Papieżu Franciszku męczennica Wołynia Teofila Krochmal oddała życie swoje i dziecka w heroicznej nadziei i z miłości do teściowej

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Historia

Uroczystość Wszystkich Świętych, którą przeżywamy 1 listopada, pozwala nam oddawać cześć i modlić się w jednym dniu do wszystkich Świętych i Błogosławionych Niebieskiego Jerusalem. Znany jest powszechnie b. obszerny poczet zbawionych ludzi, których cnoty zostały uznane za heroiczne i którzy dostąpili łaski i chwały Ołtarzy. Lecz możemy mieć żywą nadzieję, że jeszcze więcej jest w Niebie takich osób, które również swoim życiem zasłużyły na świętość, a które są tam bez naszej ziemskiej wiedzy o tym. Przemawiają za tym fakty z ich poczciwego życia doczesnego, a nawet akty heroicznej miłości, włącznie z oddaniem życia za swojego bliźniego. Dziś w kontekście tych szczególnych dni Oktawy Wszystkich Świętych, ośmielam się prosić publicznie Ojca Świętego Franciszka, by zwrócił uwagę na heroiczną ofiarę czystej miłości Teofili Krochmal, ubogiej chłopki, mieszkanki kolonii Teresin na Ziemi Swojczowskiej.

Ta duża i polska kolonia należała do kat. parafii pw. Narodzenia NMP w Swojczowie na Wołyniu, a ostatnim proboszczem był ks. Franciszek Jaworski. W ostatnich dniach sierpnia ludność kolonii Teresin, została podstępnie napadnięta w nocy przez przygotowanych do rzezi ukraińskich nacjonalistów i niezwykle brutalnie wymordowana. Lecz ci którzy przeżyli tę masakrę oraz ci którzy uciekli wcześniej, zanim doszło do ludobójstwa nie pozwolili, by została zapomniana męczeńska śmierć ich rodzin i sąsiadów. Przez mroczne dziesięciolecia PRL-u, trwała żywa pamięć o Nich właśnie, którzy tam za graniczną rzeką Bug, pozostali już na wieczną wartę. A którzy po dziś dzień leżą tam w przeróżnych jamach, tak jak zakopali Ich, bez jakiegokolwiek pożegnania podli banderowcy.

Wreszcie nastąpił wymodlony i wypłakany dzień 9 sierpnia 1998 r., gdy na symbolicznej mogilę mieszkańców dawnej kolonii polskiej Teresin, stanął symboliczny, duży krzyż. O. Leszek Koszlaga OC i ks. Tadeusz Sokół w obecności świadków tamtej tragedii, poświęcili tego dnia krzyż i symboliczną mogiłę. Na tej uroczystości obecny był Eugeniusz Świstowski, żołnierz 27 Wołyńskiej DP AK ps. „Dąb” oraz wielu innych, byłych mieszkańców Teresina. Poza tym obecni byli także Stanisław Piwkowski, żołnierz 27 Wołyńskiej DP AK ps. „Wrzos” i pani Teresa Radziszewska z Zamościa. Podobne uroczystości miały jeszcze miejsce w wielu innych, byłych wsiach i koloniach polskich, w tym i w samym Swojczowie, gdzie krzyż stanął w miejscu zburzonej w sierpniu 1943 r. przez rezunów świątyni.

Oto poniżej dokładny opis heroicznej śmierci Teofili Krochmal oraz innych mieszkańców kolonii Teresin. Wspomina Adela Roch z d. Rusiecka, mieszkanka kolonii Teresin:

(...) Jednego dnia z moją siostrą Janiną Topolanek udałam się do kościoła farnego p.w. świętych Joachima i Anny we Włodzimierzu Wołyńskim na mszę świętą. Gdy przyszłyśmy rano, zobaczyłyśmy, że przy Ołtarzu głównym przy barierce klęczy młody mężczyzna w samej bieliźnie. Byłyśmy tym bardzo zaskoczone, ale chociaż był tyłem do nas wyglądał nam na Stanisława Krochmala z kolonii Teresin. Gdy on się tak modlił ks. Stanisław Kobyłecki udzielił błogosławieństwa, kończącego mszę świętą, podszedł i poprosił go na zakrystię. Tam musieli o wszystkim na gorąco rozmawiać! My tymczasem już domyślałyśmy się, że znów był napad na polską rodzinę, a może nawet pogrom na całej naszej kolonii i byłyśmy bardzo ciekawe, jak on zdołał uciec z rąk tych zbrodniarzy. Czekałyśmy więc cierpliwie na niego w kościele.

