Apodyktyczne osądy dostojników papieskich zdradzają irracjonalną postawę obnażają też kapitulację przed relatywizmem w doktrynie oraz w wierze i życiu

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Świat

Kryzys pod rządami papieża Franciszka narasta, a spory o doktrynę Kościoła powszechnego i jej właściwą interpretację, stają się coraz b. ostre! Nie milkną bowiem echa listu czterech kardynałów wyrażających wątpliwości odnośnie adhortacji Amoris Laetitia. Tym razem szeroko wypowiedział się bp Athanasius Schneider, biskup pomocniczy Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie, stolicy Kazachstanu. Zdecydowanie udzielając swojego poparcia kardynałom, porównuje ich do świętych wiernych nauczaniu Kościoła w czasie kryzysu ariańskiego. Jednocześnie w ostrych słowach krytykuje duchownych, potępiających owych czterech kardynałów. Przestrzega ich nawet odważnie przed wyrokiem na Sądzie Ostatecznym.

Sprawa jak widać jest poważna bowiem nie dotyczy drugorzędnych problemów, ale samej źrenicy nauczania Kościoła, a mianowicie dopuszczenia cudzołożników do Sakramentu Eucharystii. W tym zamieszaniu doktrynalnym rodzą się już nie tylko błędne, różne interpretacje papieskiego nauczania, ale powstaje widoczne zgorszenie u wiernych, tych maluczkich. I ja sam stawiam otwarcie pytania w komentarzach, czy w takim razie w czasach Jezusa Chrystusa, to podły cudzołożnik Herod Antypas, który wziął sobie za żonę Herodiadę, żonę swojego, wciąż żyjącego brata Filipa, czy to on miał rację, był godzien obcowania z Panem? Czy może św. Jan Chrzciciel, który go publicznie za ten czyn potępiał, odważnie wzywał do nawrócenia i w końcu właśnie za to położył głowę pod katowski topór? Bp Athanasius opublikował zatem 23 listopada 2016 r. czytelny list pt.: Proroczy głos Czterech Kardynałów świętego Kościoła rzymskokatolickiego”, w którym pisze:

 Kierując się “głęboką troską duszpasterską”, czterej kardynałowie Kościoła rzymskokatolickiego, Jego Eminencja Kardynał Joachim Meisner, emerytowany arcybiskup diecezji kolońskiej (Niemcy), Jego Eminencja Kardynał Carlo Caffara, emerytowany arcybiskup diecezji bolońskiej (Włochy), Jego Eminencja Kardynał Raymond Leo Burke, Patron Suwerennego Rycerskiego Zakonu Kawalerów Maltańskich oraz Jego Eminencja Kardynał Walter Brandmüller, emerytowany przewodniczący Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, 14 listopada 2016 roku ogłosili tekst pięciu pytań nazwanych dubia (łac. “wątpliwości”), który uprzednio, 19 września 2016, wraz z dołączonym doń listem, wysłali oni do Ojca Świętego oraz do Kardynała Gerharda Müllera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Kardynałowie poprosili papieża Franciszka, aby zapobiegł “wielkiej dezorientacji i wielkiemu zamętowi”, które związane są z interpretacją i praktycznym zastosowaniem adhortacji apostolskiej Amoris Laetitia, szczególnie jej rozdziału VIII oraz jej ustępów dotyczących zarówno dopuszczenia osób rozwiedzionych, które wstąpiły w nowy związek cywilny, do przyjmowania sakramentów, jak i nauczania moralnego Kościoła.

 W swoim oświadczeniu zatytułowanym “W poszukiwaniu jasności: apel o rozwiązanie węzłów w Amoris Laetitia”, Kardynałowie piszą, że dla “wielu – biskupów, kapłanów, wiernych – ustępy te sugerują lub wręcz wyraźnie głoszą zmianę w dyscyplinie Kościoła odnośnie do osób rozwiedzionych i żyjących w nowym związku”. Wyrażając to, kardynałowie stwierdzili jedynie fakty z życia kościoła. Fakty te przejawiają się w praktyce duszpasterskiej niektórych diecezji oraz w publicznych oświadczeniach niektórych biskupów i kardynałów, którzy potwierdzają, że w niektórych przypadkach katolicy, którzy rozwiedli się i wstąpili w nowy związek, mogą być dopuszczeni do Komunii Świętej, mimo że wciąż korzystają z przywilejów, które według Bożego prawa zarezerwowane są dla osób związanych ważnym węzłem małżeńskim.

 Publikując swój apel o jasność w sprawie, która jednocześnie dotyka prawdy i świętości trzech sakramentów: małżeństwa, pokuty i Eucharystii, Czterej Kardynałowie wypełnili jedynie swój podstawowy obowiązek jako biskupi i kardynałowie, polegający na podejmowaniu aktywnych wysiłków na rzecz pieczołowitego strzeżenia oraz wiernej interpretacji objawienia przekazanego przez apostołów. To Sobór Watykański II z mocą przypomniał wszystkim członkom kolegium biskupów - prawowitych następców apostołów - ich zobowiązanie „na mocy ustanowienia i nakazu Chrystusowego do takiej troski o cały Kościół, która choć nie jest sprawowana przez akt jurysdykcji, przyczynia się jednak walnie do pożytku Kościoła powszechnego. Wszyscy bowiem biskupi mają obowiązek umacniać i strzec jedności wiary i wspólnej dyscypliny całego Kościoła” (Lumen gentium, 23; por. również Christus Dominus, 5-6).

