Sądom nie wolno bezpodstawnie imputować niepoczytalności

Obrazek użytkownika Rebeliantka
Kraj

 

Są prokuratorzy i sędziowie, którzy bezpodstawnie „podejrzewają” u podsądnych niepoczytalność. Jest to niedopuszczalne. Stanowi rażące naruszanie praw człowieka.

 
W polskim wymiarze sprawiedliwości nierzadko jest stosowana metoda fałszywego rozstrzygania spraw karnych,  zwana metodą „na wariata”. Polega to w skrócie na tym, że najpierw bezpodstawnie imputuje się podsądnemu niepoczytalność, a potem wysyła go na badania sądowo-psychiatryczne, gdzie dyspozycyjni psychiatrzy ustalają „chorobę psychiczną, upośledzenie umysłowe lub inne zakłócenie czynności psychicznych, uniemożliwiające rozpoznanie znaczenia czynu lub pokierowanie postępowaniem”. W efekcie sprawa jest umarzana na podstawie art. 31 par. 1 kodeksu karnego.
 
W ten sposób można uwolnić od odpowiedzialności karnej rzeczywistych przestępców, ale i też „załatwić” fałszywie oskarżanych, którzy nigdy nie doczekają się uniewinnienia. Za to pozostaną z piętnem „wariatów”.
 
Aby zrealizować tą „procedurę” (dla przypadku osób bezpodstawnie pomawianych), potrzebne są 2 rodzaje nadużyć proceduralnych:
 
1) Prokurator lub sędzia nie weryfikuje zarzucanego czynu, tylko od razu wysyła podejrzanego (oskarżonego) na badania sądowo-psychiatryczne.
2) Prokurator lub sędzia bezpodstawnie imputuje podsądnemu niepoczytalność.
 
W tym miejscu trzeba podkreślić, że przed badaniem poczytalności podejrzanego lub oskarżonego należy przede wszystkim wykazać, iż czyn zabroniony miał w ogóle miejsce.
 
Zgodnie z Postanowieniem SN z dnia 18 lutego 2009 r., IV KK 306/08: „Żaden przepis prawa nie zwalnia sądu z obowiązku ustalenia, czy oskarżony, który według opinii biegłych psychiatrów jest niepoczytalny w rozumieniu art. 31 § 1 k.k. popełnił zarzucany mu czyn. Użyte sformułowania w art. 31 § 1 k.k. „w czasie czynu” oraz w art. 414 § 1 k.p.k. „w chwili czynu” wskazują jednoznacznie, iż musi zachodzić zbieżność w czasie dwóch zaszłości, a więc czynu oskarżonego oraz jego niepoczytalności”.
 
A zatem badanie poczytalności w postępowaniu karnym jest dopuszczalne tylko wówczas, gdy wiadomo z wysokim prawdopodobieństwem, że popełniono czyn zabroniony. Sądu karnego nie powinien interesować stan zdrowia psychicznego podsądnego, jeśli nie ma on związku z zarzucanym czynem. Zbyt często jednak zasada ta jest łamana w praktyce.
 
Równie nagminnie insynuuje się podejrzanym (oskarżonym), że są niepoczytalni. Także tym, którzy sobie tego nie życzą. Jest to oburzające.
 
Zgodnie z Uchwałą składu siedmiu sędziów z 16 czerwca 1977 r. (sygn. akt VII KZP 11/77, OSNKW nr 7-8/1977, poz. 68), której nadano moc zasady prawnej, szczególny charakter dowodu z opinii biegłych lekarzy psychiatrów przemawia "za koniecznością ograniczenia dopuszczalności poddania oskarżonego badaniu tych biegłych w celu wydania opinii o stanie jego zdrowia psychicznego tylko do tych wypadków, w których zachodzą uzasadnione - a więc oparte na konkretnych okolicznościach i dowodach - wątpliwości w tym względzie". 
 
Wielu prokuratorów i sędziów nie przejmuje się jednak tą uchwałą. Nie formułuje tych żądanych w/w Uchwałą SN – uzasadnionych wątpliwości, a mimo to kieruje ludzi na badania sądowo-psychiatryczne.
 
Badania te stygmatyzują podsądnych w oczach opinii publicznej. Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy wielokrotnie przestrzegały przed pochopnym kierowaniem na tego rodzaju badania.
 
