Jak zmarnowałem szansę na Nike

Obrazek użytkownika Tadeusz Korzeniewski
Historia

Z Jerzym Kosińskim skrzyżowały nam się drogi w PEN przy dolnym Broadwayu, z okazji wieczoru poezji polskiej.

Poezję polską reprezentowała nad Hudsonem tamtego wieczoru warszawska para mieszana z przeszłością stalinowską. Para przybyła gdyż rok był 1986 i czerwone chłamy, stłumiwszy już dostatecznie stanem wojennym i represjami jak mokrymi kocami pożar polskiej trawy zwany „Solidarnością”, w strużkach potu strachu zaczynały kombinować jak by tu oddać część władzy, ale przy tym za kolaborację z najeźdźcą po twarzach, a już uchowaj Panie Janie Pawle II, szyjach od narodu nie oberwać.

Bo że oddać władzę będą musieli, to swoimi prominentnie wyewoluowanymi – inaczej przepadliby jako typ w ewolucji nie produkując potomstwa – instynktami urodzonych chłamów dobrze już to wyniuchiwali, gdyż ich obcałowywany dotąd na lotniskach gwarant, Związek Sowiecki, ekonomicznie i ideologicznie prządł coraz cieniej, i zostawiał ich na coraz cieńszym także lodzie.

Od jakiegoś więc czasu czerwone chłamy podlizywały się opozycji politycznej, zwłaszcza niby-patriotom polskim ze środowiska filialnego byłej KPP, gdyż ci tak samo byli fałszywi w sprawie etnicznego interesu Polski, jak oni, tak że interes aż furczał.

Jednym z animalnie przebiegłych pociągnięć czerwonych chłamów w tej rozgrywce było wypuszczanie za granicę jajogłowych z opozycji, podpuszczając ich albo na zostanie za granicą, albo, jeśli wrócą, na układanie z nimi transformacyjnego machloja. Ci co nie chcieli machlojować, oczerniani byli przez neopatriotów ze środowiska filialnego byłej KPP jako oszołomstwo, tj. osoby w stanie serc nietrzeźwym, alkoholicy prawdy, a alkoholizm jak wiadomo jest chorobą. Bardzo tak dla czerwonych chłamów, jak dla opozycjonistów neopatriotów fakt istnienia nawet jednego takiego nawalonego prawdą był nieprzyjemny i, co jeszcze gorsza, potencjalnie groźny. Tacy najlepiej żeby wyjeżdżali z kraju w jedną stronę, albo, jeśli już siedzieli, wiedzieli, że nikt ich nie lubi. Zdarzały się dziwne zgony.

Na fali tej przybyła do Nowego Jorku warszawska para poetycka mieszana. Poodbierać granty, pokupować rzeczy i – last but not least – straszyć i tak już nieźle popędzoną polską inteligencję manhattańską, że Polsce grozi dyktatura alkoholików prawdy i gdyby coś, to cały cywilizowany świat się od Polski odwróci. A jak któryś popędzony polski inteligent manhattański nie dość żarliwie przytakiwał, marszczyć przeciw niemu wpływową brew i czoło, i już kucał.

Nowojorczycy, dla których nie jest istotne, czy ktoś jest autentycznym amerykańskim, czy autentycznym polskim patriotą, tylko o coś innego im chodzi, zaraz urządzili parze z Polski wieczór autorski w PEN.

I siedzę na tym wieczorze w sali pełnej skołowanych Polaków. Skołowanych, bo ja przyszedłem tu jako obserwator, jestem w pracy – a te dzięcioły czemuś co w istocie jest przeciwne ich interesowi etnicznemu, robią pozytywną klakę.

Siedzę i słucham wprowadzenia Allena Ginsberga. Ginsberg chwali technikę wierszowania byłych rymujących stalinowców jako lepszą od amerykańskiej. Śmiech na sali (retorycznie mówię), jedyna chyba iskra z jaką para się zetknęła – przecież znałem ich z Warszawy - to z rury wydechowej T-34 jakim ją bolszewik w 1944 wwiózł do Polski. Po prostu Ginsbergowi outsiderowi... homoseksualiście... Żydowi... co tam skrajnego jeszcze... trawnik sąsiadów wydał się zieleńszy od własnego, taka terapia. Także jego niedawna wizyta w Warszawie na zaproszenie polskiego PEN, w którym para mieszana pełniła naczelne funkcje i podczas której był on fetowany jak zmartwychwstały Walt Whitman, też nie zaszkodziła.

Po czterdziestu minutach niedotlenionej poezji „solidarnościowej” dwójki warszawskich obiboków, Ginsberg bierze mikrofon dla słowa zamykającego.

W tym momencie poruszył się on może za mną, czy wprost odczułem mobilizującą się obecność, w każdym razie odwróciłem lekko głowę i – Kosiński. Siedzi z brzegu, musiał podejść podczas czytania, nie widziałem przedtem, łokcie na kolanach, głowa spuszczona, styka palce dłoni i odtyka.

Ginsberg:

– Tyle ja. Czy chciałbyć coś powiedzieć ty, Jerzy?

