Chciałoby się wykrzyczeć za Syrachem, że oto koroną mądrości – bojaźń Pańska

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Świat

 

Abp Angelo Becciu jest jednym z najbardziej zaufanych współpracowników papieża Franciszka. 10 maja 2011 r. objął stanowisko Substytuta do Spraw Ogólnych w Sekretariacie Stanu. W ostatnich dniach dość ostro potępił słowa, które padły na antenie włoskiego Radia Maryja, w którym na gorąco odniesiono się do niedawnego trzęsienia ziemi w środkowej części Włoch. Trzęsienie ziemi miałoby być jakoby „karą boską” za przyjęcie przez parlament ustawy o związkach partnerskich osób tej samej płci. W ocenie abp Angelo Becciu: „To wypowiedź obraźliwa i skandaliczna”. W jego poznaniu, tego typu stwierdzenia pochodzą z: „Okresu przedchrześcijańskiego i nie są zgodne z teologią Kościoła, ponieważ są sprzeczne z wizją Boga przedstawioną przez Chrystusa”. Na uzasadnienie swoich słów podkreślił, że w wizji tej Bóg nie jest: „kapryśny i mściwy”. Aby nie było żadnych wątpliwości wizję Boga wynikającą ze słów, jakie padły na antenie Radia Maryja, nazwał: „pogańską, a nie chrześcijańską”.

No cóż w kontekście powyższych słów, mogę mówić za samego siebie. Naturalnie moje myśli nie są myślami Boga i moje drogi nie są drogami Bożymi, choć naturalnie b. bym chciał, by tak właśnie było, bo przecież po to właśnie praktykuję wiarę. Po temu nie mi osądzać, czy to była Boża kara, czy też może nie była to kara Boża! Jedno jest pewne, że Boża Opatrzność to nieszczęście dopuściła i wciąż tam dopuszcza. Wiadomo także dość powszechnie wśród chrześcijan, że nic na tym świecie nie dzieje się, bez Bożego przyzwolenia. Zatem jest świętą prawdą wiary naszej, że skoro Bóg dopuszcza to cierpienie, to dlatego by z niego wyprowadzić jeszcze większe dobro. Dziś Ci nasi Bracia i Siostry cierpią, ale w tym Ich cierpieniu Bóg na powrót, ukazuje nam wszystkim kruchość ludzkiego przemijania, to także kolejna szansa, by ludzkość obudziła się w czas ze swojego grzesznego letargu, w którym jednak niejednokrotnie trwa.

Skoro jednak w ustach wierzących Włochów, znów pojawiło się żywe odniesienie do trudnego i gorszącego problemu, legalizowania tego grzesznego stylu życia, jakim jest czynny homoseksualizm. Najgorszą rzeczą jaką możnaby teraz uczynić, to tchórzliwie schować głowę w piasek, lub zamieść problem pod dywan i jeszcze bezczelnie spytać świadków zdarzenia, czy coś się stało może niedobrego? Otóż Chrystus Pan nie przekreślił wcale słów Starego Testamentu o losie mieszkańców Sodomy i Gomory, ale je potwierdził słowami Ewangelii św. Mateusza: „Wtedy począł czynić wyrzuty miastom, w których dokonało się najwięcej Jego cudów, że się nie nawróciły. ‘Biada tobie, Korozain! Biada tobie Betsaido! (...) A ty Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, przetrwałaby aż do dnia dzisiejszego. Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie.”.

Za czasów Abrahama i Lota dwa miasta Sodoma i Gomora, zostały doszczętnie spalone deszczem siarki i ognia z nieba, za to że ich mieszkańcy wiedli bezbożne życie. Oto odpowiedni cytat: „Potem rzekł Pan: Wielki rozlega się krzyk przeciwko Sodomie i Gomorze, że grzech ich jest bardzo ciężki. Zstąpię więc i zobaczę, czy postępowali we wszystkim tak, jak głosi krzyk, który doszedł do mnie, czy nie, muszę to wiedzieć!”. (1Mojż. 18:20-21)

W wyniku Bożej kary wszyscy bezbożni mieszkańcy obu miast zginęli. Jedynie sprawiedliwy Lot, trapiący się w dzień i w nocy złym postępowaniem ludzi, został przez Pana uratowany wraz z jego dziećmi. W Sodomie (i w Gomorze zapewne też) grzech homoseksualizmu był na porządku dziennym i to powszechnie, traktowany właściwie jako normalność. Oto stosowny cytat: „Zanim się położyli, mieszkańcy miasta, mężowie Sodomy, od najmłodszego do najstarszego, otoczyli dom, cała ludność z najdalszych stron, wywołali Lota i rzekli do niego: Gdzie są ci mężowie, którzy przyszli do ciebie tej nocy? Wyprowadź ich do nas, abyśmy z nimi poigrali.”. (1 Mojż. 19:4-5)

            No a potem stało się to, co się stało!

