Jak padła Sowiecka Rosja

Obrazek użytkownika Tadeusz Korzeniewski
Historia

Środowisko internetowe Niepoprawni.pl jest znacznie ściślejsze niż np. blogowisko Salon24.pl i ten wpis może razić wrażliwość niektórych tutejszych czytelników. Nie jest to moją intencją. Intencją jest, że pewne aspekty polskości winny być przedmiotem publicznego dyskursu a nie są. Gdyby oszust narodowy Igor Janke i oszust narodowy Radosław Krawczyk od Salon24.pl nie ocenzurowali mnie – drukarza NOWej, autora podziemia antykomunistycznego 1976-81 (na palcach kilkunastu rąk można nas było policzyć wtedy, nie więcej) – przez ukrycie tekstów, to tam publikowałbym takie rzeczy. Tamto środowisko było (bo teraz to jest agonia) dużo szersze i takie rzeczy wtopiłyby się w rozległy kontekst platformy. No ale zaczęto mnie tam cenzurować. Zaczęło się od wpisu „Ubeckie fundamenty Czerskiej” i już w tym punkcie zdecydowałem, że zamykam bloga na Salon24.pl. Chciałem jednak mieć pewność, że nie był to przypadkek wynikły może z dezorientacji tzw. adminów. Więc dałem dwie następne notki i było to samo, cenzura przez ukrycie. Trzy to już świadoma polityka redakcyjna. Potrzebne mi to było by bez wątpliwości móc publicznie stwierdzić: oszust narodowy Igor Janke i oszust narodowy Radosław Krawczyk. O Salon24.pl będzie osobna notka. A teraz: Jak padła Sowiecja.

 

Rok 1989 – środowisko główno­dowodzące KOR, dziś lepiej znane jako środowisko „Gazety Wyborczej” lub po prostu „Czeka”, uuup, pardą, „Czerska” (od ulicy przy której mieści się jego intelektualna machina nisz­cząca), ubija z reżymowymi gangsterami transformacyjne­go machloja przy udziale grupki solidarnościowych majorów jako paprotek i hierarchii Kościoła jako kelnera.

Rok 1993 – w efekcie skutków tej etniczno-mafijnej „transformacji”, a także mocząc się ze strachu przed wilczymi dmuchami realnej wolności, naród (ironia, chodzi o lud) regresuje się i zaprasza z powrotem do żłobu zmimikrowanych jako „socjaldemokraci” postczerwo­nych.

Rok 1995 – naród (jaki tam naród) w złudnej nadziei, że państwo-niańka powróci i już nigdy nie porzuci, dokooptowuje dla pewności postkomucha jako głowę kraju. Mieszkałem wtedy w Montanie i dochodziły mnie słuchy, że słynny polski papież JPII miesiąc czy dwa nie chciał po tym z nikim z Polski rozmawiać, tak go zaczęło nosić. Ja nerwowo przygotowany byłem od 20 lat (patrz W Polsce), tak że pokiwałem tylko głową.

Z kolejnego embrionu niepodległości Polski – my tych bachorów napłodziliśmy tuziny w ostatnich paru wiekach – którego puls wzmógł się w latach 1970-ych za przyczyną energii mojego pokolenia poczęte­go w odrodzeńczym powojennym boomie, przyszedł na świat w formie Solidarności słabeusz i wcześniak. Popatrzmy dziś na konterfekty bohaterów Solidarności Walczącej – nie Solidarności; Solidarności Walczącej, podkreślam – uszeregowane na jej pamiątkowych portalach, w dokumentach, książkach. Na ten naturalny wysyp inteligentnych twarzy sło­wiańskich, biografii rodzinnych zanurzonych gorąco w historycznej Polsce. Na potomków rodów ziemiańskich, żołnierskich, akademickich, na wiernych, walecznych. To był trop, tędy miała formować się baza dla warstwy przywódczej powojennie rozwijającego się płodu niepodległości polskiej. To była auten­tyczna kontynuacja tradycyjnej elity polskiej. Wyprzedzona w sa­moświadomym zgęszczonym nadejściu o pół fazy... lub podsiadła raczej. Podsiadła, bowiem rok 1980 i formatowanie odgórne wzbudzonego żywiołu polskiego to był właśnie podsiadający – egalitarno-puławiański – wcześniak.

