Dyskretna łączniczka Canarisa

Obrazek użytkownika Rafał Brzeski
Historia

Z-5/1, Marie Clénat, „Madame J”, „Czarnocka”, „Krzywda” – pseudonimy różne, ale osoba ta sama. -  Halina Szymańska, żona pułkownika Antoniego Szymańskiego, ostatniego attaché wojskowego II RP w Berlinie. Cicha małżeńska umowa przewidywała, że wychowuje córki, prowadzi dom, jest jego panią i nie interesuje się na czym polega praca męża.  Życie postawiło ją jednak w centrum jednej z najtajniejszych gier wywiadów II wojny światowej.

Przyjęcia, koktajle i rauty wydawane przez państwa Szymańskich były popularne w berlińskich kołach wojskowych, ale pani Halina nie przepadała za zapraszanymi przez męża gośćmi. Wysocy oficerowie sił lądowych i lotnictwa byli po prusku sztywni, butni i krzykliwi.[1] Lubiła rozmawiać jedynie z cicho mówiącym niewysokim, szczupłym i sympatycznym mężczyzną o jasnych włosach, który pojawiał się czasem w admiralskim mundurze. Wiedziała, że nazywa się Wilhelm Canaris, ale nie była świadoma, że jest to szef wywiadu wojskowego – Abwehry. Przestrzegała uzgodnionej z mężem zasady, że nie prowadzi rozmów na tematy polityczne i nie zadaje gościom pytań.[2]

Pod koniec sierpnia 1939 roku, za usilną namową męża, pani Halina zabrała trzy córki i  tak jak prosił pilnie pojechała do krewnych w okolice Lublina. Żegnając się nie wiedziała, że 23 sierpnia w trakcie cichego spotkania w restauracji nad berlińskim jeziorem Schlachtensee, admirał Canaris ostrzegł jej męża, że Hitler wydał rozkaz do ataku na Polskę w dniu 26 sierpnia o świcie.[3] Pułkownik Szymański został na coraz bardziej niebezpiecznym berlińskim posterunku. 

Zawierucha kampanii wrześniowej zerwała wszelkie kontakty. W poszukiwaniu męża, a przynajmniej wiadomości o nim, pani Halina zamierzała przedostać się do Warszawy, gdzie mieszkali jej rodzice. W wojennym chaosie był to beznadziejny pomysł. Pociągi nie kursowały, benzyny nigdzie nie można było kupić. Zdesperowana zatrzymała na ulicy niemieckiego oficera, który wydał się jej uczciwy i sympatyczny. Powiedziała kim jest i poprosiła o pomoc w dotarciu z trójką dzieci do Warszawy. Zaskoczony oficer zapytał, czy zna w Berlinie kogoś, kto mógłby potwierdzić jej tożsamość. Bez namysłu odparła, że dobrze zna admirała Canarisa. Na twarzy oficera odmalowało się zdumienie, wciągnął ją do bramy, szybko zadał kilka pytań, a po otrzymaniu odpowiedzi stwierdził, że wszystkie są poprawne.[4]

Zdumieniu podpułkownika Hartwiga, szefa lubelskiej placówki Abwehry[5] nie należy się dziwić. Napotkanie na ulicy świeżo podbitego miasta dobrej znajomej  najwyższego zwierzchnika nie było wydarzeniem przewidzianym w wojskowych regulaminach.

Hartwig poradził, że lepszym od Warszawy miejscem na zbieranie informacji będzie Poznań i jeśli pani Halina stawi się następnego ranka w podanym przez niego miejscu, to wojskowy samochód zawiezie ją z córkami z Lublina do Poznania. W Poznaniu mieszkała rodzina męża więc pani Halina skorzystała z propozycji.      

Wielkopolska nie była jednak dobrym wyborem. Wcielona do III Rzeszy jako Warthegau poddana została natychmiast forsownej germanizacji. Wytyczna Adolfa Hitlera była jasna: „zidentyfikowana przez nas polska klasa rządząca musi być zlikwidowana; cokolwiek odrośnie musi być objęte kontrolą i wyeliminowane w odpowiednim czasie”.[6] Kierując się tą dyrektywą utworzone w 1938 roku przez Obergruppenfuehrera SS Reinharda Heidricha specjalne Einsatzgruppen sporządziły listy proskrypcyjne wielkopolskich nauczycieli, lekarzy, urzędników państwowych i samorządowych, duchownych, właścicieli ziemskich, przemysłowców słowem wszystkich ludzi cieszących się szacunkiem otoczenia. W lipcu 1939 roku spisy te wydrukowano w formie książki Sonderfahndungsbuch Polen zawierającej ponad 61 tysięcy nazwisk. W kampanii wrześniowej, tuż za frontowymi jednostkami Wehrmachtu posuwały się Einsatzgruppen i w ramach operacji Tannenberg metodycznie mordowały według tych list. Inteligencja tępiona była ze szczególnym okrucieństwem. Brat płk. Szymańskiego, drobny urzędnik, został wpisany na listę[7] i rozstrzelany tylko dlatego, że kiedy Poznań wrócił do Polski po I wojnie światowej zawiesił, wraz z bratem, polską flagę na budynku ratusza.[8] Równolegle z eksterminacją prowadzono kampanię wywłaszczeń i wysiedleń Polaków do kikutka centralnej Polski przekształconego w Generalną Gubernię.