Tymczasem watykański dostojnik abp Becciu, dodał jeszcze przy tym stanowczo: „Kto przywołuje karę Bożą przed mikrofonami Radia Maryja, obraża samo imię Matki Bożej, którą wierzący postrzegają jako miłosierną matkę, pochylającą się nad swymi płaczącymi dziećmi i ocierającą ich łzy, zwłaszcza w straszliwych momentach, jak trzęsienie ziemi”. A tu w samym Magnificat, rozradowana Maryja wyśpiewuje w Duchu Świętym: „(...) a święte jest Jego imię i miłosierdzie Jego z pokoleń na pokolenia dla tych, co się Go boją. On przejawia moc ramienia swego, rozprasza pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych syci dobrami, a bogaczy odprawia z niczym. (...)”. Chciałoby się wykrzyczeć abp Becciu, że przecież te słowa Maryi są aż nadto klarowne i to dla każdego, prostego zjadacza chleba!

 

O samych trzęsieniach ziemi

Pierwsze znaczące trzęsienie ziemi w tym roku w środkowych Włoszech, miało miejsce 24 sierpnia i miało siłę 6.2 w skali Richtera. Trzęsienie ziemi nastąpiło całkowicie niespodziewanie i w samym środku nocy o godz. 3.36. W jego wyniku zawaliło się wiele domów, a pod gruzami zginęło ponad 300 osób, zaskoczonych w śnie. Regiony najbardziej dotknięte kataklizmem to Umbria, Lacjum i Marche. Najpoważniejsze zniszczenia odnotowano wtedy w miejscowościach: Accumoli, Amatrice, Posta i Arquata del Tronto. Od tamtej pory ziemia trzęsie się tam niemal nieustannie.

Bardzo silne, kolejne trzy wstrząsy, miały miejsce w środę 26 października. Według danych włoskich służb wstrząsy, które zaczęły się o godz. 19, potem 21 i około północy, miały magnitudę 5.4 oraz 4.6 w skali Richtera. Tysiące Włochów tę straszną noc spędziło pod gołym niebem, obawiając się wstrząsów wtórnych. Łącznie odnotowano ich tym razem tylko 60! Do największych zniszczeń doszło w rejonie Maceraty, w miejscowościach: Ussita, Visso i Camerino. Burmistrz miasta Ussita stwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że jego miasteczko już nie istnieje.

Kolejny, najsilniejszy wstrząs od 36 lat, miał miejsce w niedzielę 30 października i miał siłę 6.5 w skali Richtera, a to znaczy oczywiście że był b. niszczący. Epicentrum wstrząsów znajdowało się między Nursją, a miasteczkami Presci, Visso i Castel Sant’Angelo sul Nera. W Nursji zniszczona została historyczna bazylika św. Benedykta, Patrona Europy. Po tym najpoważniejszym wstrząsie, było jeszcze kilka innych również b. mocnych wstrząsów wtórnych, wszystkie razem dokonały znacznych zniszczeń w dziesiątkach miast i miescowości. Do tego dochodzi ponad 700 wstrząsów wtórnych! Niektóre osady zostały niemal zrównane z ziemią. Inspekcje ukazują ogromną skalę zniszczeń, a ponad 40 tys. ludzi pozostaje bez dachu nad głową.

 

Za dobre czyny wynagradza a za złe karze

W rachunku sumienia dla dorosłych, z którego korzystam od wielu lat przed Samkramentem Pojednania (Imprimatur Ks. Bp dr Damiana Zimonia, Ordynariusza Katowickiego, Katowice, dnia 5 lutego 1988 r.), czytam i taki dział: grzechy przeciw Duchowi Świętemu. Jest zatem sześć rodzajów, tych b. niebezpiecznych grzechów! Ktokolwiek lekceważy te grzechy, nie może się nigdy dobrze wyspowiadać. Trzeba więc najpierw te grzechy przeciw Duchowi Świętemu starannie poznać, codziennie nad nimi czuwać i do końca swojego życia wykluczyć.

