RZEŹ KOLONII GŁĘBOCZYCA NA WOŁYNIU

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Historia

Głęboczyca znana także niekiedy jako Głęboczyce, to duża kolonia polska w gminie Olesk na Ziemi Włodzimierskiej na Wołyniu. Liczyła 70 gospodarstw w tym tylko cztery rodziny ukraińskie. Tradycyjnie rodziny polskie na Wołyniu, były wielopokoleniowe i wielodzietne, po temu w niektórych gospodarstwach żyło więcej niż jedna rodzina.

Okres miedzywojenny to typowa wołyńska sielanka, ludzie żyli zgodnie i naprawdę szczęśliwie. Wszystko zmieniło się podczas demonicznej II wojny światowej. Oba bezwzględne totalitaryzmy: sowiecki i nazistowski b. szybko odmieniły serca spokojnej ludności ukraińskiej, która zatruta nadto przez nienawistną propagandę OUN – UPA, rzuciła się masowo mordować niewinną ludność polską na Kresach, a w tym i na Wołyniu.

Niemal tradycyjnie zaczęło się od Żydów. Niemal wszystkie pogromy na Kresach, właściwie zawsze zaczynają się od pogromów ludności żydowskiej i tym razem było nie inaczej. Rzeźnikami byli Niemcy, a wydatnie wspierała ich w tych haniebnych mordach pomocnicza policja ukraińska. Po temu od 1942 r. wśród ludności polskiej w kolonii Głęboczyca, ukrywło się wielu Żydów. To kolejny dowód na poczciwość i ofiarność mieszkańców tej kolonii.

 

Widziałem popa i procesję, słyszałem co śpiewali, a po czasie była ta rzeź diabelska

 

Pan Dionizy Sobieraj: „Do 29 sierpnia 1943 roku z rodzicami i rodzeństwem mieszkałam we wsi Głęboczyce. Po zajęciu naszych terenów przez wojska radzieckie Ukraińcy pełnili u nich służbę jako policjanci oraz pracowali w urzędach. Po wejściu wojsk niemieckich Ukraińcy od razu służyli nowej władzy również jako policjanci. Od 1942 roku rozpoczęły się wywózki młodych Polaków na roboty do Niemiec. Do wywózek wyznaczała Polaków ukraińska policja. Z mojej rodziny został wywieziony mój brat Kazimierz.

Od 1943 roku zaczęły do nas docierać sygnały o mordowaniu Polaków przez Ukraińców. Już od wiosny 1943 roku nie było możliwości opuszczenia naszej wsi, dokoła której były posterunki ukraińskie. W naszej wsi mieszkała kobieta o nazwisku Kicka, do której przychodził Ukrainiec, spoza Głęboczycy. Opowiadała, że przynosi jej ubrania z rabunków i morderstw w innych wsiach. W tym czasie przez naszą wieś przejeżdżali furmankami uzbrojeni Ukraińcy. Nie kryli się przy tym ze swymi zamiarami w stosunku do Polaków, śpiewając piosenkę, której treść pamiętam do dziś: ‘Wyrezali my Żydów, Wyreżemy i Lachiw, od małego do starogo. Nie ostaniś ni odnogo’

W tym miejscu chciałbym także dodać, iż przypominam sobie, że w tym okresie Ukraińcy w pobliżu wsi Turyczany obok drogi prowadzącej do Głęboczycy usypali z ziemi kopiec i zatknęli krzyż prawosławny. Było to latem 1943 roku. Wtedy z kolegami ukradkiem zbliżyłem się do tego miejsca. Widziałem procesję ze sztandarami, szedł tam też pop ubrany w szaty liturgiczne. W czasie tej procesji Ukraińcy najpierw śpiewali pieśni cerkiewne, a następnie tę piosenkę, której treść wyżej zacytowałem.

Po zobaczeniu tej procesji uciekłem stamtąd i więcej już tam nie chodziłem. 22 sierpnia 1943 roku na polecenie Ukraińców mój ojciec wyjechał furmanką. Oprócz niego wyjechali także Winiarski, Małecki i Iwański. Wszyscy zostali zamordowani. Następnej niedzieli 29 sierpnia 1943 r. wcześnie rano pędziłem krowy na pastwisko. Tylko zdążyłem wyjść z podwórka, a tu jakiś mężczyzna w pobliżu ogrodu krzyknął ‘Bulbowcy mordują’. Wtedy zauważyłem idących rzędem Ukraińców.

Wówczas szybko wróciłem i poinformowałem mamę i rodzeństwo. Kiedy uciekaliśmy zauważyłem, jak jakiś Ukrainiec uderzył babcię Franciszkę Kazańską ostrzem siekiery. Nie zatrzymując się, uciekałem dalej. Resztę mojej rodziny dogoniłem na skraju wsi. Tam już było dużo ludzi. Wszyscy uciekaliśmy na łąkę. Wkrótce jednak zobaczyliśmy na drodze uzbrojonych Ukraińców. Wtedy prawie cały tłum cofnął się w stronę zabudowań. Nasza rodzina schroniła się w rowie i nim przesuwała się stronę drogi, pozostali zaatakowani zostali przez Ukrainców na koniach. Nie widzieliśmy masakry, ale słychać było przeraźliwe krzyki. Nam udało się szczęśliwie dotrzeć do krzaków. Po jakimś czasie doszliśmy do rzeki Turii, skąd blisko było do domu mamy siostry. Razem z Kubickimi dotarliśmy do Włodzimierza.” [16]

