Agresywna propaganda Kremla

Obrazek użytkownika Rafał Brzeski
Świat

W sowieckim KGB tak zwanym „zarządzaniem postrzeganiem”, czyli dezinformacją, urabianiem elit rządzących i opinii publicznej, szkalowaniem ludzi, a generalnie praniem mózgów zajmowała się Służba A („A” od terminu aktiwnyje mieroprijatija – środki aktywne). Jej następcom internet daje nowe, niebywałe możliwości działania. 

Służba A była uznawana za bardzo istotny element w strukturze Pierwszego Zarządu Głównego, czyli wywiadu zagranicznego. W każdej rezydenturze, każdy oficer operacyjny pionu PR (politiczeskaja razwiedka – wywiad polityczny) musiał jedną czwartą czasu pracy poświęcać na działania obejmujące sterowanie świadomością społeczną. Największym problemem było dotarcie do odbiorców. Chociaż personel kadrowy i agenturę Służby A szacowano na 15 tysięcy osób, to jednak światowa opinia publiczna nie poddawała się sowieckiej propagandzie. Produkowane w Związku Sowieckim wydawnictwa i nadawane z Moskwy programy radiowe traktowane były nieufnie, gazety na ogół podejrzliwie weryfikowały materiały agencji TASS i Nowosti, chociaż ich serwis odbierały setki redakcji. Dziennikarze, z wyjątkiem sprzedawczyków, umiejętnie odsiewali prawdę od preparowanego kłamstwa.   

Upadek Związku Sowieckiego i sieciowa rewolucja zmieniły radykalnie warunki rozpowszechniania wszelkich form dezinformacji. Samozadowolenie ze zwycięstwa w „zimnej wojnie”, gwałtowne poszukiwanie „dywidendy pokojowej”, czyli robienie interesów na byłych ziemiach sowieckich na spółkę z funkcjonariuszami KGB, oraz polityka „resetu” rozbroiły Zachód. Ze służb specjalnych zwolniono wyspecjalizowanych analityków, z uczelni odeszli tak zwani sowietolodzy, w redakcjach podjęło pracę nowe pokolenie dziennikarzy, które uwierzyło, że Rosja jest inna niż Sowiety.

Moskwie zrzucenie gorsetu sztywnej, komunistycznej ideologii pozwoliło tymczasem wspierać na różne sposoby, zazwyczaj dyskretnym zastrzykiem finansowym, ugrupowania i ludzi o całkiem przeciwstawnych poglądach. I tak Kreml sponsoruje obecnie:

  • ugrupowania lewicowe i skrajnie lewicowe, tak jak to czyniono w sowieckiech czasach,
  • ugrupowania skrajnie prawicowe,
  • zielonych obrońców środowiska wszelkiej maści,
  • organizacje dewiantów seksualnych,
  • anty-globalistów i wszelakich anty-systemowców,

a jednocześnie wprowadza swoich zaufanych ludzi do światowej elity finansowej.

Na procesy te nałożył się galopujący rozwój internetu, który następcom funkcjonariuszy Służby A dał niebywałe możliwości „zarządzania postrzeganiem”. Internet pozwala bowiem na bezpośrednie dotarcie do odbiorcy bez udziału mniej lub bardziej wyrobionego pośrednika w postaci dziennikarza zagranicznej organizacji medialnej. Jedyny kłopot w tym jak zanęcić odbiorców do zapoznania się  ze spreparowanymi treściami. Co więcej, w internecie odbiorca samodzielnie szuka informacji i opinii. Jeśli znajdzie sam, to bardziej jest skłonny w nie uwierzyć niż w przypadku treści podsuwanych. Nikt bowiem nie jest chętny do przyznania, że dał się naiwnie oszukać.

Tymczaszem Rosja kłamała, kłamie i będzie kłamać. Carska, sowiecka, putinowska – bez różnicy. Carska była stosunkowo mało nachalna, sowiecka dbała, żeby kłamliwa nadbudowa była oparta na prawdziwej bazie, natomiast putinowska jest cynicznie bezczelna. Chcesz wierz, nie chcesz nie wierz, znajdą się tacy, co uwierzą i jak pudło rezonansowe będą rozpowszechniać kłamstwa dalej, głównie w internecie.