Wiek XX egalitarny. Egalitarny bunt paryski miał miejsce w 1789, ale pełnia rewolucji przemysłowej miała dopiero nadejść, a z nią faktyczna przeróbka człowieka pastoralnego w slumsowego czyli egalitarnego. Z otwarciem wieku XX robota była już sporo zrobiona i oba totalitaryzmy wieku XX, nazistowski i bolszewicki, czerpały swoją niszczycielską energię z tej właśnie egalitaryzującej się – volkswagen i kołchoz – świadomości mas.

To była noc wieku XX egalitarnego.

Był i dzień.

Z światła dnia wieku XX egalitarnego wypłynęła polska Solidarność. W tym – europejski polityczny i „humanistyczny” egalitaryzm w poważnym stopniu będący pro­stacką kalką doktryny chrześcijańskiej – za sprawą „Niech zstąpi Duch Twój”. Byłem 2 czerwca 1979 na Placu Zwycięstwa, wiem. Wzeszła rok później Solidarność wkrochmaliła się w tektonikę politnarodową znacznie ogromniejszą od Polski. Jak dzieciak o 6 rano powiedziawszy Słońcu „wzejdź” – dziś samołudzi się, że była primus movens.

Kiedy w latach 90. jadąc przez Amerykę zobaczyłem pożar prerii, myśl popruła mi prosto do pol­skiej Solidarności. Której ani w sierpniu 1980 ani nigdy potem nie czułem – i poszedłem z tym do druku, ponieważ uważałem, że czułem (nie czując) cząstkę ważnej prawdy. Z punktu widze­nia tego o co mi chodzi, myślę, że rejestrowałem prawidłowo. Solidarność na Placu Zwycięstwa AD 1979 od „Ducha Twego” jak trawa prerii od pioruna się zajęła. Ochotą podeschłego pa­triotyzmu polubownie maluczkich wszechrozbuchła. A kiedy przyszło pierwsze większe gradobicie zadymiła gasnąco i siadła posykując tu i tam w kępkach. A potem wiadomo, Sowiety się samozapadły i Historia znowu wrzuciła Polakom do ich kataryny z „Jeszcze Polska” czerwońca wolności. Tak, świnkę, nie­stety. Sowiet-Rus narżnął nas najpierw jak sieczki, nadeptał, naparł sapogę na gardle, na sercu, sumieniu, na czym człowiek ma tam jeszcze godnego, a potem, bardziej Rus niż Sowiet, po pół wieku kiedy mu w podmóżdżku trzasło i musiał się jak komp zawiesić – wolność „podarował” (przypominacie?). Jak w 1918 Teuton przeciwko Entancie. Z tym że wtedy prawdziwe 11 Listopada Polaków odbyło się w 1919-20, kiedy kraj został osadzony metafizycznie, tak trzeba powiedzieć, w swojej niepodległości, podpisując jej deklarację wolą walki bez granic. My musimy – są różne sposoby – jeszcze nasz rok 1920 mieć. Jak dotąd to się nie stało, wręcz przeciwnie: Smoleńsk Redux.

System sowiecki załamałby się z papieżem czy bez. Z Reaganem czy bez. Z Gorbaczowem czy nie. Upadek sowietyzmu to nie był w pierwszym rzędzie efekt gwiezdnych wojen, prze­robów ekonomicznych, cen ropy. Sowiecka komuna osiągnęła punkt przechylenia bez powrotu w momencie, kiedy skomuni­zowana etniczna elita rosyjska zaczęła dominować w sowieckim etnicznym balansie władzy. Kiedy w czeluściach sowietyzmu gib­nęła przeważająco etniczna rosyjska wola.