Zatem już od 1943 r. policjanci ukraińscy nękali ludność polską nocnymi rewizjami w poszukiwaniu broni i przechowywanych Żydów. W marcu 1943 r. nacjonaliści ukraińscy zamordowali leśniczego Jana Chodorowskiego. [1]

Pani Lucyna Szubert wspomina: „W naszej wsi i najbliższych okolicach już od pierwszych dni 1943 r. zaczęły się nasilać represje i aresztowania. Mężczyźni i starsza młodzież ukrywali się w zakamarkach zabudowań, piwnicach, na polach, lub w lesie. Aresztowania i rewizje miały miejsce co dnia, bywały i nocami. Zakazane było poruszanie się pomiędzy wsiami. Nie mogliśmy odwiedzać się wzajemnie, kontaktować z ludźmi z innych osiedli”. [3] A pan Jan Winiarski z Głęboczycy napisał po wojnie: „Widziałem nagminne szykanowanie ludności polskiej, szukanie broni, wywożenie młodzieży do Niemiec, mordowanie Żydów”. [4]

 

Miał połamane ręce i nogi oraz wydłubane oczy

 

Pani Konstancja Szczepańska pisze: „Pierwsze represje i mordy w naszej wsi Głęboczyce rozpoczęły się wczesną wiosną 1943 r. po rozbrojeniu załogi niemieckiej przez bandę UPA i spaleniu dworu dziedzica Krzyżanowskiego. Sam dziedzic wyjechał ze swojego majątku, około roku wcześniej. Po tym napadzie nasiliły się rewizje i represje w stosunku do ludności polskiej. Mój mąż Władysław chodząc często po lesie, znajdował zakopane ciała pomordowanych Polaków. Powiadamiał rodziny. Pewnego dnia znalazł zmasakrowane ciało chłopca z naszej wsi Tadeusza Iwańskiego, aresztowanego kilka dni wcześniej. Miał połamane ręce i nogi, wydłubane oczy. Pogrzeb po wcześniejszym zezwoleniu urządziła mu matka” [5]

Tak oto na oczach zastraszanej, prostej, bezbronnej ludności, drogą przez Głęboczycę nacjonaliści ukraińscy zwozili zwabionych, uprowadzonych, schwytanch, co mężniejszych na kolonii i w całej okolicy Polaków, po czym w pobliskim lesie i na gliniankach mordowali skrytobójczo, stosując b. często okrutne tortury.

Pani Lucyna Szubert: „15 sierpnia 1943 r. przyszło do nas czterech uzbrojonych w karabiny upowców. Wyznaczyli ojca na podwodę. W tym samym dniu razem wyjechali do lasu: ojciec Stanisław Sobieraj, Grela Adam, Wieniarski Michał, Iwański Adam i Lipert. Na każdym wozie siedziało po kilku Ukraińców z bronią. Dowiedzieliśmy się potem, że furmani zaraz po wyjeździe ze wsi zostali związani i już do domów nie powrócili. Zamordowano ich w okolicach staweckiego lasu. W tym czasie jawnie, nie kryjąc się z zamiarami, śpiewali piosenkę: ‘Polaków wyriżem, Ukrainu zbudujem’. [6]

Pani Konstancja Szczepańska: „Tuż przed samym dniem 29 sierpnia 1943 r., można było zauważyć dziwne zachowanie się Ukraińców w stosunku do ludności polskiej. Omijali oni znajomych, nie chcieli rozmawiać, wcześniej tego nie było” [7]

 

Mama zaczęła krzyczeć i przestała, gdy ojczym uderzył ją siekierą w głowę, co widziałem

 

29 sierpnia 1943 r. zbrojna grupa Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), wspierana przez chłopów ukraińskich z sąsiednich wsi, dokonała napadu na kolonię Głęboczyca, podczas którego zginęło około 250 Polaków. Po otoczeniu wsi, tak by nikt nie mógł uciec z masakry, przystąpiono do mordowania, głównie siekierami, widłami, szpadlami, kijami. Nad ofiarami jak zwykle zresztą znęcano się diabelsko, ucinając ręce, nogi, język itp. Co do przebiegu masakry relacje świadków są na ogół zgodne. Atak nastąpił o świcie nad ranem, około 4.00. Na dworze było jeszcze szaro. Większość mieszkańców Głęboczycy została zaskoczona w śnie. Inni zaalarmowani strzałami i przeraźliwymi krzykami tych, którzy już byli mordowani pośpiesznie opuszczali domy i uciekali.

Wspomina Eugeniusz Sobieraj mieszkaniec Głoboczycy: „W niedzielę 29 sierpnia 1943 r. rano, kiedy słońce jeszcze nie wzeszło, mój ojciec Antoni obudził mnie pośpiesznie. Wybiegliśmy na podwórko i usłyszeliśmy rzadkie strzały na naszej kolonii. Z jednego kierunku dobiegł nas krzyk kobiety: ‘O Jezu, Jezu!’ i zaraz zamilkł, z innej strony rozległ się śmiertelny jęk żeńskiego głosu: ‘Jezus, Maria, ratuj!’ i natychmiast ucichł. U Jana Zamrzyckiego słyszałem niesamowity, głośny pisk i krzyk dzieci, który za chwilę także zamilkł.