 Kierując publiczny apel do Papieża, biskupi i kardynałowie powinni być przynagleni szczerym uczuciem kolegialnym wobec Następcy św. Piotra i Wikariusza Chrystusowego na ziemi, w myśl nauczania Soboru Watykańskiego II (por. Lumen gentium, 22); czyniąc to, wypełniają „powinność wobec prymasowskiej posługi” Papieża (por. Dyrektorium o pasterskiej posłudze Biskupów, 13).

  Cały Kościół w naszych czasach musi uświadomić sobie, że Duch Święty nie na próżno natchnął św. Pawła do opisania w Liście do Galatów incydentu udzielenia przez niego publicznego napomnienia św. Piotrowi. Należy ufać, że papież Franciszek przyjmie ten publiczny apel Czterech Kardynałów za przykładem apostoła Piotra, kiedy św. Paweł poprawił go w braterski sposób ze względu na dobro całego Kościoła. Niech słowa wielkiego Doktora Kościoła, św. Tomasza z Akwinu, oświecą i pokrzepią każdego z nas: „Kiedy zaistniałoby niebezpieczeństwo dla wiary, poddani byliby zobowiązani do karcenia swoich dostojników kościelnych nawet publicznie.”. Stąd Paweł, który był poddany Piotrowi, ze względu na niebezpieczeństwo skandalu w sprawie wiary upomniał go publicznie. Augustyn komentuje to: „Piotr sam dał przykład przełożonym, by nie oburzali się na bycie poprawianymi przez swoich poddanych, gdy zdarzy się zejść im z właściwej drogi”. (Summa Theol, II-II, 33, 4c).

 Papież Franciszek często wzywa do szczerego i odważnego dialogu między wszystkimi członkami Kościoła w sprawach dotyczących duchowego dobra dusz. W adhortacji apostolskiej Amoris laetitia, Papież mówi o potrzebie „dalszego, otwartego pogłębienia niektórych zagadnień doktrynalnych, moralnych, duchowych i duszpasterskich. Refleksja pasterzy i teologów, jeśli jest wierna Kościołowi, związana z rzeczywistością i twórcza, pomoże nam osiągnąć większą jasność” (nr 2). Ponadto, relacje na wszelkich szczeblach w Kościele muszą być wolne od klimatu strachu i zastraszenia, o co prosił papież Franciszek w swoich licznych wypowiedziach. W świetle tych wypowiedzi papieża Franciszka oraz w świetle promowanej przez Sobór Watykański II zasady dialogu i akceptacji uprawnionej wielorakości opinii, wielkim zdumieniem napawają niezwykle gwałtowne i nietolerancyjne reakcje niektórych biskupów i kardynałów na spokojny i rozważny apel Czterech Kardynałów. Wśród tych nietolerancyjnych reakcji można było znaleźć stwierdzenia, że Czterej Kardynałowie są np. bezmyślni, naiwni, schizmatyccy, heretyccy, a nawet, że można ich porównać do ariańskich heretyków.

 Takie apodyktyczne, niemiłosierne osądy zdradzają nie tylko nietolerancyjność, odmowę dialogu oraz irracjonalną wściekłość, lecz obnażają także kapitulację przed niemożnością głoszenia prawdy, kapitulację przed relatywizmem w doktrynie i praktyce, w wierze i życiu. Powyżej wspomniane, klerykalne reakcje przeciwko proroczemu głosowi Czterech Kardynałów bezsilnie defilują przed obliczem prawdy. Taka gwałtowna reakcja ma tylko jeden cel: uciszyć głos prawdy, która niepokoi i irytuje pozornie spokojną, mglistą niejednoznaczność tych klerykalnych krytyków.

 Negatywne reakcje na publiczne oświadczenie Czterech Kardynałów przypominają ogólny zamęt doktrynalny kryzysu ariańskiego w czwartym wieku. W sytuacji doktrynalnego zamętu naszych czasów przydatne dla wszystkich będzie zacytowanie niektórych stwierdzeń św. Hilarego z Poitiers, „Atanazego Zachodu”.

„Wy [biskupi Galii] którzy wraz ze mną wciąż pozostajecie wierni w Chrystusie, nie ustąpiliście przed groźbą wybuchu herezji, a teraz, w obliczu tego wybuchu, pokonaliście całą jego gwałtowność. Tak, bracia, zwyciężyliście, ku ogromnej radości tych, którzy dzielą waszą wiarę, a wasza niesłabnąca stałość przyniosła wam podwójną chwałę, albowiem zachowaliście czyste sumienie i daliście autorytatywny przykład” (Hil., De Syn., 3).

 „Wasza [biskupów Galii] niezwyciężona wiara w sposób zaszczytny wyróżnia się świadomością swej wartości, a odrzucając przebiegłe, mętne i wątpliwe działania, bezpiecznie spoczywa w Chrystusie i dalej głosi swoją wolność. Albowiem skoro wszyscy odczuwamy głęboki i silny ból z powodu działań osób nikczemnych przeciw Bogu, tylko w naszym wnętrzu możemy znaleźć komunię Chrystusie od momentu, w którym Kościół zaczął być nękany takimi zajściami jak wygnanie biskupów, usuwanie z urzędu kapłanów, zastraszanie ludzi, wygrażanie wierze oraz definiowanie znaczenia doktryny Chrystusowej według ludzkiej woli i władzy. Wasza niezachwiana wiara nie udaje, że jest nieświadoma tych faktów ani nie twierdzi, że może je tolerować, rozumiejąc, że poprzez akt obłudnej zgody zaprowadziłaby samą siebie pod sąd sumienia” (Hil. De Syn., 4).

  „Mówiłem to, w co sam wierzę, świadomy, że taka była powinność mojej żołnierskiej posługi wobec Kościoła, aby w zgodzie z nauczaniem Ewangelii przekazać wam w tych listach głos urzędu, który sprawuję w Chrystusie. Do was należy dyskutować, podejmować starania i działać tak, abyście zachowali nienaruszalną wierność, w której trwacie i abyście dalej utrzymywali to, co teraz utrzymujecie” (Hil. De Syn., 92).