W dwie sekundy Dżerzi staje przed publicznością, mikrofon, i że za jego prezesury w PEN sytuacja pisarzy prześladowanych za wypowiadanie niewygodnych prawd – np. takich jakie ja tu wypisuję, dobrze mówię? – była lepsza. Poza tym mówi, mówi przez kilka minut, żeby być.

Parę lat później wszystko lepiej zrozumiem. Kosiński tam, w PEN w 1986, przygotowywał sobie grunt pod Polskę po spaleniu się w Ameryce; pewnie był zgadany z Ginsbergiem jeszcze przed spotkaniem. Cztery lata przedtem, w 1982, ukazał się w „The Village Voice” artykuł poparty wywiadami z tłumaczami, edytorami, uzasadniający, że do pisania jego angielskich książek zatrudniał pisarzy-duchów. Że swoje słynne Wystarczy być zerżnął z Kariery Nikodema Dyzmy jak czwartoklasista. A jego dzieciństwo to nie były peregrynacje sieroty z Malowanego ptaka, czym długo żerował na prostolinijnej amerykańskiej publiczności.

Więc w połowie lat 80. po wykasowaniu w Ameryce Kosiński szukał nowej sceny. Do Izraela pojechał próbując dać rozwinąć się tej pasji. Zaangażował się w fundację polsko-żydowską (w praktyce żydowsko-żydowską, do czego zawsze to się w takich wypadkach sprowadza, pora wiedzieć). Kolejną próbą był wypad do Polski, przetarty przez Jerzego Urbana, którego znał jeszcze z dzieciństwa – ich ojcowie, obaj antypolscy żydowscy komuniści, trzymali sztamę. Urban spotkał się z Kosińskim w 1987 w Nowym Jorku na przyjęciu dyplomatycznym. Biograf (Sloan) mówi też, że trzeci z tej beczki, Daniel Passent, był w tej grze pośrednikiem. Po spotkaniu w Nowym Jorku Urban wraca do Warszawy i wsącza Jaruzelskiemu w ucho, że Kosiński korzystnie nastawiony, można z nim robić biznes. Jaki? Dla Urbana i jego plemienia Polskę dla Izraela otworzyć. Dla Kosińskiego będzie nowa scena po przepsiulaniu Ameryki, w tym kasa za tutejsze wydania, gdyż w wyniku afery „stracił” coś talent i od lat nic nie zarobił. Dla Passenta też coś skapnie, bo to znany przykomuch i jak inni tego pigmentu, trząsł coraz mocniej galotami, że go Polacy po implozji Sowietów jeśli nie latarnią, to przynajmniej smołą i pierzem potraktują i pogonią z kraju, co też powinni byli zrobić, gdyby wszystko odbywało się normalnie. No a Jaruzelski z tuziemczymi czerwonymi chłamami także trzęśli się nie mniej niż Passent, i przez inicjatywę wznowienia stosunków dyplomatycznych z Izraelem załatwiali sobie wpływowego poplecznika w świecie. Żeby zaś poplecznik jak najszybciej przychylił się do ich merdania – gorąco się robiło, coraz goręcej, a tu tyle gałęzi – plan sklecili, że podczas występu Kosińskiego na Uniwersytecie Warszawskim za holokaust 1968 Polska oficjalnie Żydów przeprosi.

Tak że widać jak „rzecznik” Urban wieloplanowo motał. Z tym że zdrajcą jest „tylko” Polski, bo interesu swojej naturalnej wspólnoty, jeśli zrobić przegląd, w żadnym poważnym stopniu nigdy nie nadwerężył. Zdradził „tylko” Polskę. Ale to nam wystarczy. Takim zostanie u nas zakarbowany kiedy już kopnie w czasomierz, jako Żyd-zdrajca – tak jest, nazywajmy rzeczy „po plemieniu”, w końcu media globowe tj. Czerska i inne New York Timesy adresują nas Polaków też plemiennie, kiedy Żydom z nami to czy sio nie pasi. Jak Szymon Mietkowi tak Mietek Szymonowi.

Z opublikowania profetycznego – jak by czas pokazał – artykułu o Urbanie zrezygnował w 1979 Adam Michnik. Lub w 1978, ale raczej w 1979, zresztą można sprawdzić: to było po demonstracji przed Grobem Nieznanego Żołnierza z okazji 11 Listopada, Leszek Moczulski wtedy siedział, żona apelowała o protesty.

Po demonstracji Adam Michnik podchodzi i czy byśmy nie poszli na drinka, on, ja i Jan Józef Lipski. Gdzieś wzdłuż Marszałkowskiej chyba znaleźliśmy kawiarnię, rozmowa prawie na sucho (parę koniaków), w trakcie Michnik proponuje, żebym napisał coś dla jego „Krytyki”. Z reguły pismo nie płaci, ale on wyłoży z własnej kieszeni. Może o Urbanie, podsuwam, bo czytałem ostatnio, chyba w „Polityce”, i on coś większego rozkręca, mówię ci, mnie zdenerwował.

