", podobno atakowano kolorowych itd. Media wprost wyły, atakując Saksończyków, tłumacząc ich postawę pozostałościami komuny, niedostosowaniem ich do demokracji i idei "społeczeństwa otwartego". "Polowania" na kolorowych potępiła Merkel w wypowiedzi dla prasy.

W ubiegłym tygodni szef Urzędu Ochrony Konstytucji Hans-Georg Maassen w wypowiedzi dla mediów stwierdził, że nie ma dowodów, że w Chemnitz doszło do "polowań na cudzoziemców". Wypowiedź ta wywołała skandal, gdyż wysoki urzędnik  szef UOK, zakwestionował ocenę sytuacji zaprezentowaną wcześniej przez szefa rządu. Liderka koalicyjnej SPD Nachles zażądała dymisji Maassena, ale w jego obronie stanął, jego bezpośredni szef, Minister Spraw Wewnętrznych, Seehofer (z CSU). Doszło do rozmów między koalicjami i osiągnięto kulawy kompromis. Maassena wprawdzie odwołano, ale na żądanie Seehofera objął stanowisko wiceministra SW, czyli zastępcą ministra. Prasa lewicowa zaatakowała to rozwiązanie domagając się wywalenia Maassena, ale Seehofer nie ustąpił, bo w październiku ma wybory landowe, a sondaże dla CSU nie są pomyślne. Szefowa SPD Nachles podgrzewała nastroje krytykując "awans" Massena. Dziennikarze nawet wyliczyli, ile więcej będzie zarabiał na nowym stanowisku.

Wydawałoby się, że kryzys został zażegnany, ale wczoraj doszło do wydarzeń, które świadczą o słabnięciu pozycji politycznej Merkel. Odbyło się posiedzenie klubu parlamentarnego CSU/CSU w Bundestagu na którym miano wybrać jego przewodniczącego. Merkel zaproponowała na to ważne stanowisko Volkera Kaudera, który kieruje frakcją chadecką w Bundestagu od 2005 roku i jest uważany za jednego z najbliższych współpracowników Merkel. Pani kanclerzy wygłosiła przed głosowaniem płomienne przemówienie, popierające swego faworyta. Poparł go także Seehofer. Głosowanie było tajne i .... niespodzianka.....,  Kauder otrzymał 212 głosów, a jego konkurent Ralph Brinkhaus 225. Nowo wybrany przewodniczący frakcji chadeckiej, ma 50 lat, jest ekonomistą, był wiceprzewodniczącym CDU w Nadrenii Północnej Westwalii. W Bundestagu od 2009. W ocenie niemieckich mediów, wybór Brinkhausa jest poważną porażką Merkel, gdyż  frakcja CDU/CSU w Bundestagu znalazła się w rękach osoby stojącej z dala od niej. Internauci w swych postach pod artykułami o zaskakującym wyniku wyborów szefa frakcji parlamentarnej CDU/CSU (focus.de) wyrażają zadowolenie z porażki Merkel i sądzą, że rozpoczął się proces upadku Złotej Pani Anieli. Nie muszę dodawać, że zdecydowana większość piszących jest ogromnie zadowolona, że Merkel powinęła się noga.

Wczorajsze wydarzenia w Bundestagu są niezwykle ważne. Doszło bowiem do zakwestionowania przywódczej roli Merkel, nie tyle w państwie, ale we własnej frakcji parlamentarnej, bez poparcia której rządzenie jest wprost niemożliwe. Wydaje się, że gwiazda Merkel zaczyna słabnąć, natrafiła bowiem na opozycję we własnym zapleczu politycznym. Prasa niemiecka pisze wprost, że rozpoczął się proces upadku Merkel. 

Czy to realna ocena, czy też sensacyjna ekscytacja dziennikarzy? Trudno powiedzieć, ale kryzys w partii Merkel jest faktem. Wprawdzie nowy szef frakcji Brinkhaus, zadeklarował swą lojalność wobec pani kanclerz, ale w to nikt nie wierzy. W partii Merkel powstała opozycja wobec jej rządów i wygląda na to, że jej kanclerstwo jest zagrożone.

Odejście Merkel byłoby korzystne dla nas, gdyż jest jasne, że KE grilluje rząd Zjednoczonej Prawicy pod naciskiem Berlina. Zanim doszłoby do wyjaśnienia sytuacji i  powstanie nowego układu rządowego, nacisk na Polskę musiał by być słabszy niż teraz. Tak więc należy śledzić rozwój sytuacji w Berlinie. Upadek Merkel zasadniczo zmieniłby sytuację w Niemczech i w Europie, a zwłaszcza w Brukseli (KE). Pożyjemy zobaczymy. 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:12)

Komentarze

Odejście "Mutti" Angeli to będzie dobra wiadomość dla Polski...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1572753