Po pewnym czasie, jakieś pół godziny, Stach wyszedł z zakrystii i wtedy miałyśmy okazję zobaczyć, jak bardzo jest zniszczony na twarzy. Nie ogolony, wychudły na twarzy, a oczy zapadły się głęboko, ogólnie wyglądał na bardzo zmęczonego. Znać było po prostu, że jest skrajnie wyczerpany. Kiedy nas zobaczył z początku nie poznał nas, był wyraźnie zdenerwowany i to my pierwsze musiałyśmy zacząć z nim rozmowę. Pytałyśmy go o ostatnie wydarzenia na Teresinie, jak ocalał z rzezi i co stało się z jego rodziną? Jego pierwsze słowa były bardzo wymowne: „To straszne! To straszne!”.

My jednak uprzejmie prosiłyśmy go, nalegałyśmy by powiedział, co się właściwie stało? I chociaż bardzo to przeżywał, powoli przyszedł do siebie i gdy razem opuściliśmy kościół, zaraz jeszcze przy świątyni, zaczął nam na gorąco opowiadać, co się wydarzyło w jego domu, a mówił tak: „Nad ranem przed wschodem słońca, Ukraińcy napadli na nasz dom. Złapali moją mamę i zaczęli bić na podwórzu. Ja i moja żona Teofila siedzieliśmy w piwnicy na polu, tak że wszystko dobrze widzieliśmy z ukrycia. Fila bardzo kochała moją mamę i nie mogła patrzeć, jak się nad nią znęcają, jak ją tak bezkarnie maltretują. Miała nadzieję, że ponieważ jest w ciąży, to jej Ukraińcy krzywdy jakowejś nie zrobią, więc odważnie wyszła ze schronu. Poszła do nich wprost bronić mamy, wstawić się za nią i prosić o jej ocalenie. Tymczasem Ukraińcy wcale z nią nie rozmawiali, ale od razu zaczęli i ją mordować. Na początek rozkrzyżowali i bestialsko, leżącej na ziemi, wbili jej w brzuch pal, powyżej dziecka. Następnie postanowili jeszcze trochę nią zakręcić i zaczęli obracać ją na tym palu, trzymając za ręce i nogi, zrobili z niej taki kierat. Po kilku nieludzkich obrotach, zostawili tak ciało żony i odeszli. Wszystko to widziałem na własne oczy z ukrycia. Matkę oczywiście też zamordowali. Kiedy ci zwyrodnialcy odeszli, ostrożnie podeszłem do najdroższych mi osób i byłem przerażony, gdy zobaczyłem, że te nienarodzone dzieciątko, jeszcze w niej żyło i bardzo się tłukło, bardzo się rzucało. (Staszek w tym momencie się rozpłakał i przez gorzkie łzy raz jeszcze dodał) To straszne. To straszne. Ja już nie chcę więcej o tym mówić, a dajcie wy mi spokój.”. Zapytałyśmy jeszcze tylko, co się stało z resztą jego rodziny, ale on już tylko krótko rzucił: „A ja nie wiem, chyba wybici, jak nie wrócą!”. Po tych słowach odszedł powoli i już więcej nigdy go nie widziałam. Nie wiem co się z nim potem stało, czy przeżył to piekło wojny i wyjechał do wolnej Polski. Natomiast ja i Janina wróciłyśmy do naszego miejsca zatrzymania.