W wyroku TK z dnia 10 lipca 2007 r. sygn. SK 50/06 zaznaczono, iż: „Należy bowiem mieć na uwadze, że dowód z opinii biegłych lekarzy psychiatrów – połączony przecież z badaniem psychiatrycznym, …… nie jest obojętny dla osoby badanej z punktu widzenia jej odczuć i pozycji w społeczeństwie”. 
 
"Surowsze standardy oceny przykładać należy do regulacji praw i wolności osobistych i politycznych niż do praw ekonomicznych i socjalnych" (orzeczenie z 17 października 1995 r., sygn. K. 10/95, OTK ZU nr 2/1995, poz. 10; wyrok z 12 stycznia 1999 r., sygn. P. 2/98, OTK ZU nr 1/1999, poz. 2). Podobna zasada obowiązuje w orzecznictwie FSK, gdzie przyjmuje się, że ochrona danych dotyczących stanu zdrowia, stanu psychicznego i charakteru człowieka jest tym bardziej intensywna, im bliżej sfery życia intymnego zainteresowanego pozostają te dane, jako że każdy ma prawo do nienaruszalności obszaru życia prywatnego, jego poszanowania i ochrony przez wszelką władzę państwową (zob. orzeczenie FSK w sprawie 2 BvR 1523/01)". 
 
Podobnie w Postanowieniu SN z dnia 23 listopada 2001 r., sygn. III KKN 109/99, LEX nr 51578 podkreślono: 
 
"Pamiętać trzeba również o tym, że badanie psychiatryczne stanowi znaczną dolegliwość dla badanego i dlatego powinno być wyjątkiem, a nie regułą, w szczególności, kiedy te rzekome wątpliwości nie zostały dostatecznie uprawdopodobnione konkretnymi okolicznościami". 
 
Stanowisko takie podziela też L. K. Paprzycki stwierdzając, że: "przede wszystkim pamiętać trzeba o tym, że badanie psychiatryczne stanowi, z różnych zresztą powodów, znaczną dolegliwość dla badanego i dlatego po ten dowód należy sięgać ze szczególną ostrożnością. (…) Zwrócić trzeba uwagę prawników na konieczność przejawiania szczególnej staranności przy podejmowaniu decyzji w tym przedmiocie. Nie tylko ze względu na ochronę praw oskarżonego, ale także by niepotrzebnie nie angażować  psychiatrów i by minimalizować koszty postępowania"( L. K. Paprzycki, Podstawowe zasady opiniowania sądowo-psychiatrycznego co do poczytalności oskarżonego i zdolności jego uczestniczenia w postępowaniu karnym – zagadnienia prawne, Prok. i Pr. 1996, nr 9, s. 110–111).  
 
 
 
A zatem, kiedy można mówić o uzasadnionych wątpliwościach co do poczytalności podsądnego? 
 
Podaję za tekstem Anety Wilkowskiej-Płóciennik „Uzasadnione wątpliwości co do poczytalności oskarżonego jako przesłanka obrony obligatoryjnej”:
 
Orzecznictwo wskazuje różne przyczyny, mogące stanowić przesłanki powzięcia uzasadnionych wątpliwości co do poczytalności sprawcy. Można je podzielić na przyczyny o charakterze medycznym oraz przyczyny o charakterze faktycznym. Do tych pierwszych należą przede wszystkim:
 
– choroba psychiczna, udar mózgu lub inna choroba mogąca doprowadzić do zmian w psychice1 – takimi innymi chorobami mogą być schorzenia o charakterze neurologicznym (np. padaczka), a także choroby prowadzące do zmian organicznych w mózgu (np. zespoły psychoorganiczne występujące w wieku starczym),
– nadużywanie środków odurzających2,
– leczenie z powodu niewydolności krążenia ze stwierdzeniem wcześniej występujących wypadków utraty przytomności3
– zaburzenia w sferze popędu płciowego4
– psychopatia, niedorozwój umysłowy oraz organiczne uszkodzeniu o.u.n. w stopniu znacznym5
– patologia ciąży6
 
Nie każdy fakt przebycia choroby neurologicznej daje podstawy do powzięcia uzasadnionej wątpliwości co do poczytalności podejrzanego: „Jeśli się zważy, że kuracja neurologiczna nie miała żadnego wpływu na przyszłość skazanego, który po jej odbyciu podjął i, wedle oświadczenia jego obrońcy na rozprawie kasacyjnej, pomyślnie ukończył wyższe studia, a w przypisanych mu przestępstwach, jak i zachowaniu w toku postępowania przygotowawczego i sądowego nie sposób dopatrzyć się nietypowości, to, zdaniem Sądu Najwyższego, za oczywiście bezzasadny należało uznać wniosek, jakoby wystąpiły okoliczności obligujące do powzięcia wątpliwości co do stanu jego poczytalności w chwili popełnienia przypisanych mu czynów”7.
 
