Dobrze już było. Tylko komu?

Obrazek użytkownika Ośrodek Myśli Niezawisłej
Kraj

p, li { white-space: pre-wrap; }

Gdyby ktoś miał wątpliwości czy żyjemy w domu wariatów, oto najnowszy dowód. Samochód prezydencki ma kraksę. W normalnej rzeczywistości powinniśmy się wszyscy przejąć i oczekiwać wyjaśnień dotyczących funkcjonowania ochrony głowy państwa. A w naszym wariatkowie połowa widzi zamach, a połowa ma bekę.

Marcin Meller, autor wyżej cytowanej wypowiedzi, nie jest postacią z mojej bajki. Nigdy nie był. Nie nazwałbym „beką” wpisów, które w sposób jasny i czytelny życzą Prezydentowi śmierci, jak również nie zgadzam się z opinią, że druga połowa widzi zamach. Oczywiście tacy są również, ale generalizowanie to przesada. Jednak coś w tej wypowiedzi jest.
Polaryzacja społeczeństwa przybiera coraz agresywniejszą postać. Trochę jest tak, że każda ze stron ma swoich ulubionych publicystów, swoje ulubione gazety codzienne i tygodniki, ulubione audycje telewizyjne, radiowe, czy portale internetowe. Korzystając z portali społecznościowych, otacza się na nich — w znakomitej większości — ludźmi, którzy mają podobne poglądy. Powoduje to, że każda ze stron utwierdza się w swoich przekonaniach, bo w mediach, z których korzysta, opinie są podobne, bardzo podobne, lub wręcz takie same. Myślę, że to ciekawy temat, warty osobnego tekstu.

Po wydarzeniu na autostradzie A4 z udziałem Prezydenta Andrzeja Dudy, na internetowych forach, w mediach społecznościowych i tym podobnych, wylało szambo. Przyznam, że spodziewałem się, że tak będzie, jednak skala tego mnie przeraziła. Można nie lubić Prezydenta, można nie zgadzać się z jego polityką, to wszystko można, ale na Boga, życzyć śmierci?! Żałować, że to nie był śmiertelny wypadek?! Jedyne, co przychodzi mi do głowy, by to skomentować- to już jest zbydlęcenie.
Jednak czemu się dziwić? Skoro ma się takich idoli dziennikarstwa jak Tomasz Lis, który raczył zamieścić na Twitterze taki oto wpis:

Dzięki Bogu nic się nie stało. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby samochód uderzył w brzozę.

Od dawna już redaktor Tomasz Lis ma tyle wspólnego z obiektywnym i bezstronnym dziennikarstwem, co ja z kwantową fizyką. I to już wszystko na temat tego Pana. Staram się ważyć słowa, bo podpisując teksty własnym imieniem i nazwiskiem, biorę za nie odpowiedzialność, a powiedzieć, że Tomasz Lis, to po prostu zwykły cham, to tak, jakby nic nie powiedzieć. Kolejny wpis z Twittera, tym razem autorstwa redaktora Jarosława Kuźniara:

No to mamy kolejny wątek dla komisji smoleńskiej #OponaDudy

Najlepszą charakterystyką tego, jakim człowiekiem jest Jarosław Kuźniar, są jego własne wynurzenia na temat swojej „zaradności” podczas wycieczki po Stanach Zjednoczonych, a w szczególności wpis dotyczący zakupów w pewnym markecie.
Zastanawiam się, jak ktoś taki może prowadzić zajęcia na Uniwersytecie Humanistyczno-Społecznym SWPS?
Redaktor Kuźniar w Warszawie prowadzi zajęcia z praktyki zawodu dziennikarza, a we Wrocławiu z socjal networkingu i marki osobistej. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego władze tej uczelni zatrudniają kogoś takiego.
Było jeszcze kilka podobnych wpisów dziennikarskich ikon obiektywizmu pokroju Beaty Tadli, która napisała:

Dobrze, że nic się nie stało. Ale śledztwa się boję. Moja obecność na A4 w tej chwili jest przypadkowa

Frustracja wyżej wymienionego towarzystwa i im podobnych narasta, wraz z kolejnymi przelewami na ich konta. Skończyły się lukratywne kontrakty i bajońskie gaże. Trzeba było przenieść się, wraz ze swoją publicystyką do portali internetowych, telewizji śniadaniowych i tym podobnych miejsc. Wcześniej wystarczyło „wchodzić bez wazeliny” rządzącym, by być „Wielkim Panem Redaktorem”, którego poglądy są jedynymi słusznymi i obowiązującymi w momencie ich wygłoszenia i by mieć swój program w jednej z głównych stacji telewizyjnych w najlepszym czasie antenowym. Teraz to wszystko się skończyło. Teraz trzeba walczyć o widza, czytelnika, czy słuchacza, a kasa z tego dużo mniejsza niż wcześniej. Przyszedł czas dla pewnych redaktorów, że to rynek, a nie układy, będzie probierzem ich warsztatu. Tylko czy oni jeszcze pamiętają — po ośmiu latach uprawiania agit-propu — na czym polega rzetelne i bezstronne dziennikarstwo?
Podobnie sprawy mają się z prasą. Dotowane dotąd przez Ministerstwo Kultury lewicowe pismo „Krytyka Polityczna” nie otrzyma już kolejnego dofinansowania, a i Sławomir Sierakowski — jedna z twarzy „Krytyki” — rzadziej jest już „ganiany” po publicystycznych programach.
„Gazeta Wyborcza”. Tam szambo wybiło najmocniej. Wycie i skamlanie z ulicy Czerskiej słychać najdonośniej.
„Jedynie Słuszny Opiniotwórczy Dziennik” odcięty od rządowych ogłoszeń i reklam, stracił właśnie główne źródło swojego utrzymania. Tylko w latach 2008-2013 z reklam rządowych i z reklam Spółek Skarbu Państwa do prasy trafiło 125 mln. 51,2% tej sumy otrzymała „Gazeta Wyborcza”. Po zmianie rządu zmniejszyła się również liczba prenumerat. Obecnie sprzedaż „Wyborczej” spada na pysk, a w chwili, w której sprzedaż stała się bardzo ważnym źródłem dla jej budżetu, sytuacja ta jest katastrofą- oczywiście tylko dla nich, dla mnie nie. Tak dziać się musi, skoro jest tak, jak napisał Eryk Mistewicz:

To, co kiedyś pisano ołówkiem w WC, dziś drukują poważne gazety.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)