Długo nie było mądrych, długo „nikt” nie przewidywał „tak nagłego” upad­ku Związku Sowieckiego; podobnie jak dziś trudno jajogłowym świętoszkom od „anty-nacjo­nalizmu” i „anty-rasisizmu” wydusić słowo o rozkładzie Ameryki z powodu radykalnej w niej podmiany demograficznej, gdy tymczasem gibbonowskimi krokami on nad­chodzi. To zaćmienie przodujących intelektów to wynik powojennego przedobrzenia naszego myślenia, czmychającego gdzie pieprze rośnie na pierwsze rozpoznanie przyczynowości etnicznej. Post-MeinKampf świat drugiej połowy XX wieku nie odważał się patrzeć na Sowiet-Rosję w kategoriach przyczynowości etnicznej, tylko bliżej i bezpieczniej: ekonomii, ideologii, militarnego kułaka. Nie prowadzono się tak świętoszkowato w etnicznym anali­zowaniu bolszewii do roku 1939, jak wiedzący wiedzą.

W wielkiej skali ten proces rozpoczął się uwolnieniem naro­dowej ideologii, wymuszonym matacką „wielką wojną ojczyźnianą” Gruzina z Austriakiem. Reszta, tj. gigantyczne załamywanie się i zapadanie nadskomplikowanego systemu sowieckiego do pozio­mu prostszych politycznie, etnicznie i geograficznie gradientów rosyjskiej ethny, była sprawą czasu. To dopiero w latach posta­linowskich, a praktycznie 1960-ych – mając na uwadze Chruszczowa związki z Ukrainą – zaczęli w Sowietach dochodzić do decydującego wpływu Rosjanie etniczni i polity­kować – blood thicker than water – na bazie mniej lub bardziej uświadamianego etnicznego interesu rosyjskiego. Ci dominujący już rosyjscy etniczni bonzowie Kompartii zaczęli wraz z utwierdzaniem się ich etnicznej przewagi pozwalać sobie et­niczny rosyjski interes czuć, z czasem rozumieć, włącznie z instynktową reewaluacją jakie dominia opłaca się Rosji mieć, a jakie trzymać tylko na postronku zależności. Kiedy wreszcie opadł pył na gruzowisku Związku Sowieckiego, okazało się, że przekomponowany w ten sposób obszar polityczny niewiele odbiega od linii zakreślonych tradycyjnymi politycznymi apetytami carów. Rosja wróciła do swojego „normalnego” rosyjskiego by­czego chamstwa.

Oczywiście, proces ten ulegał przyspieszeniu w ramach dy­namiki tzw. jesieni ludów, a przedtem czynników wymienionych, ekonomii, Reagana, papieża, wyprztykania się ideologicznego, bioboomu mojego pokolenia, nawet wyzuwających się już pod­czas pierwszego numeru ze swoich marynarek The Animals, któ­rzy w 1965 koncertowali w Hali Stoczni o rzut śrubokrętem od sali BHP (kontrkultura). Był również w grze i ten fakt – uwaga, uwaga, znowu tektonika etnicznego interesu w akcji – że w latach 1960-ych żydowskie ciało etniczne, do tamtego czasu w szeregu roz­członkowań będące pospólnikiem nowotworu sowiecczyzny, roz­poczęło konsekwentny atak śmierci na rusyfikujący się proarabsko (czyt. antyizraelsko) Kraj Rad. Patrz w tej kwestii etnorozwałka w naszej własnej pożalsięboże peerelowskiej intelektualnej opo­zycji 1976–89. Patrz W Polsce. Ale w sumie, to były ra­czej dopalacze głębszego procesu politycznego, co obserwatorzy historii ujmują, iż rewolucje nie zachodzą relatywnie wkrótce po przej­ściu przez system szczytowego momentu, ale kiedy ciągi zmian w wyniku nieodwracalnego już rozpadu nie następują zbyt szybko.

