Czy blogerzy mogą sami przeprowadzić skuteczne śledztwo w sprawie 10 kwietnia 2010 roku?

Obrazek użytkownika Romek M
Kraj
Roman Misiewicz "Zatarty ślad"

Od razu mówię, że odpowiedź: NIE, na postawione w tytule pytanie nie jest prawidłowa. Tak samo jak i odpowiedź: TAK.

Spróbujmy spojrzeć na problem realnie. Jakie są możliwości przeprowadzenia prywatnego śledztwa przez szarego obywatela - nazwijmy go - Janem K. (jak Cogito)? Czym on, poza własnym warsztatem analitycznym dysponuje?

 

Aby ułatwić sobie odpowiedź na to pytanie, zacznijmy od tego jaki cel chce nasz obywatel osiągnąć? Czego pragnie?

 

Jan K pewnie obruszyłby się gdyby mu postawić takie pytanie.

- Oczywiście, że tylko i wyłącznie PRAWDY o 10 kwietnia 2010 roku,

 

Tylko jak ją poznać?

 

Trochę to zaskakujące, ale z pomocą przychodzi nam tu prawo karne, a właściwie prawna definicja PRAWDY MATERIALNEJ. Czymże ta prawda jest? Według artykułu 2 paragraf 2 kodeksu postępowania karnego jest to WIEDZA ZGODNA ZE STANEM FAKTYCZNYM ("prawdziwe ustalenia faktyczne") .

 

Proszę się nie zrażać banalnością powyższego sformułowania. ale dzięki niemu jesteśmy prawie w domu. Wystarczy tylko odpowiedzieć na pytanie - na podstawie czego nasz Jaś Kogito miałby ustalać ten STAN FAKTYCZNY?

 

Rzecz jasna, podobnie jak sąd, czy prokuratura. na podstawie dowodów. A ściślej mówiąc - prawdę może on poznać tylko wtedy, gdy będzie analizował wyłącznie źródłowe ŚRODKI DOWODOWE (oraz podstawy dowodów).

 

Jakie więc mamy środki dowodowe (czyli ŹRÓDŁA do naszych analiz) w tej sprawie? Postaram się tu wymienić i skomentować wszystkie:

 

1) Pierwszym dowodem rzeczowym, który nasuwa mi się niemal automatyczne, jest wrak samolotu. Niestety nie ma do niego dostępu nie tylko Jan K., ale i nasi śledczy.

 

2) Rejestratory lotu. I mam tu na myśli absolutnie wszystkie urządzenia, które dokonują zapisów (tak parametrów jak i rozmów odbywanych w samolocie i w wieży podczas) lotu. Czy mamy dostęp do takowych? Nie. Mamy wprawdzie dostęp do samych zapisów (bo faktycznie to one są podstawą tego dowodu), ale przecież NIE ŹRÓDŁOWYCH. A więc w rzeczywistości NIE DYSPONUJEMY TYM ŚRODKIEM DOWODOWYM. I tak samo jak w przypadku wraku nie dysponują nim ani nasi śledczy, ani Jan K.

 

3) Inne dowody rzeczowe pochodzące czy to z "miejsca zdarzenia", czy to przedmioty należące do członków Delegacji - naszemu prywatnemu śledczemu J.K praktycznie nie są dostępne.

 

4) Ciała ofiar. Zarówno protokoły sekcji jak i opinie biegłych, dotyczące ciał tych kilku osób które ekshumowano, Janowi są z przyczyn oczywistych całkowicie niedostępne.

 

5) Dokumenty i protokoły bezpośrednio związane z lotami samolotów z Delegacją i dziennikarzami. Nasz J.K nie ma do nich dostępu albo w ogóle, albo w bardzo ograniczonym zakresie (tylko to co ujawniono poprzez publikatory). Właściwie środek dla niego niedostępny.

 

6) Ślady. Umieszczam w tej grupie zarówno ślady z miejsca zdarzenia (których ani nasi śledczy, ani Janek K. nie zbadali bo nie mieli do niego dostępu bezpośrednio po zdarzeniu - właściwie śledczy byli tam tylko "obserwatorami"), jak też fotografie i filmy miejsc, ludzi, zdarzeń. I to jest pierwszy środek dowodowy, który Jan K. w zasadzie może badać w ramach dostępnych mu środków dowodowych. O ile się na tym zna i potrafi przynajmniej rozróżnić fotografie fałszywe od prawdziwych. Od razu zastrzegam jednak, że ten Jan, którego ja znam, jest w tej kwestii całkowitym dyletantem.

 

7) Świadkowie. A właściwie ich zeznania oraz relacje. Zwłaszcza te najbardziej cenne, złożone zaraz po 10 kwietnia 2010 roku.

I tak naprawdę jest to jedyny obszar, który moim zdaniem, Jan Kogito, z większą nadzieją, że nie daje się wprowadzać jak dziecko ani w maliny, ani w mgłę, przez "dwupłciowe" służby, może badać.

 

Wszystkie pozostałe środki dowodowe powinien on, moim zdaniem, traktować wyłącznie jako materiał bardzo, ale to bardzo pomocniczy.

 

Jaki wyciągam z tego rozważania wniosek? Przede wszystkim ten, że prowadząc śledztwo blogerskie należałoby wyjść przede wszystkim od zeznań świadków (lub od relacji), natomiast pozostałym materiałom przyglądać się przez olbrzymią lupę i wspierać się nimi tylko w ostateczności, i tylko wtedy, gdy współgrają z wnioskami jakie wyciągnęło się z wysłuchania świadków.  

 

Choć, muszę tu dodać - zeznania i relacje świadków same w sobie, też nie należy traktować całkowicie bezkrytycznie. Są to w końcu tylko (mniej lub bardziej precyzyjnie wyartykułowane) zapisy, jakże niedoskonałej i poddanej na różne wpływy pamięci ludzkiej.

 

Ja pisząc książkę "Zatarty ślad" - analizującą pewne. tylko wybrane aspekty zdarzenia z 10 kwietnia 2010 roku.- skoncentrowałem się, w głównej mierze, właśnie na zeznaniach i relacjach świadków.