Halinie Szymańskiej udało się po przyjeździe schronić u krewnych męża, którym dziwnym trafem nie zabrano jeszcze mieszkania. Na początku listopada 1939 roku dowiedziała się, że za kilka dni przez Poznań przejeżdżać będą z Berlina pod Kutno attachés wojskowi państw neutralnych, którym Niemcy chcieli w celach propagandowych pokazać pobojowisko kampanii wrześniowej. Z pomocą znajomych dotarła w pobliże przygotowanego parkingu licząc, że być może przyjedzie Curt Juhlin-Dannfelt[9], dobrze jej znany attachés wojskowy Szwecji i dowie się od niego czegoś o mężu.  Kiedy kolumna zatrzymała się z samochodu stojącego o kilka metrów dalej wysiadł... admirał Canaris. Dojrzał Halinę Szymańską, podszedł i w szybkiej wymianie zdań zaproponował dyskretne spotkanie po zmroku w byłym konsulacie niemieckim. Zapewnił, że przywiezie i odwiezie ją samochód wojskowy, tak, że nie musi się obawiać godziny policyjnej.

Rozmowa była długa i miła, chociaż Canaris uważał, że Pomorze było zawsze niemieckie i słusznie powróciło do Rzeszy oraz popierał niemieckie aneksje terytorialne.[10] Z drugiej strony uspakajał mającą łzy w oczach panią Szymańską, że nie musi się wstydzić przegranej kampanii, gdyż „wasze wojska walczyły dobrze i odważnie”, zwłaszcza na zachodzie i północy, ale musiały ulec technicznej i materiałowej przewadze wojsk niemieckich. Następnie zapytał, w czym może jej pomóc. Pani Szymańska poprosiła o możliwość przewiezienia jej z córkami do rodziców do Warszawy. Canaris odparł: „nie jechałbym do Warszawy”. Wiedział jakie są plany Hitlera i Himmlera wobec polskiej stolicy i jej mieszkańców. Milcząc spacerował po pokoju i spoglądał na wiszącą na ścianie mapę Europy. „Szwajcaria, to jest najlepsze miejsce” – orzekł w końcu.[11] Jego zdaniem pani Halina powinna bez zwłoki wyjechać z dziećmi do Szwajcarii, gdzie będzie bezpieczna i uniknie wojny. Może załatwić przejazd przez Niemcy, a Szwajcarzy z pewnością nie będą jej czynić trudności, gdyż jej mąż był akredytowany jako attaché wojskowy nie tylko w Berlinie, ale także w Bernie. Zapytany otwarcie dlaczego chce jej pomóc chociaż może to ściągnąć na niego kłopoty odpowiedział: „przez tysiąc lat ludzkość nie zapomni tego, co Hitler teraz robi”.[12]           

Pani Halina zgodziła się. Przygotowania do wyjazdu trwały kilka tygodni. W tym czasie Canaris dokwaterował do mieszkania, w którym zatrzymała się Szymańska zaufanego oficera Abwehry, którego obecność chroniła właścicieli i lokatorów przed represjami niemieckiej administracji okupacyjnej.

W drugiej połowie grudnia pani Szymańska wraz z córkami przewieziona została samochodem do Berlina. Nie miała ani niemieckiego, ani okupacyjnego dowodu tożsamości a jedynie polski paszport  i gdyby nie towarzyszący im oficer pierwsza kontrola dokumentów mogła zakończyć się aresztowaniem. W Berlinie czekało na nią zaprzyjaźnione z Canarisem małżeństwo Hiszpanów. On sam zobowiązał się pośredniczyć w wymianie korespondencji z rodzicami w Warszawie. Listy adresowane do niego będzie przekazywał dalej.[13]  Kilka dni później, tuż przed świętami Bożego Narodzenia 1939 roku  rozpoczął się ostatni etap podróży.