Jeśli ta interpretacja jest bliska procesowi faktycznemu, to intensywna celebracja przez Polaków „bezprecedensowego feno­menu Solidarności” wyrządza szkody w głębszych pokładach du­szy polskiej, jak wyrządza szkody adorowanie nieudałego symbolu religijnego. I jak adorowanie symbolu religijnego, rzecz odbywa się w najgłębszych poziomach psyche i fizycznie niemal nieza­uważalnie, niejako pod snem – lecz negatywne w tym wypadku skutki prokurując dalekosiężne. Dla Polaków najlepszy zapewne moment szczytowania kontrsowieckiego, choć znacznie mniej światowo spektakularny, ale korzystniejszy narodowo, byłby około dekadę później. Do połowy lat 70. dodać lat circa 10–15, czyli 1985-1990. A tak jak było, jak się odbyło, przyszedł nam wcześniak. Patriotyczny pożar polskiej trawy, egalitarny podsycony polkatolickim mesjanizmem XX-wieczny bunt polskich mas, który 13 grudnia 1981 dostał w czapę raz, padł i nigdy już swojego narodowego płaszcza z zie­mi nie podniósł.

Kto powie, że część odpowiedzialności za śmierć górników z Wujka ponosi JPII. Kto powie, że przyjechał, rozbudził i pojechał – a Oni uwierzyli. Nie powinni byli się stawiać. Nie warto było. Stałem 2 czerwca 1979 na Placu Zwycięstwa 100 metrów od czytającego (kilka lat przedtem siedziałem w odległości 5 metrów, student KUL, obserwując człowieka). Stałem i słuchałem. Słów. Oklasków. Które jak pierwotna burza wzbudzały się, wzlatywały nad plac, by po minutach, czasem wielu, zaczynać gasnąć, ale zaraz odczuwać żal, że to już, że może już nigdy więcej, więc odżywać znowu, łopotać to tu, to tam, jak stado gołębi przelatując w zygzakach. Tak oni, ludzie, Polacy, tu, i w całej Polsce, skrzydełkami rąk odpowiadali na to co właśnie usłyszeli. Że ich ten wiatr dotknął, głęboko, tak głęboko, że już ich serc nie opuścił, w tym serc górników kopalni Wujek, by zatrzymać się wraz z nimi 16 grudnia 1981. Nie powinien był rozdmuchiwać. Powinien był podtrzymać ducha, ale nie rozdmuchiwać.

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:17)

Komentarze

...najlepsze życzenia:-) A co do tekstu - pełna zgoda. Czy trzeba mieszkać poza Polską...żeby sprawy widzieć wyraźniej? Propaganda "w połowie wolnej Polsce" , w ostatnich 20 latach, więcej namieszała w głowach niż 70 lat powojennych. Pozdrawiam

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-2

Verita

#1551354

Zapewniam, że nie trzeba mieszkać poza Polską. My tu na miejscu, widzimy, myślimy i wiemy... Możliwe, że jesteśmy w mniejszości, ale proszę też nie oceniać nas poprzez pryzmat niektórych blogerów mieniących się "niepoprawnymi" :).

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1551497

A nie mówiłam że jesteś wyjątkiem? Co do niepoprawnych...toż to przecież elyta... czyż nie? A jeżeli nie to czemu jest tak źle jeżeli nie jest tak żle??? Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

Verita

#1551499

Nie sądzę, by szefowi Niepoprawnych przyszło do głowy cenzurować Pana teksty. Nie znaczy to jednak wcale, że będą one przyjęte niekończącym się aplauzem.

Pozdrawiam   

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1551379

  • JPII podobnie jak miliony ludzi po prostu nie spodziewał się tak szybkiej reakcji o którą postarali się " nasi bracia starsi i mądrzejsi"
Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

antyleming

#1551388

Od samego początku salon24 popierał przede wszystkim wszelkiego rodzaju bolszewicko-lewackich degeneratów i antypolskich propagandystów. Lewaccy byli także admini tego portalu, którzy propagowali wyłącznie lewackich blogerów.

Natomiast blogerzy piszący prawdę o utworzeniu PRL-bis przez SB-ecką agenturę, czy realnej sytuacji w PRL-bis rządzonej przez postkomunistyczną mafię byli systematycznie usuwani z tego portalu.

Podoba mi się!
11
Nie podoba mi się!
0

Przemoc nie jest konieczna, by zniszczyć cywilizację. Każda cywilizacja ginie z powodu obojętności wobec unikalnych wartości jakie ją stworzyły. — Nicolas Gomez Davila.

#1551401

Dobry tekst!
Warto było przeczytać!