 Poniższe słowa św. Bazylego Wielkiego można pod pewnymi względami odnieść do sytuacji tych, którzy w naszych czasach proszą o jasność doktrynalną, włączając w to naszych Czterech Kardynałów: „Zarzutem, który w sposób pewny pociąga dziś za sobą poważne kary, jest staranne zachowywanie tradycji Ojców. Nie jesteśmy atakowani z powodu bogactwa ani chwały, ani żadnych doczesnych korzyści. Stoimy na arenie, by walczyć za nasze wspólne dziedzictwo, za skarb zdrowej wiary, odziedziczonej po Ojcach. Smućcie się z nami, wy wszyscy, którzy kochacie braci, z powodu zamykania ust naszym ludziom prawdziwej religii i z powodu otwierania bezczelnych i bluźnierczych ust przez tych wszystkich, którzy wypowiadają słowa nieprawości przeciwko Bogu. Filary i podstawy prawdy rozsypane są na pokładzie [łodzi Chrystusowej]. My, przeoczeni dzięki własnej niepozorności, zostaliśmy pozbawieni naszego prawa do swobodnej wypowiedzi” (Ep. 243, 2.4).

 Dzisiaj ci biskupi i kardynałowie, którzy proszą o jasność i którzy próbują wypełniać swój obowiązek pieczołowitego strzeżenia i wiernego interpretowania przekazanego im Objawienia Bożego dotyczącego sakramentów małżeństwa i Eucharystii, nie są już skazywani na wygnanie, co miało miejsce w przypadku biskupów nicejskich podczas kryzysu ariańskiego. Dzisiaj, jak pisał w 1973 biskup Ratyzbony, Rudolf Graber, wygnanie biskupów zostało zastąpione przez strategie uciszania ich i przez kampanie oszczerstw (por. Athanasius und die Kirche unserer Zeit, Abensberg 1973, str. 23)

 Innym obrońcą wiary katolickiej podczas kryzysu ariańskiego był św. Grzegorz z Nazjanzu. Jest on autorem następującego, uderzającego opisu zachowania większości pasterzy Kościoła tamtych czasów. Ten głos wielkiego Doktora Kościoła powinien być pożytecznym ostrzeżeniem dla biskupów wszystkich czasów: „Z pewnością biskupi postępowali nierozumnie, gdyż – z wyjątkiem bardzo niewielu, którzy albo zostali przeoczeni z powodu własnej niepozorności, albo oparli się dzięki rozumowi swej cnoty i którzy ocaleli, aby stać się ziarnem i korzeniem kiełkującego i odradzającego się Izraela dzięki wpływowi Ducha – wszyscy grali na zwłokę, różniąc się między sobą tylko w tym, że jedni ulegali wcześniej, inni później, niektórzy byli mistrzami i przywódcami w bezbożności, a inni włączyli się w walkę w drugim szeregu, pokonani przez strach, interes, pochlebstwo, lub – co było najbardziej wybaczalne – przez własną ignorancję” (Orat. 21, 24).

 Gdy papież Liberiusz w 357 roku podpisał jedną z tzw. formuł z Sirmium, w których z premedytacją odrzucił dogmatycznie zdefiniowane wyrażenie „homo-ousios” i ekskomunikował św. Atanazego, aby zachować pokój i harmonię z ariańskimi i półariańskimi biskupami Wschodu, wierni katolicy i niektórzy, nieliczni biskupi, szczególnie św. Hilary z Poitiers, byli głęboko zszokowani. Św. Hilary przekazał list, który papież Liberiusz napisał do biskupów Wschodu, obwieszczając przyjęcie formuły z Sirmium i ekskomunikę św. Atanazego. W swoim głębokim bólu i konsternacji, św. Hilary, w pewnego rodzaju desperacji, dodał do listu następujące zdanie: „Anathema tibi a me dictum, praevaricator Liberi” (Mówię ci anathema, kłamco Liberiuszu), por. Denzinger-Schönmetzer, n. 141. Papież Liberiusz chciał spokoju i harmonii za wszelką cenę, nawet kosztem Bożej prawdy. W swoim liście do heterodoksyjnych biskupów łacińskich Ursacego, Valencego i Germiniusa, w którym informował ich o wyżej wspomnianych decyzjach, Liberiusz napisał, że przedkłada pokój i harmonię nad męczeństwo (por. Denzinger-Schönmetzer, n. 142). Zachowanie papieża Liberiusza jakże dramatycznie kontrastowało z poniższym twierdzeniem św. Hilarego z Poitiers: „Nie zaprowadzamy pokoju kosztem prawdy, czyniąc ustępstwa, by zyskać reputację tolerancji. Zaprowadzamy pokój podejmując słuszną walkę zgodnie z zasadami Ducha Świętego. Istnieje niebezpieczeństwo tajnego sprzymierzania się z niewiarą pod piękną nazwą pokoju” (Hil. Ad Const. 2, 6, 2).

  Bł. John Henry Newman skomentował te niezwykłe, smutne fakty, za pomocą poniższego, mądrego i wyważonego stwierdzenia: „Choć jest to fakt historyczny, nie jest czymś doktrynalnie fałszywym, że papież, jako prywatny nauczyciel, a tym bardziej biskupi, gdy nie nauczają formalnie, mogą błądzić, tak jak błądzili w czwartym stuleciu. Papież Liberiusz mógł podpisać formułę euzebiańską w Sirmium, a liczni biskupi mogli ją podpisać w Arminium lub gdziekolwiek indziej, lecz mimo tego błędu mogli oni pozostać nieomylni w swoich decyzjach ogłaszanych ex cathedra”. (The Arians of the Fourth Century, Londyn, 1876 r., str. 465).