Najbardziej niebezpieczny był przejazd pociągiem do Düsseldorfu. Na berlińskim dworcu panie Szymańskie pożegnała żona admirała Canarisa, ale dalej jechały już same. Wprawdzie w osobnym przedziale, ale istniała możliwość, że konduktor będzie miał jakieś wątpliwości lub najmłodsza z dziewczynek odezwie się nagle po polsku, chociaż wszystkie mówiły świetnie po niemiecku. Na szczęście podróż przebiegła bez przygód. W Düsseldorfie czekał oficer z samochodem, który odwiózł je na przejście graniczne. Kontrola paszportowa i celna nie trwała długo. Zgodnie z przewidywaniami Canarisa, Szwajcarzy nie robili żadnych trudności i po kilku godzinach jazdy pociągiem Halina Szymańska rozmawiała już w poselstwie RP w Bernie z szefem Ekspozytury „S”, czyli szwajcarskiej placówki Oddziału II, kapitanem Szczęsnym Choynackim.[14]

Może się to wydać nieprawdopodobne, ale do tej rozmowy Halina Szymańska nie wiedziała jakie stanowisko w hierarchii III Rzeszy zajmuje Wilhelm Canaris. Skrupulatnie przestrzegała umowy z mężem, nie interesowała się jego znajomymi i sądziła, że Canaris jest tylko admirałem Kriegsmarine. Kadrowy oficer polskiego wywiadu, kapitan Choynacki wiedział jednak doskonale i niemal spadł z fotela, kiedy pani Halina ze spokojem podała mu nazwisko sympatycznego Niemca, który okazał jej tyle współczucia i pomocy. 

Profesjonalista Choynacki natychmiast zdał sobie sprawę, że pomoc szefa niemieckiego wywiadu wojskowe dla żony polskiego attaché wojskowego, a więc z racji funkcji oficera polskiego wywiadu wojskowego,  a potem przemycenie jej do Szwajcarii nie było bezinteresowne lecz miało na celu nawiązanie dyskretnego kanału łączności. Zaraz po świętach Bożego Narodzenia kapitan Choynacki zabrał panią Szymańską do Paryża, gdzie działały polskie władze polityczne i wojskowe na uchodźctwie.[15]

Podczas spotkania z nowym szefem Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza podpułkownikiem dyplomowanym Tadeuszem Wasilewskim, a potem z komendantem głównym Związku Walki Zbrojnej generałem Kazimierzem Sosnkowskim, Szymańska została zaprzysiężona jako żołnierz ZWZ i otrzymała rozkaz podtrzymania kontaktów z Canarisem, a po powrocie do Berna, do przedstawienia szczegółowego raportu z kontaktów z admirałem szefowi lokalnej placówki brytyjskiej Secret Intelligence Service.[16]    

Natychmiast po paryskim spotkaniu ppłk. Wasilewski wyjechał do Londynu i dosłownie w ostatnich godzinach 1939 roku zaproponował pośredni kontakt z admirałem Canarisem szefowi Secret Intelligence Service pułkownikowi Stewartowi Menzies.[17] Wyłącznie jemu. Stewart Menzies był bowiem legendarnie dyskretny. Król Jerzy VI zapytał go kiedyś, kto jest najcenniejszym źródłem SIS w Niemczech? Menzies odpowiedział, że nie ujawni. „A gdybym powiedział, że stawką jest pańska głowa” – kontynuował monarcha. „Wówczas Wasza Wysokość moja głowa musiałaby spaść” – odparł Menzies”.[18]

Po powrocie z Paryża do Berna pani Szymańska rozpoczęłą urządzanie nowego życia. W poselstwie RP została zatrudniona jako cywilna urzędniczka. Dla całego personelu placówki dyplomatycznej była maszynistką w sekcji szyfrów[19], co skutecznie płoszyło ciekawskich. Wewnątrz Ekspozytury „S” Oddziału II posługiwała się pseudonimem „Czarnocka”.[20] Oficjalnie zajmowała się kontaktami z okupowanym krajem. O jej prawdziwej roli wiedział jedynie kapitan Choynacki.

Pani Halina znalazła dla córek szkołę, która zgodziła się przyjąć dziewczynki w połowie roku szkolnego i wynajęła mieszkanie przy 10 Schonemweg w Bernie.[21] Krótko po wprowadzeniu się, wieczorem w połowie stycznia 1940 roku, odwiedził ją niespodziewanie admirał Canaris. Zapowiedział, że będzie się z nią spotykał potajemnie.[22] Pytał o rodzinę i troszczył się, czy nie ma kłopotów. Skąd znał adres? Trudno powiedzieć. Był oczywiście po cywilnemu, zapewne posługiwał się fałszywym paszportem, ale nie sposób oprzeć się przypuszczeniu, że wywiad szwajcarski wiedział o jego pobycie, chociaż w archiwach nie ma na to dowodu.[23]