Zatem spośród sześciu rodzajów tych grzechów w tym wpisie, chcę przytoczyć dwa rodzaje, a pochylić się, skupić na jednym z nich, znaczy na tym drugim. Ten pierwszy to: grzeszyć zuchwale w nadziei miłosierdzia Bożego. W przełożeniu na język potoczny: ktokolwiek z pełną świadomością planuje popełnić grzech ciężki, licząc na przebaczenie w Sakramencie Pokuty, popełnia grzech przeciw Duchowi Świętemu. Jest to materia wielka, znaczy że grzech jest ciężki!

Ten drugi to: jakiejś prawdzie chrześcijańskiej sprzeciwiać się, dla przykładu tej, że Bóg jest sędzią spawiedliwym, który za dobre czyny wynagradza, a za złe karze. Sprzeciwianie się tej prawdzie jest również materią wielką, znaczy grzechem ciężkim! I właśnie na tym chciałem się w tym powyższym rozważaniu skupić. Dla jasności dodam jeszcze, że następny dział tej książeczki, traktuje z kolei o grzechach wołających o pomstę do nieba. Jest oto mainowicie cztery rodzaje takich grzechów: umyślne zabójstwo, uciskanie ubogich, wdów i sierot, zatrzymywanie zapłaty pcownikom oraz grzech sodomski i gomorejski, czyli grzechy nieczyste przeciw naturze, jak właśnie choćby czynny, w znaczeniu praktykowany homoseksualizm.

A tak już zupełnie na koniec, to nasi przodkowie, choć byli to ludzie prości i ubodzy, ale jednak swoje wiedzieli i ludową mądrość, też mieli i tak sobie pokornie mawiali: „Jak Pan Bóg chce kogoś pokarać, to mu rozum odbierze”.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:7)

Komentarze

Może przyjdzie czas, że tak jak tamci benedyktyni modlili się na gruzach bazyliki w Nursji, tak my, chrześcijanie, będziemy się modlić się na gruzach bazyliki św. Piotra w Rzymie – powiedział 25 listopada 2016 r. ojciec Leon Knabit OSB.

 Znany kaznodzieja podczas konferencji wygłoszonej w katowickiej katedrze nawiązał do czwartkowego czytania Ewangelii, mówiącego o spustoszeniu Jerozolimy (Łk 21,20-28). Odnosząc się do znaków czasu rozważał, czy ostatnie tragiczne wydarzenia i kataklizmy świadczą o nadejściu czasów ostatecznych. Mówił: „Jako benedyktyn zwróciłem uwagę na jedną rzecz. Otóż, w czasie wszystkich wcześniejszych klęsk, jakie nawiedziły świat, a zwłaszcza Europę, jedna świątynia cały czas trwała. To bazylika św. Benedykta w Nursji, niedaleko Rzymu. Ten święty jest patronem Europy, życia monastycznego i odrodzenia religijności. Od VI wieku aż po czasy współczesne. A w tym roku bazylika się zawaliła. Została tylko fasada, a za nią tylko kupa gruzu. Ocalała figura św. Benedykta, która stoi na placu w centrum miasta. Niektórzy mówią, że to jakiś znak, że nasza kultura chrześcijańska się wali. Że już się zawaliła....”.

I dodał b. znacząco: „A może przyjdzie czas, że tak jak tamci benedyktyni modlili się na gruzach bazyliki w Nursji, tak my, chrześcijanie, będziemy się modlić się na gruzach bazyliki św. Piotra w Rzymie? Niewykluczone. Wiele świątyń, bazylik w Rzymie zostało naruszonych, nawet św. Pawła za Murami.” .

Cały artykuł możesz przeczytać na stronie: http://www.pch24.pl/ojciec-leon-knabit--bedziemy-sie-modlic-na-gruzach-bazyliki-swietego-piotra-,47655,i.html#ixzz4RD47ZA7g

Antybiotyk na gangrenę Kościoła?