Wtedy mój ojciec Antoni, matka Ewa, siostra Regina, brat Lucek oraz stryj Marceli z żoną i dwojgiem dzieci zrozumieliśmy, że upowcy mordują Polaków i zaczęliśmy uciekać w kierunku Jagodna. Stryj Marcel przypomniał sobie, że ma zakopany karabin pod gruszą. Więc on, ojciec i ja wróciliśmy, żeby wziąć tę broń. Ale do gruszy nie doszliśmy, ponieważ byli już tam Ukraińcy. Wróciliśmy biegiem do mamy i reszty rodziny. Zobaczyliśmy ich wszystkich pomordowanych w rowie. Mama i stryjenka Marcelowa były przebite widłami w brzuchy, jeszcze się ruszały. Dzieci tak samo zakłute, mocno zbroczone krwią, były już martwe.

Na moment przystanęliśmy przy nich ale widzieliśmy, że nic im nie pomożemy. A tu za nami pędził banderowiec na koniu. Zaczęliśmy uciekać w kierunku gospodarstwa diaka na Jagodnem. Stryjek Marcel odłączył się od nas i pobiegł na grzęzawisko, które było niedaleko. Od tamtej pory nigdy go nie widziałem. Ja z ojcem wpadliśmy na drogę, która była ogrodzona łozowym płotem od gospodarstwa diaka, aż do łąki, na której zostało zamordowane moje rodzeństwo. Gdy Ukrainiec na koniu nas dogonił, ja automatycznie przeskoczyłem przez łozowy płot do sadu, oglądając się, co dzieje się z tatą. Jeździec pędząc na koniu uderzył ojca grubym kijem lub siekierą, ponowił ciosy kilka razy, ojciec upadł. Leżącego bandyta uderzył jeszcze kilka razy, potem ruszył w moim kierunku. Byliśmy w sadzie, nie mógł mnie dogonić. Przebiegłem przez drogę i wlazłem w kopę zboża. Straciłem świadomość. Gdy się obudziłem była noc. Widocznie dostałem wtedy ataku padaczki, która mnie prześladuje do dziś”. [8]

Młody chłopak tak zapamiętał te wydarzenia: „Tej nocy spałem w kuchni, a mama z moim ojczymem Ogniewczukiem w sypialni. Obudziłem się rano i słyszałem, że ojczym wstał i wyszedł na dwór. Popatrzyłem przez okno i zobaczyłem iż bierze siekierę, która była przy pieńku na podwórzu i wraca z nią do mieszkania. Wtedy otworzyłem okno i wyskoczyłem na zewnątrz. Chwilę zatrzymałem się przy oknie pokoju. Wtem mama zaczęła krzyczeć i zaraz przestała, gdy ojczym uderzył ją siekierą w głowę, co widziałem. Wtedy ten człowiek wyskoczył z chaty i zaczął mnie gonić ale ja mając 14 lat byłem młody i uciekłem.

Ten Ogniewczuk wydawał wyroki śmierci na Żydów, Cyganów, a później Polaków. Każdego skazanego przywozili naszym traktorem do glinianki nad Turią, położonej za obejściem Grelii i tam go zabijali. Widział to mój wujek Ulański, który mieszkał po drugiej stronie rzeki. Za rzeką Turią na przeciwko Grzesiaka mieszkał Ukrainiec Trochim, którego Polak bardzo lubił. W dzień napadu Grzesiak i jego żona, zbiegli do ich sąsiada Trochima, ten zamiast ukryć polskie małżeństwo albo sam je zamordował, albo wydał je oprawcom” [9]

 

Krzyczał do dziecka: czy nie wiesz gdzie dzisiaj jest twoje miejsce

 

Niektórzy mieszkańcy Głęboczycy uniknęli śmierci, gdyż nie nocowali tego dnia w swoich domach. Wspomina pani Lucyna Szubert zamieszkała obecnie w Koszalinie: „Tę noc cała nasza rodzina spędziła w konopiach. Zbudził nas krzyk sąsiadki Adamkowej: ‘Uciekajcie bo wszystkich mordują’. Było nas pięcioro i mama. Zerwaliśmy się do ucieczki. Pobiegliśmy do sąsiada Ukraińca w b. podeszłym wieku. Ten chwycił widły i wypędził nas z podwórka. Wtedy popędziliśmy do lasu. Po drodze spotkaliśmy dużą grupę ludzi uciekających w tym samym kierunku. Pod lasem moja mama zatrzymała nas na chwilę i skierowała wzdłuż skraju zarośli. Spotkani ludzie pobiegli w głąb lasu, a za nimi ruszyli upowcy. Dopędzili biedaków i mordowali siekierami, bo strzałów nie było słychać. My zaś ile tchu i sił biegliśmy brzegiem lasu w kierunku wsi Orlechówka, tam spotkaliśmy jadące wozy z Niemcami, którzy wybrali się po żywność. Wraz z nimi dotarliśmy do Włodzimierza”. [10]

Pani Ograbek Katarzyna: „Noc z 28 na 29 sierpnia 1943 r. była bardzo niespokojna. W oddali słychać było rżenie koni, wycie psów i odgłosy strzałów. Wyszłam z mężem na podwórko. Ojciec, mama, siostra i brat zostali w domu. Ja i mąż nie wróciliśmy do mieszkania. Ukryliśmy się na strychu w oborze. Nad ranem usłyszeliśmy hałas na podwórku, krzyki mojej rodziny i głośne rozmowy Ukraińców. Chciałam zejść i zobaczyć, co się dzieje ale mój mąż mi nie pozwolił.