Sama informacja o leczeniu „w Poradni Zdrowia Psychicznego” czy też przebywaniu „na wywiadzie w szpitalu” nie prowadzi automatycznie do uzasadnionych wątpliwości co do poczytalności osób korzystających z pomocy poradni tego typu. Do organu procesowego należy jednak ustalenie przebiegu leczenia, a tym samym ustalenie, czy owe wątpliwości mogły zaistnieć. Zaniechanie obowiązku szczegółowego zbadania i wyjaśnienia wszystkich kwestii związanych z leczeniem oskarżonego w poradni zdrowia psychicznego stanowi oczywiste naruszenie prawa procesowego i to w stopniu rażącym.
  
Do przyczyn o charakterze faktycznym zaliczyć można m.in.:
 
– brak racjonalnego uzasadnienia dopuszczenia się przestępstwa lub całkowicie nieadekwatna motywacja oskarżonego do konkretnego czynu8,
– utrudniony kontakt z oskarżonym i sprawianie wrażenia człowieka, który nie rozumie zadawanych mu pytań i wyraża się z trudnością9,
– odbiegająca od normy treść pism procesowych oskarżonego10,
– osobowość oskarżonego, tj. gdy analiza osobowości sprawcy, z uwzględnieniem jego życia do chwili popełnienia czynu, a nawet po tym wydarzeniu, jak też tego, co objęte jest postawionym mu zarzutem popełnienia przestępstwa, daje podstawę do nabrania uzasadnionej wątpliwości co do jego poczytalności w chwili czynu, a także z punktu widzenia zdolności do odpowiadania przed sądem11,
– zachowanie sprawcy odbiegające w sensie życiowym od postępowania ludzi normalnych pod względem psychicznym12. Stwierdzenie takie może budzić pewne wątpliwości o charakterze praktycznym. Wchodzimy tu bowiem w pojęcie normy psychicznej, które nie jest jednolite. Przykładowo norma w psychologii i psychiatrii to„konstrukt naukowy wyznaczający granice zachowań normalnych człowieka. Nie jest jednoznaczna i nie określa jasno, jakie zachowania są patologiczne. Ze względu na znaczną szkodliwość społeczną i wartość stygmatyzującą diagnozy psychologicznej i psychiatrycznej określenie, że dane zachowanie jest „nienormalne”, wymaga nie tylko fachowej wiedzy, ale także świadomości następstw takiej diagnozy”13. Skoro dla psychologów i psychiatrów pojęcie normy psychicznej jest sprawą tak skomplikowaną, tym trudniejsze może wydać się dla sędziego ustalenie, co jest zachowaniem „normalnym” w danej sytuacji, a co od tej normy odbiega.
  
  ----------------------------
 
No cóż. Widziałam wiele postanowień o powołaniu biegłych psychiatrów w postępowaniach karnych i żadne z nich nie precyzowało, jakie to konkretne wątpliwości co do zdrowia psychicznego podsądnego posiada prokurator lub sędzia. To jest wolnoamerykanka, czyste bezhołowie, nieprzestrzeganie żadnych norm.
 
To jeszcze jeden aspekt funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości wymagający pilnej zmiany.  Trzeba znowelizować treść artykułu 202 kpk tak, aby Sąd był zobowiązany  uzasadnić swoje wątpliwości co do stanu zdrowia psychicznego sprawcy. Trzeba też wprowadzić możliwość składania zażaleń na postanowienia o przeprowadzeniu dowodu z opinii biegłych psychiatrów.
 