W trakcie spotkania pani Szymańska wyraziła wątpliwość, czy Szwajcaria będzie bezpieczna. Czy nie zostanie zaatakowana lub wchłonięta przez Niemcy i zapytała, czy nie byłoby lepiej przenieść się do Francji. „Nie. Francja jest niepewna” – odparł Canaris. Jego zdaniem Włochy będą bezpiecznym schronieniem, ale tylko do wiosny 1941 roku, a najbezpieczniejsza będzie Szwajcaria.[24]

Canaris obiecał również , że ułatwi pani Halinie korespondencję z rodzicami w Warszawie, a nawet, że będzie mógł sprowadzić kogoś z Polski, ale pod warunkiem, że osoba ta nie jest poszukiwana przez Gestapo. Słowa swego dotrzymał.[25] Jeszcze w 1940 roku na prośbę pani Szymańskiej współpracownicy Canarisa wywieźli za jego wiedzą z okupowanej Polski, przez Berlin, do Francji  panią Bronisławę Gano, żonę podpułkownika Stanisława Gano, który po kapitulacji Francji, w lipcu 1940 roku, objął po ewakuacji władz polskich do Wielkiej Brytanii, funkcję zastępcy szefa Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza.[26]

Pierwszy list pani Haliny do matki przekazał Canaris osobiście. „Pojedziemy do starszej pani żeby zawiadomić ją, że u córki i wnuczek wszystko jest w porządku” – powiedział do Oberstleutnanta Hansa Horaczka, szefa warszawskiej placówki Abwehry prosząc go o podwiezienie na ulicę Ułańską w Rembertowie.[27] Nie była to uprzejmość bezinteresowna. W ten sposób warszawska Abwehrstelle dowiadywała się gdzie dokładnie mieszka matka cennej łączniczki na wypadek gdyby potrzebna była jakaś forma nacisku.      

Dla szefa Secret Intelligence Service polska oferta była przysłowiową manną z nieba. Służba nie otrząsnęła się jeszcze po katastrofie jaką było uprowadzenie na początku listopada 1939 roku przez niemiecką Sicherheistdienst dwóch wysokich oficerów wywiadu w Venlo na pograniczu holendersko-niemieckim. Obaj dysponowali pełną wiedzą o aktualnych siatkach SIS w Europie Zachodniej oraz o rezerwowych siatkach wywiadowczych przygotowanych na wypadek wojny. Teraz Londyn musiał przeprowadzić głęboką reorganizację, gdyż należało się liczyć, że Niemcy wydobędą z porwanych wszelkie informacje.

Stewart Menzies nie zwlekając wysłał do Berna jako osobistego przedstawiciela zaufanego i doświadczonego hrabiego Fredericka vanden Heuvel, z pochodzenia Holendra, który dotarł do Berna na początku lutego 1940 roku i objął  stanowisko szefa placówki SIS pod przykryciem attaché prasowego. Brytyjski poseł, zawodowy dyplomata starej szkoły, sir George Warner poczuł się urażony szerokimi uprawnieniami i pełnomocnictwami nowoprzybyłego attaché i odmówił udzielania mu pomocy, a więc został odwołany do Londynu, a na jego miejsce przybył David Kelly, weteran brytyjskiego wywiadu z lat I wojny światowej. 

W korespondencji z Londynem Vanden Heuvel posługiwał się kryptonimem Z-1.  Jego zastępcą, czyli Z-2, został Andrew King oficjalnie pracujący jako wicekonsul w biurze kontroli paszportowej w Zurichu.[28] Jeszcze w lutym Halina Szymańska i hrabia Vanden Heuvel spotkali się po raz pierwszy.[29]  Pani Halina musiała wywrzeć wrażenie na oficerach SIS bowiem zachowała się opinia, że jest „bardzo atrakcyjną kobietą o wspaniałej osobowości”.[30]

Nie wiadomo, kto był negocjatorem warunków współpracy, ale były one doskonałe jak na brytyjski wywiad, który tradycyjnie ma węża w kieszeni. Nowy szef placówki SIS miał wypłacać pani Halinie miesięczną gażę, pokrywać koszty nauki jej córek, a po wojnie, jeśli zechce, będzie mogła osiedlić się w Wielkiej Brytanii. Przydzielono jej też kryptonim Z-5/1.[31] Pierwsza rozmowa prowadzona była po francusku i w tym języku, wyłącznie ustnie, przekazywane były wszystkie późniejsze relacje i meldunki.[32]