 

.................................................................. 
 
Kwintesencja moich ustaleń dotyczących 10 kwietnia 2010 roku znajduje się w artykule  >>Koniec "smoleńskiego śledztwa" - podsumowanie<<   TUTAJ

Christus, et impera super nos.

.........................................................................................
 

 

 

Książka do kupienia tutaj:

 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/288418/zatarty-slad-o-10-kwietnia-2010-r

 

https://madbooks.pl//zatarty-slad-o-10-kwietnia?utm_source=skapiec.pl&ut...

 

http://www.motyleksiazkowe.pl/literatura-faktu/26767-zatarty-lad-o-10042...

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)

Komentarze

Wyliczając litanię elementów procesu dochodzenia do prawdy nie nazwał Pan tego dowodami poszlakowymi, a przecież prawo karne dopuszcza ustalanie prawdy na podstawie poszlak.
W procesie poszlakowym łańcuch wiążących się ze sobą poszlak można uznać za zamknięty tylko wówczas, gdy każda z poszlak będąca ogniwem tego łańcucha ustalona została w sposób nie budzący wątpliwości i uniemożliwiający jakiekolwiek inne rozważania.

Definiując ten proces poszlakowy, Sąd Najwyższy w jednym z orzeczeń stwierdził: "Przez proces poszlakowy należy rozumieć proces, w którym nie ma bezpośrednich dowodów winy, gdyż poszlaki są dowodami niepełnymi, okolicznościami, na podstawie których można jedynie wnioskować o winie; natomiast wyjaśnienia współoskarżonych, stwierdzających konkretne fakty świadczące o winie oskarżonego, nie są poszlakami, lecz dowodami bezpośrednimi, i na taki ich charakter nie ma wpływu ocena ich wiarygodności" (wyrok SN z 24.04.1975 r, OSNKW 1975, nr 8, poz. 111).

Chcę tu zwrócić uwagę na kwestie czasu, które moim zdaniem, są w sprawie tragedii smoleńskiej bardzo ważnym elementem a można nawet powiedzieć, że elementem kluczowym.
Posiłkując się naukową teorią chaosu(w aspekcie chaosu informacyjnego wokół tej tragedii, który był i jest jednym z narzędzi manipulacji świadomością opinii publicznej, której najważniejszym ogniwem są media a zwłaszcza mainstreamowe telewizje)należy poszukiwać atraktorów, które będą ogniskować wokół siebie trajektorie wydarzeń z wątkiem czasu w ich treści.
W swojej blogerskiej twórczości poszukiwaniom tych atraktorów poświęciłem wiele notek.
Wniosek jest jeden: w kwestii czasu wydarzeń, w oficjalnych raportach niewiele jest prawdy.
Podstawowym atraktorem czasowym jest:czas lokalny w mediach i u operatorów telefonii komórkowej w Polsce i w Rosji w dniu 10.04.2010 roku.
W sprawie czasu lokalnego mamy do czynienia z manipulacją na skalę od Rosji, poprzez Polskę i UE do USA, czyli posługiwanie się czasem zimowym zamiast letniego.
Są informacje medialne(doniesienia agencyjne) zarówno w Polsce, Rosji i USA, opatrzone skrótami oznaczającymi czas zimowy np.depesze agencji Reuters czas wschodnio amerykański ET zamiast EDT, czas moskiewski MSK zamiast MSD. Rosyjska stacja RT na pasku pokazywała czas na świecie z różnicą 3 godzin pomiędzy czasem UTC/GMT a czasem w Moskwie czyli taką jaka jest dla czasu zimowego.
Najnowszym dokumentem potwierdzającym fakt posługiwania się przez media w Polsce(np. czas podawanym na paskach TVP Info czy TVN24 i innych, jest dokument opublikowany przez Departament Stanu USA. Jest to depesza ambasadora USA w Polsce Feinsteina, skierowana do DS USA, w której ambasador podaje czas "katastrofy" jako "Krótko przed godziną 10.00 czasu warszawskiego" a przecież medialna godzina "katastrofy" podawana przez media w dniu 10,04.2010 to była......8.56 czyli powinno być w depeszy: "Krótko przed 9.00 czasu warszawskiego".
To świadczy o tym, że media podawały w czasie zimowym i podając info o 8:56 to było to 8:56UTC+1 a ambasador podał w czasie UTC+2(letnim) i stąd "krotko przed 10.00 czasu warszawskiego".
Potwierdziła to Anna Komorowska mówiąc w wywiadzie, że informacje w mediach były bardzo opóźnione w stosunku do tego co "oni"(władza) wiedzieli.
Czy nie jest to dowód na to, że wydarzenia z 10.04.2010 roku były zamachem a nie wypadkiem CFIT?
Oto skan tego dokumentu:

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1506513

 

czy rzeczywiście cały problem lezy w przesunięciu czasowym, A może w późniejszej dezinformacji, która operowała celowo różnymi czasami, aby odwrócić uwagę od istoty, czyli rzeczywistego ciągu wydarzeń ?

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1506515

"A może w późniejszej dezinformacji, która operowała celowo różnymi czasami, aby odwrócić uwagę od istoty, czyli rzeczywistego ciągu wydarzeń ?"