 
 
Przypisy:
1 Por. m.in. wyrok SN z dnia 20 czerwca 1986 r., sygn. III KR 154/86, OSNPG 1987, nr 4, poz. 50; wyrok SN z 11 stycznia 2002 r., sygn. III KKN 234/01, LEX nr 53011.
2 Wyrok SN z dnia 20 maja 1984 r., sygn. I KR 102/84, OSNPG 1984, nr 12, poz. 112.
3  Wyrok SN z dnia 11 maja 1983 r., sygn. V KRN 83/83, OSNPG 1983, nr 10, poz. 102.
4  Wyrok SN z dnia 29 kwietnia 1982 r., sygn. III KR 72/82, OSNPG 1982, nr 8–9, poz. 122.
5 Wyrok SN z dnia 26 lutego1985 r., sygn. V KRN 28/85, OSNPG 1986, nr 2, poz. 23.
6 J. Gurgul, Glosa do wyroku SN z dnia 14 marca 1991 r., II KR 155/90, Przegląd Sądowy 1998, nr 1, s. 99–106.
7 Postanowienie SN z dnia 18 czerwca 2002 r., sygn. IV KK 113/02, LEX nr 55181.
8 Wyrok SN z dnia 11 stycznia 1989 r., sygn. V KRN 268/88, OSNPG 1989, nr 8 poz. 97.
9 Wyrok SN z dnia 19 czerwca 1987 r., sygn. IV KR 197/87, OSNKW 1987, nr 11–12, poz. 109.
10 Wyrok SN z dnia 9 grudnia 2002 r., sygn. IV KKN 150/00, LEX nr 75495.
11 Postanowienie SN z dnia 8 lutego 1985 r., sygn. IV KZ 21/85, OSNKW 1985, nr 9–10, poz. 79.
12 Wyrok SN z dnia 20 czerwca 1986 r., sygn. III KR 154/86, OSNPG 1987, nr 4, poz. 50, podobnie wyrok SN z dnia 23 kwietnia 1979 r., sygn. I KR 50/79, LEX nr 21811.

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:11)

Komentarze

Wyjątkowo powracam do publikowania na "Niepoprawnych".

Ta notka ma wesprzeć bardzo interesującego blogera, zamieszczającego posty na "Niepoprawnych", który zmaga się od dłuższego czasu z z brakiem obiektywizmu sędziego. Sędzia od prawie roku uchyla się od rozstrzygniącia sprawy pod względem merytorycznym, a za to imputuje podsądnemu niepoczytalność.

Proszę  o wyłącznie rzeczowe komentarze związane z treścią notki.

Podoba mi się!
12
Nie podoba mi się!
0
#1512748

"Psy szczekaja - karawana jedzie dalej". W polskich sądach siedzą matoły i zakute, tępe łby nie potrafiące trzeźwo i choć trochę obiektywnie ocenić danej sytuacji.

A tu znakomity tekst Zdzisława Raczkowskiego zamieszczony na portalu Afery Prawa i to lat temu 6
"Krytyka wyroków sądowych nie jest godzeniem w niezawisłość sędziowską. Nadmiar prawa prowadzi do patologii w zarządzaniu państwem - Profesor Bronisław Ziemianin. Podobny charakter ma wywiad Rzeczpospolitej z sędziom Trybunału Konstytycyjnego Markiem Safjanem.
Z uwagi na fakty prześladowania mojej dziennikarskiej działalności z powodu zamieszczanych krytycznych artykułów na stronach www.aferyprawa.com o nieetycznych wyrokach sędziów i nieproceduralnych postępowaniach prokuratorów, pozwoliłem sobie przedstawić artykuł Profesora Bronisława Ziemianina zamieszczony w Rzeczpospolitej w dniu 10.03.2006r.
Zacznę od końcowego sformułowania:
Wyrok można kwestionować!!!
Trzeba też przeciwstawiać się kategorycznie mitowi, jakoby krytyka wyroków sądowych godziła w niezawisłość sędziowską. Są to dwie różne kwestie. Niezawisłość oznacza tylko tyle, że nikt nie może nakazać sędziemu, który rozstrzyga daną sprawę, by orzekł w określony sposób. Krytyka wyroku zaś jest przewidziana w samych przepisach proceduralnych. Każda ze stron ma mianowicie prawo odwołać się od wyroku do sądu drugiej (czy nawet trzeciej) instancji i kwestionować zawarte w nim rozstrzygnięcie. Poza tym wyroki poddawane są krytyce w publikacjach naukowych oraz w glosach. Nie mogą również być wolne od krytyki prasowej. Wbrew pozorom, z faktu, że wyroki prawomocne podlegają przymusowemu wykonaniu, wcale nie wynika, iż nie wolno ich krytykować. Należy jedynie dbać o to, by krytyka miała charakter rzeczowy."

http://www.aferyprawa.eu/index2.php?p=teksty/show&dzial=sady&id=947

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1512752

"Niezawisłość oznacza tylko tyle, że nikt nie może nakazać sędziemu, który rozstrzyga daną sprawę, by orzekł w określony sposób". 