O. Leonie Knabit OSB wielkie dzięki za odwagę stwierdzenia faktów, że bazylika św. Benedykta w Nursji, leży w gruzach, ale to już wiemy. Niech O. Leon powie dlaczego Europa leży w gruzach, bo zepsucie?! To też wiemy, lecz wiemy takze b. dobrze, że ryba psuje się od glowy. Czyż lekarstwem na to zepsucie ma być O. Leonie podawanie Eucharystii ludziom świadomie i dobrowolnie żyjącym w ciężkim grzechu? Niech Bóg broni przed takim antybiotykiem na gangrenę Kościoła.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1526646

Z okazji zbliżających się Świąt Narodzenia Pańskiego, ordynariusz warszawsko-praski spotkał się z wyższymi przełożonymi żeńskich i męskich wspólnot zakonnych i instytutów życia konsekrowanego w diecezji. Z tej okazji abp Henryk Hoser, zwracając się do osób konsekrowanych, powiedział: „Wobec rosnącej apostazji macie być czytelnymi świadkami Chrystusa i Jego miłości.”.

W homilii abp Hoser podkreślił, że człowiek został powołany do przekazywania życia oraz zwrócił uwagę na wymiar misyjny życia konsekrowanego. Mówił: „Spoczywający na nas obowiązek apostolstwa, a więc ewangelizacji, staje się dziś niezwykle pilny. Jesteśmy bowiem odpowiedzialni za innych, za tych wszystkich, którzy wybierają życie z daleka od Boga, którzy odchodzą rezygnując ze swojego powołania, ze swoich zobowiązań chrzcielnych, a więc przynależności do Kościoła, za tych którzy giną.”.

Przestrzegł również osoby konsekrowane przed sprowadzaniem Kościoła jedynie do instytucji, w której panują ludzkie błędy i słabości, zapominając, że jest w nim Boże tchnienie, a więc Duch Święty, który nieustannie działa i uświęca go. Ostrzegł też: „Duch życia radami ewangelicznymi nie ma nic wspólnego z życiem według własnych pomysłów, życiem człowieka w miękkie szaty ubranego, a więc z komfortem czy autoafirmacją.”.

Cały artykuł na stronie: http://www.pch24.pl/abp-hoser-do-osob-konsekrowanych--macie-byc-czytelnymi-swiadkami-chrystusa,48086,i.html#ixzz4SwkqLzIz

 

Pisałem zatem na gorąco w komentarzu:

Szczęść Boże. Wszystko pięknie i b. powabnie abp Henryku Hoser, a czy mogłbyś tak z łaski swojej odnieść się do „Dubia” to znaczy wątpliwości czterech kardynałów? Proszę o to bowiem w Kościele toczy się ożywiona dyskusja na ten temat obecnie. Byłoby wielkim okazaniem miłości ze strony Twojej abp Hoser, gdybyś tak zechciał uchylić nam swojej mądrości na ten temat. Wszak miłość i odpowiedzialność nauczał nas wszystkich św. Jan Paweł II. Proszę zatem Pasterzu warszawsko - praski byś jeśli to możliwe wypowiedział się i w tej b. ważnej dla Kościoła i naszego narodu sprawie. Jeśli już to uczyniłeś mam nadzieję, że dobrzy ludzie mi to wskażą. Z Panem Bogiem

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1527986

W Neapolu nie zdarzył się cud św. Januarego. Włosi przyjmują to za zły znak. Cud krwi świętego Januarego – patronu Neapolu – polegający na przemianie zakrzepniętej krwi świętego w postać ciekłą, zdarza się trzy razy w roku: w sobotę poprzedzającą pierwszą niedzielę maja, 19 września (dzień jego męczeństwa) oraz w dniu 16 grudnia (w rocznicę wybuchu Wezuwiusza). W 1631 r. lawa z wydostającego się wulkanu zatrzymała się u stóp Neapolu, co uznaje się za jeden z najbardziej niezwykłych cudów, jaki dokonał się za wstawiennictwem świętego Januarego. W tym roku jednak cud się nie zdarzył.

W ostatni piątek – jak zwykle w rocznicę cudu – rozpoczęły się tradycyjnie uroczystości w Kaplicy Królewskiej w katedrze w Neapolu. Podczas Mszy świętej krew w fiolce wydawała się być nieco zmieniona. Opat kaplicy, prałat Vincenzo De Gregorio był przekonany, że dojdzie do przemiany zakrzepniętej krwi w postać płynną. Po raz pierwszy cud ten został udokumentowany w 1389 roku, chociaż zjawisko to zachodziło znacznie wcześniej.

