Tyrania sejmowej poprawności, czyli „za nasze”, ale wbrew nam…

Obrazek użytkownika sebastian jarczak
Kraj

Przyglądając sią poczynaniom naszych „wybrańców” oraz obserwując rosnące wydatki z nimi związane, przyszedł mi do głowy pomysł, jak można nie tylko poskromić ich zachłanność w sięganiu po nasze wspólne, publiczne środki ale i wprowadzić rozwiązanie zadowalające nas wszystkich duchowo. Po co np.: ktoś głosujący na Nowoczesną, ma się denerwować rozrzutnością posłów PiSu, albo ktoś oddający głos na Janusza Korwina-Mikke, lub Grzegorza Brauna, ma ponosić koszty funkcjonowania parlamentu, w którym nie ma ani jego faworytów, ani nawet osób reprezentujących ich poglądy. Prawie połowa osób nie bierze udziału w wyborach, więc czemu te osoby mają ponosić koszty funkcjonowania tych reprezentacji, skoro w ich odczuciu, są to instytucje całkowicie zbędne… Za sprawiedliwe uważamy, by osoby korzystające z kina-ponosiły koszty utrzymania kina (i kinematografi jako takiej), osoby korzystające z samochodów ponosiły koszty jego utrzymania (i sieci drogowej, poprzez np.: podatek drogowy), więc i osoby uważające organy demokratyczne za niezbędne i słuszne, powinny ponosić koszty ich funkcjonowania.

Odróżnijmy strukturę podstawową państwa, czyli jej służbę powszechną wobec obywateli, polegającą na realizacji swojego głównego zobowiązania-stania na straży prawa gwarantującego ochronę życia i wolności każdego z nas, od organów reprezentujących obywateli państwa (prezydent, parlament), czy jakiejś jego części (wójt, rada gminy). To są całkowicie dwie odrębne struktury, które często mylnie bierzemy za jednolite „struktury państwowe”. W rzeczywistości tylko administracja państwowa, złożona z urzędników (w tym służby mundurowe i ratownicze, oraz sądownicze) na czele z premierem (rządem), jest strukturą stricte państwową, czyli względem nas służebną. Nasi reprezentanci, posiadający nasz mandat (głos), i pełniący w naszym imieniu nadzór nad strukturami państwowymi, to nie są urzędnicy, ale obywatele tacy sami jak my, obarczeni jedynie obowiązkiem kontroli i oceny, jak urzędnicy wypełniają swoją pracę. Tylko w ten sposób może to wszystko sprawnie działać, nie wchodząc sobie wzajemnie w paradę, oraz posiadając logiczne uzasadnienie swojego istnienia.

Gdy przyglądniemy się bliżej wydatkom państwowym,  okazuje się że na koszty utrzymywania samych instytucji centralnych (kancelaria prezydenta i kancelaria parlamentu) to odpowiednio 170  i 450 mln , dodając do tego ok 60 mln corocznych subwencji dla partii i koszty przeprowadzanych wyborów, które ponosimy prawie co rok, i jest to średnio 120 mln, to nam daje rocznie 800 mln + koszty regionalnych rad, sejmików i burmistrzów, czyli lekko licząc ok 900 mln rocznie. To całkiem spora kwota, a i nie jest pewne czy są to wszystkie koszty bezpośrednie, jakie ponosimy w związku z tymi instytucjami. W Polsce jest uprawnionych do głosowania 30 mln osób, z czego około połowa bierze udział w głosowaniach. to nam daje 30 zł rocznie na osobę, lub 60 zł na osobę biorącą aktywny udział w wyborach-takie koszty ponosimy bezpośrednio. Zamiana tego na opłatę w wysokości np.: 100 zł, to nie tylko sprawiedliwe obciążenie kosztami tych, którzy uważają tego typu instytucje za ważne i potrzebne, ale i rozdysponowanie tych środków według naszej woli, a nie wbrew naszym intencjom-a to w tym rozwiązaniu jest najważniejsze.