Po około 10 minutach wszystko ucichło, na podwórku zrobiło się spokojnie. Dlatego postanowiłam zobaczyć co się stało. Gdy wyszłam na dwór, zauważyłam kilku Ukraińców w obejściu u sąsiada, który właśnie wyprowadzał konia. Jeden z banderowców spłoszył zwierzę a potem uderzył gospodarza jakimś ostrym narzędziem tak, że jego głowa potoczyła się po ziemi. Gdy to zobaczyłam wpadłam do domu, aby ostrzec swoją rodzinę. Jednak było już za późno! Całe mieszkanie pokryły kałuże krwi. Mój ojciec Jan Krakowiak leżał w progu przebity bagnetem, mama Karolina Krakowiak rozciągnęła się na łóżku zalana krwią, z drugiego pokoju dochodziły jęki siostry.

Przestraszona uciekłam stamtąd, wróciłam do męża i o tym wszystkim opowiedziałam. Gdy mąż to usłyszał, wyrwał słomę z dachu, tak abyśmy mogli obserwować, co się dzieje. Za kilka minut tamci znów wrócili na nasze podwórko. Wtedy poznałam jednego z nich. Był to nasz sąsiad Wołodia Tarasiuk oraz inni z sąsiednich wsi. Grupa ta wykopała dół pod progiem naszego domu, a potem zniosła zwłoki moich rodziców i ośmioletniego brata Stefana Krakowiaka i wrzuciła do tego dołu. W trakcie tego wyszła z domu moja siostra Ania lat 11. Usiadła na drzewie i patrzyła, co robią Ukraińcy z naszymi bliskimi, bardzo płacząc. Nagle przyjechał banderowiec na koniu i zaczął krzyczeć na pracujących, dlaczego tutaj jeszcze nie skończyli, że dawno powinni być w następnej zagrodzie.

Potem zauważył moją siostrę Anię, zsiadł z konia i zaczął na nią wrzeszczeć i spytał: ‘Czy nie wiesz gdzie dzisiaj jest twoje miejsce’, potem złapał ją za włosy, doprowadził do domu i kazał położyć się na ciałach naszych rodziców, ale nie chciała. Wtedy uderzył ją szpadlem w głowę, zachwiała się i wpadła do dołu, ale jeszcze żyła. Oni jednak zasypali dół.

Gdy skończyli, poszli do następnej zagrody naszych sąsiadów Sławskich. Widziałam jak zakopali osiem pomordowanych osób. W pewnym momencie jeden z oprawców złapał małe dziecko za nóżki i uderzył głową o słup, a potem wrzucił do dołu. Zostaliśmy w oborze jeszcze na noc, bo baliśmy się, że kiedy wyjdziemy z ukrycia, złapią nas i zabiją. W dniu 30 sierpnia ukraińscy oprawcy wrócili do Głęboczycy, aby ograbić domy, w których wymordowali wcześniej Polaków. Na drabiniaste wozy, zaprzężone w cztery konie, ładowali wszystko, co miało jakąkolwiek wartość: ubrania, pościel, meble i inne sprzęty domowe. Zabrali także bydło, konie i inny inwentarz. Gdy odjechali, uciekliśmy w nocy 30 sierpnia. Początkowo ukrywaliśmy się w grobowcu na cmentarzu. Na drugi dzień przedostaliśmy się do Maciejowa, a potem do Chełma”. [11]

 

Ukraińcy dopędzili je i zarąbali na moich oczach

 

Lucjan Metrzelski po wojnie mieszkający w Przemyślu wspomina: „Za Polski przedwrześniowej mieszkałem wraz z rodzicami i rodzeństwem we wsi Głęboczyce. Ojciec posiadał średnie gospodarstwo rolne. Nadeszła okupacja hitlerowska, a wraz z nią szerzący się nacjonalizm ukraiński. Powstały bandy UPA głoszące śmierć ludności polskiej na tych terenach. Nad ranem 1 września 1943 r. we wsi Głęboczyce wszystkie zabudowania polskie zostały otoczone przez miejscowych rezunów, uzbrojonych w siekiery i widły. Zaskoczeni Polacy zaczęli uciekać. Ale napastnicy dopadali ich i zarąbywali. Ja miałem wtedy 15 lat. W zamieszaniu wyskoczyłem z domu. Za mną podążyły dwie moje siostry. Ukraińcy dopędzili je i zarąbali na moich oczach. W domu zginęli rodzice i pozostałe rodzeństwo, to znaczy: Metrzelski Stanisław lat 53, Metrzelska Helena lat 43, Metrzelska Zofia lat 18, Metrzelska Helena lat 16, Metrzelska Marcela lat 7, Metrzelska Krystyna lat 4, Metrzelska Henryka lat 2, Metrzelski Hieronim lat 6.

Ja uciekłem w pole z najbliższym sąsiadem Janem Mamotem. Za nim biegł też jego syn Marian, dopadli biedaka i zabili. Z rodziny Mamota banderowcy zamordowali: Mamot Franciszka lat 40, Mamot Bronisława lat 6, Mamot Helena lat 3, Mamot Marian lat 9, Mamot Władysława lat 14."

Władysław Siemaszko i Ewa Siemaszko w monumentalnym dziele: „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów uraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945” przy tej miejscowości podają, że ustalono nazwiska 199 osób, Polaków zamordowanych 29 sierpnia 1943 r. i w kilku dniach następnych. Dalej przytaczają wszystkie te osoby z imienia i nazwiska w układzie alfabetycznym.