Współczesna Rosja zmilitaryzowała kłamstwo czyniąc z niego bezkrwawą broń w realizacji swych dążeń imperialnych. Profesor Mark Galeotti z New York University podzielił rosyjskie działania zaborcze w sferze „zarządzania postrzeganiem” na trzy etapy:

Pierwszy etap to zakłócanie i paraliżowanie systemu społecznego komunikowania się przeciwnika. Moskwa czyni to wykorzystując:

  • jawne lub tajne wykupywanie lokalnych mediów,
  • blokowanie lokalnych portali informacyjnych i publicystycznych,
  • terroryzowanie redakcji i dziennikarzy procesami sądowymi.

Drugi etap to rozchwianie poznawcze i demoralizacja obywateli oraz elit polityczno-społecznych atakowanego kraju drogą;

  • wprowadzania do informacyjnego obiegu sprzecznych wiadomości i opinii,
  • wabienie ekspertów i przekształcanie ich w świadomą lub nieświadomą agenturę wpływu zapraszając ich do udziału w organizowanych przez siebie (lub przez pro-moskiewskie „słupy”) prestiżowych konferencjach naukowych,
  • korumpowanie ludzi cieszących się szacunkiem i ekspertów dostępem do liczących się i znanych przedstawicieli najwyższych szczebli elity władzy z Putinem włącznie,
  • kampanie dezinformmacyjne.

Finalnym etapem jest przejęcie struktur kierowania atakowanym państwem lub grupą państw poprzez:

  • podstępne wprowadzanie i rozdmuchiwanie podziałów politycznych zgodnie z rzymską zasadą „dziel i rządź”,
  • kupowanie wpływów politycznych.[1]             

W realizacji swych imperialnych ambicji Kreml odwołuje się do kłamstwa, dezinformacji i dywersji informacyjnej ponieważ są skuteczne i przynoszą korzystne z punktu widzenia Kremla rezultaty. Przykładem wewnątrzrosyjskim może być niezmiennie wysokie poparcie społeczne dla Putina, które nie spadło nawet po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu pasażerskiego. Wizerunkową katastrofę osłonięto wówczas w Rosji informacyjną mgłą rozpowszechniając cały szereg zmanipulowanych informacji od pozornie wiarygodnych po cynicznie kłamliwe. I tak:

  • samolot malezyjski został zestrzelony przez Ukraińców – wedle jednego wariantu przez pocisk wystrzelony z myśliwca, wedle innego przez pocisk wystrzelony z ziemi,
  • został zestrzelony przez Amerykanów, by zdyskredytować Rosję,
  • na pokładzie eksplodował ładunek wybuchowy,
  • samolot nie został zestrzelony tylko spadł sam,
  • maszyna leciała z Amsterdamu na autopilocie i odpowiednim momencie silniki zostały wyłączone,
  • na pokładzie samolotu nie było ludzi tylko „gnijące zwłoki”.
     

W „zarządzaniu postrzeganiem” Rosja wykorzystuje przede wszystki telewizję, radio oraz internet ponieważ są to media najsilniej oddziałowujące na emocje, a jednocześnie stosunkowo ulotne. Wprawdzie w internecie nic nie ginie, nawet po skasowaniu oryginału, ale stosunkowo łatwo jest ukryć skompromitowaną fałszywkę w gąszczu różnych informacji i komentarzy. Ponadto większość Rosjan czerpie informacje z oficjalnej telewizji moskiewskiej, a ta kontrolowana jest przez Kreml. Tylko niewielki procent ma dostęp do alternatywnych źródeł informacji i zadaje sobie trud korzystania z nich.[2]   

Platformą, która przekazuje odbiorcom zagranicznym bardziej wiarygodne fabrykacje (zazwyczaj opatrzone komentarzem i wyjaśnieniami „eksperta”) jest telewizja Russia Today, której szyld zmieniono ostatnio na bardziej dyskretną nazwę RT. Roczny budżet tego kanału informacyjnego wynosił latem 2014 roku „około 300 milionów dolarów”[3] i miał zostać przed końcem ubiegłego roku zwiększony o ponad 40 procent. [4] Zasięg oddziaływania RTTV jest potężny:

