O. Ihor Pełehatyj swoim poświęceniem zdarł maskę miłości i prawdy z zakłamanej facjaty Cerkwi grecko – katolickiej na Ukrainie

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Świat

Na współczesnej Ukrainie toczy się zażarta walka o prawdę. List otwarty O. Ihora Pełehatyja do najwyższych władz Kościoła i Cerkwi grecko – katolickiej jest świadectwem, niezłomonej postawy, tego prześladowanego kapłana w obronie prawdy i uczciwości. Ostry konflikt rozgorzał po opublikowaniu książki „Dwa Królestwa” Błogosławionego kapłana — męczennika Hryhorija Chomyszyna. Współredaktorowi książki O. Ihorowi, redaktorowi pisma „Nowa Zorja”, zarzuca się wprost, że ją całkowicie sfałszował. Odwołano go zatem w trybie pilnym z funkcji, a pismo o tym fakcie odczytano w obecności unickiego ordynariusza iwano  - frankowskiego Wołodymyra Wijtyszyna. Przy tej samej okazji odczytano dokument o wszczęciu postępowania sądowego w związku z ukazaniem się drukiem książki bł. męczennika Grzegorza Chomyszyna pt. „Dwa Królestwa”.

W opinii wielu na Ukrainie, autor książki bł. Bp Męczennik Hryhorij (Grzegorz) Chomyszyn rzekomo oczernia postać Metropolity Andreja Szeptyckiego. Tymczasem zdaniem O. Ihora bł. Hryhorij w ogóle nie porusza kwestii osobowości Sługi Bożego Andreja, lecz prowadzi z nim bardzo wyważoną dyskusję, w oparciu o argumenty wykazując, ze swojego punktu widzenia, fałszywość i brak perspektyw wielu stanowisk i poczynań Metropolity.

O. Ihor Pełehatyj idzie odważnie dalej w swojej analizie obecnej, napiętej na Ukrainie sytuacji i zauważa: „Wzbudza natomiast niepokój to, że w naszej Cerkwi coraz bardziej da się odczuć presję totalitaryzmu, nieprzyjmowanie odmiennego zdania, żądzę zemsty i kary z Prawdę”. Bez ogródek dodaje także: „Z goryczą muszę uznać, że słowa Zwierzchnika Naszego Kościoła [abp. Swiatosław Szewczuk] nawołujące dziennikarzy: ‘Nie lękać się mówić prawdę’ nie pokrywają się z rzeczywistością”. Nie obawia się wyjawić i tego, że: „Odwołanie go z funkcji redaktora „Nowej Zorzy” miało znamiona nikczemności i arogancji, dlatego pozostaje na funkcji.”. Oto i list otwarty O. Ihora Pełehatyja do najwyższych władz Kościoła i Cerkwi katolickiej na Ukrainie:

 

Chwała Jezusowi Chrystusowi! [Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus!]

 

Do zwrócenia się do Waszych Ekscelencji z listem otwartym, Najprzewielebniejsi, zmusza mnie ta, delikatnie mówiąc, niezdrowa ekscytacja, spowodowana pojawieniem się książki „Dwa Królestwa” Błogosławionego kapłana — męczennika Hryhorija Chomyszyna, biskupa stanisławowskiego (1867-1945).

Szczególnie godny ubolewania jest fakt, że ekscytacja nabiera charakteru złowrogiej kampanii propagandowej rodem z czasów totalitarnych i pochodzi ze środowiska Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu, który pozycjonuje siebie w charakterze poważnej instytucji naukowej. Zamiast dokładnie przeanalizować „Dwa królestwa” jako bezcenny dokument historyczny, który wypełnia luki w naszej cerkiewnej historii XX wieku, naukowcy UKU, jak się wydaje, postawili sobie za cel za wszelką cenę udowodnić, że rzekomo ja, jako współredaktor książki, całkowicie ją sfałszowałem.

Jakby tego było mało, prorektor UKU Ihor Skoczylas w obszernym wywiadzie dla „Radia Swoboda” 21 października [2016] stara się przekonać słuchaczy, że poprzez pojawienie się tej książki, dzięki wysiłkom centrum „Ukrainicum” przy Lubelskim Uniwersytecie Katolickim, „w Polsce uruchamiany jest mechanizm dyskryminacji Metropolity UGKC Andreja Szeptyckiego”. To, że jestem oczerniany ja, zwykły ksiądz katolicki, że jestem oskarżany o różne wydumane przestępstwa i bez żadnego sądu ogłaszany zbrodniarzem, można jeszcze tolerować: bo kimże jestem w oczach elit naukowych UKU? Ale poprzez stwierdzenia oskarżające Katolicki Uniwersytet Lubelski o manipulację i sfałszowanie książki, a nawet o podżeganie do nienawiści etnicznej i religijnej – pan I. Skoczylas wkracza w niebezpieczną przestrzeń międzynarodowego skandalu.