 Czterej Kardynałowie ze swoim proroczym głosem, domagającym się doktrynalnej i duszpasterskiej jasności, wielce zasłużyli się dla własnego sumienia, dla historii i dla niezliczonych, prostych wiernych katolików naszych czasów, spychanych na kościelne peryferia z powodu ich wierności wobec nauczaniu Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa. Lecz, przede wszystkim, Czterej Kardynałowie mają wielką zasługę w oczach Chrystusa. Dzięki ich odważnej wypowiedzi, ich imiona będą jasno lśnić na Sądzie Ostatecznym, albowiem usłuchali głosu sumienia, pamiętając o słowach św. Pawła: „Nie możemy niczego dokonać przeciwko prawdzie, lecz [wszystko] dla prawdy” (2 Kor 13,8). Wyżej wspomniani, głównie klerykalni krytycy Czterech Kardynałów na Sądzie Ostatecznym niewątpliwie nie znajdą łatwego wytłumaczenia swoich gwałtownych ataków na tak sprawiedliwy, godny i chwalebny akt owych czterech członków Świętego Kolegium Kardynalskiego.

 Poniższe słowa, napisane z natchnienia Ducha Świętego, zachowują swą szczególną proroczą wartość w obliczu szerzącego się dziś doktrynalnego i praktycznego zamętu w kwestii sakramentu małżeństwa: „Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie!” (2 Tm 4,3-5).

  Niech wszyscy, którzy w dzisiejszych czasach wciąż poważnie traktują swoje przyrzeczenia chrzcielne oraz swoją kapłańską i biskupią przysięgę, otrzymają siłę i łaskę od Boga, aby wspólnie ze św. Hilarym powtarzać słowa: „Na zawsze mogę pozostać na wygnaniu, jeśli tylko prawda będzie głoszona na nowo!” (De syn., 78). Tej siły i łaski życzymy z całego serca naszym Czterem Kardynałom oraz tym, którzy ich krytykują.

 List bp Athanasiusa Schneidera z 23 listopada jest opublikowany na stronie: http://www.pch24.pl/biskup-schneider--proroczy-glos-czterech-kardynalow,47636,i.html#ixzz4R09pQ1vq

 

P.S.

Podkreślenia w teście listu bp Athanasiusa, pochodźą od autora bloga S. T. Roch

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.4 (głosów:8)

Komentarze

.....czyli tak z mostu: niech no się odważnie ujawni ten niepoprawny, który obniżył rangę tego artykułu, niech napisze przynajmniej argumenty, którymi się kierował. Od siebie zaś dodam, że tylko krzyżem tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem – Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia!

Niech zatem napisze ten niepoprawny mądrala, cóż jest złego i cóż takiego błędnego w liście bp Athanasiusa, że spotkał się z tą ukrytą, póki co krytyką?! Obecny kryzys w Kościele jest na tyle powżny, że nie wolno nam już milczeć, jeśli nie chcemy popaść pod naturalny osąd naszego sumienia, w którym ma królować Jezus Chrystus i w którym nie może być miejsca na zgodę na grzech śmiertelny.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1526644

.....liberalnie nastawiony kard. Karl Lehmann i gorąco nakłania swoich kolegów, niemieckich biskupów, do szybkiej zmiany dyscypliny Kościelnej. Używa przy tym dość klarownych słów: „Dopóki Franciszek jest wciąż papieżem”. W wywiadzie udzielonym niemieckiemu portalowi katholisch.de naciska na biskupów, by korzystali z „wolności, której udzielił papież”. W aluzji do rzekomej powolności Kurii we wprowadzaniu zmian, co jest atakiem często wypowiadanym przez niemieckich duchownych liberałów mówi wprost: „Franciszek chce, byśmy badali nowe ścieżki. Czasami nie trzeba czekać, aż duży tankowiec ruszy.”.

Kardynał Lehmann był biskupem Moguncji przed przejściem niedawno na emeryturę. Pełnił także rolę przewodniczącego Konferencji Biskupów Niemieckich w latach 1987-2008. Podczas gdy czterech kardynałów – pośród nich dwóch niemieckich – zachęca papieża do przedstawienia wyjaśnienia konkretnych formalnie sformułowanych „wątpliwości” dotyczących adhortacji Amoris laetitia i jej wdrażania, Lehmann prze w przeciwnym kierunku.

Lehmann jest zdecydowanym przeciwnikiem Humanae vitae i jest jednym z sygnatariuszy „Königsteiner Erklärung”. Nieustannie wspierał kampanię dopuszczania do Eucharystii rozwiedzionych katolików w „ponownych związkach małżeńskich”– według własnych wyjaśnień. Wspiera także odmowę ze strony niemieckich biskupów akceptacji napomnienia, jakie św. Jan Paweł II skierował do nich w związku z „Beratungsscheine” – zaświadczeniami terapeutycznymi, które pozwalały kobietom w Niemczech poddać się legalnie aborcji.

W najnowszym wywiadzie dla katholisches.de Lehamnn wspiera także zniesienie celibatu dla duchowieństwa argumentując to rzekomym brakiem księży: „Co w rzeczywistości wstrzymuje nas przed wyświęcaniem stałych diakonów, będących w związku małżeńskim, którzy wyświadczają dużą przysługę Kościołowi, aby oni także mogli podjąć się posługi kapłańskiej?”.