Podoba mi się!
11
Nie podoba mi się!
0
#1512758

O jakiej niezawisłości piszesz z tej z Gdańska na telefon, czy TulejoPOdobnych.

Nawet samego Jarosława paru towarzyszy sędziów próbowało zamknąć w psychiatryku.

Dekomunizacja i lustracja to lek na to by niezależność i niezawisłość wróciła do wymiaru sprawiedliwości.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1512760

Czy ja napisałam, że sądy były zdekomunizowane i zlustrowane? Niestety, nie było tych niezbędnych procesów "oczyszczenia" sądownictwa. I dzisiaj płacimy za to wysoką cenę, bo nawet młodzi sędziowie w znacznej części przesiąknęli starymi "standardami". Zwykle zostawali sędziami i awansują ci, którzy kultywują niedopuszczalne wzorce. Ci, którzy są dyspozycyjni.

Nie jest łatwo to naprawić

 

Podoba mi się!
11
Nie podoba mi się!
0
#1512761

Jak zdekomunizować sędziego, który ma 30 lat i zdobywał szlify i pracował już tylko po 89 roku?

 

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0
#1512762

Masz racje, ale od czegoś trzeba zacząć, by POzbyć się towarzyszy z POd znaku PZPR, takich jak sędzia prezes z TK, czy towarzyszka prezes z SN.

Nikt nie mówił że będzie łatwo tą sitwę rozliczyć, ale jak ma być wolna Polska, to trzeba działać, gdy jest wola wyborców.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1512763

No ale może te szlify zdobywał pod czujnym okiem "oficera prowadzącego" a kariera to w znaczenej części od takich zależy

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1512787

NIEZAWISŁE CZY SKORUMPOWANE?
(opracowanie analityczne, obnażające patologiczne mechanizmy polskiego sądownictwa)
Adam Szczygieł

Kiedy ma się świadomość patologicznego stanu polskiego sądownictwa, a wciąż słyszy z ust różnych osób publicznych - i to nawet takich, względem których miałoby się podstawy do zgoła innych oczekiwań - notorycznie pojawiające się, a czasami nawet wręcz dumne podkreślanie, jak to rzekomo mamy w kraju niezawisłe sądy, to problem w końcu musi dotrzeć do stadium wymuszającego głębsze się nim zajęcie... I tu na samym starcie, ta różnorodność głosów biorących udział w rozpowszechnianiu tak szkodliwej społecznie propagandy, wskazuje na przynajmniej trzy powody jej pojawiania się. Są to: ślepe naśladownictwo, wymuszona dostosowalność i... własny interes... Czy jednak za te ułomności życia publicznego musi płacić zwykły obywatel? Ile potrzeba czasu, aż takim zjawiskom zostanie położony kres? I czy w ogóle, bez odpowiedniej interwencji społeczeństwa jest to realne? Jedno jest pewne, aby każdy obywatel mógł z dostateczną dozą pewności siebie, w ogóle myśleć o przeciwstawianiu się takim publicznym wynaturzeniom, musi posiadać odpowiednią wiedzę. Spróbujmy więc właśnie, wyjść temu naprzeciw...

Roznoszone mity okazywane są w dwóch podstawowych ujęciach zlewających się w jedną formę. Pierwszym jest właśnie bezpośrednie wbijanie społeczeństwu w głowy, że sądy w Polsce są niezawisłe, a drugim wmawianie, że wyroków sądowych się nie komentuje. W sumie tworzy to bajkową renomę sądom, ale tajemnicze środki za pomocą których uzyskano tak niesamowite efekty, kreują się tylko gdzieś w sferach naszych podświadomości, bezpodstawnie umacniając nas w tym narzuconym, fałszywym przekonaniu. Jednakże już praktyczny kontakt z tymi "sądowymi aniołami", nawet przy urodzeniu w czepku może zaszczepić wątpliwości, przy mniejszym szczęściu... zrujnować legendę. Jednak wobec tego, że Sądy nie zwykły okazywać swoich chorób w obliczu kamer, a te kamery z kolei nie zwykły bezinteresownie - a tym bardziej na wymaganą skalę - zajmować się niewpływowymi obywatelami, fikcja upowszechniała się na dobre. W takiej więc sytuacji, długo prawdę znały w zasadzie tylko same ofiary wymiaru niesprawiedliwości, które wprawdzie - w rozsianych po całym kraju zaciszach sądowych - coraz intensywniej zwiększały swe grono, jednak jako pojedyncze, a szczególnie niezorganizowane jednostki, nie miały wiarygodnego głosu. Zasada jest prosta: najpierw układ odbiera ci możliwości obronne, a później "przegrany" nie może przecież podważać takich "autorytetów"! I dlatego m. in. właśnie, "sądy wciąż są niezawisłe", a "wyroków wciąż się nie komentuje". Ustawione na sprzyjającą falę wyobrażenie większości, jest jakby podstawą do spokojnej egzystencji każdego takiego, karygodnego procederu. Tej większości, która wprawdzie nie zetknęła się z prawdziwą - tutaj sądową - rzeczywistością, ale za to spotkała się z "rzeczywistością" medialną. A w tej sferze, nawet jeszcze wspieraną fikcyjną, ale dogodną teorią prawną (np. kodeksy etyczne). Później wystarczy dbać o byt mitu, a zarażony nim ogół, jeszcze dopomoże w jego rozwoju... No cóż, na wszystko przychodzi jednak też kres, a autor - oszczędzając już Państwu rozczarowań praktycznych - postara się tę "mitologię" doszczętnie zburzyć i w założeniu dać mocny sygnał w stronę eliminacji takich i tym podobnych zjawisk..