Pamiętam że to była niedziela, po południu wraz z moją siostrą Michaliną, około godziny 16.00 wybrałyśmy się za miasto w okolice, gdzie był dom starców przed wojną. Tam lubiałyśmy spacerować czasami, tym razem spotkałyśmy Polaka, który był żołnierzem służącym w policji polskiej we wsi Chobułtowa. Miał na imię Zenon lat około 22 i przychodził do mojej siostry Michalinki. To on właśnie powiedział nam: „Dziś znaleźliśmy dwóch mężczyzn, którzy uciekli z kolonii Teresin, a którą ostatniej nocy napadli Ukraińcy. Wypytywaliśmy ich co się tam zdarzyło, a oni powiedzieli, że Ukraińcy urządzili rzeź Polaków.”. Zaraz potem rozstaliśmy się, a ja z siostrą szybko wróciłyśmy do naszego tymczasowego domu i zaraz wszystkich poinformowałyśmy o ostatnich, tragicznych wydarzeniach.

 

W pierwszy dzień po rzezi

W poniedziałek rano do naszego domu przy ul. Kowelskiej, ktoś z naszych przyprowadził mieszkankę Teresina Stanisławę Gdyra z d. Brzezicka lat ok. 35. Wraz z nią przyszła pani Krakowiak lat ok. 40 oraz dwoje jej dzieci: Krystyna lat około 10 i chłopiec lat około 6. Wszyscy płakali bardzo i prosili o pomoc dla mężczyzn i tych ludzi, którzy zostali wrzuceni do studni, a którzy może jeszcze żyją. W tej sytuacji nie było czasu do stracenia i ja poszłam z nimi do polskiej żandarmerii w mieście, która powstała pod niemieckim dowódźtwem. Sądziłam że im pomogę ponieważ miałam tam wielu znajomych żołnierzy. Najlepiej znałam Zdzisława Bieliniak lat 20, pochodził z kolonii polskiej Barbarówka. Dobrze znałam też Fabiana Kuszpit lat ok 21, który pochodził z Zastawia w Kohylnie bowiem wiele razy pasłam z nimi krowy na łąkach. Wielu innych poznałam, już w mieście podczas przelotnych rozmów na ulicach miasta Włodzimierza Wołyńskiego.

Kiedy prowadziłam Staszkę i Krakowiaczkę na ten posterunek one zaczęły więcej opowiadać, co tam się wydarzyło. Mówiła przede wszystkim pani Krakowiak, zagadnęłam ją bowiem tak: „Toż pani miała więcej dzieci!”. A ona na to, tak mi wyznała: „Bolek na Wólce u Ukraińców!”. Znałam Bolesława Krakowiak, był o wiele młodszy ode mnie, został oddany na służbę do Ukraińca. Chyba został zamordowany bowiem wszelki słuch o nim zaginął.

A Krakowiaczka mówiła dalej: „Dwoje moich dzieci spało w domu, gdy Ukraińcy zaczęli mordować Teresin. Chciałam je budzić, ratować, ale nia miałam już czasu. Czułam, że zanim je pobudzę, to bandziory złapią nasz wszystkich i pobiją. Pomyślałam sobie, że moje biedne dzieci śpią, to nie będą tak strasznie cierpieć, gdy będą je zarzynać i zdecydowałam się je zostawić, a wziąłam, te które miałam właśnie pod ręką.”. Krakowiaczka miała za męża Władysława Krakowiak i miała z nim dwanaścioro dzieci, w tym: Jan, Stanisław, Zofia, Tadeusz, Józef, Bolesław, Wiktor, Krystyna, tych pamiętam. Mąż pani Krakowiak zmarł jeszcze przed II wojną światową.

Pani Krakowiak była już zatem wdową i było jej b. ciężko wyżywić i wychować, tak wiele dzieci. Po temu szukała wsparcia i zapewne także związała się w latach wojny z żołnierzem sowieckim, który służył w koszarach w lesie kohyleńskim. Miała z nim nawet jeszcze jedno dziecko, to był chłopczyk lat ok 3, on także został zamordowany przez zbrodniarzy ukraińskich.

Byłam w tamtym czasie ciekawska i z wieloma ludźmi rozmawiałam, pytając zawsze o to, co się w ich stronach wydarzyło. To było niesamowite, ale w tamtych dniach powstała między nami wielka solidarność, ludzie byli braterscy, chętnie opowiadali sobie o swoich tragicznych przeżyciach, nawzajem współczuli sobie i tak jak mogli, nawzajem jeden drugiemu pomagali sobie. I ja również nie byłam inna, stąd miałam możliwość poznać wielu Polaków i usłyszeć o niejednej tragedii.

