O Wigilii przed Wielkanocą - jedno pytanie.

Obrazek użytkownika tequila
Kraj

Pamiętamy "nocne Polaków rozmowy". Zwłaszcza przy wigilijnym stole, gdy zbierała się liczniej rodzina. Ojczyzna, Polska, Wilno i Lwów. Nierzadko Katyń, Monte Cassino, Powstanie, 17 września  i stan wojenny .... Modlitwa i nadzieja - "Da Bóg ...", "Jeszcze dożyjemy, że Polska ..." .

Od jakiegoś czasu męczy mnie, aby zadać na forum to pytanie:

Jeżeli w rodzinnym domu Tuska zawsze mówiło się po niemiecku, to o czym były (i są) ich "nocne rozmowy" ?

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)

Komentarze

rozmawiano po niemiecku a nie w Idisz?
Bo to zamienia calkowicie podejrzenia o czym oni mowili i w dodatku jesli w idisz to nie przy wigilijnym stole.
Ale tak czy owak podejzewam jednak ze rozmawiali o patryjotyzmie tyle ze nie polskim.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1470497

a dzieci na podwórku wołały za nim "hitlerowiec". Niestety nie mogę znaleźć  innych wpisów. To normalne, że od jakiegoś czasu działa tzw.(tak go nazwałem) "czyściciel neta" Dlatego, gdy natrafiam na ciekawy wpis zachowuję go w kilku miejscach. Cytaty, które jeszcze są w sieci (dla niektórych brak źródeł, (znane nam - "Strona nie istnieje, błąd 404"), czy "wbielanie wpisów w wikipedii" - znana szeroko sprawa komisarz Hubner i jej ojca ubeka, warto archiwizować. Później łatwiej nam przytoczyć w sieci, jeżeli "źródło wyschło".

W przypadku "niemieckości" Tuska można jeszcze bezproblemowo znaleźć wpisy:

"Moja rodzina to ludzie prości, którzy dokonali bardzo trudnego wyboru, żeby zostać w Gdańsku po zakończeniu wojny. Moja mama dopiero mając 11 lat uczyła się polskiego. Przez całe swoje dzieciństwo i wczesną młodość miałem dziwną sytuację: byłem z polskiej rodziny używającej gdańskiej niemczyzny. To taki dziwny język, w którym były naleciałości i holenderskie, i polskie, kaszubskie, rosyjskie, i portowy niemiecki, specyficzny wyłącznie dla Gdańska. Ja się wychowywałem w atmosferze tego języka, w rodzinie, której korzenie ze wszystkich możliwych stron są kaszubskie.
W Gdańsku przed wojną i w czasie wojny żyło 800 tys. takich ludzi, po wojnie zostało niewiele ponad 2 tys. Mówię tu o autochtonach, a nie o Polonii gdańskiej. Były to rodziny, które mimo że znały głównie niemiecki, niektóre kaszubski, zdecydowały się zostać w Gdańsku, choć wszystko wokół się zmieniało. Ja z tego powodu miałem pewien kompleks, bo np. dzieci na podwórku wiedziały, że u mnie w rodzinie mówi się po niemiecku; tego nie dało się ukryć w takiej społeczności jak podwórko i tu budziło umiarkowaną agresję. Niby nie było to nigdy powodem do bójki, ale jak już do niej dochodziło, to wyzywano mnie np. od hitlerowców."

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/212470,1,tusk-donald.read

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1470537