            To właśnie sam prorektor UKU dopuścił się jawnych manipulacji, wprowadzając w błąd słuchaczy i mówiąc, że autor książki biskup Hryhorij Chomyszyn rzekomo oczernia postać Metropolity Andreja Szeptyckiego. Jest to jawna nieprawda, ponieważ błogosławiony Hryhorij w ogóle nie porusza kwestii osobowości Sługi Bożego Andreja, lecz prowadzi z nim bardzo wyważoną dyskusję, w oparciu o argumenty wykazując, ze swojego punktu widzenia, fałszywość i brak perspektyw wielu stanowisk i poczynań Metropolity. W rzeczywistości właśnie to stało się głównym źródłem rozdrażnienia pana Skoczylasa i jego licznych kolegów, a także w środowisku współczesnej hierarchii UGKC.

Taka niezdrowa reakcją na wnioski biskupa Chomyszyna świadczą o chorobie stereotypowego myślenia współczesnego społeczeństwa ukraińskiego i jej przewodniej warstwy – inteligencji, która polega na nadmiernej gloryfikacji i idealizacji niektórych postaci historycznych: wszystko, cokolwiek by oni nie robili – było genialne, a ich oponenci – to szkodnicy i wrogowie. Ale takie błędne podejście do wyjaśniania procesu historycznego prowadzi do deformacji naszej przeszłości, do kreowania fałszywych ideałów.

Po ukazaniu się książki „Dwa Królestwa” jesteśmy zmuszeniu przyznać, że Grecko-Katolicka Cerkiew w Galicji pierwszej połowy XX wieku była nie tylko Cerkwią Metropolity Szeptyckiego, ale także Cerkwią stanisławowskiego biskupa Hryhorija Chomyszyna i przemyskiego biskupa Jozafata Kocyłowskiego, którzy w nie mniejszym stopniu przyczynili się do jej pozytywnego rozwoju, a władyka Chomyszyn swoją gorliwą pracą apostolską w diecezji stanisławowskiej w wielu dziedzinach nawet znacznie wyprzedził duchowe osiągnięcia lwowskiej archidiecezji. I dlatego, z wyżyn swego ponad 40-letniego doświadczenia biskupiego, miał prawo i obowiązek, jak sam pisze, poddać analizie działalność Metropolity Andreja, co uczynił w swojej książce „Dwa Królestwa”. Przy tym w podsumowaniu biskup Hryhorij bardzo etycznie zauważa, że nie pretenduje do monopolu na prawdę, choć bierze odpowiedzialność za prawdziwość faktów, które podaje w książce, i na koniec poddaje pracę pod osąd historii i przyszłych pokoleń Ukraińców. A więc może warto, aby współcześni ukraińscy historycy nauczyli się tej sztuki prowadzenia debaty, której naucza nas w swej książce władyka Chomyszyn.

            Jednym głosem z panem Skoczylasem w niedawnym wywiadzie telewizyjnym w programie „Otwarta Cerkiew. Dialogi” wypowiedziała się Liliana Hentosz, uważana z autorytet w tej dziedzinie badaczka życia i działalności Sługi Bożego Metropolity Andreja Szeptyckiego. Także ona bezapelacyjnie poddała w wątpliwość autentyczność dokumentu-rękopisu błogosławionego Hryhorija, ale jednocześnie stwierdziła, że mimo to uznaje fakt jego istnienia, ponieważ przekonywała widzów, że biskup Chomyszyn napisał swoją pracę w pośpiechu, w stanie psycho-emocjonalnego napięcia i w afekcie, niedwuznacznie dając do zrozumienia, że mogło to się dokonać pod wpływem… sowieckich służb specjalnych. Wielka szkoda, że pani Hentosz jednak bardzo nieuważnie zapoznała się z książką „Dwa Królestwa”, ponieważ w podsumowującym rozdziale „Moje usprawiedliwienie” biskup Hryhorij stwierdza, że pisze swoją pracę w czasie II wojny światowej, jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Galicji w 1944 roku, i że nigdy nie ulegał presji, bez względu na jej źródło, lecz zawsze szedł w ślady Chrystusa, stał po stronie prawdy Bożej i mężnie bronił praw swojej Cerkwi i ludu.

Wielka szkoda, że wspomniani wyżej krytycy książki „Dwa Królestwa” i ich zwolennicy nie dostrzegli albo nie chcieli zrozumieć największej wartości wydania: jego otwartości i uczciwości, obecności w nim ogromnej ilości faktów i wydarzeń, dotychczas nieznanych nauce historycznej, jak również proroczych wniosków i przewidywań błogosławionego Hryhorija, które już się spełniły (na przykład 20-letnia kampania oczyszczania greckokatolickiego obrządku z tzw. latynizmów i pełnego ujednolicania z obrządkiem moskiewsko-synodalnym, przeprowadzona przez Gabriela Kostelnyka i Cyryla Korolewskiego wraz ze zwolennikami, prowadzącymi do zniszczenia Cerkwi greckokatolickiej na lwowskim pseudo-synodzie w 1946 r.) oraz spełniają się w chwili obecnej (wierzymy, że wprowadzony 100 lat temu nowy kalendarz cerkiewny władyki Chomyszyna wreszcie stanie się rzeczywistością w życiu współczesnej UGKC na Ukrainie).