Vanden Heuvel zlecił również centrali w Londynie przygotowanie dla pani Szymańskiej francuskiego dokumentu tożsamości na wypadek, gdyby musiała udać się dyskretnie do Paryża nie korzystając z nowego paszportu dyplomatycznego wystawionego przez polski rząd emigracyjny rezydujący w Angers. Specjaliści MI6 sfałszowali dla niej francuską carte d’identité numer 596 wydaną ponoć 5 czerwca 1940 roku przez komisarza policji w Lyonie i wystawioną na nazwisko Marie Clénat, obywatelki francuskiej urodzonej 4 sierpnia 1905 roku w Sztrasburgu, a mieszkającej na stałe w Lyonie pod adresem 7 rue de Mail. W zasadzie poza zdjęciem i wzrostem (1 m. 68) każdy szczegół w tym dokumencie nie był prawdziwy.[33] Brytyjski historyk Nigel West podaje, że Halina Szymańska posługiwała się tą carte d’identité by spotkać się z Canarisem w Paryżu. Jest to zapewne informacja błędna, bowiem polski historyk Józef Garliński, na podstawie rozmowy z panią Szymańską, podaje, że ostatnie spotkanie z Canarisem miało miejsce przed końcem stycznia 1940 roku, a więc jeszcze przed nawiązaniem kontaktu z MI6 i rozmową z hrabią Vanden Heuvel.[34]  Przeczą temu jednak zachowane meldunki placówki SIS w Bernie z powołaniem się na rozmowy Z-5/1 z szefem Abwehry, które wskazują, że spotkań było więcej.  

Miejscem styczniowego spotkania był Mediolan. Nieco wcześniej w mieszkaniu pani Haliny pojawił się dyskretnie adiutant admirała i w jego imieniu poprosił o spotkanie w jednym z mediolańskich hoteli. Włochy nie przystąpiły jeszcze do wojny, stosunki z Polską nie zostały zerwane, a więc pani Szymańska mogła spokojnie wyjechać do Mediolanu posługując się polskim paszportem dyplomatycznym. Rozmowa przy kolacji była długa. Canaris przyznał, że chodzi mu o kontakt z drugą stroną, bowiem są informacje, na których przekazaniu mu zależy. Będą to oceny, przewidywania i daty mające wymiar strategiczny. Sam nie będzie już spotykał się z nią, gdyż może być rozpoznany, a wówczas cel ich kontaktu nie zostanie osiągnięty. Zapowiedział, że niebawem zgłosi się do niej niemiecki wicekonsul w Zurichu, Hans Gisevius i może mieć pełne zaufanie zarówno do niego jak i do przekazywanych przez niego wiadomości. Pomna rad męża pani Halina nie zadawała żadnych pytań i tylko skinęła głową.[35]

Na pierwszy rzut oka Hans Bernd Gisevius był zaprzeczeniem spiskowca. Mężczyzna o zwracającej uwagę dziecinnej twarzy, wzroście około dwóch metrów i barkach jak wrota stodoły. Mimo to potrafił po zmroku poruszać się niezauważenie po uliczkach Berna. Wprawdzie Halina Szymańska wiedziała, że ją odwiedzi i Canaris opisał jego wygląd, to jednak, gdy na początku lutego 1940 roku do drzwi zastukał zwalisty mężczyzna i podał umówione hasło poczuła się nieswojo. Pierwsza rozmowa nie udała się. Zabrakło sympatycznego klimatu, który potrafił stworzyć Canaris. Gisevius był „ciężki i bardzo pruski” a pani Halina nie potrafiła przełamać w sobie instynktownej nieufności do wszystkiego co niemieckie.

Wizyty Giseviusa były dość częste, ale nieregularne. Obie strony zdawały sobie sprawę, że tworzą kanał informacyjny. Kontakt był wyłącznie ustny, a informacje na ogół dotyczyły spraw politycznych, stosunków między niemieckim korpusem oficerskim a aparatem NSDAP, nastrojów społecznych, perspektyw Niemiec, itp.[36] Zmiana nastąpiła w kwietniu 1940 roku, kiedy Niemcy zaatakowały Danię i Norwegię a pani  Szymańska przekazała SIS ostrzeżenie o zbliżającym się ataku niemieckim na Francję.[37] Kilka dni później powiadomiła, że główne uderzenie niemieckie zostanie poprowadzone przez Ardeny,[38] czyli teren uważany przez sztabowców francuskich za nie do przebycia dla broni pancernej.