Na koniec warto jeszcze dodać, że b. duża liczba Ukraińców brała czynny udział w ludobójstwie na Polakach. Napad na Głęboczycę był częścią większej akcji UPA na zachodzie Wołynia. Tego samego dnia wymordowano inne pobliskie miejscowości polskie. Niestety wydaje się, że większość Ukraińców popierała to demoniczne, wołyńskie ludobójstwo, choć zdarzały się i chlubne wyjątki, gdy dwoje dzieci, chłopiec lat 6 i dziewczynka lat 2, zostały dobrodusznie uratowane przez sprawiedliwego Ukraińca Aleksandra Kuszneruka i w 1944 r. przekazane do PCK w Chełmie Lubelskim. [2]

Po dziś dzień nic niewiadomo, by na terenie dawnej polskiej kolonii Głęboczyca, przeprowadzono ekshumację kości męczenników Wołynia i Kresów. A przecież nie trzeba wydaje się nikomu tłumaczyć dlaczego jest to wciąż niespełnionym obowiązkiem państwa polskiego oraz Kościoła katolickiego, którego wierni Owi nie zostali godnie pochowani, po dziś dzień, choć od zbrodni ludobójstwa upłynęło już de facto 74 lata.

Powższe opracowanie to fragment Pracy Magisterskiej autora bloga S.T. Roch, napisanej pod kierunkiem Prof. dr hab. Mieczysława Tanty, obronionej 9 maja 1997 r. w IH UW, zatytułowanej: „Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich popełnione na Polakach w powiecie Włodzimierz Wołyński w latach 1939 – 1944”

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:16)

Komentarze

29 sierpnia 1943 r. - masowe mordy na Polakach w miejscowościach: Czmykos, Głęboczyca, Grabin, Ostrówki, Jasienówka, Sokołówka, Soroczyn, Stanisławów, Świętocin, Teresin, Władysławówka i Wola Ostrowiecka.

Zbrodnia w Głęboczycy – zbrodnia przez oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii i chłopów ukraińskich na polskich mieszkańcach kolonii Głęboczyca, położonej w powiecie włodzimierskim województwa wołyńskiego podczas tzw. rzezi wołyńskiej. W jej wyniku zginęło około 250 Polaków, w tym 199 znanych z nazwiska.

Napad nastąpił nad ranem, gdy Polacy jeszcze spali. Osadę otoczono i przystąpiono do mordowania bezbronnych mieszkańców, głównie przy pomocy siekier, wideł, szpadli i kijów. Na uciekających czekali rozstawieni z bronią palną członkowie UPA. Część ofiar była torturowana. Rodziny Świadków Jehowy i baptystów nie uciekały, lecz wspólnie modliły się i tak zginęły. Wśród zabitych była nieustalona liczba ukrywanych w Głęboczycy Żydów. Mieszkańcy kolonii, którzy przeżyli rzeź, uciekli do Maciejowa i Turzyska. 30 sierpnia 1943 r. cały dobytek Polaków został załadowany na wozy i zrabowany.

PS

Z pamięci opada liść więdnący
jak z lipy,
tak samo go byle wiew potrąca,
popycha.

~ Kazimiera Iłłakowiczówna, Bezlistna pamięć

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

casium

#1546693

Dzięki ccassiumm7. W większości materiałów i opracowań możemy spotkać się z tezą, że tak poważny udział w mordach na ludności polskiej był spowodowany terrorem służby bezpieczeństwa UPA, która niepokornych, nieskorych do mordowania Polaków potrafiła karać śmiercią. Generalnie rzecz biorąc trzeba się z tym zgodzić. Wydaje się jednak, że zaważyły tutaj jeszcze inne, duchowe, a nawet te przyziemne czynniki.

Faktem jest to, że nie zawsze, prości Ukraińcy postawieni byli nagle przed dramatycznym wyborem: mordujesz Polaków i jesteś z nami, a jak nie, to jesteś wróg i należy ci się śmierć. Wydaje się, że wielu z nich uległo propagandzie nacjonalistycznej, usilnie przekonywującej, że warunkiem zbudowania niepodległej Ukrainy jest pozbycie się raz na zawsze Polaków. Pozdrawiam

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1546700

Bo się od Niego pożądaniem swym grodzą

Nie potrafią zrozumieć, że nie zabiorą

Ze sobą niczego, a staną sie zmorą

Gdy  to pojmą ,nie można czasu zawrócić

Ani swojego cierpienia w piekle skrócić

Pozdrawiam

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1546704

Powyższe zbrodnie, czynili przeważnie prości, niewykształceni ludzie, pociągnięci na łatwą i ponętną drogę zbrodni, przez zbrodnicze i zdegenerowane elity patriotyczno – polityczno – wojskowe, ale cóż powiedzieć o ludziach, którzy niejako z talentów i powołania, mieli być światłem i solą dla tego tak doświadczanego przez los narodu Ukrainy, a stali się wprost ciemnością i zakałą

Milgram dowiódł, że 75% ludzi dobrowolnie, a często nawet pomimo znacznych wątpliwości natury moralnej, jest gotowych zagrozić życiu innych ludzi, jeśli uznany przez nich autorytet w sposób wiarygodny wskaże im, że to służy rzekomo wyższym celom. [patrz: Przestroga przeszłości wskazaniem dla Europy pokoju, Oświęcim 1989 r., s. 37]

Wydaje się, że wielu uczciwych Ukraińców, chociaż niejednokrotnie musiało to być sprzeczne z ich sumieniem, przyjmowało straszny rozkaz mordowania Polaków za swój święty obowiązek, który muszą wypełnić wobec najdroższej ojczyzny. Czyniąc to w imię wielkiej idei, jaką było dla nich walka o niepodległe państwo, czuli się rozgrzeszeni. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę nacjonaliści, którzy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów i wyzbyci do cna moralności, a priori odpuszczali grzechy.