http://www.bezprawie.hejnet.pl/Mat-001.htm

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1512788

Dobry tekst. Dziękuję za zacytowanie.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1512792

Jako że wymiar sprawiedliwości (a właściwie niesprawiedliwości) to temat rzeka.
Liczę więc na kolejne Twoje teksty z przykładami tego bezprawia.
Z uszanowaniem 
Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1512795

Orzechowskiego z Olsztyna czerwonego potwora

Nie odróżniał on nerwicy od choroby psychicznej

A może dostał ten nieudacznik jakieś wytyczne?

Pozdrawiam

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1512777

bardziej prawdopodobna jest ta druga wersja. Przeciętny człowiek nie ma kłopotów z odróżnieniem.

Też pozdrawiam

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1512793

Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny to dwa ostatnie bezpieczniki elit sowieckich, istniejące po to, by nie dopuścić do żadnego rozwiązania naruszającego ich bezkarność 

Ta postawa przestaje dziwić, gdy przypomnimy przeszłość sędziów Sądu Najwyższego.

Bo wyzywała milicjantów i demoralizowała młodzież

Sędzia Waldemar Płóciennik jest dziś przewodniczącym wydziału w Izbie Karnej Sądu Najwyższego, a także zastępcą członka Kolegium Sądu Najwyższego.

31 sierpnia 1982 r. Zofia Pietkiewicz uczestniczyła w antykomunistycznej manifestacji przeciwko stanowi wojennemu w Koszalinie. Na archiwalnych zdjęciach widać panią Pietkiewicz, wspominaną dziś jako „niezłomna koszalinianka”, jak w białym kostiumie biegnie w kierunku zasobnika z gazem łzawiącym wystrzelonym przez ZOMO. Udaje jej się odrzucić ładunek.

Sprawa trafiła do sędziego Waldemara Płóciennika, który uznał ją za winną zarzucanego jej czynu, iż w czasie manifestacji „znieważyła podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych interweniujących funkcjonariuszy MO (...), wyzywając ich słowami powszechnie uznanymi za obelżywe”. Płóciennik skazał ją za to na 8 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Stwierdził, że została ona rozpoznana, bo „z racji siwych włosów i jasnej odzieży musiała być osobą dość charakterystyczną”.

Płóciennik mocno zaangażował się w pisemne uzasadnienie wyroku, analizując patologiczną osobowość oskarżonej: „wielość poszczególnych działań sprawczych, aktywny udział oskarżonej w nielegalnym zgromadzeniu i przewodzenie zebranym ludziom, wysoki stopień świadomości oskarżonej co do skutków, które jej działaniem mogło wywołać przez spowodowanie zagrożenia życia i zdrowia ludzi, wynikający z jej wyższego wykształcenia i doświadczenia życiowego, szczególnie wysoki stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu wynikający z racji lekceważenia wcześniejszych ostrzeżeń władz oraz demonstrowanie wybitnie negatywnych postaw w obecności innych osób, a w szczególności młodzieży” (pisownia oryginalna).

Sąd zatroszczył się też o kontekst społeczny, stwierdzając, że kara „spełni należytą rolę w ramach prewencji ogólnej, szczególnie ważnej w chwili obecnej z uwagi na skomplikowaną sytuację społeczną”.

