Internet pełen fałszu

Obrazek użytkownika Rafał Brzeski
Świat

Ilość tak zwanych „fejków”, czyli kompletnie nieprawdziwych wiadomości ukazujących się w sieci rośnie wręcz lawinowo. Na liście najpopularniejszych fałszywek sporządzonej przez agencję prasową Associated Press znalazły się między takie sensacje jak:

Ostrzeżenie psychologów Uniwersytetu Harvarda, że lubiana przez dzieci Świnka Peppa jest niesłychanmie niebezpieczna i oglądanie bajek z jej udziałem może powodować u dzieci autyzm. Co najmniej kilkanaście liczących się portali zamieściło tę rewelację. Również polskie portale w tym kobietaxl.pl, dompelenpomyslow.pl, mamasy.pl . Tymczasem okazało się, że na Harvardzie nie prowadzono badań nad Peppą, a cytowany „ekspert” Marc Wildemberg nigdy nie pracował na tym uniwersytecie i jego nazwisko nie widnieje w internetowej bibliotece JSTOR – archiwum ponad 2400 czasopism naukowych.

Sensacją na skalę amerykańską była wiadomość, ze na parkinach supermarketów Aldi grasują oszuści, którzy oferują kobietom perfumy po okazyjnych cenach. Następnie tryskają na nie chmurą eteru, usypiają, a potem molestują lub okradają. Ostrzeżenie rozeszło się jak burza, a tymczasem ani dyrekcja Aldi, ani policja nie odnotowały takich przypadków.

Równie fałszywa była informacja, że Burger King przyznał się do „wzbogacania” swoich hamburgerów koniną. Popularna hamburgerownia z miejsca zaprzeczyła, ale wiadomość poszła w sieć i się rozeszła. Tym szerzej, że była „odgrzaną” wersją skandalu z 2013 roku, kiedy w mielonym mięsie jednego z irlandzkich producentów wykryto koninę pełniącą obowiązki wołowiny. Wówczas Burger King przeprowadził badania DNA mięsa od swoich dostawców i okazało się, że wszyscy są solidni.  

Od wieków wiadomo, że plotki rozchodzą się szybko i szeroko, zwłaszcza te negatywne o kimś znanym. To, że Kowalska NIE puściła się z listonoszem nikogo nie interesuje i we wsi się o tym nie mówi. Internet uczynił świat wielką wioską, w której plotki rozchodzą się z błyskawiczną szybkością we wszystkie strony. Pal diabli, jeśli są one sensacyjne, ale mało szkodliwe. Bardziej niebezpieczne są „fejki” z arsenału wojny informacyjnej, których celem jest destabilizacja atakowanego państwa lub sparaliżowanie konkretnej inicjatywy politycznej. W końcu listopada w Brukseli odbyło się spotkanie na szczycie Partnerstwa Wschodniego z udziałem liderów krajów Unii Europejskiej oraz Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Mołdowy i Ukrainy, czyli byłych republik Związku Sowieckiego. Spotkanie poprzedziła fala rosyjskiej dezinformacji, której ewidentnym celem była opinia publiczna wschodnich uczestników Partnerstwa, a zadaniem sianie chaosu i pobudzanie wzajemnych niefności.

Do mieszkańców Armenii adresowano narrację, że porozumienie z Unią Europejską nie przynosi krajowi żadnych korzyści ekonomicznych. Taką tezę usiłował nawet narzucić redaktor naczelny rosyjskiego radia i portalu Business FM, Ilia Kopielewicz, w trakcie wywiadu z prezydentem Armenii Serżem Sarkisjanem. W tym przypadku, forsowana narracja nie ma marginesowego znaczenia, bowiem Unia Europejska stanowi największy rynek zbytu dla armeńskiego eksportu i prawie jedną czwartą wolumenu wymiany handlowej.

Z kolei Gruzinom usiłowano wmówić, że Unia Europejska ogranicza import z tego kraju tylko do towarów, których nie może dostarczyć Ukraina. Tymczasem w dwustronnych stosunkach handlowych towary gruzińskie, z wyjątkiem czosnku, nie są objęte żadnym unijnym cłem.

Spośród uczestników szczytu Partnerstwa Wschodniego największą porcję dezinformacji „obdarzono” Ukrainę, przy czym kraj ten prezentowano w roli pionka interesów Stanów Zjednoczonych w nadziei na wywołanie niechęci w zachodnioeuropejskiej opinii publicznej.   Dominowały dwie narracje: Stany Zjednoczone zbroją wojska ukraińskie i płacą Ukrainie, aby podsycała konflikt na wschodzie kraju oraz USA sprowokowały konflikt ukraiński, żeby sparaliżować tworzenie „Jedwabnego Szlaku” prowadzącego z Chin do Europy Zachodniej. W obie narracje wpisała się nawet państwowa telewizja Pierwszy Kanał i jej publicystyczny program „Czas pokaże”. W obu przypadkach prezentowane dywagacje nie zostały poparte żadnymi konkretnymi faktami

Uzupełnieniem tych narracji były zwykła „dieta” fałszywek adresowanych do ukraińskich odbiorców, czyli opowieści, że wojska ukraińskie prowadzą czystki etniczne w Donbasie, z wariantem, że wojska ukraińskie wspólnie ze służbami amerykańskimi planują wielką czystkę etniczną na wschodzie Ukrainy.  I znów zarzuty i żadnych faktów na ich poparcie. Faktograficznego fundamentu pozbawiona jest także kolejna narracja o tym, że pod kierownictwem sekretarza ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony działają tajne „szwadrony śmierci”.