  • ponad 600 milionów telewidzów na całym świecie,
  • odbiór w przeszło 3 milionach pokoi hotelowych,[5]
  • kanał RT na YouTube jako pierwszy kanał informacyjny w sieci przekroczył w 2013 roku miliard wejść,
  • strona RT na Facebooku szczyci się ponad milionem „lajków”.[6]

RT nadaje swój program po rosyjsku, angielsku, hiszpańsku, niemiecku, francusku i arabsku. W 2013 roku przejęła kontrolę nad rozgłośnią radiową Głos Rosji oraz nad agencją prasową Novosti uznawaną w komunistycznych czasach za bardziej wiarygodną niż oficjalna agencja TASS[7] tworząc potężną, globalną sieć informacyjną.

Uruchomiona w 2005 roku telewizja miała początkowo za zadanie ukazywać prawdziwe oblicze Rosji, ale począwszy od inwazji Gruzji w 2008 roku informacje z życia wewnętrznego były i są coraz bardziej ograniczane na rzecz wiadomości ukazujących w złym świetle Stany Zjednoczone i generalnie Zachód, a w dobrym politykę zagraniczną Kremla, przede wszystkim Putina. Wiadomości o międzynarodowych poczynaniach prezydenta i ministra spraw zagranicznych Ławrowa publikowane są z miejsca na liście tytułów najważniejszych informacji. W warstwie publicystyczno-komentarzowej RT specjalizuje się w prezentowaniu i promowaniu wszelkich teorii spiskowych i upatrywaniu w wydarzeniach międzynarowych „ukrytej ręki” amerykańskiej CIA, brytyjskiego MI-6 lub izraelskiego Mossadu. Wiadomości o matactwach CIA i MI-6 adresowane są głównie do odbiorców w krajach rozwijających się i zachodnich środowisk skrajnie lewicowych. Wiadomości o przeniewierstwach Mossadu do środowisk prawicowych. W sumie działania te mają powodować rozchwianie informacyjne i ograniczyć możliwości samodzielnej, trzeźwej oceny rzeczywistości. Są przy tym często agresywne do tego stopnia, że w proteście przeciwko „wybielaniu” aneksji Krymu i fałszywemu prezentowaniu strony ukraińskiej, w marcu 2014 roku demonstracyjnie, na antenie, zrezygnowała z pracy popularna anglojęzyczna prezenterka Liz Wahl.[8]     

Telewizja RT podaje wiadomości prawdziwe, wiadomości propagandowo podkolorowane, informacje zmanipulowane tak, że wydają się prawdopodobne, dezinformacje takie, które ludzie chcieliby usłyszeć i tylko z rzadka informacje sfabrykowane.

Rozpowszechnianiem kłamstw zajmuje się przede wszystkim „armia trolli”. Jedna z jej zapewne wielu redut mieści się Petersburgu w trzypiętrowym współczesnym biurowcu przy ulicy Sawuszkina 55 w dzielnicy Przymorska i działa pod szyldem Agencji Badań Internetowych. Ośrodek zdemaskowała Ludmiła Sawczuk, która pracowała w Agencji przez kilkanaście tygodni, a kiedy odeszła zaskarżyła pracodawcę do sądu pracy o wypłatę zaległego wynagrodzenia, wydanie świadectwa pracy i uregulowanie jej świadczeń ubezpieczeniowych. Sąd orzekł 17 sierpnia 2015 roku, że Agencja rzeczywiście dopuściła się naruszeń prawa pracy i przyznał Ludmile Sawczuk symboliczne odszkodowanie w wysokości 1 rubla.[9]

Orzeczenie sądu jest mniej istotnie niż przebieg procesu, który ujawnił jak działa rosyjska „fabryka trolli” i potwierdził, że instytucje takie istnieją. Agencja z Petersburga werbowała kandydatów na trolli ogłaszają w prasie, że poszukuje „redaktorów tekstów” i „menadżerów zawartości”. Proponowane wynagrodzenie  było wyższe niż średnie. Zmiana trwała wprawdzie 12 godzin, ale po dwóch dniach pracy oferowano dwa dni wolne. Podstawowe, płatne gotówką, wynagrodzenie Ludmiły Sawczuk wynosiło 33 000 rubli miesięcznie plus premie po kilka tysięcy rubli. 