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1551625

Element etniczny systemu zagrał tu role dużą. Zgodzę się z tym. Nie jestem jednak pewien czy zasadniczą. Przytoczę pewien fakt z dziedziny ekonomii i technologii - obu zjawisk łącznie. Fakty znane ale nie rozpowszechnione. Otóż w "okolicach" 1980 r koszt pozyskania jednej bramki w układzie scalonym (cyfrowym) był w CCCP większy niż w USA ok 1000 (jeden tysiąc) razy. Oczywiście nie liczony w rubelkach vs US dolar - tu cena wygrywała. Liczony jednak w ilości z zużytej energii, materiałów (głównych i pomocniczych), roboczogodzin, powierzchni potrzebnej dla parku maszynowego etc. vs osiągniętej wydajności, tak to wychodziło. Jeszcze gorzej wyglądało to w pojedynczych elementach dyskretnych robionych na normę militarną. Tu proporcja mogła wynosić nawet 1:4000 - biorąc pod uwagę uzysk po testach - na niekorzyść CCCP. O różnicy w jakości elementów nie muszę chyba wspominać. Wyścig zbrojeń trwał a ów nadskomplikowany system w sowietach nie był wstanie wznieść się na wyżyny umasowienia technologii z zachowaniem jakiejkolwiek jakości. Przypomina to drugą wojnę światową, gdy USA stosując nowe techniki łączenia elementów kadłubów mogły "zrzucać" na wodę 1 niszczyciel co dwa tygodnie. Kto był w stanie "podskoczyć" na tak wysoko ustawioną poprzeczkę? Ani wtedy ani w 1980r nikt. CCCP osiągnął wówczas apogeum swoich możliwości i mógł albo rozpocząć globalną wojnę, albo przegrać wyścig co w normalnym państwie skutkowałoby normalnym kryzysem i regresem gospodarczym, w CCCP zaś musiało się skończyć rozpadem. Tam ekonomia była nierozerwalnie związana z ideologią i armią jako rzecz niepodzielna i jednolita. 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

rumjal

#1551651

Bez butów też nie można wygrać wojny. ZSRR wojnę przegrał. Pamięta się o dostawach amerykańskiego uzbrojenia zapominając o dostawach milionów par butów, spodni, czasem tylko się wspomina o dostawach milionów ton artykułów spożywczych.

Budionny namawiał Stalina, aby nie zatrzymywać się w Berlinie tylko iść dalej do kanału La Manche. Na co Stalin odpowiedział, a kto wtedy będzie to nasze wojsko karmił???

Do znajomego w końcówce istnienia ZSRR przyjechał kuzyn z sowietów. Zaczął wypominać, że u nas tak dobrze, a oni muszą nas karmić w dodatku przy taki naszym braku wdzięczności. Znajomy zdenerwował się, na drugi dzień zrobił mu wycieczkę, do siedleckich zakładów drobiowych, zakładów mięsnych w Łukowie, Sokołowie. Przed każdym stał rząd samochodów, jakie wjeżdżają, no puste (widać to po samochodzie),, a jakie wyjeżdżają no pełne, Z każdego zakładu wybrali sobie jeden i pojechali, żeby sprawdzić gdzie jedzie. Wszystkie dojechały do ruskiej granicy. Po tych trzech próbach kuzynowi wystarczyło.

Prawie cała stal  w krajach RWPG szła na produkcje uzbrojenia. Dlatego produkowane w NRD Trabanty były plastikowe.

Na koniec dowcip, chociaż do końca nie jestem pewny czy to dowcip usłyszałem go na ruskim youtube do Andrieja Piątkowskiego, cenionego politologa zapraszanego też do TVP przez nasze studio wschodnie. Była to dyskusja między dwoma rosyjskimi politologami: W Moskwie odbyła się ostatnio wielka, większa niż zwykle defilada. Na pytanie dlaczego Chińska telewizja nie pokazała jej rzecznik telewizji odpowiedział nie mogliśmy dopuścić, aby cały naród chiński zobaczył naszego drogiego towarzysza w towarzystwie tych żulików!!!

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

jjr

#1551703