XXI. Inne tropy „samolotu którego nie było” - lot kolizyjny (2)

Obrazek użytkownika Romek M
Kraj
Lot kolizyjny

 

23 lipca 2014 w Washington Times ukazuje się artykuł, pióra Lucji Swiatkowski Cannon, traktujący o strąceniu samolotu malezyjskiego nad terytorium Ukrainy, ale przy okazji nawiązujący też do wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku   (http://www.washingtontimes.com/news/2014/jul/23/cannon-different-airline...): 

Even the hour of the crash remains uncertain. First it was announced as 10:56, later changed to 10:41, but witnesses swear that it was earlier than that. (...) Around the time of the approach, a Russian plane belonging to the KGB came out of the fog, flew very low over the airport, seemingly trying to land but aborting its approach and flying off. This event was never explained by the Russian authorities and the purpose of its presence is unknown. If the Polish plane actually landed, they might have collided. 

Nawet godzina katastrofy pozostaje niepewna. Najpierw ogłoszono, że to była 10:56, potem zmieniono na 10:41, lecz świadkowie przysięgają, że to było jeszcze wcześniej. (…) Mniej więcej w czasie podejścia (polskiej Tutki - RM), samolot należący do rosyjskiego KGB wynurzył się z mgły, latał bardzo nisko nad lotniskiem, pozorując próbę lądowania, ale przerwał swoje podejście i odleciał. To wydarzenie nie zostało wyjaśnione przez władze rosyjskie, a powód dla którego Ił tam się znalazł nie jest znany. Gdyby faktycznie polski samolot wówczas lądował, mógłby się z nim zderzyć. 

Informacja o tym iż manewry Iła-76, zbiegły się w czasie z podejściem „polskiego samolotu”, nie jest ani niczym niezwykłym, ani nowym. Przypomnę tu jeszcze raz artykuł jaki pojawił się w Gazecie Wyborczej w dniu 10 kwietnia 2010, już o godzinie 10:31 (http://wyborcza.pl/1,76842,7752603,Odradzano_ladowanie.html#ixzz3Axt6EEHI ): 

Źródła wojskowe podają, że 15 min przed lądowaniem prezydenta służby kontrolne lotniska zabroniły lądować wojskowemu Ił-76 ze względu na złe warunki*. 

Sprawa tej informacji jest o tyle istotna, że pochodzi ona z godzin przedpołudniowych, z dnia tragedii, kiedy dopiero rozpoczynano budowanie „narracji wypadkowej”. 

Również i „Nasz Dziennik” z 28 kwietnia 2010 informuje, że (http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100428&typ=po&id=po01.txt) :

Jedna z wersji rozważana przez śledczych zakłada, że do katastrofy z 10 kwietnia pod Katyniem doszło na skutek tego, że na kursie polskiego Tu-154M znalazł się rosyjski samolot wojskowy Ił-76. To tłumaczyłoby, dlaczego mjr Arkadiusz Protasiuk zdecydował się na gwałtowne obniżenia kursu samolotu: chciał w ten sposób uniknąć kolizji z potężnym transportowcem, który znalazł się tuż nad prezydenckim tupolewem. Kapitan zdołał wyprowadzić maszynę z turbulencji na prostą. Niesłychanie trudny manewr zapewne zakończyłby się powodzeniem. Gdyby nie drzewa.  
Hipoteza, że lot prezydenckiego samolotu mógł kolidować z rejsem rosyjskiego iła, pojawiła się po tym, jak stwierdzono, że godzina katastrofy jest wcześniejsza, niż to pierwotnie podawano, i do wypadku mogło dojść co najmniej kilkanaście minut wcześniej. A jak wiadomo z doniesień po tragedii, na lotnisku Siewiernyj próbował wcześniej lądować rosyjski wojskowy transportowiec. Czas tej próby również nie jest precyzyjnie określony. Podawane są wartości od piętnastu minut do pół godziny przed przyjętą na 8.56 polskiego czasu godziną katastrofy tupolewa. Podawane są również informacje o kilkakrotnym podejściu Iła-76 do lądowania (co zarazem tłumaczyłoby, dlaczego na początku pojawiały się relacje świadków mówiące o rzekomych wielokrotnych próbach podchodzenia do lądowania samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim i 95 innymi osobami na pokładzie). Czy podczas jednej z tych prób mogło dojść do niebezpiecznego zbliżenia się obu samolotów?  