Wreszcie książkę „Dwa Królestwa” można porównać do analizy rentgenowskiej, do skanowania w formacie 3D, sytuacji społeczno-religijnej w Galicji, Polsce, Europie i Watykanie w pierwszej połowie XX wieku. Władyka Hryhorij nie pominął żadnego wydarzenia, zjawiska lub faktu w życiu jego Cerkwi i narodu, które poruszyły jego duszpasterskie serce i na które starał się odpowiedzialnie zareagować. Rękopis „Dwóch Królestw” został napisany przez autora w spokojnej i wyważonej tonacji, delikatnie i rozważnie, ale jednocześnie – ze zdecydowanymi i jednoznacznymi wnioskami, co było typowe dla prostolinijnego i szczerego charakteru biskupa Chomyszyna. I ten styl wzbudza pełne zaufanie do napisanego tekstu. Dlatego wielka szkoda, że nie chcą tego przyznać współcześni krytycy książki, wybierając najłatwiejsze, ale fałszywe z naukowego punktu widzenia stanowisko – zaprzeczenie wszystkiemu.

Podsumowując to, co zostało powiedziane powyżej, należy skonstatować przykrą sytuację i rozczarowujące tendencje we współczesnej ukraińskiej nauce historycznej, w szczególności na przykładzie jej stosunku do pojawienia się drukiem dokumentu historycznego – książki „Dwa Królestwa”. Tak więc, nawet nie okazując chęci zapoznania się z oryginałem rękopisu, wspomniani powyżej historycy i ich zwolennicy bezpodstawnie i kategorycznie oskarżają redaktorów o fałszerstwo. We współczesnym świecie naukowym, gdzie podstawą każdego badania naukowego jest autentyczna baza źródłowa, niezależnie od tego, czy ona się komuś podoba czy nie, takie totalitarne podejście do oceny dokumentu historycznego jest niedopuszczalne. Podobny autorytarny styl oceny badań naukowych panował chyba tylko w czasach stalinowskiego prokuratora Wyszyńskiego, kiedy głównym argumentem oskarżenia była fraza „nie czytałem, ale oskarżam…”

 * * *

3 listopada w polskim Lublinie odbyła się prezentacja książki „Dwa Królestwa”, którą otworzyło słowo wstępne pana wojewody dr hab. Przemysława Czarnka, który do chwili wyboru na to wysokie stanowisko państwowe był profesorem KUL. Analizując książkę urzędnik [doktor habilitowany nauk prawnych, nauczyciel akademicki] szczególnie podkreślił, że opublikowana praca „Błogosławionego Biskupa Hryhorija Chomyszyna stanie się podstawą do popularyzacji jego myśli i nauki oraz doskonałą platformę porozumienia i pojednania między naszymi narodami”. Podczas prezentacji biskup Marian Buczek poinformował, że rękopis książki „Dwa Królestwa” Biskupa Chomyszyna pod koniec czerwca tego roku został zdeponowany w archiwum poważnego historycznego czasopisma „Nasza Przeszłość” w Krakowie, jego autentyczność została potwierdzona przez ekspertów i każdy z zainteresowanych badaczy może się z nim zapoznać w obecność depozytariusza.

Najprzewielebniejsi Biskupi! Mam szczerą nadzieję, że uciążliwa i niezdrowa sytuacja, która zaistniała wraz z pojawieniem się książki „Dwa Królestwa”, i zaplanowany proces sądowy nade mną, jako współredaktorem wydania, w oparciu o powyższe „argumenty” specjalistów UKU, nie umknie Waszej uwadze i nie dopuścicie do tego, aby we współczesnej UGKC dokonała się restauracja średniowiecznych metod walki z „odmiennością poglądów”, kiedy niewinnych osądzano kierując się nienawiścią i ślepa zemstą, a książki palono na stosach. Zwłaszcza gdy chodzi o bezcenny dokument historyczny cieszącego się w swoim czasie i nadal wielkim autorytetem biskupa, a obecnie Błogosławionego kapłana-męczennika Kościoła Katolickiego Hryhorija Chomyszyna, beatyfikowanego przez Świętego Papieża Jana Pawła II.

Z poważaniem — o. Ihor Pełehatyj,

zwolniony z pracy za udział w przygotowaniu publikacji książkowej „Dwa Królestwa”, eks-dyrektor i główny redaktor wydawnictwa „Nowa Zoria”, którego działalność w chwili obecnej jest w rzeczywistości zawieszona i sparaliżowana przez faktyczne bandyckie wrogie przejęcie.