Widzę, że nie zrozumiałeś istoty sprawy.
Dezinformacja była w czasie rzeczywistym a nie późniejsza.
Posługiwanie się czasem zimowym, w sytuacji programu uroczystości rozpisanej wg czasu letniego, powodowało to, że oczekujący na lądowanie TU154M nr 101 przybyli na Siewiernyj z 1-no godzinnym opóźnieniem.Większość ludzi ma problemy ze zrozumieniem zasad dotyczących stref czasowych i czasu lokalnego i chyba Pana też to dotyczy.
Bardzo barwnie opisał ten problem z-ca amb. Bahra czyli P.Marciniak, zeznając w prokuraturze.
Mówił mianowicie, że informację o tym, że TU154M nr 101 z powodu trudnych warunków pogodowych na Siewiernym, może lądować na Wnukowie w Moskwie, otrzymał od G.Cyganowskiego na 1.5 h przed planowanym lądowanie samolotu w Smoleńsku czyli 1.5 h przed 8:30 czyli o 7:00(9:00 c.m.), czyli byłoby to jeszcze przed startem tego samolotu z Okęcia. Jasnym jest, że musiał w komórce odczytać czas w czasie zimowym, bo potem dokończył, ze udał się niezwłocznie na to lotnisko, w drodze otrzymał informację o katastrofie, którą określił na godzinę 11-tą c.m.
Czy człowiek zdrowy na umyśle może dać wiarę, że pokonanie odcinka kilkunastu kilometrów mogło zając Marciniakowi aż 2 godziny? Po prostu dostał pierwszą informację około godziny 10-tej czasu letniego, a informację drugą o 11-tej czasu letniego.
Pierwszą informację przekazał mu Cyganowski w czasie jazdy z J.Bahrem na Siewiernyj z hotelu oddalonego od lotniska kilka kilometrów a wg relacji Bahra, przybyli na lotnisko około 40 minut przed planowanym lądowaniem.
Policzmy 8:30 - 0:40 = 7:50 czyli telefon Cyganowskiego był wcześniej niż 7:50 co nie zgadza się z relacją Marciniaka o 1.5 h różnicy(7.00)
Bardziej prawdopodobna jest teza, że J.Bahr wiedział o opóżnieniu wylotu samolotu z Okęcia i czas lądowania przesunął na godzinę 9-tą(tak to relacjonował Sasin)i wtedy 40 minut przed lądowaniem jako czas przybycia na lotnisko to byłoby 8:20, a telefon Cyganowskiego do Marciniaka mógł być w czasie jazdy na lotnisko czyli około 8-mej czasu letniego polskiego i 10-tej czasu letniego moskiewskiego.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1506522

Macie zupełną rację jeśli chodzi o wagę chronologii wydarzeń. Jest to główny cel, na którym koncentruję się i który usiłuję odtworzyć w książce analizując relacje świadków. 

Natomiast, 35stanie - jeśli chodzi o dowód poszlakowy, to dowodem jest przecież także sam proces dedukcyjny, o czym wspominam na początku - pisząc o własnym warsztacie analitycznym blogera.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1506517

Katastrofa Smoleńska - znalezione w sieci.

Proponuję założyć stronę z materiałami dotyczącymi Katastrofy Smoleńskiej.

Kto ma ciekawy materiał  - wkleja lub podaje link. Wiele linków z takimi niezwykłymi stronami niestety już się w Internecie nie otwiera. To też daje do myślenia.

A nóż widelec ta ścieżka naprowadzi śledczych na właściwy trop?

Dzisiaj przypomnę kilka interesujacych materiałów...

........................................................................................................

1.)    http://www.rp.pl/artykul/486145-Rosyjskie-sledztwo-budzi-watpliwosci.htm...

2.)    19 października 1986 r. na terytorium RPA rozbił się Tu-134 z prokomunistycznym prezydentem Mozambiku na pokładzie (oprócz niego w samolocie znajdowały się 43 osoby, w tym kilkunastu ministrów i innych ważnych urzędników tego państwa). Podobnie jak w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem, maszyna roztrzaskała się, odchyliwszy się wcześniej o 37 stopni od właściwego toru lotu, a piloci obniżali samolot, zachowując się tak, jakby nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują. Zignorowali też – tak jak polska załoga – sygnał ostrzegawczy GWPS, który włączył się 32 sekundy przed upadkiem. Po katastrofie południowoafrykańska policja zabrała wszystkie czarne skrzynki, odmawiając poddania ich niezależnemu badaniu. Oficjalny raport przygotowany przez śledczych RPA do złudzenia przypominał ustalenia Rosjan ws. katastrofy pod Smoleńskiem. Jego tezy były następujące:
1) samolot prezydenta Mozambiku był w pełni sprawny,
2) wykluczono akt terroru lub sabotażu,
3) załoga nie przestrzegała procedur obowiązujących przy lądowaniu,
4) załoga zignorowała ostrzeżenia GWPS. 
Rosjanie, którzy w katastrofie stracili wiernego sojusznika, gwałtownie oprotestowali raport komisji południowoafrykańskiej. Oskarżyli władze RPA o zamach polegający na… zakłóceniu sygnału satelitarnego samolotu. Wskazywały na to okoliczności wypadku, bardzo przypominające zresztą – jak już wspomnieliśmy – to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.
Po kilkunastu latach okazało się, że w tym akurat przypadku rację mieli komuniści. W styczniu 2003 r. Hans Louw, były agent służb specjalnych rasistowskiego reżimu RPA, przyznał, że samolot został strącony wskutek celowego zakłócenia sygnału satelitarnego przez południowoafrykańskich agentów. Dodał, że w wypadku niepowodzenia ataku maszyna miała zostać zestrzelona przez jedną z dwóch specjalnych ekip.

Wikipedia natomiast zawiera takie informacje:

3.)   https://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_mozambickiego_Tu-134_w_Po%C5%82udniowej_Afryce

 

4.)   List do E. Klicha.

