Sztandar podarł na strzępy a portret rzucił na ziemię i z furią deptał nogami. Krzyczał: ‘Polacy niet i nie budiet’

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Historia

Oto wdzięczność cichego i spokojnego na co dzień Ukraińca wobec II Rzeczypospolitej Polskiej, okazana 19 września 1939 r. w nadbużańskim miasteczku Włodzimierz Wołyński na Wołyniu. I nic nie pomogły liczne granty dla niego i dla jego rodziny, które nasza ojczyzna mu przyznała, liczne gesty, których przez lata nie żałowano, bo to w tym momencie dla niego, jak widać to się zupełnie nie liczyło. Naturalnie iż były i inne postawy ale tych niewdzięcznych, było już we wrześniu zatrzęsienie!

Tyczasem współcześnie, od roku czasu nasze miasta zalewają dosłownie setki tysięcy Ukraińców, którzy do naszej ojczyzny, walą oknami i drzwiami. Ilu już tych emigrantów zarobkowych jest w naszym kraju, tego chyba nikt do końca nie wie, mówią jedni że milion, a inni że nawet dwa miliony. Tylko w samym Wrocławiu liczba Ukraińców zbliża się podobno do 50 tysięcy! Wczoraj przeczytałem także innego newsa, że z kolei z zachodu masowo osiedlają w Polsce, bogaci Niemcy, gdzie się osiedlają, to chyba iczywiste i nikomu nie trzeba uświadamiać.

Zatem apeluję, krzyczę, na uszach staję: ludzie opamiętajcie się! Łatwo jest coś zniszczyć, choćby porządek i tak cenny spokój! Odbudować to b. trudno! I to pytanie, które boli najbarzdziej: czy my kiedykolwiek jako naród, będziemy mieli tę szansę, by prowadzić mądrą i niezależną politykę, zarówno tę wewnętrzną, jak i tę zagraniczną. Czy raczej zdani jesteśmy, już niestety na to b. biedne, odwieczne, tak niestety rodzime: „A jakoś to będzie”.

Przecież doświadczenia ostatniej, demonicznej II wojny światowej, bezlitośnie obnażyły obrzydliwy i zbrodniczy sojusz niemiecko – ukraiński, który przełożył się na ludobójstwo na Wołyniu i Kresach oraz na nieprzeliczalne cierpienia tych, co przeżyli czerwone od łun ognia noce. Przecież nie o zemstę wołają Kresowianie, lecz o pamięć. Przecież to św. Jan Paweł II, przestrzegał nas, iż naród który traci pamięć, traci tożsamość i taki naród się nie ostanie.

Po temu niech to żywe świadectwo, młodej kresowianki, harcerki Haliny Sand, pozostanie nam w sercach, byśmy szeroko otworzyli oczy i serca, zanim obudzimy się z ręką w nocniku. Czas płynie bowiem b. szybko, wydarzenia są dynamiczne i to co jest dziś, jutro może się nie ostać. To tylko logiczna konsekwencja naszych czynów i doczesnych wyborów.

 

To świadectwo młodej harcerki Haliny, to przestroga!

 

Od 1 września 1939 r. zapanowała nad Bugiem i we Włodzimierzu Wołyńskim, atmosfera na wskroś wojenna. Klimat ten w następnych dniach gwałtownie podsycała, narastająca nieustannie wędrówka uciekinierów z zachodu. I spośród ludzkich mas, uciekających przed Niemcami z centralnych regionów kraju, z Poznania, Łodzi i Warszawy na wschód, znaczna część dotarła do właśnie do miasta Włodzimierza Wołyńskiego.

Ożywiony ruch na kolei poderwał miejscowe harcerstwo. Pani Halina Sand wspomina: Pełniłyśmy całodobowe dyżury, obsługiwałyśmy punkty informacyjne na dworcu i starałyśmy się rozlokować przybywających, gdzie się tylko dało, w szkołach, w mieszkaniach prywatnych. Do Włodzimierza Wołyńskiego napływało też coraz więcej naszego wojska. Centralę telefoniczną na poczcie wraz z nami obsługiwali wojskowi. Do naszych zadań należało także przyjmowanie telefonicznych informacji o nalotach niemieckiego lotnictwa.