 

Do Wielce Błogosławionego Światosława Szewczuka, Najwyższego Arcybiskupa UGKC,

Jego Ekscelencji Mieczysława Mokrzyckiego, Metropolity Lwowskiego RKC,

Jego Ekscelencji Arcybiskupa Claudio Hudzherottiego, nuncjusza apostolskiego na Ukrainie

 

Powyższy list otwarty O. Ihora Pełehatyja ukazał się na stronie: http://www.pch24.pl/ks--pelehatyj-wydal-ksiazke-bp--chomyszyna--jest-przesladowany--bo-blogoslawiony-byl-wrogiem-upa,47531,i.html#ixzz4Qfg69HS0

 

P.S.

Podkreślenia w tekście listu otwartego, pochodzą od autora bloga S. T. Roch.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.5 (głosów:9)

Komentarze

Sprawa księdza Ihora Pełehatego pokazuje jak na Ukrainie traktuje się prawdę. Jeśli archiwalne dokumenty kłócą się z obowiązującą narracją, to tym gorzej dla dokumentów. Dlatego też nawet redagowanie książek błogosławionych Kościoła katolickiego wiąże się z konsekwencjami i to także ze strony Cerkwi grecko-katolickiej. (...)

„Wobec moich argumentów, iż jest to autentyczny dokument, który wyszedł spod pióra Wielkiego Biskupa Kościoła Greckokatolickiego, którego papież św. Jan Paweł II wyniósł do godności Błogosławionego Powszechnego Kościoła Chrystusowego i jest to skarb Kościoła i Ukrainy, że książka ukazała się przy wsparciu Centrum Ucrainicum Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, które prowadzi działalność edytorską zapomnianych dzieł spuścizny teologicznej, że wydawnictwo jest zaopatrzone w błogosławieństwo biskupa katolickiego Mariana Buczka, że jest to książka recenzowana przez znanych na Ukrainie i w Polsce uczonych [prof. Czesław Partacz, prof. Mieczysław Ryba], odpowiedź była kategoryczna: WINNY i PODEJRZANY w popełnieniu przestępstwa” – czytamy w liście księdza Ihora Pełehatego. (...)

Przed laty biskup Chomyszyn przestrzegał: „Głównym naszym sprzeniewierzeniem się jest herezja nacjonalizmu. Ta herezja jest najcięższą i najbardziej niebezpieczną herezją naszego czasu. Opętała ona umysły i serca prawie wszystkich narodów ziemi. Ona spowodowała prawie całkowite duchowe zboczenie. Stawia ona nacjonalizm ponad wszystko, nawet ponad Boga, ponad Kościół, ponad prawa Boże. Chrystus jako król wszystkich ludów nie jest brany w rachubę. Jest lekceważony albo i wprost zaprzeczany. Skutki tej herezji są straszne. Narody jęczą w jarzmie, karzą same siebie, nienawidzą się nawzajem i wyniszczają się. Ta herezja nacjonalizmu opętała także nasz naród i stała się prawie bałwochwalstwem” (fragment z wydanej książki). (...)

Błogosławiony Grzegorz Chomyszyn przestrzegał przed akceptacją nacjonalizmu przez metropolitę Andrzeja Szeptyckiego. „Metropolita to wszystko zaniedbał i dlatego zamiast trzeźwej i rozważnej polityki [wśród Ukraińców] rozpoczął się kurs akcji terrorystycznych podziemnych bojówek naszej młodzieży organizowany na własną rękę prze różnych niepowołanych wodzów. Metropolita nie tylko nie spełnił swego obowiązku, ale zajął bierne stanowisko wobec bojówek terrorystycznych, a może raczej pośrednio sprzyjał im, w każdym bądź razie aprobował milczeniem […]  Rozumny i kochający swe dzieci ojciec nie tylko troszczy się o ich dobro, ale także gdy jest potrzeba napomina je i karci, a nawet karze. Przysłowie mówi Kochaj dziecko jak duszę j trzęś nim jak gruszką. Metropolita, który rościł sobie prawo do bycia ojcem narodu nie spełnił tego obowiązku. Milcząc patrzył on biernie przez palce na wszystkie nasze uchybienia, a nawet pośrednio wspierał. Przez to urósł on na wielkiego patriotę, lecz wyrządził krzywdy nam więcej niż jakiś otwarty wróg ponieważ nie troszczył się on o dobro narodu ukraińskiego, zależało mu na własnej wielkości, a nie na wielkości narodu ukraińskiego” – czytamy w pracy autorstwa bp Chomyszyna. (...)

Cały artykuł możesz przeczytać na stronie: http://www.pch24.pl/ks--pelehatyj-wydal-ksiazke-bp--chomyszyna--jest-przesladowany--bo-blogoslawiony-byl-wrogiem-upa,47531,i.html#ixzz4QfiZv0na

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1526302

Znakomita recenzja ks. Tadusza Isakowicza – Zaleskiego:

Praca „Dwa Królestwa” bł. bpa Grzegorza Chomyszyna jest bezcennym źródłem historii Kościoła greckokatolickiego w pierwszej połowie XX w., a także życia społeczno-politycznego Ukraińców w Polsce.