I tu właśnie szokująco niechlubną kartę, zapisał podczas II wojny światowej najwyższy moralny autorytet dla b. wielu Ukraińców, czyli abp Andrzej Szeptycki ze Lwowa, który otwarcie kolaborował z bestią Adolfem Hitlerem i którego publicznie błogosławił i wychwalał! Dziękuję Jacku że jesteś i serdecznie pozdrawiam.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1546706

Aby nie było wątpliwości co do słowa zawartego w tytule wyjaśniam, nie chodzi tu o tradycyjne „Dożynki”  czyli święto plonów, a zadawanie komuś śmierci: dobijanie,  dorzynanie, dziesiątkowanie, eksterminowanie etc., czyli realizację planu OUN-UPA. W piśmie "Do zbroji", które wydawała UPA, z sierpnia 1943 roku, Bohdan Wusenko pisał: "Naród ukraiński wstąpił na drogę zdecydowanej rozprawy zbrojnej z cudzoziemcami i nie zejdzie z niej dopóki ostatniego cudzoziemca nie przepędzi do jego kraju albo do mogiły". Dziś fałszerze historii minionego czasu próbują nam wmówić, podobnie jak czynili to  ówcześni mordercy , że to wszystko nie jest prawdą. To wtedy  miejscowi  Ukraińcy zapewniali, że "dobrzy Polacy" tacy jak ich sąsiedzi, nie zostaną (by użyć języka tamtych czasów) "wyrżnięci". Były to niestety tylko prymitywne podstępy. Jeden z nich przytacza  Karol Chwała, który opisuje zagładę wsi Sokołówka gm. Olesk. Jeszcze w lipcu 1943 r. upowcy zwołali zebranie Polaków, mieszkańców Sokołówki i Jasienówki (gm. Olesk), w sąsiedniej ukraińskiej wsi Krać i zapewnili, że Polacy mogą spokojnie pracować, nie bać się o swoje życie, bo nad ich bezpieczeństwem czuwają Ukraińcy. Wieści o mordowaniu Polaków określili niemiecką propagandą. To  Niemcy przebierają się za partyzantów ukraińskich i mordują Polaków, chcąc w ten sposób skłócić Polaków z Ukraińcami. Prawda ujawniła się 28 sierpnia: rano wioska została otoczona, a jej mieszkańcy kompletnie wymordowani. Akcją dowodził Mikołaj Dembyćki ze wsi Krać, a wspomagali go chłopi ukraińscy z innych okolicznych wsi, w okrutnych mękach zginęło blisko 200 osób. [ Za: Władysław i Ewa Siemaszko, Ludobójstwo 

 

http://wolyn.org/index.php/publikacje/875-krwawe-dorzynki-sierpie-1943-r...

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1546709

W roku 1992 ukazały się w Łucku na Wołyniu dwa zbiory wierszy: „Podnieśmy tę czerwoną kalinę” i „Słyszysz mój bracie”, wydane przez wydawnictwo „Wimpeks”, w wyborze i opracowaniu Bogdana Bereketa i Jurija Chłopuka. Wiersze to pozornie patriotyczne, z akcentami religijnymi, mające budzić miłość do wolnego nareszcie kraju i szacunek dla jego najlepszych synów. Dziś tylko dwa przykłady wierszy, jakie tam zamieszczono z wielu:

 

Kto kocha Ukrainę

 

Za Wisłę wygonimy

Przeklętych Polaków

I staniemy na granicy

Żeby do nas nie wtargnął Lach

Będziemy strzelać

I rżnąć nożami

Przeklętą komunę

Z Ukrainy wygonimy.

 

Długo spała Ukraina

 

Będziemy siec i rąbać

za swój kochany, miły kraj.

Tylko chłopcy, nie lękajcie się,

Z Ukrainy zrobimy raj.

 

Nie ma to tamto. Z taką benderowską pieśnią, tańcem i poezją, to prawdziwie strategiczny partner na wczoraj, dziś i jutro!!! Pozdrawiam serdecznie sąsiada Józia z Londynu

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1546711

Zdaniem Ukraińca Jurij Opoka, autora artykułu w tygodniku „Zerkało nedeli”, pomiędzy prezydentem Ukrainy Petro Poroszenko, a liderem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim doszło ostatnio do ostrej wymiany zdań, a miało podobnież pójść o faktyczną gloryfikację UPA na Ukrainie.

Tenże Ukrainiec Opoka pisze tam w artykule, że: „na nieformalnym spotkaniu z Petro Poroszenką w Warszawie Jarosław Kaczyński bezpośrednio oskarżył Ukrainę o chamski brak wdzięczności”. Według tej samej gazety Kaczyński miał stwierdziń, że jego brat Prezydent RP Lech kaczyński, został zabity ze względu na Jego zaangażowanie na Wschodzie. Tyczasem miał kontynuować Prezes PiS: „A Ukraina reaguje na to heroizacją UPA”.

Trzeba przyznać, że to dość ciekawa wzmianka, która napawa nadzieją, a nawet radością, że wreszcie lider polityczny rządzącego ugrupowania politycznego w ojczyźnie, słusznie nawkładał Poroszence ile trzeba, dając mu solennie do myślenia. Oby tak dalej!