Opat zwrócił się do wiernych, aby pomodlili się w ciszy, przypominając, że w grudniu 2015 r upłynnianie miało miejsce między godz. 17.00 a 19.15. Przed zakończeniem uroczystości uspokajał wiernych: „Nie powinniśmy myśleć o tragedii i nieszczęściu. Jesteśmy ludźmi wiary i musimy dalej się modlić”. Słowa wypowiedziane przez duchownego miały uspokoić mieszkańców Neapolu, którzy – na podstawie doświadczeń z przeszłości - są przekonani, że jak się cud nie zdarzy, to zapowiada to jakieś nieszczęście.

Do przemiany zakrzepniętej krwi w ciekłą nie doszło w 1980 r. - wtedy to miało miejsce potężne trzęsienie ziemi na południu Włoch; w 1973, gdy mieszkańcy Neapolu zmagali się z epidemią cholery; w 1939 r., gdy wybuchła II wojna światowa; w 1940 r., gdy Włochy przystąpiły do wojny; w 1943, gdy Italia została zajęta przez Niemców. W nieco bardziej odległej przeszłości brak cudu zbiegał się z wybuchem prześladowań religijnych, erupcją Wezuwiusza, trzęsieniami ziemi, rewolucjami, wojnami i śmiercią królów, arcybiskupów oraz papieży.

Rzadko zdarzało się upłynnienie krwi św. Januarego poza trzema tradycyjnymi datami. Jednym z wyjątków był rok 1799, to jest po zdobyciu Neapolu przez wojska Napoleona i ustanowieniu Republiki Partenopejskiej. Niedawno krew uległa częściowemu tylko skropleniu w obecności papieża Franciszka, podczas jego wizyty w Neapolu w marcu 2015 r.

Cały artykuł jest dostępny na stronie: http://www.pch24.pl/w-neapolu-nie-zdarzyl-sie-cud-sw--januarego--wlosi-przyjmuja-to-za-zly-znak-,48161,i.html#ixzz4TK1G4p5r

 

Pisałem na gorąco w komentarzach:

Czasy sa okropne! Rozwija się demoniczna ideologia gender! Najwyższy czas powiedzieć wszędzie, także w Polsce i we Włoszech stanowcze NIE szatańskiej ideologii gender.

I dalej pisałem:

Trudno sie dziwić ludziom, że się boją, zobaczcie jak szybko rozwija się na świecie demoniczna ideologia gender! To naprawdę nie są żarty!

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1528410

Kardynał Dominik Duka z Pragi, stolicy Czech: „W ostatnich kilku latach świat się budzi i zaczyna odrzucać mainstreamowe ideologie. Nie zawsze się to udaje, nie zawsze jest to rozważne, ale w tym kierunku trzeba prowadzić młodych ludzi.”.

 Prymas Czech zauważył, że w naszym świecie mamy do czynienia nie tylko z migracją ludzi, ale również i ideologii, mówił: „Żyjemy w świecie, który odrzucił racjonalność i odpowiedzialność, a w pewnej mierze odrzuca też wolność. Popatrzmy, jak często mówi się o potrzebie wielkich przywódców i rządów silnej ręki. Przypomnijmy sobie Jana Pawła II.”. I dodał znacząco, wskazując lekarstwo: „Jestem przekonany, że największym dziedzictwem, jakie nam zostawił, jest encyklika ‘Fides et ratio’”.

Po czym kard. Dominik Duka pięknie rozwinął:. „Chrześcijaństwo musi ukazywać młodym integralną prawdę o człowieku. Ewangelii nie da się zredukować do pewnych zadań i obowiązków, do dobrych rad. Myślę, że to jest największa pokusa współczesnego Kościoła: przekonwertować całe nauczanie Kościoła do komiksu i krótkich tweetów. To nie jest droga do nieba, ale do piekła. Tak rodzą się ideologie. Przypomnijmy sobie slogany Adolfa Hitlera, czy komunistycznego reżimu u nas. Strzeżmy się tej drogi. Komiksy owszem, były zawsze i są też obrazkowe Biblie, bo człowiek potrzebuje obrazu, ale nie można być chrześcijaninem, nie będąc istotą rozumną, która jest w stanie żyć z innymi i dla innych.”. (Źródło: KAI/RV RoM)

Cały artykuł jest dostępny na stronie: http://www.pch24.pl/kard--duka--zyjemy-w-swiecie--ktory-odrzucil-racjonalnosc-i-odpowiedzialnosc,48949,i.html#ixzz4WeqbP1DX

 

Pisałem zatem na gorąco w komentarzu:

Dobre i potrzebne świadectwo kard. Dominika Duka z Pragi z Czech. Dziś szczególnie jest potrzebna w Kościele encyklika: „Fides et ratio”!