Cały ten b. ciekawy i pożyteczny artykuł Jana Bentza czytaj na stronie: http://www.pch24.pl/kardynal-do-niemieckich-biskupow--przyjcie-do-zmiany--dopoki-mamy-franciszka-,47584,i.html#ixzz4REMaRD6L

 

W komentarzu pisałem zatem pod tym artykułem na gorąco: „Kard. Lehmannie co tak śpieszno, przecież jeśli jestem sprawiedliwym, to niczego się nie muszę obawiać! Proszę nie robić wrażenia, jakby papież Franciszek coś gwarantował, gdyż to Pan Jezus jest jedynym gwarantem wszystkiego.”.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1526675

Prawdopodobnie sytuacja jest bardziej poważna niż nam się wydaje. Napotykamy na coraz więcej sprzeczności. Dwaj (?) Papieże, Benedykt wraz z Franciszkiem udzielili nowym kardynałom wspólnego błogosławieństwa, stwarzając w ten sposób kolejny precedens w bezprecedensowej sytuacji, w której mamy jednocześnie dwóch żyjących papieży: jednego oficjalnie urzędującego, drugiego zaś będącego kimś w rodzaju „papieża pomocniczego”, który wyciągany jest na specjalne okazje, takie jak dwa poprzednie konsystorze zorganizowane przez Franciszka.W kontekście tym Antonio Socci zwrócił ostatnio uwagę na wywiad udzielony przez kard. Gerharda Mullera, samego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, a odnoszący się do opublikowanej właśnie książeczki o dziwnym tytule Benedykt XVI i Franciszek, Następcy Piotra, w służbie Kościoła. W trakcie wspomnianego wywiadu kard. Muller w jednoznaczny sposób dał do zrozumienia, iż osobiście uważa że rzeczywiście w Watykanie rezyduje obecnie dwóch papieży.Trwający już ponad trzy lata pontyfikat papieża Bergoglio pogrążył Kościół w bezprecedensowej dezorientacji – i stan ten pogłębia się z każdym kolejnym tygodniem. Odnieść można wrażenie, że Kościół oraz świat coraz szybciej zmierzają ku urzeczywistnieniu apokaliptycznego scenariusza przedstawionego w wizji należącej do Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej.
Kolejna sprzeczność
Franciszek rozpoczyna swój List Apostolski „Misericordia et misera”, stwierdzeniem, iż „nie ma żadnego grzechu, którego nie mogłoby objąć i zniszczyć Boże miłosierdzie, gdy znajduje serce skruszone, które prosi o pojednanie się z Ojcem” – jak jednak wynika z jego własnych słów, miłosierdzie ze swej istoty to zakłada istnienie grzechu, a więc i sprawiedliwości. Dlaczego mówi więc jedynie o dobrym i miłosiernym Bogu, nigdy zaś o Bogu sprawiedliwym, który nagradza i karze stosownie do zasług i win człowieka? Święci nigdy nie ustawali wysławiać niezmierzonego miłosierdzia Bożego, a równocześnie lękali się Jego sprawiedliwości, surowej w swych wymaganiach. Bóg zdolny jedynie do miłości i nagradzania, niezdolny zaś do nienawidzenia i karania grzechu, stanowiłby wewnętrzną sprzeczność. Przyjęcie takiej optyki bliskie jest twierdzeniu, że Boże Prawo co prawda istnieje, jest jednak abstrakcyjne i niemożliwe do przestrzegania, a jedynym co się liczy to konkretne życie człowieka, który może jedynie grzeszyć. Ważne jest więc nie przestrzeganie prawa, ale ślepa wiara w Boże miłosierdzie i przebaczenie. Pecca fortiter, crede fortius. Jest to jednak doktryna Lutra, a nie Kościoła katolickiego.

http://www.bibula.com/?p=91654

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-4

Verita

#1526681

Witaj Verita! Dzięki za ten wpis, który porusza ważne tematy! Niemniej jednak zmuszony jestem przestrzec przed wyciąganiem z niego daleko idących wniosków bowiem dość łatwo będzie można je zakwestionować. Po pierwsze nikt otwarcie nie potępia papieża Benedykta XVI, który ustąpił ze swego urzędu, powołując się na swoje ograniczone wiekiem siły witalne. W majestacie Bożym mamy zatem legalnie wybranego nowego papieża Franciszka i nikt poważny tego nie kwestionuje. Po drugie papież Franciszek ma prawo zawsze i wszędzie głosić Boże miłosierdzie, naturalnie nie może zmienić doktryny wg. której Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze!

Faktem jest natomiast narastające zamieszanie wokół zapisów w adhortacji papieskiej: "Amoris laetitia" , która jest b. różnie iterpretowana przez różne środowiska, także niestety w Kościele.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1526706

Tocząca się obecnie dyskusja wokół papieskiej adhortacji „Amoris laetitia” jest pożyteczna, gdyż służy Kościołowi. Taki pogląd wygłosił kard. Angelo Amato w wypowiedzi dla Radia Watykańskiego, gdy mówił o trwającym w Rzymie międzynarodowym sympozjum teologicznym, zorganizowanym przez watykańską Fundację Benedykta XVI. Przestrzegł zarazem, by nie przeciwstawiać Franciszka jego poprzednikowi w podejściu do teologii. Mówił o tym tak: „Również Jorge Bergoglio jest papieżem o wielkiej kulturze teologicznej, choć większy nacisk kładzie na wymiar duszpasterski”.

Kard. Amato klarownie wyjaśnił: Debata to coś bardzo ludzkiego. Pytanie i odpowiedź! Trzeba zabiegać o kontynuowanie tej debaty ze wzajemnym poszanowaniem, a przede wszystkim korzystając z «talentów» poszczególnych stanowisk, z tego, co jest ich mocną stroną. I tak iść naprzód. W ten sposób rozwija się debata, a jest ona niezbędna. Nie powiedziałbym, że mamy tu do czynienia z polaryzacją. Ja przynajmniej jej nie widzę. Jednakże debata na pewno jest pożyteczna, aby lepiej zintegrować stanowiska i by były one coraz lepsze”.