Wiadomości Szymańskiej na ogół potwierdzały się, miały wymiar strategiczny i były wprost bezcenne. W archiwach brytyjskich zachowało się 25 raportów sporządzonych na podstawie rozmów pani Haliny z hrabią Van den Heuvel. Obejmują one okres od sierpnia 1940 roku do grudnia 1942 roku. W korespondencji z Berna do Londynu Canarisowi nadano pseudonim „Theodor”. Vanden Heuvel wyjaśniał wprawdzie londyńskiej Centrali, że Gisevius „jest przede wszystkim pośrednikiem dla Theodora”, ale mimo to klasyfikując wagę źródła tylko w 9 raportach zacytowano opinie Canarisa podkreślając, że są to słowa „Theodora”.[39]

W styczniu 1941 roku Halina Szymańska przekazała szczegółowe dane liczbowe o stanie Luftwaffe oraz pogląd Giseviusa, że „nie będzie inwazji Wielkiej Brytanii, lecz tylko bombardowania lotnicze na rosnącą skalę i działania okrętów podwodnych”. Przekazała też informację, że „do marca nie przewiduje się żadnych działań na Bałkanach”.[40] Niemiecki najazd na Jugosławię i Grecję rozpoczął się 6 kwietnia.   

Po spotkaniu z Giseviusem, w kwietniu 1941 roku, powtórzyła jego słowa, iż „działania wojenne między Rosją a Niemcami rozpoczną w pierwszych dniach maja”.[41] Ostrzeżenie to miało rzetelne podstawy. Początek operacji Barbarossa planowano rzeczywiście na maj, ale z uwagi na kwietniową kampanię na Bałkanach odroczono do 22 czerwca 1941 roku.

W połowie czerwca 1941 roku w mieszkaniu Szymańskiej pojawił się podekscytowany Gisevius z wiadomością, że w następnym tygodniu rozpocznie się wojna na wschodzie. Informację tę otrzymał w zaufaniu od ministra finansów Hjalmara Schachta,[42] z którym jeszcze przed wybuchem wojny spiskował przeciwko Hitlerowi i elicie NSDAP.[43]  

Jeden z zachowanych raportów jest streszczeniem rozmowy Szymańskiej z Canarisem podczas kolacji 19 października 1941 w Bernie. Canaris wrócił właśnie z podróży inspekcyjnej placówek Abwehry na wschodnim froncie i opowiadał o trudnościach z jakimi spotykają się wojska niemieckie z powodu wcześniejszego nadejścia zimy i wyjątkowo ostrych mrozów. Hitler przeliczył się – oceniał Canaris – „liczył na wsparcie ze strony elementów niezadowolonych w Rosji, ale takie kompletnie nie pojawiły się” – relacjonowała Szymańska.[44]

Kiedy w listopadzie 1942 roku w Bernie pojawił się Allen Dulles, oficjalnie specjalny doradca posła Stanów Zjednoczonych, a mniej oficjalnie szef szwajcarskiej placówki świeżo utworzonego Biura Służb Strategicznych (OSS), Halina Szymańska pośredniczyła w nawiązaniu  kontaktów między nim a Hansem Giseviusem.[45]  Dulles pisał, że jego zadaniem, obok zbierania informacji, było „udzielanie pomocy siłom oporu przeciwko nazistom i faszystom”.[46] Kontakt z człowiekiem, który był emisariuszem opozycji przeciwko Hitlerowi i hierarchii NSDAP wewnątrz Niemiec, był więc dla niego szczególnie cenny, a mimo to Allen Dulles w swoich wspomnieniach wojennych The Secret Surrender nie napisał o Szymańskiej ani słowa.[47]

Nieudany zamach na Hitlera 20 lipca 1944 roku i zdławienie puczu wojskowych pociągnęły falę aresztowań i egzekucji. Wilhelm Canaris został aresztowany 23 lipca, Gisevius ukrył się i potajemnie poprosił o pomoc. W laboratoriach SIS w Londynie wykonano dla niego komplet fałszywych dokumentów przedstawiających go jako dr. Hoffmana, urzędnika Gestapo oraz srebrzystą, owalną odznakę numer 8486, którą posiadał każdy funkcjonariusz Geheime Staatspolizei. Po numerze można było sprawdzić w najbliższym biurze Gestapo tożsamość posiadacza odznaki. Technicy SIS nie wiedzieli z jakiego stopu wykonany jest oryginał, ale w Londynie założono, że nikt w Niemczech nie odważy się sprawdzać tożsamości wysokiego rangą funkcjonariusza, ani nie wpadnie na pomysł dokonania chemicznej analizy stopu. Kanałem kurierskim OSS wysłano spreparowany komplet dokumentów do Berna. Na miejscu okazało się jednak, że w paszporcie dr. Hoffmana brakuje bardzo istotnej pieczątki. Trzeba było odesłać dokumenty do Londynu. Po uzupełnienieniu kurier OSS ruszył w drogę do Berna, ale w Paryżu okazał żandarmowi wojskowemu pechowy paszport zamiast własnych dokumentów i został z miejsca aresztowany. Lokalne biuro OSS odnalazło go i wyciągnęło z celi dopiero po 4 dniach. Dokumenty i odznaka trafiły w końcu do Berna i tajnym kanałem resztek niemieckiej opozycji trafiły wreszcie 20 stycznia 1945 roku do rąk ukrywającego się Giseviusa. Ten następnego dnia ominął kontrolę na dworcu i wepchnął się do zatłoczonego pociągu do Stuttgartu. Dwa dni później błysnął odznaką Gestapo przed celnikami na przejściu granicznym w Kreuzinger i wjechał do Szwajcarii.[48]     