Przedstawia fakty i opinie autora nt. procesów zachodzących w tym środowisku, zawiera przemyślenia i rady hierarchy dotyczące nurtów religijnych, politycznych, światopoglądowych ścierających się w burzliwych latach emancypacji narodowej i odnajdywania się w nowych okolicznościach historycznych jego wiernych.

Twardo stojący na fundamencie prawd wiary i nauki Kościoła bp Chomyszyn miał zdecydowane przekonanie, iż katolicyzm jest jedynym punktem odniesienia i weryfikacji burzliwych i sprzecznych ze sobą prądów ideowych nurtujących umysły jego wiernych. Z lektury dokumentu wyłania się obraz Kościoła i społeczeństwa pobudowanego na konkretnych, precyzyjnych wytycznych pochodzących z wiernego odczytywania ducha Ewangelii dostosowanej do współczesnych warunków w nauczaniach papieża. Obraz ten jednak różnił się od koncepcji realizowanej przez abp. Szeptyckiego. Biskup nie krył zaniepokojenia w związku z forsowaną przez metropolitę reformą obrządkową. Nie wątpił, że zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego postępuje w dobrej wierze, ale motywacja jego wynika z inspiracji świeckiej. Razem z tym bp Chomyszyn miał głębokie przekonanie, iż on nie może biernie przyglądać się temu, co według niego, prowadzi do osłabienia Kościoła i sprzyja relatywizacji zasad życia narodowego. Kończy rozważania podsumowaniem, które nazwał „Moje usprawiedliwienie”, gdzie wyjaśnia, że nie zazdrość, czy też animozja w stosunku do metropolity spowodowały napisanie tej pracy, ale głęboka troska o losy Kościoła i narodu. Podaje taką motywację napisania tych rozważań:

„Miałem zamiar pracę o „Dwóch Królestwach” napisaną jeszcze przed drugą wojną światową zamknąć na Czwartej Części. Jednak, kiedy w czasie drugiej wojny światowej została nam narzucona reforma obrzędowa, szkodliwa i niebezpieczna dla nas, byłem zobowiązany napisać Piątą Część o Metropolicie Andreju Szeptyckim, którego działalność uważałem jako działalność pod wpływem świata nawet bez jego świadomości, a też jako dowód na to, że można być pod wpływem świata i wierzyć przy tym, że służy się Panu. Także zostałem przekonany, że działalność Metropolity doprowadzi ostatecznie jeżeli nie do ruiny naszego Kościoła, to w każdym razie wywoła chaos, zamieszanie i dezorientację. Dlatego nie mogłem milczeć i zdecydowałem się poddać analizie działalność Metropolity, żeby wskazać na źródło i okoliczności w których powstała reforma obrzędowa, żeby ludzie dobrej woli mogli się zorientować, żeby nie poruszali się w ciemnościach i żeby mogli zająć odpowiednie stanowisko świadome i jasne”.

Całość możesz przeczytać na stronie: http://isakowicz.pl/dwa-krolestwa-ksiazka-bl-bp-grzegorza-chomyszyna-krytykujaca-abp-szeptyckiego/

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1526328

Ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski: „Pisałem o skandalicznych działaniach wobec greckokatolickiego duchownego, który opublikował polemikę błogosławionego biskupa Grzegorza Chomyszyna z kontrowersyjnym arcybiskupem Andrzejem Szepyckim, którego, pomimo jego kolaboracji z Hitlerem i SS, władze Cerkwi greckokatolickiej chcą wynieść na ołtarze.”.

Ks. Tadeusz wspomina powyżej o swoim artykule pt.: „Cerkiew greckokatolicka prześladuje ks. Ihora Pełechatego za pisanie prawdy”. Czytamy w nim: „Czy prawda zwycięży? W czasach powszechnego kłamstwa mówienie prawdy jest ekstremizmem. George Orwell. Podany wyżej cytat należy wybitnemu angielskiemu pisarzowi futurologowi, dziennikarzowi i publicyście George-owi Orwelloowi (1903-1950) i jest to myśl naczelna jego powieści-antyutopii ‘1984’, w której autor pokazuje społeczeństwo totalitarne…

Ten właśnie cytat w pełni ilustruje sytuację wokół redakcji pisma „Nowa Zorja” i jej redaktora, czyli mnie, ks. Ihora Pełechatego. 13 wrześnie w obecności JE metropolity Wołodymyra Wijtyszyna [greckokatolicki ordynariusz ‘iwano-frankowski’, doktor KUL] został odczytany dekret o odwołaniu mnie z funkcji dyrektora i redaktora naczelnego wydawnictwa i gazety „Nowa Zorja” oraz o wszczęciu ‘procesu sądowego’ w związku z ukazaniem się drukiem książki Błogosławionego Męczennika Grzegorza Chomyszyna pt. ‘Dwa Królestwa’. (...)”.