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1531259

Poniższy tekst stanowi początkowy rozdział książki „Spustoszona Winnica” Dietricha von Hildebranda, opublikowanej po raz pierwszy w 1973 roku. Polonia Chrystiana: „Publikujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa „Fronda”, które wydało to dzieło w Polsce w roku 2013.”. A zatem:

 

Jedną z najbardziej przerażających chorób, które dziś szerzą się w Kościele, jest letarg strażników wiary. Nie mam tu na myśli owych biskupów – członków piątej kolumny, którzy niszczą Kościół od środka lub chcą go przekształcić w coś całkiem innego, co równa się zniszczeniu prawdziwego Kościoła. Mam na myśli o wiele liczniejszych biskupów, którzy nie mają takich intencji, a jednak – gdy idzie o interwencje przeciwko heretyckim teologom i księżom lub przeciwko bluźnierczemu deformowaniu kultur – nie czynią żadnego użytku ze swego autorytetu.

Albo zamykają oczy i próbują ignorować ciężkie niedomagania oraz obowiązek podejmowania interwencji, prowadząc strusią politykę. Albo też boją się, iż zaatakuje ich prasa oraz środki masowego przekazu i okrzyczy mianem ludzi reakcyjnych, małodusznych, średniowiecznych. Boją się bardziej ludzi niż Boga. Do nich odnoszą się słowa św. Jana Bosko: Potęga ludzi złych żywi się tchórzostwem dobrych. Oczywiście, letarg ludzi zajmujących pozycje autorytatywne jest szeroko zakorzenioną chorobą naszych czasów, także poza Kościołem.

Wykrywa się ją wśród rodziców, rektorów uniwersytetów, w college’ach i niezliczonych innych organizacjach, a także wśród sędziów, przywódców państw i innych. Ale fakt, że ta choroba wdarła się także do Kościoła, jest jednym ze strasznych objawów zastąpienia walki przeciwko duchowi świata pod hasłem aggiornamento – uległością wobec ducha czasów. Jeśli weźmie się pod uwagę letarg tak licznych biskupów i przełożonych zakonnych, którzy sami są jeszcze ortodoksyjni, ale nie mają odwagi interweniować przeciwko występującym w ich diecezjach i zakonach najjaskrawszym herezjom i wszelkiego rodzaju nadużyciom, nasuwa się myśl o najmicie, który pozostawia swą trzodę wilkom. Szczególnie oburzające jest, że niektórzy biskupi okazujący obojętność wobec heretyków, zajmują rygorystycznie autorytatywną postawę wobec wiernych, walczących o ortodoksję – czyniących to, co oni sami czynić powinni.

Miałem okazję przeczytać list, pochodzący z bardzo wysokiego szczebla, skierowany do pewnej grupy, która bohatersko opowiada się za prawdziwą wiarą, za czystą, niezafałszowaną nauką Kościoła i za papiestwem, a przeciwko heretykom. Grupa ta przezwyciężyła więc tchórzostwo ludzi dobrych, o którym mówił św. Jan Bosko i powinna być dla biskupów największą radością. Było tam napisane: jako dobrzy katolicy nie macie żadnego innego zadania, jak posłuszne przestrzeganie wszelkich zarządzeń swego biskupa.