Drakoński wyrok sędziego Leopolda Nowaka

W Izbie Karnej orzeka także sędzia Tomasz Artymiuk, który wydał wyrok, zgodnie z którym nie można sędziów sądzić za zarzut naruszenia zasady niedziałania prawa wstecz w związku ze sprawami z pierwszych dni stanu wojennego. Media przypomniały wówczas, że Artymiuk działał w PZPR.

Sprawa dotyczyła sędziego SN w stanie spoczynku Leopolda Nowaka, który odpowiadał za bezprawny w PRL surowy wyrok pozbawienia wolności za działalność antykomunistyczną Patrycjusza Kosmowskiego, który w sierpniu 1980 r. był jednym z przywódców strajku w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym w Bielsku-Białej.

W 1982 r. Nowak, jako sędzia Sądu Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, skazał Kosmowskiego na mocy dekretu o stanie wojennym na 6 lat więzienia i dodatkowo 3 lata pozbawienia praw publicznych. W tym samym orzeczeniu wyznaczył karę roku więzienia dla Jerzego Jachnika, który po 13 grudnia ukrywał Kosmowskiego w swym mieszkaniu. Wyrok został zasądzony bezprawnie, gdyż przepisy dekretu o stanie wojennym nie obowiązywały w momencie rzekomego ich naruszenia przez skazanych. Kosmowski wyszedł na wolność 25 lipca 1984 r. na mocy amnestii.

W 1994 r. bielski sąd wznowił postępowanie dotyczące Kosmowskiego oraz Jachnika i uchylił wyrok skazujący, uznając, że sąd naruszył zasadę niedziałania prawa wstecz, bo skazał Kosmowskiego za czyny z pierwszych dni stanu wojennego, gdy dekret o jego wprowadzeniu jeszcze nie obowiązywał.

Ale sędziowie SN odrzucili wniosek IPN o uchylenie immunitetu sędziego Nowaka. „Nie można sędziów sądzić za zarzut naruszenia zasady niedziałania prawa wstecz w związku ze sprawami z pierwszych dni stanu wojennego” – uzasadniał sędzia Artymiuk.

Prezesem opisywanej Izby jest prof. dr hab. Lech Paprzycki, który orzeka od czasów wczesnego Gierka. Od 1970 r. był on jednocześnie działaczem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego – wiceprezesem Miejskiego Komitetu tej partii. Od 1984 do 1988 r. zasiadał w Miejskiej Radzie Narodowej Pruszkowa. Po komunistycznej (tzw. partyjno-rządowej) stronie uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu, a w kontaktowych wyborach został posłem ZSL.

Oficer śledczy w Sądzie Najwyższym

Bardziej skomunizowana od Izby Karnej jest tylko Izba Wojskowa Sądu Najwyższego. Jej prezes, sędzia Janusz Godyń, w swoim oświadczeniu lustracyjnym przyznał się w 2003 r. do służby w organach bezpieczeństwa PRL jako oficer śledczy Zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza w 1972 r.

Również orzekający w izbie kierowanej przez Godynia sędzia Wiesław Błuś był w 1979 r. zarejestrowany przez wywiad cywilny jako kandydat na kontakt operacyjny.

Kolejny sędzia Izby Wojskowej Marian Buliński skazał w 1984 r. opozycjonistę Władysława Walca na karę roku pozbawienia wolności za odmowę pełnienia służby wojskowej.

A w 2014. r. Buliński należał do składu orzekającego, który uniewinnił stalinowskiego oficera śledczego Tadeusza J., któremu zarzucono znęcanie się nad płk. Franciszkiem Skibińskim. – Oskarżony działał w przeświadczeniu, że Franciszek Skibiński dopuścił się zdrady wobec państwa – oświadczył podczas ogłoszenia decyzji Sądu Najwyższego Buliński. – Nie można uznać, że miał świadomość działania w aparacie, którego celem było wyeliminowanie wrogów państwa – dodał.

Córka stalinowskiego śledczego

Również Prezes Izby Cywilnej Sądu Najwyższego prof. Tadeusz Ereciński był według dokumentów IPN w 1972 r. „opracowywany w charakterze kandydata na tajnego współpracownika” i jako taki zarejestrowany przez SB.