W konteście Partnerstwa Wschodniego dostało się również Polsce, która według rosyjskiego portalu politnavigator.net, „w odwet za Banderę” blokuje przejazd ukraińskich ciężarówek przez Polskę do Europy Zachodniej. Korespondent portalu powoływał się na wypowiedź byłego ministra transportu i łączności, a obecnie biznesmena, Jewgienija Czerwonienki w telewizji ZIK. Czerwonienko miał narzekać, że na granicy z RP stoją tysiące ukraińskich ciężarówek, bowiem Polacy zamknęli Ukraińcom drogę do Europy. On sam, wraz z urzędującym ministrem transportu Wołodymyrem Omelianem interweniował ponoć we Lwowie, aby rozładować blokadę. Tymczasem sam Omelian twierdzi, że tranzyt przez Polskę przebiega bez zakłóceń. Również rzecznik ukraińskiej straży granicznej Oleg Słobodian zdementował doniesienia mediów rosyjskich zapewniając, że ruch graniczny cieżarówek przebiega normalnie.   

Swoistą wisienką na rosyjskim torcie propagandowym było w listopadzie wideo piosenki „Wujku Wowa jesteśmy z Tobą” w wykonaniu małych policyjnych kadetów ze szkoły nr. 44 w Wołgogradzie. Towarzyszy im deputat do Dumy Państwowej Anna Kuwyczko. Umieszczone w sieci wideo obejrzało w dwa tygodnie ponad pół miliona internautów.  Dla przypomnienia Wowa to zdrobnienie od imienia Władimir, a o wychowawczym duchu dziecięcej piosenki może świadczyć solenna obietnica: „odzyskamy Alaskę dla ojczyźnianej macierzy”. (https://www.youtube.com/watch?v=-AViL_Q7t5k)        

Na co licza producenci „fejków”? Przede wszystkim na swoistą ignorację z wyboru, na którą decydują się często dezinformowane społeczności. Dotarcie do informacji prawdziwej ma bowiem wysoką cenę w wymiarze czasu, wysiłku, pieniędzy, a nawet najwyższą cenę życia. Dołożyć należy do niej cenę interpretacji uzyskanych informacji. W sumie koszt uzyskania informacji prawdziwej może być zniechęcająco wyższy od spodziewanych profitów.

Model ignorancji z wyboru składa się z 4 elementów:

  1. odbiorcy uzyskali niedoskonałą informację,
  2. odbiorcy są świadomi, że dysponują informacją niedoskonałą,
  3. wiedzą również, że wysoki jest koszt:
    1. uzyskania prowadzących do prawdy informacji dodatkowych,
    2. analizy i oceny informacji dodatkowych,
  4. spodziewane korzyści będą zapewne niższe niż koszty.

Oszukując odbiorców autorzy manipulacji wykorzystują jeden lub więcej elementów powyższego modelu licząc na wywołanie efektu ignorancji z wyboru. Stosują przy tym cztery podstawowe rodzaje taktyki:

  • dezinformację, czyli rozpowszechnianie informacji kłamliwych,
  • cenzurę, czyli świadome ograniczanie dostępu do informacji,
  • propagandę „białą”, czyli forsowne sponsorowanie informacji prawdziwych, ale dobranych pod kątem interesów manipulującego,
  • przesyt informacji, to znaczy przekazywanie informacji w ilościach zwiększających znacznie koszt analizy, co sprawia, że odbiorcy rezygnują z samodzielnej oceny na rzecz interpretacji podsuniętej przez manipulującego.

W sieci internetu dodatkowym elementem sprzyjającym „fejkom”, jest szybkość i łatwość rozpowszechniania wiadomości oraz przemożna chęć zaimponowania innym użytkownikom mediów społecznościowych. Jednym kliknięciem można rozkolportować fałszywkę dalej, a komputer już ją prześle całej liście korespondencyjnej. Idąc owczym pędem za baranem przewodnikiem nie sprawdza się przed wysłaniem źródła, nie kontroluje wiarygodności, nie zastanawia się, czy przypadkiem ktoś nie wprowadza w błąd. Ważne wiadomość jest ciekawa, atrakcyjna, barwna, tworzy nimb wtajemniczonego i jest warta jak najszybszego przekazania innym, bo może jeszcze nie wiedzą. Tak jak z plotką w maglu, tylko szybciej. Klik i poszło. Czasem dopiero później przychodzi zastanowienie, czy przypadkiem przewrotni autorzy „fejku” nie użyli mnie w charakterze pudła rezonansowego. Wówczas jednak zaczyna  działać odruchowa niechęć do samokrytyki.  Przekonanie, że „u mnie coś takiego się nie zdarza”, uławia niepomiernie życie dezinformatorom. 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)

Komentarze

nie spędzać całych dni i nocy w internecie, wymagać trochę więcej od siebie, nie pogrążać się w tandetnej szmirze, więcej pracować, od razu będzie lepiej na świecie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1555198

Przesyt informacji, to znaczy przekazywanie informacji w ilościach zwiększających znacznie koszt analizy, co sprawia, że odbiorcy rezygnują z samodzielnej oceny na rzecz interpretacji podsuniętej przez manipulującego.

Przesyt powoduje "efekt zatrutej studni" : wiemy, że w okolicy jest zatruta studnia, więc wynosimy się na inny teren.

Zapamiętałem, że bloger x z tutejszego, naszego (!) portalu okrasza swoje notki ordynarnymi fejkami - trzymam się więc z dala od jego tekstów. Niestety zaczynam się również trzymać z dala od WSZELKICH tekstów w konkretnym temacie - ze strachu przed deziformacją. 

Przykładowo : przestałem czytać jakiekolwiek teksty poświęcone Ukrainie. Nie mam czasu na weryfikację.

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

#1555246