Na Wołyniu śpiewali chyba wszyscy

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Kultura

Właściwie każde święta w Swojczowie miały b. radosny i naprawdę szczególny charakter. A w naszym domu najmilej wspominam Święta Bożego Narodzenia bowiem tatuś przynosił z lasu dużą choinkę, która mocno pachniała świeżym lasem. I chociaż nie mieliśmy kolorowych bombek, to radości było co nie miara, przy strojeniu drzewka. Robiliśmy bowiem różne ozdoby z kolorowego papieru oraz wieszaliśmy dużo różnych ciastek.

W mojej rodzinie była przepiękna tradycja śpiewania wspólnie kolęd przy choince. Tatuś Jan Rusiecki wieczorami wyciągał kantyczkę i zaczynał pięknie śpiewać. Śpiewaliśmy z nim wszyscy, mamusia Zofia, ja i moje siostry, nawet nasi goście chętnie z nami siadali i wspólnie śpiewaliśmy. Lubiliśmy kolędować, podobnież wszyscy nasi sąsiedzi z Teresina, nasi parafianie i cały chyba Wołyń. Tradycją były także wizyty kolędników z gwiazdą i szopką po domach. Nas najbardziej cieszyły przebrania kolędników, były takie różne i fikuśne. Ja pamiętam janioła z takimi dużymi skrzydłami, diabła z b. długim ogonem, a na końcu jeszcze zakrzywionym, króla co chodził w ornacie i śmierć, co to dzierżyła kosę. To byli zwykle chłopcy z naszej kolonii, przeważnie Mieczysław Zieliński i Tadeusz Kasperski. Nawet nasz tatuś Jan miał swoją dużą szopkę, a w niej św. Rodzinę, Pastuszków i Trzech Króli. Stawiał ją na wóz i podjeżdżał pod domy i razem z innymi niósł szopę pod dom gospodarza, a jak było miejsce, to i do domu, a potem śpiewali gromko kolędy, aż się chaty trzęsły. Ja sama nigdy nie chodziłam kolędować, gdyż było przyjęte, że kolędują wyłącznie mężczyźni.

Na Wołyniu śpiewali chyba wszyscy i przy każdej możliwej okazji, a śpiewali przy tym pięknie i z sercem, taki to był po prostu śpiewny, wołyński naród. Śpiewano wdzięcznie na Teresinie i kochano śpiewać u Rochów na Zastawiu w Kohylnie. Do nas na Teresin najczęściej przychodziła Zosia Roch ze swoją mamą Amelią Roch z d. Gronowicz, zatrzymywały się na przeciw naszego domu, u bratowej Heleny Rusieckiej z d. Roch. I Helenka i Zosia pięknie potrafiły śpiewać, lubiłam i ja z nimi śpiewać, choć nie miałam tak ładnego głosu jak one miały. Ulubione piosenki Zosi to: „Podolanka”, „W sadzie liście padają” i „Przez Kohylno wieś”. [fragment wspomnień Adeli Roch z d. Rusiecka z kolonii Teresin na Wołyniu]

 

Podolanka

 

Na Podolu leży kamień, Podolanka siedzi na nim

Przyszedł do niej Podoleniec, daj mi droga, daj mi wieniec.

Ja bym Tobie wieniec dała, żebym brata się nie bała.

Utruj. Utruj brata swego, będziesz miała mnie młodego

Jak ja nie wiem kiedy umrę, tak ja nie wiem, co mam bratu dać.

           

Idź do sadu wiśniowego, znaleźć węża zjadliwego

Pokraj jego na drobniuśko i ugotuj na słodziuśko

Gdy przyjdzie brat z Myślina, podaj siostro bratu wina

A brat pije z konia leci, siostro, siostro dbaj o moje dzieci.

Gdybym ja o dzieci dbała, to bym trutki nie dawała.

 

Pisze liścik do miłego, już utrułam brata swego

I miły jej odpisuje:

Jak utrułaś brata swego, to utrujesz mnie miłego.

 

           

Przez Kohylno wieś

 

Przez Kohylno wieś jest ścieżeczka jest

Wydeptała ją Kasieńka, jak nosiła jeść

Jak jeść nosiła, to Boga prosiła

Dopomóż mi mocny Boże, bym Twoją była.             X2

 

Kiedy lata przyszły chłopca poznała

Tak się dziewcze zakochała, że serce mu dała.

On zazdrosny był i tego nie krył

Rzucił Kasię swe kochanie, w swoim świecie żył.

 

Chodzi i puka, swego szczęścia szuka

Kiedy już je spotkać może z oczu płynie łza

Bo mu Kasia w sercu z miłością została

I to szczęście, niepojęte na czas zatrzymała.

 

Tak skruszony rzekł, co ja robić mam?

Wrócę ja do swej dzieweczki i jej radość dam.

Wrócił chłopiec blady do kochanej stóp

Proszę Kasiu weź różyczkę i coś ze mną zrób.

 

Gdy miłego widzi serce jej się kraje

Ale jemu zbiedzonemu, poznać się nie daje

I tak rzecze srodze, ku jego przestrodze

Zraniłeś mi serce draniu, to i teraz odejdź.

 

Ty będziesz moja, a ja będę Twój

Tylko proszę Cię Kasieńko z innymi nie stój

A ja będę stała i rozmawiała

Bo od Ciebie mój Jasieńku słówka nie miałam.

 

I Jaś chodził do stóp Królowej, w Swojczowie

I tam Boga prosił, za dziewczyny duszę

Tam klęczał i tam wołał

Daj mi proszę Matko Kasię, niech moją zostanie.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)