Obrady międzynarodowego sympozjum otworzył 25 listopada 2016 r. właśnie kard. Angelo Amato, który zanim objął obecne stanowisko, był przez wiele lat bliskim współpracownikiem kard. Ratzingera, gdy ten stał na czele Kongregacji Nauki Wiary. W swym wystąpieniu mówił o eschatologii i świętych. 26 listopada z jego uczestnikami spotkał się także papież Franciszek, który wręczył dwóm teologom prestiżową Nagrodę im. Josepha Ratzingera.

Artykuł na ten temat możesz przeczytać na stronie: http://niedziela.pl/artykul/25910/Kard-Amato-debata-o-Amoris-laetitia-jest

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1526818

W niedzielnym wydaniu „L’Osservatore Romano” pojawił się artykuł hiszpańskiego kardynała Fernanda Sebastiana Aguilara, wieloletniego arcybiskupa Pampeluny i Tudeli. Purpurat nazywa w nim opublikowaną w mediach prośbę czterech kardynałów o wyjaśnienie niektórych aspektów „Amoris laetitia”, uwaga bo wręcz: „zarozumiałą”. Jego zdaniem Ojciec Święty zupełnie wystarczająco wyjaśnia, co ma na myśli. By zrozumieć „Amoris laetitia”, wystarczy jego zdaniem „przeczytać ją powoli i chcieć zrozumieć”. Kto mówi, że Amoris laetitia to osobiste przemyślenia, że nic się nie zmienia, albo że zmienia się zbyt wiele, ten potrzebuje więcej szczerości i duchowej otwartości – przekonuje kardynał.

 Kard. Aguilar przekonuje, że Ojciec Święty zaprezentował w „Amoris laetitia”, jak podkreśla: „bardzo realistyczny punkt widzenia”. Istotnie żyją bowiem ludzie, którzy choć wpadli w grzeszną sytuację, to jej żałują, ale nie potrafią się z niej wyzwolić. Jak tłumaczy kardynał, papież uczy, że jeżeli takie osoby szczerze żałują, to mogą bez żadnego skandalu przyjmować Komunię Świętą. A wszystkim mnożącym wątpliwości po prostu radzi: „Ci, którzy wątpią, rozumieliby to lepiej, gdyby zaoszczędzili papier i poszli raczej spowiadać”.

 Cały artykuł jest dostępny na stronie: http://www.pch24.pl/losservatore-romano-krytycznie-o-watpliwosciach-czterech-kardynalow-w-sprawie-amoris-laetitia,48050,i.html#ixzz4Sqg1JZXE

 

Pisałem zatem na gorąco w komentarzach pod tym tekstem:

Mam b. ważne, absolutnie fundamentalne pytanie. Dlaczego kard. Fernando Sebastian Aguilar z Pampeluny i Tudeli pisze wyłącznie o szczerym żałowaniu za grzechy przez danego grzesznika!? Dlaczego nie pisze b. stanowczo o mocnym postanowieniu poprawy grzesznika, co jest warunkiem absolutnie koniecznym do otrzymania rozgrzeszenia oraz żeby Sakrament spowiedzi, mógł być w ogóle ważny?! Dopiero po takiej spowiedzi nawrócony szczerze grzesznik, każdy z nas może spokojnie przyjąć Komunię Świętą. I tak było zawsze i żadnemu ze Świętych, jak dotąd to nie przeszkadzało.

Po czym uściśliłem:

I jeszcze raz trzeba stanowczo podkreślić, że bez mocnego postanowienia poprawy nie można się dobrze, właściwie wyspowiadać! Bez tego właściwie spełnionego warunku, spowiedź nie jest szczera. Po temu każdy cudzołożnik musi stanowczo podjąć decyzję o życiu w czystości ze swoim partnerem. I nawet jeśli w tym szczerym postanowieniu czasowo nie wytrwa, winien się ze swojego grzechu nieustannie podnosić, znaczy znów do skutku pełnego uzdrowienia duszy spowiadać i dopiero wtedy może prosić o Komunię Świętą. Dla tego cudzołożnika, który szczerze żałuje, ale nadal zakłada, że będzie wspołżył ze swoim partnerem nie ma bowiem rozgrzeszenia i nie może być także Komunii Świętej. Precz z szatanem! I jeśli kard. Fernando Sebastian Aguilar tak to właśnie wszystko rozumie, to niech tak po prostu napisze. Raz jeszcze jednak podkreślam, że tak było od zawsze, zatem o co ta cała sprawa?

I jeszcze raz dodałem:

Modlę się, rozmyślam, zastanawiam nad tą gorszącą w Kościele sytuacją! A zatem w kontekście tego co napisałem poniżej, krytyka kard. Fernando Sebastian Aguilar względem legalnego, właściwego zapytania czterech kardynałów, skierowanego do papieża Franciszka, musi niestety szokować. Przecież Ci kardynałowie wyraźnie napisali tam, że czynią to w trosce o dobro całego Kościoła bowiem są oto świadkami zamieszania wśród kapłanów, płynącego właśnie z różnej interpretacji papieskiej adhortacji „Amoris laetitia”. Potwierdzają to także liczne wypowiedzi innych hierarchów Kościoła! Po temu użyte słowo zarozumiałość przez kard. Aguilara, po prostu zarzut jego sugerujący, a może nawet obsądzający o zarozumiałość autorów „Dubia” jest dosłownie szokujący i niestety b. gorszący!