Śledczy oczywiście wcale nie rozważali „hipotezy kolizyjnej”. I to, moim zdaniem, wcale nie dlatego, że Naczelna Prokuratura Wojskowa nie zajmuje się teleportacją, ani podróżami w czasie. Nie zajęła się ona tą wersja katastrofy,  z tego prozaicznego powodu, że instytucja ta skupia się tylko i wyłącznie na przesłankach mających wskazać na to, jak doszło i jaki przebieg miała „katastrofa pod Smoleńskiem” (http://niepoprawni.pl/blog/romek-m/list-do-alisii-na-swieto-niepodleglos...). Gdyby zaś przypadkiem zajęła się badaniem „hipotezy kolizyjnej musiałaby przede wszystkim zbadać czy rankiem 10 kwietnia 2010 roku, z Polski do Katynia nie wyleciały przypadkiem więcej niż dwa samoloty, gdyż ten wylatujący z Prezydentem o godzinie 7:27 , nie mógł przecież spotkać się nad Smoleńskiem z Iłem-76 około 7:30. Tyle, że wówczas „hipoteza kolizji” nie stałaby się wcale jedną z hipotez katastroficznych, a po prostu hipotezą zamachu. A badanie tej sprawy nie leży przecież ani w interesie NPW, ani PG**. 

Trop szósty - „Polak”, który miał „usiąść”  

Moim zdaniem najistotniejszym śladem w stenogramach, który świadczyć może o obecności nad ”Siewiernym” polskiego samolotu, jest moment, w którym Ił-76, podczas bardzo nerwowej atmosfery panującej w pomieszczeniu kontrolerów lotu  kończyć ma swoje drugie podejście. Wówczas to, we wschodniej, smoleńskiej wieży, paść ma bowiem takie oto zdumiewające pytanie (sten. 09:39:30): 

Cała treść tego rozdziału  znajduje się na XL4.PL   

Rozdziały, które zamieszczam na "Niepoprawnych" nie są na bieżąco poprawiane. Dlatego w momencie, gdy ustalę jakieś nowe dane, czy dojdę do odmiennych niż wcześniej wniosków, rozdział ten redukuję w "Niepoprawnych" tylko do jego fragmentu początkowego. Najnowsza wersja zawsze będzie natomiast na mojej stronie xl4.pl. Czytaj więcej na  XL4.PL - http://www.xl4.pl/ 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:12)

Komentarze

Im dalej od tragedii to liczba pytań i wątpliwości rośnie.Tylko skąd wziął się kolejny polski samolot i co się z nim stało. Czy mamy tyle samolotów,że po 10 kwietnia nie można się ich doliczyć. a ludzie z załogi? Przecież łatwo sprawdzić czy kogoś brakuje...

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1456478

Dwa Tupolewy były przed 10 kwietnia. Tak samo wiadomo, że było pięć rządowych Jaków. Problem więc nie z tym, że nie można sie doliczyć samolotów, tylko że nie ma dostępu do materiałów z Okęcia z 10 kwietnia rano.  I nie wiadomo właściwie co wówczas wyleciało i gdzie. Pozdrawiam, 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-1
#1456482

Wiadomym jest, że istnieją tylko dwie opinie o raporcie MAK. Jedni przyjmują raport MAK jako pewnik, a drudzy jako wierutny banialuk. Niebawem minie pięć lat od tamtych zdarzeń, a nikomu w Polsce nie przychodzi do łba, żeby śledztwo zacząć od Okęcia. Dlaczego wszyscy unikają tego tematu? Proszę zwrócić uwagę, że ci co się mienią "prawicą", na opinię, że wylot mógł nawet nie nastapić, reagują jak diabeł na święconą wodę, a przecież logika nakazuje, że śledztwo należałoby zacząć od Okęcia właśnie. Poza tym widać, że wszystkim zależy na uwiarygodnieniu tego, że szeroko pojęte "wszystko", odbyło się na Siewiernym, a na to nie ma jednoznacznych dowodów.