Z informacji byłych pracowników Agencji Badań Internetowych wynika, że szychta rozpoczynała się od połączenia z siecią internetu poprzez uniemożliwiające identyfikację serwery proxy. Potem profesjonalny troll pobierał „zadanie techniczne”, czyli listę tematów przydzielonych na dany dzień przez kierownictwo Agencji. Były to informacje zaczerpnięte z rosyjskich i międzynarodowych serwisów prasowych oraz wytyczne w jakim klimacie należy je komentować. Przykładowo informację o przesłaniu przez Putina prezydentowi Francji Hollandowi kondolencji po zamachu na redakcję Charlie Hebdo należało komentować w duchu: „Władimir Putin wysłał depeszę natychmiast, nie bacząc na złe stosunki Rosji z Zachodem. Przywódca Rosji zawsze opowiadał się przeciwko terroryzmowi i agresji. Dzięki jego inicjatywom liczba aktów przemocy w Rosji dramatycznie spadła.”[10]   

Dzienna norma trolla wynosiła 5 postów politycznych, 10 postów apolitycznych oraz 150-200 komentarzy pod postami kolegów-trolli, co ma tworzyć wrażenie dużego zainteresowania treścią.[11] Posty apolityczne na blogach stworzonych przez siebie pod pseudonimami mogą dotyczyć dowolnego interesującego tematu, ale od czasu do czasu muszą się w nich pojawiać akcenty polityczne, coś o „faszystach” na Ukrainie, jakaś negatywna uwaga o prezydencie Obamie, lub o sodomii szerzącej się w Unii Europejskiej. Ludmiła Sawczuk prowadziła blog kulinarny, pozorowała emerytowanego wojskowego, a także wróżkę o barwnym imieniu Cantadora.  Wróżka przepowiadała co się wydarzy i jaka będzie pogoda, ale od czasu do czasu wtrącała coś o zabarwieniu politycznym. Na przykład, że wpatrując się w swoją kryształową kulę zobaczyła koleżankę z Ukrainy, która chciała wyjechać do Rosji. Cantadora lamentowała, że ukazujące się w kuli obrazy Ukrainy pełne są ruin, śmierci i ludzkiego bólu, które niosą bombardowania lotnicze i ostrzał artyleryjski. Na szczęście „siły wyższe” zapewniły ją, że „uciekinierzy z Ukrainy znajdą nowe miejsce bardziej przyjazne i bezpieczne”, w domyśle w Rosji. [12]

Ukraina jest jednym z głównych tematów „zadań technicznych”. W trakcie wydarzeń na kijowskim Majdanie pisano, że dla podtrzymania rewolucji protestującym podawano gorącą herbatę zaprawioną narkotykami. Każde błoto rzucone na prezydenta Poroszenkę jest mile widziane przez przełożonych, można też swobodnie pisać o ukraińskich „faszystach” i „zbrodniach” wojsk ukraińskich. Nie można natomiast w żadnym wypadku napisać jakiegoś dobrego słowa o rządzie ukraińskim rządzie lub złego słowa o Donieckiej Republice Ludowej albo Ługańskiej Republice Ludowej. 