 

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1527880

Biskup kazachskiej Astany Athanasius Schneider był gościem francuskiej telewizji TV Libertes. Mówił na jej antenie o zamieszaniu wokół Amoris laetitia. Pytany o wagę papieskiej adhortacji przypomniał słowa Soboru Watykańskiego II uczącego, że Magisterium nie jest ponad Słowem Bożym, ale ma wobec niego funkcję służebną. Hierarcha wyjaśnił, opierając się na słowach samego Franciszka, że intencją Amoris laetitia było stworzenie dogodnej sytuacji do dyskusji doktrynalnych, moralnych i duszpasterskich, które miałyby być kontrolowane przez ewentualne interwencje Magisterium.

 Bp Schneider powiedział, że jego sprzeciw wobec Amoris laetitia dotyczy konkretnie sprawy dopuszczenia rozwodników w nowych związkach do Komunii świętej. Powiedział: „W ciągu dwóch ostatnich synodów poświęconych rodzinie oraz po publikacji ‘Amoris laetitia’ toczyła się i toczy do dziś ostra, gwałtowna walka wokół tej konkretnej kwestii”. I tak dalej rozwinął ten wątek: „Wszyscy ci duchowni, którzy chcą innej Ewangelii, Ewangelii prawa do rozwodu, Ewangelii wolności seksualnej, w skrócie Ewangelii bez szóstego przykazania Bożego, używają rozmaitych złych środków, a mianowicie podstępów, oszustw, mistrzowskiej retoryki i dialektyki, a nawet taktyki zastraszania i przemocy moralnej, w celu osiągnięcia swojego celu, dopuszczenia tak zwanych rozwodników w nowych związkach do Komunii świętej bez wypełniania warunku życia w pełnej czystości, nakładanego przez prawo Boże.”.

 Następnie rozwinął straszną, w jego opinii możliwą perspektywę, dodając: „Gdy cel ten zostanie osiągnięty, nawet tylko ‘w szczególnych przypadkach’ dzięki zasadzie ‘rozróżniania’, to ‘zostaną otwarte drzwi do wprowadzenia Ewangelii rozwodu, Ewangelii bez szóstego przykazania’. To nie będzie dłużej Ewangelia Jezusa, ale antyewangelia, ewangelia dostosowana do tego świata, nawet jeżeli ewangelia taka zostanie upiększona takimi słowami jak miłosierdzie, matczyna troska czy towarzyszenie.”.

 W tym kontekście przypomniał słowa św. Pawła: „Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty!”. (Ga, 1, 7-8). [...]

Biskup był także pytany o ryzyko schizmy. Jak wyjaśnił, schizma jest już faktem. Powiedział: „To jest nie tylko ryzyko schizmy… Pewien rodzaj schizmy już istnieje w Kościele. W języku greckim schizma oznacza oddzielenie kogoś od całego ciała. Chrystus jest całością ciała boskiej prawdy. Jedność Jego nadprzyrodzonego Ciała jest widoczna. Dziś obserwujemy jednak dziwną formę schizmy. Zewnętrznie, wielu duchownych utrzymuje formalną jedność z papieżem, czasami dla dobra swojej kariery, czasami z powodu pewnego rodzaju papolatrii. W tym samym czasie zerwali oni więzy z Chrystusem Prawdą, z Chrystusem prawdziwą głową Kościoła. Są duchowni, których określa się jako schizmatyków, pomimo faktu życia w kanonicznym pokoju z papieżem i pozostawiana wiernym Chrystusowi przez niestrudzone głoszenie Ewangelii Prawdy. Jest oczywiste, że ci, którzy są wewnętrznie prawdziwymi schizmatykami, w relacji do Chrystusa, używają kalumni wyłącznie w celu uciszenia głosu prawdy przez absurdalne projektowanie własnego stanu schizmy wewnętrznej na tych duchownych, którzy, niezależnie od pochwał czy nagan, bronią bożej prawdy.”.

 Na koniec zaznaczył stanowczo: „Nawet jeżeli szereg wysokich rangą oficjeli Kościoła zaciemnia prawdę doktryny, pozostaje (ona doktryna) niezmienna, bo Kościół nie jest tworem ludzkim, ale Bożym”.

 Cały artykuł możesz przeczytać na stronie: http://www.pch24.pl/bp-athanasius-schneider--schizma-jest-juz-faktem,48052,i.html#ixzz4SwRcagPo

Pisałem zatem na gorąco w komentarzach:

Szok! Bp Athanasius mówi: „Niektorzy duchowni zachowując jedność z papieżem Franciszkiem zrywają jedność z Chrystusem.”. Na miłość Boską do czego to już doszło dziś w Kościele? Dlaczego milczą kardynałowie z Polski? Pamiętamy wszyscy jak zginął Patron Polski św. Stanisław bp i męczennik. Został zamordowany przez króla Bolesława Śmiałego ponieważ wyklął publicznie i oficjalnie króla Polski za jego właśnie małżeńską niewierność. Król Bolesław Śmialy sypiał bowiem jako cudzołożnik z kobietą z którą nie miał ślubu. Każdy Metropolita Krakowski który zasiada zatem na stolicy św. Stanisława bp i męczennika, ma tu w sprawach cudzołóstwa absolutnie b. dużo do powiedzenia, jest powołany niejako z urzędu do dawania żywego swiadectwa wiary o wierności małżeńskiej i do życia w czystości.

I dalej pisałem:

Pamiętam jak tydzień temu kard. Gerhard Muller potwierdził dotychczasowe nauczanie Kościoła i papieży o nierozerlwalności małżeństwa. Dlaczego zatem legalne zapytanie czterech kardynałów skierowane do papieża Franciszka, nazwane zostało przez kard. Fernando Sebastian Aguilar wpost „zarozumiałość”. Czyżby to były tylko przypuszczenia purpurata z Hiszpanii? I czy godzi się księciu Kościoła tak sugerować o innych kardynałach, którzy jedynie b. formalnie i całkiem legalnie pytają?