WP  (77.223.240.xxx) 26.05.10, 14:33

"E. Klich: Odpowiedz na to o czym piszę, jak i zastraszona PKBWL – Generał i jego
piloci: Mizerne wyniki półtoramiesięcznej pracy komisji MAK, która
bada okoliczności katastrofy smoleńskiej, budzą głębokie
rozczarowanie. Na ostatniej konferencji komitetu nie przedstawiono
niczego, co w sposób znaczący wzbogacałoby dotychczasową wiedzę.
Zaprezentowano materiał graficzny, który był już od dawna znany.
Jeżeli porównać to, co pokazał MAK, z precyzyjnymi obliczeniami
trajektorii lotu Tupolewa i interpretacją faktów wykonaną przez
Internautów, to można powiedzieć, że MAK zademonstrował bardzo
kiepskie umiejętności analityczne. Nie ulega wątpliwości, że komitet
przedstawił jedynie rezultaty tych badań, które wzmacniają od dawna
głoszone tezy. Tak więc szefowa komisji Tatiana Anodina bez podawania
jakichkolwiek argumentów stwierdziła, że:
* w samolocie wszystko funkcjonowało bez zarzutu do chwili katastrofy,
* personel naziemny lotniska nie popełnił błędu,
* nie było żadnego zamachu,
* nie było żadnego pożaru na pokładzie Tupolewa,
* nie było żadnej eksplozji.
I tutaj pojawia się problem, bo wielu świadków katastrofy
relacjonowało, że widoczne były błyski eksplozji, kiedy Tupolew leciał
jeszcze nad drzewami. Potwierdza tę wersję również pracownik TVP
Sławomir Wiśniewski, który był naocznym świadkiem katastrofy. Na
miękkim, wilgotnym gruncie kadłub uderzającej 100-tonowej maszyny
powinien się wyraźnie “odcisnąć”. Żadnego takiego śladu nie
stwierdzono. I wreszcie skala zniszczeń kadłuba samolotu wskazuje na
eksplozję. Nie chcę wnikać w szczegóły, ponieważ jest ich przeogromna
ilość i ich analizę należy pozostawić ekspertom.
Tatiana Anodina poinformowała poza tym, że:
1. 16-20 minut przed katastrofą w kabinie pilotów były dwie
osoby spoza załogi,
2. na kilka minut przed katastrofą w kabinie była jedna osoba
spoza załogi – jej tożsamość zidentyfikowano ale nie ujawniono,
3. wielokrotnie informowano załogę Tupolewa o niekorzystnych
warunkach atmosferycznych,
4. system TAWS włączył się na 18 sekund przed uderzeniem w
pierwszą przeszkodę, którą była brzoza w odległości 1100 metrów od
pasa startowego lotniska,
5. w Tupolewie aż do 5 sekundy przed katastrofą był włączony
automatyczny pilot.
Te wszystkie informacje miały na celu przede wszystkim wywołanie
wrażenia, że katastrofa była wynikiem ludzkiego zaniedbania,
zignorowania ostrzeżeń wieży kontrolnej lotniska i wreszcie
prawdopodobnych nacisków na załogę ze strony osób trzecich. Uważna
analiza tego materiału prowadzi jednak do zgoła innych wniosków.
Edmund Klich – członek komisji śledczej – rozszerzył powyższą
informację podczas programu telewizyjnego “Teraz My”, który
wyemitowano 24 maja 2010 roku. Powiedział on, że osobą, która
przebywała w kabinie pilotów aż do chwili katastrofy był gen. Błasik -
szef sił powietrznych Polski. Klich zaznaczył przy tym, że piloci
obniżając trajektorię lotu zeszli poniżej tzw. “wysokości decyzyjnej”,
która w przypadku Tupolewa wynosiła 100 metrów. Piloci zdawali sobie z
tego sprawę. Obecnie próbuje się, przemycić bardzo jednostronne
spojrzenie na fakt obecności gen. Błasika w kabinie pilotów. Sugeruje
się wręcz, że być może to właśnie on był tą osobą, która swoją
obecnością wywarła psychiczny nacisk na pilotów. Jest to bardzo
wątpliwa i naiwna interpretacja. Generał nie musiał wywierać nacisku
na pilotów poprzez swoją obecność. Wystarczyłoby, aby wcześniej wydał
odpowiedni rozkaz. Najbardziej prawdopodobne jest jednak to, że
generał przyszedł do podwładnych mu pilotów – swoich żołnierzy – jak
tylko dowiedział się, o stanie zagrożenia. Jaką wiadomość otrzymał tuż
przed lądowaniem generał Błasik, że zamiast siedzieć przypięty pasami
do fotela, przybiegł do kabiny pilotów? Edmund Klich przyznał w
programie “Teraz My”, że generał zjawił się tam na zaledwie kilka
minut przed katastrofą. Jeżeli przyjąć przeciętną w tej fazie lotu
prędkość ok. 70m/s, to Tupolew był wtedy oddalony od lotniska parę
kilometrów i powinien być na wysokości około 500 metrów lub więcej.
Dzisiaj wiemy już, że był dużo niżej. Nie ma wątpliwości, że piloci
zidentyfikowali zagrożenie wcześniej i poinformowali o nim swojego
przełożonego. Pamiętajmy jednak, że samolotem przez cały czas sterował
automatyczny pilot, który wykorzystywał bezpieczne dane satelitarne.
Jak mogło więc dojść do tego, że automatyczne pilotowanie sprowadziło
Tupolewa na tak niebezpiecznie niską wysokość? Mogła to spowodować
awaria mechanicznego systemu sterowania samolotem lub awaria systemu
autopilota lub też użycie przez autopilota błędnych danych. Komisja
MAK wykluczyła jednakże jakiekolwiek nieprawidłowości w działaniu
systemów samolotu. Oznacza to, że jedyną przyczyną sprowadzenia
Tupolewa na krytycznie niską wysokość było wykorzystanie przeze
autopilota błędnych danych. To nie rozwiewa jednak wszystkich
wątpliwości. Zgodnie z informacjami MAK widoczność pionowa przy
podejściu do lotniska w Smoleńsku wynosiła feralnego dnia 50 metrów.
Piloci musieli więc dużo wcześniej zauważyć, jeszcze przed kontaktem z
pierwszą przeszkodą (na wysokości zaledwie kilku metrów nad ziemią),
że znajdują się na niebezpiecznie niskiej wysokości. Musieli to
widzieć zanim włączył się, TAWS na 18 sekund przed pierwszą przeszkodą
i przed nalotem nad głęboki jar przed lotniskiem. Był to więc ostatni
moment na wyłączenie automatycznego pilota i włączenie pełnej mocy
silników w celu poderwania samolotu. Ale nic takiego się nie stało…
Piloci wyłączyli autopilota dopiero 5 sekund przed katastrofą!
Dlaczego tak późno? Jedynym logicznym wnioskiem w tej sytuacji jest
to, że do tego momentu nie udało im się wyłączyć automatycznego
pilota. Jego sprawność wróciła dopiero wtedy, kiedy już nie było
żadnego ratunku. Blokada systemu autopilota mogła być konsekwencją
awarii systemu lub umyślnej ingerencji w jego elektronikę.
Wcześniejsze, nieskuteczne próby wyłączenia autopilota zostały z
pewnością zarejestrowane przez “czarną skrzynkę”. O tym się już jednak
nigdy nie dowiemy, wszak według Rosjan wszystkie systemy samolotu
działały bez zarzutu a skrzynki nie zostaną zwrócone Polsce. Smoleńska
katastrofa to jedna z najdziwniejszych katastrof lotniczych. Ilość i
typ posiadanych dowodów i relacji świadków oraz informacje podane
przez MAK nie pozostawiają wątpliwości, że katastrofa jest wynikiem
umyślnego działania osób trzecich. W moim poprzednim artykule “Wieś
znowu górą?” odżegnałem się od najpopularniejszej obecnie tezy, że to
w interesie Rosjan było zorganizowanie tej okropnej hekatomby. Uważam,
że przytaczane tu i ówdzie argumenty na rzecz tego poglądu są po
prostu niedorzeczne i są w rzeczy samej świadectwem naszej polskiej
megalomanii. Prawdziwi skrytobójcy są wśród nas a służby rosyjskie
pomogły jedynie w wykonaniu zamachu i nadal pomagają swoim polskim
kolegom w zacieraniu jego śladów. Społeczeństwo ma prawo się
dowiedzieć – i jest to zadanie dla polskich prokuratorów – jakie są
ustalenia w poniższych kwestiach:
* Min. W. Stasiak poinformował min. B. Klicha w piśmie z dnia 17
marca, że Prezydent RP chciałby zaprosić dowództwo polskich sił
zbrojnych na 10 kwietnia do Katynia. Min. Klich zrobił notatkę na tym
piśmie “Zgoda, zwłaszcza że ja też się wybieram. B. Klich”. Dlaczego
się, nie wybrał?
* Z jakich powodów dokonano w ostatniej chwili zmiany samolotu JAK -
40 na innego JAK – a, którym dziennikarze polecieli do Smoleńska?
Proszę o upublicznienie listy pasażerów JAK – a przed zmianą samolotu.
* Dlaczego nie podjęto decyzji o zabraniu dziennikarzy na pokład
Tupolewa? Tupolew mógł bez problemu zabrać na pokład dziennikarzy, co
niejednokrotnie praktykowano. Kto podjął decyzję o wysłaniu ich JAK -
iem do Smoleńska?
* Jaka była przyczyna opóźnienia wylotu Tupolewa z Warszawy?
Nie wrócą już do nas ci, których zabrała nam ta straszliwa katastrofa.
Należy jednak konsekwentnie żądać od władz polskich( czy aby polskich?
oto jest pytanie!), które w sprawie katastrofy reprezentują haniebną
postawę, wyjaśnienia i publicznego ujawnienia bezwzględnie wszystkich
okoliczności katastrofy. Stoją za nią konkretne osoby i należy je
niezwłocznie zdekonspirować."