Cały artykuł możesz na stronie: http://isakowicz.pl/cerkiew-greckokatolicka-przesladuje-ks-ihora-pelechatego-za-pisanie-prawdy/

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1526329

Prof. Dr hab. Włodzimierz Osadczy z KUL oraz dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich - Centrum Ucrainicum, współredaktor wydania,  we wprowadzeniu do książki „Dwa Królestwa” zwraca uwagę na współczesną sytuację Cerkwii Greckokatolickiej. Wymienia w niej liczne skandaliczne wypowiedzi hierarchów tego Kościoła, które jego zdaniem świadczą o ich bezkrytycznej fascynacji banderyzmem. Przytacza m.in. cytat greckokatolickiego abp Lwowa, Ihora Woźniaka, który powiedział, że „Stepan Bandera jest skarbem narodu”. Zaznacza, że nawet Parlament Europejski przestrzegał Ukrainę przed gloryfikacją tej postaci. (...) Przypomina też słowa abp. Lubomyra Huzara, że OUN to nie tylko przeszłość narodu ukraińskiego, ale i świetlany wzorzec postawy moralnej, na którym należy budować przyszłość.

Prof. Osadczy zaznacza, że mocne powiązanie struktur Kościoła Greckokatolickiego z ideologią ukraińskiego nacjonalizmu nie jest czymś nowym. – To znany fakt, chociaż słabo nagłośniony w Polsce. To fakt oczywisty, niewymagający większego udowodnienia – mówi historyk. (...) Dodaje, że wielokrotnie tę „zmowę milczenia” próbował przełamać abp Mokrzycki, starając się pokazać prawdziwy obraz sytuacji, jednak nie uzyskało to poparcia w Polsce.

Historyk tłumaczy, że publikacja jest mocną krytyką ukraińskiego nacjonalizmu, przy czym była ona obecna w znanych pismach bł. Grzegorza Chomyszyna z okresu międzywojennego, w tym w jego słynnej pracy „Problem Ukraiński”, w której mocno piętnuje ideologię nacjonalizmu. Ponadto, książka ta bardzo krytycznie przedstawia działalność metropolity Andrija Szeptyckiego.

- Kościół Greckokatolicki postawił sobie za punkt honoru doprowadzenie do jego beatyfikacji. Poczynania w tym kierunku wzbudzały i wzbudzają wiele pytań, a także ostrych reakcji negatywnych wśród wielu środowisk zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Dotyczy to m.in. kwestii niewłaściwej reakcji na ludobójstwo na Kresach, czy kolaboracji. (...)

Podczas prezentacji książki we Lwowie, w siedziby Kurii Metropolitalnej, doszło do zakłócenia spotkania przez grupę osób w tradycyjnych ukraińskich wyszywankach. Polskiego duchownego, biskupa Mariana Buczka, obrzucono obelgami.

Z kolei jako narzędzie zniesławienia środowisk, które doprowadziły do wydania książki, został wykorzystany Ukraiński Uniwersytet Katolicki. – Jego prorektor, Ihor Skoczylas, w wywiadzie dla ukraińskiej redakcji Radia Swoboda, powiedział, że jest to dokument, który został spreparowany przez polskie służby, żeby dodatkowo zmącić trudne relacje polsko-ukraińskie – mówi prof. Osadczy. Dodaje, że zarówno on, jak i tacy polscy badacze jak prof. Ryba czy prof. Partacz, zostali oskarżeni o fałszowanie historii. – To najgorszy zarzut, jaki można postawić historykom – mówi profesor. Zaznaczając, że zbulwersowało to środowisko naukowe w Polsce. Zapowiada, że spotka się to z reakcją. Dodaje też, że zarzuty tego rodzaju są często formułowane na Ukrainie przez środowiska próbujące zdezawuować badaczy zajmujących się ludobójstwem na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. (...)

Polski historyk zwraca uwagę również na inną, niebezpieczną kwestię związaną z całą sprawą. Otóż wkrótce po dymisji ks. Pełechatyja, do jego dawnej redakcji przysłano firmę audytorską. Jej pracownicy mówią, że urzędnicy dostali wytyczne, żeby znaleźć jakieś materiały umożliwiające wszczęcie sprawy kryminalnej z tytułu nadużyć gospodarczych. Zdaniem prof. Osadczego, ta „wielka eksplozja nienawiści” i chęci ukarania kapłana może pociągnąć za sobą także inne postępowania.

Profesor Osadczy przyznaje również, że docierają do niego informacje o tym, że egzemplarze książki są wykupywane i niszczone. Według niektórych źródeł są one wręcz palone. Profesor zaznacza przy tym, że trudno je jednak w tej chwili zweryfikować, jednak wspominają o tym księża rzymskokatoliccy, którzy pracują na Ukrainie.

Profesor rozmawiał również z małżonką księdza, która czuje się sterroryzowana. – Ona nie wyklucza też zamachów na życie jej męża – relacjonuje prof. Osadczy. Jego zdaniem, pewne struktury związane z Kościołem Greckokatolickim, zdeterminowane w swoim lęku przez słowem Błogosławionego, mogą podjąć jakieś inne działania. – Z tego co wiem, bezpieczeństwo kapłana nie jest zagwarantowane – dodaje. (...)