Koniec wojny był dla Haliny Szymańskiej niezwykle trudny. Do Polski pod komunistycznymi rządami nie mogła wracać. Wiedziała, że mąż żyje. Canaris powiedział jej, że pułkownik Antoni Szymański wraz z innymi dyplomatami przejechał z Berlina do jednego z neutralnych państw bałtyckich, gdzie wymieniono go na niemieckich dyplomatów. Niestety akurat wówczas kraj ten zajął Związek Sowiecki i pułkownik Szymański trafił do obozu w Starobielsku. Opuścił obóz po brytyjskiej interwencji. Cudem uniknął strzału w tył głowy. Wraz z armią Andersa dotarł na Bliski Wschód, gdzie służył na różnych placówkach II Oddziału. Po zakończeniu wojny kierował Polską Wojskową Misją Likwidacyjną w Paryżu. Tam pojechała pani Halina, by spędzić rodzinnie święta Bożego Narodzenia 1945 roku. Odbudowa wspólnego życia nie powiodła się. Doświadczenia wyniesione z dwóch różnych światów: neutralnej Szwajcarii i sowieckiego Starobielska nie pozwoliły na sklejenie małżeństwa. Państwo Szymańscy rozstali się. Pani Halina skorzystała z uzgodnionej z SIS możliwości osiedlenia się w Wielkiej Brytanii i jesienią 1946 roku przyjechała do Londynu. Zamieszkała w małym domku w hrabstwie Surrey. Po rozwodzie wyszła powtórnie za mąż za pułkownika Kazimierza Wiśniowskiego. Nie napisała wspomnień, ani relacji dla archiwum. Udzieliła tylko dwóch wywiadów. Krótko po wojnie anonimowo Ianowi Colvin, autorowi wydanej w 1951 roku książki o Wilhelmie Canarisie, zatytułowanej Chief of Intelligence, oraz pod nazwiskiem polskiemu historykowi emigracyjnemu Józefowi Garlińskiemu.      

Premiera w "Zakazana Historia"

[1] Colvin, Ian, Chief of Intelligence, Londyn, Victor Gollancz, 1951, str. 89. Ian Colvin był w czasie wojny prywatnym sekretarzem brytyjskiego premiera Winstona Churchilla.

[2] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 80.

[3] Brissaud, Andre (tłum. i  red. Colvin, Ian), Canaris, Londyn, Weindenfeld and Nicolson, 1973, str. 158

[4] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 77.

[5] Höhne, Heinz, Canaris, Londyn, Secker & Warburg, 1979, str. 362.

[6] Krausnick, Helmut, Hitler und die Mörde in Polen, Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte, 1963, zeszyt 2, str. 203

[7] Sonderfahndungsbuch Polen, Reichskriminalpolizeiamt, Berlin, 1939, str. 145

[8] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 78

[9] Grier, Howard D., Hitler, Dönitz and the Baltic Sea: The Third Reich’s Last Hope, 1944-1945, Annapolis, Naval Institute Press, 2007, str. 6.

[10] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 79

[11] Colvin, Ian, Chief of Intelligence, Londyn, Victor Gollancz, 1951, str. 90

[12] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 79

[13] Colvin, Ian, Chief of Intelligence, Londyn, Victor Gollancz, 1951, str. 90

[14] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 79-80

[15] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 80

[16] Dubicki Tadeusz, Suchcitz Andrzej, Oficerowie wywiadu WP i PSZ w latach 1939-1945, t. II, Warszawa, LTW, 2011, str. 42

[17] West, Nigel, (tłum.) Brzeski, Rafał, MI-6: Operacje brytyjskiej Tajnej Służby Wywiadu 1909-1945, Warszawa, Bellona, 2000, str. 134

[18] Deacon, Richard, Spyclopaedia: The comprehensive handbook of espionage, Londyn, Futura, 1989, str. 220

[19] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 80

[20] Dubicki Tadeusz, Suchcitz Andrzej, Oficerowie wywiadu WP i PSZ w latach 1939-1945, t. II, Warszawa, LTW, 2011, str. 42

[21] Adres według Nigela Westa. Andre Brissaud podaje, że Halina Szymańska wynajęła umeblowaną willę.