cdn.

 

 

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1506536

 

WP 31.05.10, 10:33

"W programie "Teraz My" na pytanie: – Czyli w momencie, kiedy wysokość była 100 m, a oni nadal nie widzieli pasa, to powinni poderwać samolot? - Odpowiedź Edmunda Klicha: – Tak, nawet automatycznie, bo tam jest dyskusja, że przejdziemy z automatu, prawda, autopilot sam wyprowadza. Czekali świadomie do wysokości 20 m (E. Klich), schodząc z tak dużej wysokości na radiowysokościomierzu (E. Klich), którego wskazania wydały im się stabilne i dopiero wyłączyli autopilota, podrywając samolot na ok. 4-5 sekund przed uderzeniem w pierwsze drzewa, czyli prawdopodobnie jak już je zobaczyli. Gdyby to nie były opinie szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, to chyba byłoby to, jak do tej pory, zaliczone jako największa bzdura wypowiedziana w tym temacie."

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1506558

Casium pamięta!

http://wiadomosci.wp.pl/kat,119674,title,Czy-polscy-piloci-chcieli-sie-zabic,wid,12329993,wiadomosc.html

 

Posty: 2487

Idiotyzmy płk Ł ? Opinia publiczna.
Umieszczone: 22.06.2010 23:30

ccassiumm7

Posty 2487

“Ostatnie minuty lotu Tu-154″

http://opolskie.naszemiasto.pl/artykul/410686,ostatnie-minuty-lotu-tu-154,3,id,t,n.html