Rozdysponowanie takiej opłaty według sztywnego wskaźnika 65%+32%+3% (poseł/prezydent/radny/wójt+instytucja+koszty wyborów), to nie tylko dofinansowywanie osoby, z którą się identyfikujemy (każdy wyborca jest dumny ze wspierania swojego kandydata, a jednocześnie szlag go trafia, że z jego pieniędzy korzystają osoby reprezentujące inną opcję). Takie rozwiązanie nie tylko likwiduje połowę krążących po sieci memów (za ochronę Kaczyńskiego płacą jego zwolennicy, za podróże Petru do Brukseli koszty pokrywają osoby głosujące na niego, Hofman i inni jeżdżą i latają za swoje lub partyjne, które pochodzą od ich zwolenników, itp.). W wypadku gdyby nawet frekwencja spadła o 20%, z 15 do 12 mln, to jak łatwo policzyć, taka kancelaria Sejmu czy prezydenta miałaby do dyspozycji 384 mln na 4 lata, czyli 8mln/m-c. (7mln na utrzymanie i 50 mln na jakieś inwestycje?). Taki poseł miałby (licząc że połowa głosów padła na kandydatów którzy nie weszli do sejmu) średnio 10 tysięcy głosów, czyli jego dieta wynosiłaby ok 13,5 tys złotych brutto  ( ), oczywiście taki Jarosław z  200 tys głosów, lub Ewa Kopacz z 230 tys głosów, cieszyliby się większymi przychodami, ale nikt by im nie mógł zarzucić, że to nie są „ich” pieniądze…

Wyborcy w ten sposób dotowaliby każdą osobę, którą uważaliby za godną zaufania, a osoby nie dostające się do sejmu również dokładały by się do tej instytucji, jednak także, w zależności od poparcia, dostawałyby dotację od swoich zwolenników do prowadzenia dalej swojej działalności polityczno-społecznej. Nikt nie czułby się pokrzywdzony, że za „jego” pieniądze żyje jakiś polityk którego nie lubi, lub dotuje instytucje, której nie uważa za potrzebną (Senat, Sejm, Radę Miasta…). To nie tylko odkłamanie tezy, jakoby wybory i ich konsekwencje były „darmowe”, ale i wyraźne oddzielenie funkcji publicznych  państwa, na które idą powszechne podatki od dodatkowych opłat (jak za rejstrację samochodu lub przepisanie własności) w zależności od naszych potrzeb. Często się zdarza, że zadeklarowanymi przeciwnikami wprowadzenia takich opłat za wybory, są osoby sprzeciwiające się dotowaniu przez państwo kk, a tutaj mamy dotowanie kilkunastu świeckich stronnictw ideologicznych, które śmiało można nazwać religijnymi :), więc logika tych osób jest dla mnie niezrozumiała…

Swoją drogą, gdyby frekwencja spadła na przykład o połowę, ciekaw byłbym wyników takich wyborów. Które partie najbardziej straciłyby na tym, że  skończyły się żarty i głosowanie dla jaj, a każdy udział jest związany z opłatą, chośby tych symbolicznych 100 zł?. Jeśli ktoś miałby przeprowadzić  miarodajny sondaż w tej sprawie, to musiałby zadać najpierw wstępne pytanie, „Czy zgadzasz się na wzięcie udziału w sondażu preferencji wyborczych dot. płatnego głosowania, a jeśli tak, to zapłać 10 zł za udział w tej ankiecie…”

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.2 (głosów:10)

Komentarze

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Bombowy Szybowi... nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

"...w zależności od poparcia, dostawałyby dotację od swoich zwolenników do prowadzenia dalej swojej działalności polityczno-społecznej."

Obecny, absurdalny i niesprawiedliwy system dotacji państwowych dla partii politycznych sprawił zabetonowanie sceny politycznej. Próg 5% do sejmu i 3 % na dofinansowanie sprawił, że "bogaty staje się bogatszy a biedny biedniejszy".
Trzeba jeszcze zauważyć, że każda partia rządząca obstawia swoimi ludźmi różne spółki i spółeczki SP (rzecz naturalna, niestety) i także z tego tytułu czerpie legalnie lub mniej legalnie odpowiednie profity.
Dlatego tak trudno przebić się jakiejkolwiek inicjatywie obywatelskiej. No chyba, że ma się takie poparcie banksterów jak Petru.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-4

Bombowy Szybowiec Antka

Bądź zawsze lojalny wobec Ojczyzny , wobec rządu tylko wtedy , gdy na to zasługuje - Mark Twain

#1522411

No i nikt nie dotuje żadnego nielubianego polityka. Ile spokoju rano przy kawie, jak dowiadujemy się, że nie lubiany polityk poleciał na Hawaje, lub zatrudnia  rodzinę w swoim biurze poselskim (generalnie nic złego), ale nie za nasze... :)

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Prawdę można przysypać stosem kłamstw- nie da się jej jednak nigdy zmienić

#1522418