Tak było. Do tamtej pory Urban był szerzej znany jako „Kibic”, obyczajówkarz felietonowy, prześmiewca, budujący swoje wzięcie na negliżującym psychologizowaniu o kompromitujących się tuziemcach. A tu w ostatnich miesiącach jakąś zdradziecko-konstruktywną wielką polityką powiało z jego publicystyki. Swoim 140 czy 160-punktowym IQ nawija nagle na rzecz Szmaciaków z Komitetu Centralnego, których z natury na taki poziom oczywiście nie stać. Tknęło mnie, po prostu, i miałem rację: Urban szykował się do roli cycera zdrajców Polski polskich komunistów, przeprowadzenia ich do okrągłego stołu i zrobienia z Polski „ich rzeczypospolitej” (co się udało i trwa do dzisiaj).

Ale Adam Michnik miał jedną odpowiedź na tę propozycję, że co się starego i brzydkiego Żyda czepiać, on zwyczajnie potrzebuje forsy na jachty i dziwki. I sprawa padła.

Proszę państwa, 21 października 2017 roku skończyła się w Polsce żydokomuna. Zaguglujmy "czerska ma paść".

Dobrze się składa, bo czas najwyższy zabrać się za polskich narodowych jajogłowych. Będzie zabawa.

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:13)

Komentarze

Pełen optymizmu, ba wręcz euforii, zaguglowałem jak Pan radzi, a tam niepsodziewajka ! Czerska pada od 2011 rku i tu zwątpiłem.

Przy okazji spytam, a na jaką okoliczność ogłosił Pan dzisiejszy dzień dniem upadku żydokomuny? Prostym ja człowiek, a może być, że i ślepy więc chętnie bym się dowiedział szczegółów.

Pozdrawiam serdecznie Pan i podobnie myślących.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1550764

co się tak mile patriotycznemu uchu odezwał (że aż pojawił się od razu Zatroskany) - przypomniał mi pewną filmową sagę dla młodzieży, w której niezłomny Karol (bo podobnoż polskiego on pochodzenia) Bronson, bijąc na głowę Sylwka S. w ilości sequeli, wymierzał po latach filmowej posuchy na plakatowych bohaterów Nowej Solidarności, samotnie sprawiedliwość; bo to "ma" brzmi jakoś podobnie do "Życzenie śmierci"... 

Literatura wszakże (i Film) żyją w materii wirtualnej i jedyną ich misją jest popychanie do czynu, chociaż, muszę przyznać pojawiają się światełka w tym tunelu - jak choćby te 18 miliardów, co to rzekomo Soros uzbierał i teraz oddał w młodsze ręce: jako, że on czerski udziałowiec - byłoby to jasne oświadczenie, że na kolejne dofinansowanie tego geszeftu nie ma co liczyć?

A już całkiem świeży jest dzisiejszy wieczorny twit przeczuwającego osamotnienie Lisa T.: Zdaje się w TVN przestawiono wajchę. Coraz więcej materiałów jak pod przekazy z Nowogrodzkiej. Wygląda to smutno i coraz żałośniej.

- więc kto wie, czego oni się spodziewają, ci gęgacze. I oby im się spełniło!

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1550773

Witaj!

Proszę państwa, 21 października 2017 roku skończyła się w Polsce żydokomuna.

Za chiny ludowe tego nie rozumiem. Dlaczego? 21-10-2017???

Kosińskiego nie cierpiałem i nie cierpię. Beztalencie, które sprzedawało na zachodzie polskie przechodzone szmoncensy jako własne wspomnienia. Jedyne, co mu dobrze wyszło, to śmierć.

Słuszna uwaga z tym biletem w jedną stronę. Po zorganizowaniu strajku PLO na 10 Lutego w Gdyni, miałem roczny szlaban na pływanie. Aż tu nagle po roku dostaję zaokrętowanie na M/S Zabrze na Zatokę Meksykańską. Czyli do USA. Huston i Galveston. To wówczas było zaproszenie do emigracji - one way ticket. Zeszło wówczas ze statku siedmiu marynarzy, zostało w Stanach z natychmiastowym pozwoleniem na pracę. Ja kurczę wróciłem. I nie żałuję.

Michnik? Urban? Chwalisz się, czy żałujesz? Bardzo szemrane towarzystwo.

Pozdrawiam

Ps. Jak zwykle, wrzucę to na Niezależną, czyli naszeblogi.pl. Właściwie sam mógłbyś tam umieszczać swoje.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1
#1550793

Pamiętam te słodkie chwile, kiedy czytałem w The Village Voice atakujące Kosińskiego artykuły i dekonspirowanie go jako plagiatora i kolesia, który nie potrafiąc nawet mówić po angielsku wydaje już drugą książkę... po angielsku... To było bardzo miłe patrzeć jak żydokomuna nawala się z lewako-pedziami. Nic tylko klaskać i podżegać do boju obie strony.  Fajnie, że przypomnasz o tym mało znanym w Polsce epizodzie, a już i trochę zapomnianym.

Ale nie wiem i niezbyt zajarzyłem, czemu to skończyła się ta żydokomuna akurat 21go? Co się stało?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1550858