“Rekonstrukcja ostatniej fazy lotu wskazuje na błąd pilotażu. Piloci nie zdawali sobie sprawy, że wykonują manewr na dnie niecki – pisze były szef szkolenia dowództwa sił powietrznych płk P. Ł.”
~~~
Komentarz?, analizę? “płk Ł. przeznaczono dla ignorantów, jeśli nie półgłówków co świadczy tylko o tym, że w/w wykonał … zadanie służbowe.
Nie wierzę by były szef szkolenia DSP już na wstępie podał taki bzdet odnośnie wysokości decyzyjnej:
” Warunki atmosferyczne mające istotne znaczenie dla bezpiecznego lądowania to podstawa chmur, czyli wysokość między dolną granicą zachmurzenia, a powierzchnią ziemi, wysokość ta jest także nazywana wysokością decyzyjną.”
Wysokość decyzyjna nie odnosi się w ogóle do podstawy chmur, wysokość decyzyjna to przy podchodzeniu do lądowania w warunkach ograniczonej widoczności pewna ustalona wysokość, na której znajdujący się na ścieżce zniżania pilot musi podjąć decyzję, czy zniżanie kontynuować i lądować, czy przerwać procedurę, przestać obniżać lot i odlecieć.
A co wybierze pilot zależy wyłącznie od tego, co widzi:
-czy już widzi pas lub jego światła,
-czy dalej nic nie widzi bądź widzi co innego niż pas, co świadczy o tym, że został źle naprowadzony. Czy źle się naprowadził.
Wysokość decyzyjna osiągana jest w konkretnej odległości od progu pasa, można więc równie dobrze mówić o “punkcie decyzyjnym”.
Zależy ona od planu lądowania dla danego lotniska.
I od wyposażenia nawigacyjnego.
Oczywiście powinna być wyznaczana przy zachowaniu międzynarodowych zasad lądowań w warunkach ograniczonej widzialności. Z tym u Rosjan jest oczywiście różnie. Wysokość decyzji przewidziana planem lądowania na Siewiernym jest przy zastosowanym tam systemie dwóch radiolatarni uzupełnionych radarem kontrolera lotów bodajże w świetle ustaleń ICAO za niska, ale z drugiej strony one odnoszą się tylko do lotnictwa cywilnego, a wojsko kieruje się własną logiką.
Ma to być w każdym razie wysokość bezpieczna, z której samolot przy przerwaniu procedury lądowania wskutek nienawiązania kontaktu wzrokowego z ziemią może bez ryzyka odlecieć.
Wysokość decyzyjna określana jest WZGLĘDEM WYSOKOŚCI PASA a nie jakichś innych wysokości, np. radiolatarni!
Zgodnie z planem lądowania na Smoleńsk Siewiernyj
http://img72.imageshack.us/img72/7752/35643800.jpg (kartka 1-a rysunek na dole) ścieżka schodzenia zaczyna się na 10,41 kilometra od progu pasa na wysokości 500 m, od którego to punktu samolot powinien zachować stały kąt schodzenia wynoszący 2,61 stopnia, co na odległości od pasa równej 1,1 km ma dać wysokość 70 m.
I to 70 m znajdujące się nad drugą, bliższą radiolatarnią, to przewidziana planem lądowania wysokość decyzyjna tego lotniska.
Od niej to tor lotu samolotu na schemacie rozchodzi się na dwa wcześniej wspomniane warianty:
-przy kontynuowaniu procedury w dół do przyziemienia na pasie,
-przy przerwaniu wzniesienie się na wysokość 200 m i położenie się na zakręt w prawo,
- przy kontynuowaniu wznoszenia do 500 m (to dla próby ponownego podchodzenia do lądowania lub odlecenia znad lotniska zgodnie ze schematem w górnej części kartki).
Obrazuje to komentarz słowny w lewej części dolnego rysunku, vis a vis strzałki kursu przy przerwaniu procedury: “Nabor (200), PRAWYJ razworot s naborom (500), dalieje po schiemie”
Tak więc obowiązkiem pilota po osiągnięciu 70 m wysokości nad lotniskiem jest przerwanie procedury lądowania jeśli nie stwierdzi, że jest nad radiolatarnią i że widzi pas lub jego światła.
Następny idiotyzm płk Ł. to taki, wedle którego piloci to PIERDOŁY nie znający okolic lotniska, na którym wielokrotnie lądowali i rzucający się w rozpaczliwe pikowanie ku ziemi wskutek wzrostu wysokości rzeczywistej nad terenem związanej z jego obniżeniem się przed pasem.
To kolejny idiotyzm, bo procedura podejścia na przyrządy polega na realizowaniu utraty wysokości zgodnie ze ścieżką zejścia odniesionej do wysokości względem pasa, a nie względem terenu przed pasem!
Dlatego teza, że piloci ignorując inne przyrządy:
– sztuczny horyzont, określający podłużne i poprzeczne położenie samolotu względem płaszczyzny horyzontu,
-komputer nawigacyjny wsparty systemem nawigacji inercjalnej,
-wariometr
uznali tylko na podstawie wzrostu wysokości pokazywanej przez radiowysokościomierz, że samolot się wznosi, a nie kontynuuje ścieżkę zejścia i rozpaczliwie rzucili się w dół “ratując się” przed “niekontrolowanym wznoszeniem” – to APEL DLA PÓŁGŁÓWKÓW!
Czy OPINII PUBLICZNEJ usiłuje się wmówić, że UTRATA WYSOKOŚCI, która zdarzyła się ok 2km od pasa i miała charakter wręcz niekontrolowanego upadku wywołanego jeszcze nieznanymi nam przyczynami:
-utratą siły nośnej?
-awarią usterzenia, którą później opanowano?
-chwilową utratą ciągu silników, która później ustąpiła?
-OBLODZENIEM SAMOLOTU???
-chwilowym oszołomieniem załogi?
Utrata wysokości sprowadziła samolot poniżej poziomu pasa, nad samą ziemię i z najwyższym trudem została opanowana przez pilotów, którym tylko szczęścia zabrakło, by się z tej sytuacji wybronić – TO BYŁA ŚWIADOMA DECYZJA ZAŁOGI.
Ponieważ nie dało się ukryć faktu, że samolot znalazł się w zupełnie nieprzeznaczonym mu miejscu, a chce się ukryć prawdziwą tego przyczynę – wszystkie medialne środki dezinformacji zaprzęgnięto w służbę tezy, że piloci skierowali tam samolot świadomie.
I takiej TEZIE służą wypociny płk Ł.!?
~~~
Jeśli płk Ł. błaznuje? to można postawić i taką nieprawdopodobną TEZĘ..?
Skoro w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej zdarzają się przypadki „samobójstw” w dziwnych okolicznościach i w związku z AFERAMI z pierwszych stron gazet, skoro heh … nie znamy choćby kulis zabójstwa premiera Jaroszewicza… ach te akta…. kolekcjonera… to czy??? nie jest możliwym, że PILOCI otrzymali PROPOZYCJĘ NIE DO ODRZUCENIA???

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1507026

ccassiumm7

Posty: 2487

Bottom line
Umieszczone: 15.09.2010 22:07

Czy prawdą jest, że B-757 w wojskowej wersji C-32B, United States Air Force, nr boczny 09001 (przynależny do Department of Homeland Security and US Foreign Emergency Support Team?) wylądował nocą w ub. tygodni na Okęciu?
Jeżeli nie przyleciał po panią Błasik to… coś istotnego wydarzyło się w RP???