W „fabryce trolli” panuje surowa dyscyplina. Pod żadnym pozorem nie wolno nikomu ujawnić, gdzie się pracuje. Nawet najbliższym. Jeżeli ktoś bardzo natarczywie pyta należy  wyjaśniać, że w fimie sprzedającej materiały biurowe. Wejścia do budynku pilnuje skrupulatna ochrona. Każde spóźnienie do pracy, nie wyrobienie normy lub użycie nieodpowiedniego sformułowania karane jest potrąceniami z wynagrodzenia. Są też i premie. Za pracę w weekendy lub w dni wolne, za szczególnie atrakcyjne i sprytnie spreparowane teksty oraz za dużą liczbę czytelników wpisów na blogu. Pracownicy petersburskiej „fabryki trolli” pracują w salach liczących po około 20 stanowisk, a kontakty z kolegami z sąsiednich sal są niemile widziane. Społeczność profesjonalnych fałszerzy rzeczywistości jest podzielona na swoiste kasty. Do najwyższej należą ci, którzy z racji znajomości języka i sprawdzonej lojalności dopuszczeni zostali do komentowania wpisów pod materiałami umieszczanymi na zachodnich portalach informacyjnych.

Po zdemaskowaniu petersburskiej „fabryki trolli” rozpowszechniano informację, że Agencja została zamknięta, ale była to kolejna fałszywka. W dniu 17 sierpnia 2015 roku korespondent brytyjskiego dziennika The Guardian policzył, że między 7.30 a 10.45 rano do budynku weszło 294 młodych ludzi. Jednym z wchodzących był Oleg Wasiliew określany przez byłych pracowników jako szef Agencji Badań Internetowych.[13]

Obok działań propagandowych i dezinformacyjnych rosyjskie trolle prowadzą także operacje mające charakter klasycznych dywersji informacyjnych. Wykorzystują do tego nie tylko internet, ale również operatorów telefonii komórkowej. Dane adresowe i numery telefonów zostały zapewne wykradzione wcześniej przez hackerów i są używane w kampaniach obliczonych na wywołanie strachu, zamieszania i sparaliżowanie lokalnych władz i różnych służb komunalnych. Najczęstszym obiektem dywersyjnych ataków są Stany Zjednoczone uważane nadal w Moskwie za „głównego przeciwnika”. Pod tym względem od czasów KGB nic się nie zmieniło. 

Ofiarą dywersyjnego ataku padli, między innymi, mieszkańcy i władze gminy St. Mary w stanie Luizjana. Wielu mieszkańców gminy, w której znajduje się kilkanaście zakładów chemicznych i przeróbki gazu ziemnego, otrzymało rankiem 11 września 2014 roku alarmujące SMS-y ostrzegające przed chmurą toksycznego gazu. „Chować się w domach. Dalsze informacje w lokalnmych mediach i na stronach columbiachemical.com”. Równolegle na twitterze aż się kotłowało. Na setkach kont pojawiły się alarmujące wieści i budzace grozę zdjęcia. „Potężna eksplozja słyszalna na kilometry w zakładach chemicznych w Centerville, w Luizjanie”, zdjęcia ukazywały płonące instalacje fabryczne, a na video pochodzącym ponoć z kamery na stacji benzynowej widać było dramatyczny moment eksplozji. Na innych filmach video gęste chmury dymu unosiły się nad linią drzew. Pod hashtagiem #ColumbianChemicals roiło się od wstrząsających relacji naocznych świadków. Twitterowe konta dziennikarzy od Luizjany po Nowy Jork pełne były alarmujących wieści, pytań o skalę katastrofy, zdjęć i filmów włącznie ze screenshotem z portalu CNN z wiadomością o eksplozji.

Chyba jedynymi, którzy nie mieli pojęcia, co się stało były dyrekcja i załoga zakładów Columbia Chemicals w gminie St. Mary oraz lokalne służby ratownictwa chemicznego. Żadnej katastrofy bowiem nie było. Screenshot, filmy video, zdjęcia, relacje świadków oraz rozsyłane instrukcje alarmowe – wszystko było fałszywe. Spreparowane.

Obawy mieszkańców udało się opanować w ciągu dwóch godzin, ale odpowiedź na pytanie, kto chciał wywołać panikę nie była łatwa. Z pewnością byli to fachowcy, bowiem przygotowali nawet dokładne kopie lokalnych stacji telewizyjnych i gazet, na których umieszczali sukcesywnie komunikaty i mrożące krew w żyłach wiadomości.