Tak więc poszliśmy do żandarmerii, zawołałam jednego chłopaka, a on Zdzicha Bieliniak, ten zaś nas wysłuchał i mówi tak: „To trochę potrwa, muszę znaleźć dowódcę i opowiedzieć mu wszystko. Ja was rozumiem i chciałbym pomóc, ale ja tu nie decyduję.”. Gdy on odszedł my cierpliwie czekaliśmy, ale to wszystko bardzo się wydłużyło. Kobiety płakały i jęczały: „Ale to długo, ale to długo.!”. W końcu przyszedł jeden z żandarmów i powiedział: „Nie pojedziemy tam, bo mamy inne sygnały groźniejsze!”. Widać było, jak ciężko było mu nam to zakomunikować. Te kobiety były załamane, zaraz po wyjściu rozeszliśmy się i kiedy wróciłam do domu słyszałam wyraźnie mocną strzelaninę. Wracając spotkałam jeszcze starszego gościa i zaczęliśmy rozmawiać. Gdy dowiedział się, że idę od polskiej żandarmerii, powiedział do mnie tak: „A i tu nas wytłuką, o jak tam się biją w Iwaniczach. Spotkałem ludzi, którzy mi opowiadali, że jakiś cywil stamtąd uciekł i dał znać o napadzie Ukraińców na naszych chłopaków.”. Zaraz wróciłam do domu, ale nic nie powiedziałam o napadzie na Iwanicze ponieważ nie chciałam martwić naszej rodziny. Obawiałam się że mamusia będzie bardzo płakała za naszym bratem Leonardem, który tam właśnie służył, wraz z innymi pilnując porządku. (fragment wspomnień Adeli Roch z d. Rusiecka z kolonii Teresin na Ziemi Swojczowskiej na Wołyniu, wysłuchał, spisał i opracował S. T. Roch) 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)

Komentarze

Krzysztof Majak opublikował 14 lipca 2013 ciekawy wpis, a w nim że Papież Franciszek nie zapomniał o 70. rocznicy obchodów zbrodni wołyńskiej, która odbywała się w Łucku na Ukrainie. Podczas spotkania z wiernymi zgromadzonymi na modlitwie Anioł Pański stwierdził w języku włoskim: „Łączę się w modlitwie z duchowieństwem i wiernymi Kościoła na Ukrainie, zgromadzonymi w katedrze w Łucku na mszy za dusze ofiar w 70. rocznicę rzezi wołyńskiej. (...). Czyny te, podyktowane nacjonalistyczną ideologią w tragicznym kontekście II wojny światowej, spowodowały dziesiątki tysięcy ofiar i zraniły braterstwo dwóch narodów, polskiego i ukraińskiego. (...)

Bożej miłości zawierzam dusze ofiar, a dla ich narodów proszę o łaskę głębokiego pojednania i pogodnej przyszłości w nadziei i szczerej współpracy dla wspólnego budowania Królestwa Bożego. (...)”.

Cały artykuł możesz przeczytać pod tym adresem: http://natemat.pl/68229,papiez-zabiera-glos-ws-zbrodni-wolynskiej-zbrodnie-te-podyktowala-nacjonalistyczna-ideologia

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1524257

.....oddać za teściową życie!!!

Razu pewnego rzekł młody Baca do teściowej: „Ładna pogoda tać dzisiaj że to niby ma być, to może my by razem teściowa, tak w nasze kochane góry se troszka wybrali i raz jeszcze na nasze Zakopane z naszego Giewonta popatrzyli.”. No to teściowa zadowolona zaraz racuchów zagniotła i do tego jeszcze co dołożyła i poszli na Giewonta. Jak już na szczycie, u samego krzyża byli i nawet kiełbachy beskidzkiej, co to ją teściowa ze soba wzięła, pojedli. Wtedy to młody Baca, gdy rękawem tłuszcz z gęba otarł, tak rzece: „Widzita teściowa mój pradziad Zdzich, to swoja teściowa siekierką, co to na naszej ścianie, po dziś dzień na honorowym miejscu wisi, sytkie żeberka porachował, że się ze świata szybciochem zabrała. A dziad Antoś to swoja teściowa z litości na starej jabłonce zawiesił i tak długo pacał, aż ducha wyzionęła! O a łojciec nas Józik, e niech mu ziemia lekką będzie (tu góral poboznie znak krzyża na piersi ucynił), to sameście słysała, że swoja teściowa własnoręcnie w naszym stawie, opodal kurnika łotopił!”.