Takie pojmowanie roli dobrego katolika szczególnie zaskakuje w czasie, gdy ciągle podkreśla się dojrzałość współczesnego świeckiego. Jednak również ono jest całkiem błędne, gdyż to, co właściwe w czasach gdy w Kościele nie ma herezji, a co nie spotyka się z natychmiastowym potępieniem Rzymu, nie odnosi się do dane go przypadku i byłoby nieodpowiedzialne w czasach, w których herezje bezkarnie szerzą się w Kościele. A są nimi dotknięci także biskupi i nie są za to odwoływani. Czyż w czasach arianizmu, kiedy to większość biskupów była arianami, wierni, zamiast walczyć przeciwko herezji, powinni byli ograniczać się do grzecznego i posłusznego wypełniania zarządzeń biskupów? Czyż wierność prawdziwej nauce Kościoła nie jest rzeczą nadrzędną wobec posłuszeństwa biskupowi? Czyż nie jest właśnie rzeczą słuszną na gruncie posłuszeństwa wobec treści wiary przyjętych od urzędu nauczycielskiego Kościoła, gdy prawdziwi wierni zaczynają się bronić? Czy oczekuje się od wiernego, by nie zwracał uwagi, gdy w kazaniach głoszone będą rzeczy zupełnie nie do pogodzenia z nauczaniem Kościoła – podczas gdy pozwala się na działalność nauczycielską teologów, twierdzących, że Kościół musi zaakceptować pluralizm, albo że nie ma życia po śmierci; gdy zaprzecza się, iż promiskuityzm jest grzechem, ba, toleruje się nawet jawną niemoralność, co ujawnia żałosną miarę niezrozumienia dla pierwotnie chrześcijańskiej cnoty czystości?

Toleruje się gadanie heretyków – kapłanów i świeckich, w milczeniu ulega się zatruwaniu wiernych, ale ludziom niezłomnym, opowiadającym się za ortodoksją (a powinna ona radować serca biskupów, być ich pociechą, umocnieniem dla prze zwyciężenia ich własnego letargu), chce się zamknąć usta, traktuje się ich jak siewców niepokoju, a gdy w swej gorliwości stracą umiar lub pozwolą sobie na przesadę – karani są nawet suspensą. Ukazuje to również wyraźnie tchórzostwo, kryjące się za nie korzystaniem z posiadanego autorytetu. Ortodoksów nie trzeba się bać. Nie dysponują mediami, prasą, nie są przedstawicielami opinii publicznej. A z powodu swej uległości wobec kościelnych autorytetów bojownicy o ortodoksję nigdy nie będą aż tak agresywni, jak tak zwani postępowcy. Gdy się ich gani i każe, nie ryzykuje się tego, iż zostanie się zaatakowanym przez liberalną prasę i że będzie się okrzyczanym mianem reakcjonisty.

Niekorzystanie z ustanowionego przez Boga autorytetu jest praktycznie bodaj najpoważniejszym w skutkach błędem współczesnego Kościoła. Albowiem przez to choroby, otwarte herezje, a przede wszystkim podstępne pustoszenie winnicy Pana nie tylko nie zostaną powstrzymane, lecz pozwala się im przenikać zewsząd. Owo niekorzystanie ze świętego autorytetu dla obrony wiary prowadzi z konieczności do dezintegracji Kościoła.

Tutaj, jak w przypadku wszelkich niebezpieczeństw, ważne jest powiedzenie: principiis obsta (zasady stoją na przeszkodzie). Im dłużej daje się jakiemuś złu czas, by się rozwinęło, tym trudniej będzie je wykorzenić. Dotyczy to wychowania dzieci, życia państwowego i w sposób szczególny, życia moralnego jednostki. Ale dotyczy to w całkiem nowy sposób interwencji autorytetu Kościoła wobec wiernych. Jak powiedział Platon: Zrozum, ganienie rzeczy niedających się naprawić i w których zabrnęło się daleko w błędy, nie jest przyjemne, jakkolwiek niekiedy konieczne.

Nie ma nic bardziej błędnego od wyobrażenia, iż należy pozwolić się wyszumieć i cierpliwie odczekać, aż wszystko samo się uspokoi. Może to być słuszne w odniesieniu do dzieci w okresie dojrzewania. Ale gdy idzie o bonum commune (dobro wspólne), jest rzeczą całkiem fałszywą. A tym bardziej, gdy idzie o bonum commune Kościoła świętego – o potępienie herezji, które w przeciwnym razie zatrują niezliczone dusze, o bluźnierstwa w kulcie. Tutaj przypowieść o zbożu i plewach nie ma zastosowania.

 

Dietrich von Hildebrand

 

Cały artykuł jest dostępny na stronie: http://www.pch24.pl/letarg-straznikow,49018,i.html#ixzz4WuBNv8QL

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1531427

Żaden biskup łącznie z papieżem Franciszkiem nie może milczeć w przypadku łamania, gwałcenia, czy wręcz niszczenia VI przykazania Bożego!