Cały artykuł możesz przeczytać na stronie:

http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/bezpieczenstwo-kaplana-nie-jest-zagwarantowane-szykany-na-ukrainie-za-wydanie-wspomnien-biskupa-meczennika

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1526387

Polecam lekturze znakomity artykuł Aleksandra Szychta z 22 listopada 2016 r. pt. „Katolicki ksiądz poddany represjom jak za komuny!”. Czytamy w nim:

Aż trudno uwierzyć, ale czas dla niektórych się cofnął. Władze niszczą duchownego katolickiego za ewangeliczne zachowanie wierności wobec prawdy. Nie w Afryce, nie w liberalnej Zachodniej Europie, nie na Bliskim Wschodzie, lecz na Ukrainie – gdzie chrześcijaństwo dominuje.

Ks. Ihor Pełehatyj, duchowny greckokatolicki jest szykanowany tylko dlatego, że wydał unikalną książkę napisaną przez błogosławionego kościoła greckokatolickiego biskupa stanisławowskiego Grzegorza Chomyszyna. Gdzież więc tkwi sekret oburzenia władz, zarówno świeckich jak i duchownych na Ukrainie? Otóż błogosławiony Grzegorz Chomyszyn poddawał twardej krytyce bezbożność ukraińskiego nacjonalizmu, który jest obecnie na Ukrainie przyjmowany jako ideologia państwowa. Mało tego, ale sam kościół greckokatolicki u naszych wschodnich sąsiadów został właściwie zaprzęgnięty – wyłącznie do roli uwiarygadniającej ukraiński nacjonalizm. Otwarcie wspiera negacjonizm wobec zbrodni ludobójstwa, które tenże nacjonalizm (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i jej zbrojne ramię Ukraińska Powstańcza Armia) wyjątkowo krwawo zrealizował.

Problem dla świeckich władz oraz hierarchów wyższego duchowieństwa katolickiego (z których nieomal wszyscy są posłuszni pogrobowcom sprawców) stanowi fakt, że 135 tys. zamordowanych polskich kobiet, dzieci czy starców (i nie tylko) nie znika z publicznej wokandy. To dlatego zaciekle atakowany jest film „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego, któremu usilnie na Ukrainie (a nawet poprzez posłusznych popleczników w Polsce) zainteresowane środowiska usiłują odebrać historyczną wiarygodność. (...) Następną bombą, którą nacjonaliści ukraińscy usiłują rozbroić, by ratować swoją zbrodniczą ideologię zbudował jak widać greckokatolicki ksiądz – w postaci jednej ukraińskiej książki (!).

Została ona uznana za „zagrożenie” dla państwa, do tego stopnia, że jest ona wykupowana, bądź rekwirowana (ostatni nakład w wydawnictwie) i jak informują księża rzymskokatoliccy masowo palona (Sic!). (...)

I to z jej powodu ks. Ihor Pełehaty stał się ofiarą jego ciężkiej i uczciwej pracy tracąc swoje wydawnictwo po ponad dwudziestu latach jego prowadzenia. Zostało ono, używając słów z jego listu, który pod spodem drukujemy w całości, „bandycko” przejęte. Sam rękopis książki był ukrywany przez tych duchownych greckokatolickich, którzy wiedzieli, że banderyzująca hierarchia wyższa może zdecydować o jego zniszczeniu. To dobra wiadomość, pozwala bowiem mieć nadzieję, iż kościół greckokatolicki tak bardzo przez zbrodniczy nacjonalizm pochłonięty, całkiem jeszcze nie zginął. (...)

A dzieje się tak nie tylko z powodu braku akceptacji błogosławionego dla bezbożnej działalności OUN. Spod jego pióra wyszła korespondencja z metropolitą Andrzejem Szeptyckim, którego zbanderyzowany kościół greckokatolicki oraz sami nacjonaliści, usiłują przepchnąć do beatyfikacji. (...) Skoro zaś o szaleństwie mowa, to beatyfikacja Szeptyckiego, człowieka chwiejnego, który na to nie zasługuje, ma być tylko wyciorem przepychającym beatyfikację ojca Stepana Bandery. To nie żart, lecz jesteśmy świadkami rozpędzającego się na Ukrainie szaleństwa.

Jeśli komuś nie wystarczyło: uczczenie przez parlament Romana Szuchewycza (głównodowodzącego UPA i wykonawcę ludobójstwa na polskiej ludności cywilnej), lub Petra Diaczenki (kata Powstania Warszawskiego), tolerancji kultu Oskara Dirlewangera w ukraińskich oddziałach (jeszcze bardziej znanego kata Powstania Warszawskiego), masowe grzebanie ukraińskich esesmanów z honorami i salwą honorową oddaną przez młodych ludzi w mundurach SS, cytowanie autora „ukraińskiego Mein Kampf”, czyli „Nacjonalizmu” Doncowa przez prezydenta Petra Poroszenkę, liczne stanowiska w rękach zwolenników sprawców banderowskich zbrodni, lub ich bezpośrednich potomków, krytyka filmu „Wołyń” przez jednego z czołowych ukraińskich literatów Jurija Andruchowycza (pomimo, iż go nie oglądał) pod tytułem „Poj….e pojednanie”, powiedzenie przez kolejnego czołowego literata Tarasa Prochaśkę, iż zbrodnia na polskiej ludności cywilnej była „państwowotwórczą” koniecznością, nazwanie tej samej zbrodni przez nagradzaną w Polsce ukraińską literatkę Oksanę Zabużko „wielkim świniobiciem” (To sama góra intelektualistów, znów nie ma tu żartów) – temu nie wystarczą palone książki i represje na księżach. (...)