Na ten moment silny góral złapał swoja teściowa gwałtownie za łachudry i nad przepaść wystawił i tak patsy jej sie w ocęta i tak dobrodusnie zece caluśkiej bladuśkiej kobicie: „A ja was teściowa, że to niby w Krakowie i nawet u samego Łojca Switego, znacy tam na Watykanie ogłosili, że niby rok Bożego miłosierdzia, a ja was teściowa puscam wolna!!!”.

I ja tak sobie mniemam niepoprawni blogerzy, że po tym może niećko strasnym kawale, to wielkiego zgorsenia na tym zacnym forum nie wywołam, ale ino tak sobie dumom nieśmiało, że jak nie idzie na poważnie, no to może troszka żartem, też nie zaszkodzi.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1524262

Uroczystość Wszystkich Świętych to dzień radosny, gdy czcimy tych, którzy osiągnęli już wieczne szczęście w niebie. Abp Stanisław Gądecki w telewizyjnym orędziu przed uroczystością Wszystkich Świętych powiedział: „Święci są apelem, wezwaniem Boga skierowanym do świata, aby się nawrócił i wierzył.”. I dodał: „Zmarli nie tyle potrzebują naszych kwiatów, wiązanek czy zniczy, ile raczej szczerej, płynącej z serca modlitwy.”. (...)

Mówiąc zaś o obchodzonym 2 listopada wspomnieniu Wszystkich Wiernych Zmarłych, abp Gądecki wyjaśnił: „W tym dniu staramy się przyjść z pomocą modlitewną wszystkim w czyśćcu cierpiącym, aby jak najrychlej mogli dojść do wspólnoty ze świętymi w wiekuistej radości.”. I dodał w uzupełnieniu: „Pamięć o zmarłych jest potwierdzeniem tego, że człowiek jest zdolny do wierności i do wdzięczności. Że miłość nie umiera, ale trwa w sercach tych, którzy jej doświadczyli.” . (...)

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski podkreślił także, że w Dniu Zadusznym dobrze jest również pomyśleć o stanie, który nazywamy piekłem. Oto co powiedział: „To nie Pan Bóg potępia człowieka, bo On pragnie wyłącznie zbawienia stworzonych przez siebie istot. To sam człowiek zamyka się na Jego miłość. Potępienie polega właśnie na ostatecznym oddaleniu się od Boga, które to oddalenie człowiek dobrowolnie wybrał i potwierdził ostateczną decyzją w chwili śmierci. Wyrok Boży tylko ratyfikuje ten stan.”. (...)

Całość przeczytasz na stronie: http://www.m.pch24.pl/abp-gadecki-w-oredziu--swieci-apelem-boga-do-swiata--aby-sie-nawrocil-i-wierzyl,47086,i.html

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1524504

Warto przypomnieć, że Jan Paweł II w swoim przemówieniu wygłoszonym w Radomiu w roku 1991 nauczał: „Obłędne ideologie przypisywały instancjom ludzkim prawo decydowania o życiu i śmierci nie tylko poszczególnych osób, lecz także całych… narodów. Na miejsce Bożego ’nie zabijaj’ postawiono ludzkie: ’wolno zabijać’, a nawet ’trzeba zabijać’ i dlatego ogromne połacie naszego kontynentu stały się grobem ludzi niewinnych, ofiar zbrodni, tzn. cmentarzem nienarodzonych, cmentarzem bezbronnych, które wołają o sprawiedliwą karę w majestacie prawa kościelnego i państwowego.”.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1524683

Kresowianin: „Bardzo ciężko było mi przeczytać tan tekst. Brakuje słów, to jest nie ludzkie, co Ci ludzie wycierpieli, dlaczego Pan Bóg na to pozwolił, Wiem - ten świat należy do diabła, to jest czyściec.”. (5 listopada 2016)

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1524820

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Mirosław Nalezinski nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

Doskonałe pytanie. To samo pytanie zadają Żydzi (o Holocaust). Niemcy i Japoni pytają Boga o zniszczenie Drezna, Tokio i Hiroszimy i też nie otrzymują odpowiedzi.