Niesamowite! Gdy czytałem jednym tchem artykuł ze wstępu Dietricha von Hildebranda do książki: „Spustoszona Winnica”, to jest bez dwóch zdań miałem żywe wrażenie, że to wszystko dzieje się właśnie teraz. Dietrich von Hildebrand opublikował to 44 lata temu, ale to jest aktualne jak nigdy dotąd chyba! Otóż jest obowiązkiem każdego katolika stawać w obronie świetości naszej wiary katolickiej. Jest to naturalnie pierwszym zadaniem biskupów i samego papieża Franciszka. Jeśli jednak papież nie broniłby przestrzegania VI przykazania Bożego, to automatycznie zapiera się wiary i Ewangelii Chrystusowej, po prostu przestaje być papieżem.

 

Komentarz ów jest także na stronie: http://www.pch24.pl/letarg-straznikow,49018,i.html#ixzz4WuBNv8QL

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1531428

Sprawa jest poważna a media milczą, oburza się słusznie Michał Polak publikując 7 marca 2017 na stronie prawy.pl . Otóż w pierwszych dniach marca 2017 r. ponad półtora miliona Peruwiańczyków demonstrowało w niedzielę przeciwko rządowym planom wprowadzenia pojęć z ideologii gender do edukacji dzieci począwszy od najmłodszego wieku.

O wycofanie odnośnego projektu ministerstwa oświaty apelowali już w styczniu b.r. biskupi Peru. Obecne manifestacje, które odbyły się w stołecznej Limie i wielu innych miastach, zorganizowano w ramach kampanii pod hasłem „ConMisHijosNoTeMetas” – „Nie wtrącaj się do moich dzieci”. Domaga się ona, aby prezydent Pedro Pablo Kuczynski oficjalnie ogłosił, że ideologia gender nie będzie wprowadzana.

Wśród uczestników było też kilku peruwiańskich parlamentarzystów oraz deputowana kolumbijska Ángela Hernández z Kolumbii. Stała tam ona w ub. r. na czele serii demonstracji przeciwko indoktrynowaniu dzieci ideologią gender. Masowe protesty zmusiły wówczas kolumbijską minister edukacji do ustąpienia.

Na manifestacji w stolicy Peru wystąpił ks. Luis Gaspar, kierujący tamtejszą archidiecezjalną Komisją ds. Rodziny i Życia. Podkreślił on, że prawo rodziców do wychowania własnych dzieci nie może podlegać żadnym negocjacjom. Zaprosił też uczestników demonstracji do udziału w Marszu na rzecz Życia, która obędzie się w Limie 25 marca. Uroczystość Zwiastowania Pańskiego obchodzona jest przez Kościół w szeregu krajów, w tym także w Polsce, jako Dzień Świętości Życia.

Wielu peruwiańskich manifestantów protestujących przeciwko ideologii gender ostro krytykowało media. Zwracali uwagę, że zazwyczaj zupełnie ignorują one albo przynajmniej minimalizują masowe demonstracje w obronie życia i rodziny. (Źródło: Radio Watykańskie)

Cały wpis jest dostępny na stronie:

http://prawy.pl/47161-takiej-manifestacji-chyba-jeszcze-nie-bylo-w-xxi-w...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1535076

Ręce precz od moich dzieci i od mojego rodzinnego domu. Precz i do diabła z demoniczną ideologią gender! Potępiam w Imię Jezusa Chrystusa, który stworzył mężczyznę i kobietę i który jest Alfą i Omegą, to znaczy nieomylny, potępiam ideologię gender!! Wzywam namiestnika Chrystusa tzn. papieża Franciszka, by zwyczajnie wypełniał swoje obowiązki, tak samo biskupów polskich, którzy spożywają nasz chleb, by zdecydowanie i otwarcie i b. stanowczo potępiali demoniczną ideologię gender. By Kościół stawał tym samym w obronie normalnego życia, do czego jest zobowiązany. Mam do tego niezbywalne, ludzkie, a w końcu i Boże prawo bowiem człowiek, który jest ostro zaatakowany, którego życie jest perfidnie niszczone, a nawet zagrożone, taki człowiek ma prawo a nawet obowiązek wzywać pomocy.

Owszem mam świadomość, że papież Franciszek wypowiadał się już publicznie, negatywnie o gender, ale obecnie absolutnie potrzebny jest już oficjalny dokument papieski, jasny i klarowny, taki jak encyklika, czy adhortacja, lecz tym razem w swym przekazie pewna i bezdyskusyjna, potępiająca zdecydowanie demoniczną ideologię gender. Z Panem Bogiem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1535077