Informacja o tym: https://wiadomosci.wp.pl/konflikt-miedzy-kaczynskim-i-poroszenka-przecie...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1546865

Polski Facebook znowu zablokował wiele osób ze środowisk kresowych, którzy jawnie potępiają szerzący się zarówno na ukraińskim, jak i polskim Facebooku banderyzm. Wśród zablokowanych jest Prof. Bogusław Paź, wcześniej wielokrotnie atakowany zarówno przez środowiska ukraińskie w Polsce, jak i demoliberalne media z „Gazetą Wyborczą”, „Polityką” i „Newsweekiem” na czele. Za to treści promujących Banderę, OUN-UPA i jawny banderyzm Facebook w ogóle nie tyka. Podobnie jak wszelkie strony promujące lewactwo, zboczenia, czy jawnie szydzące z wiary katolickiej i Jana Pawła II. Tamte są wyraźnie pod ochroną.

Cały artykuł na stronie:

http://prawy.pl/56091-facebook-blokuje-kresowian-i-wspiera-banderowcow/

Po temu mój komentarz tamże:

Precz z obrzydliwym facebookiem! Wzywam wszystkich Polaków do otwartego, publicznego odrzucenia facebooka! Niech się lizają z genderystami i neobanderowcami!!! A wobec różnego biadolenia i mielenia jeszcze dopisałem:

Dobra Mości Waści dość pierdzielenia trzy po trzy, wzywam wszystkich Polaków, którym leży dobro Polski na sercu do otwartego, czynnego bojkotu fejsbukowca. Precz z facebookiem! Do dzieła!!!

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1546867

fejsbuk niestety jest jeszcze jednym z najwiekszych mediów w dzisiejszych czasach. Nie mona go bojkotwać bo nie będzie się docierało z do wielkiej rzeszy ludzi, szczególnie młodzieży. Trzeba z nimi walczyć ich bronią, trzeba to robić na tyle inteligentnie jak to robiono za komuny z cenzorami. W takich właśnie żyjemy czasach, to nie są czasy wolności, to są czasy powstwania nowego totalitaryzmu ale gdy się z bojkotuje takie medium jak fejsbuk wytrąci się broń z ręki.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Grzesiek

#1546881

Serwus Grześ. Dzięki za notkę. Doskonale zdaję sobie sprawę z popularności facebookowca, a jednak gdy komuś bije woda sodowa do głowy to coś trzeba robić, i zarazem od czegoś trzeba zacząć. Ja akurat nie mam z tym żadnego problemu, bojkot jest  dla mnie niezwykle łatwy do realizacji bowiem nigdy na facebooku nie byłem, bo nigdy nie chciałem. Rozumiem jednak, że wielu ludzi na facebooku działa i korzysta z tych udogodnień, tym ludziom polecam szukanie także innych, pożytecznych stron dla własnej realizacji i samorozwoju. Wszak nasi przodkowie mądrze mawiali: "Nie od razu Kraków zbudowano"! Trzeba czasu i ja to rozumiem. Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1546915

"Pożyteczne strony" nie mają takie przebicia, gdybyś linkował swojego bloga na fejsbuku to by co prawdopodobnie więcej ludzi czytało.nie namawiam tylko ukazuje dlaczego fejsbuku trudno w tym momencie bojkotować, raczej przez presję trzeba to zmieniać. Chociaż chciałbym aby upadł po prostu. Dla kogoś kto chce trafić bez pieniędzy do większej grupy ludzi bojkotować fejsbuk to jak bojkotować internet.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Grzesiek

#1547299

24 sierpnia z okazji Święta Niepodległości Ukrainy odbędzie się w Kijowie uroczysta defilada, w której obok ukraińskich wezmą udział także żołnierze NATO. Wśród nich 29 polskich żołnierzy z 21. Brygady Strzelców Podhalańskich. Według informacji podanej przez serwis Kresy.pl, który z kolei powołuje się na źródła ukraińskie, parada ma się odbywać przy dźwiękach nowej wersji hymnu OUN.

Do sprawy odniósł się już były dowódca Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak, który powiedział: „Sprawą kultury dyplomatycznej jest niewywoływanie jakiejkolwiek sytuacji, która mogłaby budzić wątpliwości o charakterze politycznym, historycznym. Nie wyobrażam sobie, żeby żołnierze Wojska Polskiego, ze sztandarem WP maszerowali czy stali przy muzyce, która oddaje hołd banderowcom. Dla mnie to nie do pomyślenia.”

Ostro skrytykował obecną b. enigmatyczną sytuację ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, mówiąc: „Tłumaczą się, że nie znają programu uroczystości. To niemożliwe, żeby wysyłać wojsko, narażać na szwank honor sztandaru Wojska Polskiego, jeżeli po pierwsze nie wiemy jak będzie wyglądała parada, a po drugie – gdy pojawia się informacja, że hymn OUN stał się hymnem wojskowym i może zostać odegrany w trakcie tej uroczystości.