Notka biograficzna godna pozazdroszczenia, np. autorstwo książki. W notce napisałeś "Jestem wnukiem Bolesława Roch, żołnierza 27 Wołyńskiej DP AK ps. „Jaworski” , który walczył pod rozkazami por. Jana Ochmana" - drugie nazwisko odmieniłeś, ale pierwszego nie; czy to błąd, czy świadoma pisownia, a jeśli tak - dlaczego? Jest wielu Niemców i Austriaków o nazwisku Koch i odmieniamy je.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-6

Mirosław Naleziński

#1525804

Bóg pozwolił i pozwala na różne bezeceństwa...bo raz obdarował nas wolną wolą, rozumem i tego nam nie odbiera. Takie pytania są raczej mało stosowne. Chyba, że dotyczą ...teściowych i niektórych NP. Oj,jakże chętnie bym ich puściła wolno:-) Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-4

Verita

#1525961

Tymi słowami ostrzegł abp Henryk Hoser współczesnych Polaków. W katedrze św. Michała Archanioła i św. Floriana odbyły się uroczystości upamiętniające 222. rocznicę Rzezi Pragi. W ciągu kilku godzi zginęło wówczas 20 tys. osób w tym również kobiety i dzieci. Hierarcha zwrócił uwagę, że Pierwszą Rzeczpospolitą zgubiła zdrada, prywata i brak jedności. Mówił: „Kraj podminowany był frakcyjnymi walkami, a wielu zaślepionych było chciwością. Stąd wziął się koniunkturalizm, który nieuchronnie prowadził do katastrofy. Procesy ingerencji obcych mocarstw, tak daleko zaszyły, że nie pomogły nawet reformy Sejmu Czteroletniego i Konstytucja 3 maja.”.

W homilii abp Hoser zaapelował o wyciągniecie wniosków z historii i zrobienie rachunku sumienia z powinności wobec Ojczyzny. Mówił: „Niech ci którzy zginęli 4 listopada 1794 roku będą naszymi nauczycielami mądrości, odpowiedzialności i dobrze pojętej wolności naszego życia osobistego rodzinnego i społecznego.”.

Hierarcha zaznaczył, że brak szacunku dla ludzkiego życia może prowadzić do ludobójstwa: „Zadajmy zatem sobie pytanie. Jaka jest wartość człowieka? Jaka jest wartość ludzkiego życia, kiedy ją relatywizujemy?”. (...)

Całość możesz przeczytać na stronie: http://www.m.pch24.pl/abp-hoser--relatywizacja-ludzkiego-zycia-prowadzi-do-ludobojstwa,47169,i.html

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1525071

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Mirosław Nalezinski nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

Każde życie ludzkie ma inną, swoją wartość. Ta wartość jest oczywiście subiektywna, niemniej jest i jest różna.

Niektóre osoby są mniej warte, inne więcej. Niektórych osób wartość jest dyskusyjna i całkowicie inaczej oceniana. Z jednej strony mamy Jezusa, z drugiej Hitlera. Każdy tu oceni, że pierwsza osoba jest dużo więcej warta od drugiej. Bywają pary, o których nie można tak łatwo powiedzieć, kto jest więcej/mniej wart. Na Ukrainie ludzie UPA są doceniani, zaś w Polsce wręcz uznawani za szkodliwych; u nas było podobnie z oceną ludzi NSZ. Zatem ocena zależy także od tego kto i nawet kiedy ocenia.

Ciekawe – ilu Żydów, Polaków, Ludzi zagłosowałoby (gdyby była taka możliwość) za aborcją niejakiego Adolfa Hitlera, gdyby wiedzieli oni, że za kilkadziesiąt lat rozpęta największą wojnę pełną ludobójstw i innych nikczemnych zbrodni oraz nieobliczalnych strat materialnych i niematerialnych? Zapewne wielu by uznało, że za żadne skarby nie można nikogo poddać aborcji, nawet jeśli Bóg wskazałby na taką bestię jak Hitler, że niebawem będzie diabłem na Ziemi.