Atak na społeczność gminy St. Mary nie był jedynym odnotowanych w Stanach Zjednoczonych w 2014 roku. Około połowy grudnia pod hashtagiem #EbolaInAtlanta pojawiły się informacje i zdjęcia  świadczące, że ta straszliwa choroba już dotarła do miasta. Niemal równolegle pod hashtagiem #shockingmurderinatlanta podawano wiadomości o zastrzeleniu przez policję czarnoskórej kobiety. Informacjom towarzyszyło marnej jakości video dokumentujące ponoć zdarzenie wraz z nagraniem komentującego świadka.

Alarmujące wieści z Atlanty okazały się nieprawdziwe, a ponieważ władze milczały, próbę wyjaśnienia, kto jest siewcą paniki podjęli internauci. Szybko ustalono, że wiele kont twitterowych zaangażowanych w operację Columbia Chemicals powtórzyło się w przypadku eboli w Atlancie. Wyglądało na to, że autorami obu fałszywych alarmów jest ta sama grupa ludzi. Żmudne dochodzenie i przesianie materiału zhakowanego przez grupę Anonymous International z kont kremlowskiej wierchuszki, a potem śledzenie powiązań między pseudonimami oraz kontami na Twitterze, Instagram i wpisami na blogach i portalach doprowadziło do petersburskiej Agencji Badań Internetowych, mieszczącej się w tym samym budynku pro-kremlowskiej Federalnej Agencji Informacyjnej oraz ludzi z ekipy Władimira Putina.[14]

Militaryzacja informacji oraz rozmach rosyjskiej kampanii kłamstw, dezinformacji i dywersji informacyjnej sprały mózgi Rosjan i zakoczyły Zachód. Byli pracownicy „fabryki trolli” ze smutkiem stwierdzaja, że w rozmowach ze znajomymi, krewnymi i kolegami ze zdziwieniem odkrywali, iż powtarzają oni sfabrykowane fakty i tezy, które wyszły z ich „fabryki”. Natomiast zachodnie i polskie media dość często działają jak tuby powtarzając przygotowane w Moskwie wiadomości opracowane przez specjalistów od manipulacji lub fabrykacji.

Przeciwdziałanie kremlowskiej agresji informacyjnej jest trudne. Pierwszym warunkiem powodzenia jest zdanie sobie sprawy i uzmysłowienie innym, że jest się obiektem skrupulatnie zaplanowanych i prowadzonych z rozmachem działań „zarządzania postrzeganiem” i to moim postrzeganiem. Dotyczy to zarówno polityków, dziennikarzy, ekspertów, naukowców i ludzi kultury, jak i zwykłych zjadaczy chleba. Przede wszystkim tych, którzy większość informacji o świecie, historii i otaczajacej rzeczywistości czerpią z wyłącznie z internetu. W latach „zimnej wojny” w Departamencie Technicznym CIA funkcjonowała sekcja QDL,[15] której specjaliści krążyli po świecie, analizowali sowieckie fałszywki i tłumaczyli politykom oraz lokalnym fachowcom służb specjalnych, na czym polegają błędy umożliwiające ustalenie, że dokument jest spreparowany oraz szkolili jak bronić się przed dezinformacjami KGB. Na fali „resetu” stosunków z Rosją sekcję zlikwidowano. Dzisiaj by się przydała.

Masowe rozpowszechnianie przez Rosję informacji fałszywych, zmanipulowanych oraz dezinformacji zmusiło już dbające o własną wiarygodność organizacje medialne do utworzenia specjalnych stanowisk „redaktorów antydezinformacyjnych”. Są to doświadczeni dziennikarze, których zadaniem jest wyłapywanie sfabrykowanych wiadomości i dezinformacji, analizowanie ich, a potem szkolenie młodszych kolegów. Dzięki nim wiele redakcji uniknęło wejścia na informacyjną minę w doniesieniach o wojnie na Ukrainie.