Stolica Apostolska nie zareagowała na razie w sposób skuteczny. Wydaje się, że zbanderyzowany kościół greckokatolicki może – jeśli nie stosować na Watykan naciski – „jak nie spełnicie naszych żądań to dokonamy secesji” – to przynajmniej je sugerować. Jednak dla swej czystości Watykan nie może pozwolić na rozkwitanie nazizmu na swojej wschodniej flance i musi brać pod uwagę, iż to jemu samemu ostatecznie zaszkodzi. Dość dobitnie i jaskrawo pokazuje się tutaj również jedna kwestia. Zarówno ukraińscy nacjonaliści, jak i ich poplecznicy w Polsce, którzy świętym Janem Pawłem II, przy każdej najmniejszej okazji wycierają sobie gębę – atakują błogosławionego, którego do tej godności wyniósł. Zabawne, doprawdy zabawne, lecz w swej istocie jednak tragiczne, czego tylko dowodzi cytowany przez nas, przetłumaczony z ukraińskiego, a wyważony list ks. Ihora Pełechatyja.

Cały artykuł możesz przeczytać na stronie: http://prawy.pl/41418-katolicki-ksiadz-poddany-represjom-jak-za-komuny/

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1526420

Kiedy zaczynamy dłużej zgłębiać przebieg mordów UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej trudno nie dostrzec w nich przerażającego diabelskiego rytuału. Nie da się go wyjaśnić tylko polityką, czy okrucieństwem wojny. Wiele wskazuje, że źródła tamtych wydarzeń tkwią znacznie głębiej, także w sferze demonicznej.

O teorii zbiorowego opętania sprawców banderowskiego ludobójstwa słyszałem po raz pierwszy od ks. prof. Józefa Mareckiego. Zdziwiłem się, że jako katolik sam wcześniej o tym nie pomyślałem. Skąd bowiem takie okrucieństwo i wyrafinowanie w zadawaniu cierpienia?
Nie da się ich wyjaśnić jedynie celami politycznymi, chęcią zastraszenia, czy nawet udziałem w tej zbrodni wielu byłych członków Ukraińskiej Policji Pomocniczej, unurzanych wcześniej w żydowskiej krwi podczas Holokaustu na Wołyniu.

Polityczne przesłanki działań UPA podawane przez licznych badaczy w literaturze na ten temat są oczywiście prawdziwe, ale nie tłumaczą wszystkiego. Jak bowiem wyjaśnić, że tak masowo znęcano się nad bezbronnymi istotami torturując je przed śmiercią?

Takie „urozmaicenia” nie mogły wynikać z zimnej kalkulacji. Gdyby oprawcy tylko nią się kierowali, nie traciliby na to czasu. Nie w takiej skali. Osobiste porachunki? Zadawniona sąsiedzka wrogość? Może w niewielkiej części przypadków. A co z pozostałymi? Jak wyjaśnić święcenie toporów i innych narzędzi zbrodni przez księży grekokatolickich, które – choć nie było stałym rytuałem – to jednak było częste?

W poszukiwaniu zalążków antychrześcijańskiego podłoża Rzezi Wołyńskiej natrafiłem niedawno na relację Krystyny Zielkiewicz, z domu Żelazik, z dawnej osady wojskowej Niweck w gminie Dąbrowica w powiecie Sarny. Opowiada ona o przedwojennej walce polskiego KOP-u z sowieckimi dywersantami na Kresach. W jej wspomnieniach pojawia się jednak zaskakujący wątek:
Z czasem bandy dywersyjne przestały nękać przygraniczną ludność. Zaczęła się innego rodzaju penetracja. Zaczęły powstawać grupy religijne, gdzie jacyś podejrzani osobnicy pojawiali się i urządzali spirytystyczne seanse, z cudami poruszających się obrazów itp. Zaczęto obserwować te zjawiska.

Gdy już była zwerbowana (przez sektę – red.) odpowiednia ilość osób, zakupiono tereny. W tym czasie państwo rozpoczęło sprzedaż ziemi małorolnym chłopom. Na zakupionych gruntach pobudowano baraki i uczestnicy sekty zaczęli przenosić swe rodziny na nowy teren. Często chłopi, członkowie sekty, sprzedawali swe grunta i pieniądze przeznaczali na nowo nabyty teren.

calosc :

http://reporters.pl/1201/mysterium-iniquitatis-czyli-rzez-wolynska-jako-...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1526547