[22] West, Nigel, (tłum.) Brzeski, Rafał, MI-6: Operacje brytyjskiej Tajnej Służby Wywiadu 1909-1945, Warszawa, Bellona, 2000, str. 134

[23] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 82

[24] Colvin, Ian, Chief of Intelligence, Londyn, Victor Gollancz, 1951, str. 91

[25] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 82

[26] Dubicki Tadeusz, Suchcitz Andrzej, Oficerowie wywiadu WP i PSZ w latach 1939-1945, t. I, Warszawa, LTW, 2009, str. 115

[27] Höhne, Heinz, Canaris, Londyn, Secker & Warburg, 1979, str. 363

[28] West, Nigel, (tłum.) Brzeski, Rafał, MI-6: Operacje brytyjskiej Tajnej Służby Wywiadu 1909-1945, Warszawa, Bellona, 2000, str. 135 Biura kontroli paszportowej były standardowym kamuflażem placówek SIS.

[29] Waller, John H., The Unseen War in Europe: Espionage and Conspiracy in the Second World War, Londyn, I.B. Tauris, 1996, str. 92

[30] Jeffery, Keith, MI6: The History of the Secret Intelligence Service 1909-1949, Londyn, Bloomsbury, 2010, str. 380

[31] West, Nigel, (tłum.) Brzeski, Rafał, MI-6: Operacje brytyjskiej Tajnej Służby Wywiadu 1909-1945, Warszawa, Bellona, 2000, str. 135

[32] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 88

[33] West, Nigel, MI6: British Secret Intelligence Service Operations 1909-45, Londyn, Weidenfeld and Nicolson, 1983, str. 138 ilustracje.

[34] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 82.   

[35] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 83

[36] Garliński, Józef, Szwajcarski korytarz, Paryż, Editions Spotkania, 1987, str. 85-86

[37] Suchcitz, Andrzej, Polish Intelligence on Key Military Operations in the West, in: Intelligence Co-operation Between Poland and Great Britain During World War II: The Report of the Anglo-Polish Historical Committee, t. 1, Londyn, Valentine Mitchell, 2005, str. 485

[38] Ciechanowski, Jan, British Special Services, in: Intelligence Co-operation Between Poland and Great Britain During World War II: The Report of the Anglo-Polish Historical Committee, t. 1, Londyn, Valentine Mitchell, 2005, str. 144

[39] Jeffery, Keith, MI6: The History of the Secret Intelligence Service 1909-1949, Londyn, Bloomsbury, 2010, str. 381

[40] Jeffery, Keith, MI6: The History of the Secret Intelligence Service 1909-1949, Londyn, Bloomsbury, 2010, str. 381

[41] Jeffery, Keith, MI6: The History of the Secret Intelligence Service 1909-1949, Londyn, Bloomsbury, 2010, str. 381

[42] Garliński, Józef, The Swiss Corridor, Londyn, J.M.Dent & Sons, 1981, str. 97

[43] Brissaud, Andre (tłum. i  red. Colvin, Ian), Canaris, Londyn, Weindenfeld and Nicolson, 1973, str. 149

[44] Jeffery, Keith, MI6: The History of the Secret Intelligence Service 1909-1949, Londyn, Bloomsbury, 2010, str. 381

[45] Dubicki Tadeusz, Suchcitz Andrzej, Oficerowie wywiadu WP i PSZ w latach 1939-1945, t. II, Warszawa, LTW, 2011, str. 42

[46] Bradsher, Greg, Allen Dulles in Bern, Prologue Magazine, National Archives, t. 34, nr. 1, Wiosna 2002, http://www.archives.gov/publications/prologue/2002/spring/fritz-kolbe-3....

[47] Jan Stanisław Ciechanowski, Literature on the Activities pf Polish Intelligence in World War II, in: Intelligence Co-operation Between Poland and Great Britain During World War II: The Report of the Anglo-Polish Historical Committee, t. 1, Londyn, Valentine Mitchell, 2005, str. 37

[48] West, Nigel, (tłum.) Brzeski, Rafał, MI-6: Operacje brytyjskiej Tajnej Służby Wywiadu 1909-1945, Warszawa, Bellona, 2000, str. 241

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:17)

Komentarze

Czytałem z zapartym tchem.

Więcej takich opisów i relacji historycznych nam się należy.

Z szacunkiem 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

... to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

#1525033

Jak powyzej. Potrzeba nam informacji o takich Polakach i Polkach. Ciotka mej bylej zony pracowala w wywiadzie RP i AK. Niestety miala pecha bo zostala zdekonspirowana i scieta toporem w Berlinie. Tak tez bywalo.

 

pozdrawiam,

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Vik

#1525090