Wkrótce przybył do Włodzimierza ze swoim sztabem naczelny wódz Marszałek Edward Śmigły – Rydz, jednak po kilkudniowym pobycie, udał się dalej na południe. Do miasta dochodziły odgłosy walk. Widziałam spadający w płomieniach niemiecki samolot, był to widoczny znak, że i Polacy potrafią zadawać ciosy zaborczej, nowocześnie uzbrojonej armii niemieckiej. Nieuchronnie, choć najmniej spodziewanie, zbliżał się jednak koniec walk.

Na podstawie umowy Ribentrop – Mołotow ZSRR zadał Polsce cios w plecy. 17 września 1939 r. w nasze granice zaczęła wkraczać armia sowiecka. Pocztę opuścili już w tym czasie nasi żołnierze. Kiedy okazało się, że centrala telefoniczna w Uściługu nad Bugiem jest nieczynna, także i my postanowiłyśmy opuścić centralę telefoniczną. Z trwogą, cała nasza rodzina oczekiwała teraz w mieszkaniu dalszego rozwoju wypadków, aż nagle 19 września, rano zjawił się w naszym domu miejscowy policjant i obwieścił nam wielką nowinę: wojna się kończy i podejmujemy na nowo pracę w wolnej Polsce. Ponieważ w tym dniu przypadała mi z grafiku służba przy centrali, szybko ubrałam się i ruszyłam na pocztę, dokąd zaprowadził mnie ojciec.

19 września stał się dniem nie zapomnianym przez Polaków, przebywających wówczas we Włodzimierzu Wołyńskim. W dniu tym obleciała miasto radosna wieść podawana z ust do ust: ‘Wojna skończona, w Niemczech rewolucja, Hitler zabity, wojska sowieckie na skutek interwencji USA, wycofują się z terenów Polski’. Szał radości ogarnął naród. Ulice zapełniały się ludźmi, którzy obejmowali się, śpiewali, a co niektórzy płakali ze szczęścia. Zaczęto ustawiać się do marszu. Płynęły patriotyczne pieśni. Rozbrzmiewało: ‘Boże coś Polskę..’, ‘Nie rzucim ziemi...’, ‘Warszawianka’. Przybywało coraz więcej ludzi i wszyscy dołączali do szeregów.

W radosnym nastroju podjęłam ponownie pracę w centrali telefonicznej, wspólnie z koleżanką Krystyną Zagórską, w radosnym tym bardziej, że w budynku poczty i w samej centrali, znajdowali się nasi żołnierze pod dowództwem kapitana. Ów dzień szczęścia szybko nam przeleciał. A wraz z nadejściem wieczoru kończyła się także wolność. W wieczornej ciszy rozległ się nagle krzyk żołnierza: ‘Kto żyw do garnizonu! Sowieci zbliżają się do koszar’. Wszyscy żołnierze wybiegli i zostałyśmy same, spojrzałyśmy na siebie. Nie mogłyśmy w to uwierzyć. Zaczęłyśmy się zastanawiać co dalej.

Nie minęła nawet godzina, jak garnizon zawiadomił nas, że Sowieci są już w koszarach, a nasze wojsko zostało rozbrojone. Mój rozmówca radził mi być ostrożną i rozważną, tym bardziej, że wkraczające oddziały sowieckie, miejscowi Ukraińcy i Żydzi witają kwiatami.

W następnej kolejności Sowieci udali się na policję, która znajdowała się naprzeciwko poczty. Wkrótce usłyszałyśmy te ciężkie, twarde kroki. Najpierw w okienku, które łączyło rozmównicę z centralą, pokazali się sowieccy ‘bojcy’. Weszło ich czterech, o twarzach jak je zobaczyłam strasznych, pełnych groźby, zawziętości, buty. Byli bardzo pewni siebie, buńczuczni. Ranek był pogodny, jak cały tamten wrzesień, ale pogoda nie odmieniła naszej rozpaczy.