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1507028

Nie tylko blogerzy mogą głośno zadawać pytania...

Nie mamy dostępu do wraku, rejestratorów lotu, innych dowodów rzeczowych, ciał, dokumentów itd...

Natomiast możemy zadać kilka pytań Donaldowi Tuskowi, Tomaszowi Arabskiemu, Bogdanowi Klichowi, Tomaszowi Turowskiemu  w związku z katastrofy polskiego samolotu Tu-154 w  Smoleńsku:

1.O czym Tusk rozmawiał z Putinem przez telefon 3 lutego 2010 r. (notatkę z tej rozmowy utajniono, choć skutkowała ona rozdzieleniem wizyt premiera i prezydenta)? 2. O czym szef Kancelarii Tuska Tomasz Arabski rozmawiał 25 lutego 2010 r. w warszawskiej restauracji z rosyjskim ambasadorem Władimirem Grininem i z Jurijem Uszakowem, prawą ręką Putina?

3. O czym Arabski rozmawiał 17 marca 2010 r. w moskiewskiej restauracji z Uszakowem oraz Igorem Sieczinem, szefem frakcji „siłowików” (środowiska byłych agentów KGB/FSB) w Rosji?

4. Dlaczego Arabski z tego ostatniego spotkania wyprosił pracowniczkę polskiej ambasady w Moskwie Panią Justynę Gładysz (ambasador Jerzy Bahr określił zachowanie Arabskiego jako „nienormalne i niezrozumiałe”)?

5. Kto i dlaczego ściągnął do MSZ, tuż przed katastrofą smoleńską, byłego komunistycznego działacza Tomasza Turowskiego, powierzając mu organizację wizyty Lecha Kaczyńskiego w Rosji?

6. Dlaczego na lotnisku w Smoleńsku nie było żadnego funkcjonariusza Biura Ochrony Rzadu?

7. Dlaczego minister obrony narodowej Bogdan Klich zgodził się, by remont Tu -154 został przeprowadzony w firmach, których właściciele powiązani są bezpośrednio z Kremlem i byłymi sowieckimi służbami specjalnymi?

Pytań jest wiele i trzeba je zadać, póki świadkowie żyją i nie spotkali się z “seryjnym”

Pozdrawiam :-)

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1506704

http://wiadomosci.wp.pl/kat,9932,title,Szokujace-zeznania-funkcjonariusz...?

*

ccassiumm7

Posty: 2487

Pamiętamy?
Umieszczone: 30.07.2011 15:53

„Pamiętamy”?