Cały artykuł na stronie:

https://dorzeczy.pl/kraj/39132/Polscy-zolnierze-beda-defilowac-w-Kijowie...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1546931

http://www.radiomaryja.pl/informacje/25-tys-swiadkow-przesluchanych-sled...
Myślałeś aby się podzielić swoimi świadkami?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Grzesiek

#1547297

Dzięki Grześ za link, widziałem go, czytałem, dobry. Potrzeba krzyczenia o tym ludobójstwie jest tak wielka, iż ludzie nieprzerwanie od 74 lat mówią o tym, piszą o tym, dzielą się wiedzą, chcą by możliwie najwięcej osób poznało, co Ukraińcy zgotowali Polakom na Wołyniu i Kresach. Napisano już setki książek, pamiętników, tysiące wspomnień i relacji naocznych świadków ludobójstwa! I ja niemal wszystkie wspomnienia wołyńskie i podolskie, które spisałem osobiście, już przesłałem w wiele miejsc w Polsce, w tym do Archiwum Klasztoru Ojców Paulinów na Jasnej Górze, Archiwum Sanktuarium Matki Bożej Swojczowskiej, Parafia św. Wincentego a Paulo, ul. Mikołaja Kopernika 1, 05 – 400 Otwock, oraz do wielu innych państwowych Archwiwów, jak Archiwum Wschodnie,  poza tym do znanych Bibliotek, jak Biblioteka Narodowa, al. Niepodległości 213, 02-086 Warszawa, czy Biblioteka Śląska, Katowice. Oto niektóre z nich poniżej:

[1] Wspomnienia Petroneli Władyga z d. Rusiecka ze wsi Swojczów w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1930 – 1945, Sławomir Tomasz Roch, 30 grudzień 2011 r., Glasgow, s. 68.

[2] Wspomnienia Antoniego Sienkiewicza z kolonii Piński Most w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1930 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 21 listopad 2003 r., Moroczyn, s. 17.

[3] Wspomnienia Ludwiki Podskarbi z d. Szewczuk z kolonii Mohylno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 19 lipiec 2009 r., Glasgow, s. 29.

[4] Wspomnienia Kazimiery Kowalczyk z d. Czerwieniec z kolonii Karczunek Wołyński w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1940 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 13 maja 2003 r., Zamość, s.11.

[5] Wspomnienia Jadwigi Grusiewicz z d. Rusiecka z kolonii Czesnówka w pow. Horochów na Wołyniu 1935 – 1945, Sławomir Tomasz Roch, 29 sierpień 2012 r., Glasgow, s. 8.

[6] Wspomnienia Heleny Wójtowicz z d. Karbowiak z Osady Budki Kohyleńskie w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1930 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 12 czerwiec 2011 r., Glasgow, s. 26.

[7] Wspomnienia Kazimierza i Antoniny Sidorowicz z d. Turowska ze wsi Dominopol w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1930 – 1944 r., Sławomir Tomasz Roch, 01 maj 2003 r., Zamość, s. 22.

[8] Wspomnienia Janiny Topolanek z d. Rusiecka z kolonii Teresin w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1930 – 1945, Sławomir Tomasz Roch, 25 marzec 2011 r., Glasgow, s. 45.

[9] Wspomnienia Leokadii Pawłowicz z d. Gaczyńska z kolonii Mohylno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1939 – 1945, Sławomir Tomasz Roch, 02 czerwiec 2012 r., Glasgow, s. 3.

[10]Wspomnienia Leokadii Michaluk z d. Południewska z kolonii Jesionówka w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 11 lipiec 2010 r., Glasgow, s. 17.

[11] Wspomnienia Zdzisława i Reginy Schab z d. Kaliniak z kolonii Władysławówka w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 14 wrzesień 2009 r., Glasgow, s. 20.

[12] Wspomnienia Czesława i Heleny Życzko z d. Furtak z kolonii Kisielówka w pow. Horochów na Wołyniu 1925 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 25 kwiecień 2010 r., Glasgow, s. 41.

[13] Wspomnienia Zdzisława Doleckiego ze wsi Swojczów w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1939 – 1947, Sławomir Tomasz Roch, 22 kwiecień 2013 r., Glasgow, s. 21.

[14] Wspomnienia Wiktorii Baumgart z d. Sobolewska z kolonii Teresin w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1938 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 15 kwiecień 2012 r., Glasgow, s. 16.

[15] Wspomnienia Wiesławy Danuty Nowackiej z d. Sadło z kolonii Bolesławówka w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu, Sławomir Tomasz Roch, 01 lipiec 2012 r., Glasgow, s. 7.

[16] Wspomnienia Czesława Albingier i Wacławy Roch z d. Albingier ze wsi Sierakówka w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1938 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 07 październik 2003 r., Zamość, s. 17.

[17] Wspomnienia Bolesława Sawa z kolonii Ludmiłpol w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1945, Sławomir Tomasz Roch, 08 września 2013 r., Glasgow, s. 18.

[18] Wspomnienia Romana Szymanek ze wsi Kohylno w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1939 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 29 wrzesień 2003 r., Siedliska, s. 14.

[19] Wspomnienia Jana Feliksa Jakubiak z kolonii Hirki, pow. Kowel na Wołyniu 1939 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 05 kwietnia 2011 r., Glasgow, s. 12.

[20] Wspomnienia Lucyny Schiesler z d. Różycka z kolonii Mikołajpol w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 20 luty 2014 r., Glasgow, s. 33.

[21] Wspomnienia Mariana Sikorskiego z kolonii Ułanówka w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1939 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 01 maj 2003 r., Kolonia Siedliska, s. 10.

[22] Wspomnienia Eugeniusza Świstowskiego z kolonii Teresin w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 12 czerwiec 2010 r., Glasgow, s. 21.

[23] Wspomnienia Marii Roch z d. Tymoczko z kolonii Ludmiłpol w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1935 – 1944, Sławomir Tomasz Roch, 03 maja 2003 r., Zamość, s. 10.

[24] Wspomnienia Czesławy Roch z d. Rusiecka z kolonii Teresin w pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu 1940 – 1946, Sławomir Tomasz Roch, 31 maj 2010 r., Glasgow, s. 8.

To naturalnie tylko te niektóre i tytułem wyłącznie świadectwa nam wszystkim i potomnym. Pozdrawiam 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1547306