Z kolei na czele Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego stoi dziś Teresa Flemming-Kulesza. Jak ujawniła „Gazeta Polska Codziennie”, jest ona córką stalinowskiego śledczego, wieloletniego prokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej (NPW), który w PRL-u zasłużył się walką z Żołnierzami Niezłomnymi, wówczas określanymi mianem „bandytów”.

Ojciec sędzi, Marian Flemming, od 1947 r. pełnił w jednostkach wojskowych zainstalowanego przez Sowietów aparatu władzy funkcję oficera zwiadu, a później oficera śledczego. W 1953 r. Flemming rozpoczął długoletnią karierę w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej, piastując tam kolejne stanowiska kierownicze. Był m.in. szefem oddziału nadzoru sądowego w NPW, gdy pracowała tam Helena Wolińska, nigdy nieosądzona komunistyczna zbrodniarka. Prokurator Flemming był również członkiem POP PZPR, w której Wolińska pełniła funkcję sekretarza. Zbierał pochlebne oceny działalności służbowej wydawane przez przełożonych. W jednej z nich zapisano, że szef Oddziału IV prezentował, zwłaszcza w 1968 r., „potrzebę domagania się od sądów pryncypialnej represji, uzasadnionej potrzebami karności i dyscypliny wojskowej”.

Po 1979 r. Marian Flemming kontynuował karierę w Sztabie Generalnym WP. W aktach zachowanych w IPN zostały kilkakrotnie podkreślone jego osiągnięcia w walce z „bandami” i „reakcyjnym podziemiem” – jak określano Żołnierzy Niezłomnych.

Po artykule w „Codziennej”, który ujawnił przeszłość pułkownika, jego córka, prezes SN Teresa Flemming-Kulesza, nadesłała do redakcji pismo. „Nie jest prawdą, że mój śp. Ojciec zasłużył się w walce z »Żołnierzami Niezłomnymi«” – stwierdziła. Co ma o tym świadczyć? To, że w dokumentach archiwalnych nie przytoczono konkretnych nazwisk poszkodowanych żołnierzy niepodległościowego podziemia. Pułkownik miał, zdaniem sędzi, nie prześladować ich, lecz rehabilitować. Wie to, jak twierdziła, od córki jednego z nich.

Prezes SN – uczeń zbrodniarza

Przez 12 lat – od 1998 do 2010 r. – Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego był prof. Lech Gardocki. Do rangi symbolu urasta fakt, że był on uczniem prof. Igora Andrejewa. Był on jednym z trzech sędziów, którzy utrzymali w mocy wyrok śmierci na gen. Emila Fieldorfa „Nila”, a następnie negatywnie zaopiniował prośbę o jego ułaskawienie.

Nie był to fakt w PRL szerzej znany. Nie stanowiło natomiast tajemnicy, że Andrejew w latach stalinowskich piastował stanowisko dyrektora Centralnej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza. To tam w ciągu dwuletnich przyspieszonych kursów pod kierunkiem Andrejewa szkolono kadry kierownicze zbrodniczego stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Matury nie wymagano.

Mimo to po likwidacji skompromitowanej „Duraczówki” przez cały PRL Andrejew wychowywał pokolenia sędziów na Uniwersytecie Warszawskim i w Polskiej Akademii Nauk. A jego uczeń Gardocki nie widział przeszkód, by w 1988 r. jako redaktor naukowy opracować „Tom specjalny wydany dla uczczenia pracy naukowej Igora Andrejewa”.

 

http://niezalezna.pl/80104-komuna-w-sadzie-najwyzszym-ujawniamy-zyciorysy

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą. (Zbigniew HERBERT)

#1512871

Rebeliantko jestem wdzięczny za tę publikację. Porządkuje mi ona i uzupełnia obraz mojej sprawy i potwierdza prawidłowość wniosków do których sam doszedłem na przykładzie własnego blisko już 3 letniego doświadczenia obrony przed agresją nieludzkiego systemu. Z pewnością informacje zawarte w Twojej notce pomagają mi we wzmocnieniu mojej linni obrony. Z drugiej strony uświadamiają mi jak nikłe mam szanse wyjścia bez szwanku z marazmu takiej pułapki. Jedyna nadzieja w Bożej Opatrzności której opieki wielokrotnie przez te trzy lata doświadczyła moja rodzina. 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

LechG

#1513177

Zdobywałam wiedzę na temat tego systemu przez wiele lat. Dzielę się nią, aby pokrzywdzonym było łatwiej. Z tego powodu miło mi czytać,  że moje konkluzje są - zgodnie z zamiarem - przydatne.
 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1513703