Maksymalne kłamstwa minimalnej

Obrazek użytkownika sebastian jarczak
Kraj

                 Co rusz czytamy o zmianach w wysokości pensji minimalnej, która nie tylko w sposób odgórny (w sposób nakazowo-rozdzielczy, jak na totalitaryzm przystało) wpływa na stosunki pracownik-pracodawca, ale i jest podstawą wielu wskaźników używanych przez administracje państwową, o czym rzadziej się mówi. Każdej informacji na ten temat, towarzyszy lament osób którym się to nie podoba i innych, którym się nie podoba to, że "innym się nie podoba" (czasami zastanawiam się, czy tak naprawdę nie chodzi właśnie o to, o te kłótnie). Może warto zastanowić się, jakie cele spełnia ten urzędowy nakaz i czy nie da się w inny sposób ich spełnić, bez tej ograniczającej swobodę i budzącej słuszny opór formie.

         Myślę można by zrobić tak, by państwo poprzez roboty publiczne, dostępne dla każdego chętnego, wpływało na wysokość najniższych uposażeń. Mogło by oferować np 80-100 PLN netto/dzień (nienawidzę tego brutto, którego i tak nikt nigdy nie widział na oczy, a służy jedynie do zamydlania oczu) max 3dni w tygodniu-w końcu to roboty publiczne, nie mogą być traktowane jako stałe źródlo dochodu, a i trzeba dać szanse i czas na poszukanie innej pracy. W ten sposób ,można by zarobić 1000-1200 PLN/mc i państwo nie musiałoby regulować pensji minimalnej, a właściwie robiłoby to w bardziej uczciwy sposób, wpływając na rynek pracy, a nie za pomocą nakazów.

          Gdyby ktoś zastanawiał się skąd państwo ma wziąć pieniądze na te roboty publiczne, od razu rozwiewam jego wątpliwości. Te pieniądze są i wystarczy ich, a nawet jest ich za dużo Kiedy porównamy ile wydawane jest obecnie na utrzymanie totalnie niepotrzebnych urzędów pracy, i ich „szkolenia”, „aktywizacje” czy niezdające w ogóle rezultatu, a tak naprawde mające negatywny wpływ na rynek pracy”staże” (państwo dopłaca do czyjegoś prywatnego interesu!- to zwykły dumping) oraz na zasiłki MOPSu i jego funkcjonowanie (które w dużej mierze polega na wspomaganiu tych, którzy nie wiążą końca z końcem, w związku z brakiem… pracy!) to wychodzi ponad 37 mld/rok (dane zy 2011r-dzisiaj pewnie o połowe większe, ale będę się tych starszych trzymał, różnicę- a przynajmniej większą jej część przeznaczając na oszczędność budżetową).

         Udział średni w tych robotach publicznych to 2 mln osób (mocno przesadzony, bo większość z zarejstrowanych w urzędach widnieje tam ze względu na ubezpieczenie, a pracuje na czarno) to jeśli koszt takiego pracownika zamknie się w kwocie 1300-1500 PLN, to daje nam ok 17 tys rocznie, czyli razem 34 mld r. Pozostałe 3 mld możemy przeznaczyć na zakup jakiś środków trwałych (łopaty,widły, worki, grabie itp), czyli 2,5 tyś gmin razy średnio 1mln = 2,5 mld PLN. Pozostałe 0,5 mld przeznaczymy na zasiłki dla tych naprawdę potrzebujących, co ani ręką,ani nogą nie ruszą, (nie mylić z zasiłkami pielęgnacyjnymi, które są w gesti ZUSu, to całkiem odrębna pula)
600zł x 12 m-cy x 50 tys osób (osobomiesięcy dokładniej, bo nie są to zasiłki stałe a doraźne) wychodzi 360 mln, mamy jeszcze 140mln w rezerwie.

      Jakie mamy pozytywy z takiego rozporządzenia?
-Państwo nie wtrąca się bezpośrednio w stosunki pracodawca-pracownik, nie narzuca pensji minimalnej, ale za pomocą mechanizmów wolnorynkowych wpływa na jej wysokość, oraz zapewnia bezpieczeństwo bytowe swoim obywatelom w sytuacji podbramkowej (pracodawca może legalnie zatrudnić kogoś za 100zł/mc, a pracownik ma stały dostęp do dorywczej pracy publicznej, którą może podjąć z dnia na dzień, zapewnia mu ona przetrwanie, i pozwala na szukanie zadawalającej pracy, bo pracuje tylko 2-3 dni w tygodniu)
-Likwiduje patologie w niepotrzebnych nikomu urzędach, poprzez ich likwidacje, ale jednocześnie realizuje nadal ich właściwe cele, które uważane są ważne w kształtowaniu społecznej świadomości, które chociaż są poboczną działalnością państwa (nie po to powstały państwa, i nie jest to cel ich istnienia), nie mogą nie być realizowane, w imię jakiś błędnych ideologi, które są fałszywe na dzień dzisiejszy.
– Wszystkie działania są moralnie uczciwe, nie noszą znamion przymusu ani zobojętnienia systemowego, organizacja państwowa wyraźnie spełnia swoją rolę, wyrównując pozycję słabszego w konfrontacji z mocniejszym, nie naruszając suwerenności tego ostatniego który przecież też jest jego obywatelem, a oferowanie niskich zarobków NIE JEST przestępstwem.

         Moją propozycję należy traktować w kategorii systemowej, a więc wysokość stawek zarobków w pracach publicznych powinna być traktowana jako przykładowa, i zależeć od faktycznej potrzeby, oraz nie powinna zbyt ingerować w rynek pracy (nie jest jej celem zastąpienie prywatnych miejsc pracy-państwowymi, a jedynie ucywilizowanie tych pierwszych i zapewnienie poczucia stabilności obywatelom). Gdyby po jej wprowadzeniu, okazało się że 6 mln osób chce skorzystać z tej możliwości, należało by obniżyć stawkę, tak aby nie przekraczać liczby 8-10% osób w wieku produkcyjnym.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)