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1527981

Zdaniem profesora dogmatyki Jana-Heinera Tücka z uniwersytetu we Wiedniu,  papież Franciszek powinien udzielić dalszych wyjaśnień sprawy podejścia do rozwodników w nowych związkach. Zmiany, jakie wprowadza się za sprawą adhortacji apostolskiej Amoris laetitia, wywołują spór dotyczący jej interpretacji i właśnie zadaniem Ojca Świętego jest godzenie różnych głosów, mówi Tück w rozmowie z austriacką „KirchenZeitung”.

Według dogmatyka nie należy atakować czterech kardynałów, którzy poprosili Franciszka o wyjaśnienie. Pisze o tym jasno: „Robienie z tego skandalu to przesada. Franciszek zawsze mówił, że chętnie przyjmuje głosy krytyczne.”. I  dodaje, że reakcja kardynałów zadających papieżowi pytania, po publikacji adhortacji pokazuje jasno, że Franciszek „poszedł w sprawie rozwodników w nowych związkach o krok dalej, niż jego poprzednicy”. Następnie teolog rozwija ten wątek w b. ważnych słowach: „Papież zdecydował, by nie rozstrzygać tej kwestii we wszystkich przypadkach, ale zalecił drogę towarzyszenia. Ostatecznie staje się możliwe, że w szczególnych przypadkach będzie się udzielać Komunii świętej rozwodnikom.”.

A zatem jak wskazuje Tück doszło do faktycznej zmiany dotychczasowej praktyki, co trzeba nazwać po imieniu. Mówi: „Fakt, że tego się jednak nie robi, jest jednym z powodów, dla którego czterech kardynałów zabrało głos. Istnieje potrzeba dalszych wyjaśnień.”.

Cały artykuł na stronie: http://www.pch24.pl/dogmatyk-z-wiednia--trzeba-powiedziec-jasno--co-zmienia-amoris-laetitia,48097,i.html#ixzz4T50t0FAE

 

Pisałem zatem na gorąco w komentarzu:

Kolejna osoba, która mówi że jest inaczej niż się oficjalnie w Kościele zapewnia! No to jak w końcu jest, bo od długiego czasu dochodzą z b. wielu stron, b. sprzeczne ze sobą informacje i nie mówią tego ludzie nie posiadający wiedzy i wykszałcenia? Najważniejszy głos w tej dyskusji należy do Prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerharda Mullera, który uspokajał wszystkich, że absolutnie nic się nie zmieniło w doktrynie Kościoła. Tymczasem tylko tu choćby w tym wpisie wyraźnie czytamy o zupełnie innej prawdzie o tej sytuacji. No to już budzi jednak zgorszenie, gdyż sprawa nie dotyczy sprawy błahej, ale VI przykazania Bożego, otrzymanego przez Izraela na świętej Górze Synaj, Przecież istnieje coś takiego jak miłość i odpowiedzialność, tak uczył nas św. Jan Paweł II. Papież Franciszek nie ma prawa zmieniać prawa Bożego! Nie wolno mu nawet tego sugerować! Ludzie nie powinni mieć co do tego wątpliwości, jak choćby tu w tym artykule ma austriacki teolog Tück z Wiednia.

 

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1528113

Żródło tkwi w tym iż jest zbyt wiele miejsc na ziemii gdzie rodzina przestała być podstawą społeczeństwa. Kościół nie potrafił w porę zareagować i de facto poszedł linią deprecjacji sakramentu małżeństwa. Zadowalając się czymś w postaci błogosławieństwa pary seksualnej. Takie związki łatwo się rozpadają. Z drugiej strony modne stało się niejako równolegle w Kościele ganienie ludzi wierzących , żyjacych w Kościele ale rzadko przyjmujących sakramenty lub wcale ich nie przyjmujących. Jaki jest efekt - no taki ,że mamy rzeszę ludzi, którzy są poddani presji prowadzącej donikąd. Myślę,że nie chodzi o żaden relatywizm  ale o nienazwaną jawnie sytuację  ludzi,którzy nie żyli w pelni zgodnie ze swoją wiarą aczkolwiek nie z powodu złej woli ale skutki są niestety trwałe i nienaprawialne, przynajmniej nienaprawialne w ten sposób jak to dokryna katolicka formułuje.I co z nimi dalej? Mają być poza czy w obrębie, a jeśli w obrębie to w jaki sposób? W jakimś sensie grzech Kościoła jest często nieporównywalnie większy niż tych ludzi a na pewno jest współtwórcą nierozwiązywalnych dylematów.  W przeszłości podobne sytuacje już były , zwykle jako efekt herezji szerzącej się na znacznym obszarze lub niszczących konfliktów wojennych gdy pasterze zawiedli i zwiedli. Też pojawiały się pomysły uelastycznienia doktryny , na szczęście się nie przyjęły. Ponieważ mowa o zjawisku i potrzebie przemijającej.A gdy dziś  dziś mowimy o przykazaniu szóstym, w przeszłości chodziło też o siódme a nawet pierwsze ,jeszcze gorzej,jednak sobie z tym poradzono. 

 Jest winą papieża , że nie potrafi dokładnie wyjaśnić o co chodzi. Dlaczego akceptacja i zrozumienie nie jest receptą doktrynalną ale doraźnym rozwiazaniem sytuacji, której tak naprawdę ludzie nie są w stanie rozsądzić, Że dotyczy konkretnego miejsca ,czasu i sytuacji. I dlaczego akurat tego.

Jedynka nie ode mnie. 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1528128