Media USA wg “logistyki,wp.pl” już 12.04.2010 r. “znały” przyczyny katastrofy TU – 154M.
I tak “NYT” powielał doniesienia:
-piloci nie słuchali kontrolerów…
-piloci działali pod presją…
-piloci ściskali pośladki pamiętając o incydencie w Gruzji
-kilkakrotnie podchodzili do lądowania…?
http://logistyka.wnp.pl/media-amerykanskie-o-przyczynach-katastrofy-pod-smolenskiem,107025_1_0_0.html
Kontroler lotu zwyczajnie nie zawodzi?
http://smolensk-2010.pl/2011-02-08-kontroler-zazwyczaj-nie-zawodzi.html
Permanentna redukcja SZ RP prowadzona przez kolejne ekipy rządzących w minionych 20 latach , niestety dotknęła również Pilotów.
Pamiętamy o tych Pilotach, którzy odeszli do rezerwy na własną prośbę nie godząc się z (…)!
http://www.wprost.pl/ar/124819/Piloci-nie-chca-wozi/?O=124819&K=1&KI=34918
!!!!!
http://www.tvn24.pl/1235980800,1,1403984,piloci-uciekaja-z-wojska,przeglad_prasy.html
!!!
http://www.forum.spotter.pl/odchodza-szkoleni-za-miliony-specjalisci-od-f-16-t5232/index.html
http://news.money.pl/artykul/rzadowi;piloci;odchodza;ze;sluzby,13,0,627469.html
http://wsieci.rp.pl/opinie/rekiny-i-plotki/Bunt-w-23-bazie-lotniczej-NATO-przeciw-ministrowi-Bogdanowi-Klichowi
Szanowny Dowódco 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego im. Obrońców Warszawy
(36 SPLT) – płk mgr inż. pil. M.J.!
http://www.tvn24.pl/0,1712278,0,2,piloci-nie-mieli-prawa-usiasc-za-sterami,wiadomosc.html
Nie przemawia do mnie merytoryka informacji z: 17:21, 29.07.2011 /tvn24.pl
Manipulowanie półprawdami zaciemnia obraz!
Czy oficer – pilot ma odwagę zdjąć pagon i zorganizować konferencję prasową?
Nie, nie namawiam Pana, Panie Pułkowniku, do buntu!
Proszę tylko o głos Pilotów – bo rok milczenia to o rok za dużo?
Nie zadbano w śledztwach smoleńskich o ważne szczegóły.
Jakie? A takie, które obligują SOPy zarówno w USA jak i całym cywilizowanym Świecie!
Komisja M. , jakby jej nie oceniać (46 % Polaków ocenia Raport –źle) sprostowała:
-„Cały świat uznał pilotów Tu-154 za winnych katastrofy, a prawda jest taka, że byli oni ofiarami tej katastrofy – tak o raporcie komisji Millera mówił Elżbieta Jakubiak wice szefowa klubu PJN. Większość polskich polityków jest zgodna co do tego, że raport wskazuje na błędy zarówno po stronie polskiej, jak i rosyjskiej. Nasz błąd to przede wszystkim złe przygotowanie załogi do lotu, co jest smutną prawdą. Do strony rosyjskiej możemy mieć wiele zastrzeżeń odnośnie funkcjonowania wieży kontrolnej – ocenił euro deputowany SLD Janusz Zemke.”
„Pewne jest, że piloci nie chcieli lądować. Mówię o tym dlatego, bo wcześniejsze ekspertyzy, które były podane do publicznej wiadomości, orzekały inaczej – że piloci byli zdeterminowani bez względu na warunki wylądować na lotnisku Smoleńsk Północny. Nie, to nie jest prawdą. Z odczytu taśmy, na której były rozmowy wewnątrz kabiny rejestrowane wynika jednoznacznie, że zarówno dowódca załogi, jak i drugi pilot wydali rozkaz: odchodzimy na drugi krąg – powiedział stanowczo minister Jerzy Miller. Obsługa naziemna, gdy odeszli z toru podchodzenia, powinna ich ostrzec. Tego ostrzeżenia, a potem stanowczego żądania, nie było – mówi min. Miller. Podkreśla, że zwłaszcza w złych warunkach atmosferycznych potrzebna jest pomoc z wieży. „
Raport dodatkowo stwierdza: „ nie prawdą jest, że generał zmuszał pilotów do podejmowania decyzji.! ! !
Takich działań nie ma w zapisie „czarnych skrzynek!”
M. broni się przed zarzutami, że raport jest niewiarygodny, gdyż do końca nie wiadomo, czy pilot odchodził przy autopilocie czy nie. – Można było działać tak i tak. Wszystko trwało 5 sekund – tłumaczy.”
Raport M. obala doniesienia mediów wszelkiej maści bezpośrednio po katastrofie.
Obala wielomiesięczne „przecieki kontrolowane”? sugerujące opinii publicznej winę: pilotów, gen. B, oraz rosochatą brzózkę!
Raport M. nie został oparty o rzeczowe dowody i obiektywne fakty – i jest to FAKT.
Bo dopóty dopóki nie będą wątpliwości wyjaśnione rzetelnie – będą się mnożyć teorie spiskowe.
Teorie spiskowe będą nakręcały spiralę domysłów odnośnie:
- pijanych, manipulowanych bądź zagłuszanych kontrolerów lotów
- zasilania, które zaniemogło na wysokości 15 m bo c*ś pierdyknęło… 2x ?
- powybijanych okien w Tupolewie i brak stosownych ekspertyz, ekshumacji zwłok ( a wystarczyłoby zbadać płuca poległych w boju i 99% teorii spiskowych wzięłoby w łeb!),
Litania wątpliwości jest długa i dlatego „myślących inaczej” przybywa – vide linki w post scriptum.
Jeśli nawet przyjąć tezę, że 36 SPLT funkcjonował (i funkcjonuje?) na wariackich papierach to należy sformułować odważny wniosek:
Wojsko Polskie również jako organizm w całości jest chore!?
I nie pomogła nawet terapia psychiatry?
Nie pomogła bo cywilna kontrola nad Siłami Zbrojnymi w polskiej demokracji – NIE SPRAWDZA SIĘ!!!
http://gdziewojsko.wordpress.com/2011/02/21/cywilna-kontrola-nad-silami-zbrojnymi-rzeczypospolitej-polskiej/
To nie „dziedzictwo PRL wciąż wisi nad Siłami Zbrojnymi” – to konsekwencja braku ponadpartyjnego consensusu co do perspektywicznej wizji kształtu Wojska Polskiego oraz brak osób z merytorycznym przygotowaniem do realizowania konstytucyjnych zapisów!
ps
http://staryw.blogspot.com/2011_07_01_archive.html
http://staryw.blogspot.com/2011/03/pamietacie-jak-polska-prokuratura-pytaa.html
http://staryw.blogspot.com/2011/01/wtedy-to-bya-luzna-spekulacja-teraz.html
http://staryw.blogspot.com/2010/10/oczom-wasnym-nie-wierzcie-wierzcie-mak.html
http://staryw.blogspot.com/2010/09/om-kontra-oszoom.html
http://staryw.blogspot.com/2010/08/dymiacy-nagan-papiery-pokadowe-tupolewa.html
http://staryw.blogspot.com/2010/08/piernik-wiatrak-i-wyostrzone-bagnety.html
http://staryw.blogspot.com/2010/07/nie-mamy-waszego-samolotu-i-co-nam.html
http://staryw.blogspot.com/2010/06/16-sekund-z-podkadem-muzycznym.html
http://staryw.blogspot.com/2010/05/dymiacy-nagan.html
http://staryw.blogspot.com/2010/04/czterdzieesci-szesci-po-metra.html
http://staryw.blogspot.com/2010/04/brzytwa-ockhama-elektronika-pokadowa.html
Gdyby były znane odpowiedzi na wątpliwości – nie tylko ja uwierzyłabym w splot niekorzystnych przypadków.
Jednak samoloty Prezydenckie nie spadają w cywilizowanym świecie ot tak jak ustrzelony ptak!
Jedyny przypadek z Prezydentem Mozambiku, Samorą Machel, co wyjawił agent RPA Hans Louw, – okazał się zamachem z wykorzystaniem Meaconing’u.
Co ciekawsze, tylko Rosjanie po katastrofie samolotu Samory krzyczeli – Meaconing!
I co?
Świat pokazywał im kółeczko na czole!
NIC nie dzieje się w tym bożym Świecie bez akceptacji Wielkich Braci i Sióstr?
Lotnicy winni c.b.d.u.
„Modlitwa człowieka do Boga sprawiedliwego nie powinna brzmieć: „I odpuść nam nasze winy”, lecz: „Karz nas za nasze przewinienia”.
~Oscar Wilde

PS

ccassiumm7

 

…(…) ” mason zadał zagadkę: ‘Spójrz na monetę.
Co wybierasz, orzeł czy reszka?’.
Odpowiedź: ‘Nieważne co wybierzesz, bo moneta i tak należy do mnie.’
Tak właśnie wygląda współczesna demokracja.
Tworzony jest pozorny wybór. A prawda jest taka, że to co widzimy, to wyłącznie teatr lalek, to tylko agentura, realizująca cele globalistów.
Jednak w każdej regule są wyjątki’. ” (…)

 

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2

casium

#1507049