Były propozycje, aby wartościowsi ludzie mieli więcej głosów podczas głosowań, a mniej wartościowi mniej głosów. Z powodu trudności z "wyceną ludzi" nie osiągnięto powodzenia w tych negocjacjach, ale podświadomie wielu ludzi uważa, że słuszniej byłoby, gdyby uczciwy bogacz miał więcej głosów niż uczciwy robotnik, bo pierwszy ryzykuje i zarządza większym majątkiem. Więcej głosów powinien mieć uznany etyk niz nielubiany menel. Ale to utopia - nikt nie wprowadzi niejednakowej liczby głosów na obywateli. Nawet w dziedzinie mandatów to się nie udało, jednak wielu z nas popiera tę ideę, która jest w Finlandii - im więcej masz/zarabiasz, tym droższe płacisz mandaty. Czy ktoś z Państwa popiera Finlandię w kwestii wysokości mandatów?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-5

Mirosław Naleziński

#1525951

Podobnie jest w Szwajcarii. Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-4

Verita

#1525959

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Mirosław Nalezinski nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

niejako z definicji; nawet Pitagoras, gdyby uważał, że nie było zamachu i podał swoje twierdzenie, to miałby minusy... To jest bardzo ciekawe zjawisko socjologiczne.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-5

Mirosław Naleziński

#1525974

2 listopada 2016 r. zabrakło tradycyjnej modlitwy o pojednanie przy grobie Nieznanego Żołnierza na Cmentarzu Orląt i przy memoriale Ukraińskiej Armii Galicyjskiej, ponieważ nie przyszedł tam nikt z biskupów greckokatolickich i władz ukraińskich, z wyjątkiem kilku kapłanów obrządku wschodniego oraz garstki działaczy społecznych. Obchodom Wszystkich Świętych na Cmentarzu Łyczakowskim, Dnia Zadusznego (Wiernych Zmarłych) na Cmentarzu Janowskim i uroczystościom w katedrze lwowskiej przewodniczył miejscowy metropolita abp Mieczysław Mokrzycki. Na Cmentarzu Orląt Metropolita Lwowski powiedział: „Świętość trzeba zacząć budować już teraz, aby mieć szansę na życie w innym, lepszym świecie”. I dodał: „Tego uczą nas również ci, nad których grobami dzisiaj się zatrzymamy”.

Nie zapomniał i o tych, co walczyli o polskość, tej ziemi i po II wojnie światowej: „Wspominamy odważnych ludzi, którzy gdy pojawiła się iskierka wolności, wraz z nimi upomnieli się o zrujnowane kościoły, wzięli do ręki łopaty i oczyszczali sprofanowane świątynie, aby na nowo sprawowana była w nich Msza św. Czynili to nie tylko dla siebie, ale też dla nas. Dlatego za św. Augustynem powtarzamy: ‘Przy końcu życia będziemy rozliczani jedynie z miłości’”.

Na zakończenie wezwał nas wszystkich do solidnej pracy nad sobą: „Zróbmy wszystko, aby po naszej śmierci uroczystość Wszystkich Świętych była naszą uroczystością. Aby także o nas mówiły pokolenia: prawdziwie ich życie było prawe, sprawiedliwe, uczciwe, dobre i pobożne. Miejmy odwagę walczyć o świętość. Miejmy odwagę żyć wiarą, nadzieją i miłością, pamiętając, że ‘Czas ucieka, a wieczność czeka!’”.

Lwowski metropolita podziękował wiernym i rodakom z Polski za przeprowadzoną akcję „Światełka pamięci”. Na Cmentarzach Łyczakowskim i Janowskim zostało zapalono prawie 60 tys. zniczy – powiedział KAI konsul generalny RP we Lwowie Wiesław Mazur.

Całość możesz przeczytać na stronie: http://www.m.pch24.pl/dzien-zaduszny-we-lwowie-bez-tradycyjnej-modlitwy-o-pojednanie--uniccy-biskupi-nie-przyszli,47141,i.html

 

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1525085