Moim skromnym zdaniem, ażeby dowiedzieć się, co w istocie wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku, należałoby wynająć jakąś prywatną firmę wywiadowczą (Buzz Allen Hamilton np.), która za odpowiednie honorarium podjęłaby się zadania. No tak, ale skąd wziąć środki na to? Tzw. "opozycja" powinna założyć jakąś fundację, która by kwestowała na ten cel, a moż e Macierewicz niech sie tym zajmie i wcale nie żartuję.
Ja wiem, że jest to marzenie ściętej głowy, ale wiem także, iż rozwikłanie tej zagadki w inny sposób nie jest możliwe.  
Macierewicz i jego zespół, obiecywali, że już w październiku się dowiem, co stało się na pokładzie TU 154M 10 kwietnia. 
Jaki miesiąc mamy dzisiaj?
Analogicznie sprawa wygląda z dwoma samolotami malezyjskich linii lotniczych. Nikt się nie dowie prawdy, a może lepiej by było napisać, że nikt tej prawdy oficjalnie nie ogłosi.
 
Pozdrawiam!
Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#1456523

Pisałem już, że zniknięcie malezyjskiego samolotu i jego pojawienie się nad Ukraina to szansa na dwa odszkodowania.

Ale to pryszcz. Wracając do Okęcia to widać, że można znoknąć samolot z ekranów radarów i nie pojawia się on nigdzie, nawet w formie rozbitego wraku. Ciekawe co z sygnałami z czarnych skrzynek?

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2
#1456526

Witam serdecznie,

odpowiem krótko. Prawda o 10 kwietnia (proszę zwrócić uwagę, że nie piszę wcale "o Smoleńsku") jest znana ogromnej rzeszy ludzi. I ona wypłynie w końcu. Co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Nie trzeba tu wcale opłacać firmy Buzz Allen Hamilton (przekleiłem:)). Zresztą obawiam się że nie na wiele by się to zdało. Mało tego - dowody na to co zdarzyło się 10 kwietnia są w Polsce. Zamknięte w grobowcach rodzin ofiar. Nawet nie trzeba zwracać się do Michaela Badena, aby ponownie przyjechał, ale oprzeć się o badania, choćby Zakladu Medycyny Sądowej UJ z Krakowa, a nie wysyłać ciał znów do Katedry Medycyny Sądowej we Wrocławiu, bo wyniki badań będą takie jakie sobie zażyczy zleceniodawca - (t,j NPW) .

Co zrobić, żeby poznać prawdę o 10.04.10 w trybie "prawienatychmiastowym" - wiadomo. Potrzeba tylko jednej rzeczy, Jednej jedynej - WOLI POLITYCZNEJ.  A tej nie ma.

   

 

 
Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1
#1456537

a dokladniej w hangarze (którego już nie ma - został rozebrany)

Jeżeli śledztwo u sowietów jest utrudniane a zwrot wraku wątpliwy chyba przez kilka lat, należy zająć się sprawą Okęcia.

Tajemnicze worki wynoszone z Casy, rozebrany hangar, jakie samoloty w końcu wyleciały i lle ich wyleciało etc.

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1456545

Tak, To wszystko należałoby zbadać. Wszystko to bowiem dziwne jest.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1456549

przez nowy zespól zarówno parlamentarny jak i sledczy.

Pierwszy krok to gdzina opuszczenia przez  Pana Prezydenta z małżonką Pałacu Prezydenckiego.

1. Kto towarzyszył Panu Prezydentowi

2. Przesłuchania osób z palacu, kierowcy

3. Sprawdzenia monitoringu

4. Przesłuchania obstawy

5. Trasa przejazdu

Nastepnie wjazd na lotnisko, sprawdzenie monitoringu  itd

Z tymi dwoma tematami jest zbyt duzo a może aż za duzo niewiadomych???

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1456638