Wkrótce zjawił się w centrali nasz starszy kolega, pocztowy Szewczenko, Ukrainiec. Wbiegł on do pomieszczenia, podszedł do ściany, na której wisiał jeszcze nasz sztandar i portret prezydenta Ignacego Mościckiego. Sztandar podarł na strzępy, a portret rzucił na ziemię i z furią deptał nogami. Krzyczał: ‘Polacy niet i nie budiet’. Z miną wielkiego bohatera, bez zażenowania, robił to w naszej obecności. Muszę zaznaczyć, że na tej poczcie pracował on, jego brat i siostrzenica. Wszyscy byli traktowani na równi z Polakami i awansowani. Jego siostrzenica była nawet harcerką, z którą utrzymywałyśmy, życzliwe, koleżeńskie stosunki. Skąd więc u niego, tyle ukrywanej dotychczas nienawiści do Polaków?!”. [Ze wspomnień Haliny Sand z Włodzimierza Wołyńskiego, Archiwum Wschodnie, II/1414]

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.5 (głosów:10)

Komentarze

Państwo ukraińskie jest oficjalnie państwem neobanderowskim, czyli faszystowskim, które nie tylko oficjalnie czci najbardziej zdziczałych zbrodniarzy spod znaku OUN-UPA, ale domaga się bezczelnie uznania tego samego od Polski. Nie dość, że ostatnio jedna z głównych alei w Kijowie została nazwana imieniem Szuchewycza, to ukraińskie władze uzależniają udzielenie pozwolenia na prowadzenie prac ekshumacyjnych w miejscach, gdzie zostali pomordowani na Kresach Polacy od odbudowy pomnika UPA - zresztą nielegalnie wzniesionego - na cmentarzu w Hruszowicach na Podkarpaciu!  

A co zmierza rząd polski? Czy zamierza dalej śpiewać: Polacy nic się nie stało!   

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

jan patmo

#1551224

Witaj Janie. Dziękuję za to wyczulenie i mądre postawienie pytania. Od dawna mam pełne przekonanie, że w polityce z Ukrainą popełniamy b. stary i b. żałosny, głęboko niemoralny błąd. Otóż wobec zdecydowanej, b. klarownej, wymagającej, a przy tym sprytnie pokrętnej polityki neobanderowskiej Ukrainy, umiemy jedynie systematycznie iść na ustępstwa, przy tym cofać się, a tak na pocieszenie na lewo i prawo rozgłaszamy, że z Ukrainą to łączy nas teraz oto nowe spojrzenie w przyszłość i strategiczne partnerstwo. Jest to niestety coraz b. żałosne i powoli staje się nawet dramatyczne!

Otóż jest to polityka straszna, bo jest to polityka wiodąca po trupach naszych Braci i Sióstr, okrutnie pomordowanych podczas ludobójstwa na Wołyniu i Kresach. Owi Męczennicy Wołynia i Kresów po dziś dzień leżą w dołach, jamach, zagajnikach i po polach, tak jak zakopali Ich okrutni, upiorni zbrodniarze z OUN - UPA. I gdy Oni tam leżą nawet bez prostego krzyża na swojej mogile, w tym samym czasie na współczesnej Ukrainie podłym zbrodniarzom stawia się pomniki i ogłasza się państwowo i cerkiewnie ich bohaterami, którymi na pewni nie są, gdyż są jednymi z największych zbrodniarzy wszczechczasów. Zgroza! Taka sytuacja, taka jawna, gigantyczna niesprawiedliwość, to trąba dziejowa wołająca o pomstę do Nieba. Kresowianie nie wołają o pomstę, Kresowianie wołają od lat o pamięć, ale owa wielka niesprawiedliwość na współczesnej Ukrainie, o taką pomstę woła.

Przestrzegam niniejszym naszych rodaków, byśmy broń Boże nie budowali naszego szczęścia dziś, oto na nieszczęściu, Tych, o których było powyżej, a którzy odeszli w mękach i czekają na naszą modlitwę i czyny. Czekają już bagatelka tylko 74 lata z górką. Jak długo jeszcze Panie Waszczykowski i inni?! Pozdrawiam Janie serdecznie

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

Sławomir Tomasz Roch

#1551237