Rozległe pole do działania mają bardziej lub mniej formalne grupy internautów, coś w rodzaju „strażników prawdy”, którzy zajmować się mogą nie tylko demaskowaniem fabrykacji, manipulacji i dezinformacji, ale przede wszystkich analizowaniem powiązań i ustalaniem, kto jest inspiratorem dezinformacji, pomysłodawcą manipulacyjnych kampanii, słowem kto konkretnie, z imienia i nazwiska,  stoi za fałszowaniem rzeczywistości.

Władze krajów zagrożonych lub już będących obiektem informacyjnej agresji powinny tworzyć fundacje lub inne instytucje finansowego wsparcia dziennikarzy narażonych na procesy o zniesławienie wskutek zdemaskowania dezinformacji i ujawnienia jej autorów. Zwłaszcza jeśli autorami są lokalne „autorytety” zwerbowane przez Moskwę w charakterze agentury wpływu.  Ochroną taką powinii być przede wszystkim dziennikarze śledczy, którzy dotarli do styku polityki, spraw bezpieczeństwa państwa, wielkiego biznesu i korupcji.

Od przedstawicieli różnego rodzaju trustów mózgów i grup studyjnych, ekspertów, naukowców i przemysłowców należy żądać ujawnienia bezpośrednich i pośrednich powiązań z instytucjami i firmami rosyjskimi.

Choć trąci to niebezpiecznie cenzurą, to jednak dobrze byłoby opracować coś w rodzaju kodeksu etycznego dla bloggerów, tak by można było piętnować tych, którzy pod płaszczykiem wolności wypowiedzi umieszczają w sieci oceny oparte na fałszywych faktach lub po prostu agresywnie kolportują opinie i poglądy sprzeczne z racją stanu własnego państwa a zbieżne z linią polityczą Kremla. Kodeks taki jest niesłychanie trudny do przygotowania, gdyż nie jest łatwo określić linię, gdzie kończy się prywatna ocena a zaczyna propaganda.  

Wszystkich dezinformacji we wszystkich sprawach nie da się wyłapać, zdemaskować i im skutecznie przeciwdziałać. Trzeba jednak próbować bo inaczej Moskwa narzuci nam swoją „alternatywną rzeczywistość” i będzie skutecznie zarządzała naszym postrzeganiem świata

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

[1] Za Pomerantsev, Peter oraz Weiss, Michael, The Menace of Unreality: How the Kremlin Weaponizes Information, Culture and Money, The Interpreter, Institute of Modern Russia, 2014 r, str. 14.

[2] Goble, Paul, Hot Issue – Lies, Damned Lies and Russian Disinformation, The Jamestown Foundation, 13 sierpnia 2014 r.

[3] American broadcasters see RT as major challenge, want to try to compete, RT (13 sierpnia 2014 r.) http://www.rt.com/news/180184-us-channel-russian-speakers/

[4] Pomerantsev, Peter oraz Weiss, Michael, The Menace of Unreality: How the Kremlin Weaponizes Information, Culture and Money, The Interpreter, Institute of Modern Russia, 2014 r, str. 14.

[5] Ibid. str. 15.

[6] American broadcasters see RT as major challenge, want to try to compete, RT (13 sierpnia 2014 r.) http://www.rt.com/news/180184-us-channel-russian-speakers/

[7] Pomerantsev, Peter oraz Weiss, Michael, The Menace of Unreality: How the Kremlin Weaponizes Information, Culture and Money, The Interpreter, Institute of Modern Russia, 2014 r, str 17.

[8] Carroll, Rory, Russia Today news anchor Liz Wahl resigns live on air over Ukraine crisis, The Guardian, 6 marca 2014 r.

[9] Luhn Alec, The Guardian, 18 sierpnia 2015 r.

[10] Walker Shaun, The Guardian, 2 kwietnia 2015 r.

[11] Chen Adrian, The New York Times Magazine, 7 czerwca 2015 r, str. MM57

[12] Luhn Alec, The Guardian, 18 sierpnia 2015 r.

[13] Luhn Alec, The Guardian, 18 sierpnia 2015 r.

[14] Chen Adrian, The New York Times Magazine, 7 czerwca 2015 r, str. MM57

[15] Questioned Documents Laboratory

 

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.9 (głosów:5)